wtorek, 29 maja 2012

Ju dzium dzium maj halt lajk e laket

Czyli dlaczego angielski w k-popie jest (często) tak beznadziejny

[Strasznisty angielski czai się w każdym rogu!
Mrożące krew w żyłach Breaking News w wykonaniu FT Island "Hello Hello"
*

Zacznijmy od tego, że sama jestem osobą, która uczy się angielskiego i nie obce są mi wszelkiego typu językowe kłopoty. Od wymowy (to zakichane, właściwie zaplute, „th”), poprzez problemy semantyczne, po gramatyczne zawiłości. Nie raz zdarzyło mi się machnąć taki kwiatek, że nawet uroda naszych ulubionych skośnookich blednie. Stąd daleka jestem od naśmiewania się z naszych koreańskich braci i sióstr za to, że ich angielski nie jest najwyższych lotów. W końcu mieszkają w swoim pięknym kraju, więc nie mają obowiązku znać angielskiego. Co innego jednak, gdy za tym „angielskim” stoją korporacje, które mają więcej pieniędzy, niż nam śmiertelnikom kiedykolwiek się śniło i beztrosko wrzucają do k-popowych piosenek angielskie słówka i zwroty, bez nawet cienia refleksji. Nie mówiąc już skonsultowaniu tej linijki z rodzimym użytkownikiem języka (a tych w Korei nie brak!).

Przykładów na to, jak bardzo konsultacje z anglojęzycznymi osobami są niezbędne w koreańskim show-biznesie, jest zatrzęsienie. I nie chodzi mi już tutaj o problemy z wymową, bowiem koreańskie ucho (a przez to i język) nie rozróżnia dźwięków „r” i „l” oraz „b” i „v” i potem wychodzą różne takie ciekawostki jak „loli poli” zamiast „Roly PolyT-ARY czy sławetne i tytułowe „dzium dzium maj halt lajk e laket” B1A4 („Zoom zoom my heart like a rocket”, dla niezorientowanych. Cokolwiek to znaczy.) Nawet „Nothing’s sober” Infinite mogłabym przełknąć (ma nawet więcej sensu niż „Nothing’s over”, które ma być niby w oryginale). Ale jest całe mrowie rażących błędów, wobec których nawet moje polskie ucho przejść obojętnie nie może. Nim przyjrzymy się zjawisku głębiej, kilka przykładów na rozgrzewkę:

DBSKPurple Line


Mimo całej mojej miłości i sentymentu do tego zespołu… To, że Yoochun odczuwa potrzebę przedstawienia się purpurowej linii… Dość to dziwne, ale widocznie chłopak jest grzeczny i wychowany, niech mu będzie. Ale gdy usłyszałam, jak w 45-tej sekundzie piosenki wyśpiewuje z poważną miną: „I really wanna touch myself” (naprawdę chcę się dotknąć), przyznaję, drobinkę zwątpiłam. Spoko, każdy ma swoje potrzeby, ale czy jest to coś, o czym muszę koniecznie wiedzieć? Hmm… (swoją drogą to przykre, że nikt mu nie chciał w tym pomóc).

U-KISSShut Up

 
[współczesny hrabia Dracula - Eli]

To jest chyba najsławetniejsze użycie konglishu (czyli koreańsko-angielskiej mieszanki językowej) w całym k-popie. Na samym początku pieśni możemy usłyszeć, jak Eli zmiksowanym głosem hrabiego Draculi mówi „Hello. Hello. Do you know me? This is …” (czy mnie znasz? To jest…) i tu się zaczynają kontrowersje. Oryginał twierdzi, że powinno być „…more than present” (więcej niż teraźniejszość?), ale brzmi jak „Mordney present” (Mordney obecny). Ta linijka zapoczątkowała żywot wampira Mordney, który bawi mnie ilekroć pojawia się w recenzjach Simona i Martiny z eatyourkimchi.com. Ostatnio jakoś nie występuje zbyt często, co z jednej strony dobrze świadczy o poziomie angielskiego w k-popie, ale z drugiej, tęskno! Mordney wróć!

B2STBeautiful


Najwyraźniej twórcy tekstu do tej piosenki przegapili lekcję angielskiego w szkole, kiedy to tłumaczono, iż w zdaniu, żeby było zdaniem i miało jakiś sens, musi być użyty czasownik. „My beautiful my girl and I” (moja piękna, moja dziewczyna i ja. Ilu was tam w końcu jest? Trójka?), „Nothing better than you” (nic lepsze niż ty) „So beautiful my girl (In the cube)” (taka piękna moja dziewczyna (wewnątrz sześcianu). Nie wiem jak Wam, ale mnie ostatnia linijka coś przypomina… Był kiedyś taki film o kilku nieszczęśnikach uwięzionych w labiryncie z sześcianów i obawiam się, że nie był to romantyczny obraz…

KARAPretty girl


I mój ulubiony tekst: „If you want a pretty, every wanna pretty” (jeśli chcesz ładna, wszyscy? chce ładna). Niestety polskie tłumaczenie nie oddaje „piękna” tej linijki, bo siłą rzeczy trzeba wyrazić ją bardziej kompletnie, że twórca ją stworzył. Więcej komentować nie trzeba.

EXOMama


I żeby nie było, że obecnie kwiatki się nie zdarzają. „Careless, careless. Shoot anonymous, anonymous.
Heartless, mindless. No one.
Who care about me?
” (nieostrożny, nieostrożny. Zastrzel anonimowego, anonimowego. Bez serca, bezmyślnie. Nikt. Kto o mnie dbać?). I co do tego wszystkiego ma… mama? Nie można zapomnieć również o epickim, anglojęzycznym początku klipu, kiedy to lektor swoim tubalnym głosem opowiada nam historię obrońców drzewa, której nie rozumieją nawet nativi. Pocieszające, bo zaczęłam się już martwić, że to z moim angielskim jest coś nie tak!

Można by tak długo wymieniać, ale nie kopmy leżącego (zawsze możecie podzielić się swoimi ulubionymi przykładami w komentarzach! :D).

Po co zatem w kraju, gdzie nie mówi się po angielsku, produkuje się muzykę przeznaczoną na rodzimy rynek z angielskimi wstawkami? No cóż, angielski wciąż uważany jest za coś modnego, „trendy” i egzotycznego. Kojarzy się z zachodnią cywilizacją i kulturą, która wciąż w swoisty sposób fascynuje Koreańczyków. Angielskie słówka wrzuca się zatem, by piosenki brzmiały bardziej „światowo” i „na czasie”. W latach, kiedy trend się zaczął (czyli będzie gdzieś pod koniec lat 90-tych) odsetek ludzi znających angielski był naprawdę niewielki, więc nie miało najmniejszego znaczenia, jakie słowa się w nich pojawiały. I tak prawie nikt ich nie rozumiał. Lokalne hity nie miały też ambicji zawojować anglojęzyczną część świata, więc nikt nie zaprzątał sobie głowy takimi szczegółami jak poprawność gramatyczna, czy jakikolwiek sens wrzucanych słówek. Obecnie realia się nieco zmieniły, ale… Szefowie show-biznesowych firm to zazwyczaj starsi panowie, którzy żyją we własnym świecie i nie zauważają postępujących zmian.

Nie można zapominać, że koreańskie społeczeństwo do kośćca przesiąknięte jest neo-konfucjańską filozofią, wg której hierarchia i znanie swojego miejsca w szeregu to cnoty pierwszego sortu. W ichniejszych korporacjach panuje dryl i karność większa niż w wojsku i jeśli szef coś wymyśli, nikomu nawet przez myśl nie przemknie, by się z nim nie zgodzić. Dlatego właśnie np. U-KISS, który w swoim składzie posiada Kevina, który urodził się i wychował w Stanach i mówi po angielsku jak rodowity Amerykanin, nie miał szans zaoponować, kiedy jego przełożeni podsunęli mu pod nos tekst do „Shut up”,  czy „0330” ze sławetnym „Don’t deny our R-square pi” i „Why did I turn on this love show” (tym razem nawet nie odważę się podjąć próby tłumaczenia!). Tyle pociechy, że nie jemu przypadło w udziale wyśpiewywanie podobnych idiotyzmów. 

[Kevin z U-KISS]

Można by było przymknąć na to wszystko oko, gdyby nie fakt, że k-pop przejawia obecnie zakusy ekspansji na zachodnie rynki, o czym wyraźnie świadczą ciągłe koncerty k-idoli w obu Amerykach i Europie (choćby ostatni MBC Korean Music Wave in Google). Szefom rozmaitych wytwórni nie jest również obca świadomość, jak wielu fanów na całym świecie mają ich podopieczni. Można by pomyśleć, że debiut EXO i ich epicka anglojęzyczna przypowieść o drzewie była właśnie takim ukłonem w stronę zagranicznych fanów, no ale jak wyszło, wszyscy wiemy. Gdyby panowie z SM Enterteinment zrezygnowali choćby z jednego z 10 tysięcy teaserów, którymi katowali publiczność i zainwestowali tę kasę w konsultacje z nativami, międzynarodowa społeczność k-popowych fanów poczułaby się bardziej niż dopieszczona. Irytujące jest to, że takie komercyjne molochy, które wkładają tyle funduszy i wysiłku w wypromowanie każdej ze swoich gwiazd i piosenek, oględnie mówiąc, mają w pompce anglojęzycznych fanów. Jasne, szaleństwo koreańskiej fali rozpoczęło się i przybrało na sile niezależnie od tego, jak paskudny był wyśpiewywany angielski. Ale obecnie, kiedy wszyscy wiedzą o naszej egzystencji, miło by było, gdyby ktoś uczynił choćby minimum wysiłku, by pozostać profesjonalistą w każdym aspekcie.


No ale z nas, międzynarodowych fanów, wytwórnie nie mają wiele pożytku. Ściągamy muzykę z internetu (jak i większość Koreańczyków, dlatego m.in. w niemal 70% koreańskich reklam występują celebryci), nie chodzimy na koncerty, nie kupujemy skarpetek z podobizną JaeJoonga… Ze splendoru i chwały, jaką przynoszą ojczyźnie k-popowe gwiazdy, niech się cieszą organizacje rządowe. Szefów wytwórni interesuje bardziej wymierny zysk.

Wybaczcie biadolenie. Następnym razem postaram się o coś weselszego! :)

Więcej na temat:

Źródła:
Przy pisaniu tego artykułu, wspomniani wcześniej Simon i Martina z eatyourkimchi.com byli dla mnie wielką pomocą i inspiracją. W ich recenzjach różnych koreańskich hitów zawsze jest część poświęcona angielskiemu, stąd też można wychwycić wiele „kwiatków”. Dodatkowo polecam jeszcze fragment o angielskim w k-popie w komenatrzu do tego postu:
http://www.eatyourkimchi.com/k-crunch-cocktail-me-dont-dj-doc-right-now/


* w tym paseczku na dole możemy przeczytać: „hot weather is making wverything very dry. fire can easly when things are dry. the windows are broken and firman are in the bulding to make sure there’s no fire” (gorąca pogoda czyni wvszystko bardzo suchym. Ogień może łatwo, jeśli suche. Okna są zepsute/wyłamane i strażak są w budynku, żeby upewić się, że nie ma ognia)

sobota, 26 maja 2012

O co całe to ujadanie?

Czyli, czy Mężczyźni Korei (organizacja zajmująca się ochroną praw mężczyzn w Korei: Man of Korea) mają jakąś awersję do psów?


Wow, minęło już nieco czasu, od kiedy Baek Ji Young wydała swój pierwszy singiel w karierze (w 1999 roku). Minęło również sporo czasu od wydania ostatniego singla, a obecnie promowany utwór „Good Boy” jest pierwszym od trzech lat tanecznym przebojem, w którym można ją podziwiać. Nie znaczy to jednak, że Ji Young leżała przez ten czas do góry brzuchem. Najbardziej znana jest ze swoich balladowych dokonań i pięknych pieśni umilających oglądanie takich dramowych hitów jak: Iris, Secret Garden, czy Rooftop Prince.

["Good Boy"]
 
Nic w tym dziwnego, że jej powrót z żywszym repertuarem wzbudził sporo zainteresowania w Korei. Ciekawość była tym większa, że w ojczyźnie kimchi panuje obiegowe przekonanie, że mając swoje lata (a Ji Young ma ich 36), nie wypada już pląsać po scenie i wyginać się kusząco w mini spódniczkach. Od dojrzalszych piosenkarek oczekuje się stateczności diwy operowej i cnotliwego prowadzenia się. Pani Baek może i nie zgrzała się za bardzo podczas wykonywania swojego tańca, ale na pewno wysłała rodakom czytelny sygnał: „wsadźcie sobie te wasze głupie zasady i uprzedzenia. I tak będę robić to, na co mam ochotę!”. Dobra robota, Ji Young! Wiek nie powinien być czymś, co ogranicza artystów. Jak długo mają wystarczająco energii i kondycji, by biegać i skakać po scenie, nikt nie powinien im tego zabraniać.

Zaskakująco, to nie próba przełamania stereotypu stała się najgłośniej komentowanym wydarzeniem wokół singla „Good boy”, a piosenka sama w sobie. A właściwie jej tekst.


Utwór opowiada o związku starszej kobiety z młodszym mężczyzną. Nie ma najmniejszych wątpliwości, kto w tym układzie ma władzę. Narzekania mężczyzny porównane są do ujadania, a kobieta przedstawiona jest jako łaskawa pani niegrzecznego psiaka. Z resztą, przeczytajcie tekst sami:

Jesteś grzecznym chłopcem, który się mnie słucha
Robisz wszystko, o co cię poproszę
Ale gdy sprawiasz kłopoty, jesteś niegrzecznym chłopcem
Kiedy cię pochwalę, stajesz się zbyt pewny siebie

[refren]
Więc po tym, jak zaczęłam dobrze cię traktować
Kim ty jesteś, żeby sobie ze mną pogrywać?
Oh oh oh oh oh mama
Spróbuj tylko coś wywinąć, a już po tobie

Miłość jest okrutna, zawsze była
Jeśli myślisz, że dziewczyny są łatwe, będziesz cierpiał
Mówiłam „tak”, prawiłam ci komplementy
A ty serio myślisz, że to naprawdę

Zakochana do szaleństwa, zraniona przez ciebie
Oczywista konkluzja miłości

Twoje słowa stały się szorstkie (kim ty jesteś, twardym facetem?)
Wszystko co mówisz, to kłamstwa (twoja twarz nawet się nie zmienia)
Ale tańczysz mi na dłoni
Kogo ty usiłujesz oszukać? (nie bądź dzieckiem)

[refren]

Obejmujesz mnie i puszczasz mnie, jak tylko masz ochotę
Nie jestem twoją mamą, ten pieprzony dramat (x2)

[Yong Jun Hyung z BEAST]
Nienawidzę tej miłosnej gry
Traktowałem cię jak królową
Ale od kiedy zostałaś moją panią?
Dla ciebie to OK, ale nie dla mnie
Ciągle mnie odpychasz i odpychasz
Przestań mówić, że jestem młody, to co ty robisz, jest takie dziecinne
To, co mówisz, bla bla bla
Jestem tylko kawałkiem z twojej doskonale skrojonej układanki

[Baek Ji Young]
Nie jesteś już po okresie dojrzewania? To takie niedojrzałe. Przestań ujadać

[Yong Jun Hyung]
Jesteś jak kawałek lodu pod moją stopą, zaczyna mnie to już męczyć

[Baek Ji Young]
Ha, tak dobrze cię traktowałam, a to jest jak odpłacasz swojej pani?

[refren]
Miłość jest okrutna…

Jesteś taki sam, a ja też jestem całkiem sfrustrowana
Jestem jeszcze bardziej żałosna, że zaufałam i oddałam moje serce facetowi takiemu jak ty
Mówiłam „tak”, prawiłam ci komplementy
A ty serio myślisz, że to naprawdę

Obejmujesz mnie…

[tłumaczenie z angielskiego: www.kpoplyrics.net]

Wspomniana na samym początku organizacja chroniąca prawa mężczyzn w Korei (wow, jestem pod wrażeniem samej idei zakładania takiej organizacji w tym kraju) złożyła oficjalne wezwanie do władz, by zakazać wyświetlania piosenki, jako uwłaczającej męskiej godności. Uzasadnienie organizacji ze wszech miar warte jest zacytowania:

[…] W teledysku możemy rzeczywiście zobaczyć psa, który sugeruje, że mężczyźni są traktowani jak psy, które słuchają posłusznie [swojego właściciela]. Młody mężczyzna, który tak jak pies słucha posłusznie starszych kobiet, może wyrażać fantazję [owych starszych kobiet] o romansie i bestialstwie (ciekawe, co mieli na myśli?), ale normalny, zdrowy mężczyzna czuje się całkowicie dotknięty takimi piosenkami. Nawet w czasach, gdy mężczyźni rządzili światem, nigdy nie traktowali kobiet jak psy.

Faktycznie. Były czasy, kiedy faceci traktowali kobiety gorzej jak psy. Nie ma do czego się przyczepić.

Żeby było zabawniej, ta sama organizacja swojego czasu bezskutecznie wojowała z filmem „You’re my pet” (2011) z Jang Geun Sukiem i Lee Ha-neul w rolach głównych. Był to remake mangi i japońskiej dramy pod tym samym tytułem i opowiadał historię ambitnej kobiety sukcesu, której któregoś pięknego dnia przyszło zamieszkać pod jednym dachem z młodszym od niej tancerzem i lekkoduchem. Warunkiem wspólnego pożycia był fakt, że chłopak zostanie prywatnym zwierzątkiem właścicielki domu, na co zainteresowany bez najmniejszych problemów przystał. Obrońcom praw mężczyzn tak samo jak i teraz, nie spodobała się idea traktowania mężczyzny jak psa i starali się jak mogli, by zdjęto film z ekranów.

Dobra, przyznaję, że idea traktowania faceta jak psa, nie jest może najbardziej szczytnym wymysłem, jaki zrodził się w czyjejś głowie. Z drugiej zaś, ja jakoś nie obrażam się, jak ktoś nazywa mnie kotkiem…

["You're my pet"]

Zoologiczno-lingwistyczne żarty na bok. Poniekąd rozumiem umiarkowany entuzjazm mężczyzn do produkcji takich jak „Good boy” Baek Ji Young, czy filmu „You’re my pet”. Jednak robienie z tych niezbyt częstych przypadków „nieokazywania facetom należnej czci i szacunku” takiego problemu, jest nieco przesadzone. Zwłaszcza w kraju, gdzie (jak jeszcze pisałam dwa dni temu tutaj) co drugi mąż bije albo znęca się psychicznie nad swoją żoną. Najwyraźniej patriarchalny porządek świata mocno chwieje się w Korei, skoro panowie poczuli potrzebę założenia organizacji chroniącej jej prawa. Tylko, że mam wrażenie, że tego typu instytucja potrzebna jest tak samo, jak organizacje chroniące prawa białych w Stanach. Zwłaszcza w świetle ostatniego postu, wydaje mi się to śmieszne, albo nawet bardziej – żenujące. Koreańczykom najwyraźniej mocno doskwiera fakt zmian społecznych i wszelkimi środkami usiłują chronić swoją dawną pozycję. Nie wydaje mi się, żeby tekst „Good boy” był aż tak bardzo uwłaczający, zwłaszcza, że męska rapowa wstawka wyraźnie pokazuje, że chłopak też ma charakterek. Jakoś Mężczyznom Korei nie przeszkadzały występy Teen Top w „No more perfume on you”, który wyraźnie promował zdradę, albo „Shut upU-KISS, gdzie chłopaki wyśpiewywali głupiutko uśmiechniętej panience, jak bardzo jej nienawidzą i że powinna się przymknąć. To jakoś nie szkodziło wizerunkowi mężczyzn jako takich.

A Ji Young ma powody, by nie odczuwać zbyt wiele szacunku do mężczyzn po tym, jak jej manager, z którym miała romans, nagrał bez jej wiedzy ich romantyczne uniesienia i szantażował ją, że upubliczni ich intymne wideo, gdy chciała zmienić managera w szczycie jej kariery. Sprawiedliwość na szczęście dosięgła owego pana, bo obecnie odsiaduje w więzieniu w Los Angeles karę za seks z nieletnią, który to akt bardzo sprytnie sam nagrał.


Koreankom zaś nie ma co się dziwić, że lubią filmy w stylu „You’re my pet”. Przynajmniej na krótkie dwie godziny mogą uciec od rzeczywistości i dla odmiany poczuć się paniami sytuacji. Chociaż w owym sławetnym filmie i tak Jang Geun Suk pozostaje całkiem męski (w porównaniu do japońskiego pierwowzoru z Matsumoto Junem) i nie bez znaczenia jest fakt, że obu stronom zaproponowany układ doskonale odpowiadał z wielu względów.

Przyznam, że ciekawa jestem odpowiedzi komisji, do których zostało wysłane owo żądanie zakazania piosenki Ji Young. Przy „You’re my pet” się nie ugięli, gdyż zapewne byli niebezinteresowanie stymulowani przez korporacje odpowiedzialne na wypuszczenie filmu. W przypadku pojedynczej piosenki lobby może nie okazać się aż tak silne. Będę monitorować sytuację i dam znać, jak się sprawy mają.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 24 maja 2012

Girls bandy i "zboczeni" ajushi

W świecie k-popu istnieją fani wszystkich możliwych gatunków. Kobiety i mężczyźni, starsi i młodsi, fani maniakalni i bardziej normalni, anty-fani i sasaeng-fani, fani zrzeszeni i wolne rodniki. I dobrze, że (niemal) dla wszystkich jest miejsce w kolorowej i wesołej k-popowej rodzinie. Zostawmy temat fanów ekstremalnych, bo o tym było już dużo powiedziane. Tym razem przyszedł czas, by przyjrzeć się bliżej „wujkom”, czyli panom po 30-stce, którzy szaleją za girls bandami.


Myślę, że w naszej kulturze zwariowany pan lat 30, 40 albo i nawet 50+, który ze szczenięcym entuzjazmem ogląda najnowszy klip swojego ukochanego girls bandu i maszeruje dziarsko na koncerty, jest zjawiskiem egzotycznym, by nie powiedzieć dziwacznym. U nas przyjęło się, że pop w wydaniu grup z tańcem synchronicznym zarezerwowany jest wyłącznie dla nastolatków. A koreańska baza ajushi to nie byle jaka publika. Obecnie trend jest taki, że wytwórnie chętniej wypuszczają nowe girls bandy, bo te w 90% przypadków zwrócą koszty treningu (chciałam powiedzieć produkcji :/). Zawsze znajdą się jacyś ajushi, którzy będą wspierać swoje „siostrzeniczki” i zagrzewać je do boju. Kobiety są bardziej kapryśne i nigdy nie wiadomo, czy spodobają im się nowi piękni, pląsający chłopcy.

Zespoły takie jak Girls’ Generation (SNSD), Wonder Girls, KARA czy T-ARA to właśnie te, które fani ajushi ukochali sobie w szczególności. SNSD bezapelacyjnie znajduje się na szycie tej listy i dziewczęta (ich producenci?) robią wszystko, by ich „wujkowie” czuli się usatysfakcjonowani. Jak? Do bólu wykorzystując koncept aegyo, o którym wiąż tyle jest tu mowy (artykuły tutaj i tutaj). Jaki jest związek pomiędzy aegyo i „zboczonymi” ajushi? Zadziwiająco prosty.


Ci, którzy zaglądają na mojego bloga od dłuższego czasu albo interesują się socjologicznymi zjawiskami w Korei, na pewno wiedzą, że społeczeństwo państwa półwyspu jest jednym z bardziej dynamicznie zmieniających się na świecie. W przeciągu ostatnich 10-20 lat dokonała się swoista rewolucja, która odmieniła życie milionów kobiet (artykuł tutaj). Zamordystyczny patriarchat przeobraził się w bardziej współczesny i partnerski model społeczeństwa. Nie dajmy się jednak oszukać: przed Koreańczykami wciąż jeszcze długa droga do prawdziwego równouprawnienia i poszanowania praw kobiet. Wystarczy rzucić okiem na statystyki, by zrozumieć skalę problemu: w 2010 roku Koreanka dostawała 41% wynagrodzenia, które otrzymałby mężczyzna na tym samym stanowisku, klasyfikując tym samym Koreę na 104 miejscu na 134 możliwych w rankingu najbardziej szanujących idee równouprawnienia kobiet krajów. Co więcej, w 2009 przeprowadzono anonimowe telefoniczne badania na studentkach odnośnie ich relacji z mężczyznami i okazało się, że aż 78% z nich (!) doświadczyło przemocy psychicznej w związku. Z kolei w 2011 roku Ministerstwo do spraw Równouprawnienia i Rodziny przeprowadziło ankietę na temat przemocy domowej i połowa (!) respondentek przyznała, że jest ofiarą psychicznej albo fizycznej przemocy ze strony swoich mężów, czyniąc pokolenie 50-latek jednym z najbardziej nieszczęśliwych i sfrustrowanych na świecie. Te badania wykazały również, że w 2011 płace kobiet były o 38% niższe niż mężczyzn na tym samym stanowisku, ale ciężko powiedzieć, czy rządowe badania są aż tak godne zaufania.

W świetle powyższych danych ciężko uwierzyć, że Koreankom żyje się teraz dużo lepiej. Ale tak rzeczywiście jest. Kobiety od wielu lat walczą o swoje prawa i udało im się zyskać niezależność, prawo do pracy i opuszczenia przytulnych kuchni. Mężczyzna nie jest już tym jedynym, który zapewnia chleb rodzinie i podejmuje wszystkie decyzje. Takie zmiany, w silnie patriarchalnym społeczeństwie, gdzie poczucie męskości danego pana oparte jest na jego finansowym statusie, były potężnym ciosem w jego ego. Zwłaszcza w 1997 roku, kiedy na Azję spadł kryzys finansowy, wielu mężczyzn straciło pracę, druzgocąc przy tym ich poczucie własnej wartości, jako facetów.

Mniej więcej w tym czasie pojawiły się pierwsze girls bandy. Pierwsza generacja takich zespołów to m.in. S.E.S i Fin.K.L., które stały się pierwowzorami dla współczesnych gwiazd, takich jak: SNSD czy Wonder Girls. Ich piosenki otwarcie kierowane były do oppa, czyli starszych od siebie mężczyzn, wzywając ich imię cieniutkim, dziecinnym głosikiem i robiąc przy tym słodkie minki. Oczywiście, wcześniej piosenkarki również śpiewały do starszych mężczyzn, ale słowo oppa jako takie, bardzo rzadko znajdowało się w tekście piosenek.

 [S.E.S]

Obecnie słowo oppa nabrało niemal mistycznego charakteru. Nie ma chyba Koreańczyka, który w skrytości serca nie marzyłby, by niewinna niewiasta wołała tak na niego, swoim słodkim głosem. A czymże jest show-biznes, jeśli nie machiną do urzeczywistniania ludzkich pragnień? Mężczyźni dostają więc to, czego pragną: „Oppa, spójrz na mnie”, „Tak się wstydzę”, „Nie wiem, nie wiem”, „To mój pierwszy raz”, „Jestem taka beztroska”, „Nie myśl o mnie, jak tylko o młodszej siostrze”, „Nie wiem, czy zaraz się nie rozpłaczę”, „Och, taka jestem czasem głupiutka”, „Uwierzę we wszystko”. To tylko niektóre wyjątki z tekstów girls bandów, z czego ¾ można usłyszeć w przeboju SNSDOh”:


Ciekawe od kiedy oppa stali się tacy godni zaufania, skoro połowa mężów tłucze swoje żony, a sąsiedzi uważają, że to najzupełniej normalna rzecz katować swoją połowicę i nikt ani myśli pomóc nieszczęsnej (jak na przykład stało się w przypadku porwanej i zamordowanej dziewczyny, głośna sprawa z pierwszego kwietnia tego roku – szczegóły tutaj). Tego typu teksty i słodkie minki to poważny krok w tył na drodze do emancypacji i równouprawnienia. Mężczyźni, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowym, rozwijającym się modelu społeczeństwa, gdzie kobieta również ma coś do powiedzenia i, nie daj Boże!, przynosi do domu wyższą wypłatę niż oni, czują się zagubieni i niemęscy. Współczesne kobiety ich przerażają i nie wiedzą, jak mieliby się zrealizować w związku z taką niezależną niewiastą.

Oglądanie występów słodkich i uroczych girls bandów jest jak balsam na ich skołatane nerwy. Tu wszystko jest, jak być powinno. Są śliczne dziewczęta, które pląsają beztrosko i uśmiechają się do swoich wspaniałych oppa, którzy prowadzą ich za rączkę przez życie. Noszą dziewczęce sukieneczki i kokardki we włosach (czasem większe od ich głów), są po dziecięcemu niewinne i ufne do świata, polegają na radach starszych i nie przeciwstawiają się ich woli. Gdy zaczynają karierę nie rzadko mają po 15-16 lat i starają się utrzymać dziecinny image jak długo tylko można, tworząc iluzję, że to rzeczywiście tylko dziewczynki, które będą grzecznie wykonywać polecenia. Ktoś pokusił się nawet o zestawienie piosenek girls bandów, by pokazać, jak często w tekstach pojawia się fraza ”몰라 (nie wiem)”. Jakość wideo niestety słaba, ale ilość piosenek, która się w nim znalazła, jest naprawdę zatrważająca:

 
Przy całym tym aegyo-niewinnym image, jaki dziewczęta starają się zachować, seksualne podteksty są bardziej niż oczywiste. Wystarczy pomyśleć o choćby „MisterKARY i ich słynnym kręceniu pupą, albo o ultra krótkich szortach, które noszą w wielu klipach i występach na żywo dziewczyny z SNSD, by nie mieć wątpliwości o czym mówię. Do tego dochodzi jeszcze masa prowokacyjnych zdjęć. Swojego czasu było głośno o Sulli, piosenkarce z f(x). Zdjęcie, do którego pozowała, z jednej strony podkreśla jej młodość (miała wtedy 15 lat) i niewinność (brak makijażu, bluzeczka w wisienki, kokardki), z drugiej zaś jej poza i lekko uniesiony rąbek króciutkiej spódniczki wywołuje (nie tylko) we mnie pedofilskie skojarzenia. Co ciekawe, właśnie ona ma podobno najwięcej ajushi fanów w całym zespole.

 [słynne zdjęcie Sulli z f(x)]

Właśnie to połączenie: niewinnych buź i kobiecych kształtów, udawania słodkich i naiwnych dziewczątek i prowokacyjnych tekstów i tańcy najsilniej oddziałuje na męską wyobraźnię. Mi ciężko oceniać, ale naczytałam się sporo wyznań i komentarzy i myślę, że nasi panowie też to potwierdzą: te grupy stworzone są po to, by stymulować męską fantazję. I bynajmniej nie taką dotyczącą sielankowych i niewinnych pikniczków na trawie (chyba, że takie wg Maneta). 


Nie oszukujmy się – show-biznes to cały czas domena mężczyzn i to oni odpowiedzialni są za promocję, teksty, muzykę, choreografię i image prowadzonych przez nich zespołów. Są to zazwyczaj panowie w sile wieku, którzy jak nikt znają pragnienia innych mężczyzn. W końcu kto, jak nie sami ajushi, wiedzą najlepiej, czego trzeba innemu koledze? A to, czy dana dziewczynka w zespole czuje się dobrze w narzuconej jej roli, kogo to obchodzi? Dziewczyny są zastraszane, że jeśli nie założą danego stroju, albo nie wygną się na scenie, tak jak choreograf każe, to wylecą z zespołu, bo są tysiące, które tylko czekają, by znaleźć się na ich miejscu. 60% piosenkarek przyznało, że było zmuszanych do noszenia skąpych stroi. Daje to pewien obraz tego, jak bardzo „naturalne” jest wszystko to, co oglądamy na naszych monitorach… Choreografie konstruowane są jednak zazwyczaj tak, by czuwające komisje i cenzorzy nie mogli się do niczego przyczepić, jednak przemycają jednocześnie tyle elementów, ile się da, które mają usatysfakcjonować męskich widzów. Stąd pozornie niewinne mundurki i nogi odsłonięte pod samą szyję, tak samo jest ze „sportowymi” szortami, „ujęciami na zboczeńca”, czyli filmowaniu z poziomu podłogi w górę. Przykłady sprytnych technik można mnożyć.


Przy całej tej machinie, która ma za zadanie obudzić w biednym facecie bestię, w Korei wciąż bardzo silne jest seksualne tabu. James z grandnarrative.com pisał, że nawet w barze po kilku piwach i w wyłącznie męskim towarzystwie, nie da się zmusić Koreańczyka, by przyznał, że dziewczyny z SNSD go podniecają. Takie wyznanie jest równoznaczne z przyznaniem się do bycia starym zboczuchem i delikatnie mówiąc, potępieniem społecznym. No bo jak to tak! Takie niewinne i słodkie dziewczynki miałby być obiektem czyichś sprośnych fantazji?! Olaboga!

Dlatego właśnie panowie 30+ sami siebie nazywają ajushi fanami, albo nawet lepiej samchon fanami. Samchon to dosłownie wujek, brat któregoś z rodziców. To słowo niesie zatem ze sobą skojarzenia z ciepłym, starszym mężczyzną, który kocha swoją siostrzeniczką czystą i szczerą miłością, dba o nią, jak rodzic dbałby o swoje dziecko. Ich zainteresowanie członkiniami girls bandów jest zatem czysto rodzicielką troską. Oglądają ich występy i rozpiera ich duma, że ich ukochana siostrzeniczka/bratanica jest taka piękna i utalentowana. Określenie samchon ma maskować brzydką, w ich mniemaniu, prawdę, że tak naprawdę sekretnie marzą o tym, by przelecieć każdą tę „siostrzeniczkę” z osobna i wszystkie razem.

["niewinna" T-ARA]

Daleka jestem od posyłania gromów na owych „zboczonych” ajushi fanów, bo wydaje mi się, że kto inny jest tutaj zboczony, każąc wyginać się seksownie 15-latkom. Wiadomo, są różne dewiacje. I wśród „wujków” znajdzie się kilku takich, którzy planują, jak by tu swoje fantazje wprowadzić w życie, ale jest też przeważająca większość, która owszem, czuje się stymulowana przez pląsające, nieletnie dziewczęta, ale w realnym świecie nigdy by nie odważyła się zrobić im coś złego. Myślę, że problem jest w tym, jak wytwórnie promują swoje nieletnie gwiazdy i że z rozmysłem robią wszystko, by podniecić męskich widzów, jednocześnie wmawiając im, że myśleć o takich niewinnych i eterycznych istotach w seksualny sposób, to przejaw ostatecznego zboczenia. Koreańscy mężczyźni, znajdujący się pod silną społeczną i kulturową presją, naprawdę przeżywają ciężkie chwile, uświadamiając sobie, że najwyraźniej jest z nimi coś nie w porządku, skoro napalają się na nieletnie panienki. Nauczyciel Kim Byeong Hyeon na swoim blogu zdobył się na odwagę, by wyznać światu swoje prawdziwe uczucia. Jego artykuł można znaleźć w angielskim tłumaczeniu tutaj. Serdecznie polecam jego lekturę, bo jest naprawdę ciekawy i daje  wyobrażenie, co dzieje się w biednych koreańskich umysłach.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 23 maja 2012

Grunt to bunt!

Lubicie słodkie minki i cukierkowe biciki, którymi od lat raczą nas debiutujące k-popowe grupy? To mam dla Was złą wiadomość, bo wygląda na to, że rok 2012 to rok buntu w tym uroczym muzycznym zagłębiu!


Przynajmniej trend dotyczy boys bandów. Grupy dziewczęce w większości niestety wciąż opychają ten sam schemat, wyciskając z siebie aegyo aż do bólu i wydymając słodziusio usteczka do kamery. Przyznam, że w świetle ostatnich boys bandowych debiutów, pokładałam pewne nadzieje w nowym zespole z Pledis Entertiment: Hello Venus, ale niestety. Jak nic czeka mnie próchnica od nadmiaru słodyczy.

[niestety, te iskierki to nie moja twórczość...]

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że i dziewczęta próbują oprzeć się obezwładniającej sile aegyo. Debiutująca w tym roku SPICA przeciwstawia się dyktatowi słodkich minek i w swoim debiucie postawiła na dramatyczny efekt niegrzecznych gierek. „Russian Roulette” może jakoś nie rzuciła mnie muzycznie na kolana, ale była miłą odmianą po wcześniejszych dziewczęcych wyskokach, jak np. sławetne, zeszłoroczne „I Don’t KnowA Pink. Na samo wspomnienie aż mnie wykręca od przedawkowania cukierkowej radości…

 [SPICA "Russian Roulette"]

Panowie również w większości przypadków swoje pierwsze występy okraszali porządną dawką aegyo. Nawet takie legendy jak DBSK zadebiutowali budzącym zgrozę „Hug” (pamięta to ktoś jeszcze?), nie mówiąc już o strasznistym, ale to strasznistym debiucie U-KISS (dla odważnych, do obejrzenia tutaj). Całe szczęście, że ten mroczny okres mają już za sobą i podziwiać tylko, że zdołali się utrzymać, mimo takiego wejścia „z przytupem” ;)

 
[Changminek i koci pocałunek]

2PM, którzy od zarania przyjęli „męski” koncept, w „10 Points Out of 10 Points” nie ustrzegli się przed odpowiednią dawką aegyo. Trzeba jednak przyznać, że dawka jest odpowiednio wyważona a cały klip całkiem zabawny i sporadyczne nieszczęśliwe minki są pocieszne. W 2011 swój debiut mieli chłopcy z Boyfriend z wielce kreatywnym tytułem piosenki „Boyfriend” oraz B1A4 z „OK”. Ci ostatni są chyba jedynym zespołem w historii świata, który mnie nie irytuje swoim buchającym aegyo, co więcej, uważam, że są naprawdę przeuroczy w tych swoich występach! „Beautiful Target” to jest klasyk gatunku i działa na mnie lepiej niż prozac. Nie żebym kiedyś próbowała. Ale tak sobie myślę… Ekhm.

[czy temu uśmiechowi można się oprzeć?
B1A4 "Beautiful Target"]

Obecnie skośnoocy debiutanci obrali całkiem inny kurs! Pierwsze jaskółki pojawiły się już w 2011 roku, kiedy na światło dzienne wyłonił się np. Block B ze swoim „Freez”. Jasne, nie było tam wielkich innowacji, taniec synchroniczny, lans na blachach (swoją drogą może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi z tym szałem sportowych samochodów we wszelkiej maści klipach?!) i mizianie ustek (więcej o mizianiu tutaj), ale niemniej pierwszy sygnał poleciał w świat, że chłopcy nie będą zalotnie mrugać rzęskami i przykładać piąstek do buzi. Do tego cały ich koncept daleki był od grzecznych chłopców z dobrych rodzin, przyjęli raczej taką rozbaraszkowano-wygłupiaszczą konwencję, która całkiem sprawnie im wychodziła i żal, że przez tajlandzką aferę (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to szczegóły tutaj) musieli mocno się wyciszyć i zniknąć na jakiś czas z ekranu.

[Block B]

Przechodząc wreszcie do meritum i teraźniejszości, mam wrażenie, że modę na bunt i agresywny image zapoczątkowali chłopcy z B.A.P. Ich „Warrior” bezlitośnie wciska w fotel i czasem aż ciężko uwierzyć, że to ich pierwszy singiel. Kolejna promowana piosenka: „Power” również nie pozostawia złudzeń, że panowie nie planują złagodnieć. Aż ciężko mi sobie ich wyobrazić, by mieli nagle przeistoczyć się w anioły-stworzenia, wyśpiewujące ballady do uszka swojej białogłowy. Niby na wypuszczonych krążkach znajdują się również rzewne pieśni, jak np. „전부 거짓말 (It’s All Lies)”, a podczas wywiadów chłopcy wcale nie próbują zalotnie odgryźć reporterom ucha, ale jakoś takoś… Z jednej strony chłopcy obrali sobie (tudzież agencja im obrała) trudną drogę, bo zastanawiające jest, jak długo będą chcieli utrzymać ten image i jak długo będzie on robił na słuchaczach tak samo silne wrażenie. Kiedyś będą musieli wyjść poza stworzony mit i bardzo jestem ciekawa, co im z tego wyjdzie. Pozostaje nam tylko czekać i bacznie się im przyglądać.

 
[męskie pogaduszki Himchana i Bang Yong Guka]

Kolejny tegoroczny debiut: Nu’est w „Face” może i mają niewinne buźki, ale leją się po nich jak zawodowcy! BtoB w „Insane” przeżywają i rozdzierają szaty z żalu za utraconą miłością, ale na końcu robią rozpierduchę pierwsza klasa! Myślę, że to jest odpowiednie miejsce, by coś oficjalnie ogłosić: przegrzebaliście sobie, chłopaki! Siedem lat nieszczęść – a proszę Was bardzo, Wasze nieszczęścia, tłuczcie sobie luster ile chcecie. Palicie fortepian? Spoko, skoro taką odczuwacie potrzebę… Wyrywacie sobie kłaki, luzik. Ale od książek wara! Co to ma być, żeby tak młodzież uczyć poszanowania do słowa pisanego! Nieładnie, nu, nu!

[żebym ja więcej takich scen nie oglądała!]

EXO również nie można zakwalifikować do kategorii słodziusich chłopięcych zespolików. Ciężko mi orzec, którą piosenkę powinnam uznać za ich debiut, bo nie do końca przemawia do mnie filozofia 10 tysięcy teaserów, prologów i czort wie czego tam jeszcze, ale zróbmy SM Entertainment tę przyjemność i uznajmy, że ich oficjalnym debiutem jest „History”. Ten zespół z kolei idzie w buntowniczy monumentalizm, a co więcej, przemycają tu i ówdzie co najmniej nieodpowiednie dla młodzieży treści. Ten gif rozłożył mnie na łopatki:

[dla tych, których angielski nie jest najmocniejszą stroną:
"szybka masturbacja"
niestety nie jestem pewna źródła, ale na 90% pochodzi on stąd]

I na koniec zupełna świeżynka: JJ Project z JYP Entertainment. Wow! Jestem naprawdę pod wrażeniem tego debiutu. Z przytupem, z poczuciem humoru, z powerem i tylko chciałoby się im życzyć, by tej energii nie zabrakło im w dalszej pracy! Wypuszczony singiel jest tak samo zachwycający, jak promowana piosenka. Na krążku, oprócz głównego utworu, są dwa kolejne i nie są to jakieś tam smętne „zapychacze”, jak to finezyjnie określa Miica na swoim blogu How Gee, ale dwie świetne piosenki, z czego ostatnia „ 노래가 끝나기 전에 (Before This Song Ends)” jest chyba nawet lepsza niż promocyjna! Dobra robota! Byle tak dalej, a może znów rozpali się we mnie „fan girl mode”. Kto wie?


Tyle moich zachwytów. A jak Wam podoba się buntowniczy trend w k-popie? Zauważyłam, że nawet te zespoły, które już debiutowały jakiś czas temu, powracają obecnie z bardziej zadziornym image, jak np. Dalmatian, który zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia piosenką „That Man Opposed”, ale ich najnowszy przebój „E.R.” (swoją drogą jestem wzruszona chłopaki! żeby nazywać piosenkę od moich inicjałów, nie mam słów! Widać, ktoś docenia wreszcie mój wkład w promocję k-popu w Polsce ;), no, no… To już zupełnie inna bajka! I muzycznie i wizualnie… Ekhm… Chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że ten klip zasługuje na pojawienie się w moim elitarnym cyklu wtf moment (jeśli ktoś nie zna serii, to zapraszam tu i tu). Z tej pani zimny chirurg to raczej jest nekrofil, bo jej sekcja zwłok ogranicza się do rozcięcia koszulek domniemanych trupów i ucałowania zimnego czółka. Ja doskonale rozumiem, że kobiety też lubią sobie popatrzeć, ale ta pani posunęła się chyba zbyt daleko w swoich maniactwach…

 
Na dziś to tyle wygłupów. Pragnę jedynie zakomunikować, że wreszcie zakończyłam wojaże i pisanie rzeczy, których pisać wcale nie miałam ochoty, co oznacza ni mniej ni więcej, a więcej czasu na pisanie tutaj. Spodziewajcie się więc na dniach bardziej ambitnych wpisów, a z moje strony czekam na kolejne wyrazy uznania płynące ze świata k-popu, jak wspomniana wcześniej pieśń Dalmatiana :D

Więcej na temat: 
Muzyka/Idole

wtorek, 15 maja 2012

Blade twarze

Czyli o tym, jak prezentowani są przedstawiciele kultury zachodu w koreańskich mediach.


Widzieliście nowy teledysk Junsu „Tarantallegra”? Nie powiem, podoba mi się. Lubię takie lekko szalone klimaty i obsesyjną, „gorącą” muzykę, jeśli wiecie, co mam na myśli. Eh, ja i te moje muzyczne opisy… -__-`

Oprócz szaleństwa w oczach Junsu i jego zmieniających się jak w kalejdoskopie wcieleń, jest jeszcze coś, czego nie można przeoczyć. Główny wykonawca to jedyny Azjata, jakiego możemy zobaczyć przez 4 minuty 34 sekundy trwania piosenki. I tak, singiel adresowany jest głównie na rynek koreański.

Junsu to nie jedyny artysta, który lansuje się u boku bladych twarzy. Niemal w połowie teledysków Big Bang można zobaczyć białą kobietę (Cleo pokusiła się nawet o zestawienie takich klipów tutaj), ale żeby wymienić dla przykładu, zobaczcie choćby „Beautiful Hangover” czy „Blue”. W najnowszej piosence CN BlueHey you” także nie uraczy się innych Azjatów poza samym zespołem, U-KISS też lubi się powyżywać na białych panienkach (a właściwie białej panience) w sławetnym „Shut up”, 2PM w „Hands up” z kolei przekonują, że co to za impreza bez białych, wijących się dziewcząt (GD&T.O.P. w „High High” są absolutnie tego samego zdania). Kim Hyun Joong w piosence „Break Down” swój bladolicy haremik trzyma w osiatkowanej klatce, w jakiejś podejrzanej spelunie. Te nieszczęśnice, które mogą pląsać na wolności, podrygują smętnie z lewej strony parkietu, albo wiją się wokół oparcia fotela, na którym siedzi kumpel Hyun Joonga, raper Double K. Mam wymieniać dalej?


Zastanawiający jest fakt, że ten nawał białych twarzy pojawia się głównie w klipach boys bandów (jeśli ktoś zna jakiś przykład, gdzie pojawia się biały facet w mv grupy dziewczęcej, niech mnie oświeci!), albo generalnie śpiewających mężczyzn i sposób, w jakim przedstawia się w nich bladolice panie, wprawia mnie w stan daleki od entuzjazmu. Zazwyczaj:
  • ubrane są bardziej niż skromnie (i mam tu na myśli skromność ilości użytego materiału na ich stroje, a nie skromność jako taką!),
  • wiją się wokół głównego wykonawcy,
  • wiją się wokół pobocznych wykonawców,
  • wiją się między sobą.

[wyjątek z "Taratallegra" Junsu]

Z resztą k-popowe klipy to nie jedyne miejsce, gdzie pojawiają się przedstawiciele naszej, kaukaskiej rasy. Koreańskie reklamy i zdjęcia w magazynach dla kobiet są wręcz zasypane białymi modelkami. Ktoś pokusił się o zestawienie w 2005 roku, z którego wynika, że aż w 30% koreańskich reklam pojawiły się białe panie, podczas gdy w USA odsetek Azjatek w ichniejszych reklamach to ledwo 1,9%. Inni naukowcy przejrzeli magazyny dla kobiet z lat 2002-2003 i okazało się, że stosunek białych modelek do Azjatek wyniósł odpowiednio 57% do 43%! Pewnie nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w Stanach niezachwiany monopol posiadają blade twarze, rozmaślając konkurencję wynikiem 84,9%. Istnieją też koreańskie domy mody, które swoje stroje prezentują tylko i wyłącznie na białych modelkach (np. Beanpole i Hazzys).
 
[screen ze strony Beanpole]

Skąd ta miłość do ludzi zachodu? Jakieś postkolonialne ciągoty? Kompleksy własne? Chęć nadania międzynarodowego charakteru danej firmie? Pewnie wszystko po trochu, plus jeszcze parę innych czynników, którym przyjrzymy się już za moment.

Należałoby zacząć od tego, jakie stereotypy odnośnie białych ludzi zakorzenione są w koreańskich (często też ogólnie azjatyckich) umysłach. Blada cera i okrągłe oczy to właściwie synonimy pewności siebie, silnego charakteru, posiadania zdania na każdy temat i siły przebicia. Szczególnie białe kobiety postrzegane są jako wyzwanie i zdobycie takiej egzotycznej piękności to potwierdzenie męstwa skośnookiego pana i chwała dla jego ojczyzny. Co ciekawe, taki mariaż w drugą stronę, a więc kobieta Koreanka i zagraniczny mężczyzna, bynajmniej nie jest witany z entuzjazmem. Utarło się mniemanie, że jeśli Koreanka umawia się z obcokrajowcem, to na pewno robi to dla jego kasy, albo usiłuje prostszym sposobem dorobić się zielonej karty. Współbracia patrzą więc na taką niewiastę jak na zdrajczynię, która nie tylko jest łatwa i powierzchowna, ale jeszcze słaba i godna pogardy.

[Ahn Jung Hwan i jego haremik]

Jak widać, pozycja kobiet w Azji wciąż daleka jest od ideałów. Szanująca się koreańska dziewczyna powinna prowadzić się przyzwoicie, trzymać się z daleka od źródeł obcych plemników i generalnie przyprawiać z mamą kimchi w kuchni, a nie rozglądać się za facetami.

Obraz białej kobiety jest tak diametralnie różny, że aż czasem trąca absurdem. Wszystkie stereotypy krążące wokół naszej rasy są w mediach używane w ekstremalnym natężeniu, tworząc niemal alternatywną rzeczywistość. Wielu Azjatów jest święcie, ale to święcie przekonanych, że wszyscy Amerykanie i na pewno duża część Europejczyków całuje się już na pierwszej randce i zapewne też ląduje w łóżku tego samego wieczoru. W klubach zaś nie tańczymy się inaczej, jak tylko tak, jak pokazują nam chłopcy z F.CUZ w teaserze do „Midnight Sun”.

 
Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, ale po części sami jesteśmy sobie winni (my – jako rasa), bo amerykańskie i europejskie filmy i seriale dobitnie przekonują, że jesteśmy owładniętymi żądzami istotami, które nie potrafią utrzymać rąk przy sobie. Faktem jednak jest, że mamy zazwyczaj mniejsze opory, przed prezentowaniem swoich wdzięków światu i wyginaniem się w odważnych pozach na zdjęciach (przynajmniej białe modelki nie mają). Warto wiedzieć, że do roku 1994 w Korei obowiązywał zapis prawny, który w znacznym stopniu ograniczał możliwość zatrudniania zagranicznych modelek w rodzimych reklamach. Jako, że sprawy okołoseksualne były (i właściwie nadal są) tematem tabu, w owych czasach znalezienie modelki, która zgodziłaby się reklamować bieliznę, było zadaniem iście karkołomnym. No, ale petunia non olet i te sprawy… Znalazła się i rada! Przez długi czas zachwalaniem bielizny zajmowały się gwiazdy porno, tworząc ciemną aurę wokół tej gałęzi modelingu. Jeśli jakaś koreańska gwiazda zdecydowała się wziąć udział w bieliźnianej sesji, nie przyzwała się do tego głośno i pozowała w ten sposób, by nie można jej było na zdjęciach rozpoznać. Gdy zniesiono zakaz o zatrudnianiu obcokrajowców, miejsce gwiazdek porno zajęły bladolice piękności, podsycając dodatkowo utarte przekonania o naszej rozbuchanej seksualności.


Obecnie koreańskie gwiazdy próbują walczyć ze stygmą bieliźnianych zdjęć, jak na przykład Yoon Eun Hye w głośnej sesji dla magazynu Dazed and Confused.

[Yoon Eun Hye]

Jej wysiłki to jednak  wciąż kropla w morzu białości. Sami Koreańczycy zaś, wybór białych modelek, bardzo często tłumaczą w pozbawiony seksistowskich podtekstów sposób. Zdaniem speców od marketingu rasa kaukaska „po prostu wygląda lepiej bez ubrań” (nie wymyślam tego, tłumaczę ino za The Grand Narrative!), w przeciwieństwie do Koreańczyków, którzy mają kompleks krótkich nóg i twierdzą, że wyglądają one jak „rzodkiewy”. Mężczyźni z kolei są bardziej męscy i wyglądają bardziej naturalnie bez podkoszulków. Hmmm…

Z innych ciekawych newsów, moje kochane i zdeprawowane ziomki, w 2009 roku władze planowały zorganizować plażę dla nudystów na wyspie Jeju, by przyciągnąć zagranicznych turystów. Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie taka informacja jest równoznaczna z kupieniem biletu do Korei i zrzuceniem stanika już w kolejce do wejścia do samolotu… Dar przekonywania, to jest to! Wieść głosi, że taki pomysł przyszedł lokalnym włodarzom do głów po tym, jak zepsute białasy, niepomne koreańskiej obyczajności, rozbierały się na potęgę na ichniejszych plażach. Ile w tym prawdy? Pewnie ten i ów faktycznie zrzucił o jedną część garderoby za dużo, ale śmiem jakoś wątpić, by Jeju opanowały hordy nagusów, straszących koreańskie babcie.


James Turnbull przypuszcza, (a czy ja śmiałabym się z nim kiedyś nie zgodzić?), że ta rozbuchana seksualność, o którą oskarża się naszą rasę, to wynik knowań właśnie tych przerażonych koreańskich babć i dziadków. Przypisując nam zepsucie wszelakie, mają na kogo zwalić winę za karygodne prowadzenie się współczesnej młodzieży. Widzicie, jaki my i nasza kultura mamy zgubny wpływ na delikatne koreańskie umysły? Żeby było zabawniej, bardzo często słyszy się komentarze pod adresem par, które na ulicy okazują sobie więcej czułości, niż by wypadało, że na pewno jedno z nich to Japończyk…

Wracając zaś do punktu wyjścia, czyli do k-popowych teledysków, nie powinno już zatem dziwić, że gwiazdy tak kochają znajdować się w centrum wijących się białolicych panienek. O ironio, śmiem też przypuszczać, że zmasowana ilość białych twarzy w ich klipach, to ukłon w naszą, zachodnią, stronę. Big Bang, który musi mieć świadomość swojego międzynarodowego statusu, nie bez przyczyny w co drugi klip (a ostatnio to w każdy) pakuje jakichś białych ludzi. Wydaje mi się, że w ten sposób chłopcy chcą pokazać nam, że potrafią się odnaleźć w towarzystwie ludzi z innych kontynentów, że też podobają im się białe kobiety, no i że generalnie są tacy wyluzowani i cool. A to, że się mimochodem przyłączają do ugruntowywania stereotypów… Myślę, że oni nawet nie zauważają, że w sposobie pokazywania białych ludzi jest coś niepokojącego i niewłaściwego. Dla nich na pewno sam fakt występowania w tym samym klipie z przedstawicielami innych nacji jest swoistą nobilitacją, wyrazem tego, jak są otwarci i wspaniali.

 [T.O.P. i impreza w "High High"]

A niestety są ciemne strony takiego przedstawiania białych kobiet w mediach. Wiele dziewcząt, które na dłużej zatrzymały się w Korei, przyznaje, że stało się ofiarami werbalnych lub fizycznych napaści i molestowania, tylko dlatego, że były białe. Bo skoro białe, to na pewno łatwe i nie będzie im przeszkadzać, jeśli się je dotknie to tu, to tam. Wszechobecny ścisk i zmowa milczenia obserwatorów zdarzenia ułatwiają zadanie różnorodnym zwyrodnialcom i tak naprawdę kobieta niewiele może zrobić w takiej sytuacji. Dodatkowo w obiegowym slangu „Rosjanka” znaczy tyle co prostytutka, bo koreańskie domy publiczne pełne są siły roboczej z okolic Kaukazu. To wytworzyło u niektórych skrót myślowy biała=Rosjanka=prostytutka. Martina z eatyourkimchi.com doświadczyła podobnej „pomyłki” ze strony jakiegoś podstarzałego zboczeńca, który uparcie twierdził, że dziewczyna na pewno jest „Rosjanką”…


Mam nadzieję, że w świetle nowych faktów, moja lakoniczna przestroga rzucona w artykule o randkowaniu z Koreańczykami (tutaj), wydaje się być bardziej uzasadniona. Na szczęście nie wszyscy Koreańczycy są tak ograniczeni, by wierzyć bezkrytycznie we wszystko, co pokazuje się w telewizji, tak samo jak nie każdy Polak myśli, że Azjaci to kurduple, które żywią się wyłącznie psami i ryżem. Pozostaje nam życzyć sobie i naszym skośnookim braciom, by na przyszłość wykazywali się większą interkulturową czułością i nie powielali krzywdzących schematów.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

wtorek, 8 maja 2012

Smętki z v-iecznie zielonych pól ryżowych

Czyli nadszedł czas, by poszerzyć swoje muzyczne horyzonty.

[Hà OkioNơi Ấy
klip ma wysoki walor krajoznawczy, więc warto obejrzeć!]

Wyobraźcie sobie zapierające dech w piersiach zielone pola ryżowe, które niczym kaskady, przelewają się przez wzgórza. Rozkrzyczane dzieci ganiają po krętych, wydeptanych ścieżkach, niepomne lejącego się z nieba żaru i oblepiającej człowieka namacalną macką wilgoci. Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w tej czarującej scenerii, z plecakiem przerzuconym przez ramię i gitarą w ręku. Co zaśpiewacie, siedząc wieczorem przed namiotem? Na pewno nie trash metal*!

To może być jedna z przyczyn, dla której wietnamska muzyka popularna (w skrócie v-pop) jest w większości taka… smętna! Jeśli lubicie rozdzierające serce ballady i smutne pieśni – koniecznie zainteresujcie się muzyką z tego kraju! Toż to będzie dla Was raj!

[Zatoka Ha Long]

 Co mnie skłoniło, by zająć się wietnamskim popem? Po pierwsze, Wietnam to też Azja, a ja kocham niemal wszystko, co azjatyckie. Po drugie, mam osobisty sentyment, a po trzecie, czemu by nie?

Jeśli miałabym pokusić się o sklasyfikowanie v-popu, wyróżniłabym trzy główne nurty:

  1. smętki dla emerytów z folkową nutą
  2. smętki dla młodzieży, inspirowane światowymi balladami i k-popem
  3. smętki hip-hopowe, z wyraźnymi wpływami amerykańskich wzorców
Jest jeszcze maleńka (na szczęście, szybko się rozmnażająca) grupa prawdziwego, kolorowego i roztańczonego v-popu z przytupem, czy coś, co tygryskom jest zdecydowanie bliższe! Nie uprzedzajmy jednak faktów. Przyjrzyjmy się wszystkiemu po kolei.

1. Smętki dla emerytów z folkową nutą


No dobra, przyznaję się. Trochę pojechałam z tymi emerytami, ale nie mogłam się opanować. Tak po prawdzie, ten nurt jest zdecydowanie najbardziej popularny i jednoczy przed radioodbiornikami i telewizorami całe wietnamskie pokolenia. Moja kumpela jest zakochana w tych rzewnych balladach, a zdecydowanie daleko jej jeszcze do wieku emerytalnego (prawdopodobniej nawet więcej, niż sama obecnie żyje). Plus jest tego taki, raz na jakiś czas podsyła mi listę „najgorętszych” hitów i czasem zdarzy się coś naprawdę fajnego.

To, co mi się najbardziej podoba w tego typu piosenkach, to fakt, że nie są o przysłowiowej „dupie Maryni”. Mamy pieśni o miłości do swoich rodziców, są też takie, które wychwalają piękno wietnamskiego krajobrazu (jest co wychwalać!) i rzecz jasna są też te, opiewające miłość czystą i romantyczną. Na pierwszy ogień rzućmy finalistę wietnamskiej edycji Idola, Quốc Thiêna,  który powalił ziomków na kolana, brawurowym (i rockowym!) wykonaniem patriotyczniej pieśni Về ăn cơm.

[Quốc Thiên i jego rockowe wykonanie Về ăn cơm!]

A teraz coś, co bardziej przypomina dźwięki, które sączą się z głośników na wietnamskich ulicach. Obawiam się, że piosenka ma już solidnego wąsa, ale ma też swój niezaprzeczalny klimat. No i opowiada o wdzięczności, jaką syn czuje do swoich rodziców, więc temat jak najbardziej słuszny!

[Ngọc Sơn Tinh Cha]

I jeśli ktoś jest żądny większej ilości muzyki w nurcie, polecam:

2. Smętki dla młodzieży, inspirowane światowymi balladami i k-popem

W dużym skrócie, tutaj mamy to, co wyżej, ino brzmiące bardziej „światowo” i współcześnie. Przyznam Wam szczerze, że niektóre piosenki są naprawdę niezłe i oto gdzie miłośnicy ballad powinni zarzucić swoje wędki i łowić z tego stawu, bo branie będziecie mieć takie, że nie nadążycie siecią ryb odbierać (wybaczcie tę strasznistą wędkarską metaforę. Oto moment, w którym nie mam pojęcia, co piszę ;). By ustrzec się przed dalszym niekontrolowanym słowotokiem, proponuję randkę z Noo Phước Thịnh:

[Noo Phước Thịnh - Phôi Phai
Jedna z naprawdę niewielu ballad, którą szczerze uwielbiam i młócę od miesiąca! Przy czasie rzućcie też uchem na jego inną, nieco żywszą piosenkę Chỉ Mình Anh Đau]

A tutaj coś dla tych, którzy sądzą, że wietnamskie chłopaczki to tylko i wyłącznie wychudzone patyczki.
I co z tego, że koncept jest żywcem zerżnięty z duńskiego piosenkarza Burhan G? Co zrobicie Ưng Hoàng Phúc? Kto mu podskoczy, he?

[Ưng Hoàng Phúc - Chuyện đó đâu ai ngờ
Wszystkich panów, zaglądających na ten blog, w tym momencie szczerze przepraszam, ale musiałam! Ale dla Was też jest coś miłego, więc myślę, że wszyscy będą zadowoleni]


No i żeby nie było, że jestem seksistowska (o co się niestety podejrzewam, tutaj szczegóły) – śpiewająca pani.

[Emily ft LK - Xin anh đừng]

3. smętki hip-hopowe, z wyraźnymi wpływami amerykańskich wzorców

Woooow! Powiem Wam, że wietnamski hip-hop stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie i jest dwóch muzyków, których pseudonimy trzeba znać! Mr T i Yanbi to para, która moim zdaniem nie powinna się rozstawać, bo razem tworzą rewelacyjną muzykę! Thu Cuối jest utworem, który oficjalnie przekabacił mnie na stronę v-popu. ZACHĘCAM! do posłuchania:

[Yanbi ft Mr T ft Hằng Bing Boong - Thu Cuối]

No dobra, nie jest to może typowy hip-hop, ale ja tam nigdy nawet nie siliłam się na udawanie, że znam się na nazwach gatunków muzycznych (mam nadzieję, że po „smętkach”, „muzyce z przytupem” i innych przykładach mojej radosnej twórczości, zdążyliście się już zorientować). Są elementy rapujące, więc uznajmy, że jest to hip-hop.


Warto też sprawdzić ich inne piosenki:

Prawdziwy, kolorowy i roztańczony v-pop z przytupem

Nie macie pojęcia ile mi zajęło, żeby się do tego gatunku dogrzebać. Nie, nie macie. Ale jak się już dokopałam, to udało mi się znaleźć całkiem sporo ciekawych rzeczy. Piosenki z tego nurtu, jak na moje spaczone oko, mocno są inspirowane k-popem, który w Wietnamie jest naprawdę popularny, ale mają jakiś taki swój klimacik. Nie wszystko, rzecz jasna, nadaje się do słuchania, ale można wyłowić to i owo (tym razem daruję sobie wędkarski ciąg dalszy ;)

Moi drodzy, zapomnijcie o tych wszystkich zachodnich hitach, które rozbrzmiewają na każdej imprezie, bo gdy usłyszycie Pana A (co oni mają z tym nazywaniem się per „mr + literka”?), to już nigdy żadna prywatka nie obejdzie się bez tej piosenki! Polecam również wszystkim piszącym fascynujące prace dyplomowo-zaliczeniowe, jako kop energii między pluciem jadem na wykładowcę, który ten sh** zadał, a popadaniem w rozpacz, że całe to pisanie nie ma sensu.

 [Mr ATell Me Why]

Czymże byłby pop, gdyby nie miał swoich pląsających synchronicznie chłopców o anielskich buźkach? Przed Wami najprawdziwszy wietnamski boy band, który, w moim odczuciu, równa do azjatyckich standardów! Poniżej debiutancki singiel Bandu 365 Awakening:

[szczerze mówiąc, mi nieco bardziej podoba się inna piosenka z ich debiutanckiego albumu: Bước trong mưa]

I żeby znów nie było, że promuję samych panów!

 [Thu Thủy - Riêng Mình Tôi
męskie staniki ciągle w modzie… -_-`]

To tyle, moi drodzy! Mam nadzieję, że chociaż jedna piosenka przypadła Wam do gustu i gdy nadarzy się okazja, zagadniecie spotkanego przypadkiem Wietnamczyka, czy podoba mu się najnowszy utwór Mr T i Yanbiego! :)

KĄCIK DLA BARDZIEJ ZAINTERESOWANYCH

Jako że w Wietnamie pojęcie praw autorskich może i istnieje, ale nikt go nie widział, bez najmniejszych problemów ściągniecie wszystkie możliwe wietnamskie hity z sieci. A tutaj jest strona, gdzie to można uczynić.


Nie ma angielskiej wersji, ale strona jest na tyle intuicyjna, że dacie sobie spokojnie radę. A jaka satysfakcja z pierwszej ściągniętej piosenki! :D

Jeśli chodzi o zapis nazw na YouTube, zazwyczaj pierwszy jest tytuł piosenki, a dopiero po nim nazwisko artysty/nazwa zespołu, ale nie ma na to reguły. Też czasami musiałam jechać metodą prób i błędów, żeby się pokapować, co jest co. Po wietnamsku znam niestety tylko z sześć-siedem zwrotów, z czego ¾ związane jest z gastronomią. A gdy już coś powiedziałam, to i tak mnie nikt nie rozumiał, bo moje ucho głuche jest na ich 5(!) tonów, na których wymawia się samogłoski.

I już naprawdę na sam koniec, kanał na YouTube, gdzie publikowane są miesięczne zestawienia wietnamskich hitów:


P.S. Jak uda Wam się coś ciekawego wyłowić, koniecznie podzielcie się zdobyczą!


Żądni większej dawnki azjatyckiej muzyki?
Moje subiektywne przeglądy (jak np. koreańskich zespółów rockowych) znajdziecie w zakładce:
Muzyka/Idole


* rzecz jasna wietnamski rock i metal też istnieją, ale o tym innym razem ^^
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...