Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Pomiędzy ryżem a surową rybką: sushi

Czyli wszystko o przygotowywaniu sushi oraz dobrych manierach przy stole.


Każdy miłośnik sushi marzy o tym, by choć raz w życiu wybrać się do Japonii na prawdziwą wyżerkę. Jednak w lepszych restauracjach wpychanie garściami sushi do gardła może nie spotkać się z powszechną aprobatą, dlatego też lepiej zapoznać się uprzednio z obowiązującą etykietą.

Ciekawe co skłoniło Swisshotel Nakai w Osace, by zamieścić na swojej stronie elegancko ilustrowany przewodnik po sztuce zamawiania, jedzenia i płacenia za sushi? Czyżby jakieś gajdziny (jap. obcokrajowcy) swoją ignorancją raniły uczucia sushi-masterów? Jaka by nie była motywacja, fajnie z ich strony, że taki poradnik zamieścili!

Pozwoliłam sobie przetłumaczyć ową broszurkę z angielskiego na nasze, byśmy następnym razem mogli olśnić i wprowadzić w zakłopotanie swoją wiedzą i znajomością tematu nasze rodzime sushi bary!

Nim przejdziemy jednak do konsumpcji, zapoznajmy się ze sztuką przygotowywania sushi!

Umiejętności Itamae

Na Zachodzie często myśli się, że osoba przygotowująca sushi to zwykł kucharz. W Japonii itamae, albo „ten, który stoi przy desce do krojenia” musi być nie tylko wykwalifikowanym kucharzem, ale także uzdolnionym rozmówcą oraz utalentowanym w wielu dziedzinach artystą. Prawdziwy itamae nadzoruje pracę w sushi barze, przygotowuje jedno idealne sushi za drugim, nie szczędząc przy tym swojej uwagi klientom. Jest to bardzo prestiżowe, powszechnie szanowane zajęcie, ale wymaga ono rygorystycznego treningu.

Cierpliwość

Zgodnie z tradycją, by zostać itamae należy poświęcić treningowi przynajmniej dziesięć lat. By zostać mistrzem itamae-san, potrzeba siedemnastu lat. Typowy uczeń na sushi-mistrza w Japonii spędza swój pierwszy rok nauki na myciu talerzyków po sushi.


Uprzejmość

Sushi-mistrzowie pracują zazwyczaj w otwartej kuchni i osobiście obsługują klientów, przez co muszą być wspaniałymi rozmówcami i wiedzieć, jak zabawić gości.

Zręczność

Itamae musi poruszać się szybko i zręcznie, by na czas przygotowywać świeże sushi.


Rachunki

Itamae powinien na bieżąco spisywać zamówienia poszczególnych klientów i przygotowywać rachunek po zakończeniu posiłku.

Selekcjonowanie i przechowywanie

Muszą wiedzieć, jakie ryby dostępne są w jakim sezonie, kiedy mięso jest najwyższej jakości, w jaki sposób je kroić i jak przechowywać. By nauczyć się tego procesu, trzeba poświęcić kilka lat na naukę.

Mistrzostwo noża

Nóż itamae to narzędzie jego sztuki. Nim uczniowie dostaną pozwolenie na pokrojenie owoców morza, uprzednio muszą ćwiczyć swoje umiejętności na ząbkach czosnku, które powinny być pokrojone na plasterki o grubości 1/16 cala.

Ryż ugotowany na idealnie

Ryż to podstawa sushi. Zgodnie ze znaną, japońską legendą, prawdziwy itamae-san powinien być w stanie przygotować sushi, w którym wszystkie ziarenka ryżu ułożone są w tę samą stronę.


Pewność

Klienci podczas składania zamówień często będą uciekać się do wygodnego omakase, czyli „zostawiam to tobie”, prosząc itamae, by podał im najlepsze sushi wg jego uznania. To wymaga dobrego wyczucia i kreatywności.

Droga do mistrzostwa

Życie ucznia na itamae jest wymagające a konkurencja silna. Wielu z nich zaczyna już w wieku nastoletnim i szkoli się zgodnie z zasadą nusumu no gei, czyli „kradzieży sztuki”. Oznacza to, że uczeń pilnie obserwuje swojego mistrza i doprowadza każdy krok do perfekcji, nim zacznie naukę kolejnego.


Krok pierwszy

Trwa do trzech lat. Uczeń pracuje na zapleczu: zdejmuje łuski, ćwiartuje ryby, zmywa i sprząta, asystuje swojemu mistrzowi. Ta faza nazywa się shita-koshirae (bardzo akuratna nazwa!) czyli „zaczynać od dołu”
Krok drugi

Teraz przyszły itamae może zacząć uczyć się gotować i kształtować ryż. Obiecujący uczniowie mogą nawet stać przy barze, przygotowując niektóre składniki sushi. Wielu kandydatów nigdy nie wychodzi poza tę fazę.
Krok trzeci

Po kilku latach nauki, materiał na sushi-mastera może wziąć w swoją rękę nóż i zacząć przygotowywać dania. Stopniowo zleca mu się coraz więcej zadań przy barze i uczeń może zacząć serwować wykonane przez siebie sushi klientom, jednak pod ścisłym nadzorem swojego mistrza.
Krok czwarty

Po siedmiu lub dziesięciu latach wymagającego treningu oraz być może państwowym egzaminie, uczeń osiąga mistrzostwo i tytuł itamae.

Nauka

Nie każdy itamae przechodzi przez tak długi i żmudny proces nauki. Wielu sushi-mistrzów uczy się swojego rzemiosła w szkołach i akademiach, inni są samoukami. Instytut Kulinarny Tsuji w Osace posiada światową renomę i jest bardzo popularny wśród przyszłych itamae.

A teraz część najważniejsza, czyli:

Jak rozkoszować się sushi na sposób japoński

Jak każdą formą sztuki, powinniśmy się delektować i doceniać sushi. Konsumpcji tej potrawy towarzyszy również etykieta, której źródeł możemy się doszukać głęboko w japońskiej kulturze. Poniżej znajdziecie kilka porad, jak rozkoszować się sushi na sposób japoński i czego oczekiwać, jeśli wybierzecie się do prawdziwego sushi-ya (baru sushi).

Popularne rodzaje sushi

Nigirizushi

Ręcznie uformowany ryż z wasabi, (najczęściej) rybnym zwieńczeniem i neta owiniętym wokoło. Ten rodzaj sushi jest charakterystyczny dla Tokio.

Oshizushi

Marynowana albo gotowana ryba położona na ryżu, który został uformowany w prostokątnych, drewnianych formach i pocięty na małe kawałki. Jest to specjalność Osaki.


Narezushi

Sushi dojrzewające. Jest to najstarszy typ tego dania. Rybę soli się i zawija w sfermentowany ryż, by zabezpieczyć mięso przed zepsuciem. Gdy ryba jest gotowa, oddziela się ją od ryżu.


Gunkanmaki

Szczególny rodzaj nigirizushi, gdzie zwieńczenie sushi (zazwyczaj kawior) zabezpieczony jest przed wypadnięciem owiniętym wokoło paskiem nori (wodorostu).

Makizushi

Sushi, które zostało zwinięte przy użyciu maty bambusowej. Ryż oraz nadzienie są zawinięte w nori i pocięte na małe plasterki.


Inarizushi

Ryż zawinięty w smażone tofu.

Chirashizushi

Czyli „rozrzucone sushi”. Jest to miska ryżu do sushi z surową rybą i warzywami.

Sashimi

Plasterki surowej ryby lub innego mięsa bez przypraw.






Krok po kroku:
wizyta w tradycyjnym sushi-barze

Po przybyciu

Po wejściu do baru itamae może przywitać nas tradycyjnym pozdrowieniem Irasshai, irasshaimase! (zaproszenie, by wejść). W większości barów przywita nas również figurka maneki-neko, dobrze znanego japońskiego kota z nadwagą, który symbolizuje szczęście i pomyślność.

Po zajęciu miejsca

Najlepszym miejscem jest to tuż przy barze, gdzie bez przeszkód można obserwować precyzję ruchów itamae.

Po zajęciu miejsca kelner przyniesie nam zwinięty ręcznik (oshibori: latem chłodny, zimna ciepły). Służy on do umycia rąk przed jedzeniem i powinien zostać odłożony na drewniany talerzyk, na którym został przyniesiony. Dobrze trzymać go w pobliżu, na wypadek, gdyby znów był potrzebny.

Zamawianie

W niektórych sushi-barach nie ma menu. Obowiązuje w nich zasada omakase czyli „wybór szefa kuchni”. Oznacza to, że bar serwuje wybrane przez itamae najlepsze danego dnia i sezonu kąski. W takich miejscach dobrze jest skonsultować wysokość budżetu, jaki przewidzieliśmy na ten posiłek, by potem uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.

Jeśli jednak wolisz samemu skomponować swój obiad, można zamówić okonomi, czyli „to, co ty chcesz”.

Jeśli siedzisz przy barze, kolejne sushi zamawia się bezpośrednio od itamae. Jeśli siedzisz przy stoliku, zamówienia możesz składać u kelnera.

Uważa się za bardzo nieuprzejme marnowanie jakiegokolwiek jedzenia w sushi-barze. Jeśli masz wątpliwości, czy coś ci posmakuje, lepiej zamówić jest małą porcję na spróbowanie.

Jedzenie sushi

Nalej sosu sojowego do miseczki. Nie powinno się przesadzać z użyciem sosu, bo może to zostać odebrane jako próba zatuszowania złego smaku i tym samym jako obraza dla itamae!

Sushi można jeść palcami albo przy użyciu pałeczek. Jeśli wybierzesz pierwszą technikę, podany wcześniej ręczniczek może się przydać do przetarcia rąk przed kolejnym kęsem. Sushi zamawia się jako danie główne lub drugie, poprzedzające deser.

Sashimi jednakowoż powinno być jedzone wyłącznie pałeczkami i zamawiane jest najczęściej jako przystawka.

Sushi powinno jeść się odwrócone „do góry brzuszkiem”. W ten sposób to ryba pierwsza dotknie naszych kubków smakowych.

Najlepiej jest zacząć od lżejszych potraw: halibuta, strzępieli, krewetek, przejść do dań bogatszych: tuńczyka, ostryg i małży, by zakończyć najcięższymi i najbardziej bogatymi w smaku: tłustym brzuchem tuńczyka i jeżem morskim.

Po jedzeniu

Japończycy często kończą posiłek miską zupy miso, by wspomóc trawienie.


Rachunek

W tradycyjnym sushi-ya prosi się o rachunek kelnera. Należy pamiętać, że pomimo iż itamae przygotowuje rachunek, nigdy nie powinno się go o niego prosić. Jest to bardzo nieuprzejme. W Japonii ludzie, którzy przygotowują jedzenie, nie zajmują się przyjmowaniem pieniędzy.

Na koniec kilka porad, co można, a czego lepiej nie próbować w sushi-ya.

[by powiększyć, kliknij na obrazek]

Mam nadzieję, że ten poradnik się kiedyś przyda w podróży ^^

Smacznego!

piątek, 16 października 2015

Co może Ci zrobić Azja

Ponad trzy lata temu napisałam artykuł o tym, co może Ci zrobić fascynacja Azją (tutaj). Dziś posunę się krok dalej i opiszę, co może Ci zrobić sama Azja, jeśli Twoja fascynacja Cię kiedyś tam zawiedzie.

[Zachód słońca w Puszkarze. Indie]

Może półtora roku w Azji to nie za długo, ale wystarczająco, by zaadoptować do swojego życia kilka lokalnych mądrości (tudzież zboczeń). Jeśli już byliście w jakimś azjatyckich kraju, może odnajdziecie w tym artykule cząstkę własnych doświadczeń. Jeśli zaś podróż na wschód wciąż znajduje się w strefie marzeń, zostaniecie uświadomieni, co się może człowiekowi porobić, jeśli się wreszcie odważy wsiąść do samolotu i poszybować w nieznane.

By jakoś ogarnąć dość przydługą listę różnorakich konsekwencji moich azjatyckich wojaży, pozwoliłam sobie podzielić je wg krajów, z których się wywodzą. Na pierwszy ogień pójdzie Japonia, bo od tego państwa zaczęła się moja azjatycka przygoda.

Japonia

[Światynia Erinji w prefekturze Yamanashi]

Podróż do Japonii odmieniła moje życie. Brzmi górnolotnie, ale nie ma w tym stwierdzeniu ani cienia przesady. To uczucie, kiedy siedziałam w pociągu z lotniska do centrum Tokio… Euforia mieszała się z ekscytacją, chłonęłam wszystkimi zmysłami ten obcy, a przecież tak znajomy kraj. Ledwo mogłam uwierzyć, że marzenie, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się zupełnie nierealne, zmieniło się w rzeczywistość. Nigdy już nie udało mi się osiągnąć tego ekstatycznego stanu, ale podświadomie szukałam go w każdej kolejnej podróży. Wciąż mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się go znaleźć. W końcu jest jeszcze tyle fascynujących miejsc do odwiedzenia!

Indie

[Jasalmer]

Ta podróż miała zdecydowanie najdalej idące konsekwencje! Kto przypuszczał, że Indie już na zawsze pozostaną częścią mego życia. A jednak! Jak już pewnie wiecie, przyplątał mi się taki jeden przystojny suwenir… Nie tylko zamieszał w głowie, ale także zmienił moje plany na przyszłość i ściągnął do Niemiec! Ot, taki nieoczekiwany zwrot akcji.

Suwenir odpowiedzialny jest w dużym stopniu za podżeganie moich różnych indyjskich zboczeń, jak np. słabości do Bollywood, pikantnego jedzenia i leniwych wieczorów z filiżanką chai’u w ręku.

Indyjska kuchnia wywarła przemożny wpływ na moje kulinarne upodobania. Od zawsze lubiłam intensywne smaki i sypać przyprawami w dania. Teraz przynajmniej nikt nie narzeka, że moje obiadki są za ostre, a naszej kolekcji przypraw nie powstydził by się szef pundżabskiej knajpy! Jakości dań również! Ma się te różnorodne talenta, a co. ^^

[mój pundżabski guru: Turban Tadka! :D]

Poza przystojniakami oraz bogactwem smaków, indyjska ziemia ma do zaoferowania jeszcze inny dar natury: olejek kokosowy. Nie ma lepszego sposobu na odratowanie podniszczonych (szczególnie długich, jak w moim przypadku) włosów! Do tego olejek świetnie nadaje się na maseczki odżywcze na popękane dłonie i stopy, zmieszany z brązowym cukrem jest świetnym peelingiem, a zaaplikowany na nogi przed goleniem, zapobiega podrażnieniom i zacięciom. A do tego cudownie pachnie! ^^

[cud natury w pudle ^^]

Chiny

[gdzieś w Guangzhou]

Chiny okazały się dla mnie doskonałą lekcją światopoglądową i otworzyły mi oczy, że Azja to nie sam cud, miód i orzeszki. Pracując tam przez rok, uświadomiłam sobie, że kraje wschodniej Azji są wspaniałym miejscem na przeżycie niezapomnianych wakacji, ale raczej nie są miejscem, gdzie można by osiąść i założyć rodzinę. Szczególnie to ostatnie. Jako singiel może i przełknęłabym niewolniczo-poddańcze stosunki w pracy, ale nie chciałabym zafundować moim przyszłym potomkom takiego wyścigu szczurów i życia pod ciągłą presją.

Poza tym Chiny nauczyły mnie, że pierwszy napar z herbaty nie nadaje się do picia (przelewa się liście wrzątkiem, żeby je „umyć”), a kolejne napary smakują najlepiej z małych, eleganckich czarek.

[mój obecny zestaw herbaciany. W Polsce mam bardziej profesjonalny sprzęt, ale za każdym razem jak wracam do domu, moja walizka jest za bardzo wypchana innymi dobrociami, żeby wcisnąć moje chińskie czarki :(]

Zupełnie nieoczekiwanie przekonałam się też, że przesmażone na patelni pomidory, zmieszane z jajkami i sosem sojowym, tworzą estetycznie nie za ciekawy, ale uzależniająco pyszny dodatek do ryżu!

[Świątynia w Pekinie]

W Chinach też wypracowałam sobie nawyk, że niezależnie, co by się działo, trzeba smarować buzię kremem nawilżającym dwa razy dziennie. Chinki wyznają zasadę, że aby pozostać pięknym i młodym, trzeba konserwować póki jeszcze jest co. Łatwiej jest zachować jędrność, niż wygładzać zmarszczki. W związku z tym należy trzymać się z dala od słońca, a parasolka w słoneczny dzień to wcale nie obciach!

Może nie posuwam się tak daleko, jak Azjatki, nosząc długie rękawy, rękawiczki, maski i wielkie kapelusze podczas 40-stopniowych upałów, ale zdecydowanie leżenie plackiem na plaży to nie moja rzecz!

I nie ma nic lepszego, jak suszone, pikantne rybki! Boże, co ja bym dała, żeby znowu je zjeść! @__@

[gdzie je zdobyć?!]

Korea

[a zamówiliśmy tylko zupkę... @___@]

Znów będzie o jedzeniu. No, ale czy można oprzeć się cudownie kolorowemu i pysznemu kimbapowi czy bibimbapowi? Szczególnie, że ten drugi nie trudno jest zrobić samemu. To po Korei pozostała mi miłość do oleju sezamowego (wszystko lepiej smakuje, jak się na nim smaży!) i zwyczaj wrzucania różnorodnych (czasem losowych) produktów żywnościowych do gara albo ryżu, bo wiadomo, że zmieszane z sosem sojowym oraz chilli, na pewno będą dobrze smakować.

W Korei spędziłam też dwa dni w buddyjskiej świątyni, gdzie doceniłam ciszę i bezruch. Czasem trzeba się zatrzymać, by w pełni poczuć życie. Mnisi odnajdują spokój i szczęście w codziennych, najzwyklejszych czynnościach.

[ja to ta w prawym rogu zdjęcia]

Żadne to odkrycie, ale te dwa dni pozwoliły mi uświadomić sobie, że nie ma sensu przejmować się rzeczami, na jakie nie mamy wpływu, a jeśli mamy na coś wpływ, to trzeba się po prostu wziąć do roboty i przestać nad sobą użalać. Z tym braniem się do roboty czasem jest ciężko, ale przynajmniej skończyłam się zadręczać różnymi myślami, szczególnie wieczorową porą, kiedy wypadałoby już spać, a nie dumać nad sensem życia. Leżenie w łóżku i zamartwianie się niczego nie rozwiąże, więc lepiej się przynajmniej wyspać i zająć tym wszystkim jutro.

Ehhh… Wprawiłam się teraz w stan tęsknoty za cudownie orzeźwiającą wietnamską kawą, podawaną z lodem i nieprzyzwoitą ilością mleka skondensowanego. Za nie dającymi się opisać słowami dobrociami na tajskich straganach, chrupiącą paneer pakorą i pikantnymi, smażonymi ziemniaczkami kupowanymi do zaprzyjaźnionego dziadka z budki koło metra w Guangzhou…

[wspominałam już, jak bardzo kocham tajskie stragany? ^^]

Czemu większość moich rozrzewniających wspomnień wiąże się z jedzeniem? :P


Obawiam się, że moja miłość do Azji jest niepoprawna, utwierdziła się przez żołądek i zapewne już mi nigdy nie przejdzie…

P.S. Zsjęcia w tym poście (z wyjątkiem rybek i Turban Tadki ;) ) są mojego autorstwa ^^

sobota, 3 marca 2012

Akcja – dokarmianie!

Ile razy patrząc na swojego ulubionego, wychudzonego celebrytę, mieliście ochotę wysłać mu/jej paczkę z żywnością, by biedak nie padł gdzieś przed kamerą? Ja tak mam, ilekroć widzę Jang Geun Suka i był czas, kiedy chciałam zrobić to samo dla Yoochuna, po zobaczeniu tych zdjęć:


A już na pewno mam ochotę dokarmić wszystkich japońskich aktorów z Matsumoto Junem na czele.


Dobra wiadomość – nie jesteśmy w swoich pragnieniach osamotnieni! Koreańscy fani też mają takie fantazje. Ostatnio doszli do wniosku, że chłopcy z Big Bang na pewno są wycieńczeni promocją swojego świeżutkiego mini albumu „Alive” i przesłali im… 13 ton ryżu… No, przez jakiś czas chłopaki głodne chodzić nie będą*


Dokarmianie swoich idoli stało się ostatnio naprawdę popularne. Koreańczycy, podobnie jak my, uważają, że jeśli kogoś lubisz i się o niego troszczysz, nie możesz mu pozwolić chodzić głodnym. Ryż w azjatyckich kulturach zawsze miał specjalne miejsce i wyraża więcej, niż tylko obietnicę pełnego żołądka. Ryż to sposób na całe zło: choroby, zły nastrój, jest symbolem wyrazu miłości i troski. Fani doszli do wniosku, że nie ma sensu wydawać pieniędzy na pluszowe misie i kwiaty, które tylko stwarzają problem obdarowanemu. Bo w końcu gdzie biedak ma składować taką hurtową ilością pluszaków? Zamiast pociesznej maskotki lepiej posłać mu ciepły posiłek, zwłaszcza, że gwiazdy często narzekają, że mają tyle pracy, że nie mają kiedy zjeść obiadu.

[chłopcy z Super Junior też byli dokarmiani]

A gdzie jest popyt, będzie i podaż. Pewna pomysłowa Koreanka, Kim Su-ji, zauważyła lukę na rynku i postanowiła otworzyć firmę cateringową, która specjalizuje się w dostawach dosiraków, czyli pudełek z obiadem (jak japońskie obento), do koreańskich gwiazd. Firma działa od 2010 roku i ma się wyśmienicie. Tygodniowo przygotowuje około czterech, pięciu obiadów, biorąc jednak pod uwagę ich cenę, biznes jest niezły. Wydatek jest niebagatelny, jedno pudełko z obiadem kosztuje od 70 000 do 150000 wonów, czyli około 62 - 135 dolarów. Dosirak, rzecz jasna, nie jest byle jaki! Pani Kim dba o to, by jej wysoce wybredni (i dbający o linię) klienci nie narzekali. Posiłek musi być pełnowartościowy, ale nie tuczący i powinien smakować wyśmienicie również na zimno, bo wiadomo, że gwiazda nie zawsze może zrobić sobie przerwę na lunch byle kiedy. Samo pudełko oraz zawartość to prawdziwe dzieło sztuki. Tak wyglądały dosiraki zamówione przez Chung Kyung-younga, 38-letniego fana girl bandu A Pink.


Pytany o swoją motywację, pan Chung stwierdził, że wysyłając pudełka z obiadem, przesyła dziewczętom wiadomość: „Zjedźcie ryż, rozchmurzcie się i bądźcie dzielne!” Dodał jeszcze „Jestem taki dumny. To tak, jakbym dawał prezenty swoim ukochany siostrzenicom.”
Nie on jedyny czerpie przyjemność z podkarmiania swoich idoli. Wang Jipong, 24-letnia Chinka, która przyjechała na studia do Korei zauważyła ten trend i razem ze swoimi koleżankami, posłała dosiraki nie tylko członkom zespołu Big Bang, ale także wszystkimi ich współpracownikom. Ma się ten gest, nie ma co…

[Taeyang i Se7en lubią sobie podjeść]

Fani zwykle nie oczekują niczego w zamian. Czasem towarzyszom dostawcy obiadów, wchodząc do siedziby danej agencji gwiazd, ale zazwyczaj nie podchodzą nawet do obiektu swoich fascynacji. Stoją ukryci gdzieś w cieniu, czerpiąc przyjemność z samego faktu, że ich idol je lunch, za który oni zapłacili. Gwiazdy nie pozostają jednak obojętne na takie wyrazy wsparcia i troski. Na oficjalnych stronach dokarmionych celebrytów można znaleźć ich zdjęcia z owym obiadkiem w ręku i podziękowania hojnemu ofiarodawcy.
Nic, tylko słać nasz bigosik!

UPDATE (5.03.12)

Wygląda na to, że mój wpływ na koreański show-biznes nie jest taki nic nie znaczący, jak sądziłam! Jeszcze dwa dni temu marudziłam, że chciałabym dokarmić Yoochuna, a dziś co czytam? Że fani przesłali mu 11,5 tony ryżu! @_@

Dżizys, ludzie! Nie miałam na myśli aż tak zmasowanego ataku! Strach normalnie słowo napisać…
A tak na poważnie, to fani przesłali owy ryż i wieniec kwiatów jako wyraz wsparcia dla Yoochuna i modlitw o pomyślność dla jego nowej dramy „Rooftop prince”. Może i niewiele miałam wspólnego z tą przesyłką, ale timing mieli niezły, nie powiecie, że nie :D


Co do dramy, pierwszy odcinek ma zostać wyemitowany 21-go marca i powiem, że ja także z niecierpliwością czekam na jego premierę. Ma to być historia, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, a ja naprawdę lubię takie klimaty.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com


* owe 13 ton ryżu, to prezent od fanów z okazji rozpoczęcia światowego tourne. Oprócz ryżu (który zostanie przekazany organizacjom charytatywnym), chłopcy dostali także 2500 bukietów. Akacja, to połączone siły fanów z całego świata (ponad 80 krajów), między innymi z: Malezji, Singapuru, Japonii, Kuwejtu, Filipin i Chin.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...