wtorek, 21 października 2014

Biała kobieta i skośnooki = ból serca?


Biały mężczyzna u boku skośnookiej piękności to wcale nie taki rzadki obrazek. Kto był w Azji, ten wie. Pomińmy tutaj wątek obleśnych białych dziadów, przeżywających kryzys wieku średniego i podnoszących sobie mniemanie wakacjami w egzotycznym kraju, gdzie mogą sobie kupić towarzystwo przepięknych i przebiednych lokalnych dziewcząt. Mówię o normalnym, zdrowym związku, gdzie chemia działa w obie strony a serduszka pykają nad gruchającymi czule główkami zakochanych.

[szczęśliwe małżeństwo, pomysłodawcy "zasad kłótni", o czym będzie dalej :)]

Czemu takie związki zazwyczaj dobrze wróżą na przyszłość? Powody są dość oczywiste: narzucane w Azji role społeczne, jakie mają do wypełnienia kobieta i mężczyzna, nie kolidują tak bardzo z tym, do czego jest przyzwyczajony zachodni mężczyzna. Gorzej natomiast, jeśli w romantyczne uniesienia uwikłana jest kobieta z zachodu i Azjata wschodni.

Przeciwieństwa się przyciągają i urok egzotyki bywa czasem nieodparty, toteż nie trudno stracić głowę dla przystojnego skośnookiego. Jak też nie jednemu skośnookiemu szybciej bije serce na widok mieszkanek zachodu. Szybki i namiętny romans na pewno jest w zasięgu ręki każdej otwartej na doznania kobiety, ale czy jest to materiał na trwały związek? Z tym, niestety, bywa różnie.

Wiele zależy od obu stron, jak wiele wysiłku wkładają w bycie razem, jak daleko są w stanie pójść na kompromisy, zmienić swoje oczekiwania i dostosować się do oczekiwań drugiej strony. Każdy związek wymaga pracy i jeśli jest dobra wola, nawet różnice kulturowe nie są straszne. Wiem z doświadczenia, bo sama wplątałam się w związek z Hindusem. Każdy z nas jest dzieckiem kraju i kultury w jakiej się wychował, ale przede wszystkim jesteśmy ludźmi i wierzcie mi, w związku przede wszystkim jest się kobietą i mężczyzną, a dopiero później Polką, Hindusem czy Koreańczykiem.

Interkulturowe mariaże nie są jednak czymś, na co każdy może sobie pozwolić. Trzeba otwartości, zrozumienia i zamiłowania do podejmowania wyzwań. Koreańczycy, w swojej masie, są wciąż dość zamkniętym narodem, który dopiero od kilkudziesięciu lat otworzył się na wpływy z zewnątrz, a zwiększony napływ obcokrajowców to zjawisko, które dopiero niebawem osiągnie pełnoletność. Młode pokolenie podróżuje, bierze udział w programach wymiany studentów, spotyka przedstawicieli innych nacji, ale dla ich mam i babć biały człowiek, to wciąż dość mityczny stwór.


Cały czas żywe są przekonania, że dzieci pochodzące ze związków par mieszanych są dużo głupsze i mniej uzdolnione niż Koreańczycy pełnej krwi. Ogólne wyobrażenia na temat kobiet zachodu również niezbyt nam schlebiają. Prowadzimy się lekko, mamy gdzieś tradycje i poszanowanie dla starszych. Nie rozumiemy koreańskich wartości, nie będziemy umiały zatroszczyć się o naszego mężczyznę i razem z tymi wszystkimi wywrotowymi przekonaniami, które uosabiamy, zwyczajnie nie nadajemy się do przyjęcia na łono porządnej, koreańskiej rodziny.

Nie da się przecenić wagi tego, co myśli o nas przyszły teść i teściowa. W Korei panuje zwyczaj, że młodzi wyprowadzają się z rodzinnego gniazdka dopiero po ślubie, a więc rodzice mają spore możliwości wpływu na swoje dorosłe dzieci. Finansowo-mieszkaniowe zależności to nie jedyna przyczyna niemal ślepego posłuszeństwa, jakie przynależy się rodzicom. Konfucjańska filozofia, głęboko zakorzeniona w krajach wschodniej Azji, zobowiązuje dzieci do okazywania odpowiedniego szacunku swoim rodzicom, co w praktyce oznacza nie sprzeciwianie się życzeniom starszych i robieniu tego, czego od nich się oczekuje. Jeśli więc rodzina naszego skośnookiego wybranka nie życzy sobie mieszania krwi, marne szanse, że związek przetrwa tę próbę.

I najprawdopodobniej dowiesz się tego ze zdawkowego SMSa albo wiadomości na KakaoTalk (odpowiednik naszego gg). Okazywanie silnych emocji jest w Azji uważane za oznakę słabości i braku szacunku wobec rozmówcy. Zamiast otwartej dyskusji, która zapewne skończyłaby się płaczem i podniesionymi głosami, 90% Azjatów wybierze kulturalną i bezosobową formę komunikacji, jaką jest wiadomość tekstowa.

Pewna nauczycielka języka angielskiego opisała na blogu swoje doświadczenia z koreańskimi mężczyznami. Jej pierwszy związek skończył się po kilku miesiącach, gdy rodzina chłopaka dowiedziała się, że ich dziecko umawia się z białą dziewczyną. Kolejny związek był już dużo poważniejszy. Rodzice okazali się otwartymi ludźmi i szybko zaakceptowali wybrankę swojego syna. Para zamieszkała razem, snuła plany na przyszłość, planowała ślub i dzieci, aż któregoś dnia przyszła straszna wiadomość: brat dziewczyny zmarł. Dziewczyna była zdruzgotana, ale jej chłopak nie potrafił zrozumieć jej rozpaczy. Kultura koreańska traktuje śmierć jako naturalną kolej rzeczy i żałoba, jaką ma się w sercu po śmierci ukochanej osoby, tam właśnie powinna zostać. Wielotygodniowe płacze i oczekiwanie wsparcia były zbyt dużym szokiem i ciężarem dla tego chłopaka i któregoś dnia po prostu spakował swoje rzeczy (pod nieobecność dziewczyny) i już więcej się nie pokazał. Wieść o zerwaniu, zgodnie z oczekiwaniami, wysłał na KakaoTalk.

To nie tak, że każdy związek białej kobiety i Azjaty z góry skazany jest na porażkę. Jest wiele par, które na przekór ponurym statystykom wciąż są razem, kochają się i są szczęśliwe pomimo upływu lat. Serce zazwyczaj niewiele sobie robi ze zdrowego rozsądku i jak już raz obierze sobie obiekt westchnień, trudno na to coś poradzić. Jedna amerykańsko-koreańska para stworzyła na przykład „zasady kłótni”, według których w zapalnym momencie dają sobie 5 minut ciszy, by zastanowić się, jak najlepiej wyrazić to, co ich zraniło. Komunikacja w innym języku jest wyzwaniem, ale też błogosławieństwem, bo często trzeba zrezygnować z cynizmu i złośliwości, bo druga strona i tak nie zrozumie aluzji. Zdając sobie sprawę z dzielących nas różnic, nie czeka się na to, aż druga strona wreszcie wpadnie na to, czego się od niego/niej oczekuje, a po prostu mówi o tym otwarcie.


Bycie z kimś o odmiennej kulturze i przekonaniach na pewno nie należy do najłatwiejszych rzeczy na świecie, ale gwarantuje też, że w związku nie będzie nudno. Jeśli mężczyzna, pomimo wszystkiego, co was dzieli, wciąż chce być z Tobą, możesz być przekonana, że kocha cię do szaleństwa. A takiego uczucia nie można przecież tak po prostu odrzucić, prawda?

A teraz przyznawać się, kto był/jest/będzie w mieszanym związku i jakie są Wasze doświadczenia! ^^

P.S. Więcej o randkowaniu w Azji tutaj

25 komentarzy:

  1. Jestem w związku z moim biasem,tylko on o tym jeszcze nie wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jako, że zbytnie okazywanie emocji w Azji nie przystoi, poinformuj go o tym na kakaotalk :D hihihihi ^^
      Kim jest wybranek, tak przy okazji? :)

      Usuń
  2. Mialam chlopaka japonczyka, niestety tylko przez internet. Wszystko bylo naprawde fajnie i wg. Ale razu pewnego stwierdzilismy ze zwiazek przez internet jest dosc bez sensu. Teraz jestesmy bardzo dobrymi przyjaciolmi ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, związki na odległość nie mają wiele sensu, jeśli finalnie nie można być razem. Coś o tym wiem, bo nie bez powodu porzuciłam moją ukochaną Azję na rzecz Niemiec :P
      Ech, ci faceci...

      Usuń
  3. W związku z Azjatą nie byłam ale ostatnio co raz częściej z nimi współpracuje, szczególnie z Koreańczykami, nie wiem jak jest w związkach ale praca z nimi a raczej dogadywanie się to jakiś koszmar. Często chcą stawiać na swoim, potrafią 500 razy zmienić zdanie ale jak im się czegoś od razu nie poda to się dziwą :/ Chyba po takich wrażeniach nie mam ochoty na szukanie przynajmniej koreańskiego chłopaka >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontakty służbowe i towarzyskie to zupełnie inna sprawa.
      Może też akurat trafiły Ci się takie jakieś "ciekawe" egzemplarze ;)
      Powodzenia w dogadywaniu się! :D

      Usuń
  4. Jestem w związku z Koreańczykiem od ponad 6 lat, od niedawna po ślubie. Moi teściowie nie mają nic przeciwko białej synowej, uważają mnie za swoją córkę, lubią i szanują, z wzajemnością. Nigdy nie wtrącali się do naszego związku, od początku uznali że skoro mój mąż mnie wybrał i jest szczęśliwy, to im pozostaje tylko się cieszyć. Ich jedyne obawy związane są z moją przeprowadzką i tym, że mogę się czuć samotna z dala od swojego kraju i rodziny.
    Zgadzam się, że związek międzykulturowy nie jest łatwy, że jest wiele rzeczy których się nie rozumie, że trzeba być otwartym na to, co inne. Ale tak na prawdę każdy związek wymaga pracy, kompromisów i zwykłej chęci dogadania się, prawda? ^_~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję ^^
      Dużo szczęścia i miłości na nowej drodze życia!
      Cieszę się, że Tobie trafili się tacy wyrozumiali i otwarci na inność teście! Oby miłość kwitła!
      Pozdrawiam i dzięki za podzielenie się doświadczeniami! :)

      Usuń
    2. Dziękuję w imieniu swoim i męża ^^

      A tak jeszcze a propos tematu, to nie obrażając nikogo, nie mogę oprzeć się wrażeniu że dużo tych złamanych przez Azjatów serc bierze się z niepokojącego dla mnie trendu "muszę mieć chłopaka Azjatę, nie ważne czy fajny, jak Azjata, to trzeba brać". Jak sama napisałaś, taki Azjata w pierwszej kolejności jest mężczyzną, a dopiero później Japończykiem, Koreańczykiem, czy Chińczykiem. Jeśli głównym powodem wiązania się z kimś jest jego pochodzenie, to nie wróżę dobrze takiemu "związkowi". Jeśli natomiast ktoś pasuje nam jako człowiek, partner, to najmniej ważne będzie to, czy jest biały, żółty, czy różowy w miętowe groszki ^_~

      Usuń
  5. Byłam w związku z Azjatą...jednak bajka nie skończyła się dobrze,po 8 miesiącach niestety pożegnaliśmy się.Nie mam z nim kontaktu od listopada.Numer telefonu nie odpowiada,FB czy Kakako usunięte.Przy końcowej rozmowie,która oczywiście odbyła się za pomocą internetu ( bo po cóż robić sobie problemy ze spotkaniem lub telefonem ) twierdził,że wciąż mnie kocha nad życie jednak musi odejść,lecz gdy wpadniemy na siebie kiedyś,bądź lub on odezwie się do mnie ( z łaski swojej ) to chce mnie widzieć szczęśliwą z dzieciątkiem na ręku ....Podły palant...widocznie już zapomniał,że kiedyś razem planowaliśmy to dzieciątko...Tak czy siak to tylko jeden przykład z życia.Postanowiłam,że się nim podziele skoro jesteśmy przy temacie.Nie uważam,że każdy inny postąpiłby tak samo,że związek z Azjata nie ma sensu i że skończy się tak jak mój.Absolutnie.Każdy człowiek jest inny,ma odmienny charakter i poglądy.Z jednej strony nie możemy ich wszystkich 'wrzucić' do jednej szuflady,ale z drugiej bądźmy ostrożniejsze moje Panie oni nie wydają się tacy 'super' jak nam się wydaje.Znam sporo Azjatów i naprawdę z bólem serca przyznaję,że czasami ładna buźka to jedyne co mają do zaoferowania. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przykro mi, że tak się stało. Jak piszesz, ludzie zdarzają się różni. Życzę Ci znalezienia Pana Właściwego już niebawem! ^^

      Usuń
  6. Przy tak pasującym temacie pozwolę sobie na odrobinę reklamy. O polsko-koreańskich związkach, bardzo osobistych historiach Polaków/Polek dzielących swoje życie z koreańską połówką, poczytać można w książce "Za rękę z Koreańczykiem". Więcej informacji poniżej:
    http://wkorei.blogspot.kr/2014/05/za-reke-z-koreanczykiem.html
    http://koreanski-online.pl/materialy-dydaktyczne-koreanski/47-za-reke-z-koreaczykiem-.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako, że nie było mnie w Polsce jakiś czas, zażyczyłam sobie tę książkę od Mikołaja pod choinkę ^^ Mam nadzieję, że uzna, iż byłam grzeczna i dostanę prezent! :D

      Usuń
  7. Pracowałam z szefem-korejańczykiem, nieco "europityzowanym". ale czym skorupka za młodu nasiąknie....ZAWSZE-CZARNY(!!!!) garnitur i to z tkaniny lekko polyskujęcej.-yyyyy! raz na imprezie zakładowej, akurat wigilia była, zrobiłam jakiś żarełko, jak wszyscy, i trochęto żarelko uzdatniłam przyprawami w stylu korejanskim- i to byl mój gwoźdż do trumny. gdzieś on miał , że miałam umowę na określoną (techniczną) robotę, natychmiast zarządził mi zmianę stanowiska pracy wysylając do restoracji (taki biznes też miał) i moje zdanie absolutnie się nie liczyło. Cóż, pożegnanie nie było łatwe. Nawet po rozwiązaniu umowy nie docierało- jak to, kobieta śmie czegoś nie chcieć robić. Usppokoił się dopiero, gdy tą wiedzę wbialam mu obcasami swoich szpilek w jego stopy- miał buty z ciękiej skóry.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ano , Zaczełam się zastawiać czy ... Japończycy mają podobne podejscie jak koreanczycy ... W stylu ... Czy również by wybrali zerwanie przez KakaoTalk , lub brak wyrozumiałosci dla dziewczyny ponieważ bliska jej osoba umarła ? (nie chce wrzucać każdego do jednego wora więc tak się zaczełam zastawiać )

    OdpowiedzUsuń
  9. ja mam chłopaka koreańczyka i mimo tego, że na początku czerwca poszedł do wojska nie zakończyło to naszego związku ^^. Przyjechał do Polski pod koniec kwietnia na 3 tygodnie i to był najlepszy czas w naszym dotychczasowym życiu :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam chłopaka z Birmy, mieszka i pracuje w Polsce, jesteśmy na razie na odległość już ponad rok,bo ja inne miasto i on, ale widujemy się często, za 2 lata zamierzamy wreszcie razem mieszkać :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam chłopaka z Birmy, mieszka i pracuje w Polsce, jesteśmy na razie na odległość już ponad rok,bo ja inne miasto i on, ale widujemy się często, za 2 lata zamierzamy wreszcie razem mieszkać :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też byłam w związku z Hindusem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja koresponduję z pewnym Azjatą i muszę przyznać, bardzo sympatyczny i tolerancyjny gość ^_^

    OdpowiedzUsuń
  14. Azjaci... Moje marzenie za 10 lat. Raz jednego rysowałam, tylko, biedny jeszcze o tym nie wie

    OdpowiedzUsuń
  15. Koreańczycy w moim przekonaniu są... po prostu inni. Z racji, że w Korei mieszkam stosunkowo od niedawna bo ledwo rok czasu (Pozwolę sobie podziękować autorce bloga za tak wyczerpujące ciekawostki z kraju o którym przed wyjazdem nie miałam zielonego pojęcia, pewnie zbłaźniłabym się przed koreańczykami nie raz, gdyby nie ten blog. Więc dziękuję) podejście do życia Koreańczyków wydawało mi się po prostu śmieszne. Nadziwić się nie mogłam, że mogą istnieć jeszcze na świecie tradycyjni, tak staroświeccy, a przy tym wręcz przesiąkający hipokryzją ludzie. Z jednej strony ekscytowali się wyzywającymi zdjęciami z sesji zdjęciowej jednej z koreańskich idolek, zarazem twierdząc jak wielką ta idolka jest cnotką. Z drugiej zaś oglądają z wypiekami na twarzy mniej wyzywające zdjęcia europejskiej bodajże modelki, nie szczędząc sobie przy tym komentarzy o tym jak bardzo musi być łatwa i dobra w łóżku. I to wszystko mówili przy mnie, bo przecież nie jestem koreanką więc mogą ze mną na takie tematy rozmawiać. A spróbuj tylko coś wtrącić na ten temat to milkną, rumienią się, przepraszają albo jak w ostatnim przypadku totalnie Cię ignorują. Koszmar.
    Jednak umówiłam się z takim jednym, bo w przeciwieństwie do tych pozostałych, których spotkałam, on wydawał się być normalny. Znaczy jego mama była włoszką, więc jako tako europejskie standardy znał i dało się z nim pogadać. Jego koledzy zaś to koszmar, więc o nich nie wspomnę ani słowa. Poza tym poznałam go za pomocą koreańskiej koleżanki, która poleciła mi dobrego korepetytora, studenta, który chwyta się każdej pracy by zarobić na własne mieszkanie. Ponoć rodzice nie chcieli wypuszczać go z rodzinnego gniazdka i odmówili mu wsparcia finansowego. No i jakoś przypadliśmy sobie do gustu. Ale co się działo po etapie papużek nierozłączek? Szkoda gadać.
    Po pierwsze - Nie wiedząc czemu mój chłopak po prostu wpadał w panikę, szał i obrzydliwy napad zazdrości gdy tylko zamieniłam słowo z innym Koreańczykiem. Dla odmiany, moi znajomi z Polski, mogli całować mnie w policzek, przytulać, a na nim nie robiło to żadnego wrażenia. Logiko, gdzie jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  16. Żeby było jeszcze dziwniej, kiedy ja chcę mu się podobać i ubieram krótką spódniczkę, czy cokolwiek innego odsłaniającego trochę ciała, on wpada w złość. I to jaką. Oczywiście to wtedy, gdy nie jesteśmy sami. Bo gdy jesteśmy to nie wygląda na to by miał coś przeciwko kusym ubraniom.
    Był totalnie zszokowany gdy mijaliśmy grupkę jakiś idoli w dzielnicy Seocho. Później mi przyznał, że był przekonany o tym, że gdy tylko zobaczę jakiegoś wypacykowanego idola to rzucę się do grupki podziwiających go i piszczących dziewczyn, bo koreanka tak właśnie by zrobiła. A gdy mu odpowiedziałam, że nie znam żadnej grupy muzycznej z ich kraju i nic mnie oni nie obchodzą, to no jego mina była bezcenna.
    Chociaż jak każdy ma też dobre cechy - Jest czuły i wydaje mi się, że świata poza mną nie widzi. Gdy wychodzimy gdzieś całą grupą, on zawsze musi być obok i musi mnie trzymać za rękę. A podobno azjaci są skryci jeśli chodzi o uczucia... No i to takie zabawne, kiedy ci wszyscy koreańczycy próbują udawać męskich i poważnych. Nijak im to nie wychodzi, poważnie. I jest jeszcze coś - To cholernie denerwujące gdy Twój chłopak w każdym twoim geście, słowie czy czymkolwiek tam zrobisz widzi coś uroczego. Ubrudzisz się sosem? To urocze. Potkniesz na schodach? To takie urocze. Założysz piżamę z pandą bo wszystkie inne akurat są w praniu? To powoduje natychmiastową reakcję w postaci "przytul mnie, tak bardzo cię kocham". Co oni mają fetysz słodkich dziewczynek? Bo jestem z moim chłopakiem już piąty miesiąc i nadal nie potrafię tego zrozumieć. A gdy zapytam jakąś koleżankę, rodowitą koreankę to słyszę jedynie śmiech i ktoś coś tam bąknie, że jestem szczęściarą skoro cały czas słyszę, że jestem słodka.
    A jego rodzice i te sprawy? Większy problem stanowią koreańskie dziewczyny, które nic sobie nie robią z tego, że chłopak zajęty i jawnie go podrywają na moich oczach, aniżeli jego rodzice, którzy swoją drogą są naprawdę sympatyczni. I jakiś czas temu poprosili mnie nawet o naukę języka polskiego. A jaka byłam zszokowana gdy dowiedziałam się, że mój "teściu" interesował się polską historią z czasów II wojny światowej. Od razu znalazłam z nim tematy do rozmów.
    Wyczerpujący komentarz, ale chciałam dać trochę materiału i podzielić się swoimi doświadczeniami. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za komentarz! Bardzo fajnie przyczytać relację kogoś z pierwszej ręki, bo jak wiesz, ja osobistych doświadczeń nie miałam ;) Cieszę się niezmiernie, że mój blog na coś się nadał i nawet komuś naprawdę pomógł w odnalezieniu się w Korei! <3
      A tak przy okazji to przeniosłam się na wordpress. Mam co prawda obecnie przestój twórczy, ale znając moją grafomanię, na pewno powrócę ^^
      https://skosneoczy.wordpress.com/
      Pozdrawiam!

      Usuń
  17. Może nie mam żadnego doświadczenia z Koreą, natomiast jestem w związku z Chinczykiem, za miesiąc spodziewamy się córki, planujemy ślub :) Bardzo fajny wątek. Ogólnie potwierdzam, że istnieje wiele różnic między nami, ale od czego są kompromisy i rozmowa. Każdy człowiek jest inny i twerdzenie, że takie związki są skazane na porażkę jest bezpodstawne. Uważam, że nie należy wszystkich oceniać po okładce i szufladkować. Tak samo mówiono o moim narzeczonym,a kiedy na prawde doszło do zapoznania, totalnie zmienił się ogólny pogląd. Są to specyficzne kraje,bardzo związane z rodziną, tradycją i kulturą ale istnieje wiele odstępstw. Poznałam przyjaciół narzeczonego i powiedziałabym, że są bardzo "Europejscy", otwarci. Mam nadzieję, że zmieni się myślenie nas, Polaków,bo niestety jeszcze często słyszy się komentarze dotyczące stereotypów. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...