sobota, 21 września 2013

Kulisy k-popu: Ile człowieka w celebrycie?

Czy jest coś, do czego nie posunęłaby się agencja, by wypromować swoich podopiecznych na gwiazdy i zagarnąć tym samym grubą forsę? Patrząc na ostatnie działania YG Entertainment, można mieć pewne wątpliwości.


Większość pewnie słyszała już o popularnym programie Who is next: WIN. Jest to reality show produkowane przez YG Entertainment, dokumentujące losy dwóch grup trenujących pod skrzydłami tej agencji chłopców. W cotygodniowych odcinkach możemy oglądać przygotowania uczestników do comiesięcznej ewaluacji, podczas której będą musieli zaprezentować nową piosenkę i układ taneczny. Celem programu jest wyłonienie zwycięskiego teamu (poprzez głosowanie widzów), który zgodnie ze słowami agencji „zadebiutuje w dzień po emisji ostatniego odcinka show”. Co z przegranymi? No cóż… „grupa może zostać rozwiązana, albo wymienimy kilku jej członków. Nie da się niczego przewidzieć”.

Brzmi dość brutalnie? Ależ nikt się tego nie wypiera! Wytwórnia na oficjalnej stronie z opisem programu stwierdza: „Program może wydawać się bezwzględny, jednak jest to rywalizacja, której żaden profesjonalny artysta nie może uniknąć w tej branży. Będzie to program portretujący rzeczywistość w najbardziej transparentny sposób.” Acha… Więc aby ułatwić swoim podopiecznym życie, YG postanowiło rzucić swój narybek na pożarcie publiczności. Skoro tak czy owak będą zmuszeni zmierzyć się z „bezwzględną rywalizacją”, czemu nie zafundować im tego na starcie, pod obstrzałem kamer 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Co tam, że część chłopców nie ma skończonych nawet 18-tu lat. Niech od małego uczą się, że w życiu nie ma lekko.

[w grupie B znajduje się dwóch chłopców, którzy mają 16 lat i jeden 17-nastolatek. Pozostali to dwie osiemnastki i jeden 19-nastolatek]

Im dłużej interesuję się koreańskim show biznesem, tym częściej zadaję sobie pytanie, ile jeszcze z ludzi pozostało w większych i mniejszych gwiazdkach szklanego ekranu. Czy managerowie agencji gwiazd patrzą na swoich podopiecznych jeszcze jak na drugiego człowieka, czy jak na produkt. A właściwie to półprodukt, który trzeba odpowiednio urobić, doprawić, wstawić na określony czas do pieca i voila! Gorące ciacho ląduje na stole, wzbudzając aplauz zebranych!

Niemal w każdym człowieku siedzi głęboko zakorzeniona potrzeba uznania i znajdowania się w centrum uwagi. Bardziej lub mniej rozwinięta, bardziej lub mniej uświadomiona, ale gdzieś tam jest. Nie potępiam nikogo, kto chce zrobić użytek ze swojej ładnej buzi albo rzucającego na kolana głosu i zdobyć krajową albo i światową sławę. Marzenie by zostać piosenkarzem, aktorem czy modelką nie jest niczym złym a mieniący się złotym blaskiem świat celebrytów musi kusić młodych i uzdolnionych. Niby mówi się o tym, jak ciężki jest to los, jak wiele będzie wymagał wyrzeczeń i pracy ponad siły, ale czy dzieci (bo właśnie dzieci rekrutuje się jako materiał na potencjalne gwiazdy) zdają sobie w pełni sprawę na co się piszą, przestępując próg danej agencji? Mocno nie sądzę. Skoro nawet rodzice nie są w stanie w pełni ocenić sytuacji i na co zgadzają się, oddając swoją pociechę na trening, jak można oczekiwać od kilkunastoletnich rekrutów, że wiedzą, co robią? Jeśli któryś z koreańskich gigantów wybierze ich jako swoich trainees, jedyne co odczuwają w tym momencie to euforię, jakby chwycili pana Boga za nogi. Zgadzają się więc na wszystko, byle tylko ich marzenia mogły się spełnić.


Agencje wiedzą o tym doskonale i wykorzystują to do granic przyzwoitości. Niewolnicze kontrakty, nadużycia władzy, poniżanie, czasem i molestowania na tle seksualnym (o tym niebawem)… K-pop nie zawsze jest cukierkowo słodki. Władza absolutna deprawuje, a szefowie i managerowie agencji taką władzę posiadają nad swoimi podopiecznymi. Przywołując astronomiczne liczby chętnych na miejsce każdego trenującego, firmy zmuszają swoich trainees do ślepego posłuszeństwa. W tej branży naprawdę przetrwać mogą tylko ci najbardziej zdeterminowani, a więc i tacy, którzy zgodzą się na każdy szalony pomysł, byle tylko utrzymać swoją pozycję i mieć szansę na debiut.  

Będąc trainee jest się właściwie ubezwłasnowolnionym. Szefowie agencji oraz managerowie posiadają status bliski bogom i nic nie podlega dyskusji. Pomijając utrwaloną w koreańskim społeczeństwie hierarchię bazującą na wieku, gdzie starszy ma zawsze rację i należy mu się odpowiedni szacunek, to jeszcze nakłada się na to drabina profesjonalnych zależności, która jest równie, jeśli nawet nie silniejsza. Po prostu starszemu/wyżej w hierarchii się nie podskakuje i koniec. A managerowie i bez tego mają wystarczająco narzędzi, by podporządkować sobie trenujących pod ich skrzydłami młokosów. W końcu to oni mają więcej doświadczenia i wiedzy, wypromowali już w swoim życiu nie jedną gwiazdę, więc po co mieliby w ogóle tracić cenne sekundy, wysłuchując jaki pomysł ma na siebie i swoją karierę dany dzieciak. Młodzi dostają na tacy gotowe piosenki i układy choreograficzne, na próby przyjeżdżają wybrane przez szefów kostiumy, a pan czy też pani fryzjerka i tak wiedzą lepiej, w jakiej fryzurze będzie im do twarzy. Uczą się jak odpowiadać na pytania podczas wywiadów, by nie wypaść głupio, a jakakolwiek próba okazania ludzkich uczuć, czy dezaprobaty kończy się połajanką, że jeśli się nie podoba, zawsze można wyjść z sali ćwiczeń i już nie wrócić. To tyle. Przyjęli? WYKONAĆ!

Obawiam się, że już po kilku miesiącach takiego treningu w młodocianych umysłach muszą następować poważne spustoszenia i zachwiania poczucia własnej wartości, by nie powiedzieć własnej osoby… A przeciętny trening na gwiazdę trwa 3-5 lat. 2-3 lata to absolutne minimum, choć i zdarzają się rekordziści, którzy spędzili w szeregach rekrutów ponad 10 lat! Choćby taki BIGBANG szykował się do swojego debiutu 7 długich lat. Co dzieje się z ludzką psychiką przez tak długi czas prania mózgu? Lepiej się nie zastanawiać…


Wracając do YG. Tak więc panowie z agencji wykoncypowali sobie, że po co ryzykować wypuszczenia na rynek dwóch boys bandów, kiedy można zaprezentować publiczności 11 chłopców na raz i pozwolić, by to widzowie wybrali tych, których polubili najbardziej. Dla firmy czysty zysk: wyprodukowany minimalnym kosztem reality show będzie promował od razu wszystkich uczestników, zwycięski zespół ze startu będzie miał pokaźną fan bazę i odpowiedni medialny szum wokół siebie, co dobrze wróży jego przyszłości. Przegrani… No cóż… Mogli postarać się bardziej. YG podniesie ręce do góry i powie, że przecież to nie oni zadecydowali o ich losie, a publiczność. Minimum ryzyka, maksimum profitów. Bardzo sprytnie!

Tyle tylko, że zamysł wydaje mi się być dość wątpliwy moralnie. Czy uczestnicy mieli w ogóle jakiś wybór, czy chcą wziąć udział w programie i znajdować się pod nieustannym obstrzałem kamer przez 10 tygodni? Pewnie dostali propozycję nie do odrzucenia: albo bierzesz udział w programie i masz szansę zadebiutować po jego zakończeniu, albo będziesz cieszył się statusem trainee jeszcze przez dłuuuuuuuugie lata. Nie mówiąc już o tym, że kto jak kto, ale firma z pozycją i wpływami jakie posiada YG nie powinna w ogóle uciekać się do podobnych środków, by wypromować swoich podopiecznych. Jeśli tak szanowani giganci, którzy jeszcze do tego szczycą się uczciwym traktowanie swoich pracowników, nazywając ich rodziną (YG Family), to lepiej nie myśleć o tym, co może wpaść do głów innym, nieco bardziej zdesperowanym szefom mniejszych wytwórni.


Generalnie można zaobserwować trend, jakoby agencje gwiazd szczyciły się tym, jak podle traktują swoich trainees. YG otwarcie przyznało, że program jest „bezwzględny”, ale już w kolejnym zdaniu stwierdza, że taki jest show biznes, więc postawmy przed tym kamerę i przekujmy ludzkie dramaty na rozrywkę dla mas. Tak samo głośny dokument o Nine Muses, przygotowany dla BBC i wyświetlony podczas międzynarodowego festiwalu filmowego w Amsterdamie w zeszłym roku, został akredytowany przez agencję dziewcząt, Star Empire. Stacja Al Jazeera przygotowała raport o pracy ponad siły dziewcząt z grupy Rania i podobnie jak w przypadku „Nine Muses of Star Empire” i ten film został pobłogosławiony przez agencję zespołu (więcej tutaj).


Przesłanie wydaje się być jasne. Biznes jaki jest, taki jest. Po co się z tym ukrywać? Lepiej przyznać się otwarcie i uczynić z tego ogólnie znaną i akceptowaną prawdę, niż usiłować cokolwiek zmienić. Bo czemu by zmieniać coś, co świetnie działa i przynosi profity? A że złamie się charakter i być może całe życie kilku młokosom… No cóż… Taka jest cena sławy. Agencjom na pewno dużo łatwiej pracować z gwiazdami, które są jej poddańczo posłuszne. Kontrolując wszystko, co tylko można, od planu dnia, poprzez dietę, do tego z kim i kiedy można się spotkać i czy można mieć chłopaka/dziewczynę, czy nie, minimalizuje się ewentualne niebezpieczeństwa związane ze skandalami i osłabnięciem motywacji danego delikwenta do ciężkiej pracy. A jak ciężko pracuje się w koreańskim show biznesie można przeczytać chociażby tutaj.

W wspomnianym wyżej dokumencie o Nine Muses, Sera (jedna z dziewcząt z zespołu) stwierdza pod koniec filmu: „Nie wiem czy to co powiem, będzie przydatne, ale to co się zmieniło, to przed debiutem było między nami człowieczeństwo. Wtedy to miałyśmy. Ale już tego nie ma.

[Sera z Nine Muses]

I niech ten cytat posłuży za puentę dzisiejszego postu.

Więcej na temat:
Seria o kulisach k-popu:
Część II: Presja
Część III: Najmłodszy w rodzinie

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

23 komentarze:

  1. Ciesze się, że do Nas wróciłaś ;)
    A co do artykułu to nie do końca się zgadzam, nie twierdze, że życie idoli to sielanka bo tak na pewno nie jest, ale takie rzeczy nie mają miejsca tylko w Korei, tak jest w każdym show biznesie. YG rzeczywiście zaskoczyło Świat swoim pomysłem, i ja również mam mieszane uczucia co do tego programu, ale nie wierze że oni są marionetkami. Oczywiście nie mają ani czasu wolnego czy tego typu rzeczy, ale jednak wierze że mają wpływ na to jakim arystą się stają. To jest tylko moje zdanie, jednak wydaje mi się, że wszystko co mówimy o koreańskim show biznesie to tylko przypuszczenia (czasami podparte jakąś wypowiedzą) bo tak na prawde to nie wiemy jak do końca jest być trainee, może być gorzej niż nam się wydaje albo lepiej, tak na prawde tego nie wiemy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to czytałam, to chciało mi się trochę płakać. Ale czy to odnosi się do całego k-pop'u? W sumie jestem fanką(forever) tylko 2 zespołów EXO i SHINee, ale kiedy się ich słucha (w sensie wypowiedzi itp.), patrzy na ich zachowania to nie wyglądają jak ludzie, którzy nie mają w sobie człowieczeństwa.
    Szczególnie jeśli chodzi o SHINee. Mam na myśli to, że ich zachowania są spontaniczne i wg mnie nie ma w nich nic sztucznego.
    Choć w sumie teraz to ja już sama nie wiem co mam o tym sądzić.
    Może w SM ludzi traktuje się w miarę jak ludzi? Ehh...idk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale SM jest znane z jednej z NAJGORZEJ traktujących ludzi wytwórni. JA też jestem fanem EXO, a Shinee lubię i mogę stwierdzić, ze w nich istnieje cząstka ludzka tylko zbrukana. Została skopana, ale nadal żyje.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o nasze trzy największe wytwórnie (SM, YG, JYP) to wystarczy spojrzeć, jak wyglądają dłużej działające gwiazdy.
      DBSK i ich wycieńczenie, a później rozpad.
      GDragon i jego depresja.
      Rain i jego kryzys wieku średniego.

      Usuń
    3. GD miał depresje..? możesz co przybliżyć :/?

      Usuń
  3. Daehyun z BAP był trainee chyba tylko pół roku, tak słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doszedł do wytwórni jako ostatni, a ponieważ TSowi tak pasowało, zadebiutował w BAP.
      Nikt nie mówi, że przypadki krótszego trenowania się nie zdarzają, bo się zdarzają. Ale większość bardzo długo nad sobą pracuje, zanim ma szansę zadebiutować.

      Usuń
    2. a ryeowook z SJ zadebiutował jakoś po miesiącu czy dwóch :) też pewnie jakoż dołączył bardzo późno.

      Usuń
  4. Powoli zaczyna mnie męczyć magiel i blichtr koreańskiej sceny muzycznej, tego co przedstawia nam YG i inne największe wytwórnie. Zaczynam się przebijać do mniej popularnej koreańskiej muzyki, bez fleszy i układów tanecznych.

    Mam wrażenie, że Papa YG jest wielce zadowolony z roli pana i mistrza, który przez ciężki trening szkoli swych uczniów, by nie wpadli zbyt łatwo w paszczę lwa. Takie trochę usprawiedliwianie się - "bo taki jest show biznes". Problem w tym, że ci młodzi tak zapatrzeni są w jeden punkt, że nie widzą dla siebie innej drogi. I kiedy okazuje się, że nie mogą iść nią dalej to jest dramat. Zresztą trudno się dziwić, wkoło nich są jedynie osoby, które każą im wyciskać siódme poty. I zapewne inne perspektywy nie wchodzą w grę.

    Wiecie, najśmieszniejsze jest to, że jakoś przypadkiem natknęłam się na jeden odcinek. Jak dla mnie cała ta grupa byłą identyczna. Takie same modne stroje, odpowiednio ufarbowane włosy, kolczyki, które widzę obecnie u większości gwiazd kpopu. Fabryka klonów. Faktycznie nie sposób powiedzieć kiedy mamy do czynienia z osobą, a kiedy z wyreżyserowaną pozą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, z jednej strony zgadzam się, że to okropne, że wytwórnie nieludzko potrafią potraktować swoich podopiecznych, ale... Myśląc jedynie o tym programie (którego nie widziałam i oglądać raczej nie zamierzam) to wydaje mi się, że uczestnicy mogli poczuć potrzebę wystąpienia w nim. Jasne, część z tego może być efektem prania mózgu, ale chęć rywalizacji i spełnienia swojego marzenia raczej nie znika. Przede wszystkim tylko ludzie zdeterminowani potrafią dostać się i utrzymać jako trainee (tak mi się wydaje), a kiedy w grę wchodzi determinacja i marzenia ludzie mogą chwytać się szalonych sposobów, żeby dotrzeć do celu - w tym przypadku światła reflektorów.
    I to nie tak, że na zachodzie nie ma ludzi, którzy dobrowolnie i z pełną świadomością biorą udział w różnorakich reality shows tylko po to, żeby zaistnieć.
    Podsumowując moją myśl - możemy jechać po wytwórni ile chcemy, ale tak na prawdę, to nie wiemy, jak to wszystko wyglądało od kulis. Jasne - program jest wątpliwy moralnie. ALE nawet członkowie przegranej drużyny wzbudzą zainteresowanie, zdobędą fanów i w jakiś sposób im się to opłaci. Taki mój wniosek. Ogólnie, bardzo ciekawy i dyskusyjny post - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja uwielbiam cały ten K-POP słuchać itd ale nie popieram tej niezdrowej rywalizacji

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny post, zresztą jak zwykle. Niezmiernie łatwo i przyjemnie się czyta. Tęskniłam za tym edukowaniem się z pomocom Twojego bloga. :)
    " molestowanie " ? Omo.. *-* Oby pojawiło się to w kolejnym poście, bo już chciałabym wiedzieć więcej... Czekam na kolejny post. ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehh... z Team A i Team B powinni zrobić jeden zespół... takie SuJu. I fani jednych byliby szczęśliwi, i drugich, wszyscy mogliby zadebiutować, a YG niech się chrzani...

    OdpowiedzUsuń
  9. HURAAAA!!!!!!!!! Wróciłaś!! Czekałam niecierpliwie na kolejny post XD Wpis świetny, jak już wcześniej ktoś napisał -dyskusyjny. Oglądałam kiedyś taki program z Infinite, Ranking King czy cuś takiego... No coż, agencja i managerowie traktowali zespół dosyć "luźno". Chłopcy mieli sporo swobody, aczkolwiek to był program. Nie wiemy na ile to było wyreżyserowane, a na ile spontaniczne. Dlatego jestem skłonna zgodzić się z Tobą. Na ile my, fani wiemy jakie nasze kochane kwiatki są? Na ile agencje, managerowie i same gwiazdy pozwalają nam się odkryć i w pewnym sensie poznać? Ach..pytań jest zbyt wiele, a temat rzeka..Czekam na kolejny wpis i pozdrawiam! :)karola

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się że wróciłaś :)
    Artykuł ciekawy, chociaż według mnie nie ma o co obwiniać YG, fakt zrobił reality show, ale czy on jedyny? Na świecie ludzie coraz częściej posuwają się do tej formy promowania siebie. A on jako szef wytwórni postawił na najtańszą i najlepszą formę wypromowania zespołu. Bez ryzyka, że się nie przyjmie, skoro już na starcie będzie miał rzesze fanów.
    Zresztą YG tylko rozwija poprzednie pomysły - kilka epizodów o BigBang przed ich debiutem, gdzie jeden z chłopców został odrzucony, czy 2NE1 TV. Wie co ludzie chcą zobaczyć - ludzką twarz gwiazd, kulisy K-popu - i daje im to.
    Czy w celebrantach jest jeszcze człowieczeństwo? Na pewno. Być może na scenie, podczas rywalizacji stają się bezwzględnymi championami wystawionymi do walki, czasem pośród własnego zespołu muszą zachowywać ostrożność, bo w niektórych wytwórniach często wymienia się członków zespołu, promuje tylko kilku. Jednak wewnątrz, kiedy opadają światła, kiedy wracają do domów i zmyją makijaż stają się ludźmi. Tak jak w jednym z wywiadów powiedział GDragon, odczuwają samotność.
    Według mnie YG postępuje fair nazywając rzeczy po imieniu. Show business nie jest miejscem dla słabeuszy, jest brutalny i dobrze żeby rodzicie potencjalnych trainee wiedzieli w co chcą się ich dzieci wpakować.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja się spodziewam, że tam jest nawet gorzej w tych wytwórniach.Patrząc na tą całą koreańską hierarchię. Tam od młodego masz ułożony cały dzień i nie możesz się nikomu sprzeciwić, jeśli nie chcesz to trudno, zaciskaj zęby i do roboty. Za młodu siedzą całymi dniami w szkołach i bibliotekach, bo przecież żeby coś znaczyć w ich społeczeństwie to musisz mieć skończoną najlepszą uczelnie i pracować w największym wieżowcu. W określonym wieku mają się pobrać i mieć dziecko, a jeśli nie odbębnią tego do trzydziestki to się dziwnie na te osoby patrzy.
    Jeśli ich życie jest tak kontrolowane nawet w domu to nawet nie ma co marzyć, że wytwórniach traktują ich po królewsku i z szacunkiem. Dużo osób chce uparcie wierzyć że w tych wszystkich programach, filmikach zza kulis gdy się tak promiennie uśmiechają i radośnie śmieją to znaczy, że są szczęśliwi i spełnieni. To na pewno pomaga naszemu samopoczuciu, bo przecież jak kolorowy Kpop może być tak zepsuty. Ale oni nie mają wyboru. Z jednej strony jak będą się skarżyć i buntować to zostaną wyrzucenie (a bez dobrej szkoły na którą nie mieli czasu niewiele zwojują), a z drugiej strony raczej nikt chętnie nie przyznaje się do tego, że daje sobą pomiatać i się wykorzystywać po to by coś osiągnąć. Żadna modelka nie trąbi na prawo i lewo z kim spała żeby zarabiać te dziesiątki milionów rocznie.
    Ot takie moje zdanie :)
    P.S. bardzo fajny blog. Znalazłam go już prawie rok temu i szybko przeczytałam wszystkie artykuły i teraz mam taki niedosyt :P Dzień w dzień z nadzieją zaglądam by sprawdzić czy coś jest. Twoje teksty bardzo wciągają. Jesteś jak narkotyk :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Dosyć sceptycznie podchodzę do tego programu YG. Zauważyłam też, że co do sprawy z traktowaniem trainee mamy podobne zdanie. Ostatnio właśnie miałam nieprzyjemną dość dyskusję z osobami, które twierdziły że takie traktowanie nowych jest jak najbardziej w porządku. Taa... akurat. Rany, będziesz pisać o molestowaniu? Niewiele na ten temat słyszałam ze świata k-popu, więc na notkę czekam niecierpliwie. Pozdrowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się, że widzę nowy post :D
    Hm, rzeczywiście, jak się przejrzy biografię k-popu, ile lat mieli jak zostali trainee, ile trenowali itp... Pierwszy wniosek, że to wręcz nieludzkie.
    Eh, ale miło czasami pomarzyć, że choć część tego, co mówią w wywiadach to prawda...

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej cześć i czołem.
    Pozwolę sb skomentować tutaj, ponieważ tego nowego postu jeszcze nie czytałam i nie wiem, kiedy przeczytam ;)
    W wielu kwestiach się z tobą zgadzam, mam też podobne poglądy na temat okrutnego ciągnięcia kasy za pomocą WIN i tym podobnych akcji :/

    A tak ogólne, to nie wiem, czy pisałam już komentarz dotyczący ogólne twojego bloga, o tym, że sporo tu czytałam i sporo się dowiedziałam... zamierzałam o tym napisać, nie wiem, czy to zrobiłam, przy tak rzadkiej aktywności w komentarzach o sklerozę nie trudno ;)
    W każdym razie bardzo lube i cenie sobie twojego bloga, czytam chętne i baaardzo się cieszę, że wróciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. YG Papa zawsze brutalny i bezlitosny był i raczej juz taki będzie. Choć jak dla mnie umie odczytywać dobrze "zapotrzebowanie rynku".
    Z jednej strony jest się zafascynowanym k-popem, podziwia się tego jak wdzięcznie tańczą, zachowują się wobec fanów, czy na scenie, jak dobrze śpiewają. Z drugiej strony jak się pomyśli ile lat trenowania pewnych zachowań mają za sobą i w jakich warunkach to się dobywało, to już nie jest tak wesoło. wydaje mi się, że prawo powinno trochę bardziej zaingerować w czuwanie nad interesem idoli, zwłaszcza w poczatkach ich kariery, bo tak jak pisałaś - to sa młodzi ludzie, którzy sami jeszcze nie wiedzą do końca, co dla nich dobre, poza tym dochodzi watek hierarchicznego podporządkowania... A rodzice nie koniecznie muszą być bardziej świadomi niż ich dzieci.
    Generalnie mnie przeraża sama koreańska opinia publiczna, fani i antyfani. To, na jak krótkim kagańcu trzyma się celebrytów. Pokazywać należy fanom tylko pogodną twarz: łza sie w oku zakręci na wizji - przepraszasz, masz jakies prywatne życie - wydajesz setki oświadczeń prasowych, żeby uspokoić fanów, którzy się martwią, ktoś stwierdzi oglądając jakiś materiał, że nie zachowałeś się odpowiednio, bo np. nie widać jak klaszczesz przy odczytywaniu scenariusza - na kolana błagać o wybaczenie; spojrzysz w czyimś kierunku za długo - czego się tak gapisz, od kiedy taka nieżyczliwa jesteś? marsz wyjaśnić całe zajście!
    Mam wrażenie, że koreańczycy nie chcą pozwolic celebrytom być ludźmi, mimo, że jak twierdzą fani, kochają ich i wspierają zawsze. Oni oczekują ideału, chodzącego robota, który będzie się sprawował odpowiednio zawsze i wszędzie, nie miewa chwil słabości, a juz na pewno nie może sobie pozwolić na popełnianie błędów, bo ktoś może się zawieść lub poczuc zraniony. Ciężko znaleźć w takiej sytuacji miejsce na oddech i wykazanie swojego charakteru.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie oszukujmy sie tak nie jest tylko w Korei..nawet nie wiecie jakiego szoku doznałam, kiedy przez przypadek na YT otworzył mi się filmik z przesluchania do x factora US. Przychodzily bardzo mlode dziewczyny, nie do konca umiejace spiewac (przy niektorych to naprawde łagodne okreslenie) ale bardzo ładne..juz myslalam ze im podziekuja a tu nagle mowia ze ich wystep nie byl idealny ale widza w nich przyszle gwiazdy popu i przechodza dalej. Nie oszukujmy się tutaj liczy sie zysk. Koreanscy stazysci maja o tyle gorzej, ze wiekszosci z nich chca byc artystami, jest to ich marzeniem i są w stanie za to dużo zapłacić, a nie ładnymi dziewczynami ktore bedzie traktowano jak gwiazdki

    OdpowiedzUsuń
  17. Proszę następne wpisy ... nie mogę się ich doczekać !

    OdpowiedzUsuń
  18. Swiat show-biznesu jest brutalny. Widze jednak wielka roznice miedzy WIN a 9muses. W agencji ktora prowadzila 9muses nie ma poszanowania dla czlowieka, jego godnosci. W YG ent. widac ciazka prace ktora musza wykonac trainee i doskonaleniw ich umiejetnosci. Niekiedy w pewnych kwestiach trzeba podpozadkowac sie agencji jednak trainne z YG nie sa gnebieni. Dostaja wiele zadan takich jak tworzenie choreografi lub aranzacja piosenek co buduje w nich niezaleznosci, indywidualnosc i poczucie pewnosci siebie.
    Z tych powodow nie mozemy jednoznacznie mowic ze caly ten koreanski show biznes jest blee. Trzeba tylko trafic w dobre rece, a praca i wysilek na ktory decyduja sie trainee doskonali i wydobywa z nich ukryte talenty.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...