poniedziałek, 8 lutego 2016

Kolejna garść niewiarygodnych faktów z Korei Północnej

Trudno o rzetelne informacje z kraju, który jest jednym z najbardziej niedostępnych i odizolowanych miejsc na Ziemi. Czasem jednak komuś uda się zajrzeć po ową ciężką kurtynę mitów i absurdów i przywieźć garść niewiarygodnych faktów z Korei Północnej.

To już druga odsłona serii (część pierwsza tutaj), którą, mam nadzieję, kontynuować!

Uciekinierzy z Korei Północnej opowiadają o życiu, jakie wiedli w swojej ojczyźnie i czasem naprawdę trudno uwierzyć, że tak może wyglądać codzienność ludzi żyjących w XXI wieku!

1. Praca


W Korei Północnej oficjalnie pracuje się sześć dni w tygodniu, choć często siódmy dzień jest „dobrowolnym przymusem”, którym pracownik wyraża swoją lojalność i patriotyzm. Jak wiadomo, czas wolny sprzyja przemyśleniom, a tego w mniemaniu władz lepiej uniknąć.

Obywatele nie mają też wiele do powiedzenie w zakresie wykonywanych przez siebie prac. Młodzi ludzie, którzy dopiero zakończyli edukację, z urzędu przydzielani są do wyznaczonych im zakładów pracy, gdzie z niemal 100% pewnością będą pracować do końca dni swoich.

Jak nie trudno sobie wyobrazić, nie każdy jest w ten sposób uszczęśliwiony. Prawdopodobieństwo, że jakiś pan siedzący za biurkiem przydzieli nam pracę marzeń, jest raczej nikłe. Świadomość, że szanse zmiany są równe zeru, również nie poprawia humoru. Człowiek nie byłby jednak sobą, jeśli by czegoś nie wykombinował. Przydzielone przez rząd posady i płynące z nich dochody zazwyczaj nie starczają na wiele, więc przedsiębiorczy Koreańczycy przekupują swoich szefów, by ci przymknęli oko na ich nieobecności lub spóźnienia. Dodatkowy czas wykorzystują na handel i inne prace.

2. Broń nuklearna

[Kim Jong Un ogląda start rakiety. Zdjęcie z wczoraj]

Korea Północna pręży muskuły i straszy, że jak Stany Zjednoczone (wróg publiczny numer jeden) będą za bardzo podskakiwać, to Kim Jong Un pośle im w prezencie pocisk z jądrową bombką. Z tego co wiadomo, może i Kim Jong Un ma na stanie broń atomową, ale nie byłby jej w stanie wystrzelić tak daleko, by dosięgnąć USA.

Niezaprzeczalnym jednak faktem jest, że technika bojowa Korei Północnej wciąż się rozwija i doskonali, czego najlepszym przykładem było posłanie w kosmos pierwszego północnokoreańskiego satelity w 2012 roku. Przy tej okazji przetestowano też silniki rakietowe, które potencjalnie mogłyby wystrzelić również głowice bojowe. Póki co nie byłyby one w stanie unieść ciężaru nawet najlżejszej z bomb atomowych na stanie rodziny Kim. Póki co. Testy rakiet i różnorakiej broni wciąż trwają i nawet wczoraj (7. lutego 2016) Kim Jong Un podziwiał start kolejnej rakiety, która oficjalnie jest częścią państwowego programu kosmicznego. Specjaliści z całego świata słusznie podejrzewają, że pod tą przykrywką kryją się kolejne testy o bynajmniej nie pokojowym charakterze.

3. Obozy koncentracyjne

[zdjęcie satelitarne obozu 22]

Na podstawie świadectw zebranych od uciekinierów, organizacja Amnesty International oszacowała, że w obozie koncentracyjnym Hoeryong (znanym również jako Obóz 22), znajdującym się na północnym-wschodzie kraju, więzionych jest ok. 50 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Jest to obóz dla więźniów politycznych, gdzie ludzie więzieni są razem z całymi rodzinami i dwoma następnymi pokoleniami. W tym obozie przychodzą na świat dzieci, które nigdy nie widziały i nie mają szansy poznać normalnego życia poza ścianami horroru.

Były strażnik, który uciekł do Korei Południowej, opowiadał, że każdego roku około 2 tysięcy ludzi umiera z powodu głodu i wycieńczenia a 30% więźniów jest fizycznie okaleczonych (np. nie ma której z kończyn). Bicie, znęcanie się, gwałty i tortury są tam na porządku dziennym.

Wstrząsającą lekturą jest książka „Urodzony w obozie nr 14”. Są to wspomnienia Shin Dong Hyuka, który, jak sugeruje tytuł, urodził się w obozie, jednak cudem udało mi się z niego uciec i dostać do Korei Południowej. Opisywana przez niego obozowa rzeczywistość przeraża i szokuje, warto jednak przeczytać tę książkę, bo powinno więcej mówić się o tych okropieństwach!

 4. Szczęście narodowe


„Badacze” z Korei Północnej przeprowadzili w 2011 roku badania nad szczęśliwością poszczególnych krajów i ich ojczysty kraj uplasował się na drugim miejscu, dając się wyprzedzić jedynie Chińczykom. Jak myślicie, kto znalazł się na szarym końcu rankingu? Amerykańce z zepsutego kapitalizmu!

5. Marihuana


Może z ową szczęśliwością ma coś wspólnego fakt, że w Korei Północnej sprzedaż, dystrybucja oraz spożycie marihuany jest jak najbardziej legalne? Rząd nazywa trawkę „zdrowszą wersją tytoniu” a zielone krzaczki rosną sobie beztrosko przy drogach i torach kolejowych. Co więcej, państwo zachęca swoich obywateli do hodowli opium i sprzedaży zbiorów za granicą.

Z drugiej strony, wspomagacze nie naturalne nie są mile widziane. Posiadanie metamfetaminy zakończy się bezdyskusyjnie rozstrzelaniem przez pluton egzekucyjny.

6. Święte ikony


Kogo lub co ratowałbyś najpierw w przypadku pożaru w domu? Żonę, śpiące dzieci? W Korei Północnej każdy obywatel ma obowiązek najpierw uratować obraz z podobiznami ojców narodu, Kim Jong Sena, Kim Jong Ila oraz obecnego miłościwie panującego. Na wypadek wojny, przewidziano nawet specjalne bunkry dla posągów dynastii Kim.

7. Egzekucje moździerzem


Jak już umierać, to ze stylem. Północnokoreańskie władze wymyśliły taki oto sposób pozbywania się szczególnie upierdliwych wrogów narodu. Z jakichś przyczyn nie stosuje się tej metody egzekucji zbyt często.

Podobno tak pożegnało się ze światem kilku ważnych rangą oficerów, którzy nie dostatecznie długo opłakiwali śmierć poprzedniego wodza, Kim Jong Ila i już w kilka miesięcy po pogrzebie, pozwolili sobie na przyjęcia. Kim Jong Un miał wtedy powiedzieć, że nie powinien pozostać po nich najmniejszy ślad.

8. Konstytuacja


Konstytucja Korei Północnej gwarantuje swoim obywatelom wolność słowa, prasy, zgromadzeń, demonstrowania i zrzeszania się. Tyle, że tylko w ramach przyjętej ideologii. Kilka linijek dalej możemy bowiem przeczytać „Obywatele powinni twardo bronić politycznej i ideologicznej jedności oraz solidarności narodu.” Oraz „praca jest czcigodnym obowiązkiem i zaszczytem obywatela.”

9. Rozwój gospodarczy


Do lat 70-tych XX wieku gospodarka Korei Północnej była silniejsza, niż sąsiadów z południa. Dzisiejsza wartość Produktu Krajowego Brutto północnych Koreańczyków to zaledwie 2,5% PKB Korei Południowej.

10. Wybory


Korea Północna co pięć lat organizuje wybory do rządu. Na kartach do głosowania widnieje jednak tylko jedno nazwisko dla danego regionu! Teoretycznie obywatel byłby w stanie wyrazić swoją dezaprobatę, np. przekreślając nazwisko owego kandydata. Coś mi się jednak wydaje, że w północnokoreańskich lokalach wyborczych nie ma kotarek… A wiemy przecież, jak kończą ci, co to nie „bronią politycznej i ideologicznej jedności oraz solidarności narodu”.

11. Niewolnicy XXI wieku


Kim Jong Un znalazł cudowne źródło dopływu zagranicznej waluty! Na coraz większą skalę robotnicy z Północnej Korei wysyłani są do Rosji, gdzie w niewolniczych warunkach pracują przy karczowaniu drzew. Robotnicy dostają minimalne płace, gdyż niemal całość pieniędzy płynie na państwowe konto.

Prości, koreańscy pracownicy żyją z dnia na dzień, mając nadzieje, że niebawem uda im się powrócić do kraju i swoich rodzin. Niektórzy z nich pracują w lasach Syberii od 10 lat albo i dłużej. Nie uciekają, bo doskonale wiedzą, co stałoby się z ich bliskimi, gdyby któregoś dnia nie stawili się w pracy.

Vice udało się nakręcić dokument o pracy tych ludzi. Niestety, do obejrzenia tylko po angielsku tutaj.


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 31 stycznia 2016

K-popowy rentgen z Walerinaką: BTS „Run”

No bo by Was, Big Hit Entertainment (agencja BTS)! Takich chwytów się imacie, by zwiększyć oglądalność teledysków na Waszym kanale?! Już bardziej nie dało się zagmatwać fabuły i rozciągnąć tego na kolejne i poprzednie klipy?!



Serio, już dawno prześwietliłabym chłopaków, gdyby nie dwa problemy:
  1. reżyser klipu (a właściwie klipów!) zrobił wszystko, by nikt się nie pokapował, o co tak naprawdę chodzi.
  2. K-pop robi sobie ze mnie żarty, produkując grupy ze zbyt wieloma, zbyt podobnymi do siebie ludźmi! Kiedyś był to problem girls bandów, obecnie rozszerzyło się i na chłopców! Już kiedyś przepraszałam ewentualne urażone uczucia fanów, więc teraz już nie będę. Prawda jest taka, że dla przeciętnego oglądacza oni wyglądają dokładnie tak samo! Dzięki Ci, o Rap Monsterze, za chwytliwe pseudo i charakterystyczną buzię! Tyś jedyny, co do którego jestem pewna, ki zacz!
[kamsamnida, panie Rap Monster!]

Co mi się już wydawało, że rozgryzłam tę układankę, to się okazywało, że ten to nie ten, a tamten to jeszcze inny! No szlag by to!

Ale nie ma takiego k-popowego klipu, który byłby w stanie przerosnąć siłę mojego rentgena w oku! O nie, chłopcy! Nie uciekniecie tak łatwo! Po nie wiem już ilu obejrzeniach klipu oraz pogłębionych badaniach i analizach twarzy członków zespołu, wykoncypowałam, co następuje!

W czym rzecz?

Kiedy chłopcy z BTS przygotowywali się do powrotu z nowym albumem, wyciskali siódme poty na parkiecie, szlifując swoje umiejętności taneczne, jeden z szefów Big Hit Entertainment wpadł do sali, zamaszyście otwierając drzwi i ogłosił tubalnym głosem: „Stop! Wyłączyć muzykę! Hip-hopowy koncept jest już passé! Dlaczego mielibyśmy genialną choreografią i jeszcze lepszym wykonaniem przyklejać nastolatki do monitorów, kiedy możemy zrobić to samo produkując serię super zagmatwanych, pseudo-artystycznych klipów, rozwikłanie których zajmie co najmniej kilkanaście obejrzeń!”
Po chwili niezręcznej ciszy, obecny manager oraz instruktor tańca wznieśli wymuszoną owację „Och, wspaniały pomysł!” Chłopcy wymienili skonfundowane spojrzenia, ale ich nikt o zdanie nie pytał. I tak oto narodziła się seria nowych klipów BTS.


Pierwsze wrażenia

…? Eeeee… Co to było, co ja właśnie obejrzałam?

Ale piosenka fajna!

Kącik klepania po pleckach

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie mam nic przeciwko odrobinie artyzmu w k-popie! Ależ bardzo proszę! Jakby to tylko miało ciut więcej składu i ładu i nie wymagało miesięcznych badań i dociekań, cóż to artysta miał na myśli…

No, ale toż to jest kącik klepania po pleckach, na narzekanie przyjdzie czas za chwilę! ^^

Bardzo podoba mi się scena otwierająca i zamykająca teledysk. Wpadający i wynurzający się z wody V (trochę mi zeszło, by ustalić, który to się tapla) wyraźnie sugeruje, że wkraczamy razem z nim do innej rzeczywistości. Moim skromnym zdaniem to, czemu przyglądamy się w zasadniczej części teledysku, to jego wspomnienia, od których nie potrafi się uwolnić.


Czytałam wiele różnych teorii na temat wymowy „Run” i niemal wszyscy zgodnie twierdzą, że w grę wchodzą zgony i trupy w szafie. Ten koncept jednakowoż wydaje mi się zbyt dalece posunięte. Czemu niby jeden lub więcej, albo i wszyscy członkowie BTS mieliby wyciągnąć kopyta? Wszyscy wyglądają na całkiem zdrowych i zadowolonych z życia młodzieńców. Bo V kreśli po Jinie krzyżyk? Bo J-Hope ma kroplówkę przy łóżku (do której nie jest nawet podłączony)? Jak na zdechlaka ma jeszcze trochę werwy, włączając się do wesołej bitwy na poduszki. 


Bo tu i ówdzie pojawia się motylek? Wiem, że ludzie łączą „Run” z poprzednimi klipami jak „Prologue” czy „I need you”. Tak czy owak mnie ta teoria spiskowa niezbyt przekonuje i wydumałam sobie własną interpretację zdarzeń! :D

W mojej wersji, wszyscy żyją i mają się nie najgorzej. Chłopaki tworzyły kiedyś bardzo zgraną bandę rozrabiaków, jednak jak to w życiu, ich drogi się rozeszły. Pojawiły się nieporozumienia (bójka pomiędzy Jungkookiem a Suga), każdy zajął się swoimi sprawami, być może kilku trafiło do paki i rodzice kategorycznie zabronili spotykania się ze źle rokującym elementem… (Rap Monster i V). Życie.

[ktoś jest tu agresywny!]

[Rap Monster i V wandalizują okolicę]

Jest jednak powód, dla którego V tak głęboko i boleśnie zanurza się w owych wspomnieniach. Miota się i cierpi, wspominając każdą chwilę, czując, że rozpad ich paczki to w przeważającej części jego wina. Nie może znieść, jak źle traktował spokojnego, nieco wycofanego Jina. V zawsze wyśmiewał się z jego cichej natury, sugerując, że zupełnie nie przystaje do całej paczki (stąd owo kreślenie sprejem po biednym Jinie). 


Jakiś czas temu zorientował się też, że jest dla Jina kimś więcej, niż tylko przyjacielem. W pierwszym odruchu, nie rozumiejąc jeszcze samego siebie, zdecydowanie odrzucił uczucia kolegi (zniszczony domek z kart).


Run” to wyznanie niespełnionej miłości Jina do V. Tylko posłuchajcie:

Jesteś moim słońcem, jednym i jedynym na tym świecie
Rozkwitam dla ciebie, ale ty tylko wzmagasz moje pragnienie
Jest już za późno, jest za późno
Nie mogę żyć bez ciebie
Nawet jeśli usycham, będę starał się jeszcze bardziej, by cię dosięgnąć

Ale to nie ma sensu, jest to marzenie, które nie może się spełnić
Biegnę i biegnę, ale donikąd mnie to prowadzi
Wypal mnie, tak
Nie przestawaj mnie odpychać
To jest głupiec, szalony w miłości, goniący w kółko



Pomimo zupełnego pogodzenia się z losem przez Jina (To nic, jeśli zostanę zraniony/ to w porządku, nawet jeśli nie mogę cię mieć/ Żałosny losie, wskaż na mnie swoim palcem), widzimy jego smutek i nieuniknione pożegnanie. Nawet jeśli sam Jin początkowo nie potrafi tego zaakceptować (Uciekaj/ proszę, nie mówi mi żegnaj), taki scenariusz wydarzeń jest nieuchronny.

V dopiero, gdy został sam, uświadomił sobie, co naprawdę czuł do swojego przyjaciela. Teraz jest już jednak za późno. Jedyne co mu zostało, to smutne wspomnienia i żal.

Czyż nie jest to poruszająca historia niespełnionej miłości?

Kącik małego złośliwca

A teraz kilka wielce to frapujących momentów! ^^


Umysł ludzki jest raczej zawodną maszynerią, więc ja rozumiem, że z upływem czasu wspomnienia się nieco zacierają, detale mieszają, a to, co nieistotne, zostaje pominięte.

Tylko tak bowiem da się wyjaśnić ową scenę, gdy chłopcy postanawiają zatrzymać ruch w tunelu i powandalizować nieco okoliczne samochody. Już to widzę, jak w prawdziwym życiu wszyscy owi kierowcy ze stoickim spokojem pozwalają bandzie hałaśliwej młodzieży najpierw zatorować cały ruch, potem pluć na ich szyby, malować farbą iksy i skakać po maskach. Ta jest. I oczywiście, gdy w końcu ktoś pofatygował się i wysiadł z samochodu, zamachał na nich czymś ciężkim, co robi nasza elokwentna banda? Po co wskoczyć do ciężarówki, w której siedzi kolega, kiedy można sobie po prostu biec? Dobrze, że się w porę opamiętali i jednak pozwolili dać sobie podwózkę.


Jeszcze ma marginesie pozwolę sobie dodać, że Rap Monster ma spore szansę skończyć z cukrzycą, jeśli nawet cola nie jest dla niego wystarczająco słodka i konieczne jest dosłodzenie jej lizaczkiem. I co to jest za wzór dla młodzieży, żeby tak śmiecić! Wstyd!

[krążą pomówienia, że to co pije Rap Monster to kawa, ale czy kawa miewa bąbelki?]

Słowem podsumowania
                                         
Czuję się dumna, że udało mi się dotrzeć do sedna całego tego bałaganu! ^^ Mam nadzieję, że i Was przekonuje taka wersja zdarzeń. Moim zdaniem lekkie zabarwienie yaoistyczne nigdy nie jest złe! :D Przynajmniej tym razem obyło się bez narkotyków!

Kto zostanie prześwietlony w następnym odciunku? To zależy tylko od Ciebie! Oddaj swój głos w ankiecie TUTAJ! :)

W poprzednich odcinkach K-popowego rentgenu z Walerniaką ukazały się:

piątek, 29 stycznia 2016

Dzień z życia reżysera anime

Czy fan anime może wyobrazić sobie lepszą pracę, niż bycie reżyserem filmów i seriali owego gatunku? Warto jednak zastanowić się nad wcielaniem w życie owych marzeń, bo rzeczywistość może okazać się zgoła inna od wyobrażeń!


Jak to w Azji i w pracy bywa… różowo nie jest. By nie powiedzieć, że jest dość strasznie i nieludzko. Reporterom jednego z moich ulubionych portali o tematyce azjatyckiej, Rocketnews24.com, udało się jakimś cudem dorwać jednego z przepracowanych, japońskich reżyserów i przeprowadzić z nim krótki wywiad.

Niech wypowiedzi pana Azumy Tani, który pracuje dla znanej wytwórni Dream Link Entertainment, mówią same za siebie.

Jak to jest być reżyserem anime? Opowiedz nam o typowym dniu ze swojego życia.

Praca nad anime dzieli się na dwie fazy: pisanie i animowanie. Podczas produkcji „Glass Kimen” [film o pełnym tytule „Glass Kamen Desu Ga” (“Jestem szklaną maską, i co z tego?”). Jest to pierwsza pełnometrażowa ekranizacja drugiej, najlepiej sprzedającej się mangi dla dziewcząt w całej Japonii! Wcześniej postało już kilka seriali i live action na jej bazie] wstawałem około 7:30, oglądałem jeden z moich ulubionych programów w telewizji „Ama-chan”, a potem zabierałem się do rysowania. Około godziny 10-tej ludzie zaczynają pojawiać się w biurze, więc jest ciężej skoncentrować się na pisaniu. Dlatego jest to też zwykle czas, kiedy przerzucam się na animowanie. Pojawiają się moi koledzy z zespołu i pokazują mi nad czym pracują, więc przez cały dzień ludzie zadają mi różne pytania. Daję im wskazówki, mówię, co jest dobre, a nad czym trzeba jeszcze popracować, itp. Idę na lunch około 2 po południu. Najczęściej kupuję bento w okolicznym sklepiku, albo, jeśli mam taką zachciankę, jem ramen w restauracji na rogu, niedaleko biura.

[przynajmniej jest z czego wybierać. Półka w sklepie z rożnorakimi bento]

Więc jesteś w biurze przez większość czasu?

Podczas pracy nad „Glas Kamen” spałem w biurze większość nocy. Jadłem kolację około 10 wieczorem – znów albo ramen albo bento – po czym ponownie zabierałem się do pracy. Szedłem spać ok. 2 w nocy.

Czy w ogóle wychodziłeś z biura?

Musiałem kilka razy jechać do studia nagrań, by nadzorować pracę aktorów, którzy udzielili głosów postaciom z anime. Jednak opuszczałem biuro, jechałem tam na rowerze, słuchałem przez kilka minut, udzielałem mojej aprobaty, po czym znów wracałem rowerem od biura.

[król szos]

Gdzie spałeś?

Mam matę tatami, na której kładłem się spać w jednej z sal konferencyjnych, brałem pluszową maskotkę jednej z postaci z „DLE” i używałem jej jako poduszki. Kiedy śpisz na podłodze, wszystko zaczyna cię swędzieć, więc nie jest to najbardziej przyjemne nocne doznanie. Zakończenie pracy nad „Glas Kamen” zajęło nam około 3 miesięcy i byłem w biurze przez większość tego czasu. Jeśli spędzisz zbyt wiele dni pod rząd w biurze, zaczynasz wariować. Dlatego też pod koniec produkcji wracałem do domu w większość dni. Jednak moja żona i dzieci już spały, gdy przychodziłem do domu w nocy i czułem się źle, budząc ich rano.


Jak często widujesz swoją rodzinę?

Kiedy pracowaliśmy nad “Glas Kamen” zjadłem kolację z moją rodziną raz.

Masz czas na swoje hobby?

Nie bardzo. Jednak jestem szczęściarzem, bo moim hobby jest jeżdżenie na rowerze. Więc gdy jadę do i z biura, albo do studia nagrań, mam kilka chwil, by cieszyć się jazdą na rowerze. Używam aplikacji na telefonie „Strava”, która zapisuje twoją trasę, mierzy czas, średnią prędkość itp., a potem porównuje twoje wyniki z innymi cyklistami w okolicy. Mogę z dumą powiedzieć, że jestem najszybszym rowerzystą na trasach wokoło mojego biura. Raz miałem szczęście na światłach i moja średnia prędkość wyniosła 62km/h. [Tak na marginesie, jest to prędkość większa, niż dopuszczalna dla samochodów jeżdżących po miastach!]


Kiedy jesteś na rowerze, myślisz o anime?

Nie, nie. Jest to czas, kiedy mogę zupełnie oczyścić swój umysł. Dosłownie nie myślę o niczym, kiedy jestem na rowerze.

Kiedy jesteś więc najbardziej kreatywny?

Po 22-drugiej ludzie wracają do domów i jestem wtedy tylko ja i jeszcze kilku innych, więc biuro staje się spokojne i jest to czas, kiedy naprawdę mogę myśleć kreatywnie. Piję również mnóstwo napoi energetycznych i żuję gumę – pomaga mi to myśleć. Raz wypiłem za dużo napoi z kofeiną i moja klatka piersiowa zaczęła boleć. Pomyślałem, że mogę dostać zawału serca, jeśli wciąż będę tak dużo tego pił, więc obecnie się ograniczam.

 [Azuma Tani w akcji]

W tym momencie jeden ze stażystów pana Tani przerwał rozmowę, opowiadając coś z przejęciem i reżyser musiał pognać na pomoc. Tak też zakończył się wywiad, potwierdzając tym samym słowa pana Tani. Nic nie jest ważniejsze niż anime!

Dzieło pana Tani można już zobaczyć w Japońskich kinach. Na nasze laptopy trafi na pewno później, ale póki co można obejrzeć zapowiedź filmu (niestety, tylko w oryginalnej wersji językowej).


Źródło:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...