niedziela, 8 stycznia 2012

Rok 2011 w ploteczkach (część II) + jeden świeżutki news z 2012

Czyli część druga opowiedzi na pytanie, jakie wiadomości ze świata k-popu były najpoczytniejsze w minionym roku na portalu allkpop.com

Jeśli nie czytaliście części I - zapraszam tu

(news z: 23. lutego)
Powrót z wielkim hukiem!

Na tę wiadomość i ja czekałam długo. Big Bang powrócił z nowym (czwartym już w ich karierze) mini-albumem „Tonight”. Tego samego dnia pojawił się teaser do promującej album, tytułowej piosenki. Gdy opublikowano cały klip, licznik osób, które obejrzały filmik, rosła w geometrycznym tempie i na dziś to aż 18 166 184 obejrzeń! Znacząco mniej niż „The Boys” SNSD, ale moim skromnym zdaniem ilość po prostu przeszła w jakość. Ale jak dobrze wiemy, jeśli chodzi Big Bang, nie jestem zbyt obiektywna… Acz właściwie, to dobre miejsce, by sobie coś wyjaśnić. Ja nigdy nie byłam obiektywna. I nie zamierzam być. Taki przywilej autora tekstu!
A to tak dla przypomnienia (i nabicia licznika):


(news z: 20. listopada)
Tiffany a sprawa portkowa

Ot, czym żyje k-popowy światek! Miejsce trzecie na liście najczęściej odwiedzanych newsów 2011 (czytany 309 074 razy)! Czy spodenki Tiffany z SNSD, które miała na sobie podczas koncertu 17. listopada, są za krótkie, czy też nie? Dysputa była zawzięta (3 862 komentarze).

Niektórzy byli zgorszeni i grzmieli o pomstę do nieba:

To jest żenujące!
SM [agencja SNSD], błagam, miejcie trochę umiaru! -.-”
Ale byli też bardziej entuzjastycznie nastawieni fani (ciekawe jakiej płci, hmm…):
Cóż za wspaniały widok!
Może nosić takie [shorty], bo ma świetne nogi
i najlepsze „Wyjdziesz za mnie?

Można nawet wyrazić swoje zdanie na ten temat w przygotowanej ankiecie i na dziś odpowiedzi wyglądają następująco:


Ach, jakie to urocze, że są jeszcze miejsca na ziemi, gdzie odrobina golizny wywołuje takie poruszenie… Patrząc na teledyski zachodnich gwiazd, mam wrażenie, że biedni Koreańczycy dostali by zawału, gdyby zobaczyli gwiazdy w takim stanie garderoby, jaki prezentuje Lady Gaga na koncertach, czy kiedyś Madonna…

(news z: 11. listopada)
Samobój roku


Uuuu… To bolało! Strzelić sobie takiego samobója… No cóż. W każdym razie, jak by nie było, szum medialny się wokół nich zrobił, że ho-ho, a o to zapewne chodziło. Bo cóż za pragnące śmierci niewiasty mogły oskarżyć boginie z SNSD o to, że są plastikowe?! Nie żebym była jakąś wielką fanką SNSD. Szczerze mówiąc, dziewczyny są mi dość ambiwalentne. Mają kilka fajnych piosenek i z mojej strony to tyle.

Twórczyniami całego zamieszania są dziewczęta z tajwańskiego girls bandu Super 7, który to zapewne chciałby konkurować ze swoimi koleżankami po fachu z Korei. Media nazwały je nawet nieformalnie „tajwańską wersją SNSD” i na tę okoliczność Super 7 zebrało dość niepochlebne opinie na temat swoich nieudolnych prób kopiowania stylu Koreanek. Tajwanki najwyraźniej poczuły się urażone takim podsumowaniem ich scenicznych wysiłków i wypowiedziały się raz, acz z przytupem.

[wyjątki z wywiadu, jakiego Super 7 udzieliły pewnemu tygodnikowi]

Z początku poczułyśmy się tak dotknięte [tym porównaniem], że aż rozpłakałyśmy się [ze złości], ale teraz rozumiemy już, dlaczego nasz teledysk mógł tak rozzłościć fanów. Wiemy, że ta krytyka to po prostu inna forma zainteresowania i teraz możemy lepiej radzić sobie z negatywnymi komentarzami.
„W SNSD jest kilka dziewczyn, które potrafią śpiewać i tańczyć, ale reszta to właściwie tylko tło. Wszystkie dziewczyny z SNSD zrobiły sobie operacje plastyczne, a my jesteśmy naturalnymi pięknościami. Ich ciała nawet nie mają porównania do naszych.

Być może raził je w tym momencie jakiś piorun opamiętania, tudzież instynktu samozachowawczego, bo po tym stwierdzeniu szybko zmieniły ton i dodały:

Nie twierdzimy, że kiedykolwiek będziemy lepsze od SNSD, ale będziemy patrzeć na nie jak na wzory naszych ról w zespole.

Podziwiać odwagę. Jasna sprawa, że tego typu przechwałki nie były ich spontanicznym wymysłem, a przemyślaną strategią jakichś mózgów tajwańskiego show-biznesu (1,5 miliona ludzi obejrzało ich klip), ale… Jak nie trudno się domyślić, fani SNSD szybciej spłoną na stosie, niż kupią choćby jeden krążek Super 7. Tudzież odetną sobie nogę, by ich stopa nigdy nie postała na koncercie dziewczyn. A jak było widać po klipie „The Boys” w poprzedniej części ploteczek (tutaj) mało tych fanów to nie jest…

["plastikowe" SNSD]

Postanowiłam osobiście zbadać sprawę i obejrzałam owo dzieło Super 7 i… dobrze Wam radzę – nie popełniajcie moich błędów! Zęby mnie do teraz bolą po tym biciku, przez wstawkę rapową zakrztusiłam się herbatą no i w sumie poza kuszącym machaniem dłońmi, potrząsaniem grzywą i prezentowaniem głębokiego dekoltu (wespół z całą rozciągłością nóg), niczego nie zobaczyłam. A tak, tak. Fajny budynek ze stali i szkła w tle, fajny… Chyba jednak stwierdzenie autora artykułu na allkpop.com najlepiej podsumowuje sprawę: „konceptem zespołu Super 7 jest to, że przeciętna wieku piosenkarek wynosi mniej niż 22 lata i wszystkie mają miseczkę C”.

(news z: 17. kwietnia)
Akcja: porwanie!

I oto najpoczytniejsze z poczytnych!

[Taeyeon]

To dopiero było ekszyn w prawdziwym tego słowa znaczeniu! 17. kwietnia dziewczęta z SNSD jak gdyby nigdy nic śpiewały na koncercie, aż tu nagle niewiadomo skąd na scenie zjawia się jakiś podejrzanie wyglądający facet, podchodzi do tańczących dziewczyn, łapie Taeyeon za nadgarstek i ciągnie ją za scenę. Dziewczyna usiłuje się wyrwać, muzyka gra, reszta zespołu tańczy i generalnie nie wie co się dzieje, jedna Sunny szybko ogarnia sytuacje i biegnie ratować koleżankę. W wejściu za kulisy prowadzący koncert Oh Jung Tae włącza się do ogólnej szarpaniny i jakimś cudem dziewczyna zostaje uratowana. Taeyeon poprawia fryzurę, wraca na scenę i jak gdyby nigdy nic kończy występ. Ot, profesjonalizm!


Z jednej strony sprawa wygląda poważnie, bo wnioskując z miny porywanej, nie była to żadna zaplanowana akcja i dziewczyna musiała się nieźle przestraszyć, ale z drugiej… bez kitu, co to za debil usiłuje porwać dziewczynę ze sceny, przed tysiącami widzów i milionami przed telewizorami? Ze sceny, gdzie jest pełno ludzi a za sceną aż nie chcę myśleć jaki kłębi się tłum. Jak on zamierzał z nią uciec? Harry Potter pożyczył mu pelerynę-niewidkę, czy jak? Później stwierdzono, że był to jakiś obsesyjny fan dziewczyny, który nie ma z główką za dobrze (jakoś się domyśliłam…).
Z trzeciej zaś strony, co to jest za ochrona na tych koncertach, gdzie czołowe gwiazdy azjatyckiej sceny muzycznej śpiewają, a byle jaki postrzelony gościu może do nich podejść, wziąć pod pachę i wynieść? Jak będę kiedyś w Korei, muszę spróbować tej sztuki, co mi szkodzi? Nie wiem tylko, czy uda mi się wynieść któregoś skośnookiego pana. Może i oni tacy niepozorni, ale przypakowane chłopaki.

*** 2012 ***
(news z 6. stycznia)
A jaki obecnie news rządzi umysłami fanów k-popu? Cóżby innego, kolejny domniemany romans!
Tym razem spekulacje krążą wokół Hyuny z 4minute i Jang Hyun Seunga z B2ST (lub Batoost, jak niezmordowanie sugeruje Simon), którzy od jakiegoś czasu występują razem pod szyldem Troublemaker. Rzeczywiście, ich pomysłem na zrobienie kariery wydaje się wieczne sprawianie kłopotów. Ich pierwszy klip „Troublemaker” był bardziej niż kontrowersyjny i rzekłabym, że HyunA posunęła się w nim nawet dalej, niż w „Bubble Pop” (pisałam już co nie co na ten temat tutaj). Najwyraźniej motywem przewodnim w kreowanym wizerunku tej piosenkarki ma być szokowanie erotyzmem i dziwacznymi pozami. No bo, bez żartów, czy to ma być „seksowna” mina? WTF?! 

Zostawmy w spokoju ekspresję biednej Hyuny. Tym, co tak elektryzowało czytelników allkpop.com były poniższe zdjęcia.

Podobno jest to dowód na to, że pomiędzy Hyuną i Jang Hyun Seungiem jest prawdziwa chemia. Jest to zdjęcie zza kulis i jak wszyscy uparcie twierdzą, para trzyma się na nich za ręce… Nie wiem, może to tylko kwestia mojego chorego umysłu, ale na moje oko, to Hung Seung trzyma Hyunę za coś innego… Dodatkowo potwierdzeniem tych odkrywczych teorii ma być fakt, że para pocałowała się na rozdaniu nagród Mnet Asian Music Awards (MAMA). Nawet nie wiecie jakie dyskusje toczyły się w sieci a propos tego pocałunku! Jedni klną się w żywy kamień, że nie wyglądał na wyreżyserowany, inni zaś są przekonani, że to zaplanowana akcja.


Śmiem przyznać rację tym drugim, ponieważ w historii MAMA nie jest to pierwszy tego typu wyskok. Lista pocałunków jest długa i znajduje się na niej nawet T.O.P. z Big Bang (z Lee Hyori). Pomijam już także, że cały ten troublemakerowy duet z założenia ma udawać pożądanie miłość … No, ale co mnie to tam, kto z kim śpi, byle dobrze śpiewali!
Tym optymistycznym stwierdzeniem kończę dzisiejsze plotkarskie wpisy.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 7 stycznia 2012

Rok 2011 w ploteczkach (część I)

Czyli jakie wiadomości ze świata k-popu były najpoczytniejsze w minionym roku na portalu allkpop.com.

Oj, jeśli ktoś śledzi na bieżąco, co słychać u naszych skośnookich ulubieńców, doskonale wie, że działo się nie mało! Romanse, rozstania, próby uprowadzenia ze sceny, wypadki samochodowe, afery z narkotykowym tłem i co tam jeszcze!
Portal allkpop.com postanowił opublikować top 10 najpopularniejszych newsów 2011 roku. Przeżyjmy to zatem jeszcze raz (albo po raz pierwszy, jeśli ktoś nie jest tak spaczony jak ja )

(news z 15. sierpnia)
Domniemany romas Jessicy i Taecyeona

Zdjęcie, które widzicie powyżej wygląda niewinnie. Ot, dwoje ludzi spotkało się w jakimś budynku (w tym przypadku to kawiarnia w Tokio) i sobie rozmawiają. No cóż, sprawa może tylko wygląda tak błaho, ale tysiące fanów wie lepiej. Zapewne nawet lepiej niż sami zainteresowani. Bo jak to tak?! Jessica z SNSD i Taecyeon z 2PM?! Razem?! W zwyczajnych ciuchach?! Bez przyzwoitki?! Po godzinach pracy?! Toż to musi być Romans przez duże „R”!


Oliwy do ognia dolał sam Taecyeon, gdy niedawno w programie „Strong Heart” pochwalił się, że zna numer do Jessicy, ale odmówił później odpowiedzi na pytanie, skąd owy numer wziął. No romans jak nic! Jeśli kiedyś mój telefon wpadnie w niepowołane ręce, wyjdzie na świat mroczna tajemnica, że randkuję na raz z setką facetów! Albo i nawet więcej. Nigdy nie sprawdzałam stosunku liczbowego płci męskiej do żeńskiej na liście moich kontaktów… Chociaż… Może i dziewczyny też się liczą… Olaboga! Przechlapane...

No, a tak na poważnie, to obie agencje gwiazd skomentowały owy „news” następująco:
„[Jessica i Taecyeon] są po prostu bliskimi przyjaciółmi. Prosimy, nie wyciągajcie pochopnych wniosków.”


(news z 8. września)
Jessica i jej niezwykły sposób siedzenia

Jessica, jak można wnioskować z wagi podawanych newsów, jest dość popularna. Co tam domniemany romans! Czy od miłosnych uniesień nie jest ważniejsze stylowe sięganie gruntu (mniej poetycko – siedzenie)? Jeśli już siadać, to z klasą! Na swój sposób. By wszyscy wiedzieli, że „lambaluna*” to moje drugie imię!

Żarty na bok. Fani prowadzili całkiem poważną dysputę na temat, jak można wysiedzieć w takiej pozycji dłużej niż 10 min. Najwyraźniej próbowali i polegli. Doszło nawet do tego, że biedna Jessica została ochrzczona nową ksywką „Jessiczka – dziwaczka” (poprzednia: „Jessica o pustym spojrzeniu”).

Szczerze mówiąc, nie wiem czym się tu tak ekscytować. Jedna z moich koleżanek Koreanek też często siada w podobnej pozycji i mocno nie sądzę, by chciała mi w ten sposób zamanifestować jaka jest gibka i wysportowana. Wierzcie mi, gdy się całymi dniami przesiaduje na podłodze, wypracowuje się przeróżne pozy i techniki siedzenia. Gama możliwości jest znacznie większa, niż ta, jaką umożliwiają nam krzesła. A jak przy okazji się trochę człowiek porozciąga, to mu to na pewno na złe nie wyjdzie.

(news z 20. czerwca)
Rozstali się w pokoju

Ta wiadomość nie mogła przejść bez echa. Dla wielu był to na pewno jeden z piękniejszych dni w życiu. Już nazajutrz w ruch poszły maszynki do golenia i światło dzienne ujrzały najlepsze ciuchy. Shin Se Kyung i Jonghyun z SHINee znów wolni! Oh, yeah! Czas wziąć sprawy w swoje ręce! 

W takich momentach agencje gwiazd są jak zwykle cudownie urocze:

Mimo iż oboje żywią do siebie ciepłe uczucia, po tym, jak oficjalnie ogłoszono, że są parą, [Shin Se Kyung i Jonghyun] byli tak zajęci, że stało się dla nich zbyt trudne, by spotykać się i spędzać czas razem.

Oznajmili, iż naturalnie wciąż pozostają przyjaciółmi

Moja ulubiona kwestia „rozstali się, ale ciągle są przyjaciółmi”. Ile znacie par, którym się to udało?

(news z 31. maja)
Wypadek samochodowy Daesunga


Oj, to była duża sprawa! Nawet ja się przejęłam. Pozwolę sobie zacytować oficjalne oświadczenie seulskiej policji z komendy Young Deung Po:

„Rankiem 31. maja na moście Yanghwa Daesung (z Big Bang) uderzył w nieprzytomnego motocyklistę swoim samochodem. Stwierdzono, iż motocyklista stracił przytomność w wyniku wcześniejszego wypadku [z udziałem innego samochodu].

Co się naprawdę stało? Nie wiadomo do końca. Każdy, kto przeżył chociaż stłuczkę wie, że takie rzeczy dzieją się w ułamkach sekundy i ciężko jest później dojść w 100% prawdy. W każdym razie sytuacja wyglądała tak:

Daesung o 1:40 w nocy (ciekawe pojęcie „poranka” mają seulscy policjanci) jechał swoim samochodem przez most, gdy jadąca przed nim taksówka wyminęła coś gwałtownie, po czym zahamowała z piskiem opon. Daesung nie miał szans zatrzymać samochodu na czas i uderzył w tył taksówki. Jak podaje agencja, piosenkarz wyskoczył z auta i pobiegł sprawdzić, czy z taksówkarzem wszystko w porządku. Mężczyźnie nic się nie stało, ale roztrzęsiony oznajmił, że jego stan zdrowia nie jest teraz najważniejszym problemem. Na drodze leżał nieprzytomny motocyklista i taksówkarz swoim gwałtownym manewrem usiłował go wyminąć. Gdy przyjechało pogotowie, okazało się, że mężczyzna zginął na miejscu.

Do dziś nie wiadomo, kto pierwszy spowodował wypadek i porzucił potrąconego motocyklistę na jezdni. Są też wątpliwości, czy Daesung w ogóle w niego uderzył. Fakt jednak pozostaje niezmienny, że chłopak dość mocno to przeżył i nie udzielał się na scenie przez jakiś czas po wypadku.


(news z 8. marca)
Kolejne rozstanie

W ruch znów (a właściwie to najpierw, bo to rozstanie było wcześniej, niż to z udziałem Shin Se Kyung i Jonghyuna) poszło konfetti i wystrzeliły korki od szampana. Aktorzy Hyun Bin (znany z „Secret Garden”) i Song Hye Kyo („Full House”) ogłosili, że nie są już razem!

Para poznała się podczas pracy nad dramą „The World They Live In” i w kilka miesięcy później ogłosiła światu swoją miłość. Było cudnie, uroczo i różowo, ale niestety… Ich drogi się rozeszły. Czemuż tak się stało? Z odpowiedzią śpieszą nam agencje. Uwielbiam ich uroczy i słodki styl opisywania wydarzeń z prywatnego życia gwiazd. Czy tylko ja mam skojarzenie z harlequinem zmieszanym ze spokojnym, matczynym tonem, objaśniającym dziecku zasady funkcjonowania świata?

Ponieważ byli zajęci pracą nad serialami, graniem w filmach i często wyjeżdżali za granicę, naturalną koleją rzeczy nie byli w stanie poświęcać sobie wzajemnie tyle uwagi i ciepła, ile potrzebowali. Od dłuższego czasu zmagali się z nadmierną uwagą, skupioną na nich związku oraz ze stresem, wywołanym plotkami na temat ich rozstania. Oboje nie mieli wystarczająco czasu, i swobody działań, by pokonać te trudności, co nieuchronnej prowadziło do powstania rysy na ich wzajemnych stosunkach.

Ostatecznie zdecydowali, iż ich drogi muszą się rozejść. Hyun Bin i Song Hye Kyo nie wydali oficjalnego oświadczenia w tej sprawie [para rozstała się już w styczniu], gdyż nie chcieli, by sprawa ich rozstania odciągnęła uwagę publiczności od ich pracy. Hyun Bin nie chciał również poruszać tak osobistego tematu na krótko przed swoim wcieleniem do wojska. Takie są powody, dla których odłożyliśmy w czasie udostępnienie informacji aż do 8. marca.

Chcielibyśmy przeprosić was za nie nie opublikowanie tej wiadomości wcześniej. [Zarówno Hyun Bin, jak i Song Hye Kyo] będą ciężko pracować, by pokazać się jak z najlepszej strony i zbudować swoją własną pozycję.”

(news z 30. września)
SNSD i ich „chłopaki”

Wystarczyło, by dziewczęta zniknęły na chwilę, by miliony fanów ze łzami w oczach wyczekiwało ich powrotu. I doczekali się. Informacja, że został wypuszczony „teaser” (czyli ok. 30. sekundowa zapowiedź) ich nowej piosenki, jak burza przemknęła po stronach internetowych i forach. Klip na ich oficjalnej stronie na youtube.com na chwilę obecną obejrzano… 26 731 163 razy! Wynik to zacny, pogratulować… Jeśli chcecie podpompować im trochę statystyki, zapraszam uprzejmie:


Coś strasznie długi robi się ten wpis. Zakończę więc w tym miejscu, bo edytowanie tasiemcowych postów jest strasznie męczące i niebawem (naprawdę niebawem!) pojawi się część finałowa! Zostańcie ze skośnookimi! :)

EDIT: jak obiecałam, tak i jest: część II tutaj

Żródło:
http://www.allkpop.com/2012/01/top-10-stories-on-allkpop-in-2011

* lambaluna – była kiedyś taka piosenka kabaretu OT.TO: „Elastyczny bądź jak guma, lambaluuuunaaaa!”

Bishōnen, bidanshi, bishie, kkotminam, flower boys… (część I)

Czyli jak zwał, tak zwał. Niezbyt krótka odpowiedź na pytanie, czy płeć brzydka jest rzeczywiście brzydsza. W części pierwszej udamy się w podróż w czasie do starożytnej Japonii by odkryć, skąd w ogóle wziął się koncept pięknych chłopców.

Gładka cera, delikatne rysy, rozmarzone spojrzenie migdałowych oczu, karminowe, miękkie usta. Jeśli ktoś choć w minimalnym stopniu interesuje się kulturą krajów Azji wschodniej doskonale wie, że wcale nie opisuję tu przymiotów damskiej urody. Wystarczy wziąć do ręki losowy japoński bądź koreański magazyn, mangę, czy też włączyć dowolną dramę, by przekonać się, że przymiotnik piękny nie jest zarezerwowany wyłącznie dla kobiet.

[Najpiękniejszy z pięknych - Lee Jun Ki]

Organizowane dorocznie rankingi na mężczyznę piękniejszego od kobiety wyraźnie pokazują, że nie jest to zjawisko marginalne. Co więcej, szalona popularność owych pięknych mężczyzn (bynajmniej nie wśród homoseksualnej części publiczności) karze zastanowić się nad tym, czy męskość i bycie mężczyzną jest pojęciem uniwersalnym dla wszystkich kultur. By odnaleźć odpowiedź na to pytanie trzeba przekopać niezłe połacie czasu. Wzmianki o pięknych chłopcach pojawiły się w Japonii właściwie wraz z powstaniem piśmiennictwa. Najstarszym utrwalonym w kulturze obrazem urodziwego młodzieńca jest chigo (dosłownie „dziecko”, zwyczajowo tłumaczone jako akolita, tudzież brzmiący bardziej swojsko ministrant). Byli to młodzi chłopcy (zwyczajowo między siódmym rokiem życia a ceremonią wejścia w dorosłość, którą odprawiano w 15-nastym roku życia w czasach średniowiecznych i 20-tym w erze Edo), którzy służyli w świątyniach szintoistycznych lub buddyjskich. Byli to zarówno synowie samurajów i zamożnych rodzin, jak także prości chłopcy, którzy pracowali za marne wynagrodzenie, lub zostali po prostu wykupieni od rodzin. Zadaniem chigo było przygotowywanie mniej znaczących obrządków religijnych, uczestniczenie w ceremoniach, przeprowadzanie procesji, wykonywanie religijnych pieśni i tańców, a także służenie swoim braciom mnichom. W przeciwieństwie do starszych mężczyzn i wyświęconych mnichów, chigo mogli nosić długie włosy, zakładać jedwabne szaty a także malować się. W powszechnym użyciu był puder, róż a czasem także czernidło do zębów*. Mnisi często zachęcali chłopców, by dbali o swoją urodę. Nie czynili tego bezinteresownie. Mieli w tym dwa cale. Po pierwsze, chigo wnosił trochę piękna i koloru i do szarego, codziennego życia w świątyni oraz uświetniał swoją urodą, tańcem i śpiewem religijne ceremonie. Po drugie zaś, uprzyjemniał samotne wieczory swoim braciom mnichom, bynajmniej nie śpiewem…


„Male love” czy jak kto woli „męska miłość” w Japonii nosi nazwę nanshoku i znaczy tyle co „męski kolor”. Słowo „kolor” ma tu jednak erotyczne implikacje i dlatego oznacza właśnie miłość pomiędzy mężczyznami. Uznaje się, że osobą, która podniosła męsko-męskie związki do rangi powszechnie akceptowanego zjawiska, był Kūkai, legendarny japoński mnich, poeta, uczony i artysta, twórca pisma kana. Kūkai jest też twórcą ezoterycznej, buddyjskiej sekty Shingon („prawdziwe słowo”), do założenia której zainspirowała go podróż do Chin. Właśnie stamtąd przywiózł ze sobą ideę nanshoku i twórczo zaadoptował ją na gruncie Japońskim, łącząc ją z religijną doktryną sekty. Samego Kūkaia przedstawia się często jako młodzieńca chigo, co w tym kontekście wydaje się być jak najbardziej uprawnione.

Postać chigo przez stulecia rozpalała (szczególnie męską) wyobraźnię. Powstawało wiele opowieści, utworów literackich a nawet pornograficznych rysunków, w których opisywano miłosne perypetie chłopca ze świątyni i jego dojrzałego „opiekuna”. To wszystko utrwalało obraz urodziwego młodzieńca w świadomości Japończyków. Szlachta i samurajowie również nie byli ślepi na uroki pięknych chłopców. Świeckim odpowiednikiem chigo był wakashu (dosłownie „młoda osoba”). Był to młody chłopiec (będący jeszcze przed ceremonią wejścia w dorosłość), który służy swojemu panu i uczył się od niego sztuki walki oraz samurajskiej etykiety. Podobnie jak chigo, wakashu miał zabawiać swojego pana i jego gości śpiewem i tańcem, a także, jeśli trzeba, towarzyszyć mu w sypialni. Dodatkowo wakashu zobowiązany był do walki u boku samuraja i do wierności. Nie tylko w boju. Podobnie jak w świątyniach, również między wojownikami nierzadko zdarzały się zażarte spory i wybuchy zazdrości o względy pięknego chłopca, które zwykle kończyły się morderstwem, samobójstwem lub jednym i drugim. Dlatego w XV wieku powstał kodeks postępowania w stosunku do wakashuwakashudō (czyli „droga wakashu”, termin skrócono później do shudō). Zgodnie z przyjętymi zasadami, chłopiec powinien mieć tylko jednego kochana (najlepiej swojego pana) i powinien go zaakceptować dopiero po kilku latach ciągłej adoracji, gdy upewni się co do szczerości uczuć mężczyzny. Gdy kochanek zostanie wybrany, obie strony w związku powinny pozostać sobie bezwzględnie wierne, a wszyscy ewentualni nowi adoratorzy (czy to płci męskiej, czy żeńskiej), z mocą odegnani. Kochankowie powinni też być przygotowani na to, że będą musieli się rozstać, ponieważ obyczaj zezwalał mężczyznom na erotyczne związki tylko do momentu wejścia w dorosłość. Jedno z opowiadań Saikaku Ihary ze zbioru Nanshoku Okagami („Wspaniałe zwierciadło męskiej miłości”) opisuje historię wakashu, który wziął sobie za kochanka innego mężczyznę, niż swojego pana. Wspaniałomyślny samuraj uchronił swojego podwładnego przed śmiercią za złamanie zasad shudō ścinając lok znad czoło chłopca, co było równoznaczne z uznaniem go za dorosłego. Jednak tym samym zakończył również związek wakashu ze swoim kochankiem.

[Suzuki Harunobu Wakashu patrzący na obraz z górą Fuji]

Innym regulującym stosunki wakashu – pan tekstem było Shin’yuki. Oprócz licznych przymiotów ducha, którymi pan i chłopiec powinni dysponować, tekst opisuje szczegółowo wygląd fizyczny terminującego u samuraja młodzieńca, ceniąc szczególnie takie cechy jak: jasną skórę, długie, błyszczące czarne włosy, czerwone usta, rumiane policzki i ruchy pełne gracji. Innymi czynnikami, które mogą przyciągnąć przyszłego kochanka do chłopca, są jego umiejętności gry na flecie lub biwie (uważane za szczególnie męskie instrumenty) oraz talent do tworzenia poezji. Shin’yuki jasno określa wiek, w którym wakashu może być obiektem westchnień innych mężczyzn. Zgodnie z tekstem, chłopiec posiada swój dziecinny wygląd w wieku 10-13 lat, rozkwit jego urody przypada na 13-16 rok życia, a w wieku 16-19 lat jest ucieleśnieniem wszystkich erotycznych fantazji. Powyżej 20-tego roku życia najzwyczajniej w świecie już się nie nadaje i należy czym prędzej ciachnąć mu włosy i uczynić zeń mężczyznę. Późniejszy tekst Wakashu no hara z XVII wieku przesuwa nieco ową górną granicę do 22 roku życia chłopca. Zdaje się, że jest to ostatni moment na zakończenie miłosnego związku z wakashu, ponieważ trwanie w romantycznej relacji z mężczyzną, który ma już włosy na nogach, lub nie daj Boże, brodę i wąsy, uważany był za poważną perwersję. Z kolei branie sobie na kochanka chłopca, który jeszcze nie był wakashu, postrzegane było jako przejaw złego smaku. Nie jako zachowanie niemoralne, po prostu nieeleganckie.

[Rycina przedstawiająca fryzury, jakie nosili Japończycy. Dwa pierwsze rysunki od góry z lewej do prawej to fryzury typowe dla młodych wakashu, trzecia zaś to fryzura starszego wakashu. Pierwszy rysunek w dolnym rzędzie przedstawia fryzurę młodego mężczyzny (yaro), środkowy to fryzura dojrzałego mężczyzny, ostatnia zaś to fryzura damska.
Źródło: en.wikipedia.org]

Podobnie jak chigo w świątyniach, również wakashu mieli przywilej noszenia kolorowych szat z delikatnych tkanin. Typowe były kimona z długimi rękawami, które zwyczajowo zarezerwowane były dla niezamężnych kobiet. Szczególna była również fryzura, którą nosili wakashu. Golono im tylko niewielki pas włosów na czubku głowy a długi lok znad czoła wiązano w ściśle określony sposób. Nierzadko chłopcy poprawiali swoją urodę za pomocą rozjaśniającego cerę pudru i dodawali sobie za pomocą różu zalotne rumieńce na policzkach.

[Furisode - kimono z długimi rękawami]

Przez stulecia kultura nanshoku rozwijała się spokojnie i zgodnie z tworzonymi regulacjami, aż do roku 1868, kiedy to Japonia otworzyła się na świat w erze Meiji. Wtedy też mieszkańcy wysp po raz pierwszy zetknęli się z zachodnim spojrzeniem na sprawy homoseksualizmu. Relacje dojrzałych mężczyzn ze swoimi mocno nieletnimi kochankami stały się wątpliwe moralnie i w świadomości Japończyków pojawiła się rozbieżność pomiędzy tradycyjnym patrzeniem na te sprawy, a nowym światopoglądem, przyniesionym przez przybyszy z zachodu.


Postać pięknego chłopca nie znikła jednak z umysłów mieszkańców wysp. W latach 20-tych XX wieku wydawcy zaczęli drukować w magazynach dla młodych mężczyzn historie o odważnych młodzieńcach, którzy dokonywali heroicznych czynów w służbie swojego cesarza. Była to część kampanii, jaką wytoczył japoński rząd, by wychować pokolenie lojalnych i nieustraszonych obywateli. Nie można nie wspomnieć, że bohaterami owych umoralniających opowiastek byli zjawiskowo piękni chłopcy, którzy swoimi delikatnymi rysami i łagodnością usposobienia nawiązywali do kultury chigo i wakashu.

Po drugiej wojnie światowej, pod wpływem intensywnego oddziaływania amerykańskiej kultury, zaczęły powstawać tak zwane gei ba (od angielskiego „gay”, pozbawionego jednak homoseksualnego podtekstu oraz słowa „bar”) – bary, gdzie efemeryczni, urodziwi chłopcy zabawiali gości (często zagranicznych) śpiewem i tańcem. Gei ba z czasem przekształciło się w miejsce podobne do francuskich kabaretów, gdzie zarówno mężczyźni jak i kobiety, przychodzili podziwiać pięknych tancerzy i zaznać łatwej rozrywki. Bary dla gejów oczywiście również istniały i nosiły nazwę homo ba.

Rzecz jasna, nie tylko mężczyźni podatni są na wdzięki pięknych chłopców. Kobiety tak samo ulegały urokowi ulotnej urody wakashu i w literaturze aż roi się od opowiadań z pieprzykiem o tym, co robić, by twój piękny chłopczyk nie skończył przypadkiem w łóżku z twoją piękną dziewczyną. Jakie by nie krążyły obiegowe stwierdzenia na temat kobiet, mogę zapewnić, że jesteśmy tak samo wrażliwe na piękno ludzkiego ciała, jak mężczyźni. Może i nie myślimy o seksie 30 razy na sekundę, ale każda z nas lubi sobie popatrzeć na ładne twarze i dobrze rozwinięta muskulaturę. Od zawsze więc piękni chłopcy stanowili obiekt pożądania kobiet, chociaż panie preferowały nieco starszych partnerów, niż mężczyźni.

[współcześni piękni chłopcy]

W tym miejscu należałoby wyjaśnić kwestie nazewnictwa. Nie bez przyczyny pisząc o wdziękach chigo czy wakashu używałam słowa chłopiec a nie mężczyzna. Popularne określenie bishōnen oznacza właśnie młodzieńca, który nie stał się jeszcze oficjalnie dorosły. Gdy bishōnen osiąga wiek, w którym prawo pozwala mu już na picie alkoholu i nadal piękny jest jak malowanie, staje się bidashi, czyli pięknym mężczyzną. I to właśnie bidashi cieszą się największą popularnością wśród współczesnych pań. W związku z tym, że dla zachodniego obserwatora oba terminy dość często się mylą, wymyślono skrót bishie, który łączy w sobie przymioty bishōnena i bidashiego. Bishie pojawia się w mangach jako fizycznie dojrzały mężczyzna, mniej lub bardziej wierny kulturowemu wzorcowi przynależnemu jego płci, jednakże jest to postać wysoko wyidealizowana, zarówno w sensie fizycznym i jak i psychicznym. Bishie jest zazwyczaj wysokim mężczyzną o błyszczących, rozczochranych włosach, delikatnej cerze, długich rzęsach, a jego usta są bardziej ponętne, niż te u Angeliny Jolie. Czyli wypisz wymaluj wszyscy ci rozkoszni panowie spoglądający na nas z okładek mang dla dziewcząt.


Wydane w 1961 i 1962 roku trzy opowiadania Mari MoriLas kochanka” (za które została uhonorowana nagrodą imienia Tamury Toshiko), „Nie wychodzę w niedziele” i „Łoże zeschłych liści” stały się kamieniem węgielnym dla rozwijającego się bujnie w ostatnich latach kultu bishōnenów i trendu yaoi. Wszystkie trzy opowiadania łączy ten sam wątek: nieprawdopodobnie piękny nastolatek zostaje przygarnięty przez bogatego i mocno starszego mężczyznę. Ich romantyczne bycie razem zostaje jednak szybko przerwane przez śmierć któregoś z kochanków (przeważnie morderstwo dokonane przez zazdrosną ex-dziewczynę starszego mężczyzny). Występujący w opowiadaniach bohaterowie są dość schematyczni. Żaden z nich nie wygląda jak Japończyk, są w połowie Francuzami i otoczeni są ekstrawaganckimi i orientalnymi przedmiotami, takimi jak: szyte na miarę garnitury, francuskie mydła, niemieckie wody kolońskie, importowane cygara, kawior, martini i samochody Rolls Royce. Starszy z kochanków posiada wysoce złożoną i skomplikowaną osobowość, cierpi najczęściej na wstręt do kobiet wywołany dramatycznymi wspomnieniami z poprzednich związków. Romansem ze słodkim bishōnenem stara się zrekompensować sobie wszystkie doznane krzywdy. Młodszy kochanek nie wydaje się być jednak aż tak przywiązany do swojego „opiekuna”. W „Lesie kochanka”, gdy Paulo znajduje zwłoki zamordowanego Gidou, młody mężczyzna zdaje się żałować bardziej tego, że ze śmiercią kochanka stracił możliwość życia w luksusie, niż samego faktu, że Gidou nie żyje. Generalnie za twarzą cherubinka kryje się zazwyczaj niezbyt piękny charakterek. Chłopcy w powieściach Mori są leniwi, ekstrawaganccy, rozpieszczeni i dziecinni. Ich pasywność pozwala im tylko na branie tego, co ich ogarnięty obsesyjną miłością „opiekun” chce im podarować, nie czując potrzeby dawania niczego w zamian. Przejawia się to też w brakach w edukacji (w przeciwieństwie do wysoko wykształconego kochanka) i niezbyt rozwiniętym poczuciu moralności.


Bohaterowie w opowiadaniach Mori skłonni są wybaczyć wszystkie te wady swoim młodym partnerom w imię miłości, lub może bardziej ze względu na ich słodkie buźki i nieodparty seksualny urok. Wszystkie wyżej wymienione elementy, które pojawiają się w opowieści Mori, aż do znudzenia powtarzają się w późniejszych opowiadaniach, mangach i anime yaoi, czyli gatunku poświęconemu miłości męsko-męskiej. Anielska twarz i szatański charakterek nie jest połączeniem typowym tylko dla yaoi. Oglądając współczesne dramy i niektóre filmy bez trudu można zauważyć ten sam schemat. Piękny jak malowanie młodzian, który tak naprawdę jest zadufanym w sobie egoistą, spotyka któregoś dnia zwykłą dziewczynę o złotym sercu, zakochuje się w niej i pod jej leczniczym wpływem zmienia się w wzór cnót wszelakich. Wystarczy pomyśleć o takich hitach jak „Hana Yori Dango” czy „Atashinchi no Dashi” i wszystko staje się jasne.

[Plakat Hana Yori Dango Final - czyli filmu wieńczącego dwie serie dramy]

Wydaje Wam się, że dużo zostało już powiedziane? Póki co sięgnęliśmy dopiero wierzchołka góry lodowej!

W kolejnej części cyklu (tutaj) przyjrzymy się pięknym przedstawicielom płci teoretycznie brzydszej w Korei Południowej. Gwarantuję, że będzie na co popatrzeć…

Cykl o flower boysach:

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

* w Japonii pokazywanie zębów (np. przy śmianiu się) jest w złym tonie, ponieważ biel uzębienia przywodzi na myśl biel kości przodków, a jak wiadomo, ciągłe wywoływanie skojarzeń z truposzczami nie jest najbardziej pożądaną rzeczą na świecie. Dlatego też swojego czasu stosowano specjalną pastę, która barwiła zęby na czarno. Dziś zostało już tylko wspomnienie po tej praktyce w postaci skromnego zasłaniania ust ręką podczas ataku śmiechu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...