sobota, 10 września 2011

What the f**k?!

czyli o cenzurze w k-popie


Myślę, że w życiu każdego nie-koreańskiego miłośnika k-popu przychodzi taki moment, kiedy zadaje sobie pytanie: „what the f**k!?”. I bynajmniej nie jest okrzyk zaskoczenia po obejrzeniu kolejnego, przesłodzonego do granic klipu jakiegoś girls bandu. Nie, nie… Nie-koreański fan k-popu jest już zbyt wgryziony w temat, by tego typu rzeczy miały robić na nim wrażenie. Owo wołanie o pomstę do nieba adresowane jest do koreańskiego Ministerstwa do spraw równouprawnienia i rodziny, które to raz na jakiś czas postanawia wciągnąć kilka piosenek na listę utworów zakazanych.




Nasz wytrwały nie-koreański fan k-popu nie jest jakoś bardzo zszokowany faktem istnienia cenzury w korańskim show-biznesie. Owszem, może z początku był nieco zaskoczony, ale skoro namiętnie słucha muzyki z najodleglejszych krańców świata, możemy założyć, że ma szerokie horyzonty i nie utrzymuje, że jego własny sposób patrzenia na świat i standardy, do których się przyzwyczaił, są jedyne i obowiązujące. Koreańczycy postanowili, że będą filtrować treści pokazywane w telewizji i chronić wrażliwe, młodzieńcze umysły? Dlaczegóż by nie? Patrząc na to, co pokazuje się w zachodnich mediach, ma się ochotę przyklasnąć koreańskim pomysłom. Jednak nasz gorliwy fan w pewnym momencie zauważa pewne rozbieżności w logice wciągania piosenek na zakazaną listę. Jedni artyści zostają „zbanowani” za używanie młodzieżowego slangu, podczas gdy innym pozwala się błyskać gaciami i miziać się w niedwuznaczny sposób, tudzież promować zdradę w związku. I tak wracamy do podstawowego i inaugurującego ten post pytania: what the f**k!?


Pierwszy raz zetknęłam się ze „zbanowaniem” piosenki przy okazji wydania przez duet G-Dragon i T.O.P. z Big Bang ich drugiego singla „Ppeogi gayo”. Ministerstwo stwierdziło wtedy, iż tekst piosenki jest „szkodliwy dla narodowej psychiki” i zakazano pokazywania klipu w tv i emitowania go w radiu. GD i TOP (tudzież ich agencja) nie ugięli się wtedy pod presją i mimo sugestii, nie zmienili tekstu. Jak nie trudno się domyślić, cała afera tylko pomogła promocji singla, a ilość wyświetleń klipu w internecie w przeciągu kilku dni osiągnęła astronomiczny wymiar.



Cóż takiego „szkodliwego dla narodowej psychiki” kryje się w tekście piosenki? Nie tylko dla mnie do dziś pozostaje to zagadką uniwersum. Chłopaki śpiewają sobie jacy to są wspaniali i popularni, jak to wszyscy chcą ich naśladować i generalnie, że są the best. Nie jest to może zbyt skromne i zgodne z koreańskimi normami dobrego wychowania, ale jakoś nikomu nie przeszkadzało wypuścić na rynek singiel 2NE1I’m the best”, gdzie dziewczęta również pokorą nie grzeszą. Podobno całe zamieszania z piosenką GD i TOP polegało na tym, że panowie używają w niej slangowego wyrażenia „ppeogi gayo”, które w angielskim tłumaczeniu zostało przełożone na „knock out”. Znaczy ono mniej więcej tyle, co określenie czegoś genialnego, niesamowitego, super cool. Wydaje się, że może polskim odpowiednikiem byłby przymiotnik „zajebisty”, z tym, że koreańskie „ppeogi gayo” nie ma w ogóle charakteru „brzydkiego słowa”. Ciężko więc orzec, czego tak strasznego Ministerstwo doszukało się w „Ppeogi gayo”.



Innym kwiatkiem na „zakazanej liście” jest singiel DBSKBefore you go”. Pamiętasz zapewne dobrze owy klip. Fajna piosenka, genialny teledysk, który ogląda się jak film akcji. Changminek ze spluwą w ręką, wyglądający jak skośnooka, lepsza wersja Bonda, Yunho robiący porządek z bandziorami i załatwiając ich z półobrotu… Może i nam, zdeprawowanym ludziom zachodniej cywilizacji, wideo się podobało, ale Ministerstwo orzekło autorytatywnie, iż klip jest „szkodliwy dla młodzieży”. Ponoć nasze boskie chłopaki promują przemoc i hazard. Jeśli chciałabyś sobie kupić album z ową piosenką, to trzeba się będzie wylegitymować, bo ma oznaczenie, że przeznaczony jest dla osób powyżej 19-tego roku życia, a piosenkę obejrzeć/posłuchać w koreańskich mediach można jedynie po 22:00. A to, że we wspomnianym wyżej „I’m the best” dziewczyny na koniec piosenki robią totalną rozpierduchę na planie, używając bejsboli i kałachów? Oj tam, oj tam…

Co będę z resztą odwoływać się tylko do jednej piosenki. Weźmy na przykład taki zespół Teen Top. Jak sama nazwa skazuje, chłopaki śpiewające w tym bendzie nie mają więcej niż 17 lat, a ostatni teledysk, który pokazywany jest w telewizji, „No more pefrume on you” pokazuje historię lidera zespołu, który to z uśmiechem na ustach zdradza swoją dziewczynę z duuuużo starszą kobietą.


Morał piosenki jest taki, że gdy dziewczyna zaczyna coś podejrzewać, bo zwąchała na twojej koszuli zapach nie znanych jej perfum, należy kupić obu takie same, żeby każda myślała, że to jej perfumami pachnie jej chłopak… Na koniec zaś, gdy podły oszust zostaje nakryty przez swoją młodszą dziewczynę, cóż się dzieje? Obie kobiety strzelają mu w twarz i wychodzą? Skruszony, usiłuje błagać którąś o wybaczenie? A gdzie tam! Chłopak uśmiecha się słodko, z miną „och ty, głupiutka gąsko, co robisz w miejscu, w którym nie powinno cię być” i koniec. Kurtyna i oklaski. Taki model traktowania kobiet nie jest szkodliwy dla młodzieży, no gdzież by…

Omówmy jeszcze jeden singiel Teen Top. Uwielbiam ich piosenkę „Supa Luv”, ale przyznaję, że teledysk jest nawet dla mnie nieco przerażający.


Około trzydziestoletni facet siedzi sobie sam w mieszkaniu, popija poranną kawkę w rozchełstanym szlafroczku, włącza swój super-wypaśny komputer przyszłości, wybiera sobie chłopców, wpisuje „Supa Luv (= Super Love)” i do zamkniętego, odizolowanego pomieszczenia bez okien i drzwi wpadają mocno nieletni chłopcy, którzy to zaczynają tańczyć (mniemam, że dla pana w rozchełstanym szlafroczku) śpiewając o wspaniałej miłości. Gdy już nieco popatrzymy sobie na pląsających młodzianów pojawia się szybkie ujęcie pana od szlafroczka, tyle, że już bez szlafroczka i pod prysznicem, wspartego niedbale o szybę, z miną zboczeńca-podglądacza typu "chcę cię tu i teraz". Nie wiem jaki morał płynie z tego teledysku, ale moje skojarzenia mocno mnie niepokoją. Ale widać, tutaj Ministerstwo do spraw równouprawnienia i rodziny nie doszukało się niczego podejrzanego…

Skoro jesteśmy już przy tematach około seksualnych… Jak myślę, trudno zapomnieć klip i piosenkę Junsu z DBSK „Intoxication”.



Wirujące klaty, szorowanie podłogi kolanami, przeciągłe dotknięcia wargi (generalnie duuuużo dotykania samego siebie to tu to tam) i do tego niedwuznaczny tekst, by nikt nie miał wątpliwości co chodzi: „I know that you want me…”, „Kiss and touch me taste and touch me baby” (Wiem, że mnie pragniesz… Pocałuj i dotknij mnie, skosztuj i dotknij mnie, kochanie). Nie powinno zatem dziwić, że twórcy piosenki od samego początku celowali w japoński rynek wydawniczy, gdyż w Korei piosenka nie miała szans na ukazanie się w mediach. OK, ja rozumiem, dbanie o umysły młodzieży, chronienie ich młodych, wrażliwych umysłów przed atakiem rozbuchanego przesadnym erotyzmem, perwersyjnego idola Junsu. Spoko. Ale z jakieś dwa miesiące temu moje oczęta cóż zobaczyły na youTube i przeczytały, że Ministerstwo nawet nie mrugnęło przy wypuszczaniu klipu na rynek? „Bubble PopHyuny pomimo błyskania bielizną spod przykrótkiej spódniczki i obmacywanie się tu i ówdzie jest wg władz totalnie w porządku i piosenka jak gdyby nigdy nic króluje na listach wakacyjnych hitów.


Przykładów tego typu pokrętnej logiki można by mnożyć w nieskończoność. Jak to możliwe, że niektóre piosenki zostają „zbanowane” za dwie linijki w tekście takie jak: „Ponieważ jestem pijany” oraz „Między rozpiętością dymu papierosowego” (Kim Hyun JoongPlease) a inne otwarcie śpiewają o tym jak fajnie iść na imprezę i się ubzdryngolić i nikt nie widzi w tym niczego niestosowanego? No cóż. Pozostaje tylko mało elegancko zapytać „what the f**k!?”.

EDIT: Małe sprostowanie. Właśnie wyczytałam na allkpop.com, że HyunA doczekała się jednak upominającego machania palcem wskazującym od strażników koreańskiej moralności. 4-tego sierpnia bieżącego roku Korea Broadcasting and Communications Review Committee (Koreańska komisja do spraw telewizji i mediów*) wydała oświadczenie, iż występy Hyuny (zarówno klip jak i taniec na koncertach), promujące piosenkę „Bubble Pop” są „seksualnie zbyt agresywne”. W odpowiedzi wytwórnia Cube Entertainment, która opiekuje się piosenkarką, niemal natychmiast zaprzestała promocji piosenki i odwołała występy Hyuny w zaplanowanych programach telewizyjnych.

No cóż… Jak widać i HyunA nie uciekła przed wnikliwym okiem koreańskiego Wielkiego Brata, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że podwójne standardy nadal obowiązują w ojczyźnie kimchi.
No i gdzie ja miałam głowę, żeby nie wspomnieć o tak sztandarowym przykładzie jak MiroticDBSK. Chłopcy na gwałt musieli coś kombinować, bo linijka „I’ve got you under my skin” („mam cię pod skórą”) w mniemaniu obrońców moralności była bardziej niż nieodpowiednia. Szczerze – nie wiem kto tam pracuje w tych koreańskich biurach, ale pewnie jakieś niezłe zboczuchy, bo jakkolwiek na brak wyobraźni nigdy nie narzekałam, nie wiem co w tym tekście jest takiego nieprzyzwoitego. Trzeba by spytać fachowców… :>

Więcej na temat:
Potwór spod łóżka


* niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę. Nie bardzo wiem jak przetłumaczyć to „Communications Review


Na podstawie:
www.eatyourkimchi.com
www.allkpop.com

poniedziałek, 4 lipca 2011

holy moly!

Wow! Nie wiedziałam, że mam taką moc sprawczą i dar przekonywania. Fiu fiu, kto wie, czy skośnookie chłopaki z wypiekami na twarzy i z google translator przy piersi nie śledzą moich blogowych poczynań? Ten post to taka mała aktualizacja do poprzedniego wątku (który tutaj: Oh, how hot!)

Proszę uprzejmie,
31-ta sekunda...


I kto tu jest boski? :D

P.S. Chętnie najęłabym się jako pani od wachlowania ^___^

sobota, 4 czerwca 2011

oh, how hot!

Wiem, że powinnam teraz zajmować się innymi, bardziej poważnymi rzeczami, ale… pieprzę. Poniższy artykuł też jest jak najbardziej poważny, a zebranie nań materiału pochłonęło wiele godzin mojej wytężonej i wnikliwej pracy.

Dość dawno temu, oglądając wideoklipy koreańskich boys bendów, zauważyłam pewną ciekawą tendencję. Panowie bardzo lubią się dotykać. A właściwie lekko muskać i pocierać jedno, szczególne miejsce. Mianowicie – mam tu na myśli usta.


Wchodzi na to, że zmysłowe pocieranie swoich ust jest kluczem do serca Koreanek, ponieważ podobnej tendencji nie zaobserwowałam ani w teledyskach tajwańskich, ani japońskich gwiazd. Najwyraźniej w koreańskiej kulturze nie tylko kobiety mają swoje sposoby na wabienie płci przeciwnej, trzepocząc ponętnie rzęskami tudzież czyniąc niedbały rzut grzywą. Nie, nie… Panowie również doskonale radzą sobie w tej dziedzinie. Wystarczy spojrzeć niewieście głęboko, głęboko w oczy, rozchylić usta i powoli, acz niewymuszenie przesunąć palcami (najlepiej kciukiem) wzdłuż dolnej wargi, od kącika ust po środek wargi. Oh yeah… Mrrrauki!


No, przynajmniej tyle byłoby koreańskiej teorii.

Ja tam nie mam nic przeciwko mizianiu swoich ust przez skośnookich przystojniaków, jednak co za dużo to niezdrowo i w pewnym momencie zaczyna być to nawet zabawne. Pewnie nie zwróciłabym w ogóle uwagi na ten fenomen gdyby nie „Ring Ding DongSHINee. Klip zafascynował mnie do tego stopnia, że zaczęłam liczyć, ile razy w ciągu niespełna 4 min chłopcy dotykają się i pocierają to tu to tam. Wyszło mi 8 razy. Osiem! Brnąc dalej w statystyki, wychodzi na to, że przeciętnie każdy członek zespołu mizia się podczas trwania piosenki 1,6 razy, a owo mizianie się możemy obserwować co 28,88 sekundy! To absolutny dotychczasowy rekord. Jeśli ktoś już go pobił, dajcie mi znać!


Zainspirowana własnym odkryciem, postanowiłam zagłębić się w temat. Obejrzałam teledyski najpopularniejszych koreańskich wykonawców i wniosek jest prosty – nie zaistniejesz w show-biznesie, jeśli się nie pogmerasz. Ot, twarde prawa rynku! Są oczywiście zespoły, które szczególnie upodobały sobie tę formę wyrazu (czytaj: SHINee!), a i są tacy, który musną się tylko od niechcenia, z niejakimi oporami.

Niekwestionowanym liderem, jak już podkreślałam, jest SHINee. Oprócz osławionej ósemki w „Ring Ding Dong”, chłopaki nie żałowały sobie i w następnym super hicie. „Lucifer” skusił panów do ponętnego potarcia ust aż 7 razy!


DBSK również plasuje się dość wysoko, jeśli chodzi o użycie tajnej broni ku zdobyciu niewieścich serc. Jednak nie każdy z członków zespołu w tym samym stopniu ukochał sobie ową taktykę. Bezsprzecznym misterem dotykania ust jest Yunho. W „Keep your head down” zdarzyło mu się to dwa razy, w innych teledyskach przynajmniej raz jego ręka musi powędrować w jakże pożądane okolice. 


Yoochun również nie należy do wstydliwych w tym względzie, tak samo z resztą jak i Junsu, który w swoim solowym super hot wystąpieniu „Intoxication” miział się po twarzy tyle razy, że już straciłam rachubę, a niemal książkowych, wystudiowanych potarć warg naliczyłam trzy.


Brnąc dalej w statystyki, w „Mirotic” zdarza się to trzy razy, tak samo jak i w „Wrong Number”. Nurtowi opiera się konsekwentnie nasza wstydnisia Changmin. Mimo moich usilnych poszukiwań, nie udało mi się znaleźć ani jednego momentu, kiedy jego palce spoczęłyby na ustach. Kilka razy miałam już nadzieję, że oto nastąpi ten wielki moment, ale nie… W ostatniej chwili odsuwał jednak dłoń od twarzy, lub decydował się musnąć czoło, bądź policzek… Eh, Changminku! Więcej wiary w siebie! Możesz to zrobić! Odwagi! (mała aktualizacja tutaj)


Innym zaawansowanym w technikach kuszenia niewieściej części publiczności jest Lee Jun Ki, bardziej znany jako delikatny, piękny chłopiec z „The Kind and The Clown”. Mimo, że Jun Ki jest głownie aktorem, ma całkiem niezły głos i zdarzyło mu się nagrać solowy mini album. Promująca go piosenka „J style” plasuje się wysoko w ilości znaczących potarć. Naliczyłam aż 6.


Panowie z Super Junior starają się być bardziej dyskretni, aczkolwiek w „Sorry, Sorry” miźnięcia zdarzają się aż 4 razy (biorąc jednak pod uwagę ilość członków zespołu, nie jest to zbyt imponujący wyczyn). W następnym hicie „Bonamana” wyraźna jest tendencja spadkowa, ot, jedynie dwa miźnięcia. Cóż to jest?


Na podobnym miejscu znajdują się chłopcy z MBLAQ. W pamiętnym teledysku do „Oh yeah” miźnięcia zdarzają się cztery razy. Ale doskonale pamiętamy, że akurat w tym klipie to nie na dotykanie ust się czeka…


Natomiast panowie z 2PM prowadzą się bardzo skromnie i w ich gorącym i studzącym atmosferę jednocześnie klipie „Without you” dojrzałam zaledwie jedno pociągłe potarcie ust. Ale może był to zamierzony zabieg, by nie doprowadzać do wrzenia, i tak już zagotowanej golizną publiki.
Rain również nie rozpieszcza swoich fanek, bo w parująco-gorącym teledysku „Rainism” jego palce zaledwie dwa razy sięgnęły warg. Niby tylko dwa razy, ale jak!! O kochani… W tym przypadku ilość znacząco przeszła w jakość. Oh yeah!


U-Kiss poszli jeszcze o krok dalej. Pocierać własne usta? Jasne, czemu nie… W piosence „Shut up” zdarzyło im się to z trzy, cztery razy, ale nie było to bardzo wstrząsające. Czemu jednak samotnie pocierać wargi, gdy może ci w tym pomóc kolega z zespołu? Efekt murowany!


Dużo uwagi poświęciłam Big Bang, gdyż po gwiazdach takiego formatu spodziewać by się można istnego potoku powłóczystych pociągnięć i nieprzypadkowych dotknięć, ale tutaj? Niemal nic! W współczesnych klipach, gdy ich pozycja jago gwiazd pierwszego formatu się umocniła, w ogóle nie można doczekać się upragnionych momentów. Cóż za rozczarowanie! „Beautiful Hangover”, „Strong Baby”, „Tonight”, „Love Song”… Takie hiciory i nic! Skoro zespołowo nie chcą się miziać, to może uczynili to w solowych występach? Więcej wiary pokładałam w SeungRi, więc zabrałam się do oglądania „V.V.I.P”. Owszem, oczekiwane potarcia nastąpiły, ale nie tak, jak sobie to wyobrażałam. Były usta SeungRi, tyle, że nie jego ręka!


Hmm… Nic to, oglądam dalej. Bingo! Kolejny znaczący dotyk, ale bynajmniej nie uczynił tego SeungRi! Skoro najwyraźniej główny bohater nie zamierza wziąć do roboty, pałeczkę przejął jeden z tancerzy. Full profesjonalizm, trzeba przyznać. Jednakowoż, ciężko orzec, co ten gest miał na celu. Rozpalenie wyobraźni niewiast, czy może przesłonięcie straszliwej prawdy. Ja tam chyba wolałam, jak pan chował się za własną ręką… Creepy! @_@


Nieco rozczarowana postawą SeungRi, włączyłam super hot teledysk TaeyangaI’ll be there”. I co? Znów pudło! Ani razu! Ani razu jego ręka nie zbliżyła się do pożądanych rewirów! Pfff… Chociaż… Bądźmy szczerzy… Kto by mu właściwie na te usta patrzył?


Nie zamierzałam jednak się tak łatwo poddać. Skoro chłopaki stały się mega gwiazdami, może po prostu stali się humorzaści i odmawiają współpracy? Sięgnęłam zatem po starsze klipy i to był strzał w dziesiątkę! Ha! Proszę bardzo „With you” i 3 muśnięcia! Co prawda muśnięcia owe trwały szybciej niż mrugnięcie okiem, ale czy mojemu wnikliwemu spojrzeniu dla dobra nauki może coś umknąć? Dowody poniżej. (Plus jedno ujęcie z "High High" nagrane przez GD&T.O.P. - całkiem świeży klip, wyjątek potwierdzający regułę ;)


Podsumowując powyższe wywody, wydaje się, że częstotliwość potarać, muśnieć i całkiem bezwstydnego miziania się drastycznie wzrasta, gdy piosenka utrzymana jest w gorącym klimacie. Dużo basów, ciężkich westchnięć, wymachiwania biodrami i błysków nagiej skóry. Gdy chłopcy są melancholijni i przeżywający, chętniej dotykają całej twarzy, najlepiej w pełnym rezygnacji i emfazy geście. Zdaje się również, że im bardziej dany zespół/piosenkarz jest popularny, tym mniej pociera usta, być może w trosce o delikatne serca swoich fanek, by nie miały miejsca masowe zgony z powodu nadmiernej ekscytacji. Zastanawiam się też, czy pocieranie ust działa tylko w męskim wykonaniu. Byłoby całkiem użyteczne, gdyby można było to wykorzystać i w codziennym, kobiecym życiu.


Ekhm… Mrauki? :>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...