Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Junior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Junior. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 stycznia 2016

Przeżyjmy to jeszcze raz: rok 2015 w k-popie (część I)

Kolejny k-popowy rok za nami! Jak zawsze, nie mogliśmy narzekać na nudę. Jakie wydarzenia na długo pozostaną w naszej pamięci? Kto wyznaczał trendy i jacy debiutanci mają szansę zostać z nami na dłużej? To wszystko i jeszcze trochę w poście poniżej!


W części pierwszej ukażą się główne wydarzenia i tendencje minionego roku, w kolejnej zaś najgorętsze skandale i ploteczki.

Do rzeczy!

Debiuty

Tego nie dało się przeoczyć. Dzień bez kolejnego debiutu, toż to dzień stracony! Powódź nowych zespołów (o solistach się nawet nie wypowiadam!) po woli zaczyna być normą. W 2013 zadebiutowało nieco ponad 50 zespołów, by już w 2014 było ich około setki, a w rok później kolejne coś koło tego! Jak to wszystko ogarnąć?!


Przyznaję szczerze, że to właśnie owa taśma produkcyjna powstrzymuje mnie przed choćby próbami bycia na bieżąco z k-popem. Ilość nie często przekłada się na jakość, więc nim człowiek przebrnie przez te połacie kiepszczyzny, nie pozostaje już wiele sił na docenienie co lepszych. A gdzie jeszcze czas, by monitować co się dzieje ze starymi wyjadaczami?!

Na szczęście są ludzie, którzy nie tylko orientują się, co w koreańskiej trawie piszczy, ale do tego potrafią jeszcze ocenić, kto ma szansę na przetrwanie kolejnego sezonu! Albo i kilku sezonów.

[Monsta X]

Wśród najlepiej ocenianych debiutantów znajdują się dziewczęta z The Ark, CLC, Oh My Girl, GFRIEND i TWICE a wśród chłopców wymienia się Monsta X, iKON, Soul.G, N.Fly i Seventeen. Słusznie? Ktoś został pominięty i zaniedbany? Czas pokaże!

Osobiście najbardziej lubię chłopców z Monsta X i iKON, a z dziewcząt wydaje mi się, że The Ark ma potencjał!

P.S. Może jeszcze kiedyś mi się uda napisać ten artykuł o debiutach 2015?

B.A.Powe porachunki z TS Entertainment

W zeszłorocznym podsumowaniu roku pisałam, że być może to by było na tyle, jeśli chodzi o B.A.P., bo w listopadzie 2014 cały zespół pozwał swoją agencję do sądu (więcej tutaj). A jednak okazuje się, że staropolska mądrość ludów się nie myli: trzymaj się kupy, bo kupy nikt nie ruszy!


Sprawy nie wyglądały jednak początkowo różowo. Chłopaki z B.A.P. były nieugięte w swoich (słusznych zresztą) żądaniach o zerwanie niewolniczego kontraktu i ustalenie czegoś, co respektowałoby ich prawa jako istoty ludzkie i artystów. TS z kolei zabetonował się na swoim stanowisku, że podpisany wcześniej kontrakt jest prawnie obowiązujący i generalnie, o co te fochy.

I kiedy wydawało się, sprawa jest beznadziejna, przyszło lato, zrobiło się cieplej, humory się poprawiły i B.A.P. i TS Entertainment wpadli sobie niespodziewanie w ramiona! Agencja lakonicznie stwierdziła w oficjalnym oświadczeniu, że „wzajemne zaufanie zostało odbudowane” i bum, przygotowania do comebacku ruszyły pełną parą! Owocem owego pieczołowicie odbudowanego zaufania jest album „Matrix” z singlem „Young, Wild, Free”.


Wszyscy się cieszą, bo zapewne chłopaki dostały wreszcie jakieś godziwsze wynagrodzenie, agencja nie straciła wypływów z tytułu posiadania jednego z największych boybandów w Korei (kto przy zdrowych zmysłach chciałby zrobić rosół z kury, która znosi złote jaja?), fani wciąż mają swoje dobre, stare B.A.P., które zapewne nie byłoby takie samo pod skrzydłami innej agencji. Nie ma na co narzekać!

BIGBANG wraca z donośnym kabuuuuuum! ^^

OK, wszyscy malkontenci! Różne już głupoty słyszałam (a właściwie czytałam), jakim to badziewiem zostali uraczeni fani BIGBANG po tylu latach czekania. Rzeczywiście, na trzyletni przestój w biznesie mogą pozwolić sobie tylko giganci, bo jak mogliśmy już zauważyć choćby na przykładzie debiutów, k-pop nie znosi próżni!


Może i chłopaki kazali na siebie czekać, ale czy tym samym nie większa radość ze spotkania? A może w tym czasie gorące serca fanów zdążyły już nieco ostygnąć? Skąd te złośliwości i przesadny krytycyzm? „MADE” to kawałek dobrej muzyki, a każdy kolejny singiel i MV nie rozczarowywał! Znacie już moją opinię na temat „Loser” i „Bae Bae” (jeśli nie, można się z nią zapoznać tutaj), „Bang Bang Bang” przez dłuuuuuuuugie miesiące bujało mnie każdego dnia! Może i jest kilka nieco słabszych utworów (np. „We like 2 party”), ale cały album generalnie przywraca wiarę w k-pop.

W końcu 220 tysięcy ludzi nie przychodzi na koncerty nieco podstarzałego już boy bandu, tylko po to, by powspominać dni dawnej chwały!

Tyle właśnie stawiło się fanów na koncercie BIGBANG w Tokio.

EXIDowa eksplozja popularności

Niezbadane są wyroki pop-kultury. Czasem rozumiem, dlaczego jakiś zespół staje się popularny: wyróżniająca się muzyka, hiper ultra przeerotyzowany koncept, wychodzący poza stereotyp image, walory artystyczne… OK.


Czasem jednak naprawdę nie wiem.

Co ma w sobie takiego EXID, czego ja nie wiedzą, a widzą tysiące? Otwarta jestem na sugestie! ^^Fakt pozostaje jednak niezmienny, że z takiego tam przeciętnego girls bandu dziewczęta wyrosły na gwiazdy pierwszego formatu! Ilość obejrzeń ich teledysków na youtube idzie w grube miliony, nie ma już chyba variety show, w którym by się któraś z nich nie pokazała, nagrody, szczyty list przebojów i rekordowe ilości sprzedanych płyt.

Nagrania wykonywane przez fanów (czasem się zastanawiam, czy aby na pewno przez fanów… więcej tutaj) z ich koncertów zyskują własne życie i podkręcają jeszcze (i tak już dość rozgrzaną) atmosferę. Jest jeden taki klip, który ma ponad 18 milionów obejrzeń (tutaj)! To akurat jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jest tak popularne. I mniemam, że może to być klucz do rozwiązania całej EXIDowej zagadki…

JYJ w służbie artystom


Niż nigdy żadne zespół nie będzie musiał przechodzić przez takie bagno, w jakie wpakowali się chłopcy z JYJ swoim słynnym odejściem z SM Entertainment! Przez długie lata JaeJong, Yoochun i Junsu nie mogli swobodnie działać we własnym kraju, gdyż SM głosiło wszem i wobec, że póki sąd nie orzecze inaczej, to tylko oni mają prawno organizować ich wstępy w programach telewizyjnych oraz fan-meetingi. W tym roku weszło w życie prawo, które zabrania podobnych praktyk. Już nikt nie może tworzyć czarnych list artystów, którzy mają zakaz pokazywania się w telewizji!

Idole z reality show

Pamiętacie moje utyskiwania na temat reality show „Win: Who Is Next”, z którego narodził się WINNER (do przypomnienia tutaj)? Wygląda na to, że to co wydawało nam się smutnym żartem YG Entertainment, staje się powoli obowiązującym trendem!

[iKON]

Wspominana już wcześniej przeze mnie grupa iKON to nikt inny, jak przegrany TEAM B z owego show plus jeszcze kilka twarzy z podobnego programu „Mix & Match”. JYP również testowała owy patent, tworząc girl band TWICE z uczestniczek telewizyjnego programu „Sixteen”.

Już widziałam zapowiedzi podobnych procederów w 2016 roku, więc pozostaje nam tylko czekać, co też nowego wymyślą k-popowe agencje!

Chabry z poligonu…

Za każdym razem, kiedy piszę o wojsku w Korei, na myśl przychodzi mi ta piosenka… Wydaje mi się ona dość akuratna, jako że armia zabiera nam nasze ulubione kwiatki!

W tym roku w kamasze poszło niemal całe stare DBSK: Yunho i Changminek i JYJ Jaejoong i Yoochun! :( Dramy bez tego ostatniego nie będą już takie same! Wracaj do nas szybko!

[JaeJoong nie wygląda na szczęliwego...]

[Yoochan, no mrrrrrrrr!]

[Yunho niezbyt służy nowa fryzura...]

[Changminek z Siwonem (Changmin po lewej)]

Super Junior zostało odchudzone o pięciu członków: Shin Donga, Sung Mina, Eun Hyuka, Dong Hae i Siwona.

[Sung Min z Shin Dongiem. Ciekawe kto to jest ta niewiasta pomiędzy nimi...]

[Eun Hyuk]

[Dong Hae wydaje się być niewzruszony]

Z kolei powołanie dla Kim Hyun Joonga przyszło zaskakująco w porę… Ciekawe czy to przypadek… (więcej o owym panie będzie w części II postu!)

[Kim Hyun Joong zapewne w pląsach poleciał się przebrać w panterkę ;)]

A jakie ploteczki i sandale wstrząsnęły p-popowym światkiem w 2015 roku?

Odpowiedź na to pytanie ukaże się już niebawem! ^^

Główne źródła:

niedziela, 31 sierpnia 2014

SM Entertainment: skandale, plotki i niezapłacone podatki

Wygląda na to, że rok 2014 nie należy do najbardziej udanych dla k-popu. A już na pewno nie dla SM Entertainment. Skandale, plotki, niezapłacone podatki, pozwy i kłótnie… Warto przypomnieć, że to przecież dopiero koniec sierpnia! Pomimo tylu lat w branży i spektakularnych sukcesów zarząd wytwórni wciąż miewa problemy z opieką nad swoimi gwiazdami, uśmierzaniem niezdrowych kontrowersji i tonowaniem nastrojów.


Oddajmy jednak SM sprawiedliwość. Nie jest łatwo uśmierzać kontrowersje wokół gwiazd estrady i ekranu. Rozbuchane ego fanów każe im sądzić, że są panami i władcami nie tyle co kariery swojego idola, ale jego/jej samego/ej. Stąd, niestety, wciąż obowiązujący zakaz randkowania (więcej tutaj) a każde, nawet najbardziej głupkowate i absurdalne przypuszczenie, że ten czy ów umawia się z kimś po godzinach pracy, rani fanowskie serce na wskroś. Trudno jednak winić idoli, że też chcieliby mieć choć namiastkę normalnego życia. Toż nad porywani serca nie łatwo panować.

[Changmin i jego odbicie w łyżce jako dowód na to, że potajemnie spotyka się z Victorią z f(x)]

Uwzględniając zapewne wiek i status absolutnych gwiazd, agencja ulitowała się nad swoimi podopiecznymi z Girls’ Generation i dziewczyny hurtowo zaczęły umawiać się na randki. Tiffany z Nichkhunem z 2PM, Sooyoung z aktorem Jung Kyung Ho, Yoona z Lee Seung Gi. Co bardziej znamienne, we wszystkich przypadkach obie strony oficjalnie potwierdziły randkowe rewelacje i o dziwo, obyło się bez spektakularnych fochów ze strony fanów. Postawieni pod ścianą nie mieli za bardzo wyboru.… jednakże! Nie wszystkim się upiekło!

[Baekhyun i Taeyeon]

Taeyeon podpadła swoim fanom, bo nie dość, że ośmieliła się flirtować z Baekhyunem z EXO (bezczelna!), to jeszcze użyła do tego swojego konta na Instagramie! Skandal pierwszej wody, bo jak to przecież tak, adresować posty na portalach społecznościowych do kogoś innego, niż do najwierniejszych z wiernych fanów? Dziewczyna np. zamieściła swoje zdjęcie z uroczą maskotką opatrzone podpisem: „Lubię cię. Mogę cię lubić?”, albo „Znowu, kolejny raz czuję, że oszaleję przez ciebie” pod zdjęciem ciasteczek Oreo. Jakież było zdziwienie i ból fanów, gdy okazało się, że te wiadomości nie były adresowane do nich! Poczuli się oszukani, zdradzeni a ich godność podeptana! Sytuacja stała się na tyle poważna (jeśli w ogóle można używać takich słów), że biedna Taeyeon w ostatecznym geście desperacji, przeprosiła za „nieodpowiednie” posty na swoim koncie. Baekhyun również przeprosił swoich fanów za zamieszanie.

[jeden z postów Taeyeon, który wywołał takie zamieszanie]

Co ciekawe, Taeyeon nie jest jedyną, która poczuła się winna z powodu swoich romantycznych porywów. Wspomniana Yoona wiele razy przepraszała swoich fanów i koleżanki z zespołu, że posunęła się do czegoś tak skandalicznego, jak związek. Rzeczywiście… Bezwstydna…

[Lee Seung Gi i bezwstydna Yoona]

Na tym nie koniec zamieszania wokół Girls’ Generation. W internecie aż huczało od plotek o tym, jak to Hyoyeon pobiła swojego byłego chłopaka. Finalnie okazało się, że całe zajście było jednym wielkim nieporozumieniem. Hyoyeon wygłupiała się w towarzystwie kilku znajomych i rzeczonego „kolegi”. Zażartowała, że rzuci się z okna i gdy nieco poirytowany dowcipem chłopak chciał odciągnąć ją w bezpieczniejsze miejsce, dziewczyna odepchnęła go i nieszczęśliwie uderzyła go pod oko. Poszkodowanemu najwyraźniej para poszła uszami i jak stał, tak wyszedł i pobiegł na policję zgłosić całe wydarzenie. Jednak już podczas składania zeznań ochłonął trochę i przyznał, że całe zdarzenie było jednym wielkim nieporozumieniem z powodu nieszczęśliwego żartu i wycofał swoje doniesienie.

[Hyoyeon]
SM zapewne nie było zbyt uszczęśliwione tą aferą, szczególnie w świetle wszystkich innych skandali i randek. Postanowili jednak zastosować nową technikę oficjalnego potwierdzenia policyjnych doniesień, by w ten sposób ukrócić spekulacje. Wielu na pewno to przekonało, jednak internauci nie byliby sobą, gdyby nie wysnuli kilku spiskowych teorii dziejów. A okazja przecież była doskonała! Szczególnie chwytliwy okazał się kawałek o skakaniu z okna. Fani wysnuli teorię, iż dziewczyna naprawdę chciała popełnić samobójstwo, bo jest szykanowana i poniżana przez koleżanki z zespołu. Prawda li to? Hmm… Jedna Hyoyeon to wie.

Trzeba jednak czegoś więcej, by zachwiać karierą gwiazd pokroju Girls’ Generation. Dziewczyny nie jedno już przeszły i pewnie mało co jest w stanie je obecnie ruszyć. Czego nie można niestety powiedzieć o Sulli z f(x), która mocno przeżyła ataki cyfrowych (i nie tylko) hejterów na jej osobę. Jej związek z Choizą z Dynamic Duo nie został najcieplej przyjęty przez fanów, do tego już od dłuższego czasu krążą wokół niej najróżniejsze i najdziwniejsze plotki. Jakiś czas temu np. dziewczyna trafiła do lekarza z powodu gwałtownego bólu brzucha, co jakimś sposobem doprowadziło internatutów do wniosku, że to na pewno z powodu molestowania seksualnego, którego Sulli jest ofiarą.

[Sulli i Choiza]

Dziewczyna, zmęczona nagonką, nieustannym stresem i presją, postanowiła wziąć urlop od wszelkich działalności medialnych, co wywołało jeszcze większą lawinę spekulacji na jej temat. SM nie popisało się tutaj niestety zdolnościami medialnymi ani ochroną swoich podopiecznych przed szkodliwymi plotkami. Wytoczono co prawda sprawy siejącym zamęt blogerom, jednak na życzenie samej Sulli, odstąpiono od dalszych roszczeń. Odpowiedzią agencji na niezadowolenie fanów z powodu niespodziewanego przerwania promocji nowego albumu dziewczyn z f(x) „Red Light”, było szybkie wypromowanie nowego zespołu Red Velvet. SM pewnie sądziło, że skoro pierwszy człon nazwy się zgadza, to nikt się nie zorientuje z podmianki. Nie mam nic do Red Velvet, jednak sytuacja w jakiej przyszło im debiutować, nie była godna pozazdroszczenia.

[Kris]

Wydawać by się mogło, że wszelkiej maści afer starczy już na cały rok z nawiązką, kiedy to Kris z EXO wytoczył w maju sprawę przeciwko SM, nazywając podpisany z nimi kontrakt niewolniczym i żądając jego unieważnienia. Wśród zarzutów przeciwko agencji pojawiły się takie jak: niesprawiedliwy podział zysków, jakie agencja osiąga dzięki EXO, brak wolnego czasu i długość kontraktu (13 lat), bez możliwości ponownych negocjacji, co do jego kształtu.

Wszystkie te zarzuty brzmią znajomo, jeśli ktoś siedzi w k-popie dłużej niż kilka miesięcy. Sławne JYJ (Jaejoong, Yoochun i Junsu), trzej członkowie DBSK, w 2009 roku wystąpili do sądu o rozwiązanie umowy z SM z dokładnie tymi samymi argumentami, dodając jeszcze, że ich plany zajęć powstawały bez ich wiedzy a czasem i zgody, a także, że nastąpiły pewne zmiany w samym kontrakcie, o których nikt nie raczył ich poinformować. Sprawa ostatecznie zakończyła się w listopadzie 2012 roku, kiedy obie strony osiągnęły porozumienie, że wiążący ich kontrakt wygasł w 2009. Odstąpiono od wszelkich roszczeń i odszkodowań (w międzyczasie SM pozwało JYJ za złamanie ekskluzywnego kontraktu, gdy tamci podpisali inną umowę z agencją Avex).

[JYJ w konstelacji JJY: Junsu, Jaejoong, Yoochun]

Fani Super Junior na pewno pamiętają też aferę wokół Han Genga. W grudniu 2009 roku Chińczyk również zażądał rozwiązania kontraktu z SM. Przyczyny znów pozostają te same:

  • podział zysków w znacznym stopniu faworyzował agencję,
  • przesadna długość kontraktu: 13 lat (widać, taki standard umów w SM),
  • nie było możliwości ponownego negocjowania kontraktu, ani wprowadzenia do niego żadnych zmian,
  • był zmuszany do robienia rzeczy, do których go kontrakt nie zobowiązywał,
  • jeśli nie byłby posłuszny agencji, nałożona by została na niego dotkliwa kara pieniężna,
  • za każde spóźnienie albo nieobecność na koncercie/nagraniu/itp. odciągano z jego pensji ogromne kwoty,
  • nie słuchano żadnych jego sugestii ani próśb,
  • nie tyle nie wspierano, ale także uniemożliwiano Han Gengowi podjęcie jakichkolwiek samodzielnych, dodatkowych projektów,
  • ujawniono również, że SM nie dała Han Gengowi ani jednego dnia wolnego przez ponad dwa lata, co spowodowało rozwinięcie się u niego choroby przewodu pokarmowego i nerek.

Finalnie Han Geng rozstał się z SM w 2011 roku, znów za porozumieniem stron.

Wydawałoby się, że koledzy z zespołu we wszystkich wymienionych wyżej sytuacjach najlepiej powinni rozumieć ból pracy dla SM, jednak na wsparcie trudno by tu było liczyć… Wszyscy, bez wyjątku, zostali okrzyknięci zdrajcami, którzy niemal wbili nóż w plecy kolegom i całej grupie. Tao stwierdził, że podjęte przez Krisa zdziałanie to „złe zachowanie” i że „zawiódł zaufanie”. Chłopaki z EXO mieli szczególnie za złe Krisowi, że pozew przeciwko SM przygotował w tajemnicy i przekazał sprawę do sądu w kilka dni przed planowanym koncertem w Hali Olimpijskiej w południowej części Seulu, a także na krótko przed ich światowym tournee.

[EXO-M, błagam, nie każcie mi pisać, który jest który @___@]

Chen powiedział: “Wszyscy członkowie zespołu czują się zmartwieni i mają złamane serce… i martwią się, że tego typu kontrowersje pojawiły się przed koncertem, o którym tak długo marzyliśmy.” Xiumin dodał jeszcze: “wstyd mi, że takie kontrowersje pojawiły się w takim czasie. (…) 11 pozostałych członków pozostanie zjednoczonych i będą kontynuować przygotowania do koncertu, jako że Kris raczej nie wróci już do zespołu.”

Wisienką na torcie jest afera związana z samą agencją, kiedy to okazało się, że firma mataczyła w sprawozdaniach podatkowych i oszukała tym sposobem państwo na grube miliony wonów. Kiedy w marcu do drzwi SM Entertainment zastukali kontrolerzy z urzędu skarbowego, agencja stwierdziła nonszalancko, że to zwykła, rutynowa kontrola i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jednak orzeczenie z 23 czerwca zaszokowało zapewne nie jednego miłośnika twórczność SM, gdyż urząd wezwał firmę do zapłacenia 10 miliardów wonów (około 10 milionów dolarów) należnych państwu podatków!


Tego samego dnia SM wydało oficjalne orzeczenie, w którym tłumaczyło się, że kara to jedynie wyrównanie podatków od zysków, jakie uzyskała cała korporacja SM Entertainment, mające swoje oddziały w innych krajach (chodziło tu o oddział SM Entertainment Japan).

„[Komisja podatkowa] ujawniła również, że nie stwierdzono przypadku uchylania się od płacenia podatków ani przeoczeń zysków płynących z zagranicznych promocji (…) W związku z tym, podejrzenia, jakie pojawiły się wokół naszej działalności zagranicznej i własności, które posiadamy poza granicami kraju, okazały się być bezzasadne.”

Może i tak było, fakt pozostaje jednak niezmienny, że dla tak dużej i renomowanej firmy, jaką jest SM, kontrola podatkowa i orzeczenie urzędu skarbowego o uchylaniu się od płacenia podatków na tak astronomiczne sumy, są po prostu upokarzające. SM nie tylko straciło na wiarygodności, ale również na prestiżu. Zakochane w chłopcach z EXO nastolatki, albo szaleni fani f(x) może i zapomną o tym w chwili, kiedy pojawi się nowy klip ich ukochanego zespołu, ale biznesowi partnerzy SM zapewne nie będą mieć tak krótkiej pamięci.


Zdecydowanie nie dzieje się zbyt dobrze w SM Entertainment i wydaje się, że zmiany w zarządzie i polityce firmy są nieuchronne. W odpowiedzi na liczne nadużycia agencji opiekujących się gwiazdami k-popu (i nie mówię tutaj tylko o SM, wykorzystywanie swoich podopiecznych zdarza się wszędzie), koreański rząd wydał 29 lipca nowe prawo, chroniące nieletnich adeptów na gwiazdy. W świetle nowych reguł, dzieci młodsze niż 15 lat mogą pracować tygodniowo maksymalnie 35 godzin, a młodzież w przedziale wiekowym 15-18 lat, 40 godzin. Wszelkie próby, nagrania i treningi nie mogą się obywać pomiędzy 22 a 6 rano, chyba, że prawny opiekun wyrazi na to zgodę. Nielegalne będzie również noszenie przez dzieci i nastolatków „wyzywających strojów” i wykonywanie przez nich erotycznych tańców i dwuznacznych ruchów. Złamanie któregokolwiek z postanowień może skończyć się dla firmy karą w wysokości 10 tysięcy dolarów.

Agencje już narzekają, że postanowienia są nierealne, że nagrania do programów muzycznych odbywają się przeważnie w nocy i że wielogodzinne treningi są nieuchronne, by osiągnąć sukces. Ale czy aby na pewno takie niewolnicze wykorzystywanie dzieci i młodzieży (więcej tutaj) jest jedyną drogą, jaka może zawieść ich na szczyt popularności? No i przede wszystkim, czy my, jako odbiorcy i konsumenci, naprawdę chcemy, by dla naszej przyjemności oglądania i słuchania, kilkunastoletnie dzieci harowały gorzej niż niewolnicy na plantacjach?


Mam wrażenie, że ten system jest po prostu agencjom na rękę. Minimum ryzyka i maksimum zysku. Szybko i wedle schematu… Trenerzy są już przeszkoleni, strategie opracowane. Wrzuca się tylko nowy narybek w sprawnie działający system, przerabia na papkę, kształtuje wedle uznania, wypuszcza w świat i zbiera tantiemy. A że temu i owemu zaszwankuje żołądek, czy inny kręgosłup… Że ten się załamie, a temu zrujnuje się życie? No cóż, bywa… Nikt ich przecież siłą nie rekrutował, prawda? Raz po raz się trafią niestety takie zdradzieckie mendy, co to nie potrafią docenić dóbr, jakie przynosi im matka agencja. Na szczęście pamięć opinii publicznej jest krótka a nowe zespołu wyrastają, jak grzyby po deszczu. I karawana idzie dalej…

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 28 lipca 2012

Tu przytniemy, tam podpiłujemy i będzie git!

Czyli o cudownych następstwach diet i przebytych chorób (albo o operacjach plastycznych w Korei, jak kto woli).

[Shin Dong z Super Junior 
to zdjęcie to tylko kawał z okazji pierwszego kwietnia
ale oczęta pociachać sobie już dał :(]

Całkiem niedawno Koreańczycy zapłonęli słusznym gniewem, gdy okazało się, że uroda nowo wybranej Miss Korea 2012, Kim Yu Mi, nie jest dziełem Matki Natury. Po tym, jak zgarnęła tytuł i koronę najpiękniejszej, do internetu wyciekły jej szkolne zdjęcia, na których zbyt podobna do obecnej siebie nie jest… Dziewczyna mężnie przyznała: „nigdy nie twierdziłam, że urodziłam się piękna.”, ale tytułu bynajmniej oddawać nie zamierza. Dodała jeszcze, iż „od teraz, mam nadzieję, stać się sławną ze względu na moje wewnętrzne, a nie zewnętrzne piękno.” Ma dziewczyna poczucie humoru, nie ma co.

[Kim Yu Mi, obecna Miss Korea
dziś i kiedyś]

Rozumiem oburzenie, bo w końcu były to wybory Miss Korei a nie Miss sprawności rąk chirurgów. Trudno jednak zrozumieć nagonkę mediów, która poniekąd się rozpętała po wyznaniu Kim Yu Mi. Zjawisko występowania podwójnych standardów jest, niestety, na półwyspie zjawiskiem dość częstym. Cenzura, która przepuszcza albo zakazuje klipów i piosenek wg tylko sobie wiadomych standardów (tutaj), sposób kreowania girls bandów, a dopuszczalne społecznie normy zachowań (tutaj), cały fan-serwis w męskim wykonaniu, a poziom tolerancji osób o odmiennej orientacji seksualnej (tutaj) i na koniec operacje plastyczne. W kraju, gdzie współczynnik wykonywanych zabiegów w przeliczeniu na ilość mieszkańców jest najwyższy na świecie i gdzie pewnie połowa gwiazd i celebrytów na którymś etapie swojego życia poprawiła sobie to i owo, otwarte przyznanie się do chirurgicznej korekcji urody jest ogromnym tabu.

[ilość wykonanych operacji plastycznych liczona na 1000 mieszkańców
dane z 2010 roku
różnoniebieskie paski pokazują ty operacji. Od lewej:
skóra i włosy; piersi; tłuszczyk; twarz i włosy; reszta ciała]

Im dłużej interesuję się kulturą wschodu, tym bardziej jestem pełna podziwu dla mieszkających tam ludzi. Przyznaję, że mi ciężko byłoby się odnaleźć w gąszczu sprzecznych sygnałów i powinności. Z jednej strony nacisk na to, by być pięknym i bogatym jest obezwładniający. Z każdego zakątka ulicy oraz lodówki wyskakują niemożliwie piękne twarze znanych i lubianych celebrytów, po biurze krążą wycyckane i zadbane panie, których nienaganny styl i drogie dodatki onieśmielają, do tego pokutuje popularne przeświadczenie, że ładni mają w życiu łatwiej i szybciej dostają dobrą pracę, niż ci mniej urodziwi… Nie mówiąc już o tym, że z wątpliwą urodą, nie ma nawet co marzyć o znalezieniu wyśnionego partnera. A przecież piękno jest niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy zaoszczędzić nieco i odwiedzić dzielnicę Gangnam w Seulu, która znana jest jako plastyczne zagłębie Korei (teraz już wiecie, dlaczego najnowsza piosenka Psy „Gangnam Style” jest tak genialna?).

No i tu zaczynają się schody. Być brzydkim zdecydowanie nie wypada. To już ustaliliśmy. Jeśli jednak ktoś podejmie próby wpasowania się w obowiązujące standardy (więcej o koreańskich standardach urody tutaj) za pomocą skalpela i, nie daj Boże, przyzna się do tego otwarcie, i tak zostanie zepchnięty w odmęty tej samej szarej strefy, z które wyszedł. Bo piękno musi być naturalne, albo przynajmniej musi na takie dobrze pozować.

 [są też i tacy, którzy nie wierzą w naturalne pochodzenie boskiej krzywizny nosa Mihonka (Lee Min Ho)]

My, szare żuczki, i tak nie mamy tak źle. Jasne, że presja idealnych ciał i buź, wyskakujących zza każdego zakrętu bywa przytłaczająca, ale pomyślcie o tym, co muszą przeżywać wszyscy ci, którzy znajdują się na medialnym świeczniku. Już słyszę uszami wyobraźni te wszystkie komentarze, że aktorzy i piosenkarze sami się pchali, więc mają co chcieli. Ja jednak pozostanę wierna swoim przekonaniom, że fakt posiadania talentu i podzielenia się nim ze światem, nikogo jeszcze uprawnia, by podnosić takiego delikwenta do boskich kategorii, gdzie ludzkie przywary i słabości nie mają dostępu. To są tacy sami ludzie jak my, może ładniejsi, może zdolniejsi i z parciem na szkło, ale zapewne z takimi samymi (jak nie większymi) kompleksami i problemami.

A trudno nie popaść w kompleksy, gdy non stop przebywa się w towarzystwie zjawiskowo pięknych i uzdolnionych ludzi, a własny manager daje talon na wykonanie operacji plastycznej.

Było już kilka gwiazd w historii koreańskiego przemysłu rozrywkowego, które zakończyły swój żywot, odbierając sobie życie z powodu przepracowania i zbyt dużej presji. To był ogromny szok, gdy w 2010 roku gwiazda jednego z największych międzynarodowych hitów koreańskiej telewizji „Winter Sonaty”, Park Yong Ha, został znaleziony nad ranem w swoim domu, powieszony na kablu. Na ratunek było już niestety za późno.

[Park Yong Ha]

A presja jest ogromna. Nie tylko trzeba śpiewać i tańczyć perfekcyjnie, ale równie perfekcyjnie prezentować się przed kamerami. K-pop jest niestety zupełnie nastawiony na wygląd i często uroda przyszłych członków zespołów jest dużo ważniejszym czynnikiem, niż ich talent wokalny czy aktorski. Ostatnio sporo sensacji wzbudziła wypowiedź rzecznika YG Entertainment odnośnie planowanej, nowej grupy dziewczęcej:

„W skład nowego grils bandu wchodzą tylko te dziewczęta, które nigdy nie poddały się operacjom plastycznym. Ich kontrakt podpisany z Yang Hyun Sukiem  zawiera klauzulę o „braku operacji plastycznych”… Operacje plastyczne mają swoje dobre strony, ale jednocześnie sprawiają, że jest coraz mniej naturalnych piękności w zespołach… Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG.”

[Kim Eun Bi, jedyna znana członkini nowego girls bandu YG,
znana z udziału w programie "Superstar K2"]

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i przeniósł punkt ciężkości z urody, na muzykę. Po głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że nic bardziej mylnego! Skoro dziewczęta mają klauzulę o braku operacji plastycznych w kontrakcie, znaczy to tyle, że będą piękne z natury. Co dalej implikuje, że głównym założeniem przyświecającym przesłuchaniom, było znalezienie urodziwych buź, których nie trzeba by było udoskonalać. Co więcej, stwierdzenie „Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG” nie tylko jest policzkiem dla wszystkich pięknych dziewcząt z koreańskiego show-biznesu, sugerującym, że nie potrafią śpiewać, ale również spycha je do gorszej kategorii „tych poprawionych skalpelem”.

Dlatego większość gwiazd szybciej popełni publiczne harakiri, niż otwarcie przyzna się, że zrobiła sobie operację plastyczną. A bardziej lub mniej uzasadnionych spekulacji jest całe mnóstwo. Chyba nie ma celebryty, którego nie podejrzewano by o poprawienie sobie tego i owego.

Najczęstszymi wymówkami są: utrata wagi, zbawienny wpływ ćwiczeń i zabiegów kosmetycznych. Jessica z SNSD idzie w zaparte, że jej nagła zmiana kształtu szczęki to wyłącznie wynik schudnięcia z przepracowania. Gdy sytuacja jest jednak zbyt oczywista i nie da się dłużej brnąć w zaprzeczania, kolejną taktyką jest przyznanie się do przejścia operacji, która wymuszona była jakaś chorobą albo wypadkiem, a ładniejszy kształt nosa, czy kości policzkowych to tylko miły efekt uboczny. Kim Hyun Joong tłumaczył swoją zamianę nosa na lepszy model tym, że dawno temu dostał w niego kamieniem i chcąc nie chcąc, musiał się biedaczysko pod nóż położyć.

 [Jessica z SNSD i jej podejrzana linia szczęki]

Gdy wszystko inne zawiedzie, ewentualnie można się przyznać do zrobienia sobie operacji, by uzyskać podwójną powiekę. Jest to zdecydowanie najpopularniejszy zabieg w Korei (pewnie też w Azji, ale pewna nie jestem) i czasem mam wrażenie, że traktowany jest jak wypad w kapciach do warzywniaka na zakupy. Zaskakujące jest jednak, jak wiele taka z pozoru niewielka zmiana jest w stanie namieszać na czyjejś twarzy! Patrząc na zdjęcia Shin Donga z Super Junior albo Uee z After School, rzeczywiście, trudno nawet zauważyć różnicę. Ale to co zaszło z buziami Goo Hary z KARY i Kyu Hyuna (też SuJu), to już jest po prostu magia…

 [Goo Hara z KARA]

 [Kyu Hyun z Super Junior]

Są jednak postaci heroiczne i godne podziwu. Zdecydowanie najjaskrawszym przykładem jest Kwang Hee z ZE:A. Chłopak sam z siebie przytaszczył do studio podczas kręcenia variety show „Strong Heart” swój wielki portret sprzed kilku lat i bez żenady wyznał, że przeszedł tyle operacji plastycznych, że do 20-tego roku życia nie mógł pić alkoholu, bo ciągle był albo rekonwalescentem, albo przygotowywał się do kolejnego zabiegu. Nie da się ukryć, że przemiana… robi wrażenie.

  [Kwang Hee z ZE:A]

Trzech panów z legendarnego Shinhwa: Shin Hye Sung, Jun Jin, i Kim Dong Wan przyznało się po latach, że też mają kilka rzeczy poprawionych na swoich buziach. Ich fanklub jest już jednak tak mocno zakorzeniony, że podobne rewelacje nie mogą im już zaszkodzić. Choć bez wątpienia oddziałują na opinię publiczną. No bo skoro wystarczy sobie tu coś rozciąć, tu podpiłować i wyglądać jak gwiazda ekranu, dlaczego by nie podjąć tego wyzwania!?

Korea wyrasta obecnie na mekkę chirurgii plastycznej i znęceni widmem pięknolicych idoli mieszkańcy wschodniej Azji (choć nie tylko! Kliniki chirurgii plastycznej goszczą obywateli np. Mongolii czy krajów Arabskich) masowo przyjeżdżają „na wakacje” na półwysep po to, by poprawić sobie to i owo. Nie można również zapomnieć o sporej ilości pacjentów z USA. Mieszkający tam Azjaci wolą przylecieć do Korei, by oddać się w ręce specjalistów, którzy rozumieją specyfikę azjatyckiej urody, niż skorzystać z usług lokalnych klinik. A nóż będzie nas operować chirurg, który dotykał boskich powiek któregoś z koreańskich idoli?!

 [nietknięte powieki Ga In z Brown Eyed Girls]

Zastanawia mnie tylko, do czego to wszystko prowadzi. Czy jeszcze trochę otoczeni będziemy armią idealnie pięknych i zupełnie wyzutych z jakichkolwiek ludzkich cech idoli? Czy wyobraża sobie ktoś Gonga Yoo (vel. Guniaczka) z podwójną powieką?! Albo Ga In z Brown Eyed Girls? To by była jakaś tragedia! Widać, mnie Europejce, łasej na wszystko co inne i azjatyckie, nie dane nigdy będzie pojąć, jak komuś mogą się nie podobać te przepiękne, migdałowe oczy.

 [Guniaczek]

Z wszystkiego, najsmutniejsze jest to, że my sami, fani w ogóle, nakręcamy tę chorą spiralę. Gdyby nie było popytu, nie byłoby i podaży. Skoro publiczność domaga się pięknych buź, to je dostaje. Nie ma co się czarować, show-biznes, jest tylko biznesem i robienie kasy zawsze było priorytetem…

P.S. Nie zapomnijcie wypowiedzieć się w ankiecie na pasku obok →
i na facebookowym fanpage'u, gdzie pytałam o to, jakiej muzyki słuchaliście przed rozpoczęciem przygody z k-popem

Więcej na temat:
Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 19 lipca 2012

Bo w kupie siła!

Czyli co nieco o koreańskich fanklubach.

 [Kang Ji Hwan i jego miłośniczki.
I nie, nie znajdziecie mnie tam :>]


Przyznaję szczerze, że zjawisko fanizmu (moje kreatywne tłumaczenie angielskiego słowa „fandom”) jest tematem, który mnie niezmiennie fascynuje. Pewnie w dużej mierze dlatego, że odkryłam jego złożoność dopiero kilka lat temu, gdy zaczęłam interesować się k-popem. W światku miłośników rocka i metalu (do którego jeszcze nie tak dawno należałam, w sumie do dziś pozostaję w nim jedną nogą) zjawisko istnieje, ale daleko mu do intensywności tego, co wyrabia się w popie.

Nie miałam co prawda nigdy takich pomysłów, ale naiwnie wydawało mi się, że jeśli kiedyś zechciałabym przyłączyć się do czyjegoś oficjalnego fanklubu, wszyscy przywitaliby mnie z otwartymi ramionami. Władze klubu, bo przybywa im kolejna dusza, z której można ściągać składkę członkowską, sam zainteresowany, bo w końcu ze mnie i mnie podobnych żyje, inni fani, bo ich ukochanego idola wspiera i docenia coraz więcej ludzi… Ta… Jakam stara, takam niedzisiejsza. Obserwując działalność fanklubów czołowych koreańskich idoli, można dość do wniosku, że takie żuczki jak hipotetyczna ja najmniej ich interesują. Jak na mój gust, więcej mają wspólnego z klikami dla wtajemniczonych albo klubami dla wybrańców. A jeden fan drugiego najchętniej utopiłby w łyżce wody… Aż chce się przyłączyć! ^^

[bezbłędna scena z "You're Beautiful"]

Należy zacząć od tego, że oficjalne fankluby to sprawnie działające (niemałe!) firmy. Mają własne nazwy, własne kolory i gadgety (zainteresowanych odsyłam do listy fanklubów i ich insygniów na How Gee). Niektóre wciąż chętnie przyjmują nowy narybek, inne z kolei lubią przydać sobie nimbu ekskluzywności i łaskawie ogłaszają nabór na nowych członków raz na jakiś czas (np. raz do roku). By przyłączyć się do fanklubu nie wystarczą dobre chęci. Czasem wystarczy tylko wpłacić składkę członkowską, czasem trzeba zdać egzamin prawdziwego fana (czyli poprawnie wypełnić test wiedzy dotyczącej danego sławnego delikwenta), czasem być szybszym niż rozpędzony shinkansen, czasem mieć więcej szczęścia niż rozumu. Fanklub Super Junior – E.L.F. otwiera swoje podwoje raz do roku i inkasuje 43 dolce od zagranicznego łepka. Jeśli jesteś Koreańczykiem, wpisowe wynosi tylko 15$ (ach, to równouprawnienie!). Na dziś ceny mogą być inne, bo są to zeszłoroczne dane, a np. w roku 2009 wpisowe wynosiło tylko 8$. Poza zasobnym portfelem, trzeba też mieć nielichy refleks, bo SM Entertainment i JYP mają to do siebie, że lubią zamykać rejestrację nowych członków fanklubu, gdy maksymalna liczebność klubu zostanie osiągnięta. Żeby wejść w szeregi Wonderfulsów (fanklubu Wonder Girls) trzeba zarejestrować się na portalu cafe.daum.net i modlić się żarliwie do J.Y.Parka, żeby to właśnie Ciebie zaliczono do grona wybrańców. Bo łatwo dostać się nie jest. W 2010 rejestracja była otwarta tylko przez tydzień i przyjęto zaledwie tysiąc nowych osób. A jeśli nie udało Ci się załapać, no cóż… Aigoo*… :>

No dobrze, kończę już wyzłośliwianie się, bo poniekąd rozumiem politykę fanklubów. Nie mogą w nieskończoność przyjmować nowych członków, ponieważ członkostwo oznacza w Korei coś więcej, niż tylko satysfakcję fana, że jest rejestrowany. Figurowanie na liście oficjalnego fanklubu danego zespołu, piosenkarza czy aktora łączy się z niesamowitymi przywilejami. Członkowie dostają wiadomości o planowanych koncertach, spotkaniach i innych ważnych wydarzeniach jeszcze przed wypuszczeniem informacji do mediów. Tylko zarejestrowani fani mogą wziąć udział w fan meetingu i mieć szansę bliżej poznać obiekt swoich westchnień (może nawet osobiście zadać pytanie i obowiązkowo zdobyć autograf). Mogą zakupić limitowane edycje albumów i innych gadgetów, które niedostępne są zwykłym śmiertelnikom, a czasem nawet dostać się za kulisy nagrań i koncertów. To brzmi już bardziej zachęcająco, prawda?

[a tak się bawi Cha Tae Hyun ze swoimi fanami,
świętując 10-lecie klubu]

Jednak posiadanie upragnionego członkostwa w fanklubie to nie sam cud, miód i orzeszki. Bycie oficjalnym fanem zobowiązuje! Od teraz będzie się od Ciebie oczekiwać pełnego poświęceń wsparcia dla danego bożyszcze i jakiekolwiek skoki w bok traktowane są jako zdrada najwyższego stopnia. W czasie, gdy bożyszcze występuje i promuje np. nowy album, absolutnie nie wypada biegać z entuzjazmem na koncert jakiejkolwiek innej grupy (bez entuzjazmu też nie wypada). Choćby z tej samej wytwórni! Co z tego, że kochasz miłością namiętną SHINee i Super Junior. Skoro przyłączyłeś/-aś się do E.L.F.ów, to nie ma że boli, zapominasz o istnieniu uroczego Taemina i boskiego Jonghyuna i poświęcasz się dopingowaniu SuJu. No, chyba, że obecnie SuJu ma przerwę w występach i odbębnił już swój „good-bye stage”, wtedy bez wyrzutów sumienia można się pocieszyć w ramionach innych skośnookich panów.


Jeśli kiedyś przyszłoby Wam znaleźć się w Korei i czekać przed studio nagraniowym do programów muzycznych jak Music Bank czy Inkigayo, musicie wiedzieć, że koniecznie trzeba uprzednio i dokładnie się zastanowić, którą gwiazdę chcecie zobaczyć najbardziej. Przed budynkiem stoją bowiem tabliczki z nazwami poszczególnych grup, wokół których zbierają się fani owych zespołów. Nagłe zmiany frontów, bo np. tuż obok pojawiły się nieoczekiwanie dziewczęta z 2NE1, a Wy czekaliście na 4minute, są zapierającym dech w piersiach faux pas! Jeśli nie chcecie zginąć z ręki zranionych fanów obu grup, lepiej niech nie kuszą Was podobne manewry!


Czasem nie trzeba nawet nic zrobić, by fan innej grupy przetrzepał nam portki. Tak jak z kibolami, sam fakt, że nie jesteś z nami, jest już wystarczający, by dać Ci w zęby. A otwarte wspieranie innego zespołu to już jawne szukanie zaczepki. Pisałam więcej o tym w poście o anty-fanach (tutaj), ale dla przypomnienia, najjaskrawszym przykładem takiej postawy był Dream Concert w Seulu w 2008 roku. Dwunastu fanów trafiło do szpitala po tym, jak zawzięcie tłumaczyli sobie, kto największą gwiazdą koreańskiego show-biznesu jest! Gromy nisko latały głównie na linii fanów Super Junior (znowu! Niezbyt ładną sobie wystawiacie wizytówkę, E.L.F.iki) i Girls’ Generation (SNSD). Sone (miłośnicy SNSD) podarli banner trzymany przez fanów SuJu i co nie co ich porozpychali po kątach, na co w odpowiedzi E.L.F.y ostentacyjnie wyłączyły nieodzowne na k-popowych koncertach świecące pałeczki i wygwizdały dziewczyny z SNSD, występujące na scenie.

[ciemność, ciemność widzę!]

Pocieszające jest, że incydenty jak ten z 2008 roku, albo w ogóle fizyczne napaści anty-fanów na idoli stają się zjawiskiem naprawdę marginalnym. Pewnie po doświadczeniach pierwszej generacji idoli, jak V.O.X czy H.O.T., ochrona współczesnych celebrytów jest dużo bardziej ścisła i byle kto nie może już podbiec do swojego bożyszcze i zdzielić go w twarz. Choć i to ma czasem miejsce… (więcej tutaj).

Żeby nie było, że znów smęcę, na koniec chciałam dodać, że opisane przeze mnie fakty, to w większości tylko margines. Fani to w przeważającej części wspaniali ludzie, którzy lubią bezinteresownie okazywać swoje uznanie i miłość wobec podziwianej osoby. Czasem wyślą drugie śniadanko swojemu idolowi (więcej tutaj), czasem kilka ton ryżu (a co się będą rozdrabniać!)… Jednym z uroczych przykładów takiego wsparcia jest stary już, bo stary, ale piękny gest zagranicznych fanów Lee Jun Ki, którzy w przeddzień premiery jego dramy „Hero”, przesłali mu 30 tysięcy żurawi origami. W kulturze Azji żurawie mają szczególne znaczenie. Wykonanie i podarowanie stu takich ptaków ma moc spełniania życzeń, a także może być swoistym wyznaniem uczuć. Im więcej setek papierowych żurawi, tym większe prawdopodobieństwo spełnienia życzenia, a szczerość uczucia silniejsza. Nie ma więc co się dziwić, że Jun Ki był tak rozanielony prezentem.

[uradowany Jun Ki]

No i nie oszukujmy się, gdybym i ja nie była zadeklarowaną fanką k-popu i skośnookich panów, czy mordowałabym się tyle czasu z wyszukiwaniem informacji i wpisywaniem postów po głuchej nocy? Może i moje dokonania nie są jakoś szczególnie doniosłe, ale mam przynajmniej tę osobistą satysfakcję, że przyczyniłam się choć w minimalnym stopniu do tego, by koreańska pop-kultura stała się u nas bardziej znana. A nóż jakiś koreański potentat show-biznesowy dostrzeże te moje heroiczne wysiłki i odpali bilet na koncert Big Bang? Nie tracę nadziei! :D

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

* aigoo w wolnym tłumaczeniu z koreańskiego „ojoj…”
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...