Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T.O.P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T.O.P.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

K-popowy rentgen z Walerianką! BIG BANG "Loser" i "Bae Bae"

Ha! Warto było tyle czekać z rozpoczęciem tej dawno już obiecanej serii, by móc ją zainaugurować donośnym kabooom! Drodzy Czytelnicy, BIG BANG powrócili!


Hmm… Pewnie już zdążyliście się zorientować, że wrócili. Zaczęłam pisać ten artykuł, gdy „Loser” i „Bae Bae” dopiero ukazały się światu, ale podstępny los powstrzymał mnie przed dokończeniem artykułu. Zamiast wyrzucić ten teks w kubeł, postanowiłam go jednak dokończyć i opublikować. Bo czemu by nie?

Pomysł na prześwietlanie i rozczłonkowywanie bardziej i mniej świeżych k-popowych klipów pojawił się już dawno, ale jakoś brakowało mi tej iskierki, która zmotywowałaby mnie do posadzenia moich czterech liter i spędzenia czasu na klepaniu w klawiaturę. Dziś jednak bez zbędnych rozterek mogę oddać się intensywnemu wgapianiu się w monitor i słuchaniu piosenek w pętli. BIG BANG, jak dobrze, że jesteście! <3

W czym rzecz?

Czy trzeba komukolwiek przedstawiać BIG BANG? Serio?


Przyznam się szczerze, że już jakiś czas temu postawiłam krzyżyk na chłopakach i nie sądziłam, że powrócą w kupie. Tyle było tych występów solo, kolaboracji, plotek o tym, jak to się nie dogadują... Nie wspominając już nawet, że jak na k-popowy boy band to są raczej posunięci w latach. Nie zamierzam jednak płakać, bo się pomyliłam! W dzisiejszym zalewie szmiry w k-popie (bez urazy), miło zobaczyć starych wyjadaczy, którzy nigdy nie zawodzą!

Jako, że chłopaki lubują się w wypuszczaniu klipów hurtem, ja też rozprawię się z nimi hurtowo. "Loser" i "Bae Bae" ukazały się tego samego dnia, więc idąc za przykładem danym przez YG Entertainment, też upiekę sobie dwie pieczenie przy jednym ogniu. A co! Ja tam lubię dobrze zjeść :D

Pierwsze wrażenia

Słyszałam, że "Loser" wygrywa w rankingach popularności, górując nad "Bae Bae". Ja jednak zdecydowanie preferuję drugą piosenkę. Pierwsze nagranie jest odrobinę za wolne i za spokojne jak na moje gusta, poza tym jakoś mi się kupy nie trzyma, żeby cały BIG BANG się czuł jak patałachy. Rozumiem, że każdy może mieć jakieś emocjonalne wzloty i upadki, a w ich przypadku stres i zwątpienie muszą występować na porządku dziennym, ale z tym „loser” (przegrany/nieudacznik), to już przesada.

[drodzy państwo, tak wygląda banda nieudaczników wg YG Entertainment]

„Bae Bae” z kolei, pomimo dość wolnego rytmu, ma w sobie coś hipnotycznego, co kazało mi słuchać tej piosenki w pętli przez kilka dni. Klip też jest zdecydowanie ciekawy i warto pochylić się nad nim głębiej. Nim przejdę dalej, chciałabym w tym miejscu zostawić wiadomość do jednego z członków zespołu:


T.O.P, z tego co ty robisz, dzieci nie będzie…

Kącik klepania po pleckach

Skoro jesteśmy już przy „Bae Bae”, muszę wyznać, że jestem pod wrażeniem determinacji chłopaków i producentów. Od samego początku wszyscy wiedzieli, że ten utwór się cenzurze nie prześlizgnie a i otwarte śpiewanie o romantycznych uniesieniach w Korei nie jest zbyt mile widziane. A tu nie dość, że w tekście ewidentnie chodzi tylko o jedno, to i klip z tekstem koresponduje! Nawiązania do seksu w teledysku są na tyle wyraźne, że nawet średnio rozgarnięty widz się połapie w czym rzecz, ale są też one na tyle inteligentne, że nie niesmaczą. Rzadka to niestety cecha dzisiejszej pop kultury, więc tym bardziej zasługuje na poklepanie po pleckach.


Zauważyliście, że w 99% przypadków miłość pokazywana w MV to albo coś wzniosłego i niewinnego, co nigdy nie wyjdzie poza fazę trzymania się za rączki, albo jest to buchająca żądza w stylu „bierz mnie tu i teraz, albo ja cię wezmę!”?

Podoba mi się ten bezpretensjonalny sposób przedstawienia sprawy, gdzie seks jest po prostu czymś naturalnym pomiędzy dwojgiem kochających się ludzi, bez demonizacji i przesadnego erotyzmu. T.O.P jako wesoły pasikonik skaczący z kwiatka na kwiatek, strzelający plemnikami na lewo i prawo, też ma swój urok (chociaż jak wspominałam, z tego co zaszło na ekranie, dzieci być nie powinno :P). Scena finiszu, która przenosi chłopaków bliżej gwiazd, kiedy to dwa ciasteczka ryżowe łączą się w ekstazie, też całkiem nieźle podsumowuje moment szczytu doznań. A potem wszyscy razem i wesoło celebrują, co zaszło. Bo i czemu nie!

[chwila uniesienia. Jeśli tak wygląda T.O.P podczas momentu kulminacji, to związek z nim musi być bardzo zabawny :P]

„Loser” to zupełnie inna bajka. Pasikonikowanie pojawia się co prawda w tekście piosenki („To cykl dziewczyn i błędów | kocham je przez jedną noc | i nienawidzę, gdy przychodzi ranek”), ale to nie jest radosny pląs, jaki możemy obserwować w „Bae Bae”. Rzekłabym, że ta piosenka bardziej zasługuje na bana od Ministerstwa do Spraw Równouprawnienia iRodziny, niż „Bae Bae”! Powiało depresją w big bangowych umysłach, oj powiało! Czy myślicie, że ta pętla na policzku GD jest przypadkowa? Po zapoznaniu się z tekstem piosenki zaczęłam się poważnie martwić o stan psychiczny autora tych słów. Okazało się, że jest to dzieło trzech chłopa: jednego z producentów – Teddiego, GD oraz T.O.P. Nie wiem, czym oni się tak wzajemnie zdołowali, przez co obecnie przechodzą w życiu, ale za wesoło im nie było!


Liczne są w klipie i tekście aluzje do myśli samobójczych. Jeśli taka tematyka lepsza jest od bezpiecznego seksu promowanego przez T.O.P, to ja już nie wiem, jakie mają w Korei priorytety…

Kącik małego złośliwca

Czy ja byłabym sobą, jeśli nie znalazłabym chociaż kilku wielce to frapujących momentów, do których można by się przyczepić? Zapewne nie!

„Loser”… Ohohohoohoh… Jakiż to jest cudowny materiał na WTF Moments! ^^

Rozbierzmy ten klip na czynniki pierwsze.
Jak widzimy, każdy z członków zespołu ma jakiś problem.

GD ewidentnie ma problemy z kontrolowaniem agresji, cierpi na bezsenność oraz dręczą go myśli samobójcze.


Seungri ma problem z dziewczyną, która go zdradza i nie chce już nawet dać buzi. Do tego dochodzą jeszcze kłopoty z kontrolowaniem złości.


Daesung ma problem z lokalnym rasistowskim gangiem, który regularnie przetrzepuje mu portki tylko dlatego, że ma skośne oczy i ośmielił się zainteresować jakąś nieskośnooką dziewczyną.


T.O.Pa męczą wyrzuty sumienia, po tym jak zeżarł swoją niewiastę, odkrywszy, że jej palec jest wystarczająco pulchny (reszta za bardzo pulchna nie była, ale widać T.O.P ufa wielowiekowej tradycji sprawdzania tuszy po pulchności palca, zapoczątkowanej przez Babę Jagę od Jasia i Małgosi). Teraz na pewno zadręcza się, że przybierze na wadze.

[test zaliczony!]

Jaki problem ma za to Taeyang? Czy to może brak koszulki? W 17tej sekundzie klipu Taeyang usiłuje zdjąć kurtkę (pewnie jest ciepło na dworze), by w sekundzie 20stej znowu ją założyć, gdyż się właśnie zorientował, że, cholera!, przecież nie ma koszulki! A może jest po prostu bezdomny? A może cały ten złom w tle pochodzi z nielegalnych źródeł (wiecie, jak u nas, czasem tory znikają bez śladu, czasem jakieś kable wysokiego napięcia) i męczą go wyrzuty sumienia, bo jak głosi krzyż i naziemne graffiti „Grzech cię znajdzie”?


Jakby nie było naprawdę, niewielkie to zmartwienia w porównaniu z ogromem cierpienia reszty.
Chłop nie ma szczególnych powodów do narzekania, bo ewidentnie posiadł tajemnicę nieśmiertelności. W 2:54 min. Taeyang rzuca się z krawędzi, by mieć się dobrze w 5 sekund później.

[latająca wiewiórka!]

Wszystko to jednak przejściowe problemy! W dzień później, kiedy wypuszczono „Bae Bae”, chłopaki mają się już całkiem nieźle! Zastanawia mnie jednak jak to jest z tą „miłością”, którą to werbalnie wyrażają, bo GD ewidentnie zachodzi do podejrzanego przybytku. Widzieliście ten mały neon na wejściu? Co z tego, że lokal zamknięty jest na cztery spusty?! Desperacja nie wybiera! Pomimo braku żywych dusz, GD wygląda na takiego, co miło spędza wewnątrz czas…

I ta ostatnia scena, podczas której wszyscy tańczą wesoło w kółeczku? Żadna szanująca się Koreanka nie wystąpiłaby w hanboku bez kaftanika, zakrywającego ramiona! Taki frywolny strój preferowały panie lekkich obyczajów… Czyżby miało to znaczyć, że chłopaki rzeczywiście są „loser”, skoro tylko w taki sposób mogą potańczyć z dziewczynami? Nie wydaje mi się!

[a może przez to, że panie nie są miejscowe, po prostu nie znają zwyczajów?]

Słowem podsumowania

… pozostaje mi tylko dodać, że chłopaki nie zmurszały, mają się całkiem nieźle i cieszę się, że są wciąż razem!

A jak się Wam podobał BIG BANGowy come back?

Kto powinien następnym razem dać się prześwietlić?

Czekam na Wasze komentarze ^^


W kolejnych odcinkach ukazali się:
UNIQ "EOEO"

środa, 6 czerwca 2012

K-pop w walce ze stereotypami

Zdaję sobie sprawę, że w świetle tego, co napisałam już na łamach bloga, powyższy tytuł może brzmieć przewrotnie. Szczególnie w odniesieniu do postu o bladych twarzach czy sposobie kreacji girls bandów. Co więcej, nie zamierzam ani wycofywać się z wcześniejszych stwierdzeń, ani napisać, że tytuł to kolejny osobliwy żarcik w moim wykonaniu. Jest pole, na którym zdanie o walce ze stereotypami jest w 100% prawdziwe.

[oto, co ukazuje się oczom, gdy w google images wpisze się "asian"
P.S. Jest nadzieja! Polski internet zdecydowanie bardziej zna się na rzeczy! :D]

W Polce problem stereotypów na temat mieszkańców Azji nie jest zbyt nasilony ze względu na stosunkową homogeniczność naszego narodu i już na pewno bardziej niż ograniczony kontakt z „żywymi” Azjatami. Czasem gdzieś przewinie się jakiś Wietnamczyk, z rzadka Chińczyk ale już spotkanie Japończyk czy Koreańczyka to prawdziwy wyczyn. W naszej kulturowej świadomości stereotypowy Azjata gdzieś tam sobie egzystuje, ale nie poświęcamy mu zbyt wiele uwagi. Owszem, przebijają się przez kłęby podświadomości szczątkowe informacje o rzekomym spokojnym/uległym usposobieniu, zdolnościach matematycznych i niezbyt imponującym wzroście. Ci bardziej światli obywatele przytoczą nawet imię Konfucjusza, a co bardziej pragmatyczni: Toyoty i Samsunga. No, to by było na tyle.

[no dobra, przystojniacha z tego Konfucjusza to nie była...]

W Stanach, w Australii czy w każdym innym miejscu, gdzie Azjatów jest na pęczki, sprawa wygląda już inaczej. Tak jak my na bezdechu możemy wymienić całą litanię ludowych mądrości a propos Niemców, tak samo Amerykanie poinformują nas, że Azjata to:
  • kujon,
  • introwertyk,
  • geniusz matematyczny,
  • brzydal,
  • ledwo odrośnięty od ziemi knypek, o masie mięśniowej zbliżonej do tej, jaką może pochwalić się ameba (w przypadku dziewczyn: kształty bardzo dosłownie przypominające deskę, z obu stron),
  • doskonały materiał na trybik w jakiejś korporacji, gdzie będzie mógł sobie dzióbać godzinami swoje cyferki,
  • chłopacy to chodząca porażka w dziedzinie podrywu (tak swoją drogą są też jeszcze inne stereotypy dotyczące azjatyckich mężczyzn, których nie przytoczę ze względu na dobro młodocianej publiczności, a które zostawiam Waszej wyobraźni),
  • dziewczęta z kolei to uległe, ciche i płochliwe łanie, seksualna fantazja sporej części męskiej populacji,
  • generalnie sierota, dobry materiał na chłopca/dziewczynkę do bicia.

Tak sobie czytałam owe „mądrości narodów” a przed oczyma galopowały mi te wszystkie Mihonki (Lee Min Ho, dla niewtajemniczonych), Gongi Yoo (a propos, widział ktoś już pierwszy odcinek „Big”? OMO! @_@), JaeJoongi, Lee Joony i inne Kang Ji Hwany. Pewnie powinnam była w tym momencie dojść do jakichś odkrywczych wniosków, ale niestety. Nie doszłam. Jakkolwiek to brzmi. Ale co sobie popatrzyłam, to moje! :D

[wspomniany wcześniej Gong Yoo i "Big".
Indeed, chciałoby się rzec ;)]

Ekhm… Wracając. Przebłysk, by napisać ten post pojawił się w mojej głowie po obejrzeniu filmiku Kevina Wu, Amerykanina chińsko-tajwańskiego pochodzenia. Kevin nie może przeboleć, że bohater jego dzieciństwa, Goku z anime Dragon Ball, w hollywoodzkiej ekranizacji przybrał postać Justina Chatwina, białego gościa, który nawet moim niezaznajomionym z tym kultowym dziełem okiem, niezbyt przypomina głównego bohatera… Jaki cel przyświecał twórcom filmu, obsadzając w roli Goku białego chłopaka a nie Azjatę? Konkluzja Kevina jest prosta: po prostu Azjaci nie są wystarczająco cool. Przeanalizujcie w myślach wszystkie amerykańskie filmy, jakie widzieliście i pomyślcie o grających w nich Azjatach. (Niemal) zawsze są to:
a)      łaaaa-szast-prast-ninja
b)      kujony i inne siermięgi

[Justin Chatwin jako Goku w filmie "Dragon Ball Evolution"]

Jeden z odcinków „Kids React” (coś à la nasze „Dzieci wiedzą lepiej”) poświęcony jest reakcjom dzieci na k-popowe klipy i śmiem twierdzić, że ich szczere wypowiedzi doskonale podsumowują amerykański sposób patrzenia na sprawę:


Ale świat, czy chce czy nie, zmuszony jest coraz intensywniej rewidować swoje poglądy i coraz częściej pojawiają się ku temu sposobności. Całkiem niedawno wstrząsem dla Amerykanów stała się postać koszykarza Jeremiego Lina, który mimo iż jest Azjatą (konkretniej, jego rodzice przybyli z Tajwanu), mierzy 191 cm wzrostu (to w przyrodzie takie rzeczy bywają?! Olaboga!) i dostał się do NBA, jako jeden z bardzo nielicznych Azjatów w historii tej organizacji. Światopogląd naszych zaoceanicznych braci uległ rozchwianiu, gdyż nie wyobrażali sobie, by któryś z tych pokurczy-Azjatów mógłby dostać się do NBA! Zdarzało im się może widywać jakieś małe skośnookie ludki przy stole do ping-ponga, ale koszykówka?! Olaboga! Najwyraźniej umknął im ten szczegół, że swojego czasu najwyższym człowiekiem na świecie był Chińczyk (obecnie zdetronizował go Turek, mierzący, bagatela, 251 cm)…

[Bao Xishun – szczęśliwy mąż i ojciec, mierzący 236 cm]

Koreańska pop-kultura, poniekąd nieświadomie, również przyłączył się do tej nierównej walki ze stereotypami. Już sam fakt istnienia takich postaci, jak Won Bin, czy Siwon z Super Junior, co nie co powinien dać do myślenia. Dziewczęta z 2NE1 również pokazują, że azjatyckie kobiety nie zawsze są synonimem niewinności i uległości. Oglądając co drugi ich teledysk mam wrażenie, że lepiej ich nie irytować.

[2NE1 "I'm the best". Nie śmiem wątpić, dziewczęta!]

Nie można zapomnieć również o całej armii programów typu variety-show, które pokazują idoli takimi, jacy naprawdę są (no, przynajmniej w teorii). Obejrzawszy zaledwie jeden odcinek losowego programu można zauważyć kolejną zaskakującą rzecz: nie wszyscy Azjaci są tacy sami! Wow… Dla przykładu wykorzystajmy chłopców z Big Bang (ach, ten język polski i jego wieloznaczność! ^^). Owszem, mamy cichego i opanowanego T.O.P., ale przy tym posiadającego jakiś taki tajemniczy magnetyzm i nieodparty mroczy urok. Dla kontrastu, Daesung to sama radość na dwóch nogach, wiecznie uśmiechnięta postać, robiąca sobie żarty z siebie samego i wszystkiego wokół. Dalej drobniutki lider G-Dragon. Owszem – geniusz, ale bynajmniej nie matematyczny. Taeyang z kolei to pogodny facet, którego nie bez przyczyny częściej można spotkać bez koszulki, niż w. I na koniec najmłodsza latorośl zespołu: Seungri, przepojony aegyo pogromca niewieścich serc (zwłaszcza tych posuniętych już nieco w latach).


Zostawmy kwestię szczerości przybranych przez chłopców ról. Nie da się zaprzeczyć, że prezentują w skali mini wielorakość ludzkich charakterów i pokazują niedowiarkom, że Azjaci, tak samo jak wszyscy inni homo sapiens na ziemi, są różni. Jedni są zamknięci w sobie, inni lgną do ludzi jak muchy do lepu. Jedni są utalentowani matematycznie, a inni to artystyczne dusze. Nic odkrywczego, a jednak kilka amerykańskich serwisów poświęconych k-popowi zamieściło na swoich stronach podobne artykuły.

Inna sprawa, że wystarczy nieco głębsze zanurzenie w świecie k-popu, by uświadomić sobie, jak bardzo jest on schematyczny. Zdarzają się postaci, które przeczą wszystkim konwenansom (na myśl od razu przychodzi mi GD), ale jest to zjawisko tak częste, jak trzęsienia ziemi w Polsce. Mimo iż jest całkiem sporo piosenek wykonywanych przez girls bandy, które lubię, to szczerze mówiąc, z punktu widzenia osoby, która nie jest obezwładniona na wstępie walorami urody dziewcząt (nie, żeby były brzydkie! Broń Boże! Po prostu, że się tak wyrażę, chemia nie ta :>), ciężko mi jest zauważyć różnice pomiędzy jednym zespołem a drugim. Cała armia pięknych, długonogich dziewcząt, które na przemian są słodkie jak cukierek i seksowne jak marzenie i tylko zmieniająca się ilość wykonawców każe mi się zreflektować, że to chyba już inny zespół. Tak, wiem. Co nie co przekoloryzowałam. Na szczęście jest 2NE1, które ratują kobiecy honor i SPICA, które zaczęły w całkiem przyzwoitym stylu.

 [SPICA]

Boys Bandy wcale nie są lepsze i mimo całej mojej miłości do Big Bang, nie są oni bardzo oryginalni w kwestii kreowania zespołu. A może to inni wzorują się na nich? Kto wie. Tak jak wypunktowałam w skrócie cechy członków Big Bang, pod wyżej wymienione kryteria można odpowiednio podstawić, np. chłopców z SHINee. Odpowiednikiem T.O.P. jest Minho, GD (w modowym aspekcie) → Key, Daesung → Onew, Taeyang → Jonghyun i Seungri → Taemin. Idąc tym tropem, można by również pokusić się o wpasowanie w te ramy innych zespołów jak B2ST, czy dawne DBSK…

[SHINee]

Cóż, najwyraźniej taka konwencja jest najbardziej efektywna, dlatego jest kultywowana. Nie śledzę aż tak bardzo poczynań nowych zespołów, jak np. B.A.P. czy EXO, więc ciężko mi się wypowiadać, czy i tutaj schematy są zachowane, śmiem przypuszczać, że tak. Pewnie wypadałoby pomarudzić, że dobrze by było rozszerzyć gamę tych k-popowych archetypów (o których np. można poczytać na How-gee), ale szczerze… Niewiele mnie to obchodzi, bo niemal w ogóle nie oglądam variety-shows, a w k-popie koncentruję się na muzyce i aktorskich dokonaniach. Moim jedynym życzeniem byłoby to, by k-popowi artyści mieli możliwość swobodnego wyrażania siebie. W jakiejkolwiek formie. A do tego jeszcze długa droga.

Więcej na temat:
Muzyka/Idole

wtorek, 15 maja 2012

Blade twarze

Czyli o tym, jak prezentowani są przedstawiciele kultury zachodu w koreańskich mediach.


Widzieliście nowy teledysk Junsu „Tarantallegra”? Nie powiem, podoba mi się. Lubię takie lekko szalone klimaty i obsesyjną, „gorącą” muzykę, jeśli wiecie, co mam na myśli. Eh, ja i te moje muzyczne opisy… -__-`

Oprócz szaleństwa w oczach Junsu i jego zmieniających się jak w kalejdoskopie wcieleń, jest jeszcze coś, czego nie można przeoczyć. Główny wykonawca to jedyny Azjata, jakiego możemy zobaczyć przez 4 minuty 34 sekundy trwania piosenki. I tak, singiel adresowany jest głównie na rynek koreański.

Junsu to nie jedyny artysta, który lansuje się u boku bladych twarzy. Niemal w połowie teledysków Big Bang można zobaczyć białą kobietę (Cleo pokusiła się nawet o zestawienie takich klipów tutaj), ale żeby wymienić dla przykładu, zobaczcie choćby „Beautiful Hangover” czy „Blue”. W najnowszej piosence CN Blue „Hey you” także nie uraczy się innych Azjatów poza samym zespołem, U-KISS też lubi się powyżywać na białych panienkach (a właściwie białej panience) w sławetnym „Shut up”, 2PM w „Hands up” z kolei przekonują, że co to za impreza bez białych, wijących się dziewcząt (GD&T.O.P. w „High High” są absolutnie tego samego zdania). Kim Hyun Joong w piosence „Break Down” swój bladolicy haremik trzyma w osiatkowanej klatce, w jakiejś podejrzanej spelunie. Te nieszczęśnice, które mogą pląsać na wolności, podrygują smętnie z lewej strony parkietu, albo wiją się wokół oparcia fotela, na którym siedzi kumpel Hyun Joonga, raper Double K. Mam wymieniać dalej?


Zastanawiający jest fakt, że ten nawał białych twarzy pojawia się głównie w klipach boys bandów (jeśli ktoś zna jakiś przykład, gdzie pojawia się biały facet w mv grupy dziewczęcej, niech mnie oświeci!), albo generalnie śpiewających mężczyzn i sposób, w jakim przedstawia się w nich bladolice panie, wprawia mnie w stan daleki od entuzjazmu. Zazwyczaj:
  • ubrane są bardziej niż skromnie (i mam tu na myśli skromność ilości użytego materiału na ich stroje, a nie skromność jako taką!),
  • wiją się wokół głównego wykonawcy,
  • wiją się wokół pobocznych wykonawców,
  • wiją się między sobą.

[wyjątek z "Taratallegra" Junsu]

Z resztą k-popowe klipy to nie jedyne miejsce, gdzie pojawiają się przedstawiciele naszej, kaukaskiej rasy. Koreańskie reklamy i zdjęcia w magazynach dla kobiet są wręcz zasypane białymi modelkami. Ktoś pokusił się o zestawienie w 2005 roku, z którego wynika, że aż w 30% koreańskich reklam pojawiły się białe panie, podczas gdy w USA odsetek Azjatek w ichniejszych reklamach to ledwo 1,9%. Inni naukowcy przejrzeli magazyny dla kobiet z lat 2002-2003 i okazało się, że stosunek białych modelek do Azjatek wyniósł odpowiednio 57% do 43%! Pewnie nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w Stanach niezachwiany monopol posiadają blade twarze, rozmaślając konkurencję wynikiem 84,9%. Istnieją też koreańskie domy mody, które swoje stroje prezentują tylko i wyłącznie na białych modelkach (np. Beanpole i Hazzys).
 
[screen ze strony Beanpole]

Skąd ta miłość do ludzi zachodu? Jakieś postkolonialne ciągoty? Kompleksy własne? Chęć nadania międzynarodowego charakteru danej firmie? Pewnie wszystko po trochu, plus jeszcze parę innych czynników, którym przyjrzymy się już za moment.

Należałoby zacząć od tego, jakie stereotypy odnośnie białych ludzi zakorzenione są w koreańskich (często też ogólnie azjatyckich) umysłach. Blada cera i okrągłe oczy to właściwie synonimy pewności siebie, silnego charakteru, posiadania zdania na każdy temat i siły przebicia. Szczególnie białe kobiety postrzegane są jako wyzwanie i zdobycie takiej egzotycznej piękności to potwierdzenie męstwa skośnookiego pana i chwała dla jego ojczyzny. Co ciekawe, taki mariaż w drugą stronę, a więc kobieta Koreanka i zagraniczny mężczyzna, bynajmniej nie jest witany z entuzjazmem. Utarło się mniemanie, że jeśli Koreanka umawia się z obcokrajowcem, to na pewno robi to dla jego kasy, albo usiłuje prostszym sposobem dorobić się zielonej karty. Współbracia patrzą więc na taką niewiastę jak na zdrajczynię, która nie tylko jest łatwa i powierzchowna, ale jeszcze słaba i godna pogardy.

[Ahn Jung Hwan i jego haremik]

Jak widać, pozycja kobiet w Azji wciąż daleka jest od ideałów. Szanująca się koreańska dziewczyna powinna prowadzić się przyzwoicie, trzymać się z daleka od źródeł obcych plemników i generalnie przyprawiać z mamą kimchi w kuchni, a nie rozglądać się za facetami.

Obraz białej kobiety jest tak diametralnie różny, że aż czasem trąca absurdem. Wszystkie stereotypy krążące wokół naszej rasy są w mediach używane w ekstremalnym natężeniu, tworząc niemal alternatywną rzeczywistość. Wielu Azjatów jest święcie, ale to święcie przekonanych, że wszyscy Amerykanie i na pewno duża część Europejczyków całuje się już na pierwszej randce i zapewne też ląduje w łóżku tego samego wieczoru. W klubach zaś nie tańczymy się inaczej, jak tylko tak, jak pokazują nam chłopcy z F.CUZ w teaserze do „Midnight Sun”.

 
Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, ale po części sami jesteśmy sobie winni (my – jako rasa), bo amerykańskie i europejskie filmy i seriale dobitnie przekonują, że jesteśmy owładniętymi żądzami istotami, które nie potrafią utrzymać rąk przy sobie. Faktem jednak jest, że mamy zazwyczaj mniejsze opory, przed prezentowaniem swoich wdzięków światu i wyginaniem się w odważnych pozach na zdjęciach (przynajmniej białe modelki nie mają). Warto wiedzieć, że do roku 1994 w Korei obowiązywał zapis prawny, który w znacznym stopniu ograniczał możliwość zatrudniania zagranicznych modelek w rodzimych reklamach. Jako, że sprawy okołoseksualne były (i właściwie nadal są) tematem tabu, w owych czasach znalezienie modelki, która zgodziłaby się reklamować bieliznę, było zadaniem iście karkołomnym. No, ale petunia non olet i te sprawy… Znalazła się i rada! Przez długi czas zachwalaniem bielizny zajmowały się gwiazdy porno, tworząc ciemną aurę wokół tej gałęzi modelingu. Jeśli jakaś koreańska gwiazda zdecydowała się wziąć udział w bieliźnianej sesji, nie przyzwała się do tego głośno i pozowała w ten sposób, by nie można jej było na zdjęciach rozpoznać. Gdy zniesiono zakaz o zatrudnianiu obcokrajowców, miejsce gwiazdek porno zajęły bladolice piękności, podsycając dodatkowo utarte przekonania o naszej rozbuchanej seksualności.


Obecnie koreańskie gwiazdy próbują walczyć ze stygmą bieliźnianych zdjęć, jak na przykład Yoon Eun Hye w głośnej sesji dla magazynu Dazed and Confused.

[Yoon Eun Hye]

Jej wysiłki to jednak  wciąż kropla w morzu białości. Sami Koreańczycy zaś, wybór białych modelek, bardzo często tłumaczą w pozbawiony seksistowskich podtekstów sposób. Zdaniem speców od marketingu rasa kaukaska „po prostu wygląda lepiej bez ubrań” (nie wymyślam tego, tłumaczę ino za The Grand Narrative!), w przeciwieństwie do Koreańczyków, którzy mają kompleks krótkich nóg i twierdzą, że wyglądają one jak „rzodkiewy”. Mężczyźni z kolei są bardziej męscy i wyglądają bardziej naturalnie bez podkoszulków. Hmmm…

Z innych ciekawych newsów, moje kochane i zdeprawowane ziomki, w 2009 roku władze planowały zorganizować plażę dla nudystów na wyspie Jeju, by przyciągnąć zagranicznych turystów. Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie taka informacja jest równoznaczna z kupieniem biletu do Korei i zrzuceniem stanika już w kolejce do wejścia do samolotu… Dar przekonywania, to jest to! Wieść głosi, że taki pomysł przyszedł lokalnym włodarzom do głów po tym, jak zepsute białasy, niepomne koreańskiej obyczajności, rozbierały się na potęgę na ichniejszych plażach. Ile w tym prawdy? Pewnie ten i ów faktycznie zrzucił o jedną część garderoby za dużo, ale śmiem jakoś wątpić, by Jeju opanowały hordy nagusów, straszących koreańskie babcie.


James Turnbull przypuszcza, (a czy ja śmiałabym się z nim kiedyś nie zgodzić?), że ta rozbuchana seksualność, o którą oskarża się naszą rasę, to wynik knowań właśnie tych przerażonych koreańskich babć i dziadków. Przypisując nam zepsucie wszelakie, mają na kogo zwalić winę za karygodne prowadzenie się współczesnej młodzieży. Widzicie, jaki my i nasza kultura mamy zgubny wpływ na delikatne koreańskie umysły? Żeby było zabawniej, bardzo często słyszy się komentarze pod adresem par, które na ulicy okazują sobie więcej czułości, niż by wypadało, że na pewno jedno z nich to Japończyk…

Wracając zaś do punktu wyjścia, czyli do k-popowych teledysków, nie powinno już zatem dziwić, że gwiazdy tak kochają znajdować się w centrum wijących się białolicych panienek. O ironio, śmiem też przypuszczać, że zmasowana ilość białych twarzy w ich klipach, to ukłon w naszą, zachodnią, stronę. Big Bang, który musi mieć świadomość swojego międzynarodowego statusu, nie bez przyczyny w co drugi klip (a ostatnio to w każdy) pakuje jakichś białych ludzi. Wydaje mi się, że w ten sposób chłopcy chcą pokazać nam, że potrafią się odnaleźć w towarzystwie ludzi z innych kontynentów, że też podobają im się białe kobiety, no i że generalnie są tacy wyluzowani i cool. A to, że się mimochodem przyłączają do ugruntowywania stereotypów… Myślę, że oni nawet nie zauważają, że w sposobie pokazywania białych ludzi jest coś niepokojącego i niewłaściwego. Dla nich na pewno sam fakt występowania w tym samym klipie z przedstawicielami innych nacji jest swoistą nobilitacją, wyrazem tego, jak są otwarci i wspaniali.

 [T.O.P. i impreza w "High High"]

A niestety są ciemne strony takiego przedstawiania białych kobiet w mediach. Wiele dziewcząt, które na dłużej zatrzymały się w Korei, przyznaje, że stało się ofiarami werbalnych lub fizycznych napaści i molestowania, tylko dlatego, że były białe. Bo skoro białe, to na pewno łatwe i nie będzie im przeszkadzać, jeśli się je dotknie to tu, to tam. Wszechobecny ścisk i zmowa milczenia obserwatorów zdarzenia ułatwiają zadanie różnorodnym zwyrodnialcom i tak naprawdę kobieta niewiele może zrobić w takiej sytuacji. Dodatkowo w obiegowym slangu „Rosjanka” znaczy tyle co prostytutka, bo koreańskie domy publiczne pełne są siły roboczej z okolic Kaukazu. To wytworzyło u niektórych skrót myślowy biała=Rosjanka=prostytutka. Martina z eatyourkimchi.com doświadczyła podobnej „pomyłki” ze strony jakiegoś podstarzałego zboczeńca, który uparcie twierdził, że dziewczyna na pewno jest „Rosjanką”…


Mam nadzieję, że w świetle nowych faktów, moja lakoniczna przestroga rzucona w artykule o randkowaniu z Koreańczykami (tutaj), wydaje się być bardziej uzasadniona. Na szczęście nie wszyscy Koreańczycy są tak ograniczeni, by wierzyć bezkrytycznie we wszystko, co pokazuje się w telewizji, tak samo jak nie każdy Polak myśli, że Azjaci to kurduple, które żywią się wyłącznie psami i ryżem. Pozostaje nam życzyć sobie i naszym skośnookim braciom, by na przyszłość wykazywali się większą interkulturową czułością i nie powielali krzywdzących schematów.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 14 kwietnia 2012

Człowiek-orkiestra

A właściwie – ludzie-orkiestry. 
 
[Lee Min Ho]

Przeczytałam kiedyś, że Azjaci mają talent muzyczny w genach, dlatego niemal każde skośnookie dziecko gra na pianinie prawie jak sam Chopin, a bary karaoke cieszą się takim powodzeniem. Jasna sprawa, że zdarzają się i tacy, którym bozia poskąpiła słuchu i fałszują niemiłosiernie (z czego ogół zazwyczaj nie omieszka robić sobie żartów), ale traktować ich można jako wyjątki potwierdzające regułę.
Azjatyckich celebrytów powyższa reguła, rzecz jasna, również się tyczy. Tak po prawdzie, czy jest coś, czego skośnookie gwiazdy nie potrafiłyby zrobić? Ci, którzy oryginalnie zajmowali się śpiewaniem, często ze sporym sukcesem próbują swoich sił w aktorstwie, a ci, którzy zaczynali swój romans z show-biznesem od zaliczenia dziesiątej muzy, wyciągają z szafy gitary i ryczą do mikrofonu. Do tego tańczą, gotują, wywijają mieczem, skaczą ze spadochronem i całkiem elokwentnie odpowiadają nawet na najdurniejsze pytania prowadzących variety shows.

Jakkolwiek fani zapewne cieszą się, że mogą zobaczyć swojego idola w nowej odsłonie, nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Nie oszukujmy się – idol o wyrobionej pozycji, któremu nagle zachce się zabłysnąć w nowej dziedzinie odbiera chleb młodym, nierozpoznanym jeszcze talentom. Zwłaszcza młodzi, wykształceni aktorzy skarżą się, że przez k-popowe gwiazdy, które hurtem szturmują filmy i dramy, nie mają szans przedostać się do branży. Producentom zaś trudno się dziwić, że wolą zainwestować w coś, co przyniesie pewny zysk. Niezależnie od tego, jak film (czy drama) będzie beznadziejny i kiczowaty (np. Attack On The Pin Ups Boys z udziałem wszystkich chłopców z Super Junior.


Do dziś nie wierzę, że naprawdę to obejrzałam!), jeśli zagra w nim popularny piosenkarz – sukces jest murowany! Która fanka odmówi sobie przyjemności pooglądania swojego bożyszcze na dużym (albo i mniejszym) ekranie? Lista grywających piosenkarzy jest dłuuuuga, żeby tylko tak wymienić dla przykładu: 

  • Rain zaliczył bodaj największy sukces, bo oprócz rodzimych mega-produkcji (np. Full House, Fugative Plan B, I’m a Cyborg, but That’s OK), razem z Joonem z MBLAQ wystąpili w hollywoodzkiej produkcji Ninja Assassin.
  • Z kolei T.O.P. z Big Bang ma na koncie udział w aż 5 dramach (z Iris na czele) i 4 filmach.
  • Siwon-ssi z Super Junior zagrał w dramie Athena, Skip Beat! i całej masie innych
  • Park Yoochun (vel Kamienna Twarz) wystąpił w hicie Sungkyunkwan Scandal, a obecnie popracował nad swoją mimiką i bawi mnie do łez w rewelacyjnym Rooftop Prince.
  • Kim JaeJoong również z sukcesem pojawia się i na dużym i na małym ekranie, żeby wymienić chociaż role w Postman to Heaven i dramie Protect the Boss.
  • Nawet młodziutki L (Kim Myung Soo) z Infinite zaliczył w tym roku swój aktorski debiut, zaskakująco dobrze radząc sobie w dramie Shut up! Flower Boy Band.
  • Z innych niespodziewanie udanych występów trzeba wspomnieć o Goo Ha-ra z girls bandu KARA, która zagrała córkę prezydenta w City Hunter. Goo Ha-ra oczywiście nie jest jedyną piosenkarka, którą można zobaczyć w dramach.
  • Im Yoon Ah z SNSD ma na koncie całkiem sporo występów w telewizji, ale nie będę się w tym miejscu wypowiadać na temat jakości jej aktorstwa, bo nie miałam jeszcze okazji jej oglądać. Chodzą jednak słuchy, że „szału nie ma”. Tak czy owak, można to samemu ocenić, oglądając np. najnowszy, jeszcze ciepły Love Rain.
  • Najbardziej błyskotliwą karierę aktorską uczyniła bez wątpienia Yoon Eun Hye, która w wieku 15 lat zadebiutowała w popularnym wówczas zespole Baby Vox, a obecnie jest jedną z najbardziej znanych i lubianych koreańskich aktorek. Niemal każda z dram, w których wystąpiła, była wielkim sukcesem.
Długo by można tak jeszcze wymieniać. Jakkolwiek powyższy wywód na to nie wskazuje, w tym poście planowałam skupić się głównie na śpiewających aktorach i przedstawić Wam tych, których podśpiewywanie szczególnie lubię. Na pierwszy ogień rzućmy Jang Geun Suka, którego bez wątpienia można nazwać królem OST, czyli muzyki do filmów i dram. Ma ich na koncie tyle, że aż się oczom wierzyć nie chce, gdy przewija się stronę na Wikipedii. Niektóre piosenki są naprawdę niezłe (jak np. te z dramy Mary Stayed out All Night), ale ja nie o tym. Geun Suk występuje też w zespole Team H razem z raperem Big Brother i ich piosenki od długiego czasu królują na mojej playliście i nie zanosi się, by się stamtąd szybko wyniosły.


Mini album Team H: Loung H z pewnością można zaliczyć do dokonań dziwnych, niestandardowych i zapewne nie przypadających wszystkim do gustu. Gdy pierwszy raz usłyszałam (i zobaczyłam) promującą album piosenkę Gotta Getcha, sama nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Niby piosenka z życiem (co już w wielu przypadkach wystarczy, by mnie urzec), niby ciekawy bicik… No, ale jakoś tak… ten refren… Magia kilkakrotnego przesłuchania jak zwykle sprawiła cuda i zachciało mi się przesłuchać cały album. Właściwie każda piosenka na nim, to swoista perełeczka, z Shake It na czele (i to niezapomniane „Łiiii-huuuuu, łiiii-huuuuuu”). Zdecydowanie jest to propozycja dla tych, którzy lubią muzykę z przytupem, zachrypnięte krzyki i zakręcone klimaty.

[najnowszy singiel Team H Can't Stop, promujący album na japońskim rynku]

Następny na liście znajduje się pan, którego urok odkryłam stosunkowo niedawno, a czego mocno żałuję, bo urok to on ma nieodparty. Lee Min Ki znany jest głównie z roli w Haeundae oraz Quick, a ostatnio można go było obejrzeć w początkowych odcinkach dramy Shut Up! Flower Boy Band i filmie Chilling Romance. Jego solowy album nie jest najświeższym wydarzeniem muzycznym (rok produkcji 2009), ale odkąd dowiedziałam się o jego istnieniu (jakieś dwa miesiące temu), cały czas przewija się w mojej codziennej liście odtwarzania.


Album No Kidding nie jest wcale aż tak poważny, jak by sugerował tytuł. Min Ki zapewne chciał jednak, by poważnie traktowano jego muzykę i rzeczywiście czuć, że stworzone przez niego piosenki nie są skompilowaną pod publiczkę łupanką. Utwory na albumie można sklasyfikować jako pogranicze popu i rocka, z takim jakiś niezależnym posmakiem, który ma większość zespołów z nurtu indie. Mi osobiście ten klimat bardzo się spodobał i stanowi dobrą przeciwwagę dla rozwrzeszczanego Team H.

[Promująca album piosenka 영원한 여름]

Pozostając w klimatach rocko-popowych z udziałem OST z Shut Up! Flower Boy Band. O samym serialu napiszę zapewne innym razem, teraz jednak chciałabym pochylić się nad ścieżką dźwiękową z tej dramy. Lee Min Ki śpiewa tam jedną piosenkę: Not in Love, która ma zdecydowanie większy rockowy pazur, niż te, które zaprezentował na swoim solowym krążku, ale tak po prawdzie, to nie Min Ki jest gwiazdą tego soundtracku. To zaszczytne miano, w moim przekonaniu, zasłużenie przypadło Sung Joonowi, który brawurowo wykonał dwie przewodnie piosenki serialu무단횡단 (Jaywalking) i Wake up. Zwłaszcza ta ostatnia jest niesamowicie chwytliwa i prześladowała mnie długo poza kończeniu oglądania serialu. Sung Joon ma ciekawą, nielandrynkową barwę głosu, która świetnie komponuje się z takimi właśnie rockowymi, niewymuszonymi piosenkami. Ciekawa jestem, jak dalej potoczy się jego kariera, bo zarówno śpiew, jak i jego gra aktorska sprawiają, że mam ochotę na więcej!


Na koniec coś, co znane jest pewnie większości, ale jakoś głupio nie wspomnieć. Lee Jun Ki w 2009 roku wydał swój solowy (mini?) album J Style, udowadniając, że nie tylko świetnie prezentuje się na ekranie, ale śpiewa równie dobrze. Nie będę się sprzeczać, że Jun Ki ma głos naprawdę miły dla ucha i powinien jak najczęściej robić z niego użytek, jednak cała płyta aż tak bardzo nie przypadła mi do serca. Podoba mi się oczywiście promująca album piosenka J Style (z różnych względów, więcej tutaj), bardzo ładna jest ballada한마디만, ale mam niestety wrażenie, że cała reszta, to taka trochę zapchaj-dziura bez szczególnego potencjału. Rzecz gustu, oczywiście. Dać Jun Kiemu szansę oczywiście warto!


By godnie zakończyć zestawienie, nie wypada nie wspomnieć o moim najulubieńszym z ulubionych, czyli Kang Ji Hwanie. Niedawno poświęciłam mu więcej uwagi w jednym z postów (tutaj) i uważni czytelnicy doskonale są już zaznajomieni z wszystkimi talentami pana Kanga. Niestety, póki co nie pokusił się o wydanie solowego albumu, ale swoich zdolności wokalnych dowiódł niejednokrotnie w musicalach: The Rocky Horror Show, Grease i Cafe In. Ma też na koncie dwie piosenki do dram: Lie to Me (Lovin Ice Cream) i The Exhibition of Fireworks (그냥 아는 사람). Na moje nieszczęście, pierwsza to radosne pląsy, a druga to ballada, wiec moje muzyczne żądze nie są zbyt usatysfakcjonowane.


Ja widziałabym pana Kanga w jakiejś takiej stylizacji z pazurem. Elektryczne gitary, basik, tempo z przytupem… Może się kiedyś doczekam, kto wie? Jeśli jednak ktoś lubi cukierowo-urocze pieśni z roześmianymi przystojniakami (z Ji Hwanem na czele), polecam serdecznie jedną z wersji reklam Lotte:


I tym oto wesołym akcentem zakończmy dzisiejsze muzyczne poczynania.
Zainteresowanym polecam jeszcze szybki przegląd koreańskich zespołów rockowych.

Więcej na temat w zakładkach:
Muzyka/Idole
Film/Telewizja

sobota, 18 lutego 2012

K-popowa typologia (boys bandy) część II

Jeeeej! Druga część moich pseudo-naukowych, k-popowych wywodów! Cieszycie się? :D

[coś mi się wydaje, że już nawet Daniel nie wierzy w moje czysto naukowe intencje!]

Jeśli ktoś czuje się na siłach sięgnąć do pierwszego podziału, zapraszam tutaj.
Doszłam do wniosku, że i tak nie ma sensu powstrzymywać mojego słowotoku, bo niezupełnie nad nim panuję, mimo najlepszych chęci… A więc co tam, hulaj dusza! Przed Wami drugi (i chyba na razie ostatni) z moich elokwentnych podziałów k-popowych teledysków.

II podział – ze względu na stałe wątki tematyczne; czyli spośród klipów z fabułą (tudzież fabułą szczątkową) wyróżniamy 6 typów:

1. wszyscy kochamy tę samą dziewczynęopis: i co z tego, że są tłumy, które lecą na nas jak muchy na lep, cała piątka (albo i więcej chłopa), biega za tą samą dziewczynką, która to zwykle pozbawiona jest ludzkiej mimiki
przykłady: SHINee „Replay”, „Juliette”, B1A4 „Beautiful Target”, ZE:A „Watch out” (masakra, ale żeby nie było, że mało urozmaicone przykłady), Boyfriend „Boyfriend”, Super Junior "No Other"

[no w sumie, idea aż tak głupia nie jest... Boyfriend i ich noona]

Czy tylko mi się wydaje, że w większości teledysków występujące weń panienki mają… lekko mówiąc… ograniczoną ekspresję twarzy? W sumie ten fakt nie dotyczy tylko gatunku klipów „wszyscy kochamy tę samą dziewczynę”. To dość powszechne zjawisko. Pod warunkiem, że nie jest to jakaś znana i powszechnie szanowana aktorka jak, np. Park Si Yeon w klipie „No more perfume on you” (Teen Top) (odpuśćmy sobie już dyskusje na temat tego „dzieła”, moje zdanie można przeczytać tutaj), czy Park Min Young w „Haru Haru” (Big Bang). Inne panienki natomiast… No… Hmm… Niech poniższe zdjęcia posłużą za cały mój komentarz.

[B1A4 "Beautiful target"
(ograniczoną mimikę da się tu jeszcze zrozumieć, bo panienka to wynik chemicznego eksperymentu)
1. pierwsza randka (jak dla mnie wygląda na mocno znudzoną)
2. zaskoczona (ale nie traci fasonu)
3. zaskoczona
4. o mój Boziu, sama nie wiem co ze sobą zrobić]

[Teen Top "Crazy"
(tej panienki, niestety, nic już nie tłumaczy)
1. rozczarowana
2. zadowolona z połączenia z miłością swego życia
3. zamyślona/melancholijna
4. zaskoczona]

[SHINee "Replay"
1. pogodna mina na co dzień
2. to się nazywa "chamsko kogoś ignorować"
3. zaskoczona/zauroczona/wzruszona
4. zaskoczona]

[FT Island "Severely"
(niekwestionowana zwyciężczyni konkursu na martwą twarz)
1. oburzona
2. zszokowana
3. zauroczona
4. wkurzona
5. roześmiana
6. zaskoczona
7. przerażona
8. zrozpaczona
9. dalej w rozpaczy]

A co do samego wątku. Zastanawiam się, czy fakt „kochania się” wszystkich członków zespołu w jednej dziewczynie jest związany z:
a) ograniczonym budżetem klipu i możliwością wysupłania tylko jednej gaży dla aktorki/modelki, która w teledysku wystąpi
b) faktem, że chłopaki spędzają ze sobą zbyt dużo czasu i tak są mocno zaprzyjaźnione, że chcą się dzielić wszystkim, naprawdę wszystkim
c) reżyserzy takich klipów sądzą, że marzeniem każdej dziewczyny jest, by biegała za nią gromadka flower boysów, dlatego też podążają tym tropem
Cokolwiek nimi powoduje – czas przestać.

  1. ona zdradza go (najlepiej z którymś z członków zespołu)
    opis: piękna dziewczyna ma na własność któreś z ucieleśnień skośnookich fantazji połowy społeczeństwa i mimo to, zdradza go z jakimś innym gościem (zaskakująco często jest to kumpel z tego samego zespołu). Powoduje to niezmiennie łzy, cierpienie i obsesyjne obserwowanie podłogi przez nasze ucieleśnienie skośnookich fantazji. Czasem zaś niewierną panienkę spotyka zasłużony los… Sesese…

    przykłady: JYJ „Get out”, MBLAQ „Y”, „It’s war”, Big Bang „Beautiful Hangover”, „My Heaven”, U-Kiss „Shut up”, Taegoon „Call me”, Taeyang "Only Look at Me"
Ilekroć widzę klip tego typu, moje myśli niezmiennie formułują się w zawołanie: „Że kur**(cze), co?!” No bo jakim cudem w realnym życiu jakakolwiek kobieta ośmieliłaby się uprawiać skoki w bok, gdyby miała pod ręką takiego faceta jak Jun z MBLAQ, czy JaeJoong z JYJ, nie mówiąc już o tym biedaku G-Dragonie, którego w co drugim teledysku, albo zdradzają, albo opuszczają (mrą te dziewczyny na potęgę! Trzeba uważać, kto to wie, co w powietrzu lata!), w każdym razie nie ma chłop szczęścia do kobiet. Kto wymyśla takie fantastyczne historie? Po co? Czemu mają one służyć? Nawet nie mam siły tego komentować. Przejdźmy więc dalej.

[żeby tak Yoochunowi na oczach?! Z resztą w "Get Out" JYJ nie tylko on został zdradzony. Tyle dobrego, że panowie puścili niewierne połowice kantem... Wybaczcie moje bazgroły. Mam tylko touchpad do dyspozycji.]

  1. ona umiera
    opis: a było tak różowo. Ona kochała go, on ją. Żyli sobie razem szczęśliwie, jedząc sobie z dzióbków, aż tu nagle trach! Dziewczyna jest chora na raka, ginie w wypadku drogowym/lotniczym, albo trafia ją jeszcze inny szlag. I jak wyżej, powoduje to niezmiennie łzy, cierpienie i obsesyjne obserwowanie podłogi przez nasze ucieleśnienia skośnookich fantazji. A tutaj już na słodką zemstę liczyć nie można. Bu.
    przykłady: Big Bang „Haru Haru”, „Tell me goodbye” (ktoś tam na pewno umarł. Ino nie wiem kto), Teen Top „Clap” (domniemuję, że laska zginęła w katastrofie lotniczej), Taeyang „I’ll be there” (tam fikają, albo już są fiknięci), 2AM „You wouldn’t anwser my calls” (również domniemuję, ża kobieta została zamordowana), U-Kiss „0330” (w wywiadzie chłopcy sami przyznali, że dziewczyna umarła!), G-Dragon „She's gone”
Bezsprzecznie, drogie dziewczęta, trzeba zatroszczyć się o swoje zdrowie (tudzież unikać ciemnych zaułków i już definitywnie wybić sobie z głowy skoki w bok, gdy chodzi się ucieleśnieniem marzeń wszelakich), bo śmiertelność koreańskich dziewczyn jest zastraszająca. Ciężko orzec, czy to tylko azjatycki trend, czy ogólnoświatowe morowe powietrze, w każdym razie odrobina uwagi poświęcona własnemu stanowi zdrowia, na pewno nam nie zaszkodzi. Uznajmy to za taki prospołeczny element koreańskiej pop-kultury.

[nie chcesz skończyć jak Park Min Young? Big Bang przestrzega - regularne badania kontrolne uchronią Cię przed nieszczęściem! ("Haru Haru")]

Jak wiemy, Azjaci lubią sobie pochlipać przed telewizorem, wiec i teledyski bywają łzo-wyciskające. A jak najłatwiej wycisnąć łzy z oczu i do tego jeszcze pozostawić fankę z błogim uczuciem w sercu, że może ona będzie w stanie pocieszyć swego bożyszcze? Ukatrupić ukochaną owego bożyszcze! K-pop zna wiele takich smutnych historii. By nie był to jednak kolejny tendencyjny chusteczko-zużywacz, producenci tego typu klipów maksymalnie komplikują fabułę, nie tłumaczą nic, pokazują tylko naprzemiennie wesołe sceny ze scenami płaczu/miejsca zbrodni/wypadku/szpitala i pozostawiają resztę domysłowi. A z tym, szczerze, bywa różnie. Szczególnie, jeśli niezbyt rozumie się koreański… Dlatego w przypisach do przykładów pojawiły się pewne uwagi. No, ale generalnie, trupy są, a to się w tym typie liczy!

Nim przejdę dalej, chciałabym się pochylić na jednym teledyskiem.

G-Dragon „She’s gone”

Wooow! Kocham ten klip! Szaleństwo w oczach na pewno GD pasuje i scenę, gdy sobie tak spokojnie idzie, uśmiechając się demonicznie, podczas gdy jego ofiara ucieka przed nim w panice, mogłabym oglądać bez końca. Ale to akurat nie jest powód, dla którego ten teledysk znalazł się na tapecie w tej kategorii. Jak już mówiłam, oglądając różne teledyski Big Bang (w tym zespole występuje GD, gdyby był ktoś, kto tego nie wie), można dość do wniosku, że biedny GD nie ma zbyt wiele szczęścia w miłości. Jeśli kolejna dziewczyna go nie zdradzi, to na pewno umrze. Wygląda więc na to, że cierpliwość chłopaka w stosunku do płci pięknej się wyczerpała i postanowił odreagować wszystkie swoje frustracje. No cóż, bądź co bądź, mamy trupa w teledysku. Błahahaha!

  1. on umiera ratując ją
    opis: jeśli on umiera, to musi to być uczynione heroicznie. Nie tam, jakaś głupia choroba, czy bezsensowny wypadek. Jak już ginąć, to z przytupem. Ratując wybrankę swojego serca, dając rozjechać się pijanemu kierowcy tudzież, pozwalając się dziurawić jak ser szwajcarski. A jak! A tak na marginesie, czy tylko mi się wydaje, że „In Heaven” JYJ i „Severely” FT Island, to dokładnie ta sama historia, tylko aktorzy inni?
    przykłady: JYJ „In Heaven”, FT Island „Severely”, Bang Yong Gook „I Remember”
Niektórzy mordują wybranki swojego serca (by nie wskazywać palcem, kto to taki brutal, sami zajrzyjcie do kategorii wyżej). Inni z kolei heroicznie rzucają się pod nadjeżdżający samochód, mimo iż dziewczyna jest już dobry metr poza strefą zagrożenia. Ach, czego się nie robi w imię miłości. Ale poważnie, tego nie da się przeoczyć, oglądając „Severely” FT Island. Czy scenarzysta spał, kiedy kręcili tę scenę?! Czemu, no czemu on się rzuca pod te koła, kiedy dziewczątko już dawno przeszło na drugą stronę ulicy? Najwyraźniej do końca świata pozostanie to tajemnicą FT Island…

[po co skakać na samochód, kiedy dziewczyna jest dobry metr za linią zagrożenia? Zgaduję, że nie spytamy już o to Lee Hong Ki]

  1. potańcówa w klubie
    opis: klub, dużo ludzi, kieliszki, alkohol, dzikie pląsy – jednym słowy – impreza
    przykłady: GD&TOP „High High”, 2PM „Hands up”, Big Bang „Number 1”, TOUCH „Rockin’ the Club”, DBSK „Choosy Lover”
Co tu dużo komentować? Są chłopaki, jest impreza. Moim zdaniem, najfajniejsza jest u GD&TOP. Nawet ochronę mają tak uroczą, że nie można ich nie pokochać. Widzieliście te martwe twarze, gdy powstrzymują tłum, by nie zgnietli chłopaków? Jeśli nie, to przewińcie na 1:24 i obserwujcie uważnie :)

  1. Pif-paf! Czyli dziewczyny kochają facetów ze spluwą (wątek sensacyjny)
    opis: jest skośnookie ciacho, skośnookie ciacho trzyma w ręce spluwę, ale zazwyczaj i tak preferuje przywalić komuś z pięści, tudzież strzela do kaczek (znaczy się, w powietrze). Krew chlusta, trup ściele się gęsto. Jednym słowy – ekszyn!
    przykłady: DBSK „Before You Go”, Bang Yong Gook „I Remember”, Taegoon „Call me”, MBLAQ „Y”, „It's war”

    [nie zadzieraj z DBSK! Stare, dobre czasy, gdy chłopcy byli jeszcze w komplecie... ehhh...]
Jak by nie patrzeć, coś w tym jest. Przystojni skośnoocy, spluwa, akcja i sensacja, dreszczyk emocji. Męskość w czystej postaci. Mrauki. Może i fabuła zwykle nie jest powalająca i lepiej nie zagłębiać się w szczegóły (bo wtedy zazwyczaj nie trudno dopatrzyć się pewnych niedoróbek i całkiem poważnych braków w logice), ale co tam. Kto by się koncentrował na czymś innym, niż na umięśnionych rękach, dzierżących niebezpieczne narzędzia. Bezsprzecznie Wasze życie nie będzie pełne bez zobaczenia choćby raz „Before You Go” w wykonaniu DBSK. Kto by pomyślał, że niepozorny Changminek jest w stanie tak komuś przylać z półobrotu. A Yuhno… Och, co ja będę tyle gadać. Obejrzyjcie sami:

No to byłoby na tyle moich mądrych typologii i analiz. Rzecz jasna temat nie został wyczerpany. Zarysowałam w nim tylko najbardziej oczywiste i popularne trendy! Ale jak każdy (samozwańczy) naukowiec, otwarta jestem na konstruktywną krytykę i polemikę. Jakieś pomysły na wątki, które powinny były zostać zawarte?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...