Zdaję sobie sprawę, że w świetle tego, co napisałam już
na łamach bloga, powyższy tytuł może brzmieć przewrotnie. Szczególnie w
odniesieniu do postu o bladych twarzach czy sposobie kreacji girls bandów. Co
więcej, nie zamierzam ani wycofywać się z wcześniejszych stwierdzeń, ani napisać,
że tytuł to kolejny osobliwy żarcik w moim wykonaniu. Jest pole, na którym
zdanie o walce ze stereotypami jest w 100% prawdziwe.
Zostawmy kwestię szczerości przybranych przez chłopców ról. Nie da się zaprzeczyć, że prezentują w skali mini wielorakość ludzkich charakterów i pokazują niedowiarkom, że Azjaci, tak samo jak wszyscy inni homo sapiens na ziemi, są różni. Jedni są zamknięci w sobie, inni lgną do ludzi jak muchy do lepu. Jedni są utalentowani matematycznie, a inni to artystyczne dusze. Nic odkrywczego, a jednak kilka amerykańskich serwisów poświęconych k-popowi zamieściło na swoich stronach podobne artykuły.
Boys Bandy wcale nie są lepsze i mimo całej mojej miłości do
Big Bang, nie są oni bardzo oryginalni w kwestii kreowania zespołu. A może to
inni wzorują się na nich? Kto wie. Tak jak wypunktowałam w skrócie cechy
członków Big Bang, pod wyżej wymienione kryteria można odpowiednio podstawić,
np. chłopców z SHINee. Odpowiednikiem
T.O.P. jest Minho, GD (w modowym
aspekcie) → Key, Daesung → Onew, Taeyang → Jonghyun i Seungri → Taemin.
Idąc tym tropem, można by również pokusić się o wpasowanie w te ramy innych
zespołów jak B2ST, czy dawne DBSK…
[oto, co ukazuje się oczom, gdy w google images wpisze się "asian"
P.S. Jest nadzieja! Polski internet zdecydowanie bardziej zna się na rzeczy! :D]
P.S. Jest nadzieja! Polski internet zdecydowanie bardziej zna się na rzeczy! :D]
W Polce problem stereotypów na temat mieszkańców Azji nie
jest zbyt nasilony ze względu na stosunkową homogeniczność naszego narodu i już
na pewno bardziej niż ograniczony kontakt z „żywymi” Azjatami. Czasem gdzieś
przewinie się jakiś Wietnamczyk, z rzadka Chińczyk ale już spotkanie Japończyk
czy Koreańczyka to prawdziwy wyczyn. W naszej kulturowej świadomości
stereotypowy Azjata gdzieś tam sobie egzystuje, ale nie poświęcamy mu zbyt
wiele uwagi. Owszem, przebijają się przez kłęby podświadomości szczątkowe informacje
o rzekomym spokojnym/uległym usposobieniu, zdolnościach matematycznych i
niezbyt imponującym wzroście. Ci bardziej światli obywatele przytoczą nawet
imię Konfucjusza, a co bardziej pragmatyczni: Toyoty i Samsunga. No, to by było
na tyle.
W Stanach, w Australii czy w każdym innym miejscu, gdzie
Azjatów jest na pęczki, sprawa wygląda już inaczej. Tak jak my na bezdechu
możemy wymienić całą litanię ludowych mądrości a propos Niemców, tak samo
Amerykanie poinformują nas, że Azjata to:
- kujon,
- introwertyk,
- geniusz matematyczny,
- brzydal,
- ledwo odrośnięty od ziemi knypek, o masie mięśniowej zbliżonej do tej, jaką może pochwalić się ameba (w przypadku dziewczyn: kształty bardzo dosłownie przypominające deskę, z obu stron),
- doskonały materiał na trybik w jakiejś korporacji, gdzie będzie mógł sobie dzióbać godzinami swoje cyferki,
- chłopacy to chodząca porażka w dziedzinie podrywu (tak swoją drogą są też jeszcze inne stereotypy dotyczące azjatyckich mężczyzn, których nie przytoczę ze względu na dobro młodocianej publiczności, a które zostawiam Waszej wyobraźni),
- dziewczęta z kolei to uległe, ciche i płochliwe łanie, seksualna fantazja sporej części męskiej populacji,
- generalnie sierota, dobry materiał na chłopca/dziewczynkę do bicia.
Tak sobie czytałam owe „mądrości narodów” a przed oczyma
galopowały mi te wszystkie Mihonki (Lee
Min Ho, dla niewtajemniczonych), Gongi
Yoo (a propos, widział ktoś już
pierwszy odcinek „Big”? OMO! @_@), JaeJoongi, Lee Joony i inne Kang Ji
Hwany. Pewnie powinnam była w tym momencie dojść do jakichś odkrywczych
wniosków, ale niestety. Nie doszłam. Jakkolwiek to brzmi. Ale co sobie
popatrzyłam, to moje! :D
Ekhm… Wracając. Przebłysk, by napisać ten post pojawił się w
mojej głowie po obejrzeniu filmiku Kevina Wu, Amerykanina chińsko-tajwańskiego pochodzenia. Kevin nie może przeboleć,
że bohater jego dzieciństwa, Goku z
anime Dragon Ball, w hollywoodzkiej ekranizacji
przybrał postać Justina Chatwina, białego gościa, który nawet
moim niezaznajomionym z tym kultowym dziełem okiem, niezbyt przypomina głównego
bohatera… Jaki cel przyświecał twórcom filmu, obsadzając w roli Goku białego
chłopaka a nie Azjatę? Konkluzja Kevina jest prosta: po prostu Azjaci nie są
wystarczająco cool. Przeanalizujcie w
myślach wszystkie amerykańskie filmy, jakie widzieliście i pomyślcie o
grających w nich Azjatach. (Niemal) zawsze są to:
a)
łaaaa-szast-prast-ninja
b)
kujony i inne siermięgi
[Justin Chatwin jako Goku w filmie "Dragon Ball Evolution"]
Jeden z odcinków „Kids
React” (coś à la nasze „Dzieci wiedzą
lepiej”) poświęcony jest reakcjom dzieci na k-popowe klipy i śmiem
twierdzić, że ich szczere wypowiedzi doskonale podsumowują amerykański sposób
patrzenia na sprawę:
Ale świat, czy chce czy nie, zmuszony jest coraz
intensywniej rewidować swoje poglądy i coraz częściej pojawiają się ku temu
sposobności. Całkiem niedawno wstrząsem dla Amerykanów stała się postać
koszykarza Jeremiego Lina, który
mimo iż jest Azjatą (konkretniej, jego rodzice przybyli z Tajwanu), mierzy 191
cm wzrostu (to w przyrodzie takie rzeczy bywają?! Olaboga!) i dostał się do
NBA, jako jeden z bardzo nielicznych Azjatów w historii tej organizacji. Światopogląd
naszych zaoceanicznych braci uległ rozchwianiu, gdyż nie wyobrażali sobie, by
któryś z tych pokurczy-Azjatów mógłby dostać się do NBA! Zdarzało im się może
widywać jakieś małe skośnookie ludki przy stole do ping-ponga, ale koszykówka?!
Olaboga! Najwyraźniej umknął im ten szczegół, że swojego czasu najwyższym
człowiekiem na świecie był Chińczyk (obecnie zdetronizował go Turek, mierzący,
bagatela, 251 cm)…
[Bao Xishun – szczęśliwy mąż i ojciec, mierzący 236 cm]
Koreańska pop-kultura, poniekąd nieświadomie, również
przyłączył się do tej nierównej walki ze stereotypami. Już sam fakt istnienia
takich postaci, jak Won Bin, czy Siwon z Super Junior, co nie co powinien dać do myślenia. Dziewczęta z 2NE1 również pokazują, że azjatyckie
kobiety nie zawsze są synonimem niewinności i uległości. Oglądając co drugi ich
teledysk mam wrażenie, że lepiej ich nie irytować.
Nie można zapomnieć również o całej armii programów typu
variety-show, które pokazują idoli takimi, jacy naprawdę są (no, przynajmniej w
teorii). Obejrzawszy zaledwie jeden odcinek losowego programu można zauważyć kolejną
zaskakującą rzecz: nie wszyscy Azjaci są tacy sami! Wow… Dla przykładu wykorzystajmy
chłopców z Big Bang (ach, ten język
polski i jego wieloznaczność! ^^). Owszem, mamy cichego i opanowanego T.O.P., ale przy tym posiadającego jakiś
taki tajemniczy magnetyzm i nieodparty mroczy urok. Dla kontrastu, Daesung to sama radość na dwóch nogach,
wiecznie uśmiechnięta postać, robiąca sobie żarty z siebie samego i wszystkiego
wokół. Dalej drobniutki lider G-Dragon.
Owszem – geniusz, ale bynajmniej nie matematyczny. Taeyang z kolei to pogodny facet, którego nie bez przyczyny
częściej można spotkać bez koszulki, niż w. I na koniec najmłodsza latorośl
zespołu: Seungri, przepojony aegyo pogromca niewieścich serc
(zwłaszcza tych posuniętych już nieco w latach).
Zostawmy kwestię szczerości przybranych przez chłopców ról. Nie da się zaprzeczyć, że prezentują w skali mini wielorakość ludzkich charakterów i pokazują niedowiarkom, że Azjaci, tak samo jak wszyscy inni homo sapiens na ziemi, są różni. Jedni są zamknięci w sobie, inni lgną do ludzi jak muchy do lepu. Jedni są utalentowani matematycznie, a inni to artystyczne dusze. Nic odkrywczego, a jednak kilka amerykańskich serwisów poświęconych k-popowi zamieściło na swoich stronach podobne artykuły.
Inna sprawa, że wystarczy nieco głębsze zanurzenie w świecie
k-popu, by uświadomić sobie, jak bardzo jest on schematyczny. Zdarzają się
postaci, które przeczą wszystkim konwenansom (na myśl od razu przychodzi mi GD), ale jest to zjawisko tak częste,
jak trzęsienia ziemi w Polsce. Mimo iż jest całkiem sporo piosenek wykonywanych
przez girls bandy, które lubię, to szczerze mówiąc, z punktu widzenia osoby,
która nie jest obezwładniona na wstępie walorami urody dziewcząt (nie, żeby
były brzydkie! Broń Boże! Po prostu, że się tak wyrażę, chemia nie ta :>),
ciężko mi jest zauważyć różnice pomiędzy jednym zespołem a drugim. Cała armia
pięknych, długonogich dziewcząt, które na przemian są słodkie jak cukierek i
seksowne jak marzenie i tylko zmieniająca się ilość wykonawców każe mi się
zreflektować, że to chyba już inny zespół. Tak, wiem. Co nie co
przekoloryzowałam. Na szczęście jest 2NE1,
które ratują kobiecy honor i SPICA, które
zaczęły w całkiem przyzwoitym stylu.
[SPICA]
Cóż, najwyraźniej taka konwencja jest najbardziej efektywna,
dlatego jest kultywowana. Nie śledzę aż tak bardzo poczynań nowych zespołów,
jak np. B.A.P. czy EXO, więc ciężko mi się wypowiadać, czy
i tutaj schematy są zachowane, śmiem przypuszczać, że tak. Pewnie wypadałoby
pomarudzić, że dobrze by było rozszerzyć gamę tych k-popowych archetypów (o
których np. można poczytać na How-gee),
ale szczerze… Niewiele mnie to obchodzi, bo niemal w ogóle nie oglądam
variety-shows, a w k-popie koncentruję się na muzyce i aktorskich dokonaniach. Moim
jedynym życzeniem byłoby to, by k-popowi artyści mieli możliwość swobodnego
wyrażania siebie. W jakiejkolwiek formie. A do tego jeszcze długa droga.
Więcej na temat:
Muzyka/Idole
Więcej na temat:
Muzyka/Idole


























