Drodzy chłopcy z Super Junior. W tym miejscu chciałam Was
serdecznie przeprosić za wszystkie moje nieprzystojne żarty pod Waszym adresem.
Cofam uszczypliwe komentarze odnośnie liczebności Waszej grupy i te o
przeroście formy nad treścią. Podobne uwagi wypływały z mojej niewiedzy i
nieznajomości tematu. Biję się w piersi <trzask, trzask> i obiecuję
poprawę.
Patrząc na dziewczęta z AKB48, sformułowanie „przemysł muzyczny” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Konceptem, który przyświecał założycielowi i producentowi zespołu, Yasushiemu Akimoto, było stworzenie grupy „idoli, których możesz spotkać osobiście”. By tego dokonać, jego zespół nie mógł ograniczać się do standardowych 5-6 osób. Jeśli AKB48 miało być dostępne dla mas, musiało mieć też masową ilość występujących w nim członków. Tylko dzięki armii dziewcząt w zespole, można było urzeczywistnić założenia codziennych występów na żywo oraz odpowiednio promować girls band w mediach. W innym wypadku tak napięty terminarz występów i nagrań wysłałby do grobu z przepracowania standardowy zespół w przeciągu miesiąca. A zamysł jest ambitny. Dziewczyny występują codziennie we własnym teatrze, właśnie po to, by każdy z fanów mógł bez problemu dostać bilet na ich koncert w przystępnej cenie. Obecnie popularność grupy jest tak duża, że bilety muszą być przyznawane na zasadzie losowania, bo mimo codziennych występów i tak ciągle brak jest miejsc dla wszystkich chętnych. Dodatkowo regularnie organizowane są wydarzenia typu: „uściśnij rękę dziewczyn z AKB48”, podczas których panienki stoją w rządku i grzecznie kłaniają się i ściskają dłonie swoich fanów.
Czy dobrze się czuję? Jak najbardziej! Po prostu całkiem
niedawno dowiedziałam się o egzystencji japońskiego girls bandu, który liczy sobie,
bagatela, 64 członkinie…
Tia… Pewnie tym stwierdzeniem pozwoliłam właśnie, by moja
ignorancja w temacie zobaczyła światło dzienne, bo od kilku lat zespół AKB48*
jest niesamowicie popularny w kraju kwitnącej wiśni. Ponad 10 milionów
sprzedanych płyt, 200 milionów dolarów rocznego zysku ze sprzedaży krążków
tylko w Japonii, czołowe miejsca na listach przebojów… Popularność zespołu jest
tak duża, że grupa urosła do rangi społecznego fenomenu i jest całkiem sporo
różnego typu badań, analizujących przyczyny jej sukcesu. Na swoją obronę mam
tylko tyle, że to wszystko wina koreańskich chłopców! To oni robią, co mogą, by
moja uwaga ani na moment nie rozpraszała się na inne kraje. Nieładnie,
chłopaki… Doprawdy…
Patrząc na dziewczęta z AKB48, sformułowanie „przemysł muzyczny” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Konceptem, który przyświecał założycielowi i producentowi zespołu, Yasushiemu Akimoto, było stworzenie grupy „idoli, których możesz spotkać osobiście”. By tego dokonać, jego zespół nie mógł ograniczać się do standardowych 5-6 osób. Jeśli AKB48 miało być dostępne dla mas, musiało mieć też masową ilość występujących w nim członków. Tylko dzięki armii dziewcząt w zespole, można było urzeczywistnić założenia codziennych występów na żywo oraz odpowiednio promować girls band w mediach. W innym wypadku tak napięty terminarz występów i nagrań wysłałby do grobu z przepracowania standardowy zespół w przeciągu miesiąca. A zamysł jest ambitny. Dziewczyny występują codziennie we własnym teatrze, właśnie po to, by każdy z fanów mógł bez problemu dostać bilet na ich koncert w przystępnej cenie. Obecnie popularność grupy jest tak duża, że bilety muszą być przyznawane na zasadzie losowania, bo mimo codziennych występów i tak ciągle brak jest miejsc dla wszystkich chętnych. Dodatkowo regularnie organizowane są wydarzenia typu: „uściśnij rękę dziewczyn z AKB48”, podczas których panienki stoją w rządku i grzecznie kłaniają się i ściskają dłonie swoich fanów.
[pan Akimoto z kilkoma swoimi podopiecznymi.
Ciekawe czy choć on jest w stanie wymienić imiona wszystkich dziewczyn w zespole... :>]
Ciekawe czy choć on jest w stanie wymienić imiona wszystkich dziewczyn w zespole... :>]
Co więcej, zespół podzielony jest obecnie na 4 podgrupy
(Grupy: A, K, B i 4, które liczą sobie po 16 dziewcząt każda), sprawiając, że
zespół może występować w czterech różnych miejscach jednocześnie.
Ilość reklam z udziałem dziewcząt z AKB48 jest zatrważająca.
Np. 28. lutego bieżącego roku wyemitowano w Japonii w różnych stacjach
telewizyjnych 90 różnych reklam, z udziałem dziewcząt z tej grupy. Jednym
słowy, gdzie nie spojrzysz, AKB48! Pewnie jak się wchodzi do japońskiej toalety
i otwiera się przed nami klapa (ach, te szpanerskie japońskie kibelki!), to
wyskakuje z muszli któraś z dziewczyn.
Ale to nie koniec geniuszu Yasushiego Akimoto! Rola fanów AKB48
nie sprowadza się jedynie do chodzących portfeli, które powinny otwierać się za
każdym razem, gdy grupa wypuści na rynek nowy singiel, czy daje koncert w ich
mieście. Regularnie odbywają się wybory (nazywane „senbatsu”, czyli wyborami generalnymi), podczas których to fani
decydują, które dziewczęta wezmą udział w nagrywaniu następnego singla grupy. By
wziąć losy zespołu w swoje ręce wystarczy kupić ostatni singiel, w którym
znajduje się specjalny kupon, który umożliwia zarejestrowanie się w
internetowym systemie i oddanie głosu na swoją ulubienicę. Te dziewczęta, które
dostaną najwięcej głosów, nie tylko dostają prawo nagrania nowej piosenki, ale
także będą najbardziej promowanymi członkiniami zespołu i dostąpią zaszczytu występowania
w środku układu tanecznego. W ostatnim wydarzeniu tego typu wzięło udział
niemal 1,4 miliona fanów.
Wybory te zdają się wzbudzać więcej emocji, niż prawdziwe,
polityczne. Szczególnie „gorącym” okresem jest ostatni tydzień głosowania oraz
oczywiście ogłoszenie wyników. Dziewczęta dają z tej okazji specjalne występy,
a zwyciężczynie głosowania niezmiennie zalewają się łzami i obiecują pracować
ciężko, by spełnić pokładane w nich nadzieje.
Przy takiej ilości rywalek, konkurencja wewnątrz grupy oraz
panujący w niej zamordyzm muszą być na niezłym poziomie. Zwłaszcza, że same
członkinie zespołu otwarcie przyznają, że „nie
mają szczególnego talentu”, ale klną się, że dadzą z siebie wszystko, by
osiągnąć perfekcję i stać się topowymi piosenkarkami, aktorkami, tancerkami, a
w ogóle to najlepiej po ukończeniu przygody z zespołem, rozpocząć solową
karierę. Członkiniami grupy mogą być tylko dziewczęta w przedziale 14-26 lat,
potem doznają automatycznej „promocji” z grupy (czyli są z niej wywalane na
zbity łep). Jakoś żadnej „absolwentce” AKB58 dotychczas nie udało się zabłysnąć
na japońskim rynku.
Przy takiej taśmowej produkcji idolek, nie ma co oczekiwać,
że poziom tworzonego przez nich przedstawienia jest wysoki. Kryteria doboru nowych
dziewcząt też nie są szczególnie wygórowane (przy takim przerobie nie mogą
sobie pozwolić na wyśrubowane oczekiwania, bo im się populacja skończy). Byle
była szczupła, umiała jako tako tańczyć i śpiewać, resztę się doszlifuje. Urody
dziewczęta także nie są wybitnej. Na pewno są słodkie i urocze, ale nie różnią
się wiele od dziewczynek, jakie siedzą w ławkach japońskich szkół.
Ich niedoskonałość, też jest jednym z czynników,
zapewniających dziewczynom popularność. Wszystkie wydają się być takie
zwyczajne, normalne i nie odstraszają od siebie fanów swoim perfekcjonizmem,
jak np. idealnie skrojone koreańskie girls bandy. Jeden z tajwańskich fanów
grupy, Kao Yi-wen, w taki oto sposób podsumował czar AKB48: „Możesz obserwować, jak dorastają. Na
początku może i nie były zbyt dobre, ale z upływem czasu, da się zauważyć ich
rozwój, jak rozbłysły na scenie”. Wielu fanów traktuje dziewczęta jak swoje
młodsze siostry, albo przyjaciółki, a nie odległe, nieosiągalne gwiazdy, o
których tylko można marzyć i do których wzdycha się wieczorową porą,
spoglądając na rozgwieżdżone niebo…
Jak pisałam, taki koncept ma też swoje konsekwencje. Dla
dobra nauki zapoznałam się pobieżnie z twórczością AKB48 i całe szczęście, że Linkin Park niedawno wydali swój nowy
album, bo jak nic dostałabym cukrzycy z nadmiaru słodyczy, jaki wyskakiwał na
mnie z każdego, oglądanego przeze mnie klipu. Do teraz aż zgrzyta mi w zębach…
Jak nic czuję postępującą próchnicę!
[ujęcie z "Heavy Rotation"]
Moje rockowo-metalowe kubki smakowe już dawno złagodniały i
k-pop bardzo służy mojej obecnej diecie, ale AKB48 to już jest krok postawiony
za daleko. Muzycznie „Beginner” da
się jeszcze strawić, ale kolejny wielki hit grupy, „Heavy Rotation”, zakończył się wielkimi problemami natury
gastrycznej. Pomijając tragiczny, cukierkowy bicik i budzące dreszcze
przesłodzone głosiki, sam klip tak naszpikowany jest fan-serwisem, że zaczyna przypominać początkowe sceny japońskich
pornosów (no, przynajmniej zgaduję, że tak powinny te wstępy wyglądać). Mamy
całą armię roznegliżowanych panienek, które widz podgląda przez dziurkę od
klucza, mamy ujęcia ze „zboczonej kamery” i zbliżenia na to, co dziewczęta mają
pod spódniczkami, mamy słodkie buziaczki w ustka, jedzenie ze wspólnej miski
(nie żartuję!) i beztroskie baraszkowanie w łóżku.
Dowody rzeczowe poniżej:
Tego typu scenki rodzajowe nieodłącznie towarzyszą występom
zespołu, co wzbudza słuszne kontrowersje. Daleko mi od hipokryzji gorszenia się
takimi zachowaniami u girls bandów, gdy zupełnie mnie to nie rusza w męskim
wykonaniu, ale gdy każe się 14- i 15-latkom wskakiwać w skąpe kostiumy
kąpielowe i wyzywającą bieliznę, to już przestaje to być w porządku. Teksty
piosenek też bywają mocno dwuznaczne, nie pozostawiając złudzeń, co do
charakteru występów.
Szczególnie wspominany przeze mnie teledysk do „Heavy Rotation” był obiektem sporej
krytyki. Producentka dzieła, znana i uznana fotograf, wytłumaczyła, iż tworząc
to wideo chciała trafić w gusta zarówno męskiej, jak i damskiej widowni.
Wiadomym jej było, że AKB48 ostatnimi czasy zyskiwała coraz większą popularność
wśród dziewcząt, więc miał to być taki ukłon w ich stronę…
["Heavy Rotation" dla odważnych]
Nie wiem jak Wy, kochane czytelniczki, ale wysoko na mojej
liście priorytetów każdej zawieranej znajomości znajduje się zajrzenie pod
spódniczkę mojej nowej koleżanki… No WTF?! I to jeszcze kobieta będzie nam
wpierać, że tego typu klipy są tworzone, żeby zrobić NAM przyjemność?! Całe
życie wydawało mi się, że to lesbijki są w mniejszości seksualnej… Może coś
przegapiłam?
Głośno też było o reklamie cukierków Puccho, która zaczęła być nadawana od 15 marca 2012 r. Dziewczyny z
AKB48, ubrane w szkolne mundurki, podawały sobie owy cukierek ustami.
Teoretycznie trzymały go zębami a ich usta się nie dotykały, jednak nie obyło
się bez homoseksualnych kontrowersji. Potem, żeby nie wyjść na homofobów,
sprostowano, że głównym problemem reklamy jest promowanie „niehigienicznych
zachowań”. Afera była tak duża, że nawet pojawiły się o niej wzmianki w
polskich mediach. Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami i komentarzami
polskich internautów, zapraszam na blog Ajiano eiga.
No ale cóż tam skandale i kontrowersje! Panowie się cieszą,
panie śpiewają, karawana idzie dalej i co więcej, chce podbić cały świat! A
przynajmniej część Azji. Biznesowe talenta pana Akimoto znów dają o sobie znać,
bo obecnie zajmuje się formowaniem zagranicznych „sióstr” zespołu:
indonezyjskiej JKT48 (skrót od
Jakarty), tajwańskiej TPE48 (od
Taipei) i chińskiej SNH48 (od
Szanghaju). Ja na razie indonezyjski klon radzi sobie całkiem nieźle. Oby tylko
panu Akimoto nie przyszło do głowy zapuszczać macek dalej!
Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Więcej na temat:
* nazwa
zespołu to skrót od nazwy dzielnicy Akihabara (w skrócie Akiba), gdzie mieści
się teatr grupy. Początkowo liczba dziewczyn w zespole wynosiła dokładnie 48,
stąd cyferki w nazwie.







