Pokazywanie postów oznaczonych etykietą After School. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą After School. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2012

Tu przytniemy, tam podpiłujemy i będzie git!

Czyli o cudownych następstwach diet i przebytych chorób (albo o operacjach plastycznych w Korei, jak kto woli).

[Shin Dong z Super Junior 
to zdjęcie to tylko kawał z okazji pierwszego kwietnia
ale oczęta pociachać sobie już dał :(]

Całkiem niedawno Koreańczycy zapłonęli słusznym gniewem, gdy okazało się, że uroda nowo wybranej Miss Korea 2012, Kim Yu Mi, nie jest dziełem Matki Natury. Po tym, jak zgarnęła tytuł i koronę najpiękniejszej, do internetu wyciekły jej szkolne zdjęcia, na których zbyt podobna do obecnej siebie nie jest… Dziewczyna mężnie przyznała: „nigdy nie twierdziłam, że urodziłam się piękna.”, ale tytułu bynajmniej oddawać nie zamierza. Dodała jeszcze, iż „od teraz, mam nadzieję, stać się sławną ze względu na moje wewnętrzne, a nie zewnętrzne piękno.” Ma dziewczyna poczucie humoru, nie ma co.

[Kim Yu Mi, obecna Miss Korea
dziś i kiedyś]

Rozumiem oburzenie, bo w końcu były to wybory Miss Korei a nie Miss sprawności rąk chirurgów. Trudno jednak zrozumieć nagonkę mediów, która poniekąd się rozpętała po wyznaniu Kim Yu Mi. Zjawisko występowania podwójnych standardów jest, niestety, na półwyspie zjawiskiem dość częstym. Cenzura, która przepuszcza albo zakazuje klipów i piosenek wg tylko sobie wiadomych standardów (tutaj), sposób kreowania girls bandów, a dopuszczalne społecznie normy zachowań (tutaj), cały fan-serwis w męskim wykonaniu, a poziom tolerancji osób o odmiennej orientacji seksualnej (tutaj) i na koniec operacje plastyczne. W kraju, gdzie współczynnik wykonywanych zabiegów w przeliczeniu na ilość mieszkańców jest najwyższy na świecie i gdzie pewnie połowa gwiazd i celebrytów na którymś etapie swojego życia poprawiła sobie to i owo, otwarte przyznanie się do chirurgicznej korekcji urody jest ogromnym tabu.

[ilość wykonanych operacji plastycznych liczona na 1000 mieszkańców
dane z 2010 roku
różnoniebieskie paski pokazują ty operacji. Od lewej:
skóra i włosy; piersi; tłuszczyk; twarz i włosy; reszta ciała]

Im dłużej interesuję się kulturą wschodu, tym bardziej jestem pełna podziwu dla mieszkających tam ludzi. Przyznaję, że mi ciężko byłoby się odnaleźć w gąszczu sprzecznych sygnałów i powinności. Z jednej strony nacisk na to, by być pięknym i bogatym jest obezwładniający. Z każdego zakątka ulicy oraz lodówki wyskakują niemożliwie piękne twarze znanych i lubianych celebrytów, po biurze krążą wycyckane i zadbane panie, których nienaganny styl i drogie dodatki onieśmielają, do tego pokutuje popularne przeświadczenie, że ładni mają w życiu łatwiej i szybciej dostają dobrą pracę, niż ci mniej urodziwi… Nie mówiąc już o tym, że z wątpliwą urodą, nie ma nawet co marzyć o znalezieniu wyśnionego partnera. A przecież piękno jest niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy zaoszczędzić nieco i odwiedzić dzielnicę Gangnam w Seulu, która znana jest jako plastyczne zagłębie Korei (teraz już wiecie, dlaczego najnowsza piosenka Psy „Gangnam Style” jest tak genialna?).

No i tu zaczynają się schody. Być brzydkim zdecydowanie nie wypada. To już ustaliliśmy. Jeśli jednak ktoś podejmie próby wpasowania się w obowiązujące standardy (więcej o koreańskich standardach urody tutaj) za pomocą skalpela i, nie daj Boże, przyzna się do tego otwarcie, i tak zostanie zepchnięty w odmęty tej samej szarej strefy, z które wyszedł. Bo piękno musi być naturalne, albo przynajmniej musi na takie dobrze pozować.

 [są też i tacy, którzy nie wierzą w naturalne pochodzenie boskiej krzywizny nosa Mihonka (Lee Min Ho)]

My, szare żuczki, i tak nie mamy tak źle. Jasne, że presja idealnych ciał i buź, wyskakujących zza każdego zakrętu bywa przytłaczająca, ale pomyślcie o tym, co muszą przeżywać wszyscy ci, którzy znajdują się na medialnym świeczniku. Już słyszę uszami wyobraźni te wszystkie komentarze, że aktorzy i piosenkarze sami się pchali, więc mają co chcieli. Ja jednak pozostanę wierna swoim przekonaniom, że fakt posiadania talentu i podzielenia się nim ze światem, nikogo jeszcze uprawnia, by podnosić takiego delikwenta do boskich kategorii, gdzie ludzkie przywary i słabości nie mają dostępu. To są tacy sami ludzie jak my, może ładniejsi, może zdolniejsi i z parciem na szkło, ale zapewne z takimi samymi (jak nie większymi) kompleksami i problemami.

A trudno nie popaść w kompleksy, gdy non stop przebywa się w towarzystwie zjawiskowo pięknych i uzdolnionych ludzi, a własny manager daje talon na wykonanie operacji plastycznej.

Było już kilka gwiazd w historii koreańskiego przemysłu rozrywkowego, które zakończyły swój żywot, odbierając sobie życie z powodu przepracowania i zbyt dużej presji. To był ogromny szok, gdy w 2010 roku gwiazda jednego z największych międzynarodowych hitów koreańskiej telewizji „Winter Sonaty”, Park Yong Ha, został znaleziony nad ranem w swoim domu, powieszony na kablu. Na ratunek było już niestety za późno.

[Park Yong Ha]

A presja jest ogromna. Nie tylko trzeba śpiewać i tańczyć perfekcyjnie, ale równie perfekcyjnie prezentować się przed kamerami. K-pop jest niestety zupełnie nastawiony na wygląd i często uroda przyszłych członków zespołów jest dużo ważniejszym czynnikiem, niż ich talent wokalny czy aktorski. Ostatnio sporo sensacji wzbudziła wypowiedź rzecznika YG Entertainment odnośnie planowanej, nowej grupy dziewczęcej:

„W skład nowego grils bandu wchodzą tylko te dziewczęta, które nigdy nie poddały się operacjom plastycznym. Ich kontrakt podpisany z Yang Hyun Sukiem  zawiera klauzulę o „braku operacji plastycznych”… Operacje plastyczne mają swoje dobre strony, ale jednocześnie sprawiają, że jest coraz mniej naturalnych piękności w zespołach… Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG.”

[Kim Eun Bi, jedyna znana członkini nowego girls bandu YG,
znana z udziału w programie "Superstar K2"]

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i przeniósł punkt ciężkości z urody, na muzykę. Po głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że nic bardziej mylnego! Skoro dziewczęta mają klauzulę o braku operacji plastycznych w kontrakcie, znaczy to tyle, że będą piękne z natury. Co dalej implikuje, że głównym założeniem przyświecającym przesłuchaniom, było znalezienie urodziwych buź, których nie trzeba by było udoskonalać. Co więcej, stwierdzenie „Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG” nie tylko jest policzkiem dla wszystkich pięknych dziewcząt z koreańskiego show-biznesu, sugerującym, że nie potrafią śpiewać, ale również spycha je do gorszej kategorii „tych poprawionych skalpelem”.

Dlatego większość gwiazd szybciej popełni publiczne harakiri, niż otwarcie przyzna się, że zrobiła sobie operację plastyczną. A bardziej lub mniej uzasadnionych spekulacji jest całe mnóstwo. Chyba nie ma celebryty, którego nie podejrzewano by o poprawienie sobie tego i owego.

Najczęstszymi wymówkami są: utrata wagi, zbawienny wpływ ćwiczeń i zabiegów kosmetycznych. Jessica z SNSD idzie w zaparte, że jej nagła zmiana kształtu szczęki to wyłącznie wynik schudnięcia z przepracowania. Gdy sytuacja jest jednak zbyt oczywista i nie da się dłużej brnąć w zaprzeczania, kolejną taktyką jest przyznanie się do przejścia operacji, która wymuszona była jakaś chorobą albo wypadkiem, a ładniejszy kształt nosa, czy kości policzkowych to tylko miły efekt uboczny. Kim Hyun Joong tłumaczył swoją zamianę nosa na lepszy model tym, że dawno temu dostał w niego kamieniem i chcąc nie chcąc, musiał się biedaczysko pod nóż położyć.

 [Jessica z SNSD i jej podejrzana linia szczęki]

Gdy wszystko inne zawiedzie, ewentualnie można się przyznać do zrobienia sobie operacji, by uzyskać podwójną powiekę. Jest to zdecydowanie najpopularniejszy zabieg w Korei (pewnie też w Azji, ale pewna nie jestem) i czasem mam wrażenie, że traktowany jest jak wypad w kapciach do warzywniaka na zakupy. Zaskakujące jest jednak, jak wiele taka z pozoru niewielka zmiana jest w stanie namieszać na czyjejś twarzy! Patrząc na zdjęcia Shin Donga z Super Junior albo Uee z After School, rzeczywiście, trudno nawet zauważyć różnicę. Ale to co zaszło z buziami Goo Hary z KARY i Kyu Hyuna (też SuJu), to już jest po prostu magia…

 [Goo Hara z KARA]

 [Kyu Hyun z Super Junior]

Są jednak postaci heroiczne i godne podziwu. Zdecydowanie najjaskrawszym przykładem jest Kwang Hee z ZE:A. Chłopak sam z siebie przytaszczył do studio podczas kręcenia variety show „Strong Heart” swój wielki portret sprzed kilku lat i bez żenady wyznał, że przeszedł tyle operacji plastycznych, że do 20-tego roku życia nie mógł pić alkoholu, bo ciągle był albo rekonwalescentem, albo przygotowywał się do kolejnego zabiegu. Nie da się ukryć, że przemiana… robi wrażenie.

  [Kwang Hee z ZE:A]

Trzech panów z legendarnego Shinhwa: Shin Hye Sung, Jun Jin, i Kim Dong Wan przyznało się po latach, że też mają kilka rzeczy poprawionych na swoich buziach. Ich fanklub jest już jednak tak mocno zakorzeniony, że podobne rewelacje nie mogą im już zaszkodzić. Choć bez wątpienia oddziałują na opinię publiczną. No bo skoro wystarczy sobie tu coś rozciąć, tu podpiłować i wyglądać jak gwiazda ekranu, dlaczego by nie podjąć tego wyzwania!?

Korea wyrasta obecnie na mekkę chirurgii plastycznej i znęceni widmem pięknolicych idoli mieszkańcy wschodniej Azji (choć nie tylko! Kliniki chirurgii plastycznej goszczą obywateli np. Mongolii czy krajów Arabskich) masowo przyjeżdżają „na wakacje” na półwysep po to, by poprawić sobie to i owo. Nie można również zapomnieć o sporej ilości pacjentów z USA. Mieszkający tam Azjaci wolą przylecieć do Korei, by oddać się w ręce specjalistów, którzy rozumieją specyfikę azjatyckiej urody, niż skorzystać z usług lokalnych klinik. A nóż będzie nas operować chirurg, który dotykał boskich powiek któregoś z koreańskich idoli?!

 [nietknięte powieki Ga In z Brown Eyed Girls]

Zastanawia mnie tylko, do czego to wszystko prowadzi. Czy jeszcze trochę otoczeni będziemy armią idealnie pięknych i zupełnie wyzutych z jakichkolwiek ludzkich cech idoli? Czy wyobraża sobie ktoś Gonga Yoo (vel. Guniaczka) z podwójną powieką?! Albo Ga In z Brown Eyed Girls? To by była jakaś tragedia! Widać, mnie Europejce, łasej na wszystko co inne i azjatyckie, nie dane nigdy będzie pojąć, jak komuś mogą się nie podobać te przepiękne, migdałowe oczy.

 [Guniaczek]

Z wszystkiego, najsmutniejsze jest to, że my sami, fani w ogóle, nakręcamy tę chorą spiralę. Gdyby nie było popytu, nie byłoby i podaży. Skoro publiczność domaga się pięknych buź, to je dostaje. Nie ma co się czarować, show-biznes, jest tylko biznesem i robienie kasy zawsze było priorytetem…

P.S. Nie zapomnijcie wypowiedzieć się w ankiecie na pasku obok →
i na facebookowym fanpage'u, gdzie pytałam o to, jakiej muzyki słuchaliście przed rozpoczęciem przygody z k-popem

Więcej na temat:
Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 7 lipca 2012

Media a obraz kobiecego ciała

To, że koreańskie reklamy i media kreują negatywny obraz kobiecego ciała, wiedziałam od dawna. Ale tego, jak tragiczne ma to skutki w realnym świecie, dowiedziałam się dopiero wczoraj! A stało się to za sprawą tłumaczenia artykułu „Kontrowersje wokół ciała Son Ye Jin. W czym tkwi problem?” na The Grand Narrative. Najwyraźniej James i jego blog mają monopol na wstrząsanie moim światopoglądem (jak tu)…

 [Son Ye Jin] 

Photoshop, presja młodości i idealnego ciała, armie szczuplutkich i pięknych dziewcząt pląsających po ekranie to nie tylko domena azjatyckich mediów. U nas jest dokładnie tak samo. Z każdej strony magazynów dla kobiet wyzierają na nas długonogie piękności o nieskazitelnej cerze i pełnych ustach. Na billboardach uśmiechają się wychudzone modelki a w reklamach nawet matki trójki dzieci wyglądają jak boginie.  

Są jednak sporadyczne, bo sporadyczne, ale budujące odstępstwa od tych utartych schematów. Cała kampania Dove zasługuje na słowa uznania. Jakiś czas temu widziałam też reklamę pewnej firmy bieliźniarskiej, na której ponętnie wyginała się pani w rozmiarze grubo większym, niż standardowe XS. Co prawda nie mnie to oceniać, ale z mojego kobiecego punktu widzenia reklama (oraz sama modelka) wyglądała naprawdę apetycznie…

[plakat kampanii reklamowej Dove]

Oprócz budujących reklam, od Koreańczyków odróżnia nas jeszcze jeden istotny szczegół. Podkreślałam go w poście o standardach urody (tutaj) i mianowicie: każdy z nas ma gusta i guściki. Jasne, że media chciałyby wykreować jedyny i słuszny kanon urody i całkiem sporo ludzi mu ulega (stąd te wszystkie anoreksje, bulimie i inne nieszczęścia), wciąż jednak są panowie, którzy lubią bardziej zaokrąglone kształty. Jedni uwielbiają blondynki, inni szaleją za śniadymi pięknościami, jeszcze inni marzą o niepozornej szarej myszce o wielkim sercu. Do tego coraz więcej jest programów typu „Jak się nie ubierać” albo „Jak dobrze wyglądać nago”, które przekonują, że każda kobieta, niezależnie od wagi, wieku i typu sylwetki, może wyglądać pięknie, jeśli tylko uwierzy w siebie. W Korei zaś, tak ceniony przez nas indywidualizm i prawo do podkreślania własnej niepowtarzalności, nie jest najbardziej pożądaną cechą. 

[o czym marzą mężczyźni, czyli Uee z After School]

W społeczeństwie, które ma tendencje nawet do bycia usmarkanym w jedną stronę, bardzo ciężko oprzeć się presji mediów. My możemy sobie wyniośle machnąć ręką na wszelkie dyktaty i z podniesioną głową manifestować własny indywidualizm. Koreańczycy (a już na pewno Koreanki) na taki luksus nie mogą sobie pozwolić. Podobne postawy niemal zawsze skutkują zyskaniem łatki „asocjalnego dziwaka” a w dalszej perspektywie wykluczeniem z grupy. A dla Koreańczyka nie ma koszmaru straszniejszego, niż znalezienie się poza społecznym nawiasem. Może Wam się wydawać, że przesadzam, ale nie bez powodu współczynnik otyłości wśród kobiet w Korei jest najniższy na świecie, a ilość wykonywanych tam operacji plastycznych najwyższa.

Nim przejdziemy dalej, trzeba zaznaczyć, że niemożność przeciwstawienia się oczekiwaniom grupy nie jest zazwyczaj dla Azjatów niczym niepokojącym, ani uwłaczającym. Wiele wieków historii i rozwoju kulturalno-społecznego zaowocowało w Azji przyjęciem poglądu, że dobro ogółu jest najważniejszą wartością. My z kolei uznaliśmy, że dla nas prawa jednostki są najwyższym dobrem. Nie sposób ocenić, czyj system wartości jest właściwszy lub bliższy ideału. My jesteśmy przywiązani do swoich praw i przywilejów, Azjaci zaś pieczołowicie pielęgnują własne ideały.

Pomna wszystkich tych zmiennych, zawsze staram się być ostrożna w swych ocenach. Są jednak sprawy, które mimo mojej spokojnej natury, wywołują u mnie zgoła niepacyfistyczne reakcje. Tak było właśnie w przypadku lektury wspomnianego na początku artykułu, z którego dowiedziałam się, jak kreowane przez koreańskie media wzorce kobiecej urody wpływają na męskie umysły. I nie ma co tu owijać w bawełnę – owy wpływ jest przerażający!

[Ahn Sun Young i Ahn Moon Sook]

Wszystko zaczęło się od kilku programów w koreańskiej telewizji, które zajęły się tematem sylwetek kobiecego ciała. 23 czerwca w programie „World-Changing Quiz Show” nadawanym przez stację MBC zajęto się tematem (i tu tłumaczę dosłownie) „Czy to prawda, że mężczyźni lubią grube kobiety?”. Komik i show-man Lee Hyeok Jae zaczął wówczas dyskusję słowy: „Masz na myśli, grube jak one?”, wskazując na swoje dwie, obecne w studio, koleżanki: Ahn Sun Young i Ahn Moon Sook, z czego pierwsza przy wzroście 168 cm waży 50 kg, a druga nie podaje co prawda nigdzie swojej wagi, ale na grubą, to zdecydowanie NIE wygląda. Potem kolejny elokwentny pan, komik Ji Sang Ryul, stwierdził, że spośród gwiazd show-biznesu Son Ye Jin „mieści się w standardzie”. Niestety, z kontekstu nie wynikało, czy mieści się w standardzie, gdzie jeszcze nie jest spostrzegana jako „gruba”, czy już właśnie owy standard wyznacza… Na koniec uroczego wstępu sytuację poratował Sean Lee, dietetyk i doradca w sprawach zdrowia, wspominając Jo Yeo Jung i Song Hye Kyo, które często nazywane są przez ludzi „grubymi” (olaboga!), jednak on osobiście lubi właśnie takie „krągłe” kształty…

["krągłe" Jo Yeo Jung (162 cm wzorstu i 42 kg wagi) i Song Hye Kyo (160 cm i 45 kg)]

W innym programie, wyemitowanym 25 czerwca przez stację KBS, można było usłyszeć jeszcze pikantniejsze wieści. Do studio przybyła pewna sfrustrowana żona, by poskarżyć się na męża, który oczekuje od niej ciągłego utrzymywania wagi 46 kg. Wybranek jej serca (faktycznie, ludziom czasem miłość mózg odbiera) już w czasach, gdy umawiali się na randki, lubował się w szczupłych kobietach. By sprostać oczekiwaniom ukochanego, nasza nieszczęśnica zeszła z 75 kg do upragnionych 46. Ciężka praca i trud zostały jej wynagrodzone, gdyż poślubiła swego wybranka. Ten jednak i po słowie wymagał od swojej niewiasty, by ważyła tyle, na ile zgodził się w dniu ślubnej przysięgi. By mieć pewność, że połowica nie ignoruje mężowskich nakazów, codziennie sprawdza w jakim stanie pozostaje jej brzuszek. Podczas trwania programu nieszczęśliwa żona poprosiła męża, by rozluźnił rygor. Cóż odparł owy pan? „Lubię taką budowę ciała, jaką ma Uee z After School. Widzę jednak, że się stajesz się coraz starsza, mogę się więc zgodzić na 48 kg.” Och łaskawco! Jestem niemal wzruszona…

[rzeczony "łaskawy" mąż]

Jeśli nie dość Wam jeszcze wyjątków z koreańskich programów, Martian Virus (program, który pokazuje ludzi oryginalnych i nietypowych, by nie rzec dziwacznych) nadawany przez TvN, 19 czerwca pokazał „żywą mumię”, Kim Yu Jeong, która od 3-4 lat regularnie obwiązuje się 27 bandażami elastycznymi, by zrzucić w ten sposób nieco ciałka. „Udało mi się schudnąć w ten sposób 10 kg (…) Jest to bardzo efektywna metoda, jeśli masz sporą nadwagę.”

[zmumifikowana za życia Kim Yu Jeong]

Moja pierwsza reakcja na te rewelacje? Minuta ciszy. Później jedno wielkie wtf na twarzy. Finalnie fala nieprzystojnych słów galopujących przez głowę. Teraz zaś tkwię w niedowierzaniu i sporym stopniu przerażenia. Co to za świat, gdzie Son Ye Jin jest nazywana „grubą”, a mężowie w akcie łaski pozwalają swojej małżonce przytyć dwa kilo, co i tak nawet nie zbliża ich do 50 kg żywej wagi?!

Zostawiając już wszystkie emocje, szargające mą duszą, te przykłady obrazują bardzo poważny problem, jakim jest oddziaływanie lansowanych przez media wzorców na męską psychikę. Bo to właśnie męskie spojrzenia, w ogniu których niemal nieustająco znajduje się kobieta, określają ją i decydują o sukcesie jej życia. Nie jest to żadna nowa ani unikatowa koncepcja. Od zarania dziejów to kobieta była obiektem męskich fantazji i mężczyzna był tym, który wybierał sobie niewiastę, a ona mogła ewentualnie odrzucić, lub zaakceptować zaloty biegających wokół niej wielbicieli. I dzisiaj uważa się, że poniżej kobiecej godności jest uganiać się za facetami. Takie podejście (jakkolwiek i mi wydaje się słuszne) niesie ze sobą cały szereg konsekwencji. Skoro nie można aktywnie poszukiwać swojej połówki, trzeba zrobić wszystko (jak np. latami owijać się w bandaże, by stracić nieco na wadze), by przyciągnąć do siebie jak najwięcej potencjalnych wybranków, by było w czym przebierać. Dlatego to, w jaki sposób widzą nas mężczyźni, jest sprawą najwyższej wagi. Męskie spojrzenie jest lustrem, które determinuje sposób, w jaki kobieta spostrzega sama siebie. Jeśli widzi w nim podziw i pożądanie, czuje się wartościowa i piękna. Jeśli spojrzenia tylko się po niej prześlizgują, nie zostawiając na twarzy lustrującego żadnego wyrazu, albo nie daj Boże, wykrzywia się w zdegustowanym grymasie, samoocena takiej kobiety roztrzaskuje się o bruk, spychając ją na społeczny margines. Męskie spojrzenie ma więc moc decydowania nie tylko o sposobie spostrzegania się danej niewiasty, ale także decydowania o jej życiowych sukcesach. Zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie status kobiety określany jest nie na podstawie jej duchowych przymiotów i profesjonalnych dokonań, a dobrego zamążpójścia, przychylność męskich spojrzeń jest sprawą wagi „być, albo nie być”.


 [koreańska reklama niczego się nie boi, by wyeksponować "boską" S-line]

W Korei właściwe zamążpójście może i nie ma aż takiego znaczenia, jakie miałoby 100 lat temu, wciąż jednak jest sprawą niebagatelną. Pani Ania Sawińska w swojej świetnej książce „W Korei” doskonale opisuje sposób w jaki wielu Koreańczyków patrzy na sprawę małżeństwa. Jest to po prostu kolejny etap w życiu, jak pójście do szkoły, a potem zdobycie dobrej pracy, który trzeba przejść i możliwie najwygodniej się w nim ustawić. Miłość, jakkolwiek pożądana, nie jest warunkiem niezbędnym do zawarcia małżeństwa. Wystarczy, by dziewczyna była piękna (żeby było czym się pochwalić przed kolegami) i umiała zadbać o dom i rodzinę, a mężczyzna by zarabiał dobrze i nie przeszkadzał zbyt wiele w prowadzeniu domu.

Im bogatsza rodzina, tym mniejsze szanse, by małżeństwo zawarte było z miłości. Myślę, że akurat w tym aspekcie dramy nie kłamią, pokazując wieczne problemy spadkobierców korporacyjnych fortun z ich mamusiami, które zawsze mają inną, odpowiedniejszą wybrankę, dla swojego syneczka. Ale w sumie i u nas, w Polsce, nie tak dawno temu tylko biedota mogła sobie pozwolić na luksus poszukiwania miłości, a nie biznesowych i społecznych koneksji.

[Son Ye Jin]

W dalekowschodniej Azji dodatkowym problemem jest kultura wizualna. Wszystko, czym otaczają się tam ludzie, powinno być piękne i idealne. Od ultra-kawaii ołówków i notatników, po wyposażenie wnętrz, na ludziach skończywszy. Nie raz opakowanie darowanego prezentu jest ważniejsze, niż sama jego zawartość. Nie chciałabym w tym miejscu czynić daleko idących analogii kontaktów międzyludzkich, ale czytając o „łaskawym mężu”, który pozwala przytyć żonie dwa kilo, by ta mogła ważyć 48 kg… Jakoś tak porównanie nasuwa się samo…

Sprawa nie jest jednak beznadziejna, bo omawiany artykuł oryginalnie został napisany przez Koreańczyka/Koreankę(?) i jego/jej oburzenie było niemniejsze od mojego. Coraz częściej pojawiające się w koreańskiej prasie podobne głosy wyraźnie świadczą, że sami zainteresowani zauważają problem. Całe szczęście, że nie wszyscy bezkrytycznie przyjmują to, co lansują media i starają się walczyć o zachowanie zdrowego rozsądku. Obawiam się jednak, że jest to walka z wiatrakami i musi upłynąć jeszcze poro czasu, nim torebka Gucciego u boku i idealnie piękna buzia prosto spod skalpela nie będą wyznacznikami wartości koreańskiej kobiety…

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...