Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2016

Manga z kabe-donem w gratisie

Ach, Japonio! Kraju, gdzie nawet najdziksze fantazje mogą się urzeczywistnić! Pamiętacie fenomenalny ściano-jebs? Jeśli nie, to zajrzyjcie tutaj, bo w te Walentynki jedna z księgarni japońskiej mangowej sieci Animate oferuje niezwykły gratis do zakupionych tomików!


Promocja obejmuje (niestety) tylko panów, ale warto by się przejść, żeby sobie chociaż popatrzeć. Tylko w tę niedzielę w sklepie Animate w prefekturze Niigata (ok. 320 km od Tokio) każdy klient płci męskiej może sobie wybrać dowolnego pracownika (również płci męskiej), który zrobi mu ściano-jebsa i wyszepcze do ucha kilka słów miłości.

Nie wiadomo, co to dokładnie będą za słowa, ale pomysłodawcy zapewniają, że klienci będą zadowoleni.


Nie wiem za to, czy męska część pracowników księgarni-mangarni jest równie zadowolona… No, ale czego się w Azji nie robi dla dobra firmy.

Tak swoją drogą, ta księgarnia Animate to jest ciekawe miejsce, gdzie zaobserwować można wiele kwiatków w rozkwicie. Internet aż nagrzewa się do czerwoności na samo wspomnienie pewnego pracownika owej sieci: Yuyi Uchida. Owy skromny, nie przeczuwający niczego 27-latek kilka lat temu stał się internetową sensacją. Niewiasty, nie tylko z jego rodzimego kraju, rozpisywały się nad jego wdziękami a wiele uczyniło nawet wycieczki do Osaki, by zobaczyć obiekt swoich fascynacji w naturalnym środowisku.

[Yuya Uchida

Sam Yuya Uchida wydaje się być raczej speszony niespodziewaną popularnością, jednak właściciel sklepu skrzętnie przekuł popularność swojego pracownika na biznes. W centralnym punkcie księgarni zainstalowano specjalny regał opatrzony nie dającym się przeoczyć napisem: „Yuya Uchida poleca”. Uchida, jako zadeklarowany miłośnik mang, wykłada tam swoje ulubione pozycje, by odwiedzające sklep panie mogły zabrać ze sobą coś więcej, niż tylko ukradkowo pstryknięte zdjęcie tyłeczka chłopaka.

[osławiony tyłeczek
źródło]

[Cóż to on dziś poleca?
źródło]

Czy należy mu się owa sława? Uśmiech na pewno ma uroczy. O reszcie się w końcu nie dyskutuje!

Zainteresowanym mogę zdradzić, że z wielką dozą prawdopodobieństwa Yuya Uchida wciąż pracuje w Animate Osaka Nipponbashi. Zapytany o kilka niedyskretnych szczegółów, jak np. upodobania w kobietach stwierdził, że jest otwarty na związki z paniami w przedziale wiekowym 24-40 lat!

Choć może to również być chwyt marketingowy, by nie ograniczać napływu potencjalnych klientów księgarni ^^

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 31 stycznia 2016

K-popowy rentgen z Walerinaką: BTS „Run”

No bo by Was, Big Hit Entertainment (agencja BTS)! Takich chwytów się imacie, by zwiększyć oglądalność teledysków na Waszym kanale?! Już bardziej nie dało się zagmatwać fabuły i rozciągnąć tego na kolejne i poprzednie klipy?!



Serio, już dawno prześwietliłabym chłopaków, gdyby nie dwa problemy:
  1. reżyser klipu (a właściwie klipów!) zrobił wszystko, by nikt się nie pokapował, o co tak naprawdę chodzi.
  2. K-pop robi sobie ze mnie żarty, produkując grupy ze zbyt wieloma, zbyt podobnymi do siebie ludźmi! Kiedyś był to problem girls bandów, obecnie rozszerzyło się i na chłopców! Już kiedyś przepraszałam ewentualne urażone uczucia fanów, więc teraz już nie będę. Prawda jest taka, że dla przeciętnego oglądacza oni wyglądają dokładnie tak samo! Dzięki Ci, o Rap Monsterze, za chwytliwe pseudo i charakterystyczną buzię! Tyś jedyny, co do którego jestem pewna, ki zacz!
[kamsamnida, panie Rap Monster!]

Co mi się już wydawało, że rozgryzłam tę układankę, to się okazywało, że ten to nie ten, a tamten to jeszcze inny! No szlag by to!

Ale nie ma takiego k-popowego klipu, który byłby w stanie przerosnąć siłę mojego rentgena w oku! O nie, chłopcy! Nie uciekniecie tak łatwo! Po nie wiem już ilu obejrzeniach klipu oraz pogłębionych badaniach i analizach twarzy członków zespołu, wykoncypowałam, co następuje!

W czym rzecz?

Kiedy chłopcy z BTS przygotowywali się do powrotu z nowym albumem, wyciskali siódme poty na parkiecie, szlifując swoje umiejętności taneczne, jeden z szefów Big Hit Entertainment wpadł do sali, zamaszyście otwierając drzwi i ogłosił tubalnym głosem: „Stop! Wyłączyć muzykę! Hip-hopowy koncept jest już passé! Dlaczego mielibyśmy genialną choreografią i jeszcze lepszym wykonaniem przyklejać nastolatki do monitorów, kiedy możemy zrobić to samo produkując serię super zagmatwanych, pseudo-artystycznych klipów, rozwikłanie których zajmie co najmniej kilkanaście obejrzeń!”
Po chwili niezręcznej ciszy, obecny manager oraz instruktor tańca wznieśli wymuszoną owację „Och, wspaniały pomysł!” Chłopcy wymienili skonfundowane spojrzenia, ale ich nikt o zdanie nie pytał. I tak oto narodziła się seria nowych klipów BTS.


Pierwsze wrażenia

…? Eeeee… Co to było, co ja właśnie obejrzałam?

Ale piosenka fajna!

Kącik klepania po pleckach

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie mam nic przeciwko odrobinie artyzmu w k-popie! Ależ bardzo proszę! Jakby to tylko miało ciut więcej składu i ładu i nie wymagało miesięcznych badań i dociekań, cóż to artysta miał na myśli…

No, ale toż to jest kącik klepania po pleckach, na narzekanie przyjdzie czas za chwilę! ^^

Bardzo podoba mi się scena otwierająca i zamykająca teledysk. Wpadający i wynurzający się z wody V (trochę mi zeszło, by ustalić, który to się tapla) wyraźnie sugeruje, że wkraczamy razem z nim do innej rzeczywistości. Moim skromnym zdaniem to, czemu przyglądamy się w zasadniczej części teledysku, to jego wspomnienia, od których nie potrafi się uwolnić.


Czytałam wiele różnych teorii na temat wymowy „Run” i niemal wszyscy zgodnie twierdzą, że w grę wchodzą zgony i trupy w szafie. Ten koncept jednakowoż wydaje mi się zbyt dalece posunięte. Czemu niby jeden lub więcej, albo i wszyscy członkowie BTS mieliby wyciągnąć kopyta? Wszyscy wyglądają na całkiem zdrowych i zadowolonych z życia młodzieńców. Bo V kreśli po Jinie krzyżyk? Bo J-Hope ma kroplówkę przy łóżku (do której nie jest nawet podłączony)? Jak na zdechlaka ma jeszcze trochę werwy, włączając się do wesołej bitwy na poduszki. 


Bo tu i ówdzie pojawia się motylek? Wiem, że ludzie łączą „Run” z poprzednimi klipami jak „Prologue” czy „I need you”. Tak czy owak mnie ta teoria spiskowa niezbyt przekonuje i wydumałam sobie własną interpretację zdarzeń! :D

W mojej wersji, wszyscy żyją i mają się nie najgorzej. Chłopaki tworzyły kiedyś bardzo zgraną bandę rozrabiaków, jednak jak to w życiu, ich drogi się rozeszły. Pojawiły się nieporozumienia (bójka pomiędzy Jungkookiem a Suga), każdy zajął się swoimi sprawami, być może kilku trafiło do paki i rodzice kategorycznie zabronili spotykania się ze źle rokującym elementem… (Rap Monster i V). Życie.

[ktoś jest tu agresywny!]

[Rap Monster i V wandalizują okolicę]

Jest jednak powód, dla którego V tak głęboko i boleśnie zanurza się w owych wspomnieniach. Miota się i cierpi, wspominając każdą chwilę, czując, że rozpad ich paczki to w przeważającej części jego wina. Nie może znieść, jak źle traktował spokojnego, nieco wycofanego Jina. V zawsze wyśmiewał się z jego cichej natury, sugerując, że zupełnie nie przystaje do całej paczki (stąd owo kreślenie sprejem po biednym Jinie). 


Jakiś czas temu zorientował się też, że jest dla Jina kimś więcej, niż tylko przyjacielem. W pierwszym odruchu, nie rozumiejąc jeszcze samego siebie, zdecydowanie odrzucił uczucia kolegi (zniszczony domek z kart).


„Run” to wyznanie niespełnionej miłości Jina do V. Tylko posłuchajcie:

Jesteś moim słońcem, jednym i jedynym na tym świecie
Rozkwitam dla ciebie, ale ty tylko wzmagasz moje pragnienie
Jest już za późno, jest za późno
Nie mogę żyć bez ciebie
Nawet jeśli usycham, będę starał się jeszcze bardziej, by cię dosięgnąć

Ale to nie ma sensu, jest to marzenie, które nie może się spełnić
Biegnę i biegnę, ale donikąd mnie to prowadzi
Wypal mnie, tak
Nie przestawaj mnie odpychać
To jest głupiec, szalony w miłości, goniący w kółko



Pomimo zupełnego pogodzenia się z losem przez Jina (To nic, jeśli zostanę zraniony/ to w porządku, nawet jeśli nie mogę cię mieć/ Żałosny losie, wskaż na mnie swoim palcem), widzimy jego smutek i nieuniknione pożegnanie. Nawet jeśli sam Jin początkowo nie potrafi tego zaakceptować (Uciekaj/ proszę, nie mówi mi żegnaj), taki scenariusz wydarzeń jest nieuchronny.

V dopiero, gdy został sam, uświadomił sobie, co naprawdę czuł do swojego przyjaciela. Teraz jest już jednak za późno. Jedyne co mu zostało, to smutne wspomnienia i żal.

Czyż nie jest to poruszająca historia niespełnionej miłości?

Kącik małego złośliwca

A teraz kilka wielce to frapujących momentów! ^^


Umysł ludzki jest raczej zawodną maszynerią, więc ja rozumiem, że z upływem czasu wspomnienia się nieco zacierają, detale mieszają, a to, co nieistotne, zostaje pominięte.

Tylko tak bowiem da się wyjaśnić ową scenę, gdy chłopcy postanawiają zatrzymać ruch w tunelu i powandalizować nieco okoliczne samochody. Już to widzę, jak w prawdziwym życiu wszyscy owi kierowcy ze stoickim spokojem pozwalają bandzie hałaśliwej młodzieży najpierw zatorować cały ruch, potem pluć na ich szyby, malować farbą iksy i skakać po maskach. Ta jest. I oczywiście, gdy w końcu ktoś pofatygował się i wysiadł z samochodu, zamachał na nich czymś ciężkim, co robi nasza elokwentna banda? Po co wskoczyć do ciężarówki, w której siedzi kolega, kiedy można sobie po prostu biec? Dobrze, że się w porę opamiętali i jednak pozwolili dać sobie podwózkę.


Jeszcze ma marginesie pozwolę sobie dodać, że Rap Monster ma spore szansę skończyć z cukrzycą, jeśli nawet cola nie jest dla niego wystarczająco słodka i konieczne jest dosłodzenie jej lizaczkiem. I co to jest za wzór dla młodzieży, żeby tak śmiecić! Wstyd!

[krążą pomówienia, że to co pije Rap Monster to kawa, ale czy kawa miewa bąbelki?]

Słowem podsumowania
                                         
Czuję się dumna, że udało mi się dotrzeć do sedna całego tego bałaganu! ^^ Mam nadzieję, że i Was przekonuje taka wersja zdarzeń. Moim zdaniem lekkie zabarwienie yaoistyczne nigdy nie jest złe! :D Przynajmniej tym razem obyło się bez narkotyków!

Kto zostanie prześwietlony w następnym odciunku? To zależy tylko od Ciebie! Oddaj swój głos w ankiecie TUTAJ! :)

W poprzednich odcinkach K-popowego rentgenu z Walerniaką ukazały się:

poniedziałek, 9 lipca 2012

To nie tak, jak myślisz!

Jeśli usłyszysz takie słowa z ust swojego koreańskiego lubego, którego właśnie przyłapałaś na beztroskim obściskiwaniu swojego kumpla, może znaczyć to tylko jedno: na 99% to rzeczywiście nie tak, jak myślisz. A właściwie marna szansa, byś usłyszała takie słowa z jego ust, bo nawet mu przez myśl nie przemknie, że mogłabyś nieopatrznie odczytać jego męską przyjaźń.

 [U-KISS]

Oblicze męskiej przyjaźni w Azji jest zdecydowanie inne, niż to, do jakiego przywykliśmy na naszym kontynencie. Zarówno na wschodzie jak i u nas kobiety mogą się bezkarnie przytulać, chodzić trzymając się za ręce, słać sobie buziaczki i nikt ich nie oskarży o odmienne preferencje seksualne. Panowie zaś… Jeśli nie chcą wysłuchiwać pod swoim adresem różnorodnych insynuacji, lepiej ażeby poprzestali na dziarskim poklepywaniu się po pleckach. Byle niezbyt intensywnym…

Trochę to przykre, bo nie sądzę, by panowie byli ulepieni z innej gliny. Zapewne mają taką samą potrzebę bliskości i dotyku jak kobiety. Ale jak mężczyzna przekroczy wiek lat nastu, to jakby przestał mu się należeć nieseksualny dotyk. Ojciec go za często nie przytuli, bo to niemęskie… Kumpel? Olaboga?! Toż nie są gejami, żeby mieli się obściskiwać! Jak za często tuli się do matki, to usłyszy, że jest maminsynkiem, albo jeszcze lepiej – ma pewnie kompleks Edypa. A jak zacznie się przymilać do koleżanki, to albo dostanie w mordę, albo dziewczyna zacznie oczekiwać czegoś więcej… Nie macie lekkiego życia, panowie!

Dlatego właśnie pierwszy kontakt Europejczyka/Amerykanina z kulturą wschodu, może być nieco… mylący. Na ulicach, zwłaszcza wieczorową porą, można zobaczyć podstarzałych urzędników, którzy lekko rozchwianym krokiem i z rozchełstanymi koszulami, idą dziarsko przed siebie, trzymając się za ręce. W saunach/łaźniach roznegliżowani młodzieńcy z zaciętą miną czyszczą sobie wzajemnie plecki. W telewizji pięknolicy idole obściskują się na scenie, albo grają w nieprzystojne gry, podając sobie kartkę papieru… ustami. Czyżby w Azji nie ostał się już ani jeden heteroseksualny facet?! To jak oni się rozmnażają?!

[SHINee i ich kissing game]

No więc, to nie do końca tak… W Azji niestosowne jest okazywanie sobie publicznie uczuć pomiędzy kobietą i mężczyzną, ponieważ ma to seksualny wydźwięk. Przedstawiciele tej samej płci mogą zaś nieskrępowanie rzucać się sobie w ramiona i chodzić ulicami trzymając się za ręce, gdyż wg nich nie ma to innego podtekstu, jak tylko szczera, aseksualna przyjaźń. W tym aspekcie azjatyckie kultury są dużo bardziej demokratyczne, niż nasza zachodnia cywilizacja. Przytulanie, gładzenie się po buziach i inne formy cielesnego kontaktu między mężczyznami, które możemy nie raz zobaczyć na naszych ekranach, oglądając telewizyjne programy czy koncerty koreańskich gwiazd, nie są zatem niczym zdrożnym i bynajmniej nie świadczą o odmiennych upodobaniach danego celebryty.

 [zięciowo-teściwowo-szwagrowa integracja w saunie.
Nikt nie obiecywał że to będzie łatwa przyjaźń.
Lee Min Ho w dramie "Boys Before Flowers"]

Nie jest też tak, że homoseksualizm w Azji nie istnieje. Występuje zapewne w takim samym natężeniu jak wszędzie indziej, tyle, że tolerancja wobec osób odmiennej orientacji seksualnej jest zdecydowanie inna. Wiele koreańskich babć i dziadków jest święcie przekonanych, że homoseksualizm to choroba, przyniesiona przez białych przybyszy z zachodu (więcej tutaj), a otwarte przyznanie się do bycia gejem lub lesbijką może równać się wyrzuceniem z pracy (czego doświadczył np. Hong Seok-cheon) i znalezieniem się poza marginesem społecznym. Bez wątpienia problem tolerancji wobec homoseksualizmu to jedno z wielkich zdań, przed jakimi stoi koreańskie społeczeństwo. Widać już pierwsze jaskółki zmian, ale wciąż daleko jest do poziomu, w którym geje i lesbijki mogliby bez lęku wyjść z cienia. Mieszkając w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju, łatwo zauważyć, jak skomplikowany i długofalowy jest to proces.

Najbardziej zaskakująca jest w tym wszystkim schizofrenia, jaką możemy obserwować w koreańskiej i japońskiej pop-kulturze. Niby z jednej strony wszyscy artyści to 100% miłośnicy kobiet, ale niemal każdy występ losowego boys bandu ocieka homoseksualnymi podtekstami. Wiele gejów prowadzi przykładne życie męża i ojca, tylko po to, by sąsiedzi nie dowiedzieli się prawdy, a w tym samym czasie panie zaczytują się w mangach yaoi i z wypiekami na policzkach pędzą do kin na filmy typu „Antique Bakery” (tak na marginesie, nie dziwota, bo super film!).

[sama śmietanka koreańskich ciach i yaoistyczne wizje - to misiał być HIT!
"Anitque Bakery"]

Opisywane niedawno przeze mnie przebieranki celebrytów w damskie stroje (tutaj), ponętne rozrywanie koszulek na koncertach (tutaj), seksowne zdjęcia (tutaj) oraz dwuznaczne zachowania panów na scenie, to właśnie osławiony azjatycki fanservice. Pod tym pojęciem kryją się wszystkie zachowania, które czynione są przez idoli wyłącznie ku uciesze fanów. Celebryci (albo ich agencje) doszli do słusznego wniosku, że są tym, kim są, tylko dzięki swoim fanom, więc w ramach podzięki za wsparcie i okazywaną miłość, robią dokładnie to, o czym marzą tłumy. A skoro fanki kochają yaoi, to dlaczego nie mieliby im zaserwować odrobiny live action?

[jak już, to już! Chłopaki z Super Junior się nie rozdrabniają!]

Często zainteresowani nie muszą nawet wiele robić, by stać się obiektem masowej fantazji. Czasem wystarczy przeciągłe spojrzenie, czasem niewinny uścisk, czasem jakiś opiekuńczy gest. Są też specjaliści od homoerotycznego fanservicu, którzy nie pozostawiają wiele miejsca na domysły. Z najbardziej znanych i lubianych par koreańskiego show-biznesu można wymienić: Eunhyuka i Donghae z Super Junior (chociaż tam, to tak na dobrą sprawę każdy z każdym. Sodomia normalnie…), Joon i Mir z MBLAQ i chyba najbardziej znany, aczkolwiek już niestety nieaktualny bromans* Yunho i JaeJoonga ze starego DBSK. Swojego czasu para była tak popularna, że nawet sami chłopcy nagrali parodię własnego „związku” w jednoodcinkowej dramie „Dangerous Love” (dla zainteresowanych, machnęłam kiedyś polskie napisy do tegoż dzieła, które można ściągnąć stąd (uprzedzam ino, że mój styl tłumaczenia jest dość... swobodny ;), a samą dramę można zdobyć tutaj. Tak na marginesie, ta strona to istny ocean szczęśliwości dla wszystkich fanów DBSK :).

[gorące sceny z "Dangerous Love"]

Ech, łezka w oku się kręci, gdy patrzy się na te wszystkie urocze zdjęcia i filmiki YunJae (pary miewają swoje unikatowe nazwy, powstałe z połączenia imion głównych bohaterów. Ten pan, który występuje w nazwie jako pierwszy, jest tym na górze… Jeśli wiecie co mam na myśli ;) i uświadamia sobie, że to już przeszłość. Nigdy nie byłam miłośniczką paringu (czyli zestawiania idol w bardziej lub mniej prawdopodobne męsko-męskie pary), ale ta dwójka wyraźnie się lubiła (bez podtekstów) i miło było popatrzeć na to, jak o siebie dbali i jak się wspierali. Ech… No cóż, pozostaje tylko mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie rodem z koreańskich dram i wzruszające połączenie kochanków któregoś dnia ;)

[JaeJong i Yunho]

Nieodzowną częścią paringu jest radosna i rozkoszna twórczość fanów. Fanki bynajmniej nie ograniczają się do snucia ekscytujących fantazji z udziałem swojej ulubionej pary, ale przelewają swoje pomysły na papier. Ileż jest fanficów (fanowskie opowiadania o idolach), fanartów (dzieł sztuki plastycznej), fanowskich filmów na YouTube, i innych przejawów kreatywnych porywów, tego nawet sam wujek Google nie zliczy!

Cóż takiego pociągającego jest w widoku/wizji dwóch przystojnych chłopców, zatopionych we własnych objęciach? Dokładniej zajmowałam się tym tematem przy okazji artykułu o yaoi, do lektury którego serdecznie zapraszam (tutaj), ale w dużym skrócie sprawa wygląda następująco:
  1. skoro hipotetyczna ja-fanka, nie mogę mieć na wyłączność mojego bożyszcze i szlag by mnie trafił, gdybym zobaczyła go w objęciach innej (o randkowaniu gwiazd tutaj), a jednak by uczynić moje fantazje bardziej realnymi, przydałoby mi się zobaczyć rzeczonego bożyszcze w romantycznej sytuacji – niech to już będzie facet. Serce mniej boli,
  2. dwóch przystojnych panów jest lepszych niż jeden,
  3. zawsze mogę sobie wyobrazić, że ten drugi przystojny pan to moje męskie alter ego, więc mogłabym pozabawiać się z moim bożyszcze, bez uczucia wstydu i lęku, że nie wypada, bo jestem kobietą i inne bla bla…
  
[DBSK]

Jak długo całe te bromanse i inne paringi pozostają w strefie fantazji i udawania, fanki są wniebowzięte. Jeśli jednak pojawia się choćby nikły cień podejrzeń, że czyjaś męska przyjaźń jest czymś więcej niż tylko niewinną przyjaźnią, sprawa nabiera zupełnie innego wymiaru.

Raz po raz pojawiają się plotki o rzekomych homoseksualnych romansach celebrytów i wtedy sami zainteresowani, jak i ich agencje, robią wszystko, by sprostować i wyciszyć podobne rewelacje. Tak jak Hong Seok-cheon nieomal wyleciał z hukiem ze swojej stacji za przyznanie się do bycia gejem, podobny los może spotkać nieheteroseksualnych idoli. Największy koreański portal Naver, który pełni tam rolę naszego poczciwca Google, jest niemal natychmiast przeczesywany przez show-biznesowe giganty i wszelkie nieodpowiednie newsy zostają usunięte. Sami celebryci występując w telewizyjnych programach albo wprost odżegnują się od takich romansów, albo w inny sposób udowadniają swoją 100% męskość (jakby gej nie był facetem…). Doskonałym przykładem jest tutaj Soohyun z U-KISS i jego wyrywne stwierdzenie, że lubi oglądać porno (więcej tutaj).

[Soohyun, niby taki niewinny ;)]

Tyle moich wywodów na dziś. A jak Wy zapatrujcie się na sprawę paringów i fanservicu z podtekstem? Mi właściwie nie przeszkadza, pod warunkiem, że nie jest zbyt nachalny i dosłowny. Mistrzowie bromansów: Super Junior, czasem pokazują jak dla mnie zbyt wiele, ale i tak koreańskie męskie romansiki to jest przedszkole w porównaniu z tym, co się wyrabia na koncertach japońskich zespołów rockowych! Że tam jeszcze prokuratura nie wpadła za deprawowanie młodzieży… Pfiu!

Zainteresowanych tematem odsyłam do świetnego artykułu na blogu SkośnoocyFlower Boys.

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny


* bromans (z ang. bromance) to połączenie słów bro(ther) i romance. Pojęcie zostało stworzone przez Brody’ego Jennera i pojawiło się w tytule jego show w MTV „showBromance”. Słowo oznacza intensywną i skomplikowaną przyjaźń heteroseksualnych mężczyzn. Nie da się jednak nie zauważyć prowokacyjnej natury neologizmu, bo skoro użyto słowa „romans”, dwuznaczny fuzelek takiego związku pozostaje…

piątek, 16 marca 2012

Co nas kręci i podnieca w yaoi

Z dedykacją dla Martan :)

Jeśli ktoś siedzi w azjatyckich klimatach i lubi mangi/anime, w któryś momencie swojej fascynacji musi natknąć się na rozpalający namiętności gatunek yaoi. Niektórzy go kochają, inni nienawidzą (zaskakująco, do pierwszej grupy należą głównie kobiety, a do drugiej – mężczyźni), ale rzadko kogo pozostawia on obojętnym. Cóż takiego niezwykłego jest w yaoi?

["Junjou Romantica"]

Zapewne temat. Miłość między dwoma mężczyznami wciąż jest tematem tabu, czymś, do czego lepiej się nie przyznawać i od czego trzymać z daleka. W całej historii koreańskiego show biznesu na palcach jednej ręki można naliczyć przypadki „come outów”, czyli publicznego ujawnienia swoich preferencji. Kiedy aktor i celebryta Hong Seok-cheon w 2000 roku oznajmił, że jest gejem, jeszcze tego samego dnia wyleciał z hukiem ze stacji, dla której pracował. Dopiero po długich prośbach i groźbach ze strony publiczności, zaoferowano mu nowy kontrakt. Do dziś znalazło się zaledwie kilku śmiałków, którzy powtórzyliby wyczyn Seok-cheona. Wydaje się, że w Japonii jest nieco lepiej z akceptacją ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, ale to niestety tylko pozory. Większość gejów i lesbijek siedzi cicho, posiadając nawet heteroseksualnych małżonków, byle tylko sąsiedzi nie gadali.

[Hong Seok-cheon]

Dlaczego więc yaoi, gatunek, który zajmuje się wyłącznie romantycznymi (często z łóżkowym finałem) relacjami między dwoma panami, jest tak popularny właśnie w homofobicznej Japonii, Korei i na Tajwanie? Nim do tego dojdziemy, warto rzucić okiem na historię fenomenu.

Skąd w ogóle wzięło się yaoi?

["Kyo Kara Maoh"]

Któregoś pięknego dnia pan Yonezawa Yoshihiro, krytyk, pisarz, miłośnik popularnej kultury wizualnej, doszedł do wniosku, że warto by było dać możliwość młodym, niezależnym twórcom mang zaprezentowania swoich dzieł szerszej publiczności. W Japonii, bombardowanej na każdym kroku przez urocze (i mniej) rysunki wszelkiej maści, takich młodych, kreatywnych nigdy nie brakowało. W liceach lub na uczelniach działały kluby początkujących mangaków* (tak zwane dojinshi), które własnym sumptem powielały swoje dokonania (taką amatorską mangę również zwykło nazywać się dojinshi). W 1975 roku wspomniany wcześniej pan Yonezawa i kilku jego kolegów zorganizowało pierwszy kiermasz niezależnych mang, czyli COMICMARKET. Wydarzenie przyciągnęło wówczas 32 grupy dojinshi i około 600 gości. Obecnie COMICMARKET to trzydniowy event, podczas którego swoje prace prezentuje ponad 35 tysięcy grup dojinshi, a odwiedzający to w ostrożnych szacunkach 420 tysięcy ludzi. Rozrosło się to troszeńkę, nie powiem…

[tak obecnie wyglądają Comiket]

W amatorskiej twórczości występują dwa równorzędne nurty: mangi z wykorzystaniem oryginalnych postaci i fabuł, oraz przeróbki dobrze znanych i lubianych hitów. Zastanawiająco często w owych parodiach i twórczych adaptacjach przewijają się wątki homoseksualne. Zwłaszcza postaci z typowo „męskich” tytułów (tak zwany shōnen, np. „Dragon Ball”, „Naruto”, „Full Metal Alchemist”) wykazują tendencję do posiadania sekretnych romansów ze swoimi zaciekłymi wrogami lub serdecznymi przyjaciółmi. Np. na zlocie w 1986 roku aż 370 z 3900 grup zaprezentowało parodie bardzo popularnego wówczas „Kapitana Tsubasy”. Natomiast w 2002 roku na Tajwanie podobne triumfy święciła para: Harry Potter i Draco Malfoy.

[wybaczcie, nie mogłam się opanować ;)]

Samo określenie yaoi pochodzi z lat 70-tych i stworzyły je artystki z regionu Kanazawa: Sakata Yasuko i Hatsu Rinko. Sakata i jej grupa tworzyli dojinshi z popularnymi bohaterami w roli głównej i dla określenia swojej twórczości zmiksowali trzy pojęcia: yamanashi, ochinashi i imanashi (bez punktu kulminacyjnego, bez sensu, bez znaczenia). Było to ironiczne odniesienie się do tradycyjnej japońskiej struktury narracyjnej, składającej się z wstępu, rozwinięcia, przejścia i zakończenia. Wikipedia podaje jednak alternatywne znaczenie skrótowca (radosna twórczość fanek gatunku), a mianowicie: Yamete, oshiri ga itai, co znaczy ni mniej, ni więcej: „przestań, tyłek mnie (już) boli”.

Obecnie drugie tłumaczenie wydaje się być bardziej na miejscu. Z początku określenie yaoi odnosiło się nie tylko do męsko-męskich romansów, ale do ogólnie wszystkich parodii popularnych tytułów. Z czasem jednak takie przeróbki stawały się coraz bardziej monotematyczne, aż w końcu yaoi stało się synonimem męskiej miłości, a twórcy uwolnili się od parodystycznego nurtu, wymyślając oryginalne historie. Warto zaznaczyć, że w początkowym stadium rozwoju gatunku seks bardzo rzadko był pokazywany, a już na pewno nigdy dosłownie i w detalach.

[manga "Private Magican"]

Yaoi to bynajmniej nie wyłączna domena amatorskiej twórczości. Mori Mari napisała na początku lat 60-tych swoje trzy słynne opowiadania, za które została uhonorowana prestiżową nagrodą Tamury Toshiko (więcej tutaj), do tego od 1978 roku istnieje magazyn „June”, który był pierwszym pismem poświęconym yaoi. Obecnie media podchwyciły chodliwy temat i na morgi produkuje się mangi, anime i czasem nawet filmy z wątkiem shōnen-ai, czyli miłością między chłopcami.

[obecnie najgorętsza para japońskiego anime, czyli L i Kira z "Death Note"
L nie wygląda na zachwyconego po odkryciu ile radosnej twórczości istnieje na jego temat na deviantart.com!]
Ja jednak osobiście bardziej lubię tę parę:

[kawaii! ^^]

Trzeba jednak pamiętać, że yaoi to gatunek tworzony przez kobiety i dla kobiet. Cechuje się wysokim stopniem skomplikowania fabuły, a sami bohaterowie to zazwyczaj chodzące materiały na prace habilitacyjne dla psychologów. Nie bez znaczenia jest tutaj tak zwana „kreska”, czyli poziom graficzny komiksu czy anime. Postaci muszą być zniewalająco piękne, a detale dopracowane. W przeciwieństwie do pornografii, do której yaoi niesłusznie bywa porównywane, estetyka obrazu jest bardzo wysoka i nawet jeśli zdarzają się sceny gwałtu, pokazane są one w stonowany, nie rażący sposób. Bo tak naprawdę, choć dominujący bohater (tak zwany seme) niby bierze biednego i bezbronnego uke siłą, to wszyscy wiedzą, że para się bardzo kocha i nikt nikomu krzywdy nie robi. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi, w tym stwierdzeniu ukrywa się jedna z podstawowych prawd yaoi, czyli jest to gatunek czysto fantastyczny. Nie ma tu nic z realnego świata i jest to świadomy zabieg, podczas gdy pornografia dąży do pokazania rzeczywistości w bardzo dosłowny i „konkretny” sposób. Poza tym w yaoi bardzo rzadko zdarzają się dosadne sceny. Choćby nie wiem jakie asany panowie osiągali w łóżku, strategiczne partie ciała pozostają poza wzrokiem widza.

Dlaczego kobiety pokochały yaoi?

["Hyakujitsu no Bara"]

Czytając poważne, naukowe (!) badania na ten temat, sama zaczęłam się zastanawiać, dlaczego od czasu do czasu lubię sobie poczytać yaoi. Nie jestem może jakąś bardzo namiętną fanką, ale przyjemność ze śledzenia męsko-męskich romansów jest niewątpliwa.

["Antique Bakery", zdecydowanie nie jest to film dla ludzi z nadciśnieniem!
O, mamo... @_@]


W opracowaniach, które czytałam, najczęściej padającą odpowiedzią jest, że zawsze to lepiej popatrzeć na dwóch przystojnych skośnookich, niż na jednego. Trudno się nie zgodzić! Do tego, gdy oglądamy heteroseksualne romanse, podświadomie, czy chcemy, czy nie, porównujemy się do głównej bohaterki i zazwyczaj porównania te nie wypadają in plus dla nas. Nie jesteśmy ani w połowie tak ładne, ani mądre, ani odważne, ani pełne poświęceń (niepotrzebne skreślić) jak wybranka serca danego delikwenta. Zbyt dobrze to na kobiecą konstrukcję psychiczną nie działa (zwłaszcza, jeśli jeszcze jest się singielką). Poza tym, oglądając perypetie bohaterki, w ramach kobiecej solidarności zazwyczaj wczuwamy się w jej doznania, martwimy się o nią i współczujemy jej, gdy ktoś ją krzywdzi. Gdy zaś wyeliminujemy kobietę ze scenariusza, nie podchodzimy do fabuły tak osobiście. Możemy rozkoszować się przedstawioną historią bez niepotrzebnych wewnętrznych niepokoi i nerwów. Dlatego też sceny gwałtu aż tak nie rażą. Co więcej, mogą one dać kobiecie pewną satysfakcję, że oto mężczyzna, ten, który zazwyczaj bierze sobie co chce i góruje nad kobietą siłą fizyczną, też może znaleźć się w sytuacji, kiedy to on jest bezbronny i poniżony.
Mimo skomplikowanych, niejasnych fabuł i udziwnionych życiorysów, główne założenia koncepcyjne yaoi są bardzo schematyczne. Dwóch pięknych jak czerwcowy poranek panów, którzy są swoimi dokładnymi przeciwieństwami, zakochuje się w sobie miłością silną, szaloną i nierozerwalną. Jeden z nich, wspomniany wcześniej seme, jest stereotypowym mężczyzną: silny, wysoki i dominujący, zamknięty w sobie, uparty, pewny siebie – jednym słowy – kipiący testosteron. Co mu rzecz jasna nie przeszkadza wyglądać jak młody Adonis. To właśnie on uwodzi swojego (zazwyczaj dużo młodszego) wybranka i wprowadza go w świat cielesnych rozkoszy. Uke, czyli „ten na dole”, posiada większość cech stereotypowo przypisywanych kobiecie. Jest delikatny, niezdecydowany, nieco zagubiony i niedowierzający w swoje możliwości, często dziecinny i uroczo nieporadny.

["Yami no Matusei"]

Przez takie skonstruowanie bohaterów można inaczej spojrzeć na role, które społeczeństwo przypisuje płciom i doznać nagłego olśnienia, że mężczyzna również może być słodki i wrażliwy. Zanurzenie w męskim świecie daje nam też możliwość uwolnienia się spod męskich spojrzeń, w których kobieta jest zawsze obiektem seksualnych fantazji. Tutaj to mężczyzna jest tym, którego się prześladuje, zaczepia i uwodzi. Do tego można go bezkarnie przywiązać do łóżka, rozebrać i zrobić z nim, na co ma się ochotę, wykorzystując do tego męskie ręce głównego bohatera i nie czuć się skrępowaną, że kobiecie przecież tak zachowywać się nie wypada. W krajach azjatyckich, przesiąkniętych filozofią konfucjańską, temat kobiecej seksualności wciąż jest tematem tabu i kobieta właściwie nawet nie powinna interesować się seksem. A co dopiero artykułować swoje fantazje! W Polsce może i jest lepiej, ale nadal zbytnie zainteresowanie sprawami erotycznymi kończy się dla kobiety przyklejeniem etykietki „puszczalskiej” (w najlepszym razie). Czytając lub oglądając yaoi można więc dać upust swoim pragnieniom, uwalniając się tym samym ze swojej społecznej kobiecej roli. Tutaj nie ma mowy o lękach przed niechcianą ciążą, wstydzie czy oporach. Na kilka chwil można stać się mężczyzną, a przy tym nadal kochać mężczyzn.

["Gravitation"]
 
Dlatego też należy postawić grubą krechę między yaoi a realnym homoseksualizmem. Każda z przebadanych przez Sueen Noh i Brenta Wilsona kobiet (więcej info w źródłach) bardzo wyraźnie podkreślała, że yaoi to czysta fantazja i nie ma nic wspólnego ze światem prawdziwych gejów. W yaoi bardzo często można usłyszeć zdanie: „nie urodziłem się taki, kochałbym cię niezależnie, czy jesteś kobietą czy mężczyzną”. Z resztą gołym okiem widać różnicę między kobiecym yaoi, a męskim bara, gatunkiem mang tworzonych przez gejów i dla gejów. W bara nie ma miejsca na subtelności i niedomówienia. Wszystko jest gwałtowne, brutalne i podane na tacy. Mężczyźni są wielcy, napompowani, o topornych rysach i nikt nie trudzi się dbałością o kreskę. Tego typu produkcje to właściwie czysta pornografia, mająca na celu podniecić widza. Sceny w yaoi mają dużo więcej funkcji i zazwyczaj erotyczne rozbudzenie odbiorcy znajduje się gdzieś daleko, daleko na liście priorytetów twórców.

[typowi bohaterowie mang bara]

To smutne, że pomimo takiej miłości Azjatek do wszystkiego związanego z shōnen-ai, tolerancja gejów w realnym świecie wciąż jest tak niska. Szalona popularność yaoi zaczęła się w Korei od ok. 1995 roku, ale jeszcze pięć lat wcześniej jeden z bardziej prestiżowych słowników języka koreańskiego Donga tłumaczył pojęcie homoseksualizmu jako: „anormalny pociąg seksualny odczuwany do osoby tej samej płci”.

[scena z filmu "No Regret"
Pierwszy koreański film (z 2006 roku), który spróbował zmierzyć się z problemem prawdziwego homoseksualizmu i przy okazji pierwszy raz pokazano nagiego mężczyznę na dużym ekranie.]


A przecież yaoi to gatunek bardzo żywy i święcący triumfy zwłaszcza wśród przeciętnych, zwyczajnych dziewcząt. W sieci nie brakuje wszelkiej maści twórczości, w której znani bohaterowie książek, mang, filmów czy nawet postaci z realnego świata, zostają połączeni w pary, które czują do siebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Wystarczy wejść np. na stronę deviantart.com i wpisać „yaoi” w ichniejszej wyszukiwarce, by zyskać wyobrażenie o skali problemu. I nie jest to bynajmniej tylko graficzna działalność! Istnieje całe morze fanowskich powieści, w których to piękni i heteroseksualni bohaterowie znani ze szklanego ekranu wpadają sobie nagle w objęcia, wyznając sobie wieczną miłość. Marketingowcy wielkich agencji gwiazd nie pozostali głusi na wolę ludu i obecnie azjatycki show-biznes zalany jest fan-serwisem, czyli dwuznacznym okazywaniem sobie sympatii pomiędzy członkami boys bandów, by podsycić imaginacje damskiej części publiczności. No, ale o fan-serwisie kiedy indziej, bo to kolejny temat rzeka!

UPDATE: O fanservice można poczytać tutaj
 
[Changmin i Yunho chyba się lubią...]

P.S. Nie pisałam otwartym tekstem, jakie są moje ulubione anime/mangi/filmy w tym nurcie, ale zamieszczone w poście zdjęcia są nieprzypadkowe! :D

Jeśli ktoś miałby ochotę jeszcze bardziej wgryźć się w temat, polecam artykuły Martan:
Yaoi kusi, yaoi bawi, yaoi nigdy cię nie zdradzi: część I i część II

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com


* mangaka – rysownik mang

niedziela, 26 lutego 2012

Bishōnen, bidanshi, bishie, kkotminam, flower boys… (część II)

Czyli jak zwał, tak zwał. Niezbyt krótka odpowiedź na pytanie, czy płeć brzydka jest rzeczywiście brzydsza.

Po dość długiej przerwie, powraca cykl o pięknych skośnookich panach! Była już mowa o Japonii (tutaj), teraz czas na coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli Koreę. Skąd się tam wzięli piękni chłopcy? Czy zawsze byli? Czemu wyglądają dzisiaj tak a nie inaczej? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej, przyprószone słodką (dla oka) posypką.

[kilkoro z moich ulubionych kwiatków]

Jak na ironię, mimo iż głównym tematem postu są panowie, dziś pisać będę głównie o paniach. Bo to one bez wątpienia wywarły (i nadal wywierają) przemożny wpływ na to, jak wyglądają i jak prezentowani są w mediach Koreańczycy. Ich dokonania na tym polu są fascynujące! Aż nie chce się wierzyć, jak bardzo zmienił się typ męskości, promowany przez popularną kulturę, na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Przyznam się Wam szczerze, że też bym chciała mieć taką siłę oddziaływania na tłumy…

Są różne teorie na temat, skąd wzięli się w Korei piękni chłopcy. Uroda, to rzecz jasna, sprawa genów a skośnoocy panowie od zawsze byli nieco bardziej delikatni, niż nasze europejskie chłopy. Nie żebym miała coś przeciwko naszym panom. Fakt jest jednak niezaprzeczalny, że drobne buzie i łagodne rysy to nie jest domena europejskich mężczyzn. Skąd wziął się jednak pomysł, by Koreańczycy zaczęli nosić jasne stroje i podkreślać usta błyszczykiem? Większość ludzi ze świata nauki (ano, nie tylko nas, dziewczęta, fascynuje to zagadnienie ;) szuka przyczyn powstania owego fenomenu w przemożnym wpływie japońskiej pop-kultury. Zwłaszcza oszałamiająca popularność mang shōjo (dla dziewcząt) oraz yaoi (romanse męsko-męskie, również przeznaczona dla kobiet) miała niby przewartościować to, co jest męskie i pociągające dla kobiet. Piszę „niby”, gdyż zdecydowanie zgadzam się w tym miejscu z Jamesem Tumbullem, autorem wspaniałego bloga thegrandnarrative.com, który twierdzi, że naukowcy często przeceniają rolę wpływu japońskiej kultury na inne kraje regionu Azji wschodniej. Jego zdaniem na zmianę sposobu kreowania męskich wzorców miały przede wszystkim wpływ dwa wydarzenia: kryzys finansowy w Azji w 1997 roku oraz Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, organizowane w Korei w 2002 roku. No, ale jak zwykle, wszystko po kolei.

[pocierając swoje seksi-ustka: Junsu z JYJ]

Do lat 90-tych obraz mężczyzny kreowany w koreańskich mediach podobny był do typu macho – silny i męski, potrafiący ochronić swoją kobietę i zapewnić jej godziwy byt, a jedyną słabością, jaką posiadał, była nieumiejętność wyrażania swoich uczuć. Etos mężczyzny – żywiciela rodziny – był bardzo mocno zakorzeniony w kulturze, zdecydowanie mocniej niż, miało to miejsce w np. Japonii. Fakt, iż żona nie pracowała, było niejako oznaką statusu i potwierdzeniem męskości małżonka, gdyż był on w stanie zarobić tyle, by jego wybranka mogła w pełni poświęcać się temu, do czego podobno jest stworzona, czyli dbaniem o dom i wychowywaniem dzieci. Przez jakiś czas Koreanki, chcąc nie chcąc, godziły się na ten podział ról, ale wraz z otworzeniem się Korei na świat i poprawą jakości życia, kobietom przestało się podobać sprowadzanie ich do roli robota kuchennego.

W latach 90-tych Korea była już gospodarczą potęgą. Ustabilizowana sytuacja polityczna sprzyjała prężnemu rozwojowi ekonomicznemu, pielęgnowano ideały demokracji i wysyłano młodzież na studia zagraniczne. Dziewczęta od najmłodszych lat słyszały w szkole o równouprawnieniu, oglądały zagraniczne filmy lub same wyjeżdżały za granicę obserwując, jak wygląda życie w innych krajach. Trudno więc się dziwić, że przyglądając się codziennie losowi swoich matek, zapragnęły dla siebie czegoś innego. Niestety, dynamiczne zmieniany w polityce i gospodarce nie niosły ze sobą równie szybkich zmian w ludzkiej mentalności. Małżeństwo wciąż oznaczało koniec marzeń o karierze i samodzielności. Nowe pokolenie kobiet nie zamierzało jednak milcząco godzić się na męski dyktat i powoli, powoli zaczynało wywalczać sobie prawo do pozostania aktywnymi zawodowo również po ślubie.


I wtedy przyszło lato 1997 roku, kiedy to azjatyckimi rynkami wstrząsnął potężny kryzys finansowy. Wiele firm, by się ratować, musiało redukować etaty i pierwszymi na linii do masowych zwolnień były zamężne kobiety, gdyż panowało przekonanie, że i tak będą one wspierane przez swoich mężów. Do tego rząd i media nawoływały, by kobiety wspierały swoich ciężko pracujących mężów, którzy walczą, by przezwyciężyć kryzys. Nie trudno się domyślić, że w tym momencie Koreanki trafił szlag. Dopiero co udało im się wywalczyć odrobinę swobody, a tu wzgardzono ich wysiłkami, traktując ich karierę zawodową, jako nieistotny kaprys.

Niestety, nie były to jeszcze czasy, kiedy kobiety mogły głośno i dosadnie powiedzieć, co myślą na ten temat. Zgodnie z panującym obyczajem, paniom nie wypadało otwarcie krytykować mężczyzn, a już na pewno nigdy atakować ideału ojca-żywiciela rodziny. No, ale czy kobiety byłyby sobą, gdyby nie znalazły jakiegoś sposobu, by wyrazić swoje zdanie? Nieformalnym sposobem buntu stał się pełen wyniosłej ignorancji stosunek do dawnej, macho-podobnej męskości i zainteresowanie się bardziej subtelnymi, podobnymi nieco do kobiet (również z wyglądu), mężczyznami. Rzecz jasna nie był to do końca świadomy wybór. Trudno przypuszczać, by Koreanki dogadały się między sobą, że od dziś olewają „męskich” mężczyzn, a w zamian zwracają uwagę tylko na tych „sfeminizowanych”. Wydaje się, że proces ten przyszedł na zasadzie naturalnej przeciwwagi. Gdy kobiety zmęczone były bezwzględnym patriarchatem i ciągłym graniem roli tej „mniej istotnej”, zauważyły nagle, że subtelny, delikatny mężczyzna, który nie koncentruje całej swojej uwagi na karierze i wie, jak powiedzieć „kocham”, jest równie, jeśli nie bardziej pociągający. W tych latach można zauważyć istny wybuch filmów, seriali i powieści, które po raz pierwszy zajęły się tematem seksualności zamężnych kobiet. Pokazywane były już nie tylko jako bezpłciowe ajumy, które zajmują się domem, wspierają swoich mężów i dbają o dzieci. Były to istotny z krwi i kości, ze swoimi ambicjami, ze swoimi potrzebami i marzeniami. W otwarty sposób podjęto krytykę masowych zwolnień zamężnych kobiet (w jednym z seriali był nawet wątek, że dziewczyna ukrywała, że ma męża, by nie stracić posady), przez co owe dramy i książki zdobywały dużą popularność. W tego typu produkcjach bardzo często pokazywano romans pomiędzy starszą kobietą i młodszym partnerem. Pojawił się nawet temat zdrady małżeńskiej (i to bynajmniej nie męskiej zdrady) i rozwodów. Wszystko to wstrząsnęło skostniałym porządkiem społecznym i stworzyło miejsce dla dobrze nam znanych, współczesnych kwiatków [po koreańsku 꽃미남 (kkotminam) –> 꽃(kkot) = kwiat, 미남(minam) = przystojny, stąd angielskie określenie flower boys].

[kolejny ładny kwiatek - moje niedawne odkrycie - Song Joong Ki]

A co do tego wszystkiego mają Mistrzostwa Świata w piłce nożnej? Wnioskując z tego, co zaczyna się rozpętywać wokół Euro w tym roku, śmiem przypuszczać, że Mistrzostwa Świata to było wielkie wydarzenie. Angażujące ogromne masy ludzi i nie przechodzące bez echa nawet w małych miejscowościach. Jak już pisałam, przed rokiem 90-tym koreańskie społeczeństwo było mocno konserwatywne, a modowe standardy dla szanującej się młodej damy, były dość precyzyjnie określone. Żadnej golizny, żadnego pokazywania ramion, nawet wyjście w krótkim rękawku budziło pewne kontrowersje. Gdy przyszedł rok 2002 i Korea była gospodarzem Mistrzostw, a co ważniejsze, drużyna narodowa zaczęła sobie nieźle radzić, Koreańczyków opanowała footbollowa gorączka i wszyscy, niezależnie od płci i wieku, dopingowali dokonania „Czerwonych Diabłów”. By zagrzać chłopaków do walki, Koreanki przywdziewały coraz odważniejsze stroje (bluzeczki na ramiączkach, pokazywały brzuchy). Bynajmniej nikt ich za to nie gonił, co więcej, przyklaskiwano takim postawom.


Taki doping najwyraźniej koreańskiej jedenastce służył, gdyż dotarli aż do półfinału. Jednak nie tylko spektakularne sukcesy drużyny narodowej były tematem elektryzującym uwagę kibiców. Jeden z piłkarzy, Ahn Jung Hwan, wprawiał kobiety w zachwyt za każdym razem, gdy po strzeleniu gola, całował obrączkę na swoim palcu.

["Władca pierścienia" w akcji]

Tak otwarta manifestacja uczuć do swojej żony na oczach milionów widzów była czymś niesamowitym i wcześniej nie spotykanym. Złośliwi okrzyknęli go „Władcą Pierścienia”, ale nie zmieniło to faktu, że Koreanki pokochały go całym sercem. Nie bez znaczenia była też uroda Jung-hwana, gdyż jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw uważany był za kwiatka zespołu i występował w różnych reklamach kosmetyków dla mężczyzn.

[Ahn Jung Hwan]

Po zakończeniu Mistrzostw wszystko potoczyło się już lawinowo. Raz przełamane bariery dotyczące prezentowania i traktowania kobiecego ciała oraz kobiecej seksualności nie dały się postawić na nowo. Koreanki stały się bardziej pewne siebie i świadome swoich preferencji. Wcześniej nie wypadało nawet z najbliższą przyjaciółką rozmawiać o upodobaniach, co do męskiej urody, ale po rozegranym turnieju jakoś naturalnie przychodziły im dyskusję na temat fryzur zawodników i ich muskulatury. Pop-kultura podchwyciła modne trendy i flower boysi coraz częściej zaczęli pojawiać się na szklanym ekranie. Za krok milowy można uznać tu dramę „Winter Sonata”, z niezapomnianym i owianym niemal nimbem boskości (zwłaszcza w Japonii, ale to inna historia) Bae Yong Joonem. Grany przez niego bohater był dobrze wychowanym, uczuciowym mężczyzną, który ponad wszystko przedkładał miłość do swojej ukochanej. Dodajmy do tego jeszcze jego gładką buzię, ciepły uśmiech i mamy zakochane na zabój pokolenia młodych (i nie tylko) kobiet.

[Bae Yong Joon]

Na koniec jeszcze małe wyjaśnienie, dlaczego James Tumbull, a ja razem z nim, nie wierzymy, by mangi shōjo i yaoi miały tak wielki wpływ na powstanie fenomenu kkotminam. Owszem, obecnie nie da się zaprzeczyć, że podsycają ten trend i pomagają mu dalej ewoluować, lecz w czasie, gdy dokonywały się przemiany w mentalności kobiet, tego typu mangi dopiero stawały się popularne. To nie zamężne kobiety zaczytywały się romantycznymi historiami pomiędzy dwoma zjawiskowo pięknymi panami, a ich córki – nastolatki i panienki w wieku lat dwudziestu-kilku, które w owych czasach (w opinii społeczeństwa przynajmniej) nie powinny mieć nawet pojęcia o sprawach pszczółek i motylków. Dziewczęta krytykowano wtedy za stroje odsłaniające więcej niż kolana, trudno więc oczekiwać, by takie podlotki mogły wywrzeć jakiś wpływ na proces emancypacji kobiecej seksualności. To zamężne kobiety musiały podjąć się tego zadania i jak mi się wydaje, całkiem nieźle im poszło. Proces, rzecz jasna, wciąż jest w toku, ale już teraz można zaobserwować ogromne zmiany!

[rozkosznie taplający się Kim JaeJoong]

Czy można to zatem nazwać triumfem kobiet? Niestety, nie bardzo. Doprowadzenie do „zmiękczenia” męskości i stereotypu seksownego mężczyzny wcale nie zmniejszyło presji bycia piękną. Wciąż główną kategorią, według której ocenia się kobiety nie są ich przymioty ducha czy poziom edukacji, a uroda. Pomyślcie tylko. Jaki jest zawsze pierwszy komentarz we wszystkich filmach/dramach, gdy facet przyprowadza do domu/przedstawia znajomym wybrankę swojego serca? Jakoś nie przypominam sobie, by ktokolwiek zainteresował się czymś innym, niż jej urodą.
Jeśli można mówić o jakichś sukcesach, to chyba tylko o takim, że obecnie mężczyźni w znacznie większym stopniu rozumieją ciężar takiej presji, gdyż teraz i na ich barkach ona spoczywa. No, ale o tym, jak to jest być współczesnym kkotminamem – w części III cyklu (tutaj) o pięknych panach!

[Kim Jyun Joong i jego gładka buźka]

Cykl o flower boysach:

Źródła:
International Institute of Asian Studies, newsletter No.55, Autumn/Winter 2010:
blog The Grand Narrative
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...