Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPICA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPICA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Wielce to Frapujące Momenty w K-popie, wydanie 5

Niemal już zgubiłam rachubę, który to odcinek cyklu! Czy kiedyś znudzi mi się szukania dziury w całym i wymyślania trzeciego dna, kiedy nie ma nawet pierwszego? Mało prawdopodobne! :D 


AOA - Like A Cat (kliknij tutuł piosenki, by obejrzeć ją na YouTube)

Jakoś wcześniej umknęły mi te panie, ale nic straconego! Nasze pierwsze spotkanie od razu zakończyło się szczerą sympatią, bo nic tak nie dostarcza materiału do WTF Moments jak dobry klip z wątkiem kryminalnym… O tak!

Kobiety-koty przebiegłe są i zwinne, jak te czarne pantery! Grawitacja się ich włosów nie ima! Co to za włam, jeśli nie zrzuci się z twarzy maski w środku akcji, wkroczy na miejsce planowanej zbrodni w stroju co najmniej niekompletnym i zaakcentuje się własną obecność stukiem 12-centymetrowych obcasów?!

[bo grawitacja jest dla cieniasów!]

Klip jest po prostu majstersztykiem, istnym podręcznikiem dla początkujących włamywaczy, obowiązkową lekturą nawet dla bardziej zaawansowanych w fachu!

Nie ma to otworzyć okno z hukiem, kiedy zakrada się do czyjegoś pokoju, a owy ktoś właśnie śpi smacznie w łóżku tuż obok. I koniecznie trzeba się po tym pokoju powyginać we wszystkie strony i potrzaskać jeszcze, czym tylko można trzasnąć. Nie gorszym pomysłem jest zmysłowe poczołganie się w stroju roboczym w szybie wentylacyjnym z jakąś śmiercionośną trutką (gazem usypiającym, czy co to było) w ręku, bez maski przeciwgazowej. Bo tylko cieniasy noszą maski, a jeszcze większe trzęsiportki uciekają w popłochu po rozpyleniu gazu. Prawdziwe twarde panny zostają na miejscu i godnie inhalują co rozpyliły! A co!

[haha, ale zabawa!
Tutaj jakoś grawitacja działa, hmm...]

[co to jest za ujęcie, ja się pytam!]
s
[ups!]

Z klipu dowiadujemy się, że bat jest śmiercionośną bronią! Już samo z niego trzaśnięcie sprawia, że rosłe chłopy padają jak muchy. Jednakowoż w obliczu przeważających sił wroga, nawet bat nie pomoże i należy salwować się szybką ucieczką.

[niezłego perwerka mają twórcy tego klipu, nie możecie z tym polemizować…]

Kto by się fatygował staniem na czatach… Spoko luzik! W chwili, gdy koleżanka usiłuje włamać się do sejfu można wygospodarować chwilę dla siebie i pograć na telefonie. I potem być bardzo, ale to bardzo zdziwionym, gdy do pomieszczenia wpada ochrona.

I najważniejsze lekcja: zawsze miej przy sobie pistolet! Jak wiadomo, pistolet to wspaniała broń obuchowa i nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda, by przywalić nią komuś w łopatkę.

Na marginesie muszę jeszcze dodać, że system zabezpieczeń w tym banku/posiadłości jest doprawdy żałosny. Lasery, pod którymi można się przeczołgać i wyłączyć za pomocą pstryczka, jak żarówkę w pokoju. Drzwiczki przezroczystej skrzynki chroniącej dużego szkiełka diamentu klekocą jak nie przymierzając pociąg PKP w pędzie. Ochrona jest bardziej wrażliwa na ból, niż moje 5-latki podczas szczepień, a szef całego bałaganu jest co najmniej niedomyślny.

Mniemam, że dlatego cała ta męska banda jest biała, bo żaden Koreańczyk nie odstawiłby takiej fuszery.

Boyfriend – Witch 

[uch! Już to Tobie koleś!]

Skoro jesteśmy przy bijatykach: jak pokazują poprzednie edycje WTF Momentów, mordobicie nie jest najmocniejszą stroną chłopców z koreańskich boys bandów. Niezmiennie bandziory leją ich po pyskach i zazwyczaj źle to wszystko wygląda. Chłopcy z Boyfriend klipem Witch wyznaczyli jednak nowy poziom nieudolności, który wymaga nie lada umiejętności: padania na ziemię po dotknięciu szaty wroga, czasem nawet zdarza się to i bez fizycznego kontaktu.

 [tak kobietę publicznie rozbierać?! @__@]

 [no to teraz masz problem, koleś...]

[troszkę żeście spudłowali chłopaki]

Jako że analiza całego klipu dalece wykracza poza moją inteligencję, skupię się na kończącej klip scenie walk. Mam tutaj swoją teorię. Jakby nie spojrzeć, chłopcom przyszło się zmierzyć z wiedźmą! Jestem pewna, że dziewczyna, poirytowana tym, że jakiś nieletni wampiro-wilkołak śmiał zedrzeć z niej pelerynkę (a to zboczuch, nu-nu!), zaczęła emitować śmiertelną aurę, która rozłożyła przeciwników na łopatki! Samo znalezienie się w zasięgu śmiercionośnych wyziewów źle się skończyło, a cielesny kontakt to po prostu mogiła! Drogie bojfrendy, następnym razem zastanówcie się trzy razy, nim przejdziecie do rozbierania dziewczyny na dachu, w towarzystwie kolegów!

[pozamiatane!]

P.S. Czy tylko mi się przypomniał dach SHINee z Ring Ding Dong? :D

MADTOWN – Yolo 

Uch, jacy ci panowie są groźni i gangsta! Zdążyłam już trochę poekscytować na fanpejdżu, oznajmiając, że piosenka mi się bardzo spodobała, choreografia też jest niezgorsza, czegóż mi trza więcej! Klip też jest przyzwoity, chłopców może za bardzo poniosło pod koniec, kiedy to wandalizują wszystko, co wpadnie im w ręce, ale rozumiem koncept, niech im będzie. Graffiti na piłkach do kosza jest w jakiś sposób innowacyjne. Z przyzwyczajenia popatrzyłam sobie po dekoracji i znalazłam dwa momenty, a właściwie dwa teksty na ścianach, które mnie mocno zafrapowały.

Pierwszy jest ten:


„My hear is still BL” Moje słuchać jest wciąż… i tu rodzi się pytanie, jest wciąż czym? Jako mangowy zboczeniec, skrót BL od razu skojarzył mi się z Boys’ Love, a więc yaoi. Moje słuchać jest wciąż wysoce estetycznym i przyjemnym dla oka gejowskim pornosem? Hm, chyba nie… Klip nie ma żadnego oznaczenia 19+, więc chyba to nie to twórca miał na myśli. Z resztą co ma do tego zmysł słuchu? Chyba, że ktoś przedkłada bodźce słuchowe ponad wizualne. O gustach się nie dyskutuje.

Nic to, porzuciłam wątek yaoistyczny i chwyciłam za słownik. Może jest jakieś znaczenie BL, którego nie znam? Zapewne nie chodzi o Bibliotekę Brytyjską (British Library), wątpliwa jest też wersja o niskim poziomie baterii (Battery Low), czy też utracie krwi (Blod Loss) albo złamaniu nogi (Broken Leg)… Przekonująco brzmi banialuka, ale ja stawiałabym jednak na stan budżetu (Budget Line), bo ewidentnie ktoś przyoszczędził na jakimkolwiek sensie.

[więcej można sobie sprawdzić tutaj: http://www.abbreviations.com/BL
Jak ktoś ma lepsze pomysły na rozwiązanie tej łamigłówki, proszę, oświećcie mnie!]

A może za rogiem jest dalszy tekst i to nie jest hear (słyszeć) tylko heart (serce) i nie BL tylko BLACK? Hm…Sama nie wiem co lepsze.

Kolejny tekst głosi (jak mniemam, po niemiecku?)


„Friede den Hütten
*rieg den XXX
”

Pokój szałasowi (w tym szałasie? Dosłownie to jest napisane „pokój/zgoda szałas”, bo się gramatyka ciut-ciut posypała). Mimo moich usilnych starań, lingwistycznej kreatywności i dociekań, nie dowiedziałam się co ma oznaczać druga linijka. Pierwsze słowo to, jak przypuszczam, „Krieg”, czyli wojna. Całość pewnie to coś w stylu „Pokój temu szałasowi, a wojna światu”. Nie wiem co kto brał, ale należy to odłożyć!

Spica – Ghost 

[serio?! @__@]

Matko Bosko, ja wiedziałam, że bycie modelką to wymagający zawód, ale że… fryzjerka może ci sfajczyć fryzurę za pomocą prostownicy do włosów?! @___@ Toż to z tego narzędzia wydobywa się dym! Niech mnie ktoś oświeci, czy to jest jakaś nowa generacja prostownic ziejących ogniem i tak ma być, czy w wyniku montażu wycięto następujące sceny paniki, bezładnego biegania w kółko i wrzasków „łep ci się pali!”

Zszokowałam się! @__@

Boyfriend – White out

Boyfriend na bis! Tak mi się przypomniało a propos przerażania się. Czy Wy widzieliście te nóżki?! @__@ Tak, te jaśniejące na czarnym tle nóżki! Toż to moje ramiona są grubsze! Dajcie temu chłopcu coś jeść!


A tak poza tym, to robi się chyba tendencja, że się skośnoocy zaczynają prowadzać z zagranicznymi dziewczynami… Np. Zhoumi z Super Junior, w White out rozmowa potoczyła się po angielsku, więc na pewno nie była to Koreanka. Przypuszczalnie też była to biała dziewczyna, jak sugeruje sam tytuł: białe out…

Moje kochane czytelniczki, singielki, któraś planuje podróż na wschód? :D Wygląda, że to może być dobry moment!

[a tak w ogóle to pod prysznic nie wchodzi się w spodniach!]

Pozdrawiam jak zawsze serdecznie i niech moc trzyma się producentów klipów muzycznych! ^^

Więcej Wielce to Frapujących Momentów:

środa, 6 czerwca 2012

K-pop w walce ze stereotypami

Zdaję sobie sprawę, że w świetle tego, co napisałam już na łamach bloga, powyższy tytuł może brzmieć przewrotnie. Szczególnie w odniesieniu do postu o bladych twarzach czy sposobie kreacji girls bandów. Co więcej, nie zamierzam ani wycofywać się z wcześniejszych stwierdzeń, ani napisać, że tytuł to kolejny osobliwy żarcik w moim wykonaniu. Jest pole, na którym zdanie o walce ze stereotypami jest w 100% prawdziwe.

[oto, co ukazuje się oczom, gdy w google images wpisze się "asian"
P.S. Jest nadzieja! Polski internet zdecydowanie bardziej zna się na rzeczy! :D]

W Polce problem stereotypów na temat mieszkańców Azji nie jest zbyt nasilony ze względu na stosunkową homogeniczność naszego narodu i już na pewno bardziej niż ograniczony kontakt z „żywymi” Azjatami. Czasem gdzieś przewinie się jakiś Wietnamczyk, z rzadka Chińczyk ale już spotkanie Japończyk czy Koreańczyka to prawdziwy wyczyn. W naszej kulturowej świadomości stereotypowy Azjata gdzieś tam sobie egzystuje, ale nie poświęcamy mu zbyt wiele uwagi. Owszem, przebijają się przez kłęby podświadomości szczątkowe informacje o rzekomym spokojnym/uległym usposobieniu, zdolnościach matematycznych i niezbyt imponującym wzroście. Ci bardziej światli obywatele przytoczą nawet imię Konfucjusza, a co bardziej pragmatyczni: Toyoty i Samsunga. No, to by było na tyle.

[no dobra, przystojniacha z tego Konfucjusza to nie była...]

W Stanach, w Australii czy w każdym innym miejscu, gdzie Azjatów jest na pęczki, sprawa wygląda już inaczej. Tak jak my na bezdechu możemy wymienić całą litanię ludowych mądrości a propos Niemców, tak samo Amerykanie poinformują nas, że Azjata to:
  • kujon,
  • introwertyk,
  • geniusz matematyczny,
  • brzydal,
  • ledwo odrośnięty od ziemi knypek, o masie mięśniowej zbliżonej do tej, jaką może pochwalić się ameba (w przypadku dziewczyn: kształty bardzo dosłownie przypominające deskę, z obu stron),
  • doskonały materiał na trybik w jakiejś korporacji, gdzie będzie mógł sobie dzióbać godzinami swoje cyferki,
  • chłopacy to chodząca porażka w dziedzinie podrywu (tak swoją drogą są też jeszcze inne stereotypy dotyczące azjatyckich mężczyzn, których nie przytoczę ze względu na dobro młodocianej publiczności, a które zostawiam Waszej wyobraźni),
  • dziewczęta z kolei to uległe, ciche i płochliwe łanie, seksualna fantazja sporej części męskiej populacji,
  • generalnie sierota, dobry materiał na chłopca/dziewczynkę do bicia.

Tak sobie czytałam owe „mądrości narodów” a przed oczyma galopowały mi te wszystkie Mihonki (Lee Min Ho, dla niewtajemniczonych), Gongi Yoo (a propos, widział ktoś już pierwszy odcinek „Big”? OMO! @_@), JaeJoongi, Lee Joony i inne Kang Ji Hwany. Pewnie powinnam była w tym momencie dojść do jakichś odkrywczych wniosków, ale niestety. Nie doszłam. Jakkolwiek to brzmi. Ale co sobie popatrzyłam, to moje! :D

[wspomniany wcześniej Gong Yoo i "Big".
Indeed, chciałoby się rzec ;)]

Ekhm… Wracając. Przebłysk, by napisać ten post pojawił się w mojej głowie po obejrzeniu filmiku Kevina Wu, Amerykanina chińsko-tajwańskiego pochodzenia. Kevin nie może przeboleć, że bohater jego dzieciństwa, Goku z anime Dragon Ball, w hollywoodzkiej ekranizacji przybrał postać Justina Chatwina, białego gościa, który nawet moim niezaznajomionym z tym kultowym dziełem okiem, niezbyt przypomina głównego bohatera… Jaki cel przyświecał twórcom filmu, obsadzając w roli Goku białego chłopaka a nie Azjatę? Konkluzja Kevina jest prosta: po prostu Azjaci nie są wystarczająco cool. Przeanalizujcie w myślach wszystkie amerykańskie filmy, jakie widzieliście i pomyślcie o grających w nich Azjatach. (Niemal) zawsze są to:
a)      łaaaa-szast-prast-ninja
b)      kujony i inne siermięgi

[Justin Chatwin jako Goku w filmie "Dragon Ball Evolution"]

Jeden z odcinków „Kids React” (coś à la nasze „Dzieci wiedzą lepiej”) poświęcony jest reakcjom dzieci na k-popowe klipy i śmiem twierdzić, że ich szczere wypowiedzi doskonale podsumowują amerykański sposób patrzenia na sprawę:


Ale świat, czy chce czy nie, zmuszony jest coraz intensywniej rewidować swoje poglądy i coraz częściej pojawiają się ku temu sposobności. Całkiem niedawno wstrząsem dla Amerykanów stała się postać koszykarza Jeremiego Lina, który mimo iż jest Azjatą (konkretniej, jego rodzice przybyli z Tajwanu), mierzy 191 cm wzrostu (to w przyrodzie takie rzeczy bywają?! Olaboga!) i dostał się do NBA, jako jeden z bardzo nielicznych Azjatów w historii tej organizacji. Światopogląd naszych zaoceanicznych braci uległ rozchwianiu, gdyż nie wyobrażali sobie, by któryś z tych pokurczy-Azjatów mógłby dostać się do NBA! Zdarzało im się może widywać jakieś małe skośnookie ludki przy stole do ping-ponga, ale koszykówka?! Olaboga! Najwyraźniej umknął im ten szczegół, że swojego czasu najwyższym człowiekiem na świecie był Chińczyk (obecnie zdetronizował go Turek, mierzący, bagatela, 251 cm)…

[Bao Xishun – szczęśliwy mąż i ojciec, mierzący 236 cm]

Koreańska pop-kultura, poniekąd nieświadomie, również przyłączył się do tej nierównej walki ze stereotypami. Już sam fakt istnienia takich postaci, jak Won Bin, czy Siwon z Super Junior, co nie co powinien dać do myślenia. Dziewczęta z 2NE1 również pokazują, że azjatyckie kobiety nie zawsze są synonimem niewinności i uległości. Oglądając co drugi ich teledysk mam wrażenie, że lepiej ich nie irytować.

[2NE1 "I'm the best". Nie śmiem wątpić, dziewczęta!]

Nie można zapomnieć również o całej armii programów typu variety-show, które pokazują idoli takimi, jacy naprawdę są (no, przynajmniej w teorii). Obejrzawszy zaledwie jeden odcinek losowego programu można zauważyć kolejną zaskakującą rzecz: nie wszyscy Azjaci są tacy sami! Wow… Dla przykładu wykorzystajmy chłopców z Big Bang (ach, ten język polski i jego wieloznaczność! ^^). Owszem, mamy cichego i opanowanego T.O.P., ale przy tym posiadającego jakiś taki tajemniczy magnetyzm i nieodparty mroczy urok. Dla kontrastu, Daesung to sama radość na dwóch nogach, wiecznie uśmiechnięta postać, robiąca sobie żarty z siebie samego i wszystkiego wokół. Dalej drobniutki lider G-Dragon. Owszem – geniusz, ale bynajmniej nie matematyczny. Taeyang z kolei to pogodny facet, którego nie bez przyczyny częściej można spotkać bez koszulki, niż w. I na koniec najmłodsza latorośl zespołu: Seungri, przepojony aegyo pogromca niewieścich serc (zwłaszcza tych posuniętych już nieco w latach).


Zostawmy kwestię szczerości przybranych przez chłopców ról. Nie da się zaprzeczyć, że prezentują w skali mini wielorakość ludzkich charakterów i pokazują niedowiarkom, że Azjaci, tak samo jak wszyscy inni homo sapiens na ziemi, są różni. Jedni są zamknięci w sobie, inni lgną do ludzi jak muchy do lepu. Jedni są utalentowani matematycznie, a inni to artystyczne dusze. Nic odkrywczego, a jednak kilka amerykańskich serwisów poświęconych k-popowi zamieściło na swoich stronach podobne artykuły.

Inna sprawa, że wystarczy nieco głębsze zanurzenie w świecie k-popu, by uświadomić sobie, jak bardzo jest on schematyczny. Zdarzają się postaci, które przeczą wszystkim konwenansom (na myśl od razu przychodzi mi GD), ale jest to zjawisko tak częste, jak trzęsienia ziemi w Polsce. Mimo iż jest całkiem sporo piosenek wykonywanych przez girls bandy, które lubię, to szczerze mówiąc, z punktu widzenia osoby, która nie jest obezwładniona na wstępie walorami urody dziewcząt (nie, żeby były brzydkie! Broń Boże! Po prostu, że się tak wyrażę, chemia nie ta :>), ciężko mi jest zauważyć różnice pomiędzy jednym zespołem a drugim. Cała armia pięknych, długonogich dziewcząt, które na przemian są słodkie jak cukierek i seksowne jak marzenie i tylko zmieniająca się ilość wykonawców każe mi się zreflektować, że to chyba już inny zespół. Tak, wiem. Co nie co przekoloryzowałam. Na szczęście jest 2NE1, które ratują kobiecy honor i SPICA, które zaczęły w całkiem przyzwoitym stylu.

 [SPICA]

Boys Bandy wcale nie są lepsze i mimo całej mojej miłości do Big Bang, nie są oni bardzo oryginalni w kwestii kreowania zespołu. A może to inni wzorują się na nich? Kto wie. Tak jak wypunktowałam w skrócie cechy członków Big Bang, pod wyżej wymienione kryteria można odpowiednio podstawić, np. chłopców z SHINee. Odpowiednikiem T.O.P. jest Minho, GD (w modowym aspekcie) → Key, Daesung → Onew, Taeyang → Jonghyun i Seungri → Taemin. Idąc tym tropem, można by również pokusić się o wpasowanie w te ramy innych zespołów jak B2ST, czy dawne DBSK…

[SHINee]

Cóż, najwyraźniej taka konwencja jest najbardziej efektywna, dlatego jest kultywowana. Nie śledzę aż tak bardzo poczynań nowych zespołów, jak np. B.A.P. czy EXO, więc ciężko mi się wypowiadać, czy i tutaj schematy są zachowane, śmiem przypuszczać, że tak. Pewnie wypadałoby pomarudzić, że dobrze by było rozszerzyć gamę tych k-popowych archetypów (o których np. można poczytać na How-gee), ale szczerze… Niewiele mnie to obchodzi, bo niemal w ogóle nie oglądam variety-shows, a w k-popie koncentruję się na muzyce i aktorskich dokonaniach. Moim jedynym życzeniem byłoby to, by k-popowi artyści mieli możliwość swobodnego wyrażania siebie. W jakiejkolwiek formie. A do tego jeszcze długa droga.

Więcej na temat:
Muzyka/Idole

środa, 23 maja 2012

Grunt to bunt!

Lubicie słodkie minki i cukierkowe biciki, którymi od lat raczą nas debiutujące k-popowe grupy? To mam dla Was złą wiadomość, bo wygląda na to, że rok 2012 to rok buntu w tym uroczym muzycznym zagłębiu!


Przynajmniej trend dotyczy boys bandów. Grupy dziewczęce w większości niestety wciąż opychają ten sam schemat, wyciskając z siebie aegyo aż do bólu i wydymając słodziusio usteczka do kamery. Przyznam, że w świetle ostatnich boys bandowych debiutów, pokładałam pewne nadzieje w nowym zespole z Pledis Entertiment: Hello Venus, ale niestety. Jak nic czeka mnie próchnica od nadmiaru słodyczy.

[niestety, te iskierki to nie moja twórczość...]

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że i dziewczęta próbują oprzeć się obezwładniającej sile aegyo. Debiutująca w tym roku SPICA przeciwstawia się dyktatowi słodkich minek i w swoim debiucie postawiła na dramatyczny efekt niegrzecznych gierek. „Russian Roulette” może jakoś nie rzuciła mnie muzycznie na kolana, ale była miłą odmianą po wcześniejszych dziewczęcych wyskokach, jak np. sławetne, zeszłoroczne „I Don’t Know” A Pink. Na samo wspomnienie aż mnie wykręca od przedawkowania cukierkowej radości…

 [SPICA "Russian Roulette"]

Panowie również w większości przypadków swoje pierwsze występy okraszali porządną dawką aegyo. Nawet takie legendy jak DBSK zadebiutowali budzącym zgrozę „Hug” (pamięta to ktoś jeszcze?), nie mówiąc już o strasznistym, ale to strasznistym debiucie U-KISS (dla odważnych, do obejrzenia tutaj). Całe szczęście, że ten mroczny okres mają już za sobą i podziwiać tylko, że zdołali się utrzymać, mimo takiego wejścia „z przytupem” ;)

 
[Changminek i koci pocałunek]

2PM, którzy od zarania przyjęli „męski” koncept, w „10 Points Out of 10 Points” nie ustrzegli się przed odpowiednią dawką aegyo. Trzeba jednak przyznać, że dawka jest odpowiednio wyważona a cały klip całkiem zabawny i sporadyczne nieszczęśliwe minki są pocieszne. W 2011 swój debiut mieli chłopcy z Boyfriend z wielce kreatywnym tytułem piosenki „Boyfriend” oraz B1A4 z „OK”. Ci ostatni są chyba jedynym zespołem w historii świata, który mnie nie irytuje swoim buchającym aegyo, co więcej, uważam, że są naprawdę przeuroczy w tych swoich występach! „Beautiful Target” to jest klasyk gatunku i działa na mnie lepiej niż prozac. Nie żebym kiedyś próbowała. Ale tak sobie myślę… Ekhm.

[czy temu uśmiechowi można się oprzeć?
B1A4 "Beautiful Target"]

Obecnie skośnoocy debiutanci obrali całkiem inny kurs! Pierwsze jaskółki pojawiły się już w 2011 roku, kiedy na światło dzienne wyłonił się np. Block B ze swoim „Freez”. Jasne, nie było tam wielkich innowacji, taniec synchroniczny, lans na blachach (swoją drogą może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi z tym szałem sportowych samochodów we wszelkiej maści klipach?!) i mizianie ustek (więcej o mizianiu tutaj), ale niemniej pierwszy sygnał poleciał w świat, że chłopcy nie będą zalotnie mrugać rzęskami i przykładać piąstek do buzi. Do tego cały ich koncept daleki był od grzecznych chłopców z dobrych rodzin, przyjęli raczej taką rozbaraszkowano-wygłupiaszczą konwencję, która całkiem sprawnie im wychodziła i żal, że przez tajlandzką aferę (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to szczegóły tutaj) musieli mocno się wyciszyć i zniknąć na jakiś czas z ekranu.

[Block B]

Przechodząc wreszcie do meritum i teraźniejszości, mam wrażenie, że modę na bunt i agresywny image zapoczątkowali chłopcy z B.A.P. Ich „Warrior” bezlitośnie wciska w fotel i czasem aż ciężko uwierzyć, że to ich pierwszy singiel. Kolejna promowana piosenka: „Power” również nie pozostawia złudzeń, że panowie nie planują złagodnieć. Aż ciężko mi sobie ich wyobrazić, by mieli nagle przeistoczyć się w anioły-stworzenia, wyśpiewujące ballady do uszka swojej białogłowy. Niby na wypuszczonych krążkach znajdują się również rzewne pieśni, jak np. „전부 거짓말 (It’s All Lies)”, a podczas wywiadów chłopcy wcale nie próbują zalotnie odgryźć reporterom ucha, ale jakoś takoś… Z jednej strony chłopcy obrali sobie (tudzież agencja im obrała) trudną drogę, bo zastanawiające jest, jak długo będą chcieli utrzymać ten image i jak długo będzie on robił na słuchaczach tak samo silne wrażenie. Kiedyś będą musieli wyjść poza stworzony mit i bardzo jestem ciekawa, co im z tego wyjdzie. Pozostaje nam tylko czekać i bacznie się im przyglądać.

 
[męskie pogaduszki Himchana i Bang Yong Guka]

Kolejny tegoroczny debiut: Nu’est w „Face” może i mają niewinne buźki, ale leją się po nich jak zawodowcy! BtoB w „Insane” przeżywają i rozdzierają szaty z żalu za utraconą miłością, ale na końcu robią rozpierduchę pierwsza klasa! Myślę, że to jest odpowiednie miejsce, by coś oficjalnie ogłosić: przegrzebaliście sobie, chłopaki! Siedem lat nieszczęść – a proszę Was bardzo, Wasze nieszczęścia, tłuczcie sobie luster ile chcecie. Palicie fortepian? Spoko, skoro taką odczuwacie potrzebę… Wyrywacie sobie kłaki, luzik. Ale od książek wara! Co to ma być, żeby tak młodzież uczyć poszanowania do słowa pisanego! Nieładnie, nu, nu!

[żebym ja więcej takich scen nie oglądała!]

EXO również nie można zakwalifikować do kategorii słodziusich chłopięcych zespolików. Ciężko mi orzec, którą piosenkę powinnam uznać za ich debiut, bo nie do końca przemawia do mnie filozofia 10 tysięcy teaserów, prologów i czort wie czego tam jeszcze, ale zróbmy SM Entertainment tę przyjemność i uznajmy, że ich oficjalnym debiutem jest „History”. Ten zespół z kolei idzie w buntowniczy monumentalizm, a co więcej, przemycają tu i ówdzie co najmniej nieodpowiednie dla młodzieży treści. Ten gif rozłożył mnie na łopatki:

[dla tych, których angielski nie jest najmocniejszą stroną:
"szybka masturbacja"
niestety nie jestem pewna źródła, ale na 90% pochodzi on stąd]

I na koniec zupełna świeżynka: JJ Project z JYP Entertainment. Wow! Jestem naprawdę pod wrażeniem tego debiutu. Z przytupem, z poczuciem humoru, z powerem i tylko chciałoby się im życzyć, by tej energii nie zabrakło im w dalszej pracy! Wypuszczony singiel jest tak samo zachwycający, jak promowana piosenka. Na krążku, oprócz głównego utworu, są dwa kolejne i nie są to jakieś tam smętne „zapychacze”, jak to finezyjnie określa Miica na swoim blogu How Gee, ale dwie świetne piosenki, z czego ostatnia „이 노래가 끝나기 전에 (Before This Song Ends)” jest chyba nawet lepsza niż promocyjna! Dobra robota! Byle tak dalej, a może znów rozpali się we mnie „fan girl mode”. Kto wie?


Tyle moich zachwytów. A jak Wam podoba się buntowniczy trend w k-popie? Zauważyłam, że nawet te zespoły, które już debiutowały jakiś czas temu, powracają obecnie z bardziej zadziornym image, jak np. Dalmatian, który zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia piosenką „That Man Opposed”, ale ich najnowszy przebój „E.R.” (swoją drogą jestem wzruszona chłopaki! żeby nazywać piosenkę od moich inicjałów, nie mam słów! Widać, ktoś docenia wreszcie mój wkład w promocję k-popu w Polsce ;), no, no… To już zupełnie inna bajka! I muzycznie i wizualnie… Ekhm… Chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że ten klip zasługuje na pojawienie się w moim elitarnym cyklu wtf moment (jeśli ktoś nie zna serii, to zapraszam tu i tu). Z tej pani zimny chirurg to raczej jest nekrofil, bo jej sekcja zwłok ogranicza się do rozcięcia koszulek domniemanych trupów i ucałowania zimnego czółka. Ja doskonale rozumiem, że kobiety też lubią sobie popatrzeć, ale ta pani posunęła się chyba zbyt daleko w swoich maniactwach…

 
Na dziś to tyle wygłupów. Pragnę jedynie zakomunikować, że wreszcie zakończyłam wojaże i pisanie rzeczy, których pisać wcale nie miałam ochoty, co oznacza ni mniej ni więcej, a więcej czasu na pisanie tutaj. Spodziewajcie się więc na dniach bardziej ambitnych wpisów, a z moje strony czekam na kolejne wyrazy uznania płynące ze świata k-popu, jak wspomniana wcześniej pieśń Dalmatiana :D

Więcej na temat: 
Muzyka/Idole
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...