Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2016

Dzień z życia reżysera anime

Czy fan anime może wyobrazić sobie lepszą pracę, niż bycie reżyserem filmów i seriali owego gatunku? Warto jednak zastanowić się nad wcielaniem w życie owych marzeń, bo rzeczywistość może okazać się zgoła inna od wyobrażeń!


Jak to w Azji i w pracy bywa… różowo nie jest. By nie powiedzieć, że jest dość strasznie i nieludzko. Reporterom jednego z moich ulubionych portali o tematyce azjatyckiej, Rocketnews24.com, udało się jakimś cudem dorwać jednego z przepracowanych, japońskich reżyserów i przeprowadzić z nim krótki wywiad.

Niech wypowiedzi pana Azumy Tani, który pracuje dla znanej wytwórni Dream Link Entertainment, mówią same za siebie.

Jak to jest być reżyserem anime? Opowiedz nam o typowym dniu ze swojego życia.

Praca nad anime dzieli się na dwie fazy: pisanie i animowanie. Podczas produkcji „Glass Kimen” [film o pełnym tytule „Glass Kamen Desu Ga” (“Jestem szklaną maską, i co z tego?”). Jest to pierwsza pełnometrażowa ekranizacja drugiej, najlepiej sprzedającej się mangi dla dziewcząt w całej Japonii! Wcześniej postało już kilka seriali i live action na jej bazie] wstawałem około 7:30, oglądałem jeden z moich ulubionych programów w telewizji „Ama-chan”, a potem zabierałem się do rysowania. Około godziny 10-tej ludzie zaczynają pojawiać się w biurze, więc jest ciężej skoncentrować się na pisaniu. Dlatego jest to też zwykle czas, kiedy przerzucam się na animowanie. Pojawiają się moi koledzy z zespołu i pokazują mi nad czym pracują, więc przez cały dzień ludzie zadają mi różne pytania. Daję im wskazówki, mówię, co jest dobre, a nad czym trzeba jeszcze popracować, itp. Idę na lunch około 2 po południu. Najczęściej kupuję bento w okolicznym sklepiku, albo, jeśli mam taką zachciankę, jem ramen w restauracji na rogu, niedaleko biura.

[przynajmniej jest z czego wybierać. Półka w sklepie z rożnorakimi bento]

Więc jesteś w biurze przez większość czasu?

Podczas pracy nad „Glas Kamen” spałem w biurze większość nocy. Jadłem kolację około 10 wieczorem – znów albo ramen albo bento – po czym ponownie zabierałem się do pracy. Szedłem spać ok. 2 w nocy.

Czy w ogóle wychodziłeś z biura?

Musiałem kilka razy jechać do studia nagrań, by nadzorować pracę aktorów, którzy udzielili głosów postaciom z anime. Jednak opuszczałem biuro, jechałem tam na rowerze, słuchałem przez kilka minut, udzielałem mojej aprobaty, po czym znów wracałem rowerem od biura.

[król szos]

Gdzie spałeś?

Mam matę tatami, na której kładłem się spać w jednej z sal konferencyjnych, brałem pluszową maskotkę jednej z postaci z „DLE” i używałem jej jako poduszki. Kiedy śpisz na podłodze, wszystko zaczyna cię swędzieć, więc nie jest to najbardziej przyjemne nocne doznanie. Zakończenie pracy nad „Glas Kamen” zajęło nam około 3 miesięcy i byłem w biurze przez większość tego czasu. Jeśli spędzisz zbyt wiele dni pod rząd w biurze, zaczynasz wariować. Dlatego też pod koniec produkcji wracałem do domu w większość dni. Jednak moja żona i dzieci już spały, gdy przychodziłem do domu w nocy i czułem się źle, budząc ich rano.


Jak często widujesz swoją rodzinę?

Kiedy pracowaliśmy nad “Glas Kamen” zjadłem kolację z moją rodziną raz.

Masz czas na swoje hobby?

Nie bardzo. Jednak jestem szczęściarzem, bo moim hobby jest jeżdżenie na rowerze. Więc gdy jadę do i z biura, albo do studia nagrań, mam kilka chwil, by cieszyć się jazdą na rowerze. Używam aplikacji na telefonie „Strava”, która zapisuje twoją trasę, mierzy czas, średnią prędkość itp., a potem porównuje twoje wyniki z innymi cyklistami w okolicy. Mogę z dumą powiedzieć, że jestem najszybszym rowerzystą na trasach wokoło mojego biura. Raz miałem szczęście na światłach i moja średnia prędkość wyniosła 62km/h. [Tak na marginesie, jest to prędkość większa, niż dopuszczalna dla samochodów jeżdżących po miastach!]


Kiedy jesteś na rowerze, myślisz o anime?

Nie, nie. Jest to czas, kiedy mogę zupełnie oczyścić swój umysł. Dosłownie nie myślę o niczym, kiedy jestem na rowerze.

Kiedy jesteś więc najbardziej kreatywny?

Po 22-drugiej ludzie wracają do domów i jestem wtedy tylko ja i jeszcze kilku innych, więc biuro staje się spokojne i jest to czas, kiedy naprawdę mogę myśleć kreatywnie. Piję również mnóstwo napoi energetycznych i żuję gumę – pomaga mi to myśleć. Raz wypiłem za dużo napoi z kofeiną i moja klatka piersiowa zaczęła boleć. Pomyślałem, że mogę dostać zawału serca, jeśli wciąż będę tak dużo tego pił, więc obecnie się ograniczam.

 [Azuma Tani w akcji]

W tym momencie jeden ze stażystów pana Tani przerwał rozmowę, opowiadając coś z przejęciem i reżyser musiał pognać na pomoc. Tak też zakończył się wywiad, potwierdzając tym samym słowa pana Tani. Nic nie jest ważniejsze niż anime!

Dzieło pana Tani można już zobaczyć w Japońskich kinach. Na nasze laptopy trafi na pewno później, ale póki co można obejrzeć zapowiedź filmu (niestety, tylko w oryginalnej wersji językowej).


Źródło:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 22 listopada 2015

Burikko – już bardziej kawaii się nie da!

Myśleliście, że koreańskie aegyo jest przesłodzone? Poznajcie zatem japońską burikko!


Burikko znaczy mniej więcej tyle co „udawane dziecko”. Mianem tym określa się dziewczęta, które bardzo usilnie starają się być przeurocze i przesłodkie, posuwając się w swoim kawaii do granic absurdu.

Oto kilka charakterystycznych cech, po których najłatwiej poznać burikko:
  • mówi o sobie w trzeciej osobie,
  • lekko sepleni,
  • używa głosu znacznie wyższego, niż jej naturalny,
  • ma tendencję do trzymania (i o zgrozo, czasem też chodzenia!) ze stopami skierowanymi do środka,
  • udaje naiwną,
  • wstępuje w nią trzylatek, kiedy w okolicy pojawiają się faceci,
  • posiada spojrzenie spłoszonej łani,
  • bawi się łyżką czy pałeczkami podczas jedzenia,
  • kiedy słucha, przechyla głowę,
  • nawet gdy pije, wygląda to uroczo.

Burikko uwielbiają słodkie stroje i dodatki, entuzjastycznie reagują na wszystko, co je otacza i potrzebują, by ktoś poprowadził je za rączkę, gdy tylko na horyzoncie pojawiają się problemy.

I jak absurdalne się wydaje, by ktoś dorosły i o zdrowych zmysłach chciałby się tak zachowywać, tak i wątpliwe jest, by ktokolwiek lubił przebywać z osobą, która udaje trzylatka. Niezbadane są jednak meandry ludzkiej psychiki, gdyż w Japonii jest naprawdę zatrważająco wielu facetów (i kobiet!), którzy uwielbiają burikko!


Czar nieporadnych dziewczynek przemawia przede wszystkich do facetów dość nieśmiałych i mających niezbyt wysoką samoocenę. Współczesne dziewczyny: znające swoją wartość, zdecydowane, wiedzące czego chcą i tym samym wymagające w stosunku do swoich partnerów, przerażają wielu mężczyzn (więcej tutaj). Ci, którzy mają słabość do burikko, podkreślają, że takie dziewczyny łatwo jest zrozumieć (przynajmniej w kwestii ich uczuć) i nie wiele trzeba, by sprawić im radość. Nad wyraz entuzjastycznie reagują na wszystkie pomysły swojego ukochanego i z przesadną ekscytacją przyjmują każdy jego prezent. Burikko pozuje na uległą i prostolinijną. Nigdy nie będzie żądać, a ewentualnie uroczo prosić. Będzie wpatrywać się w swego wybranka owymi ogromnymi oczyma łani i wielbić ziemię, po której stąpa.

Tyle wyobrażeń.

Czy rzeczywiście owe dziewczęta są tak uległe i głupiutkie na jakie pozują? Może jedna na kilkadziesiąt (-set?). Bywają burikko, które prezentują wymieniony wyżej zestaw zachowań niezależnie od tego, z kim mają do czynienia. Czy są w towarzystwie samych kobiet, czy mężczyzn, zachowują się wciąż tak samo. Te dziewczęta być może naprawdę są tak przesłodkie i po prostu nie potrafią inaczej. Te jednak, które przemieniają się w kilkulatki tylko, gdy na horyzoncie pojawia się samiec, raczej nie są tak naiwne, na jakie chcą wyglądać.


Wiele dziewcząt postanawia zostać burikko, by zwiększyć swoją atrakcyjność w oczach mężczyzn. Jest to rodzaj auto-promocji. Wiele burikko ma swoje profile na Instagramie i zalewa media społecznościowe nawałem przeuroczych selfi, gdzie aż roi się od kokardek, koronek i nieporadnych minek.

Co ciekawe, nawet niektóre kobiety lubią towarzystwo burikko. Jak twierdzą, takie dziewczyny emanują pozytywną energią i optymizmem. Nie można też zapominać, że Japonia ma zbiorowego fisia na punkcie kawaii, więc ich tolerancja na słodycz jest zdecydowanie większa niż nasza. To co nam wydaje się absurdalne, dla nich jest zaledwie odrobinę przesadzone.


Jak mniemam, manga i anime ma wiele wspólnego z rozwojem ruchu burikko. Japończycy znani są z zatracania poczucia rzeczywistości i ożenku z postaciami z gier komputerowych, tudzież randek z kobieto-poduszkami (więcej tutaj). Dziewczęta musiały zauważyć, że przesadne kawaii oraz ogromne oczy to coś, co facetów kręci i popłynęły z nurtem.

Czyżby wpłynęły obecnie na zbyt głębokie i mętne wody?

Co o tym sądzicie?


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

piątek, 10 października 2014

Przepis na dziewczynę doskonałą! Made in Japan

Ach ci Japończycy. Oni to lubią mieć wszystko usystematyzowane, rozpisane na syndromy, nazwane i skatalogowane. Czemu więc nie stworzyć prostego przepisu na dziewczynę doskonałą? Jedno z czasopism adresowanych do młodych mężczyzn stworzyło listę 23 punktów, które składają się na obraz niewiasty z męskich marzeń i snów.

[Dziewczyna idealna!]

Przeanalizujmy zatem ten jednostronicowy artykulik i sprawdźmy, jak wygląda perfekcyjny materiał na towarzyszkę życia (albo przynajmniej jego części).

  1. Urocza buzia, dołeczki, gdy się uśmiecha i naturalny, dyskretny makijaż
  2. Długie, czarne, lekko falujące włosy
  3. Wzrost: 160 cm
  4. Waga: 48 kg
    Czy będzie dla Was zaskoczeniem, jeśli napiszę, że idealna dziewczyna ma niedowagę? Japończycy zdają się mieć fisia na punkcie tej czwórki z przodu kilogramów (jak długo nie jest to trzy-cyfrowa liczba :D). Cokolwiek przekraczającego 50 to już fe-fe, 60kg na kręgosłupie to w ogóle obelga i obraza czci niewieściej. Mimo ruchu dziewcząt-pianek (więcej tutaj), niestety, niedożywienie nadal w modzie.
  5. Miseczka C
    Wyczytałam gdzieś, że to niby najpopularniejszy rozmiar w Japonii, ale albo ja miałam niefarta i widziałam tam tylko niezbyt obdarzone kobiety, albo wata jest tam równie popularna ^^
  6. Typ osobowości „S”


    [więc mówisz, że lubisz dziewczyny o silnej osobowości... ]

    Ktoś kiedyś przywiózł do Japonii pojęcia sadyzmu i masochizmu i tak się one lokalsom spodobały, że zyskały nowe życie i znaczenie. W randkowym slangu S (od sado) i M (od maso) nie odnoszą się do seksualnych preferencji, a raczej do typu osobowości. S to lekko złośliwy typ, który raczej będzie się nabijał z partnera i dręczył go małymi psikusami, niż pozwalał sobie na personalne wycieczki we własnym kierunku. Ciężko orzec, czy wybór tego typu osobowości powodowany jest tym, że silne kobiety wydają się być Japończykom pociągające, czy może po prostu dobrze mieć w związku jakieś urozmaicenie, a faceci są zbyt leniwi, by samemu podjąć inicjatywę.
  7. Pachnie mydłem
    Hmmm… Sztachnij się feromonem? :D
  8. Osobowość tsundere
    Tsundere to kolejne pocieszne określenie ludzkiego usposobienia. Termin wywodzi swój rodowód z mang i anime, gdzie aż roi się od bohaterek obdarzonych takim charakterkiem. Jest to mieszanka dwóch pojęć:
    tsun tsun (typ łatwo irytujący się) i dere dere (słodki, uroczy, ujmujący i opiekuńczy). Taka dziewczyna zawsze będzie gotowa spędzić w kuchni trzy godziny, by wyczarować 5-daniowy obiad i tort szwardzwaldzki na deser, byle tylko sprawić radość temu jedynemu. Gorzej jednak, jeśli ukochany zacznie marudzić, że zupa za słona albo za dużo jest wisienek na torcie. W takiej sytuacji wskazane jest pochowanie ostrych narzędzi zawczasu.
    Mój mężczyzna wie już, że nie kwestionuje się smaku moich potraw ^^



    [och, więc nie smakuje?]

  9. Często mówi baka
    Pojęcie
    baka (dosłownie: głupek) znane jest aż za dobrze wszystkim miłośnikom anime. Japończycy znajdują coś ponętnego w wyzywaniu ich od ćwierćinteligentów. No cóż, każda nacja ma jakiś swój fetysz. Koreańczycy lubią, jak się na nich woła oppa! (więcej tutaj), Japończycy lubią uchodzić za głupków.
  10. Nosi słodkie i urocze ubrania
    To jestem akurat w stanie zrozumieć. Sama mam fisia na punkcie uroczych i dziewczęcych strojów!
  11. Hobby: gotowanie


    Hmm… Widać, powiedzenie „przez żołądek do serca” jest uniwersalne na całym świecie.
  12. Ulubiony rodzaj muzyki: rock
    Chyba wiem, o co tu może chodzić. Jeśli dziewczyna lubiłaby pop, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że szalałaby za jakimś boys-bandem składającym się z pięciu czy więcej kwiatków, a takiej konkurencji nikt nie lubi! Czyżby jednak twórcy artykuły zapomnieli, że istnieje taki nurt w Japonii jak visual-rock? :>

  13. Ulubione danie: lody o smaku zielonej herbaty
    Czyli, że opadam z randkowej giełdy, bo kocham czekoladę?
  14. Miała dobre oceny z przedmiotów artystycznych i literatury
    Ach ten nieodparty urok artystycznej duszy. Pociągający jest widok pięknej niewiasty, która siedzi przed sztalugami, z nieobecnym wyrazem twarzy. Albo może po prostu faceci zawczasu chcą być pewni, że dziewczyna będzie mieć problemy z zatrudnieniem i będzie siedzieć w domu, gotując 5-daniowe obiadki i kręcąc lody o smaku zielonej herbaty?
  15. Miała dobre oceny, ale nie była to najwyższa średnia w klasie
    No tak, dziewczyna powinna być wystarczająco elokwentna, by stanowić rozumnego partnera do rozmowy, ale Boże broń, nie powinna przewyższać inteligencją swojego wybranka. I powinna mieć też długie włosy, żeby dało się ją łatwo zaciągnąć do jaskini (patrz punkt 2).
  16. W szkole należała do klubu tanecznego
    Co by była giętka i smukła jak trzcina i wieczorami rozpalała męskie zmysły pląsami.
  17. Nie lubi ćwiczeń
    Hm… To ma być w końcu giętka i smukła, czy nie? I jak do tego wszystkiego ma się ten taniec? To nie ćwiczenia?
  18. Ma młodszego brata
    Więc wie, jak się zaopiekować nieporadnym chłopcem. Gorzej tylko, jak jej S/tsundere charakterek rozstawia braciszka po kątach.
  19. Jej zwierzątko to pluszowy pudel
    Pudel? I do tego pluszowy? Ciekawe, doprawdy…
  20. Ulubiona manga: One Piece

    I znów wypadam z randkowego obiegu, bo uwielbiam
    Inuyashę… Jak to dobrze, że mój wybranek nie jest Japończykiem, to nie wie jak niedoskonały model sobie wybrał :P
  21. Pracuje na pół etatu w kawiarni
    I kręci tam lody o smaku zielonej herbaty!
  22. Często używa popularnego Mogu Mogu Brown jako swojej stopki pod postami
    Oj, coś czuję, że w japońskim internecie aż zaroi się od tego sympatycznego misiaczka…


  23. Jeśli zapytasz, jaki typ facetów lubi, powie: „Ktoś, kto jest miły, jak ty”
    Och, jak słodko ^^

Czy tylko mi się wydaje, że z tego artykułu wynika jasno, że Japończycy to strasznie leniwi przedstawiciele gatunku męskiego, którzy nieszczególnie przejawiają chęć podjęcia inicjatywy? Całe szczęście, że tak samo jak nie wszystkie kobiety, które miały w rękach Cosmopolitan to demony seksu, tak samo nie każdy Japończyk marzy o tym, by jego wybranka spełniała wszystkie te punkty. Chyba. ^^

[ach, gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy...]

P.S. Przypominam, że dziś ostatni dzień na sprawienie sobie wypaśnej „nikt-takiej-nie-będzie-miał” koszulki  ze swoim imieniem w Hangul! Szczegóły na FB!



Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 7 sierpnia 2014

Ściano-jebs! Czyli o podniecającym fenomenie kabe-don

Jak wiadomo nie od dziś, kobieta to bezwolne stworzenie, które lubi, gdy silny samiec ciąga je gdzieś za nadgarstek, tudzież utrzymuje w miejscu przemocą. Która to dziewczyna nie marzy, by jakiś pan pochylił się nad nią, przyszpilając jej ramiona do ściany, lub generalnie o ową ścianę ją rzucił. Eh, fantazje…


To co wygląda emocjonująco na ekranie tudzież na papierze, nie do końca musi być tak fajne w rzeczywistości. Ja bym raczej przyłożyła pierwszemu, który chciałby mnie gdzieś zaciągnąć wbrew mej woli, nie mówiąc już o tym, że nie życzę sobie, by ktoś miotał mną po ścianach. Koreańskie dramy nie mają jednak racji bytu, jeśli nie ukaże się w nich choć kilka scen ciągnięcia głównej bohaterki za rękę przez swojego przyszłego (więcej o stałych punktach programu w dramach tutaj), za to japońskie mangi pełne są fenomenu zwanego kabe-don, czyli sytuacji, gdy silna męska postać uderza dłonią/pięścią w ścianę, by tym samym zatrzymać (najczęściej) zlęknioną niewiastę. Nie dość, że delikwent pokazuje w ten sposób swoją samczą siłę, to jeszcze znajduje się nagle tuż-tuż wybranki swego serca… Emołszyn latają, romans wisi w powietrzu! Termin kabe-don oznacza tyle co „ściano-jebs!” (kabe znaczy ściana a don to po prostu dźwięk uderzania w coś twardego), a więc idealnie obrazuje naturę fenomenu. Każdy, kto trzymał w ręku mangę, lub obejrzał chociaż kilka anime doskonale wie o czym mowa.

 [och, taka jestem zniewolona...]

Japończycy pokochali kabe-don na swój sposób i w internecie można znaleźć radosną twórczość na temat. W Kraju Kwitnącej Wiśni wszystko trzeba skategoryzować i nazwać, więc nawet kabe-don doczekał się podziału na typy:

1: Standardowy kabe-don
2. Co nie co drapieżny kabe-don
3. Miły kabe-don (prawie jakby gościu chciał zrobić tulu tulu)
4. Cykada-don, lub ninja-don, jak kto woli

Portal Rocketnews24 sugeruje, że zapomniano pewnie o ostatecznej wersji kabe-dona:


Są też cosplaye albo live action, jak np. te:



 [znalezione na k\Kanwakyu_dai]

Gdy ściano-jebsuje nas ktoś w typie Joowonka (Joo Won) czy innego Kang Ji Hwana, to pewnie można by wybaczyć gwałtowność aktu i nie jedna by się zarumieniła. Gorzej, jeśli robi to ktoś takiej urody:


Jak bronić się przed niechcianym kabe-donem? Pewien Japończyk występujący na Tweeterze pod pseudonimem Nakashima723 przygotował mały poradnik dla dziewcząt, jak radzić sobie w podobnych sytuacjach! Jego kurs obejmuje cztery stopnie wtajemniczenia. W zależności jak bardzo irytuje nas ściano-jebsujący delikwent, możemy zacząć od delikatnego dania do zrozumienia, że nie podoba nam się zaistniała sytuacja, albo od razu można przejść do akcji, która może skończyć się wielomiesięczną hospitalizacją nieszczęśnika. Tak więc bazując na stopniu naszego zniecierpliwienia, możemy zastosować różne techniki:

Stopień I
Ta prosta acz dotkliwa technika wyraźnie zasygnalizuje kabe-donowi, że ma się odkleić od ściany i tym samym od nas. Należy wystosować szybki „kłujk” usztywnioną dłonią i wbić się paluchami w miejsce zaraz pod pachą natręta. Takie dziabnięcie w żebra na pewno ostudzi jego romantyczne zapały.

Stopień II

Gdy dziabanie w żebra nie pomaga, zależy odwołać się do siły pięści. Celować należy w środek klatki piersiowej, mniej więcej na tym samym poziomie, na którym znajdują się jego łokcie. Ta zapierająca dech w piersiach technika bez wątpienia odsunie nieszczęśnika od nas na kilka kroków. Gdy zegnie się w pół, można od razy zakończyć sprawę zdecydowanym podciągnięciem kolana… ^^ To taki dodatek ode mnie ^^

Stopień III
Drań zasługuje na więcej? Wymierzmy mu zatem porządnego sierpowego w szczękę! Czy będzie to prawy czy lewy sierpowy, zależy od pozy natręta. Jedna z jego dłoni będzie spoczywać na ścianie tuż obok Twojej głowy, ale druga pewnie włożona będzie nonszalancko w kieszeń, bo przecież gościu sądzi że jest taki cool! Wykorzystaj tę lukę w jego defensywie i sprezentuj mu szybkie uderzenie w bok szczęki. Znawcy tematu mówią, że uderzenie z boku ma większą szansę pozbawić napastnika świadomości, niż proste walnięcie, więc… do dzieła!

Stopień IV, ostateczny

Jeśli już naprawdę nie możesz znieść towarzystwa namolnego kolegi, przykucnij i całym impetem walnij go z główki w szczękę. Ta technika może okazać się nawet śmiertelna, więc lepiej stosować z umiarem, jeśli nie chcemy mieć problemów z policją.

A tak w ogóle, to ja nikogo do przemocy nie namawiam, tak sobie tylko tłumaczę, co znalazłam ciekawego ^^

Skośnooki Blog® nie ponosi odpowiedzialności za przypadkowe bądź celowe skutki użycia przedstawionych tu technik.

Swoją drogą, lepiej po prostu dziewczyn nie zaczepiać ^^


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

piątek, 16 marca 2012

Co nas kręci i podnieca w yaoi

Z dedykacją dla Martan :)

Jeśli ktoś siedzi w azjatyckich klimatach i lubi mangi/anime, w któryś momencie swojej fascynacji musi natknąć się na rozpalający namiętności gatunek yaoi. Niektórzy go kochają, inni nienawidzą (zaskakująco, do pierwszej grupy należą głównie kobiety, a do drugiej – mężczyźni), ale rzadko kogo pozostawia on obojętnym. Cóż takiego niezwykłego jest w yaoi?

["Junjou Romantica"]

Zapewne temat. Miłość między dwoma mężczyznami wciąż jest tematem tabu, czymś, do czego lepiej się nie przyznawać i od czego trzymać z daleka. W całej historii koreańskiego show biznesu na palcach jednej ręki można naliczyć przypadki „come outów”, czyli publicznego ujawnienia swoich preferencji. Kiedy aktor i celebryta Hong Seok-cheon w 2000 roku oznajmił, że jest gejem, jeszcze tego samego dnia wyleciał z hukiem ze stacji, dla której pracował. Dopiero po długich prośbach i groźbach ze strony publiczności, zaoferowano mu nowy kontrakt. Do dziś znalazło się zaledwie kilku śmiałków, którzy powtórzyliby wyczyn Seok-cheona. Wydaje się, że w Japonii jest nieco lepiej z akceptacją ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, ale to niestety tylko pozory. Większość gejów i lesbijek siedzi cicho, posiadając nawet heteroseksualnych małżonków, byle tylko sąsiedzi nie gadali.

[Hong Seok-cheon]

Dlaczego więc yaoi, gatunek, który zajmuje się wyłącznie romantycznymi (często z łóżkowym finałem) relacjami między dwoma panami, jest tak popularny właśnie w homofobicznej Japonii, Korei i na Tajwanie? Nim do tego dojdziemy, warto rzucić okiem na historię fenomenu.

Skąd w ogóle wzięło się yaoi?

["Kyo Kara Maoh"]

Któregoś pięknego dnia pan Yonezawa Yoshihiro, krytyk, pisarz, miłośnik popularnej kultury wizualnej, doszedł do wniosku, że warto by było dać możliwość młodym, niezależnym twórcom mang zaprezentowania swoich dzieł szerszej publiczności. W Japonii, bombardowanej na każdym kroku przez urocze (i mniej) rysunki wszelkiej maści, takich młodych, kreatywnych nigdy nie brakowało. W liceach lub na uczelniach działały kluby początkujących mangaków* (tak zwane dojinshi), które własnym sumptem powielały swoje dokonania (taką amatorską mangę również zwykło nazywać się dojinshi). W 1975 roku wspomniany wcześniej pan Yonezawa i kilku jego kolegów zorganizowało pierwszy kiermasz niezależnych mang, czyli COMICMARKET. Wydarzenie przyciągnęło wówczas 32 grupy dojinshi i około 600 gości. Obecnie COMICMARKET to trzydniowy event, podczas którego swoje prace prezentuje ponad 35 tysięcy grup dojinshi, a odwiedzający to w ostrożnych szacunkach 420 tysięcy ludzi. Rozrosło się to troszeńkę, nie powiem…

[tak obecnie wyglądają Comiket]

W amatorskiej twórczości występują dwa równorzędne nurty: mangi z wykorzystaniem oryginalnych postaci i fabuł, oraz przeróbki dobrze znanych i lubianych hitów. Zastanawiająco często w owych parodiach i twórczych adaptacjach przewijają się wątki homoseksualne. Zwłaszcza postaci z typowo „męskich” tytułów (tak zwany shōnen, np. „Dragon Ball”, „Naruto”, „Full Metal Alchemist”) wykazują tendencję do posiadania sekretnych romansów ze swoimi zaciekłymi wrogami lub serdecznymi przyjaciółmi. Np. na zlocie w 1986 roku aż 370 z 3900 grup zaprezentowało parodie bardzo popularnego wówczas „Kapitana Tsubasy”. Natomiast w 2002 roku na Tajwanie podobne triumfy święciła para: Harry Potter i Draco Malfoy.

[wybaczcie, nie mogłam się opanować ;)]

Samo określenie yaoi pochodzi z lat 70-tych i stworzyły je artystki z regionu Kanazawa: Sakata Yasuko i Hatsu Rinko. Sakata i jej grupa tworzyli dojinshi z popularnymi bohaterami w roli głównej i dla określenia swojej twórczości zmiksowali trzy pojęcia: yamanashi, ochinashi i imanashi (bez punktu kulminacyjnego, bez sensu, bez znaczenia). Było to ironiczne odniesienie się do tradycyjnej japońskiej struktury narracyjnej, składającej się z wstępu, rozwinięcia, przejścia i zakończenia. Wikipedia podaje jednak alternatywne znaczenie skrótowca (radosna twórczość fanek gatunku), a mianowicie: Yamete, oshiri ga itai, co znaczy ni mniej, ni więcej: „przestań, tyłek mnie (już) boli”.

Obecnie drugie tłumaczenie wydaje się być bardziej na miejscu. Z początku określenie yaoi odnosiło się nie tylko do męsko-męskich romansów, ale do ogólnie wszystkich parodii popularnych tytułów. Z czasem jednak takie przeróbki stawały się coraz bardziej monotematyczne, aż w końcu yaoi stało się synonimem męskiej miłości, a twórcy uwolnili się od parodystycznego nurtu, wymyślając oryginalne historie. Warto zaznaczyć, że w początkowym stadium rozwoju gatunku seks bardzo rzadko był pokazywany, a już na pewno nigdy dosłownie i w detalach.

[manga "Private Magican"]

Yaoi to bynajmniej nie wyłączna domena amatorskiej twórczości. Mori Mari napisała na początku lat 60-tych swoje trzy słynne opowiadania, za które została uhonorowana prestiżową nagrodą Tamury Toshiko (więcej tutaj), do tego od 1978 roku istnieje magazyn „June”, który był pierwszym pismem poświęconym yaoi. Obecnie media podchwyciły chodliwy temat i na morgi produkuje się mangi, anime i czasem nawet filmy z wątkiem shōnen-ai, czyli miłością między chłopcami.

[obecnie najgorętsza para japońskiego anime, czyli L i Kira z "Death Note"
L nie wygląda na zachwyconego po odkryciu ile radosnej twórczości istnieje na jego temat na deviantart.com!]
Ja jednak osobiście bardziej lubię tę parę:

[kawaii! ^^]

Trzeba jednak pamiętać, że yaoi to gatunek tworzony przez kobiety i dla kobiet. Cechuje się wysokim stopniem skomplikowania fabuły, a sami bohaterowie to zazwyczaj chodzące materiały na prace habilitacyjne dla psychologów. Nie bez znaczenia jest tutaj tak zwana „kreska”, czyli poziom graficzny komiksu czy anime. Postaci muszą być zniewalająco piękne, a detale dopracowane. W przeciwieństwie do pornografii, do której yaoi niesłusznie bywa porównywane, estetyka obrazu jest bardzo wysoka i nawet jeśli zdarzają się sceny gwałtu, pokazane są one w stonowany, nie rażący sposób. Bo tak naprawdę, choć dominujący bohater (tak zwany seme) niby bierze biednego i bezbronnego uke siłą, to wszyscy wiedzą, że para się bardzo kocha i nikt nikomu krzywdy nie robi. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi, w tym stwierdzeniu ukrywa się jedna z podstawowych prawd yaoi, czyli jest to gatunek czysto fantastyczny. Nie ma tu nic z realnego świata i jest to świadomy zabieg, podczas gdy pornografia dąży do pokazania rzeczywistości w bardzo dosłowny i „konkretny” sposób. Poza tym w yaoi bardzo rzadko zdarzają się dosadne sceny. Choćby nie wiem jakie asany panowie osiągali w łóżku, strategiczne partie ciała pozostają poza wzrokiem widza.

Dlaczego kobiety pokochały yaoi?

["Hyakujitsu no Bara"]

Czytając poważne, naukowe (!) badania na ten temat, sama zaczęłam się zastanawiać, dlaczego od czasu do czasu lubię sobie poczytać yaoi. Nie jestem może jakąś bardzo namiętną fanką, ale przyjemność ze śledzenia męsko-męskich romansów jest niewątpliwa.

["Antique Bakery", zdecydowanie nie jest to film dla ludzi z nadciśnieniem!
O, mamo... @_@]


W opracowaniach, które czytałam, najczęściej padającą odpowiedzią jest, że zawsze to lepiej popatrzeć na dwóch przystojnych skośnookich, niż na jednego. Trudno się nie zgodzić! Do tego, gdy oglądamy heteroseksualne romanse, podświadomie, czy chcemy, czy nie, porównujemy się do głównej bohaterki i zazwyczaj porównania te nie wypadają in plus dla nas. Nie jesteśmy ani w połowie tak ładne, ani mądre, ani odważne, ani pełne poświęceń (niepotrzebne skreślić) jak wybranka serca danego delikwenta. Zbyt dobrze to na kobiecą konstrukcję psychiczną nie działa (zwłaszcza, jeśli jeszcze jest się singielką). Poza tym, oglądając perypetie bohaterki, w ramach kobiecej solidarności zazwyczaj wczuwamy się w jej doznania, martwimy się o nią i współczujemy jej, gdy ktoś ją krzywdzi. Gdy zaś wyeliminujemy kobietę ze scenariusza, nie podchodzimy do fabuły tak osobiście. Możemy rozkoszować się przedstawioną historią bez niepotrzebnych wewnętrznych niepokoi i nerwów. Dlatego też sceny gwałtu aż tak nie rażą. Co więcej, mogą one dać kobiecie pewną satysfakcję, że oto mężczyzna, ten, który zazwyczaj bierze sobie co chce i góruje nad kobietą siłą fizyczną, też może znaleźć się w sytuacji, kiedy to on jest bezbronny i poniżony.
Mimo skomplikowanych, niejasnych fabuł i udziwnionych życiorysów, główne założenia koncepcyjne yaoi są bardzo schematyczne. Dwóch pięknych jak czerwcowy poranek panów, którzy są swoimi dokładnymi przeciwieństwami, zakochuje się w sobie miłością silną, szaloną i nierozerwalną. Jeden z nich, wspomniany wcześniej seme, jest stereotypowym mężczyzną: silny, wysoki i dominujący, zamknięty w sobie, uparty, pewny siebie – jednym słowy – kipiący testosteron. Co mu rzecz jasna nie przeszkadza wyglądać jak młody Adonis. To właśnie on uwodzi swojego (zazwyczaj dużo młodszego) wybranka i wprowadza go w świat cielesnych rozkoszy. Uke, czyli „ten na dole”, posiada większość cech stereotypowo przypisywanych kobiecie. Jest delikatny, niezdecydowany, nieco zagubiony i niedowierzający w swoje możliwości, często dziecinny i uroczo nieporadny.

["Yami no Matusei"]

Przez takie skonstruowanie bohaterów można inaczej spojrzeć na role, które społeczeństwo przypisuje płciom i doznać nagłego olśnienia, że mężczyzna również może być słodki i wrażliwy. Zanurzenie w męskim świecie daje nam też możliwość uwolnienia się spod męskich spojrzeń, w których kobieta jest zawsze obiektem seksualnych fantazji. Tutaj to mężczyzna jest tym, którego się prześladuje, zaczepia i uwodzi. Do tego można go bezkarnie przywiązać do łóżka, rozebrać i zrobić z nim, na co ma się ochotę, wykorzystując do tego męskie ręce głównego bohatera i nie czuć się skrępowaną, że kobiecie przecież tak zachowywać się nie wypada. W krajach azjatyckich, przesiąkniętych filozofią konfucjańską, temat kobiecej seksualności wciąż jest tematem tabu i kobieta właściwie nawet nie powinna interesować się seksem. A co dopiero artykułować swoje fantazje! W Polsce może i jest lepiej, ale nadal zbytnie zainteresowanie sprawami erotycznymi kończy się dla kobiety przyklejeniem etykietki „puszczalskiej” (w najlepszym razie). Czytając lub oglądając yaoi można więc dać upust swoim pragnieniom, uwalniając się tym samym ze swojej społecznej kobiecej roli. Tutaj nie ma mowy o lękach przed niechcianą ciążą, wstydzie czy oporach. Na kilka chwil można stać się mężczyzną, a przy tym nadal kochać mężczyzn.

["Gravitation"]
 
Dlatego też należy postawić grubą krechę między yaoi a realnym homoseksualizmem. Każda z przebadanych przez Sueen Noh i Brenta Wilsona kobiet (więcej info w źródłach) bardzo wyraźnie podkreślała, że yaoi to czysta fantazja i nie ma nic wspólnego ze światem prawdziwych gejów. W yaoi bardzo często można usłyszeć zdanie: „nie urodziłem się taki, kochałbym cię niezależnie, czy jesteś kobietą czy mężczyzną”. Z resztą gołym okiem widać różnicę między kobiecym yaoi, a męskim bara, gatunkiem mang tworzonych przez gejów i dla gejów. W bara nie ma miejsca na subtelności i niedomówienia. Wszystko jest gwałtowne, brutalne i podane na tacy. Mężczyźni są wielcy, napompowani, o topornych rysach i nikt nie trudzi się dbałością o kreskę. Tego typu produkcje to właściwie czysta pornografia, mająca na celu podniecić widza. Sceny w yaoi mają dużo więcej funkcji i zazwyczaj erotyczne rozbudzenie odbiorcy znajduje się gdzieś daleko, daleko na liście priorytetów twórców.

[typowi bohaterowie mang bara]

To smutne, że pomimo takiej miłości Azjatek do wszystkiego związanego z shōnen-ai, tolerancja gejów w realnym świecie wciąż jest tak niska. Szalona popularność yaoi zaczęła się w Korei od ok. 1995 roku, ale jeszcze pięć lat wcześniej jeden z bardziej prestiżowych słowników języka koreańskiego Donga tłumaczył pojęcie homoseksualizmu jako: „anormalny pociąg seksualny odczuwany do osoby tej samej płci”.

[scena z filmu "No Regret"
Pierwszy koreański film (z 2006 roku), który spróbował zmierzyć się z problemem prawdziwego homoseksualizmu i przy okazji pierwszy raz pokazano nagiego mężczyznę na dużym ekranie.]


A przecież yaoi to gatunek bardzo żywy i święcący triumfy zwłaszcza wśród przeciętnych, zwyczajnych dziewcząt. W sieci nie brakuje wszelkiej maści twórczości, w której znani bohaterowie książek, mang, filmów czy nawet postaci z realnego świata, zostają połączeni w pary, które czują do siebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Wystarczy wejść np. na stronę deviantart.com i wpisać „yaoi” w ichniejszej wyszukiwarce, by zyskać wyobrażenie o skali problemu. I nie jest to bynajmniej tylko graficzna działalność! Istnieje całe morze fanowskich powieści, w których to piękni i heteroseksualni bohaterowie znani ze szklanego ekranu wpadają sobie nagle w objęcia, wyznając sobie wieczną miłość. Marketingowcy wielkich agencji gwiazd nie pozostali głusi na wolę ludu i obecnie azjatycki show-biznes zalany jest fan-serwisem, czyli dwuznacznym okazywaniem sobie sympatii pomiędzy członkami boys bandów, by podsycić imaginacje damskiej części publiczności. No, ale o fan-serwisie kiedy indziej, bo to kolejny temat rzeka!

UPDATE: O fanservice można poczytać tutaj
 
[Changmin i Yunho chyba się lubią...]

P.S. Nie pisałam otwartym tekstem, jakie są moje ulubione anime/mangi/filmy w tym nurcie, ale zamieszczone w poście zdjęcia są nieprzypadkowe! :D

Jeśli ktoś miałby ochotę jeszcze bardziej wgryźć się w temat, polecam artykuły Martan:
Yaoi kusi, yaoi bawi, yaoi nigdy cię nie zdradzi: część I i część II

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com


* mangaka – rysownik mang
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...