Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.O.T.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.O.T.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2012

Starość nie radość


…młodość nie wieczność. Ta prawda ludowa jak ulał pasuje do sytuacji gwiazd k-popu. Zwłaszcza, że w ich przypadku „starość” przychodzi nadzwyczaj szybko, a 30-letni idol to już niemal dziadek porosły mchem.

[Shinhwa
jak na zmurszałych, reaktywowanych emerytów, prezentują się całkiem nieźle]

Choć zdarzają się weterani, którzy pomimo porostów na włosach dzielnie trzymają się na k-popowej łajbie, ba, zdobywają nowych fanów i bawią się przy tym wyśmienicie. Mowa rzecz jasna o wyjadaczach koreańskiego show-bizu Shinhwa. Takie spektakularne powroty niemal zza grobu zdarzają się jednak nad wyraz rzadko. By nie powiedzieć: wcale. Tak na marginesie, cały ten stricte k-popowy światek jest zjawiskiem dość młodym, trudno mówić o jakichś obowiązujących tendencjach, bo bywają tacy, co to nawet DBSK uważają za pierwszą generację k-popowych bandów, więc sami rozumiecie…

Do brzegu.

K-pop w obecnej formie wysyła na emeryturę swoich idoli w wieku 30-kilku lat. Właściwie to nielicznym udaje się dożyć tak sędziwej starość, gdyż potop młodych zdolnych jest oszałamiający. Tylko w tym roku (i to tylko do listopada!) zadebiutowało 60 grup! 60! (dla zainteresowanych lista zespołów wraz z debiutanckimi pieśniami tutaj). A to tylko zespoły, gdzie jeszcze cała lista solistów? K-popowa młodzież ma się całkiem nieźle i kilkoro z tegorocznych debiutantów już teraz zyskało status gwiazd, żeby wymienić dla przykładu B.A.P, Nu’est czy EXO. Hello Venus i SPICA też sobie nieźle radzą i zapewne spędzają sen z powiek nie jednemu starszemu koledze czy koleżance z branży… Bo choć serca fanów są pojemne, mają ograniczoną wielkość. Gdy ktoś wstępuje na szczyt, ktoś inny z niego spada. Przy takiej ilości zespołów, podzespołów, solistów i występów gościnnych trzeba być k-popowym zboczeńcem, by to wszystko ogarnąć i dać każdemu szansę. I choć ja wyraźnie ciążę w owym zboczonym kierunku, nie mam szans choćby mgliście orientować się, co się dzieje na k-popowej scenie. Nad czym mocno ubolewam -___-` Dlatego tylko ci, którzy obecnie znajdują się na szczycie mają szansę na przetrwanie. Reszta tonie w niepamięci mas, bo nie oszukujmy się, wszystkie k-popowe bandy są do siebie mocno podobne i jeden bez problemu można wymienić na nowszy model.

[moi ulubieni tegoroczni debiutanci, JJ Project]

Co jednak dzieje się z tymi, którzy wypadną za burtę? Gdy tracą popularność albo stają się zwyczajnie zbyt starzy w opinii własnych managerów i kierownictwa agencji gwiazd? Taki C.A.P z Teen Top (boska ksywka, swoją drogą) 4-tego listopada skończył 20 lat, więc właściwie powinien być już na wylocie, bo jak by nie spojrzeć „teen” to on już nie jest…

Przyznaję, że wcześniej nie miałam refleksji na temat, co dzieje się z gwiazdami i gwiazdkami k-popu, gdy znikają z świateł jupiterów, aż do chwili gdy dostałam maila z takim zapytaniem od Marty.

[pozdrowienia Marta!]

Grzebałam, grzebałam w sieci i nie da się niestety dać jednoznacznej odpowiedzi. Jest pewna, niewielka ilość wybitnych person, które utrzymują się w branży pomimo upływu lat, są tacy, którzy dali sobie na luz ze światem show-biznesu i rozkręcili własny, np. gastronomiczny. Są tacy, którzy po prostu przejęli firmy po swoich rodzicach, albo znaleźli jakąś przyjemną posadkę w korporacji, a jeszcze większa część założyła rodziny i zajmuje się gotowaniem i wychowywaniem dzieci. Nie jest łatwo śledzić losy zwłaszcza tych mniej znanych, albo po prostu przeciętnych artystów, bo po tym, jak przestali być popularni, słuch po nich zaginął. Tylko ci, którzy w jakiś sposób wybijają się ponad przeciętną, zostawiają po sobie ślad.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o wyjadaczach, bez których k-pop dziś i wczoraj, nie byłby tym samym. Seo Taiji, występujący w latach 90-tych z zespołem Seo Taiji & Boys, jest jedną z najważniejszych postaci branży. Uważany za ojca k-popu nie tylko wprowadził do koreańskiej muzyki rozrywkowej wiele elementów zachodniego popu i rapu, ale niewidzialnie oddziałuje na kształt dzisiejszej sceny (ostatnio nawet widzialnie, bo w tym roku powrócił z nowymipiosenkami). Sposób prowadzenia gwiazd, marketing, współudział przy tworzeniu piosenek, ot czym na co dzień zajmuje się Seo Taiji.

[Seo Taiji]

Nie jest on jedynym członkiem zespołu, który doczekał się spektakularnego sukcesu. Yang Hyun Suk po rozpadzie Seo Taiji & Boys założył własną wytwórnię muzyczną: YG Entertainment i do dziś zasiada na fotelu dyrektora generalnego firmy. Mniemam, że tej machiny do produkcji mega gwiazd nikomu przedstawiać nie trzeba…

Inny przykład: Kangta z legendarnego boy bandu H.O.T. Nawet gdy zespół się rozpadł, on nadal pozostał w branży a obecnie zasiada w zarządzie SM Entertainment, pisze piosenki, jest producentem nagraniowym i od czasu do czasu występuje w dramach. Rain również nie przejmuje się upływem lat. Mam wrażenie, że wszystko, czego tknie się ten człowiek-orkiestra, natychmiast zamienia się w złoto. Pomijając jego błyskotliwą karierę jako piosenkarz i aktor (jeden z nielicznych, którzy doczekali się głównej roli w hollywoodzim filmie), pisze piosenki, pracuje jako model i designer, to jeszcze założył własną agencję gwiazd J. Tune Entertainment (która odpowiedzialna jest za sukces MBLAQ), współpracując ściśle z JYP Entertainment.

[Kangta]

Skoro już mowa o JYP Entertainment, to założyciel i dyrektor generalny agencji, Park Jin Young (czyli właśnie JYP), też zaczynał jako piosenkarz, początkowo w boy bandzie, który nie odniósł sukcesu, lecz późniejsze lata solowej kariery wywindowały go na szczyt. Obecnie kieruje takimi gwiazdami jak Wonder Girls, 2AM i 2PM, JJ Project czy Miss A, nie zapominając, że sukces Raina to w dużej mierze jego zasługa.

Nie każdy może jednak być Yang Hyun Sukiem czy JYP. Są inne drogi dla dawnych idoli, którymi można podążyć, by utrzymać się w branży. Najbardziej wyświechtanymi szlakami są ścieżki kariery solowej (np. Lee Hyori z dawnego zespołu Fin.K.L) oraz aktorstwo (np. Yoon Eun Hye z Baby V.O.X, Eric z Shinhwa, Eugene z S.E.S, która zagrała w dramie „Baker King Kim Tak Goo” czy Yuri Sung z Fin.K.L, najbardziej znana z roli w dramie „Hong Gil Dong). Inni odnajdują swoje miejsce jako konferansjerzy programów telewizyjnych (np. Tony z H.O.T), choreografowie, producenci i managerowie w muzycznych wytwórniach.

[Yoon Eun Hye
aż się nie chce wierzyć, że ktoś mógłby ją pomylić z chłopakiem jak w "Coffee Prince"]

Co się dzieje z całą resztą? Jak pisałam, nie sposób tego stwierdzić. Założę się, że całkiem duża grupa idoli minionej sławy prowadzi zupełnie normalne, nudnawe życie, zakłada rodziny i tylko od czasu do czasu zostaje napastowana przez jakiegoś fana, który rozpozna ich na ulicy. Śmiem też twierdzić, że nawet przez ten krótki czas, gdy cały kraj leżał u ich stóp, nawiązali wystarczająco znajomości i kontaktów, by zapewnić sobie spokojną przyszłość.

[mam nadzieję, że cię, słońce, taki los nie czeka!
Jakby co, to dzwoń! Przyjadę po ciebie!
Yunho z DBSK
by zobaczyć całą epicką scenkę kliknij tutaj!]

Swoją drogą, ciekawe jaka przyszłość czeka naszych obecnych ulubieńców. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie chłopaków z SHINee w wieku lat 60-ciu. Czy nadal będą się przewijać gdzieś w tle k-popowej, kolorowej młodzieży? Taemin zostanie pewnie choreografem światowej sławy a Key stworzy własną linię odzieży… Jeśli wytrwam tak długo z k-popem (a na to się zapowiada), to na pewno Wam o tym napiszę!

P.S. Jeszcze raz dziękuję Marcie z podrzucenie ciekawego tematu! Jeśli macie jakieś inne zapytania, walcie śmiało na mój mail!


Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

poniedziałek, 26 marca 2012

Weź to na klatę!

Czyli o świeceniu torsem w koreańskich mediach.

[jedna z piękniejszych sesji, jakie moje oczęta kiedykolwiek widziały.
BDSK w starym składzie]

Rzućcie okiem na tę starą reklamę Mercedesa Benz z 2006 roku.


Czy użycie kobiecych piersi jako analogii do bezpieczeństwa, jakie daje zamontowanie ośmiu poduszek powietrznych w samochodzie, nie jest niesmaczne? Nie wiem jak Wy, ale ja mam już dość seksistowskich reklam i uprzedmiotowienia kobiet, tudzież najróżniejszych części ich ciała. A teraz inna reklama, też poduszki powietrzne, też samochód (tym razem Hyundai) ino model inny…

[a tutaj cała reklama, jeśli ktoś jest zainteresowany]

Wstyd się przyznać, ale jakoś tutaj podobna analogia wcale mi nie przeszkadzała. Co więcej, pomyślałam sobie, że fajnie by było, gdyby podobnych reklam było więcej. A jest! Choćby te trzy poniżej:

[Lee Byung Hun]

[a tutaj panie zastnawiają się, czy "czekoladowy kaloryferek" chłopców z 2PM jest prawdziwy...]

[ciekawa reklama z J.Y.Parkiem, niestety nie udało mi się jej znaleźć na YouTube.com, więc zapraszam tutaj]

Czy w związku z tym jestem seksistką i hołduję podwójnym standardom? Gdy kobieta błyska swoim ciałem, by zachęcić do kupna jakiegoś produktu, to źle, a gdy to samo robi mężczyzna, to nie widzę przeciwwskazań? Chcę wierzyć, że nie, ale lektura artykułów Jamesa Tumbulla każe mi zrewidować moje poglądy. Dzięki, James, za zasianie ziarnka niepokoju pod adresem moich własnych morali!

[Siwon-ssi z Super Junior]

Na swoją (i pewnie nie tylko moją) obronę, pragnę zaznaczyć, że podobne uprzedmiotowienie mężczyzn i ich ciała jest zjawiskiem stosunkowo nowym, podczas gdy kobiety od dawien dawna przedstawiane są w ten sposób. I nie chodzi mi tu wyłącznie o reklamy. Już w antycznych eposach rola kobiet sprowadzała się do bycia obiektem męskiego pożądania. Taka Europa czy piękna Helena, oprócz tego, żeby były urodziwe i bogowie, tudzież możni tamtego świata tracili dla nich głowy, nie miały właściwie nic do powiedzenia. Później nie było wiele lepiej. Kobieta była tylko ładnymi dodatkiem do mężczyzny i jej zadaniem było czekać wiernie i wychowywać dzieci, podczas gdy faceci umierali za ojczyznę, czy dokonywali innych heroicznych czynów. To mężczyzna był tym, który wybierał panią swego serca, a niewiasta mogła jedynie przyjąć zaloty, lub je odrzucić. Kobieca inicjatywa w tej materii do dziś uważana jest za coś nieodpowiedniego i przyznaję, że sama jestem zdania, że latanie za facetem jest poniżej kobiecej godności.

[Jeden z photobooków chłopców z 2PM pełen jest takich (a nawet jeszcze ciekawszych) ujęć... Można sobie pooglądać tutaj: część 1, 2, 3, 4]

Do tego wszystkiego dochodzi przekonanie, że przyzwoitej i kulturalnej kobiecie nie wypada zaprzątać sobie głowy seksem. To mężczyźni mają dziewięć razy na sekundę o tym myśleć, my powinnyśmy być ponad takimi przyziemnymi sprawami. W kulturze zachodu akurat ten mit mocno się już nadwerężył i seriale jak „Przyjaciele” czy „Seks w wielkim mieście” dokonały swego rodzaju społecznej rewolucji, ale na wschodzie sprawa wciąż jest mocno aktualna. Pokazanie męskiego ciała jako obiektu, który ma oddziaływać na damskie zmysły, jest zjawiskiem przełomowym. Bo nie oszukujmy się. Można zasłaniać się, że podziwianie nagiego, męskiego torsu jest jedną z form afirmacji piękna (czym ja się osobiście uwielbiam wykręcać), jednak taka kontemplacja dostarcza doznań zgoła innych, niż studium nad liliami wodnymi Moneta…

["Lilie wodne" kontra... inne kwiatki...]

Wszystko to pokazuje, że nie zdążyliśmy się oswoić z uprzedmiotowianiem mężczyzn, przez co nie zauważamy niepokojących sygnałów, płynących z mediów. A tych, rzeczywiście, z roku na rok jest coraz więcej. Ze względu na tematykę bloga nie będę się zagłębiać w nasze media, skoncentruję się na tych koreańskich.

Nic nie bierze się z powietrza i tendencja do błyskania nagim torsem ma swoje silne powiązania z emancypacją kobiet i powstaniem nowego modelu męskości w osobie kkotminam (o genezie i zjawisku jako takim tutaj i tutaj). Szczególnej eksploatacji podlega tak zwany „kaloryfer”, tudzież „sześciopak”, czyli ładnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. W Korei, kochającej nazywać wszystko po imieniu, przyjęło się określenie „chocolate abs”, czyli w wolnym tłumaczeniu „czekoladowy kaloryferek”. Pierwszymi, którzy postanowili podzielić się ze światem swoją muskulaturą, byli chłopcy z boys bandów początku epoki hallyu, takich jak H.O.T., Y2K, czy Shinhwa (tak na marginesie, ci ostatni się właśnie reaktywowali i wydali nowy album "The Return"!). To oni jako pierwsi zaczęli stosować makijaż, nosić całą masę dodatków i biżuterii, ubierać się w kolorowe stroje, no i przede wszystkim, zrywać koszulki na koncertach. Takie działania pokazały, że męskie ciało jest takim samym obiektem seksualnym, jak ciało kobiety.

[Jay Park i jego "czekoladowy kaloryferek"]

Współczesnym misterem świecenia „czekoladowym kaloryferkiem” jest bez dwóch zdań Rain (zaraz za nim jest Taeyang z Big Bang). Czy jest choć jeden klip, w którym nie pokazałby swojego nagiego torsu? Nie ważne, czy piosenka jest szybka i pełna wigoru (jak „I’m coming”), czy liryczna i smutna (jak „Love Song”), nie ważne, czy jest jakiś sens w błyskaniu gołą klatą, czy też go zupełnie nie ma, Rain w wersji topless musi przewinąć się przez scenę. Nie, żeby mi było źle… Ekhm…

["Love Song"]

Co więcej, Rain szerzy swoją rozbieraną filozofię dalej! Lee Joon z MBLAQ, którego producentem jest właśnie Rain, wyznał na antenie stacji SBS, że jego szef „zawsze sprawdza moje ciało. (…) Powiedział mi też, że zamiast tańczenia na scenie, zdjęcie koszulki daje zdecydowanie większy efekt.” Prawda li to? Coś w tym pewnie musi być, skoro Joon za każdym razem w niedwuznacznie cudowny sposób podnosi swoją koszulkę przy wykonywaniu „Oh, yeah!”, tudzież ją z siebie zdziera przy innych, nadarzających się okazjach. Ciekawe, czy Rain odebrał już naręcza kwiatów od fanek Joona?

[Rain, czy ja Ci już kiedyś wspominałam, jak bardzo Cię lubię?
Lee Joon
z MBLAQ]

Zastanawiające jest, że koreańskie media, które tak dbają o przyzwoitość i kondycję młodych umysłów, nie widzą niczego złego w błyskaniu kaloryferem. Popularne telewizyjne programy muzyczne wprowadziły różne restrykcje odnośnie strojów, w jakim grupy mogą występować na scenie. W Inkagayo, na przykład, damskie zespoły mają zakaz występowania w strojach odsłaniających brzuchy bądź plecy, ale boys bandy nadal mogą zrywać z siebie ciuchy i nikt ani myśli ich przed tym powstrzymywać.

[stare, dobre czasy, czyli DBSK w komplecie]

Zgrzeszyłabym mówiąc, że inwazja umięśnionych, męskich torsów w koreańskich mediach mi przeszkadza. Trzeba jednak przyznać, że tendencja robi się nagminna, a wykorzystanie motywu czasem posunięte jest do absurdu. Widzieliście klip Changmina z 2AM i Lee Hyuna z 8Eight do piosenki „I was able to eat well”? Nie? To zapraszam do obejrzenia, bo dzieło jest tego warte:


Myślę, że ten teledysk dobitnie obrazuje, co się dzieje, gdy producenci przedobrzą z chęcią przypodobania się publice. Nie wiem jak Wam, ale mi te sceny w łazience, a potem na parkingu kojarzą się z gejowskim pornolem, a nie wiem, czy to aby na pewno jest efekt, o jaki twórcom chodziło.

[a tutaj kolejna, lekko przesadzona stylizacja Changminam z 2AM, tym razem reklama kawy. Ciekawe co mu ta kawusia robi, że zastygł w takiej pozie... :>]

Podsumowując, wygląda na to, że współczesnym mężczyznom przyjdzie wreszcie zmierzyć się z presją piękna i perfekcyjnego, odrealnionego wzorca urody, jaki nam, kobietom, narzucili przez media. Tylko co nam z tego przyjdzie, że panowie będą cierpieć razem z nami na dietach i katować się ćwiczeniami na siłowni, a my będziemy wzdychać do ekranowych, podkoloryzowanych w PhotoShopie „czekoladowych kaloryferków”? Bo na to, że dzięki temu zakończy się era nacisków na płeć piękną, nie ma co liczyć. No cóż, najwyżej będziemy wzajemnie wypłakiwać się sobie w rękaw, marudząc na przemian na wiotkie ramiona i cellulit na udach.

[Song Joong Ki, nic się nie martw, słonko! Chętnie użyczę Ci mojego rękawa!]

I na koniec mały bonusik dla grzecznych czytelników ;) - Cukierek dla oka

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

poniedziałek, 5 marca 2012

K-popowi kibole (część I)

Czyli (znów) niezbyt krótko, tym razem o anty-fanach.

[wybacz mi, Rain! Ja wiem, że Ty się nie obrazisz! To tylko dla potrzeb artykułu!]

Ostatnimi czasy dość często zdarza mi się pisać o wątpliwych przyjemnościach, płynących z bycia koreańskim celebrytą. Był skandal wokół Block B, podejrzenia względem Yoochuna, i narkotykowe wyskoki gwiazd. Wszystkie te wydarzenia w mniejszym lub większym stopniu wiążą się z fenomenem anty-fanów. Jako osoba dociekliwa z natury, postanowiłam zgłębić to, co najmniej zadziwiające, zjawisko. Zadziwiające z mojego, naiwnego zapewne, punktu widzenia i sposobu patrzenia na świat, gdzie albo kogoś lubisz i zachwalasz wszystkim naokoło jego dokonania i zasługi, albo nie lubisz i masz gdzieś, co ta osoba robi. Zaczynając czytać pierwszy artykuł na temat anty-fanów, jeszcze nie miałam pojęcia, w jakie bagno wdepnęłam. Zorientowałam się dopiero w połowie drugiego, ale było już za późno, by uciec z podkulonym ogonem. Zostałam zmiażdżona ogromem i potwornością nienawiści, jakie ludzie odczuwają względem różnych aktorów i piosenkarzy.

Kim jest anty-fan? Nie wdając się w szczegóły – jest to osoba, która twierdzi, że nie lubi/nienawidzi danej osoby publicznej, ale namiętnie śledzi każdy jej krok i stara się jej zaszkodzić. Bardzo często takie osoby zrzeszają się w kluby anty-fanów i działają wspólnie. Czasem jest to „tylko” wypisywanie oszczerstw i przykrych słów pod jej adresem, czasem podanie napoju zmieszanego z klejem przemysłowym…

Pierwsi anty-fani pojawili się niemal równocześnie z ukształtowaniem się przemysłu rozrywkowego w formie, jaką dzisiaj znamy, czyli około lat 90-tych. Gdy agencje gwiazd wykreowały artystów, którzy zdołali zyskać masową sympatię, równocześnie znaleźli się ich zjadliwi krytycy. To zrozumiałe, że nie każdy lubi to samo i to, co jednym rozpala wyobraźnię i zapiera dech w piersiach, na innych działa co najmniej irytująco. Kwestią jest tylko to, jak okazuje swoje antypatie.

[a to już nie moja twórczość]

Zjawisko anty-fanów nie jest fenomenem wyłącznie azjatyckim. I w naszym kręgu kulturowym nie brakuje ludzi zaciekle wojujących np. z wszystkim, co wiąże się z sagą Stephanie MayerZmierzch”, czy Justinem Bieberem. Różnica polega jednak na intensywności zjawiska, które nie ma sobie równych poza Koreą.

Usiłowałam znaleźć jakieś konkretne dane odnośnie skali zjawiska. Na pewno nie jest łatwo policzyć ilość anty-fanów. Można zrobić to jedynie z zarejestrowanymi członkami anty-fanklubów, a ile jest nie zrzeszonych? Bez wątpienia duuuuużo więcej. W każdym razie udało mi się znaleźć dane sprzed 2009 roku. Trochę stare, ale chyba dające jakieś wyobrażenie:

Liczba anty-fanów zespołów/piosenkarzy:

[za co można nie lubić rapera Jang Woo Hyuka? Pewnie z zazdrości...]

Jang Woo Hyuk → 28122
DBSK → 23169
Rain → 12711
Tony An
(z H.O.T.)→ 10900
Shinhwa → 10301
Moon Hee Jun → 8352
BoA → 6827
Lee Hyori → 874
 

(zadziwiające, że nie ma w tym zestawieniu SNSD, gdyż z tego co wiem, mają obecnie jeden z najsilniejszych anty-fanklubów)

Liczba anty-fanów aktorów:

[tym razem bycie nr 1 nie jest powodem do dumy - Hyun Bin]

Hyun Bin → 9147
Jo Hyun Jae → 8361
Woo-Sung Jung → 2932
Kim Tae Hee → 2922
Song Hye Kyo → 206

Nim przejdę do odpowiedzi na pytania: kto? dlaczego? i po co? (co nastąpi w części II, która znajduje się tutaj), przytoczę wielce dające do rozumienia przykłady anty-fanowskich akcji.

Jedną z pierwszych i najbardziej znanych ofiar anty-fanowskiej nagonki była Gan Mi-Yeon, członkini nieistniejącej już grupy Baby VOX. Anty-fani wzięli ją na celownik po tym, jak pojawiły się plotki, jakoby była ona dziewczyną Moon Hee Joona, członka super popularnego w tamtych latach boy bandu H.O.T. Mi-Yeon otrzymała list wypełniony żyletkami (by przy otwieraniu pokaleczyła sobie dłonie) z groźbą śmierci wypisaną krwią.

[Gan Mi-Yeon]

Myślicie, że to ekstremum? A co powiecie o Yunho z DBSK? Jak pisałam tutaj, dokarmianie swoich idoli nie jest niczym niezwykłym w Korei, więc biedny Yunho nie podejrzewał niczego złego, gdy w 2006 roku dostał butelkę z wodą, którą przysłał mu jakiś fan. Niestety, w wodzie rozpuszczony był klej przemysłowy i Yunho trafił do szpitala z zatruciem. Nic poważnego się nie stało, ale wierzę, że od tego czasu chłopak jest zdecydowanie bardziej ostrożny z tego typu „prezentami”.


Z resztą nie jego jedynego usiłowano otruć. W 2000 roku jeden z członków zespołu G.O.D. (nazwa na fakcie, no comment), Yoon Gye-Sang, dostał od kogoś butelkę z wodą, tym razem z wybielaczem w środku. Przypadek chciał, że to matka Gye-Sanga wypiła ową mieszankę i to ona trafiła do szpitala.


Czasem działania anty-fanów przybierają bardziej bezpośredni, rzekło by się – łopatologiczny – charakter. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, słodki i zawsze grzeczny Changminek też może komuś przeszkadzać, bo na lotnisku w 2008 roku oberwał przez łep od dwóch wściekłych Chinek (to znaczy, zdenerwowanych, nie że zarażonych wścieklizną. Chociaż, kto wie…?).

[Changminek na lotnisku i przykry incydent]

Z podobną formą agresji spotkała się Yoon Eun-hye. Aktorka debiutowała w zespole Baby VOX w wieku 15 lat, zastępując Lee Gai. Najwyraźniej nie spodobała się miłośnikom grupy i jeden z anty-fanów usiłował ją oślepić, strzelając do niej mieszanką sosu sojowego i winegret z pistoletu na wodę. Zabrano ją szybko do szpitala i lekarze orzekli, że na szczęście jej wzrok nie ucierpiał na stałe, jednak rogówka jej oka została poważnie uszkodzona.

[15-letnia Yoon Eun-hye z opatrunkiem na oku]

Z innych wydarzeń, tym razem bardziej pociesznych, niż strasznych, nie można nie wspomnieć wojny na kłaki z lat 90-tych. Poważnie. Coś jak kibolowa ustawka. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z taką nomenklaturą. Gosh, skąd ja w ogóle znam takie słownictwo?! Wracając… Fanki konkurujących ze sobą zespołów H.O.T. i Sechs Kies (sześć kijów?) stanęły naprzeciwko siebie na seulskiej ulicy i… rozpoczęła się regularna bitwa. W użycie poszły pazury i torebki, a kępki włosów latały wokoło…


Anty-fani rzadko jednak posuwają się do bezpośredniej, fizycznej przemocy. Ich wybryki mają zwykle bardziej wyuzdany charakter. W 2009 roku, kiedy chłopcy z DBSK podróżowali po Azji ze swoimi trzecim w karierze tourne, fani Big Bang (tak, naszego poczciwego Bing Bang! Fani, wstydźcie się!) i Wonder Girls wykupili tyle biletów na jeden z koncertów DBSK, ile mogli, zmuszając tym samym chłopców do występu przed garstką publiczności. Oficjalnym fanom grupy – członkom Cassiopei – dym poleciał uszami i groźba realnego starcia zawisła w powietrzu. Oba zawinione fankluby przesłały listy z samokrytyką i konflikt jakoś został zażegnany.

Podobny incydent miał miejsce rok wcześniej, na koncercie gwiazd „Dream Concert”. Gdy dziewczęta z SNSD weszły na scenę, przywitała je milcząca widownia i tylko w kilku miejscach migotały fluorescencyjne patyczki, znak firmowy azjatyckich koncertów. Jak nie trudno się domyślić, fani innych zespołów zmówili się, że pokażą dziewczynom, co myślą na temat ich serdecznych stosunków z większością koreańskich boy bandów… Tak swoją drogą anty-fanklub SNSD działa pod nazwą STAND i jest to skrót od Stand Till All Nine Disappear (trwajcie, aż dziewiątka zniknie).


Werbalne ataki potrafią być jednak równie bolesne. Były członek Super Junior, Hankyung, który z pochodzenia jest Chińczykiem, w dzień swoich urodzin, podczas wspólnego świętowania z fanami (wydawało by się) usłyszał od jednego z obecnych na sali mężczyzn, że ma „wypełznąć z powrotem do Chin” (takie jest dokładne tłumaczenie z angielskiego, ale w tej sytuacji wydaje mi się, że bliższe intencjom nadawcy byłoby inne polskie słowo, którego tutaj nie przytoczę, w poszanowaniu dla kultury osobistej moich drogich Czytelników). 

[Z kolei 4minute zostało zalane wiadomościami, iż powinny sobie wszystkie zrobić operacje plastyczne]

Tego typu komentarze są niestety na porządku dziennym i wydawało by się, że gwiazdy powinny się do nich przyzwyczaić i uodpornić. Trudno jednak pozostawać zupełnie obojętnym na tak agresywne słowa krytyki, a artyści to też przecież ludzie i pewnie nawet bardziej wrażliwi niż przeciętni zjadacze chleba, skoro tak wspaniale potrafią oddać emocje swoją grą czy śpiewem.

[Park Jin-Hee]

Jedna z aktorek, Park Jin-Hee, wstrząsnęła opinią publiczną dwa lata temu, gdy opublikowała wyniki badań przeprowadzonych na potrzeby swojej pracy magisterskiej. Jin-Hee przepytała 240 aktorów i blisko 40% z nich odpowiedziało, że w jakimś stopniu cierpi z powodu depresji i rozważało samobójstwo. 20% zaś podjęło konkretne działania, by ten zamiar urzeczywistnić (np. kupiło silne leki albo narkotyki). Jin-Hee upatruje przyczyn tego stanu rzeczy w charakterze pracy aktorów (ciągła obawa o stabilność kariery), ale także w zjadliwych komentarzach w internecie, które podkopują pewność siebie gwiazd.
Dlaczego właśnie w Korei cała ta anty-fanowska nagonka przybrała tak intensywny kształt? Na to pytanie odpowiedz w części II i części III cyklu o k-popowych kibolach.


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...