Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Son Ye Jin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Son Ye Jin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lipca 2012

Media a obraz kobiecego ciała

To, że koreańskie reklamy i media kreują negatywny obraz kobiecego ciała, wiedziałam od dawna. Ale tego, jak tragiczne ma to skutki w realnym świecie, dowiedziałam się dopiero wczoraj! A stało się to za sprawą tłumaczenia artykułu „Kontrowersje wokół ciała Son Ye Jin. W czym tkwi problem?” na The Grand Narrative. Najwyraźniej James i jego blog mają monopol na wstrząsanie moim światopoglądem (jak tu)…

 [Son Ye Jin

Photoshop, presja młodości i idealnego ciała, armie szczuplutkich i pięknych dziewcząt pląsających po ekranie to nie tylko domena azjatyckich mediów. U nas jest dokładnie tak samo. Z każdej strony magazynów dla kobiet wyzierają na nas długonogie piękności o nieskazitelnej cerze i pełnych ustach. Na billboardach uśmiechają się wychudzone modelki a w reklamach nawet matki trójki dzieci wyglądają jak boginie.  

Są jednak sporadyczne, bo sporadyczne, ale budujące odstępstwa od tych utartych schematów. Cała kampania Dove zasługuje na słowa uznania. Jakiś czas temu widziałam też reklamę pewnej firmy bieliźniarskiej, na której ponętnie wyginała się pani w rozmiarze grubo większym, niż standardowe XS. Co prawda nie mnie to oceniać, ale z mojego kobiecego punktu widzenia reklama (oraz sama modelka) wyglądała naprawdę apetycznie…

[plakat kampanii reklamowej Dove]

Oprócz budujących reklam, od Koreańczyków odróżnia nas jeszcze jeden istotny szczegół. Podkreślałam go w poście o standardach urody (tutaj) i mianowicie: każdy z nas ma gusta i guściki. Jasne, że media chciałyby wykreować jedyny i słuszny kanon urody i całkiem sporo ludzi mu ulega (stąd te wszystkie anoreksje, bulimie i inne nieszczęścia), wciąż jednak są panowie, którzy lubią bardziej zaokrąglone kształty. Jedni uwielbiają blondynki, inni szaleją za śniadymi pięknościami, jeszcze inni marzą o niepozornej szarej myszce o wielkim sercu. Do tego coraz więcej jest programów typu „Jak się nie ubierać” albo „Jak dobrze wyglądać nago”, które przekonują, że każda kobieta, niezależnie od wagi, wieku i typu sylwetki, może wyglądać pięknie, jeśli tylko uwierzy w siebie. W Korei zaś, tak ceniony przez nas indywidualizm i prawo do podkreślania własnej niepowtarzalności, nie jest najbardziej pożądaną cechą. 

[o czym marzą mężczyźni, czyli Uee z After School]

W społeczeństwie, które ma tendencje nawet do bycia usmarkanym w jedną stronę, bardzo ciężko oprzeć się presji mediów. My możemy sobie wyniośle machnąć ręką na wszelkie dyktaty i z podniesioną głową manifestować własny indywidualizm. Koreańczycy (a już na pewno Koreanki) na taki luksus nie mogą sobie pozwolić. Podobne postawy niemal zawsze skutkują zyskaniem łatki „asocjalnego dziwaka” a w dalszej perspektywie wykluczeniem z grupy. A dla Koreańczyka nie ma koszmaru straszniejszego, niż znalezienie się poza społecznym nawiasem. Może Wam się wydawać, że przesadzam, ale nie bez powodu współczynnik otyłości wśród kobiet w Korei jest najniższy na świecie, a ilość wykonywanych tam operacji plastycznych najwyższa.

Nim przejdziemy dalej, trzeba zaznaczyć, że niemożność przeciwstawienia się oczekiwaniom grupy nie jest zazwyczaj dla Azjatów niczym niepokojącym, ani uwłaczającym. Wiele wieków historii i rozwoju kulturalno-społecznego zaowocowało w Azji przyjęciem poglądu, że dobro ogółu jest najważniejszą wartością. My z kolei uznaliśmy, że dla nas prawa jednostki są najwyższym dobrem. Nie sposób ocenić, czyj system wartości jest właściwszy lub bliższy ideału. My jesteśmy przywiązani do swoich praw i przywilejów, Azjaci zaś pieczołowicie pielęgnują własne ideały.

Pomna wszystkich tych zmiennych, zawsze staram się być ostrożna w swych ocenach. Są jednak sprawy, które mimo mojej spokojnej natury, wywołują u mnie zgoła niepacyfistyczne reakcje. Tak było właśnie w przypadku lektury wspomnianego na początku artykułu, z którego dowiedziałam się, jak kreowane przez koreańskie media wzorce kobiecej urody wpływają na męskie umysły. I nie ma co tu owijać w bawełnę – owy wpływ jest przerażający!

[Ahn Sun Young i Ahn Moon Sook]

Wszystko zaczęło się od kilku programów w koreańskiej telewizji, które zajęły się tematem sylwetek kobiecego ciała. 23 czerwca w programie „World-Changing Quiz Show” nadawanym przez stację MBC zajęto się tematem (i tu tłumaczę dosłownie) „Czy to prawda, że mężczyźni lubią grube kobiety?”. Komik i show-man Lee Hyeok Jae zaczął wówczas dyskusję słowy: „Masz na myśli, grube jak one?”, wskazując na swoje dwie, obecne w studio, koleżanki: Ahn Sun Young i Ahn Moon Sook, z czego pierwsza przy wzroście 168 cm waży 50 kg, a druga nie podaje co prawda nigdzie swojej wagi, ale na grubą, to zdecydowanie NIE wygląda. Potem kolejny elokwentny pan, komik Ji Sang Ryul, stwierdził, że spośród gwiazd show-biznesu Son Ye Jin „mieści się w standardzie”. Niestety, z kontekstu nie wynikało, czy mieści się w standardzie, gdzie jeszcze nie jest spostrzegana jako „gruba”, czy już właśnie owy standard wyznacza… Na koniec uroczego wstępu sytuację poratował Sean Lee, dietetyk i doradca w sprawach zdrowia, wspominając Jo Yeo Jung i Song Hye Kyo, które często nazywane są przez ludzi „grubymi” (olaboga!), jednak on osobiście lubi właśnie takie krągłe kształty…

["krągłe" Jo Yeo Jung (162 cm wzorstu i 42 kg wagi) i Song Hye Kyo (160 cm i 45 kg)]

W innym programie, wyemitowanym 25 czerwca przez stację KBS, można było usłyszeć jeszcze pikantniejsze wieści. Do studio przybyła pewna sfrustrowana żona, by poskarżyć się na męża, który oczekuje od niej ciągłego utrzymywania wagi 46 kg. Wybranek jej serca (faktycznie, ludziom czasem miłość mózg odbiera) już w czasach, gdy umawiali się na randki, lubował się w szczupłych kobietach. By sprostać oczekiwaniom ukochanego, nasza nieszczęśnica zeszła z 75 kg do upragnionych 46. Ciężka praca i trud zostały jej wynagrodzone, gdyż poślubiła swego wybranka. Ten jednak i po słowie wymagał od swojej niewiasty, by ważyła tyle, na ile zgodził się w dniu ślubnej przysięgi. By mieć pewność, że połowica nie ignoruje mężowskich nakazów, codziennie sprawdza w jakim stanie pozostaje jej brzuszek. Podczas trwania programu nieszczęśliwa żona poprosiła męża, by rozluźnił rygor. Cóż odparł owy pan? „Lubię taką budowę ciała, jaką ma Uee z After School. Widzę jednak, że się stajesz się coraz starsza, mogę się więc zgodzić na 48 kg.” Och łaskawco! Jestem niemal wzruszona…

[rzeczony "łaskawy" mąż]

Jeśli nie dość Wam jeszcze wyjątków z koreańskich programów, Martian Virus (program, który pokazuje ludzi oryginalnych i nietypowych, by nie rzec dziwacznych) nadawany przez TvN, 19 czerwca pokazał „żywą mumię”, Kim Yu Jeong, która od 3-4 lat regularnie obwiązuje się 27 bandażami elastycznymi, by zrzucić w ten sposób nieco ciałka. „Udało mi się schudnąć w ten sposób 10 kg (…) Jest to bardzo efektywna metoda, jeśli masz sporą nadwagę.”

[zmumifikowana za życia Kim Yu Jeong]

Moja pierwsza reakcja na te rewelacje? Minuta ciszy. Później jedno wielkie wtf na twarzy. Finalnie fala nieprzystojnych słów galopujących przez głowę. Teraz zaś tkwię w niedowierzaniu i sporym stopniu przerażenia. Co to za świat, gdzie Son Ye Jin jest nazywana „grubą”, a mężowie w akcie łaski pozwalają swojej małżonce przytyć dwa kilo, co i tak nawet nie zbliża ich do 50 kg żywej wagi?!

Zostawiając już wszystkie emocje, szargające mą duszą, te przykłady obrazują bardzo poważny problem, jakim jest oddziaływanie lansowanych przez media wzorców na męską psychikę. Bo to właśnie męskie spojrzenia, w ogniu których niemal nieustająco znajduje się kobieta, określają ją i decydują o sukcesie jej życia. Nie jest to żadna nowa ani unikatowa koncepcja. Od zarania dziejów to kobieta była obiektem męskich fantazji i mężczyzna był tym, który wybierał sobie niewiastę, a ona mogła ewentualnie odrzucić, lub zaakceptować zaloty biegających wokół niej wielbicieli. I dzisiaj uważa się, że poniżej kobiecej godności jest uganiać się za facetami. Takie podejście (jakkolwiek i mi wydaje się słuszne) niesie ze sobą cały szereg konsekwencji. Skoro nie można aktywnie poszukiwać swojej połówki, trzeba zrobić wszystko (jak np. latami owijać się w bandaże, by stracić nieco na wadze), by przyciągnąć do siebie jak najwięcej potencjalnych wybranków, by było w czym przebierać. Dlatego to, w jaki sposób widzą nas mężczyźni, jest sprawą najwyższej wagi. Męskie spojrzenie jest lustrem, które determinuje sposób, w jaki kobieta spostrzega sama siebie. Jeśli widzi w nim podziw i pożądanie, czuje się wartościowa i piękna. Jeśli spojrzenia tylko się po niej prześlizgują, nie zostawiając na twarzy lustrującego żadnego wyrazu, albo nie daj Boże, wykrzywia się w zdegustowanym grymasie, samoocena takiej kobiety roztrzaskuje się o bruk, spychając ją na społeczny margines. Męskie spojrzenie ma więc moc decydowania nie tylko o sposobie spostrzegania się danej niewiasty, ale także decydowania o jej życiowych sukcesach. Zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie status kobiety określany jest nie na podstawie jej duchowych przymiotów i profesjonalnych dokonań, a dobrego zamążpójścia, przychylność męskich spojrzeń jest sprawą wagi „być, albo nie być”.


 [koreańska reklama niczego się nie boi, by wyeksponować "boską" S-line]

W Korei właściwe zamążpójście może i nie ma aż takiego znaczenia, jakie miałoby 100 lat temu, wciąż jednak jest sprawą niebagatelną. Pani Ania Sawińska w swojej świetnej książce „W Korei” doskonale opisuje sposób w jaki wielu Koreańczyków patrzy na sprawę małżeństwa. Jest to po prostu kolejny etap w życiu, jak pójście do szkoły, a potem zdobycie dobrej pracy, który trzeba przejść i możliwie najwygodniej się w nim ustawić. Miłość, jakkolwiek pożądana, nie jest warunkiem niezbędnym do zawarcia małżeństwa. Wystarczy, by dziewczyna była piękna (żeby było czym się pochwalić przed kolegami) i umiała zadbać o dom i rodzinę, a mężczyzna by zarabiał dobrze i nie przeszkadzał zbyt wiele w prowadzeniu domu.

Im bogatsza rodzina, tym mniejsze szanse, by małżeństwo zawarte było z miłości. Myślę, że akurat w tym aspekcie dramy nie kłamią, pokazując wieczne problemy spadkobierców korporacyjnych fortun z ich mamusiami, które zawsze mają inną, odpowiedniejszą wybrankę, dla swojego syneczka. Ale w sumie i u nas, w Polsce, nie tak dawno temu tylko biedota mogła sobie pozwolić na luksus poszukiwania miłości, a nie biznesowych i społecznych koneksji.

[Son Ye Jin]

W dalekowschodniej Azji dodatkowym problemem jest kultura wizualna. Wszystko, czym otaczają się tam ludzie, powinno być piękne i idealne. Od ultra-kawaii ołówków i notatników, po wyposażenie wnętrz, na ludziach skończywszy. Nie raz opakowanie darowanego prezentu jest ważniejsze, niż sama jego zawartość. Nie chciałabym w tym miejscu czynić daleko idących analogii kontaktów międzyludzkich, ale czytając o „łaskawym mężu”, który pozwala przytyć żonie dwa kilo, by ta mogła ważyć 48 kg… Jakoś tak porównanie nasuwa się samo…

Sprawa nie jest jednak beznadziejna, bo omawiany artykuł oryginalnie został napisany przez Koreańczyka/Koreankę(?) i jego/jej oburzenie było niemniejsze od mojego. Coraz częściej pojawiające się w koreańskiej prasie podobne głosy wyraźnie świadczą, że sami zainteresowani zauważają problem. Całe szczęście, że nie wszyscy bezkrytycznie przyjmują to, co lansują media i starają się walczyć o zachowanie zdrowego rozsądku. Obawiam się jednak, że jest to walka z wiatrakami i musi upłynąć jeszcze poro czasu, nim torebka Gucciego u boku i idealnie piękna buzia prosto spod skalpela nie będą wyznacznikami wartości koreańskiej kobiety…

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...