Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nine Muses. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nine Muses. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Kulisy k-popu: dieta gwiazd

Jak można się bez trudu zorientować, w k-popie muzyka nie zawsze jest najważniejszym punktem programu. Czasem aż żal, jak daleko spychana jest w hierarchii priorytetów, podczas promocji nowego zespołu. To co liczy się bez wątpienia bardziej, niż wszystko inne, to wygląd.

[słynne nogi dziewcząt z Girls' Generation]

Śliczna buzia, niecodzienna fryzura, odważne stroje i nienaganna sylwetka. I tak jak nie każdy rodzi się ze śliczną buzią, na pewno nie z nienaganną fryzurą, tak i nie każdy ma predyspozycje do utrzymania idealnej linii. By pozostać smukłą jak ta giętka trzcina, czy poszczycić się muskulaturą godną Raina, trzeba ćwiczeń i poświęceń. Każdego dnia, a na kilka dni przed występem w TV albo nagraniem nowego klipu w szczególności!

 [och, Rain, Rain! ^^]

W dzisiejszym poście skoncentrujemy się na dietach stosowanych przez dziewczęta. Generalnie można je podzielić na dwie grupy: diety stosowane na co dzień (po których nie można, niestety, spodziewać się zbyt wielu walorów zdroworozsądkowych) oraz diety i zabiegi stosowane na kilka dni przed dużym występem: debiutem, powrotem na scenę, nagraniem teledysku itp.

Diety długoterminowe
(stopień ekstremalności będzie stopniowo wzrastał)

Dieta 1500 kalorii


Dziewczyny z Girls’ Generation znane są z tego, że nie koncentrują się aż tak bardzo na diecie, a po prostu więcej ćwiczą. Dzięki temu mogą pozwolić sobie raz na jakiś czas na ludzkie jedzenie oraz słodkości. Co nie znaczy, rzecz jasna, że nie przestrzegają diety! Szczególnie, gdy zbliża się czas występów na scenie i przed kamerami, nie ma zmiłuj się.

Głównym założeniem ich diety jest spożywanie 1500 kalorii dziennie. Sprowadza się to w większości do ryżu, pieczonej (nie smażonej, olaboga!) piersi z kurczaka, gotowanych na parze brokułów i innych warzyw na śniadanie. Na obiad znów serwowany jest kurczaczy biust, ryż, kimchi, sałatka z papryki i migdały. Na kolację nie ma kurczaka (obie piersi zostały już zeżarte), są za to słodkie ziemniaki, jajecznica z żółtka jednego jajka (smutne to idolskie życie), kimchi i znów sałatka z papryki.

Dieta kubeczkowa


Nine Muses spopularyzowały tę dietę. Jej główną zasadą jest to, że można jeść niemal wszystko (powinno być jednakowoż pełnowartościowe!), ale w ograniczonych ilościach. Mocno ograniczonych. Znamienna jest zastawa, na jakiej podawane są frykasy: są to niewielkie trzy papierowe kubeczki (jakie czasem wypluwają automaty do kawy). Jeden z nich powinien być wypełniony ryżem (dzikim albo brązowym), drugi daniem-dodatkiem do ryżu, a trzeci owocami. Ważne jest, by jedzenie nie wystawało poza brzeg kubeczka. Dodatkowo powinno unikać się słonych i tłustych potraw.

Dieta bananowa


Zasada jest prosta. Na śniadanie je się tylko banany, a potem w ciągu dnia można jeść co się chce. Taki plan żywnościowy podobno sprawia, że buzia wydaje się szczuplejsza i oczywiście traci się na wadze. Seo In Young jest najbardziej znaną gwiazdą, stosującą tę dietę i podobno udało jej się zrzucić 6kg w miesiąc.

Brzmi fajnie, ale mniemam, że wciąż jednak dużo zależy od tego, czego zachciewa nam się jeść w ciągu dnia. Nieświadomie stosowałam tę dietę w Indiach przez jakieś 3 miesiące i owszem, wróciłam szczuplejsza, ale mniemam, że miało to więcej wspólnego z tym, że pikantne jedzenie bardzo wydatnie zwiększa tempo pracy moich jelit ^^

Dieta monotematyczna


Wkraczamy po woli na ekstremalne grunta. Ta dieta dobra jest dla ludzi o nieskomplikowanych umysłach, mających problem spamiętać własne imię. Należy wybrać sobie jedno zdrowe i niskokaloryczne jedzonko (mniemam, że wygrywają tutaj warzywa) i jeść je tak często, jak tylko się chce, ale… nic poza tym! Czyli, jeśli ktoś lubi ogórki, to może napychać nimi buzię 24h na dobę, ale to by było na tyle. Żadnych urozmaiceń. Nie wiem jak długo można tak pociągnąć i jakiego wstrętu się nabawić do biednych warzywek. Ja by nie polecała.

Dieta wysoko-białkowa


Dziewczyny z SECRET preferują tę dietę. Jak nazwa wskazuje, w jej skład wchodzą produkty o dużej zawartości białka (jak ryby, mleko czy tofu) i ogranicza się węglowodany, a konkretnie tak podstawowy dla koreańskiego życia ryż! Poniżej możecie przeczytać przykładowe menu dziewcząt:

Poniedziałek:
- śniadanie: 1 tost, 1 jabłko, 1 słodki ziemniak
- obiad: sałatka z piersi kurczaka
- kolacja: 8 pomidorków cherry, 1 ogórek

Wtorek:
- śniadanie: 1 tost, szklanka mleka odtłuszczonego
- obiad: 1 słodki ziemniak.
- kolacja: 8 truskawek, 5 pomidorków cherry

Środa:
- śniadanie: 1 tost, szklanka mleka odtłuszczonego
- obiad: 1 słodki ziemniak, 5 pomidorków cherry
- kolacja: 5 truskawek, 1 ogórek

Czwartek:
- śniadanie: 1 tost, szklanka mleka odtłuszczonego
- obiad: pierś z kurczaka, 8 truskawki
- kolacja : 5 truskawek, 1 ogórek

Piątek:
- śniadanie: 1 tost, 1 jabłko
- obiad: 3 jajka 1 ogórek, 5 pomidorków cherry
- kolacja: 10 truskawek, 1 ogórek

Sobota:
- śniadanie: 1 tost, szklanka mleka odtłuszczonego
- obiad: 1 słodki ziemniak
- kolacja: 1 tofu, 3 pomidorki cherry

Niedziela:
- śniadanie: 1 tost, 1 jabłko, szklanka mleka odtłuszczonego
- obiad: 1 słodki ziemniak
- kolacja: 1 ogórek

Mniemam, że dziewczyny są nieustannie głodne. I jeśli mnie ktoś pyta, to za dużo tego białka to tu nie ma.

Diety (oraz zabiegi) na kilka dni przed występem
Powieje teraz ekstremem!

Odwodnienie

[Lee Yeon Hee] 

Chyba najbardziej znana i najbardziej zatrważająca „dieta” stosowana na dzień przed ważnym występem. Na tydzień przed, idole piją dużo wody, nawet do 3 litrów dziennie, po czym przestają ją pić zupełnie w noc przed owym wydarzeniem. Ciało, przyzwyczajone do dużych ilości wody w organizmie, wciąż będzie się pozbywać nadmiarów wody, tyle, że nie dostaje już nic nowego w zamian! Ta metoda ma przeciwdziałać opuchnięciom oraz optycznie „odchudza”. Oko kamery ponoć bardzo uwydatnia każdy milimetr tłuszczyku, więc mówią, że warto.

Ciocia Walerianka jednak MOCNO nie poleca takich metod! Tak jak i wszystkich innych przedstawionych w tym artykule ^^

Odstawienie soli

Jedno z nielicznych, w miarę rozsądnych podejść. Zamiast usiłować się odwodnić, idole dostawiają na kilka dni sól. Sól znana jest z tego, że zatrzymuje wodę w organizmie, co często skutkuje opuchliznami, szczególnie widocznymi pod oczami. A tego na teledysku nikt oglądać przecież nie chce!

Gyeong Rock

[tak miło to chyba to nie wygląda...]

To właściwie nie jest dieta, a rodzaj masażu serwowanego idolom przed ich ważnym występem. Masażysta uciska kości twarzy, starając się chwilowo zmniejszyć całokształt idolowej buzi. Podobno działa, a jeśli tak, to boję się pomyśleć, co to właściwie robi i jak mocno trzeba cisnąć, żeby tę buzię wcisnąć w mniejszy rozmiar! @__@

Zastrzyki

Jeśli ktoś ma problem z wyjątkowo upartym tłuszczykiem, który opiera się dietom, ćwiczeniom i lojalnie pozostaje w ulubionych partiach ciała, i na to jest sposób! Taki uparty tłuszczyk traktuje się zastrzykiem z jakimś zajzajerem, który rozbija komórki tłuszczowe. Najczęściej zastrzyki te stosuje się na twarzy (olaboga! @__@) albo na nogach.

Podsumowanie

Co ciekawe, k-popowi artyści raczej z pokorą i zrozumieniem poddają się wszelkiej maści dietą i zabiegom, tłumacząc to wymogami profesjonalizmu. Że im więcej łez i burczenia żołądka, tym lepsze będą wyniki na scenie.

[Hello Venus rozgrzewa (się) na siłowni]

Jasne, że idole po to są, by cieszyć nasze oczy, ale czy ja naprawdę chcę, by te biedne dziewczynki głodowały miesiącami, na koniec odwodniły się i jeszcze dały zmacerować sobie twarz? Hmm… Czy nie łatwiej by było odżywiać się rozsądnie i zdrowo, by mieli siłę podołać szalonemu grafikowi i po prostu poćwiczyć przez pół godziny dziennie? Na szczęście coraz więcej agencji rozumie, że omdlony z niedożywienia i zmęczenia idol to raczej marny idol, więc starają się zachować odrobinę rozsądku w ich żywieniu. No, ale oczywiście nie każdy umie (albo chce) znaleźć to dodatkowe pół godziny na ćwiczenia, gdy plan dnia i nocy wypełniony jest po brzegi (więcej tutaj)! Koreanki w ogóle słynne są z tego, że nie przepadają za ćwiczeniami, a w zamian wolą stosować różnej maści szalone diety.

Czasem mam wrażenie, że odrobina ludzkich niedoskonałości dobrze by zrobiła k-popowi.

Też tak myślicie?

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 26 kwietnia 2014

Nic nie dzieje się przypadkiem: role w zespole k-popowym

Gdzie jak gdzie, ale w k-popie nie ma miejsca na przypadek. Szczególnie jeśli chodzi o to, kto wchodzi w skład danego zespołu i jaką pełni w nim funkcję. Już dawno zdążyliśmy sobie ustalić, że pląsające girls i boys bandy to bynajmniej nie grupki przyjaciół, których połączyła wspólna pasja, a jak najbardziej świadomy wybór i wytwór właścicieli komercyjnych molochów, jakimi są agencje gwiazd.


Obserwując któryś już setny skośnooki zespół, tak doszłam sobie do wniosku, że właściwie sama mogłabym stanąć na czele agencji gwiazd i skomponować nowy band. Mniemam, że musi to być niezła zabawa, przebierać i wybierać w setkach utalentowanych młodych ludzi. Szczególnie managerowie wielkich wytwórni jak YG czy SM mają pole do popisu, bo pod swoimi skrzydłami mają mnóstwo trainee, którzy byliby w stanie zabić, byle tylko otrzymać możliwość zadebiutowania.

Zazwyczaj do obsadzenia są role: lidera, głównego wokalisty, rapera, głównego tancerza i wyglądacza (jak kto woli, bożyszcza tłumu albo po prostu visuala).

Co do ilości członków zespołu, zasada brzmi: nie ma co się ograniczać. Od 4 do nawet 13 członków, a co tam! Jeśli nie można się zdecydować pomiędzy jednym świetnym tancerzem a drugim, lepiej wziąć dwóch na raz. Im więcej tym weselej, a im więcej chłopców/dziewcząt w grupie, tym większa szansa, że każdy konsument znajdzie coś dla siebie i polubi zespół z tego czy innego powodu. Wydaje się jednak, że liczba 5 ma największą moc i jest najbardziej popularna. Łatwiej to ogarnąć i utrzymać w kupie, niż ponad 10-cio osobową bandę.

 [przy tym zespole SM się nie oszczędzało. Jak już to już! EXO]

Przyjrzyjmy się zatem, jakie obowiązki i jakie kryteria należy spełniać, by wpasować się w jedną z wymienionych wyżej ról.

Lider: ta rola właściwie nie jest przypisana z góry i piastujący ją osobnik może zmieniony z biegiem czasu i rozwojem wypadków. Niektóre zespoły nawet nie posiadają lidera, choć jest to raczej rzadki przypadek. Z reguły liderem zostaje osoba najstarsza w zespole, ze względu na kulturowo przypisany status i szacunek, jakim cieszy się najbardziej posunięty w latach jegomość, choć i tu zdarzają się liczne przypadki. G-Dragon w BIGBANG czy CL w 2NE1 to tylko 2 przykłady.

Lider zazwyczaj daje się poznać sam na podstawie zachowania i osobistej dojrzałości. Nie jest to lekka fucha i jak stwierdzono w dokumencie „Nine Muses of Star Empire” (więcej o filmie tutaj) „Nie ma właściwie żadnych profitów z tytułu bycia liderem, ma się za to całe mnóstwo obowiązków”. Jak też stwierdziła jedna z dziewcząt z Nine MusesJeśli ktoś popełni błąd, manager będzie obwiniał tylko lidera, a nie tego, kto jest winny. Ale smutna prawda jest taka, że większość z nas nie wie, kto naprawdę zawinił. Myślimy, że to wina Sery (dawna liderka zespołu), nie zależnie, co by się nie działo.”

[Sera z Nine Muses]

Za co tak naprawdę odpowiedzialny jest lider? Powinien spajać zespół, sprawiać by wszyscy dogadywali się ze sobą i dobrze razem współdziałali. Budzi ich rano i dba, by każdy dotarł na czas, gdzie powinien. Poklepie po placach, gdy ciężko, przytuli, gdy płaczesz, będzie zagrzewał do walki przed występami i dodawał otuchy, gdy brak już sił na kolejną godzinę treningu. To on będzie reprezentował zespół w rozmowach z matką agencją i mediami.

Tyle teorii, bo nie każdy ma tyle siły, by nie tylko nie zwariować z przemęczenia i przepracowania (więcej tutaj), ale też wspierać innych i robić za anioła pokoju w przypadku konfliktów. Tak więc pozycja raczej dla wytrwałych.

Główny wokalista: tu sprawa jest dość prosta. Po prostu trzeba wybrać kogoś, kto naprawdę umie śpiewać i pociągnie wszystkie trudne momenty w balladkach i innych rockowych wyciach. Jeśli główny wokalista nie prezentuje się jak skośnooki Adonis, od czego jest stado chirurgów plastycznych urzędujących na Gangnamie? Ten pan tudzież pani nie musi być powalającej urody, bo ludzie i tak pokochają go/ją za talent, ale nie oszukujmy się, w k-popie nie ma miejsca na tłuszczyki i inne jednopowieczne niedociągnięcia (o operacjach plastycznych tutaj). Jak to już kiedyś stwierdziłam, tu się przytnie, tam wytnie i będzie git!

 [wokalista niemal idealny: Jonghyun z SHINee]
 
Raper: no czymże byłby k-pop bez rapowej wstawki w środku utworu, no czym, pytam?! Pasuje, czy nie pasuje, pani i pani zarapuje, yo! I co śmieszne, mam wrażenie, że na pozycję rapera załapują się osoby, którym Bozia poskąpiła wokalno-tanecznych talentów. Nie mówię, że ma to miejsc zawsze i wszędzie, bo trudno takiemu Zelo z BAP odmówić umiejętności, ale… jeśli chodzi o girls bandy… Hmmm… Ciężko stwierdzić, co powoduje panami managerami, wybierając na rapera dziewczęta, które wyraźnie męczą się ze swoim zadaniem. Jak generalnie nie mam nic przeciwko Girls’ Generation, to naprawdę… Lepiej, żeby one się rapu nie chwytały.

 [Bang Yong Guk jest tutaj! Yo yo!]

Jednak jest coś, czym każdy raper musi dysponować, a mianowicie ten ciężki, hip-hopowy look, yo-yo! Raper musi mieć power, musi być ponad obowiązujące normy i standardy, musi mieć silną osobowość i miażdżyć swoim yo-yo tumiwisizmem. O tym, czy rzeczywiście wybrana na raperów młodzież rzeczywiście posiada takie przymioty ducha, powiemy sobie w drugiej części artykułu. Tak… Nie ma to jak moje artykuły tasiemce, nie? ^^

Główny tancerz: w tej dziedzinie można pójść w maksymalizm i upewnić się, że każdy w zespole posiada (wytrenuje, czy chce czy nie) ponad przeciętne umiejętności taneczne. Jakby nie patrzeć, bez tańcy nie ma w ogóle o czym myśleć. Perfekcyjny, energiczny, synchroniczny taniec to jeden z największych wabików na publiczność. Przyznaję, ja jestem bardzo podatna na ten faktor. Dlatego trzeba upewnić się, że w grupie znajduje się choćby jeden Teamin czy inna BOA. Nic tak nie rujnuje wizerunku jak nieporadnie zatańczona choreografia albo jakieś potknięcia na scenie. Jeśli głos zadrży albo linia tekstu wyleci z głowy, dokonały układ choreograficzny skutecznie odwróci uwagę od niedociągnięć. Chociaż… Jakie niedociągnięcia? Czy w k-popie jest miejsce na coś takiego jak błąd?! Niech no tylko który się ośmieli coś pomieszać, to mu matka agencja wytłumaczy na czym polega koreański show-bieznes…


Wyglądacz (aka visual): wbrew pozorom jest to jedna z najważniejszych fuch. Jasne, że byłoby wskazane, by materiał na wyglądacza potrafił cokolwiek śpiewać czy tańczyć, ale nie jest to aż tak istotne. Rozkochana publika i tak wybaczy mu wszystko, bo przecież jak można nie kochać go/jej za te cudne oczęta i ponętne usteczka… Niestety, nadrzędną wartością w k-popie nie jest muzyka, a wygląd. Piosenki powinny być jedynie wystarczająco chwytliwe, by ugrząźć w głowie słuchacza a resztę dopełni wizualna strona przedsięwzięcia. Skąd wzięłoby się to upodobanie (szczególnie w SM Entertainment) do ciągłego zżynania piosenek z innych, często zachodnich twórców? Gdyby tak im zależało na jakości muzyki, panowie w korporacjach zainwestowaliby więcej w oryginalną twórczość… Utyskiwania na bok.

Jak sama nazwa wskazuje, głównym zajęciem wyglądacza jest wyglądanie. Ale wyglądanie jak! Wyglądacz musi być piękny jak ta oświetlana porannym słońcem kropelka rosy na płatku róży, gładki musi być jak świeżo wypolerowana karoseria w najnowszym modelu Lexusa, idealny niczym platońskie teorie… Ekhm… Wybaczcie, rozpędziłam się ^^

 [wyglądacz idealny! JaeJoong z JYJ]

Tak czy owak, wyglądacz musi swoim wyglądem sprawić, by pod jego/jej jednym spojrzeniem, tłumy padały jak muchy. Rozkochane nastolatki (bo jakby nie patrzeć, to nieletnia młodzież jest głównym konsumentem k-popowych pląsów) będą w stanie wysupłać ze swoich portfeli ostatnie wony, byle tylko wesprzeć swojego najdroższego oppa albo cudną dziewczynę z nowego girls bandu. Dla wyglądacza codzienne głodówki i wyciskanie na siłowni są chlebem powszednim a wyskakujący znienacka pryszcz urasta do rangi narodowej tragedii. No cóż… Nie ma lekko.

Przeglądając pozycje, jakie piastują poszczególni członkowie zespołu, można się często natknąć na określenie maknae. Nie jest to żadna fucha, a po prostu określenie najmłodszego w zespole. Jak już wspomniałam, przez to, że kwestia wieku w Korei to poważna sprawa, będąc najmłodszym, ma się wiele obowiązków wobec swoich starszych kolegów i koleżanek. I lepiej je grzecznie i bez sprzeciwu wypełniać, bo można popaść w niezłe kłopoty… Więcej o tym, jak to jest być najmłodszym w zespole można poczytać tutaj. Leniwym lub już zorientowanym, niech starczy tyle, że maknae najczęściej musi sprzątać po swoich kolegach, dbać, by zawsze mieli soju w kieliszku i zwyczajowo (czy im się to podoba, czy nie) to on jest odpowiedzialny za rozsiewanie ekstremalnego aegyo.

[łiiiiiiiiiiiiiiiii... jak słodko! Suli z f(x)]

I jak? Czujecie się na siłach skompilować swój własny k-popowy zespół? Macie jakieś typy i fantazje, jak powinien wyglądać band idealny? Mniemam, że gdybym ja się najęła na managera k-popowej grupy, pomimo szalonego talentu, jakim zapewne dysponowałby każdy z chłopców (czemu marzy mi się skompilowanie boys-bandu? Hihihi…) marne szanse, by moim podopiecznie przebili się przez morze idealnych bandów, bo ja mam za miękkie serce, by ich dusić i wyciskać z nich siódme poty. Lepiej więc pozostanę przy swoim klepaniu w klawiaturę i utyskiwaniu nad losem biednych koreańskich gwiazd.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 10 kwietnia 2014

Kulisy k-popu: Dziewięć muz

W dzisiejszym odcinku z serii „kulisy k-popu” jak najbardziej dosłownie przyjrzymy się temu, co się dzieje, gdy gasną kolorowe światła na scenie, a z twarzy znika ciężka warstwa makijażu.

Film, o którym zamierzam dzisiaj napisać, nie jest zbyt świeży, ale myślę, że daje niezły  obraz tego, co dzieję się za kulisami koreańskiego show-biznesu. Reżyser dokumentu, Lee Hark Joon, od dłuższego czasu marzył o zrealizowaniu filmu pokazującego codzienność koreańskich gwiazdek k-popu, jednak zadanie od samego początku było tak trudne, jak się wydaje. Która wytwórnia, będąca przy zdrowych zmysłach, wpuściłaby na swoje podwórko reporterów, którzy by to przez okrągły rok podglądali ich pracę i raz na zawsze położyli kres mitowi o szczęśliwości i rodzinnej atmosferze panującej wewnątrz firmy? A jednak naleźli się tacy śmiałkowie. Po długich dysputach i negocjacjach, niewielka agencja Star Empire, zgodziła się, by Hark Joon wziął swoją kamerę i śledził poczynania jednego z przygotowujących się do debiutu zespołu: Nine Muses. Warunek był taki, że reżyser ma zachowywać się jak jeden z menagerów zespołu.

[Lee Hark Joon]

W momencie, kiedy Hark Joon pierwszy raz spotkał dziewczęta, do ich planowanego debiutu pozostawało jeszcze ponad 6 miesięcy. Media spekulowały, że zespół ma spore szanse, by odnieść sukces. Wytwórnia zainwestowała w ich trening ponad milion dolarów, więc presja była ogromna, gdyż porażka projektu Nine Muses równałaby się z koniecznością zwinięcia całego interesu i ogłoszenia bankructwa przez Star Empire.

Ową presję i napięcie między zarządem a zespołem, ale także między sami dziewczętami widać już na pierwszy rzut oka. Niewiele radości pojawia się na buziach następczyń Girls’ Generation… Są pot i łzy, przygaszone spojrzenia i podkrążone oczy. Mordercze treningi, niekończący się miraż zajęć, podczas których dziewczęta uczą się jak komponować piosenki, jak się ubierać, jak wypowiadać się przed kamerami, jak kreować swój wizerunek i jak mówić w obcych językach. Ich zajęcia planowane są w przedziale godzin 10 rano do 2 w nocy, a jakikolwiek objaw zmęczenia lub niezadowolenia, komentowany jest szczodrze przez menagerów. „Czemu wyglądasz na smutną?” „Nie jesteście nawet zainteresowane (tym co robicie).” „Czemu jesteś wkurzona? Pokłóciłaś się z kimś?” „Jesteś chora? Trudno, niedługo debiut, ćwicz!

[próby, próby, próby...]

Rola przyszłych gwiazd w ich treningu sprowadza się do właściwie tylko do wykonawstwa. Im mniej przy tym dyskusji, a więcej posłuszeństwa i żarliwości, tym lepiej. Wszystko; od piosenek, poprzez choreografię, do strojów i odpowiedzi, jakich dziewczęta mają udzielić przed kamerami, jest już dla nich przygotowane. Nikt ich się nie pyta, czy podoba im się utwór, który mają zaśpiewać. Jeśli go lubisz, dobrze dla ciebie, bo jak nie, to i tak nie ma o czym dyskutować.

Stroje mają być uszyte na miarę i noszone dumnie. Nie sądzę, by dziewczyny mogły sobie choćby wybrać kolor gumki do włosów. Szef wytwórni przychodzi na spotkanie z wizażystą, rzuca krytycznym okiem na projekty kostiumów, po czym stwierdza: „Mam pomysł, jak sprawić, by wyglądały sexy. Skróćcie to, OK? (pokazując na spodnie jednej z dziewcząt)” Jeden z współpracowników ośmiela się mieć inne zdanie: „Nie wydaje ci się, że będą wyglądać tanio?Nie, wcale że nie. Będą wyglądać seksownie. Czy to nie to, co chwalą media? Honey tights (dosłownie: miodziaśne uda; termin używany prze koreańskie media, by pochwalić piękne i smukłe kobiece uda).

 [więcej seksu!]

Jeśli komuś się nie podoba, albo ma problemy z dostosowaniem się do wojskowego rygoru, ma wolną drogę. Tysiące innych tylko czekają, by wkręcić się do branży i zająć twoje miejsce. Na kilka miesięcy przed debiutem zarząd agencji był zmuszony poszukać nowej dziewczyny do zespołu. Zadanie nie było zbyt karkołomne. Szybka wizyta w biurze zrzeszającym (kolekcjonującym) pięknych, młodych i utalentowanych służy pomocą. Wystarczy otworzyć katalog, podać kilka zmiennych (wzrost, waga, wiek, preferowane uzdolnienia) i voilà, idealna kandydatka pojawia się na tacy! No, może niemal idealna. To, że wyselekcjonowana bladolica nie posiada głosu Whitney Houston nie jest wielkim problem. W końcu w zespole jest jeszcze 8 innych dziewcząt. Któraś na pewno będzie wiedziała, co robi przed mikrofonem.

["ta jest całkiem fajna, ale może za wysoka..."]

Jun-Seong Oh, kompozytor Star Empire, zdaje się być w pełni pogodzony z faktem, że członkowie zespołów muzycznych nie są wybierani na podstawie swoich wokalnych talentów. „Nie wszystkie dziewięć dziewcząt może być dobrymi piosenkarkami. Taki zespół nie istnieje w rzeczywistości.” „Czasem jednak zdarzają się dobrzy wokaliści.” – dodaje po chwili z błyskiem w oku. Jednak to wokal w dalszej karierze zespołu staje się problemem. Sam  menager zespołu, Kyu-Seong Jeong, w przypływie szczerości stwierdza: „To jest (główny) problem, że one nie wiedzą jak śpiewać.”

Jak w ogniu niekończącej się krytyki i presji odnajdują się same dziewczęta? Nienajlepiej. Na jednym ze spotkań z psychologiem przeprowadzono badania mierzące poziom samopoczucia członkiń Nine Muses. „Niebawem będziecie brać udział programach telewizyjnych, gdzie powinnyście cieszyć się życiem… Więc przypuszczałem, że poziom waszego złego samopoczucia będzie niski.” – stwierdza pan psycholog. „Jednak wyniki pokazały, że jesteście bardzo przygnębione.” “Wcale nie jestem przygnębiona!” – rzuca nagle jedna z dziewcząt. „Nie kłam.” – przychodzi riposta ze strony koleżanek z zespołu “Wyglądasz na tak smutną.” 

[załamana Hyemin]

Wewnętrzna konkurencja i wzajemne obwinianie się o przyczyny niepowodzeń i napięć też nie pomagają cieszyć się pracą. Jedna z dziewcząt stwierdza „Wszystko czego one chcą, to być lepsze, niż ktokolwiek inny. Nikt nie dba o nikogo. Jedyne co je obchodzi, to tylko one same. Ludzie mówią, że potrzeba mi więcej uporu. To boli. Kiedy czuję się zraniona, marzę, by być silniejszą. Jednak zamiast tego, czuję jedynie ból i załamuję się.”

Dziewczyny czują się niedowartościowane i zagrożone. Ciągłe utyskiwania ze wszystkich stron podłamują ich wiarę w siebie, doskonale zdają sobie sprawę, że wymiana ich na lepszy model to kwestia kilku dni. Wpaja im się, że powinny ćwiczyć w każdej wolnej sekundzie. „Czy nie byłoby to niesprawiedliwe, gdyby każdy mógł zostać gwiazdą?” pyta retorycznie jeden z menagerów. Sung-Hun Cho, jasno stawia sprawę: „Jeśli zostaniecie gwiazdami, możecie powiedzieć co tylko chcecie. Ale na tę chwilę wiemy więcej niż wy. Byłoby zatem mądrze schować swoją dumę do tego czasu. (…) Jeśli zostaniecie gwiazdami, wasza opnia będzie prawem. Jeśli sądzicie, że traktujemy was niesprawiedliwie, zostańcie gwiazdami.

 [Sera w rozmowie z managerem]

Jak wiele trzeba uporu i samozaparcia, by wytrzymać w takim kieracie? O tym wiedzą tylko trenujący w agencjach młodzi ludzie. Sera, liderka zespołu w czasie ich treningu, najlepiej ujęta to, co trzyma ją ciągle w branży. “Pytałam siebie, dlaczego to robię. Dlaczego wyrzekłam się wszystkiego i poświęciłam moją rodzinę? Dlaczego wybrałam takie życie? Ale wszystko, o czym mogłam myśleć, było tylko to, że powinnam ćwiczyć więcej. Następnego dnia poszłam 3 godziny wcześniej do studia, by ćwiczyć. To dlatego jestem tak zestresowana, ale jednocześnie tylko tak potrafię rozładować panujące w mnie napięcie: przez śpiew i taniec. To jedyna rzecz, która pozwala mi iść dalej.”
W innym miejscu dokumentu Sera wyznaje: „To jest wszystko co mam w życiu, ponieważ tego chcę. (…) Co innego mi zostało? Nie mam niczego innego.


Czy nadal mogę patrzeć na te wszystkie roztańczone zespoły z uśmiechem na ustach? Jakoś nie bardzo. Czy warto poświęcać wszystko w imię marzenia? W imię trwającej kilka chwil popularności? Według pojawiających się na początku filmu napisów, tyko jeden na 10 tysięcy trainee zostaje gwiazdą. Jak rozumie się tu gwiazdę? Kogoś pokroju BIGBANG, czy kilkakrotne pojawienie się w rozmaitych variety show i kilku reklamach już uprawnia do tego statusu? Nie wiadomo.

Nadal jacyś chętni na zasilenie armii k-popowych idoli?

Kulisy k-popu:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 21 września 2013

Kulisy k-popu: Ile człowieka w celebrycie?

Czy jest coś, do czego nie posunęłaby się agencja, by wypromować swoich podopiecznych na gwiazdy i zagarnąć tym samym grubą forsę? Patrząc na ostatnie działania YG Entertainment, można mieć pewne wątpliwości.


Większość pewnie słyszała już o popularnym programie Who is next: WIN. Jest to reality show produkowane przez YG Entertainment, dokumentujące losy dwóch grup trenujących pod skrzydłami tej agencji chłopców. W cotygodniowych odcinkach możemy oglądać przygotowania uczestników do comiesięcznej ewaluacji, podczas której będą musieli zaprezentować nową piosenkę i układ taneczny. Celem programu jest wyłonienie zwycięskiego teamu (poprzez głosowanie widzów), który zgodnie ze słowami agencji „zadebiutuje w dzień po emisji ostatniego odcinka show”. Co z przegranymi? No cóż… „grupa może zostać rozwiązana, albo wymienimy kilku jej członków. Nie da się niczego przewidzieć”.

Brzmi dość brutalnie? Ależ nikt się tego nie wypiera! Wytwórnia na oficjalnej stronie z opisem programu stwierdza: „Program może wydawać się bezwzględny, jednak jest to rywalizacja, której żaden profesjonalny artysta nie może uniknąć w tej branży. Będzie to program portretujący rzeczywistość w najbardziej transparentny sposób.” Acha… Więc aby ułatwić swoim podopiecznym życie, YG postanowiło rzucić swój narybek na pożarcie publiczności. Skoro tak czy owak będą zmuszeni zmierzyć się z „bezwzględną rywalizacją”, czemu nie zafundować im tego na starcie, pod obstrzałem kamer 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Co tam, że część chłopców nie ma skończonych nawet 18-tu lat. Niech od małego uczą się, że w życiu nie ma lekko.

[w grupie B znajduje się dwóch chłopców, którzy mają 16 lat i jeden 17-nastolatek. Pozostali to dwie osiemnastki i jeden 19-nastolatek]

Im dłużej interesuję się koreańskim show biznesem, tym częściej zadaję sobie pytanie, ile jeszcze z ludzi pozostało w większych i mniejszych gwiazdkach szklanego ekranu. Czy managerowie agencji gwiazd patrzą na swoich podopiecznych jeszcze jak na drugiego człowieka, czy jak na produkt. A właściwie to półprodukt, który trzeba odpowiednio urobić, doprawić, wstawić na określony czas do pieca i voila! Gorące ciacho ląduje na stole, wzbudzając aplauz zebranych!

Niemal w każdym człowieku siedzi głęboko zakorzeniona potrzeba uznania i znajdowania się w centrum uwagi. Bardziej lub mniej rozwinięta, bardziej lub mniej uświadomiona, ale gdzieś tam jest. Nie potępiam nikogo, kto chce zrobić użytek ze swojej ładnej buzi albo rzucającego na kolana głosu i zdobyć krajową albo i światową sławę. Marzenie by zostać piosenkarzem, aktorem czy modelką nie jest niczym złym a mieniący się złotym blaskiem świat celebrytów musi kusić młodych i uzdolnionych. Niby mówi się o tym, jak ciężki jest to los, jak wiele będzie wymagał wyrzeczeń i pracy ponad siły, ale czy dzieci (bo właśnie dzieci rekrutuje się jako materiał na potencjalne gwiazdy) zdają sobie w pełni sprawę na co się piszą, przestępując próg danej agencji? Mocno nie sądzę. Skoro nawet rodzice nie są w stanie w pełni ocenić sytuacji i na co zgadzają się, oddając swoją pociechę na trening, jak można oczekiwać od kilkunastoletnich rekrutów, że wiedzą, co robią? Jeśli któryś z koreańskich gigantów wybierze ich jako swoich trainees, jedyne co odczuwają w tym momencie to euforię, jakby chwycili pana Boga za nogi. Zgadzają się więc na wszystko, byle tylko ich marzenia mogły się spełnić.


Agencje wiedzą o tym doskonale i wykorzystują to do granic przyzwoitości. Niewolnicze kontrakty, nadużycia władzy, poniżanie, czasem i molestowania na tle seksualnym (o tym niebawem)… K-pop nie zawsze jest cukierkowo słodki. Władza absolutna deprawuje, a szefowie i managerowie agencji taką władzę posiadają nad swoimi podopiecznymi. Przywołując astronomiczne liczby chętnych na miejsce każdego trenującego, firmy zmuszają swoich trainees do ślepego posłuszeństwa. W tej branży naprawdę przetrwać mogą tylko ci najbardziej zdeterminowani, a więc i tacy, którzy zgodzą się na każdy szalony pomysł, byle tylko utrzymać swoją pozycję i mieć szansę na debiut.  

Będąc trainee jest się właściwie ubezwłasnowolnionym. Szefowie agencji oraz managerowie posiadają status bliski bogom i nic nie podlega dyskusji. Pomijając utrwaloną w koreańskim społeczeństwie hierarchię bazującą na wieku, gdzie starszy ma zawsze rację i należy mu się odpowiedni szacunek, to jeszcze nakłada się na to drabina profesjonalnych zależności, która jest równie, jeśli nawet nie silniejsza. Po prostu starszemu/wyżej w hierarchii się nie podskakuje i koniec. A managerowie i bez tego mają wystarczająco narzędzi, by podporządkować sobie trenujących pod ich skrzydłami młokosów. W końcu to oni mają więcej doświadczenia i wiedzy, wypromowali już w swoim życiu nie jedną gwiazdę, więc po co mieliby w ogóle tracić cenne sekundy, wysłuchując jaki pomysł ma na siebie i swoją karierę dany dzieciak. Młodzi dostają na tacy gotowe piosenki i układy choreograficzne, na próby przyjeżdżają wybrane przez szefów kostiumy, a pan czy też pani fryzjerka i tak wiedzą lepiej, w jakiej fryzurze będzie im do twarzy. Uczą się jak odpowiadać na pytania podczas wywiadów, by nie wypaść głupio, a jakakolwiek próba okazania ludzkich uczuć, czy dezaprobaty kończy się połajanką, że jeśli się nie podoba, zawsze można wyjść z sali ćwiczeń i już nie wrócić. To tyle. Przyjęli? WYKONAĆ!

Obawiam się, że już po kilku miesiącach takiego treningu w młodocianych umysłach muszą następować poważne spustoszenia i zachwiania poczucia własnej wartości, by nie powiedzieć własnej osoby… A przeciętny trening na gwiazdę trwa 3-5 lat. 2-3 lata to absolutne minimum, choć i zdarzają się rekordziści, którzy spędzili w szeregach rekrutów ponad 10 lat! Choćby taki BIGBANG szykował się do swojego debiutu 7 długich lat. Co dzieje się z ludzką psychiką przez tak długi czas prania mózgu? Lepiej się nie zastanawiać…


Wracając do YG. Tak więc panowie z agencji wykoncypowali sobie, że po co ryzykować wypuszczenia na rynek dwóch boys bandów, kiedy można zaprezentować publiczności 11 chłopców na raz i pozwolić, by to widzowie wybrali tych, których polubili najbardziej. Dla firmy czysty zysk: wyprodukowany minimalnym kosztem reality show będzie promował od razu wszystkich uczestników, zwycięski zespół ze startu będzie miał pokaźną fan bazę i odpowiedni medialny szum wokół siebie, co dobrze wróży jego przyszłości. Przegrani… No cóż… Mogli postarać się bardziej. YG podniesie ręce do góry i powie, że przecież to nie oni zadecydowali o ich losie, a publiczność. Minimum ryzyka, maksimum profitów. Bardzo sprytnie!

Tyle tylko, że zamysł wydaje mi się być dość wątpliwy moralnie. Czy uczestnicy mieli w ogóle jakiś wybór, czy chcą wziąć udział w programie i znajdować się pod nieustannym obstrzałem kamer przez 10 tygodni? Pewnie dostali propozycję nie do odrzucenia: albo bierzesz udział w programie i masz szansę zadebiutować po jego zakończeniu, albo będziesz cieszył się statusem trainee jeszcze przez dłuuuuuuuugie lata. Nie mówiąc już o tym, że kto jak kto, ale firma z pozycją i wpływami jakie posiada YG nie powinna w ogóle uciekać się do podobnych środków, by wypromować swoich podopiecznych. Jeśli tak szanowani giganci, którzy jeszcze do tego szczycą się uczciwym traktowanie swoich pracowników, nazywając ich rodziną (YG Family), to lepiej nie myśleć o tym, co może wpaść do głów innym, nieco bardziej zdesperowanym szefom mniejszych wytwórni.


Generalnie można zaobserwować trend, jakoby agencje gwiazd szczyciły się tym, jak podle traktują swoich trainees. YG otwarcie przyznało, że program jest „bezwzględny”, ale już w kolejnym zdaniu stwierdza, że taki jest show biznes, więc postawmy przed tym kamerę i przekujmy ludzkie dramaty na rozrywkę dla mas. Tak samo głośny dokument o Nine Muses, przygotowany dla BBC i wyświetlony podczas międzynarodowego festiwalu filmowego w Amsterdamie w zeszłym roku, został akredytowany przez agencję dziewcząt, Star Empire. Stacja Al Jazeera przygotowała raport o pracy ponad siły dziewcząt z grupy Rania i podobnie jak w przypadku „Nine Muses of Star Empire” i ten film został pobłogosławiony przez agencję zespołu (więcej tutaj).


Przesłanie wydaje się być jasne. Biznes jaki jest, taki jest. Po co się z tym ukrywać? Lepiej przyznać się otwarcie i uczynić z tego ogólnie znaną i akceptowaną prawdę, niż usiłować cokolwiek zmienić. Bo czemu by zmieniać coś, co świetnie działa i przynosi profity? A że złamie się charakter i być może całe życie kilku młokosom… No cóż… Taka jest cena sławy. Agencjom na pewno dużo łatwiej pracować z gwiazdami, które są jej poddańczo posłuszne. Kontrolując wszystko, co tylko można, od planu dnia, poprzez dietę, do tego z kim i kiedy można się spotkać i czy można mieć chłopaka/dziewczynę, czy nie, minimalizuje się ewentualne niebezpieczeństwa związane ze skandalami i osłabnięciem motywacji danego delikwenta do ciężkiej pracy. A jak ciężko pracuje się w koreańskim show biznesie można przeczytać chociażby tutaj.

W wspomnianym wyżej dokumencie o Nine Muses, Sera (jedna z dziewcząt z zespołu) stwierdza pod koniec filmu: „Nie wiem czy to co powiem, będzie przydatne, ale to co się zmieniło, to przed debiutem było między nami człowieczeństwo. Wtedy to miałyśmy. Ale już tego nie ma.

[Sera z Nine Muses]

I niech ten cytat posłuży za puentę dzisiejszego postu.

Więcej na temat:
Seria o kulisach k-popu:
Część II: Presja
Część III: Najmłodszy w rodzinie

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...