Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aegyo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aegyo. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

Kłamstwa i kłamstewka koreańskiego show-biznesu

Czy te oczy mogą kłamać? I to jak! Nie dajcie się zwieść niewinnym buźkom! Twój najukochańszy oppa, czy idealna noona tak naprawdę mogą być niezłymi ziółkami!

[jasne Hyuna, już Ci wierzymy, żeś taka niewinna!]

Spójrzmy prawdzie w oczy. By utrzymać się w tym biznesie, nie można odznaczać się przesadną cnotą szczerości. Show-biznes w żadnym kraju na świecie nie sprzyja prawdomówności i rozmaite koncepty narzucane grupom, czy poszczególnym jego członkom wymagają od artystów odrobiny (albo i całkiem porządnej dozy) aktorstwa.

Zabawne historie, które co chwila przydarzają się celebrytom i są drobiazgowo omawiane w przeróżnej maści variety-shows, nie do końca muszą być prawdziwe. Dla podkolorowania tego czy innego życiorysu, managerowie dodają i odejmują różnorakie fakty, posypują je solidną dawką lukru albo zarzucają kłodami, by ktoś był bardziej godzien podziwu.


Jasne, że nie wszystko co wychodzi z idolich ust jest kłamstwem, ale… pewna doza sceptycyzmu jest wskazana. Poniżej znajduje się lista najpopularniejszych kłamstewek, które sprzedają nam gwiazdy k-popu.

1. W zespole jesteśmy jak jedna wielka, kochająca się rodzina

Tia… Nie bez przyczyny mówi się, że z rodziną to się wychodzi dobrze tylko na zdjęciach. Nie twierdzę, że wszystkie zespoły prowadzą wewnętrzne wojenki i nie szczędzą sobie złośliwości, ale zastanówmy się. Jakim cudem 5-tka, czy nawet 13-tka zupełnie przypadkowych, nie znających się wcześniej ludzi, może bez najmniejszego zgrzytu pracować i żyć razem 24h na dobę 7 dni w tygodniu? Dodajmy do tego wieczne przepracowanie, niedospanie, presję ze strony agencji, fanów, innych członków zespołu, wewnętrzne rozgrywki o miano najpopularniejszego i otrzymany czas antenowy… Jakoś nie widzę tutaj możliwości pokojowej koegzystencji. Spory muszą powstawać i tylko z czasem można się nauczyć, jak je najlepiej rozwiązywać. To tak jak w długotrwałym związku. Trzeba wypracować metody wspólnego pożycia, by wzajemnie się nie pozabijać. Tyle, że w związkach zazwyczaj sami wybieramy sobie osobę, z którą chcemy dzielić życie, a partnerzy w zespołach to w 100% małżeństwa aranżowane.


Każda z osób, która decyduje się zostać trainee i później debiutuje, musi odznaczać się wysokim współczynnikiem parcia na szkło i chęci zabłyśnięcia w świetle jupiterów. Każdy z nich marzy, by stać się gwiazdą, a to nie zawsze idzie w parze z chęcią dzielenia się sławą z innymi. Jasne, że okoliczności zmuszają ich do współpracy, ale nie musi to oznaczać, że ta współpraca zawsze przebiegać będzie bezboleśnie.

Dlatego zawsze śmieszą mnie te górnolotne wyznania, że te czy inne dziewczęta są jak siostry i ich przyjaźń i miłość trwać będzie aż po grób. Tak, piję tutaj do Girls’ Generation, które jeszcze niedawno zarzekały się, że nie będzie dla nich szczęśliwszej nowiny, niż wieść, iż któraś z koleżanek z grupy jest zakochana i wychodzi za mąż. Dziewczęta planowały rozkosznie, jak to będą 18-cie razy wyprawiać imprezy z okazji setnego dnia życia swoich maleńkich pociech (było ich wtedy jeszcze dziewięć i planowały mieć po dwójce dzieci).

[Boyfriend]

Nie chcę twierdzić, że prawdziwa przyjaźń pomiędzy członkami zespołów w ogóle nie istnieje. Na pewno spora ilość grup wypracowała sobie dobre relacje i szczerze się lubi i wspiera. Trudno jednak oczekiwać, by taka sielanka była jedynym obowiązującym trendem. Fanom miło się słucha, jak to wszyscy się kochają i szanują, ale rzeczywistość wygląda różnie

Więcej na temat można poczytać tutaj i tutaj.

2. Niewinny/-a jestem jak poranna zorza

Serio? Nigdy nie miał/-a dziewczyny/chłopaka? Nigdy nawet nikogo nie pocałował/-a, ani nie trzymał/-a za rękę? Nie wiem, może to mi przyszło pracować w jądrze ciemności, gdzie nawet moje przedszkolaki ganiają za dziewczynkami, próbując je pocałować, a dzieci z zerówki wyznają mi, że mają chłopaka w innej grupie.

Ja co prawda czekałam na mój pierwszy pocałunek do 19-tego roku życia, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że wszyscy są tacy niemrawi w sprawach męsko-damskich jak ja. Niełatwo też zrozumieć przyczyny fenomenu, skąd wszystkie te cudownie urodziwe nastolatki tak się wzorowo prowadzą. Czyżby była to zasługa porządnego, koreańskiego wychowania? Hmm… Więcej mogą mieć z tym wspólnego managerowie, którzy bardzo często zmuszają młodych ludzi do zatajania swoich minionych związków, albo co gorsza, zerwania ze swoim chłopakiem/dziewczyną.


Rozumiem, że towar nieużywany się lepiej sprzedaje, niż ten z drugiej ręki, ale poważnie? Czy idole to rzeczywiście tylko produkt, któremu nie przynależą się ludzkie przymioty i pragnienia?

3. To tylko przyjaźń!

Ile to razy słyszeliśmy tę samą śpiewkę? Ten i owa przyłapani zostali na romantycznym randez vous, ale wszyscy (z agencją na czele) zarzekają się, że te przytulaski i pociągłe spojrzenia to tylko oznaki szczerej przyjaźni. Gdyby agencje nieco żwawiej potwierdzały randkowe rewelacje, może skończyłoby się polowanie na czarownice w wykonaniu fanów i doszukiwanie się odbić w łyżce (tutaj) i hejtu na niewinnych fanów, którym się poszczęściło i udało cyknąć fotkę z idolem (więcej tutaj).

[G-Dragon też się ponoć tylko "przyjaźni" od wielu lat z tą uroczą Japoneczką
Więcej tutaj!]

4. Mierzę tyle i tyle centymetrów i ważę tyle a tyle

Och, naprawdę? Te kłamstewka dotyczące wagi i wzrostu są właściwie na porządku dziennym. Chłopacy nieustannie zawyżają swój wzrost, a dziewczęta odejmują sobie kilogramów (jakby było z czego odejmować!). Nie bez powodu w wielu variety-shows pojawiają się elementy typu: „pokaż nam, ile na prawdę masz wzrostu!” i goście muszą zdjąć swoje buty na koturnie i pozwolić się zmierzyć.

[niezłe koturny, Key!]

5. To, jak wyglądam, to dar mych rodziców

Niewątpliwie. Tyle, że takie drobne ingerencje w wygląd, jak machnięcie sobie podwójnej powieki, czy drobny implancik w nosie nie są w Korei uważane za operacje plastyczne. Bardzo często lepszy kształt szczęki to następstwa „nieszczęśliwego wypadku w dzieciństwie”, kiedy to ktoś musiał mieć zoperowane przetrącone ucho. Ach, ci koreańscy chirurdzy! Kto by pomyślał, że wycięcie podejrzanego pieprzyka zaowocować może nowym kształtem kości policzkowych!

[Uee to na pewno się ze zdziwienia oczy tak otworzyły, po tym jak wstąpiła do k-popowej branży]

Więcej o operacjach plastycznych tutaj.

6. „Spontaniczne” selki

Tia, te wszystkie sweet focie są tak spontaniczne, jak moje sesje na klozecie. Zdjęcia te zazwyczaj służą jako element autopromocji, gdzie maknae prezentują swoje słodkie minki i wyrafinowane dania, własnoręcznie wyczarowane dla czcigodnych eonni czy hyeongów, visuale chwalą się swoją „bezmejkapową” buzią, trendsetterzy dokumentują swoja kolejną, rewelacyjną kreację, a cała reszta żyje wesoło, otoczona wianuszkiem przyjaciół. Czasem zdarzają się przebłyski prawdziwie spontanicznych fotek, ale to niestety rzadkość.

[ta fotka IU i Eunhyuka rzeczywiście była spontaniczna! :D]

Trudno winić idoli za te wszystkie kłamstwa, gdyż środowisko w jakim żyją, zmusza ich do nieustannego mijania się z prawdą. Dla wielu kłamstwo to jedyny sposób przetrwania i dopięcia swego. Trafiając pod skrzydła agencji w bardzo młodym wieku, adepci na idoli muszą kombinować i wymyślać wymówki, jeśli chcą choć na chwilę wyrwać się z kieratu nigdy nie kończących się treningów i prób. Co zostaje im innego, jeśli nie zmyślić jakąś historię, jeśli nagle zachce im się spotkać z przyjaciółmi albo, o zgrozo! z dziewczyną, czy chłopakiem. Agencja w życiu nie zgodziłaby się na randkę (jako, że wielu idoli wiąż ma w kontraktach zakazutrzymywania romantycznych relacji), a pokus dla młodych, pięknych i potencjalnie sławnych, nie brak.

Jak z wszystkim, im więcej się trenuje, tym łatwiej to przychodzi. Wielu idoli nie zauważa już nawet, że opowiadane przez nich historyjki nie do końca zgadzają się z prawdą, a początkowo wyreżyserowane zachowania, stają się naturalne. Ile w tych wszystkich konceptach, oczekiwaniach i wyobrażeniach jest prawdziwego człowieka? To wiedzą tylko sami zainteresowani.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 24 maja 2012

Girls bandy i "zboczeni" ajushi

W świecie k-popu istnieją fani wszystkich możliwych gatunków. Kobiety i mężczyźni, starsi i młodsi, fani maniakalni i bardziej normalni, anty-fani i sasaeng-fani, fani zrzeszeni i wolne rodniki. I dobrze, że (niemal) dla wszystkich jest miejsce w kolorowej i wesołej k-popowej rodzinie. Zostawmy temat fanów ekstremalnych, bo o tym było już dużo powiedziane. Tym razem przyszedł czas, by przyjrzeć się bliżej „wujkom”, czyli panom po 30-stce, którzy szaleją za girls bandami.


Myślę, że w naszej kulturze zwariowany pan lat 30, 40 albo i nawet 50+, który ze szczenięcym entuzjazmem ogląda najnowszy klip swojego ukochanego girls bandu i maszeruje dziarsko na koncerty, jest zjawiskiem egzotycznym, by nie powiedzieć dziwacznym. U nas przyjęło się, że pop w wydaniu grup z tańcem synchronicznym zarezerwowany jest wyłącznie dla nastolatków. A koreańska baza ajushi to nie byle jaka publika. Obecnie trend jest taki, że wytwórnie chętniej wypuszczają nowe girls bandy, bo te w 90% przypadków zwrócą koszty treningu (chciałam powiedzieć produkcji :/). Zawsze znajdą się jacyś ajushi, którzy będą wspierać swoje „siostrzeniczki” i zagrzewać je do boju. Kobiety są bardziej kapryśne i nigdy nie wiadomo, czy spodobają im się nowi piękni, pląsający chłopcy.

Zespoły takie jak Girls’ Generation (SNSD), Wonder Girls, KARA czy T-ARA to właśnie te, które fani ajushi ukochali sobie w szczególności. SNSD bezapelacyjnie znajduje się na szycie tej listy i dziewczęta (ich producenci?) robią wszystko, by ich „wujkowie” czuli się usatysfakcjonowani. Jak? Do bólu wykorzystując koncept aegyo, o którym wiąż tyle jest tu mowy (artykuły tutaj i tutaj). Jaki jest związek pomiędzy aegyo i „zboczonymi” ajushi? Zadziwiająco prosty.


Ci, którzy zaglądają na mojego bloga od dłuższego czasu albo interesują się socjologicznymi zjawiskami w Korei, na pewno wiedzą, że społeczeństwo państwa półwyspu jest jednym z bardziej dynamicznie zmieniających się na świecie. W przeciągu ostatnich 10-20 lat dokonała się swoista rewolucja, która odmieniła życie milionów kobiet (artykuł tutaj). Zamordystyczny patriarchat przeobraził się w bardziej współczesny i partnerski model społeczeństwa. Nie dajmy się jednak oszukać: przed Koreańczykami wciąż jeszcze długa droga do prawdziwego równouprawnienia i poszanowania praw kobiet. Wystarczy rzucić okiem na statystyki, by zrozumieć skalę problemu: w 2010 roku Koreanka dostawała 41% wynagrodzenia, które otrzymałby mężczyzna na tym samym stanowisku, klasyfikując tym samym Koreę na 104 miejscu na 134 możliwych w rankingu najbardziej szanujących idee równouprawnienia kobiet krajów. Co więcej, w 2009 przeprowadzono anonimowe telefoniczne badania na studentkach odnośnie ich relacji z mężczyznami i okazało się, że aż 78% z nich (!) doświadczyło przemocy psychicznej w związku. Z kolei w 2011 roku Ministerstwo do spraw Równouprawnienia i Rodziny przeprowadziło ankietę na temat przemocy domowej i połowa (!) respondentek przyznała, że jest ofiarą psychicznej albo fizycznej przemocy ze strony swoich mężów, czyniąc pokolenie 50-latek jednym z najbardziej nieszczęśliwych i sfrustrowanych na świecie. Te badania wykazały również, że w 2011 płace kobiet były o 38% niższe niż mężczyzn na tym samym stanowisku, ale ciężko powiedzieć, czy rządowe badania są aż tak godne zaufania.

W świetle powyższych danych ciężko uwierzyć, że Koreankom żyje się teraz dużo lepiej. Ale tak rzeczywiście jest. Kobiety od wielu lat walczą o swoje prawa i udało im się zyskać niezależność, prawo do pracy i opuszczenia przytulnych kuchni. Mężczyzna nie jest już tym jedynym, który zapewnia chleb rodzinie i podejmuje wszystkie decyzje. Takie zmiany, w silnie patriarchalnym społeczeństwie, gdzie poczucie męskości danego pana oparte jest na jego finansowym statusie, były potężnym ciosem w jego ego. Zwłaszcza w 1997 roku, kiedy na Azję spadł kryzys finansowy, wielu mężczyzn straciło pracę, druzgocąc przy tym ich poczucie własnej wartości, jako facetów.

Mniej więcej w tym czasie pojawiły się pierwsze girls bandy. Pierwsza generacja takich zespołów to m.in. S.E.S i Fin.K.L., które stały się pierwowzorami dla współczesnych gwiazd, takich jak: SNSD czy Wonder Girls. Ich piosenki otwarcie kierowane były do oppa, czyli starszych od siebie mężczyzn, wzywając ich imię cieniutkim, dziecinnym głosikiem i robiąc przy tym słodkie minki. Oczywiście, wcześniej piosenkarki również śpiewały do starszych mężczyzn, ale słowo oppa jako takie, bardzo rzadko znajdowało się w tekście piosenek.

 [S.E.S]

Obecnie słowo oppa nabrało niemal mistycznego charakteru. Nie ma chyba Koreańczyka, który w skrytości serca nie marzyłby, by niewinna niewiasta wołała tak na niego, swoim słodkim głosem. A czymże jest show-biznes, jeśli nie machiną do urzeczywistniania ludzkich pragnień? Mężczyźni dostają więc to, czego pragną: „Oppa, spójrz na mnie”, „Tak się wstydzę”, „Nie wiem, nie wiem”, „To mój pierwszy raz”, „Jestem taka beztroska”, „Nie myśl o mnie, jak tylko o młodszej siostrze”, „Nie wiem, czy zaraz się nie rozpłaczę”, „Och, taka jestem czasem głupiutka”, „Uwierzę we wszystko”. To tylko niektóre wyjątki z tekstów girls bandów, z czego ¾ można usłyszeć w przeboju SNSDOh”:


Ciekawe od kiedy oppa stali się tacy godni zaufania, skoro połowa mężów tłucze swoje żony, a sąsiedzi uważają, że to najzupełniej normalna rzecz katować swoją połowicę i nikt ani myśli pomóc nieszczęsnej (jak na przykład stało się w przypadku porwanej i zamordowanej dziewczyny, głośna sprawa z pierwszego kwietnia tego roku – szczegóły tutaj). Tego typu teksty i słodkie minki to poważny krok w tył na drodze do emancypacji i równouprawnienia. Mężczyźni, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowym, rozwijającym się modelu społeczeństwa, gdzie kobieta również ma coś do powiedzenia i, nie daj Boże!, przynosi do domu wyższą wypłatę niż oni, czują się zagubieni i niemęscy. Współczesne kobiety ich przerażają i nie wiedzą, jak mieliby się zrealizować w związku z taką niezależną niewiastą.

Oglądanie występów słodkich i uroczych girls bandów jest jak balsam na ich skołatane nerwy. Tu wszystko jest, jak być powinno. Są śliczne dziewczęta, które pląsają beztrosko i uśmiechają się do swoich wspaniałych oppa, którzy prowadzą ich za rączkę przez życie. Noszą dziewczęce sukieneczki i kokardki we włosach (czasem większe od ich głów), są po dziecięcemu niewinne i ufne do świata, polegają na radach starszych i nie przeciwstawiają się ich woli. Gdy zaczynają karierę nie rzadko mają po 15-16 lat i starają się utrzymać dziecinny image jak długo tylko można, tworząc iluzję, że to rzeczywiście tylko dziewczynki, które będą grzecznie wykonywać polecenia. Ktoś pokusił się nawet o zestawienie piosenek girls bandów, by pokazać, jak często w tekstach pojawia się fraza ”몰라 (nie wiem)”. Jakość wideo niestety słaba, ale ilość piosenek, która się w nim znalazła, jest naprawdę zatrważająca:

 
Przy całym tym aegyo-niewinnym image, jaki dziewczęta starają się zachować, seksualne podteksty są bardziej niż oczywiste. Wystarczy pomyśleć o choćby „MisterKARY i ich słynnym kręceniu pupą, albo o ultra krótkich szortach, które noszą w wielu klipach i występach na żywo dziewczyny z SNSD, by nie mieć wątpliwości o czym mówię. Do tego dochodzi jeszcze masa prowokacyjnych zdjęć. Swojego czasu było głośno o Sulli, piosenkarce z f(x). Zdjęcie, do którego pozowała, z jednej strony podkreśla jej młodość (miała wtedy 15 lat) i niewinność (brak makijażu, bluzeczka w wisienki, kokardki), z drugiej zaś jej poza i lekko uniesiony rąbek króciutkiej spódniczki wywołuje (nie tylko) we mnie pedofilskie skojarzenia. Co ciekawe, właśnie ona ma podobno najwięcej ajushi fanów w całym zespole.

 [słynne zdjęcie Sulli z f(x)]

Właśnie to połączenie: niewinnych buź i kobiecych kształtów, udawania słodkich i naiwnych dziewczątek i prowokacyjnych tekstów i tańcy najsilniej oddziałuje na męską wyobraźnię. Mi ciężko oceniać, ale naczytałam się sporo wyznań i komentarzy i myślę, że nasi panowie też to potwierdzą: te grupy stworzone są po to, by stymulować męską fantazję. I bynajmniej nie taką dotyczącą sielankowych i niewinnych pikniczków na trawie (chyba, że takie wg Maneta). 


Nie oszukujmy się – show-biznes to cały czas domena mężczyzn i to oni odpowiedzialni są za promocję, teksty, muzykę, choreografię i image prowadzonych przez nich zespołów. Są to zazwyczaj panowie w sile wieku, którzy jak nikt znają pragnienia innych mężczyzn. W końcu kto, jak nie sami ajushi, wiedzą najlepiej, czego trzeba innemu koledze? A to, czy dana dziewczynka w zespole czuje się dobrze w narzuconej jej roli, kogo to obchodzi? Dziewczyny są zastraszane, że jeśli nie założą danego stroju, albo nie wygną się na scenie, tak jak choreograf każe, to wylecą z zespołu, bo są tysiące, które tylko czekają, by znaleźć się na ich miejscu. 60% piosenkarek przyznało, że było zmuszanych do noszenia skąpych stroi. Daje to pewien obraz tego, jak bardzo „naturalne” jest wszystko to, co oglądamy na naszych monitorach… Choreografie konstruowane są jednak zazwyczaj tak, by czuwające komisje i cenzorzy nie mogli się do niczego przyczepić, jednak przemycają jednocześnie tyle elementów, ile się da, które mają usatysfakcjonować męskich widzów. Stąd pozornie niewinne mundurki i nogi odsłonięte pod samą szyję, tak samo jest ze „sportowymi” szortami, „ujęciami na zboczeńca”, czyli filmowaniu z poziomu podłogi w górę. Przykłady sprytnych technik można mnożyć.


Przy całej tej machinie, która ma za zadanie obudzić w biednym facecie bestię, w Korei wciąż bardzo silne jest seksualne tabu. James z grandnarrative.com pisał, że nawet w barze po kilku piwach i w wyłącznie męskim towarzystwie, nie da się zmusić Koreańczyka, by przyznał, że dziewczyny z SNSD go podniecają. Takie wyznanie jest równoznaczne z przyznaniem się do bycia starym zboczuchem i delikatnie mówiąc, potępieniem społecznym. No bo jak to tak! Takie niewinne i słodkie dziewczynki miałby być obiektem czyichś sprośnych fantazji?! Olaboga!

Dlatego właśnie panowie 30+ sami siebie nazywają ajushi fanami, albo nawet lepiej samchon fanami. Samchon to dosłownie wujek, brat któregoś z rodziców. To słowo niesie zatem ze sobą skojarzenia z ciepłym, starszym mężczyzną, który kocha swoją siostrzeniczką czystą i szczerą miłością, dba o nią, jak rodzic dbałby o swoje dziecko. Ich zainteresowanie członkiniami girls bandów jest zatem czysto rodzicielką troską. Oglądają ich występy i rozpiera ich duma, że ich ukochana siostrzeniczka/bratanica jest taka piękna i utalentowana. Określenie samchon ma maskować brzydką, w ich mniemaniu, prawdę, że tak naprawdę sekretnie marzą o tym, by przelecieć każdą tę „siostrzeniczkę” z osobna i wszystkie razem.

["niewinna" T-ARA]

Daleka jestem od posyłania gromów na owych „zboczonych” ajushi fanów, bo wydaje mi się, że kto inny jest tutaj zboczony, każąc wyginać się seksownie 15-latkom. Wiadomo, są różne dewiacje. I wśród „wujków” znajdzie się kilku takich, którzy planują, jak by tu swoje fantazje wprowadzić w życie, ale jest też przeważająca większość, która owszem, czuje się stymulowana przez pląsające, nieletnie dziewczęta, ale w realnym świecie nigdy by nie odważyła się zrobić im coś złego. Myślę, że problem jest w tym, jak wytwórnie promują swoje nieletnie gwiazdy i że z rozmysłem robią wszystko, by podniecić męskich widzów, jednocześnie wmawiając im, że myśleć o takich niewinnych i eterycznych istotach w seksualny sposób, to przejaw ostatecznego zboczenia. Koreańscy mężczyźni, znajdujący się pod silną społeczną i kulturową presją, naprawdę przeżywają ciężkie chwile, uświadamiając sobie, że najwyraźniej jest z nimi coś nie w porządku, skoro napalają się na nieletnie panienki. Nauczyciel Kim Byeong Hyeon na swoim blogu zdobył się na odwagę, by wyznać światu swoje prawdziwe uczucia. Jego artykuł można znaleźć w angielskim tłumaczeniu tutaj. Serdecznie polecam jego lekturę, bo jest naprawdę ciekawy i daje  wyobrażenie, co dzieje się w biednych koreańskich umysłach.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 23 maja 2012

Grunt to bunt!

Lubicie słodkie minki i cukierkowe biciki, którymi od lat raczą nas debiutujące k-popowe grupy? To mam dla Was złą wiadomość, bo wygląda na to, że rok 2012 to rok buntu w tym uroczym muzycznym zagłębiu!


Przynajmniej trend dotyczy boys bandów. Grupy dziewczęce w większości niestety wciąż opychają ten sam schemat, wyciskając z siebie aegyo aż do bólu i wydymając słodziusio usteczka do kamery. Przyznam, że w świetle ostatnich boys bandowych debiutów, pokładałam pewne nadzieje w nowym zespole z Pledis Entertiment: Hello Venus, ale niestety. Jak nic czeka mnie próchnica od nadmiaru słodyczy.

[niestety, te iskierki to nie moja twórczość...]

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że i dziewczęta próbują oprzeć się obezwładniającej sile aegyo. Debiutująca w tym roku SPICA przeciwstawia się dyktatowi słodkich minek i w swoim debiucie postawiła na dramatyczny efekt niegrzecznych gierek. „Russian Roulette” może jakoś nie rzuciła mnie muzycznie na kolana, ale była miłą odmianą po wcześniejszych dziewczęcych wyskokach, jak np. sławetne, zeszłoroczne „I Don’t KnowA Pink. Na samo wspomnienie aż mnie wykręca od przedawkowania cukierkowej radości…

 [SPICA "Russian Roulette"]

Panowie również w większości przypadków swoje pierwsze występy okraszali porządną dawką aegyo. Nawet takie legendy jak DBSK zadebiutowali budzącym zgrozę „Hug” (pamięta to ktoś jeszcze?), nie mówiąc już o strasznistym, ale to strasznistym debiucie U-KISS (dla odważnych, do obejrzenia tutaj). Całe szczęście, że ten mroczny okres mają już za sobą i podziwiać tylko, że zdołali się utrzymać, mimo takiego wejścia „z przytupem” ;)

 
[Changminek i koci pocałunek]

2PM, którzy od zarania przyjęli „męski” koncept, w „10 Points Out of 10 Points” nie ustrzegli się przed odpowiednią dawką aegyo. Trzeba jednak przyznać, że dawka jest odpowiednio wyważona a cały klip całkiem zabawny i sporadyczne nieszczęśliwe minki są pocieszne. W 2011 swój debiut mieli chłopcy z Boyfriend z wielce kreatywnym tytułem piosenki „Boyfriend” oraz B1A4 z „OK”. Ci ostatni są chyba jedynym zespołem w historii świata, który mnie nie irytuje swoim buchającym aegyo, co więcej, uważam, że są naprawdę przeuroczy w tych swoich występach! „Beautiful Target” to jest klasyk gatunku i działa na mnie lepiej niż prozac. Nie żebym kiedyś próbowała. Ale tak sobie myślę… Ekhm.

[czy temu uśmiechowi można się oprzeć?
B1A4 "Beautiful Target"]

Obecnie skośnoocy debiutanci obrali całkiem inny kurs! Pierwsze jaskółki pojawiły się już w 2011 roku, kiedy na światło dzienne wyłonił się np. Block B ze swoim „Freez”. Jasne, nie było tam wielkich innowacji, taniec synchroniczny, lans na blachach (swoją drogą może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi z tym szałem sportowych samochodów we wszelkiej maści klipach?!) i mizianie ustek (więcej o mizianiu tutaj), ale niemniej pierwszy sygnał poleciał w świat, że chłopcy nie będą zalotnie mrugać rzęskami i przykładać piąstek do buzi. Do tego cały ich koncept daleki był od grzecznych chłopców z dobrych rodzin, przyjęli raczej taką rozbaraszkowano-wygłupiaszczą konwencję, która całkiem sprawnie im wychodziła i żal, że przez tajlandzką aferę (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to szczegóły tutaj) musieli mocno się wyciszyć i zniknąć na jakiś czas z ekranu.

[Block B]

Przechodząc wreszcie do meritum i teraźniejszości, mam wrażenie, że modę na bunt i agresywny image zapoczątkowali chłopcy z B.A.P. Ich „Warrior” bezlitośnie wciska w fotel i czasem aż ciężko uwierzyć, że to ich pierwszy singiel. Kolejna promowana piosenka: „Power” również nie pozostawia złudzeń, że panowie nie planują złagodnieć. Aż ciężko mi sobie ich wyobrazić, by mieli nagle przeistoczyć się w anioły-stworzenia, wyśpiewujące ballady do uszka swojej białogłowy. Niby na wypuszczonych krążkach znajdują się również rzewne pieśni, jak np. „전부 거짓말 (It’s All Lies)”, a podczas wywiadów chłopcy wcale nie próbują zalotnie odgryźć reporterom ucha, ale jakoś takoś… Z jednej strony chłopcy obrali sobie (tudzież agencja im obrała) trudną drogę, bo zastanawiające jest, jak długo będą chcieli utrzymać ten image i jak długo będzie on robił na słuchaczach tak samo silne wrażenie. Kiedyś będą musieli wyjść poza stworzony mit i bardzo jestem ciekawa, co im z tego wyjdzie. Pozostaje nam tylko czekać i bacznie się im przyglądać.

 
[męskie pogaduszki Himchana i Bang Yong Guka]

Kolejny tegoroczny debiut: Nu’est w „Face” może i mają niewinne buźki, ale leją się po nich jak zawodowcy! BtoB w „Insane” przeżywają i rozdzierają szaty z żalu za utraconą miłością, ale na końcu robią rozpierduchę pierwsza klasa! Myślę, że to jest odpowiednie miejsce, by coś oficjalnie ogłosić: przegrzebaliście sobie, chłopaki! Siedem lat nieszczęść – a proszę Was bardzo, Wasze nieszczęścia, tłuczcie sobie luster ile chcecie. Palicie fortepian? Spoko, skoro taką odczuwacie potrzebę… Wyrywacie sobie kłaki, luzik. Ale od książek wara! Co to ma być, żeby tak młodzież uczyć poszanowania do słowa pisanego! Nieładnie, nu, nu!

[żebym ja więcej takich scen nie oglądała!]

EXO również nie można zakwalifikować do kategorii słodziusich chłopięcych zespolików. Ciężko mi orzec, którą piosenkę powinnam uznać za ich debiut, bo nie do końca przemawia do mnie filozofia 10 tysięcy teaserów, prologów i czort wie czego tam jeszcze, ale zróbmy SM Entertainment tę przyjemność i uznajmy, że ich oficjalnym debiutem jest „History”. Ten zespół z kolei idzie w buntowniczy monumentalizm, a co więcej, przemycają tu i ówdzie co najmniej nieodpowiednie dla młodzieży treści. Ten gif rozłożył mnie na łopatki:

[dla tych, których angielski nie jest najmocniejszą stroną:
"szybka masturbacja"
niestety nie jestem pewna źródła, ale na 90% pochodzi on stąd]

I na koniec zupełna świeżynka: JJ Project z JYP Entertainment. Wow! Jestem naprawdę pod wrażeniem tego debiutu. Z przytupem, z poczuciem humoru, z powerem i tylko chciałoby się im życzyć, by tej energii nie zabrakło im w dalszej pracy! Wypuszczony singiel jest tak samo zachwycający, jak promowana piosenka. Na krążku, oprócz głównego utworu, są dwa kolejne i nie są to jakieś tam smętne „zapychacze”, jak to finezyjnie określa Miica na swoim blogu How Gee, ale dwie świetne piosenki, z czego ostatnia „ 노래가 끝나기 전에 (Before This Song Ends)” jest chyba nawet lepsza niż promocyjna! Dobra robota! Byle tak dalej, a może znów rozpali się we mnie „fan girl mode”. Kto wie?


Tyle moich zachwytów. A jak Wam podoba się buntowniczy trend w k-popie? Zauważyłam, że nawet te zespoły, które już debiutowały jakiś czas temu, powracają obecnie z bardziej zadziornym image, jak np. Dalmatian, który zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia piosenką „That Man Opposed”, ale ich najnowszy przebój „E.R.” (swoją drogą jestem wzruszona chłopaki! żeby nazywać piosenkę od moich inicjałów, nie mam słów! Widać, ktoś docenia wreszcie mój wkład w promocję k-popu w Polsce ;), no, no… To już zupełnie inna bajka! I muzycznie i wizualnie… Ekhm… Chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że ten klip zasługuje na pojawienie się w moim elitarnym cyklu wtf moment (jeśli ktoś nie zna serii, to zapraszam tu i tu). Z tej pani zimny chirurg to raczej jest nekrofil, bo jej sekcja zwłok ogranicza się do rozcięcia koszulek domniemanych trupów i ucałowania zimnego czółka. Ja doskonale rozumiem, że kobiety też lubią sobie popatrzeć, ale ta pani posunęła się chyba zbyt daleko w swoich maniactwach…

 
Na dziś to tyle wygłupów. Pragnę jedynie zakomunikować, że wreszcie zakończyłam wojaże i pisanie rzeczy, których pisać wcale nie miałam ochoty, co oznacza ni mniej ni więcej, a więcej czasu na pisanie tutaj. Spodziewajcie się więc na dniach bardziej ambitnych wpisów, a z moje strony czekam na kolejne wyrazy uznania płynące ze świata k-popu, jak wspomniana wcześniej pieśń Dalmatiana :D

Więcej na temat: 
Muzyka/Idole

piątek, 6 kwietnia 2012

Na randce z Koreańczykiem

Dobra dziewczęta, chwila prawdy. Która z nas, oglądając niewiadomo którą już koreańską dramę i serwując sobie wieczór z variety shows z którymś z ukochanych piosenkarzy, nie zapragnęła (choćby przez chwilę) przygruchać sobie koreańskiego chłopaka? No, ręka w górę. Niby nie miałaś takich pomysłów? Pffff… Akurat…

[czegóż chcieć więcej?
Kang Ji Hwan i Lie to Me]

Nie da się ukryć: można sobie powtarzać, że to wykreowany, nierealny świat. Doskonale wiemy, że to tylko bajki dla większych dziewczynek. Nie ma szans, byśmy wierzył, że to, co oglądamy na ekranie, miało jakikolwiek związek z rzeczywistością, ale… Ale faceci, którzy właśnie pląsają nam na monitorze są tak nieludzko piękni! Do tego, jak już kochają, to po grób, miłością silną i niezłomną. Nie ma takich przeciwności losu, które mogłyby odwieść skośnookiego od zdobycia serca swojej ukochanej. Żadne tam zgryźliwe matki, psychopatyczne byłe narzeczone, upierdliwi adoratorzy białogłowej, padające fortuny, wypadki drogowe ani błotniste lawiny! Nie ma takiej siły, która mogła by go powstrzymać, przed dopięciem swego. A gdy już dopnie, nosi swoją ukochaną na rękach i podsuwa jej jedzonko pod dzióbek. I jak tu nie snuć fantazji o znalezieniu takiego w realnym świecie?


Nie my jedyne mamy takie ciągotki. Japonki poszły po całości i organizują grupowe wyjazdy do Korei z zamiarem przywiezienia sobie jakiejś miłej pamiątki. Najlepiej dwunożnej. I zabójczo przystojnej. Bae Yoon Joon i Winter Sonata mają w tym swój przemożny udział, ale o tym dokładniej przy innej okazji.
Jak wygląda zatem rzeczywistość? Prozaicznie. Koneserki skośnookiego typu urody będą w Korei na pewno dużo bardziej usatysfakcjonowane, niż w naszym nadwiślańskim kraju, ale trudno oczekiwać, by po ichniejszej ulicy przechadzali się sami Lee Min Honi, Kang Ji Hwani czy Kim JaeJoongi. Aczkolwiek ja tam cały czas wierzę w potencjał koreańskiej ulicy, bo skoro takie morze kwiatków działa w show-biznesie, świadczy to jasno, że państwo ma swój potencjał. W końcu nie każdy ładny chłopak pcha się zaraz do telewizji, prawda? Mam nadzieję, dla dobra nauki, już niebawem sprawdzić tę teorię w praktyce. Czego nie robi się w imię dobra ogólnego!

Co zaś tyczy się samych panów i przymiotów ich ducha, myślę, że Koreańczyk (autor strony askakorean.blogspot.com) ma świętą rację, podkreślając na każdym kroku, iż Koreańczyk przede wszystkim jest facetem, a dopiero potem Koreańczykiem. Jasne, istnieją pewne różnice kulturowe, ale mężczyzna jest przecież mężczyzną i trudno oczekiwać od niego cudów, iż nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki opatrzonej napisem „made in Korea”, przeistoczy się w księcia na białym koniu. Niestety, tak dobrze nie ma, a osławione różnice kulturowe mogą być dużo bardziej irytujące, niż czarujące. Nie mam co prawda osobistych doświadczeń w tej materii, ale na podstawie lektury tego i owego oraz serdecznej znajomości z kilkoma młodymi Koreańczykami i Koreankami, pokusiłam się o przedstawienie kilku podstawowych trendów w randkowaniu z panami z półwyspu.
Od razu zaznaczam, że to tylko pewne ogóły i trudno traktować je jako wyrocznię i prawdy objawione. Każdy jest inny i to, co ma zastosowanie dla wielu, nie oznacza prawdy dla wszystkich.

1. Mów mi oppa!


Jak pisałam tutaj, odpowiednio wypowiedziane słowo „oppa”, działa cuda w koreańskich umysłach. „Oppa-centryzm” jest nierozłącznie związany z byciem przez dziewczynę aegyo, czyli promieniowaniem słodkim i niewinnym urokiem osobistym. Nie wszyscy Koreańczycy lubią aegyo, ale jego drobna doza na pewno nie zaszkodzi. Każdy facet lubi prezentować się w oczach swojej wybranki jak prawdziwy mężczyzna, jeśli więc dziewczyna jest odrobinę nieporadna i bezbronna, niewiele trzeba, by nawet najbardziej efemeryczny i androgeniczny pan poczuł się stuprocentowym macho.

Koreańczycy, pomimo dynamicznie następujących zmian, wciąż są społeczeństwem dość konserwatywnym i uważa się, że mężczyzna powinien zapewnić swojej ukochanej godziwe życie i troszczyć się o nią. Coś w tym jest, bo przynajmniej ci Koreańczycy, których ja poznałam, byli bardzo opiekuńczy i zawsze dbali o to, bym nie zgubiła się w tłumie, albo chodziła głodna. Ponieśli ciężką torbę, gdy zauważyli, że jestem zmęczona, podzielili się wodą, gdy usychałam z pragnienia, pomogli przejść przez śliski strumień, bym się nie przewróciła (nie pytajcie, w jakich okolicznościach ich poznałam)… Taki stan rzeczy ma swoje dobre i złe strony. Z jednej – całkiem miło mieć świadomość, że ktoś o nas zadba i dopilnuje, by nie stało nam się nic złego, z drugiej zaś – można odnieść wrażenie, że panowie mają nas za sieroty, które nie poradzą sobie bez męskiego wparcia. Na krótką metę, przyznaję, ich troska była ujmująca (w przeciwieństwie do naszego kraju, gdzie trzeba się prosić, by jakiś facet łaskawie pomógł nam wrzucić wielką walizę na półkę w pociągu), ale czy w dłuższej perspektywie nie byłoby to męczące? Ciężko orzec.

2. SMSuję, więc kocham

[a spóbuj tylko nie napisać...
Secret Garden]

To fakt. Jeśli w przeciągu pięciu minut po zakończonej randce nie dostaniesz SMSa od chłopaka, któremu dopiero co powiedziałaś „do zobaczenia”, nie ma co liczyć na ciąg dalszy znajomości. Im dokładniej twoja skrzynka odbiorcza zawalona jest wiadomościami do niego, tym jego uczucia silniejsze, a chęci bycia z tobą szczersze. Koreański chłopak potrafi zadzwonić o siódmej rano, wyrywając cię z błogiego snu, tylko po to, „by usłyszeć twój głos”. Z jednej strony, na pewno jest to urocze i jasno stawia sprawę, czy mu zależy, czy nie, z drugiej zaś… po setnym SMSie tego samego dnia, tudzież pięćdziesiątym telefonie, tylko po to, by dowiedzieć się, co tam porabiasz, może człowieka trafić szlag…

3. Podepczę, to wydepczę

[przerażająca ściana i Jay Park]

To, co u nas podpada już pod prześladowanie, w Korei wciąż jest uznawane za wyraz szczerości uczucia i wytrwałości. Przypomnijcie sobie tylko klip Jay Park’a Girlfriend. Gościu śledzi swoją wybrankę, robi jej potajemnie zdjęcia, potem wykleja nimi ścianę w swoim domu, jak żywcem wyjęty psychol-prześladowca z jakiegoś thrillera, dziewczyna odkrywa to wszystko i co? Rzuca mu się w ramiona, całuje go namiętnie i potem żyli długo i szczęśliwie. Nie wiem jak Wy, ale gdybym ja odkryła coś podobnego, od razu zadzwoniłabym po policję. Niezależnie, jak przystojny byłby mój prześladowca.

Przeciętny Koreańczyk pewnie nie biega za obiektem swoich westchnień z aparatem w ręku i nie śledzi jej poczynań jak zboczeniec-podglądacz (mam nadzieję!), ale faktem jest, że potrafi być dość… uparty. Coś w myśl zasady, „wezmę ją na zmęczenie przeciwnika”. Jeśli będzie wystarczająco długo się starał i marudził, byś została jego dziewczyną, może w końcu ulegniesz, choćby dla świętego spokoju? Na pewno warto spróbować!

4. Mord w oczach
W ich oczach pojawia się żądza mordu, gdy tylko jakiś facet spojrzy na ciebie w tłumie. Zaborczość i zazdrość koreańskich mężczyzn jest osławiona i jest też jednym z głównych powodów, dla których kobiety zachodniej cywilizacji rozstają się ze swoimi azjatyckimi partnerami. Dla Koreańczyka zazdrosne powarkiwania i wszczynanie kłótni, gdy uśmiechnęłaś się niewinnie do pana sprzedawcy, jest kolejnym sposobem na okazanie, że mu zależy i że jesteś kobietą jego życia (no, przynajmniej na chwilę obecną). Dla nas z kolei to dowód braku zaufania i chęci przywłaszczenia nas sobie, jak przedmiotu.
W dramie Me Too, Flower! jest taka pocieszna scena, gdy główny bohater obrusza się ciężko na swoją lubą za to, że nad jej łóżkiem wisi plakat z jej ulubionym idolem. Jego oburzenie sięga niemal zenitu, gdy dziewczyna oświadcza mu, że wcale nie zamierza plakatu zdejmować. Uśmiałam się zdrowo i bez wątpienia Yoon Si Yoon był w tej scenie niezwykle uroczy (chociaż, kiedy nie był…), jednakże czy chciałabym, by mój ukochany się tak zachowywał? Hmm…

[święte oburzenie]
[mina zbitego psa: "nie zdejmiesz? Nawet dla mnie?"]
[udaremniona próba zerwania plakatu]

5. Powiew egzotyki

Gdy w rozmowie z moimi koreańskimi kumpelami rzuciłam kiedyś, że Koreańczycy chyba nie przepadają za białymi kobietami, nieomal zostałam ogłuszona nagłymi wrzaskami sprzeciwu. Z moich doświadczeń niestety nie wynika, by Azjaci lecieli na Europejki jak muchy na lep (jak na przykład dzieje się w krajach arabskich), moje wątpliwości zostały jednak bardzo szybko rozwiane. Według moich koleżanek (a mniemam, że wiedzą, co mówią) Koreańczycy są po prostu dość nieśmiali, a już na pewno tracą rezon w obliczu dziewczyny z innego kraju. W większości przypadków nie przypuszczają, że mogą podobać się Europejkom (wtf!? @_@), no i sporą barierą jest też komunikacja, bo zazwyczaj ich znajomość języków obcych jest dość… średnia.


Jeśli jednak Koreańczyk odważy się zrobić pierwszy krok, trzeba zachować spokój i trzeźwy osąd (ano, trzeba wziąć się w garść i nie szaleć przedwcześnie z radości, jakkolwiek ciężkie by to nie było!). Lansowany w mediach wizerunek białych kobiet eksponuje w bardzo silny sposób ich seksualność. Gdy Koreanki są zazwyczaj spostrzegane jako te cnotliwe tradycjonalistki, które mają opory, by wskoczyć w jakiś odważny strój dla potrzeb reklamy, czy telewizyjnego show, białe kobiety nie mają z tym zazwyczaj problemów. Ich wdzięki eksponowane są tu i tam, bez żadnej żenady, więc w koreańskim umyśle bardzo prawdopodobnie powstał schemat: biała = łatwa. Trzeba zatem ostrożnie podchodzić do okazywanego nam zainteresowania, bo być może mamy być tylko egzotyczną, jednonocną przygodą (więcej na temat tutaj). Jeśli komuś taki układ odpowiada – czemu nie. Dobrze mieć jednak świadomość, że wyśniony korean romance, może nie mieć finału, do jakiego przyzwyczaiły nas k-dramy.

["subtelna" (acz pomysłowa) koreańska reklama zupek instant]

Nie mówiąc już o tym, że tak samo jak najprawdopodobniej nasza babcia (tudzież rodzice) dostałaby zawału, gdybyśmy przyprowadziły do domu na niedzielny obiadek skośnookiego, tak samo mogą zareagować bliscy naszego wyśnionego. Niestety, zwłaszcza starsze pokolenie bardzo często ma dość konserwatywne poglądy i obcokrajowiec w rodzinie może nie być spełnieniem ich marzeń.
Jak podkreślałam na początku, nawet nie śmiem rościć sobie prawa do wyrażania ostatecznych sądów w tej materii. Wyżej wymienione różnice kulturowe mogą, ale nie muszą mieć zastosowania do każdego przypadku. Miały tylko dać ogólne pojęcie, czego można się po koreańskich panach spodziewać. Wychowanie, podejście do życia, osobiste przekonania, odbyte podróże, ilość poznanych osób z innych krajów, a także cała masa dodatkowych czynników może wpłynąć na to, że dany egzemplarz Koreańczyka ani w 1% nie będzie przystawać do powyżej podanych. W końcu, jak pisze sam Koreańczyk (ze wspomnianej strony www), Koreańczyk jest przede wszystkim facetem, więc możemy się po nim spodziewać wszystkiego, czego oczekiwałybyśmy od mężczyzny z naszego kręgu kulturowego. Kulturowa nadbudówka, jest oczywiście ważna, ale nie czyni z chłopka zupełnie nowego gatunku człowieka.

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

piątek, 17 lutego 2012

K-popowa typologia (boys bandy) część I

Naukowe ujęcie.

[Daniel Henney]

No, na poły… Właściwie nie do końca naukowe. Nie spierajmy się o szczegóły.

Niedawno zajęłam się rozkładaniem typowych wątków w koreańskich dramach na czynniki pierwsze, kompilując przepis na dramę doskonałą, co zainspirowało mnie do dalszych poszukiwań analogii w koreańskim show-biznesie. I oto stanęłam przed pytaniem, czemu by nie poddać podobnej analizie k-popowych klipów? Nie powinno nikogo dziwić, że moja orientacja w boys bandach jest zdecydowanie większa niż w damskich odpowiednikach (staram się nadrobić tę lukę, aczkolwiek motywacja nie ta sama ;p), dlatego też tym razem skoncentruję się na śpiewających panach i ich teledyskach. Drodzy moi, oto skompilowana przeze mnie typologia klipów boys bandów k-popu!

(znów zmuszona jestem podzielić post na części. Moja grafomania nawet mnie samą przeraża)

I podział uwzględniający nastrój teledysku, tak zwany „feel” (nie mylić z polskim boys bandem). Wyróżniamy tutaj 5 głównych typów:

  1. aegyo boys i ich rozkoszny świat
    typowe elementy: kolorowe porteczki, misiaczki, serduszka, uśmieszki, robienie „dzióbków” do kamery, zalotne mruganie do kamery, tulenie/dotykanie kolegów z zespołu, radosne pląsy i wszystko co różowe, słodkie i urocze
    przykłady (kliknij, żeby obejrzeć): DBSKBaloons”, SHINeeReplay”, „Hello”, B1A4Beautiful Target”, BoyfriendBoyfriend”, GDBreath”, F.CUZWanna Be Your Love”, Big BangLollipop 2

[królowie kolorowych porteczek - SHINee]

Jestem więcej niż przekonana, że większości z Was przy pierwszym spotkaniu z tego typu „radosną twórczością” koreańskich boys bandów aż zawibrowały plomby w zębach od nadmiaru słodyczy. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie wywarł na mnie klasyk gatunku – „BaloonsDBSK – na samym początku mojej koreańskiej przygody. Oj, moja mina była wtedy warta zobaczenia! A teraz, zabawne, acz prawdziwe, uwielbiam ten teledysk! Przecież jest tak uroczy! ^^


No, ale nie oszukujmy się, ten nurt nie należy do moich ulubionych i w większości nie powracam już do raz obejrzanego klipu a już na pewno nigdy nie zdarzyło mi się oglądać jakiegokolwiek maniakalnie, sto razy pod rząd, jak zdarza mi się z teledyskami innego typu… -_-` Ale o tym później.


Oddajmy jednak sprawiedliwość – niektóre aegyo-klipy są całkiem fajnie zrobione i przyjemne dla oka. „Beatiful TargetB1A4 jest tak pocieszny, że nie można go nie lubić (no, pewnie można, ale mi ten teledysk zawsze poprawia humor). Mistrzami tego typu twórczości są jednak bez wątpienia SHINee. Ich kolorowe porteczki i urocze minki są słodkie, ale nie przesłodzone i ogląda ich się naprawdę miło. Sprawdzicie choćby takie hity jak „Replay” czy „Hello”, ale zapewniam, że jest tego znacznie więcej! Wart obejrzenia jest też teledysk Boyfriendsów do piosenki o zaskakującym tytule „Boyfriend”. Na uwagę zasługuje przede wszystkim dance version tego klipu. Moim zdaniem jeden z najlepszych układów choreograficznych, jakie widziałam. Niesamowite!



Mimo wcześniejszych zachwytów, jest też całe mnóstwo klipów, których przeciętny mieszkaniec starego kontynentu strawić nie może. A przynajmniej trawienie przychodzi z trudem, jak po sutej kolacji na imprezie u cioci. Moim ulubionym przedstawicielem w tej kategorii jest F.CUZ i ich „Wanna Be Your Love”. Nie wiem co ich stylista brał przed wymyśleniem tych stroi, ani tym bardziej co reżyser teledysku sobie myślał, każąc chłopcom się tak obściskiwać i trzymać za łapki, ale ewidentnie ktoś tu przesadził. Mam pewną teorię na ten temat. Myślę, że stylista został zmuszony do ubrania chłopaków w takie straszniste ciuchy i wcale nie był tym faktem zachwycony. Przemycił więc spostrzegawczym widzom wiadomość, co myśli na ten temat. Jedna z naszywek, naklejek, czy co to tam jest na piersi Lee-U głosi całemu światu „F*ck me blind”. Nie żartuję. Chciałabym.


  1. bad boys (vel. mroczny look)
    typowe elementy: czarne ciuchy, skóra, fura, komóra, kije baseballowe, mroczne spojrzenia, kopniaki i uderzenia pięścią w powietrze w tańcu (lub w czyjąś mordę w klipie z fabułą), wywijanie bioderkami i błyskanie nagością klat
    przykłady: B.A.P.Warrior”, DBSKKeep Your Head Down”, Block BNalina”, Kim Hyun JoonBreak down”, Lee Jun Ki J Style”, Rain I’m coming”, „Rainism”, Super Junior Don’t Don”, GDShe’s gone”, BattleCrash”, SuperNowaSuper Star


O tak! To jest coś, co tygryski lubią najbardziej! Energia, testosteron, pewność siebie, otrzaskane mordy, groźne spojrzenia i rozróba! Mrrrr… To znaczy, nie żebym lubiła przemoc czy coś… Tudzież niegrzecznych chłopców… No tego, no… Ekhm.
Piosenki z tego nurtu zwykle są równie energiczne i „gorące” jak same klipy, a ja osobiście preferuję muzykę „z życiem”, więc zapewne właśnie dlatego z tej kategorii wywodzą się teledyski, które oglądałam już tyle razy, że wciąż się dziwię, dlaczego mi się jeszcze dysk twardy w tym miejscu nie zatarł… Tak, to na pewno kwestia wpadającej w ucho muzyki. Niczego innego. Ekhm. By ustrzec się przed dalszą kompromitacją, lepiej przejdę do omówienia kilku z powyższych przykładów.

B.A.P.Warrior


Że tak sobie pozwolę zacząć: oż, w paszczę! Toż to dopiero był debiut! Z przytupem! A właściwie, to z rąbnięciem! Woooow! O kim mowa? O B.A.P. (wbrew pozorom nazwa zespołu to nie skrót od Bezpiecznej Armatury Przeciwpowodziowej sp. z.o.o, ani tym bardziej od Biura Architektonicznego Plewa, a od Best Absolute Perfect, chociaż w świadku nie-koreańskich fanów k-popu zwykło się ten skrót rozszyfrowywać jako Blond Azjatyckie Persony). Chłopcy z tego zespołu mają w porywach 21 lat (najmłodszy, ZELO liczy zaledwie 15 wiosen! @_@), ale pewności siebie mógłby im pozazdrościć nie jeden stary chłop. Aż wieje od nich agresywnym przekonaniem, że to oni są właścicielami sceny i uwagi widzów. Mrauki! Naprawdę dobra robota, chłopaki! Mimo, iż nie jestem wielką fanką rapu, to Bang Yong Guk od pierwszej sekundy zawojował moją wyobraźnią swoim niskim, zachrypniętym głosem, a i nieletni ZELO nad podziw dobrze radzi sobie przed mikrofonem (przed kamerą z resztą też). Dobrych kilka dni chodziłam po domu, rycząc najniższym głosem, na jaki mnie stać, „waaaaaaarrior!”. W sumie, do teraz zdarza mi się tak podśpiewywać. No i jeszcze nie można zapomnieć o choreografii. Toż to prawdziwy majstersztyk! Totalnie uwielbiam ten moment, gdy w końcowej scenie ZELO zostaje otoczony przez swoich kolegów z zespołu, rozgląda się nerwowo, podskakując zgodnie z rytmem muzyki, a potem, pada, zastrzelony palcowymi spluwami. Byle tak dalej! Czekam na więcej!

Lee Jun Ki J Style


Że też koreańska cenzura to puściła! Ho-ho, czego to Jun Ki nie obiecuje swoim słuchaczkom, co zrobi z nimi w nocy… Strach się bać, co się teraz dzieje, jak wypuścili go takiego wyposzczonego z wojska. Przestaję się dziwić, dlaczego bilety na spotkanie z nim w dzień zakończenia służby zostały wysprzedane w 60 sekund… Oj, niegrzeczny, niegrzeczny chłopiec z tego Jun Ki…

Rain Rainism

Czy mówienie o niegrzecznych chłopcach miałoby w ogóle jakąś rację bytu, gdyby nie wspomnieć Raina? Toż to jest król bad boysów! Nie mam pojęcia, ile dokładnie jest teledysków w tej tonacji, ale na pewno duuuużo. No i najgorętszy z gorących, najbardziej diaboliczny i przesiąknięty ciemną mocą, czyli „Rainism”.


Jak już jesteśmy przy Rainie. Jakiś czas temu oglądałam na YouTube fragment koncertu, na którym śpiewał i tańczył do „Hip Song”. W choreografii pełno jest niedwuznacznych uderzeń biodrami i kręcenia nimi to w tę to w tamtą (w końcu piosenka biodrowa, jak sam tytuł wskazuje!), ale za każdym razem, gdy Rain podchodził w stronę publiczności, kręcąc bioderkami w ich stronę, kamera jakimś dziwnym trafem pokazywała akurat piosenkarza od tyłu. Albo jakoś tak tylko górną połowę ciała. Albo w ogóle było ujęcie na publikę… Eh, Rain, Ty stary zboczeńcu! Żeby Cię tak musieli ciąć i sprytnie kadrować, co by dzieci nie deprawować! Kocham koreańską troskę o delikatne umysły! ^^

[kliknij tutaj, by zobaczyć, o czym mówię]

  1. jesteśmy tacy hot i w związku z tym zakręcimy kilka razy bioderkiem:
    typowe elementy: kręcenie bioderkami bez celu innego, jak tylko wprowadzenie damskiej części widowni w stan bliski omdleniu, rozrywanie/zdejmowanie z siebie koszulki, kręcenie owym obnażonym torsem (to rzadko, niestety; częściej kręcenie okoszulkowaną klatą), pewne siebie uśmiechy i przeciągłe spojrzenia w kamerę. No i koniecznie, ale koniecznie (!) pocieranie dłonią warg i twarzy (więcej o tym fenomenie tutaj)
    przykłady: Super Junior Sorry, Sorry”, U-Kiss Tick-Tack”, DBSKMirotic”, MBLAQOh, yeah”, JunsuIntixication”, SHINeeLucifer”, „Ring Ding Dong” i cała masa innych. Każdy zespół ma na swoim koncie takie dokonania.

W tej kategorii bezsprzecznymi mistrzami są Super Junior. Chłopcy tak dalece przekonani są, że sama ich obecność wystarczy, by stworzyć najlepszy klip na świecie, że nie martwią się takimi szczegółami jak scenografia, czy fabuła. Po cóż takie zbytki, kiedy mamy przed sobą całą masę przystojnego chłopa! Do wyboru, do koloru. Każdy pląsający, każdy wargi pocierający, każdy gorący, i niczym Adonis urzekający.

[lista wyszukiwania na YouTube. Różnorodność kadrów może uderzyć do głowy]

Nim fanki Super Junior zawiążą tajny spisek, by pomścić moje złośliwości, pozwólcie mi coś dodać. Nie zrozumcie mnie źle, daleka jestem, by narzekać na pląsających i wymachujących bioderkami skośnookich facetów! Co to, to nie?! Boże broń! Moje utyskiwanie związane jest ino z lekką monotonią prezentowanych przez Super Junior teledysków. Ile można umieszczać tych samych chłopaków w zupełnie pustym studio, ubierać ich w jaśniejsze lub ciemniejsze garniaki i kazać im pląsać? Czasem zdarzy się szaleństwo i chłopaki mają na głowach śmieszne, ruskie czapule. Wow… Po prostu stać ich na więcej i wreszcie powinni dostać szansę, by to pokazać. Wspomnijmy chociaż takie stare, dobre czasy, jak „Don’t Don” z 2007. Jak się chce, to można!

[Super Junior i ruskie czapule]


  1. przeżywająco-smutni:
    typowe elementy: wilgotne spojrzenie, obsesyjne obserwowanie podłogi, ból odmalowujący się na licach, łapanie się za ciuchy na klacie, kładzenie dłoni na sercu (własnym), łapanie się za głowę, przesadna gestykulacja podkreślająca ból istnienia
    przykłady: 2AMLike Crazy”, 2PMWithout you”, SE7EN When I can’t sing”, B2STFiction”, Taeyang Wedding dress”, MBLAQCry”, DBSKMy Destiny”, Big BangMy Heaven

    [chłopie, przestań się mazać!
    Kadr z klipu MBLAQ "Cry"]

To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Jestem dość wrażliwa na muzykę, wiec staram się unikać smętnych pieśni, by nie popadać niepotrzebnie w melancholię. No, chyba, że męczy mnie chandra, to wtedy fajnie jest sobie włączyć coś, co pogłębi stan emocjonalny. Albo jak się uczę/próbuję uczyć, to wybieram wtedy mniej porywający do tańca podkład muzyczny. A co do teledysków tego typu: jak dla mnie są najczęściej straszliwie nudne. Nie ma tańcy, nie ma kręcenia bioderkami (chociaż… zdarzają się miłe wyjątki! ^^), zwykle jest stanie w kącie/na moście/w łazience nad odkręconym kurkiem (co oni mają z tym marnowaniem wody?!), ewentualnie siedzenie gdzieś pod budką telefoniczną/nad brzegiem rzeki/w ciemnym mieszkaniu czy gdzie tam jeszcze i długie sekwencje przeżywania. Zbolałe miny, łzy w oczach, darcie szat (czasem dosłownie! Rain, na Ciebie zawsze można liczyć!) i generalny brak akcji. Zdarzają się ciekawe wyjątki, jak B2STFiction” czy 2PMWithout You”, ale generalnie, szału nie ma.

  1. w romantycznym uniesieniu:
    typowe elementy: pojawia się kobitka, kobitka jest tulona i głaskana po łepku, trafiają się nawet pocałunki (!), klimat jest miły i romantyczny, chociaż nierzadko gdzieś w tle czai się widmo przeżywająco-smutnego klimatu
    przykłady: Jay Park Star”, GD&TOP Baby Good Night”, Rain Love Song”, SeungriOpen the window”, Teen TopCrazy

    [GD i "Baby Good Night"]

Takie klipy nie zdarzają się za często, bo jest pewna rzecz, którą należy wiedzieć o azjatyckich fanach – są namiętni. By nie powiedzieć szaleni. Niektóre fanki latami żyją w wyimaginowanym związku ze swoim idolem i jakąkolwiek panienkę u boku swojego bożyszcza traktują jak śmiertelnego wroga. Nie mówiąc już o tym, że istnienie niebezpieczeństwo, że fanka obrazi się śmiertelnie za zdradę. Co innego, gdy taki teledyskowy romansik pokazany jest jako retrospekcja tragedii, w której owo dziewczątko zginęło, albo zdradziło naszego bożyszcze. Wtedy sprawa wygląda inaczej. Wtedy fanka ma pole do popisu, może przytulić i ukoić złamane serce swojego „chłopaka” (no, przynajmniej w jej imaginacji) i wszyscy są zadowoleni. Aczkolwiek w klipie Jay Parka „Star” albo w „Good Night” duetu GD&TOP widma tragedii i złamanego serca nie ma. Zaskakujące. Ciekawe jak mają się aktorki, występujące w tych teledyskach?

[na miejscu tej pani, wolałabym mieć na głowie papierową torbę. Aczkolwiek miejsce godne pozazdroszczenia :D. Jakby ktoś nie wiedział, to Rain i jego "Love Song"]

Na chwilę obecną to tyle. II część typologii i podział teledysków ze względu na występujące w nich stałe wątki tematyczne znajduje się tutaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...