Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia koreańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia koreańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lutego 2016

Kolejna garść niewiarygodnych faktów z Korei Północnej

Trudno o rzetelne informacje z kraju, który jest jednym z najbardziej niedostępnych i odizolowanych miejsc na Ziemi. Czasem jednak komuś uda się zajrzeć po ową ciężką kurtynę mitów i absurdów i przywieźć garść niewiarygodnych faktów z Korei Północnej.

To już druga odsłona serii (część pierwsza tutaj), którą, mam nadzieję, kontynuować!

Uciekinierzy z Korei Północnej opowiadają o życiu, jakie wiedli w swojej ojczyźnie i czasem naprawdę trudno uwierzyć, że tak może wyglądać codzienność ludzi żyjących w XXI wieku!

1. Praca


W Korei Północnej oficjalnie pracuje się sześć dni w tygodniu, choć często siódmy dzień jest „dobrowolnym przymusem”, którym pracownik wyraża swoją lojalność i patriotyzm. Jak wiadomo, czas wolny sprzyja przemyśleniom, a tego w mniemaniu władz lepiej uniknąć.

Obywatele nie mają też wiele do powiedzenie w zakresie wykonywanych przez siebie prac. Młodzi ludzie, którzy dopiero zakończyli edukację, z urzędu przydzielani są do wyznaczonych im zakładów pracy, gdzie z niemal 100% pewnością będą pracować do końca dni swoich.

Jak nie trudno sobie wyobrazić, nie każdy jest w ten sposób uszczęśliwiony. Prawdopodobieństwo, że jakiś pan siedzący za biurkiem przydzieli nam pracę marzeń, jest raczej nikłe. Świadomość, że szanse zmiany są równe zeru, również nie poprawia humoru. Człowiek nie byłby jednak sobą, jeśli by czegoś nie wykombinował. Przydzielone przez rząd posady i płynące z nich dochody zazwyczaj nie starczają na wiele, więc przedsiębiorczy Koreańczycy przekupują swoich szefów, by ci przymknęli oko na ich nieobecności lub spóźnienia. Dodatkowy czas wykorzystują na handel i inne prace.

2. Broń nuklearna

[Kim Jong Un ogląda start rakiety. Zdjęcie z wczoraj]

Korea Północna pręży muskuły i straszy, że jak Stany Zjednoczone (wróg publiczny numer jeden) będą za bardzo podskakiwać, to Kim Jong Un pośle im w prezencie pocisk z jądrową bombką. Z tego co wiadomo, może i Kim Jong Un ma na stanie broń atomową, ale nie byłby jej w stanie wystrzelić tak daleko, by dosięgnąć USA.

Niezaprzeczalnym jednak faktem jest, że technika bojowa Korei Północnej wciąż się rozwija i doskonali, czego najlepszym przykładem było posłanie w kosmos pierwszego północnokoreańskiego satelity w 2012 roku. Przy tej okazji przetestowano też silniki rakietowe, które potencjalnie mogłyby wystrzelić również głowice bojowe. Póki co nie byłyby one w stanie unieść ciężaru nawet najlżejszej z bomb atomowych na stanie rodziny Kim. Póki co. Testy rakiet i różnorakiej broni wciąż trwają i nawet wczoraj (7. lutego 2016) Kim Jong Un podziwiał start kolejnej rakiety, która oficjalnie jest częścią państwowego programu kosmicznego. Specjaliści z całego świata słusznie podejrzewają, że pod tą przykrywką kryją się kolejne testy o bynajmniej nie pokojowym charakterze.

3. Obozy koncentracyjne

[zdjęcie satelitarne obozu 22]

Na podstawie świadectw zebranych od uciekinierów, organizacja Amnesty International oszacowała, że w obozie koncentracyjnym Hoeryong (znanym również jako Obóz 22), znajdującym się na północnym-wschodzie kraju, więzionych jest ok. 50 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Jest to obóz dla więźniów politycznych, gdzie ludzie więzieni są razem z całymi rodzinami i dwoma następnymi pokoleniami. W tym obozie przychodzą na świat dzieci, które nigdy nie widziały i nie mają szansy poznać normalnego życia poza ścianami horroru.

Były strażnik, który uciekł do Korei Południowej, opowiadał, że każdego roku około 2 tysięcy ludzi umiera z powodu głodu i wycieńczenia a 30% więźniów jest fizycznie okaleczonych (np. nie ma której z kończyn). Bicie, znęcanie się, gwałty i tortury są tam na porządku dziennym.

Wstrząsającą lekturą jest książka „Urodzony w obozie nr 14”. Są to wspomnienia Shin Dong Hyuka, który, jak sugeruje tytuł, urodził się w obozie, jednak cudem udało mi się z niego uciec i dostać do Korei Południowej. Opisywana przez niego obozowa rzeczywistość przeraża i szokuje, warto jednak przeczytać tę książkę, bo powinno więcej mówić się o tych okropieństwach!

 4. Szczęście narodowe


„Badacze” z Korei Północnej przeprowadzili w 2011 roku badania nad szczęśliwością poszczególnych krajów i ich ojczysty kraj uplasował się na drugim miejscu, dając się wyprzedzić jedynie Chińczykom. Jak myślicie, kto znalazł się na szarym końcu rankingu? Amerykańce z zepsutego kapitalizmu!

5. Marihuana


Może z ową szczęśliwością ma coś wspólnego fakt, że w Korei Północnej sprzedaż, dystrybucja oraz spożycie marihuany jest jak najbardziej legalne? Rząd nazywa trawkę „zdrowszą wersją tytoniu” a zielone krzaczki rosną sobie beztrosko przy drogach i torach kolejowych. Co więcej, państwo zachęca swoich obywateli do hodowli opium i sprzedaży zbiorów za granicą.

Z drugiej strony, wspomagacze nie naturalne nie są mile widziane. Posiadanie metamfetaminy zakończy się bezdyskusyjnie rozstrzelaniem przez pluton egzekucyjny.

6. Święte ikony


Kogo lub co ratowałbyś najpierw w przypadku pożaru w domu? Żonę, śpiące dzieci? W Korei Północnej każdy obywatel ma obowiązek najpierw uratować obraz z podobiznami ojców narodu, Kim Jong Sena, Kim Jong Ila oraz obecnego miłościwie panującego. Na wypadek wojny, przewidziano nawet specjalne bunkry dla posągów dynastii Kim.

7. Egzekucje moździerzem


Jak już umierać, to ze stylem. Północnokoreańskie władze wymyśliły taki oto sposób pozbywania się szczególnie upierdliwych wrogów narodu. Z jakichś przyczyn nie stosuje się tej metody egzekucji zbyt często.

Podobno tak pożegnało się ze światem kilku ważnych rangą oficerów, którzy nie dostatecznie długo opłakiwali śmierć poprzedniego wodza, Kim Jong Ila i już w kilka miesięcy po pogrzebie, pozwolili sobie na przyjęcia. Kim Jong Un miał wtedy powiedzieć, że nie powinien pozostać po nich najmniejszy ślad.

8. Konstytuacja


Konstytucja Korei Północnej gwarantuje swoim obywatelom wolność słowa, prasy, zgromadzeń, demonstrowania i zrzeszania się. Tyle, że tylko w ramach przyjętej ideologii. Kilka linijek dalej możemy bowiem przeczytać „Obywatele powinni twardo bronić politycznej i ideologicznej jedności oraz solidarności narodu.” Oraz „praca jest czcigodnym obowiązkiem i zaszczytem obywatela.”

9. Rozwój gospodarczy


Do lat 70-tych XX wieku gospodarka Korei Północnej była silniejsza, niż sąsiadów z południa. Dzisiejsza wartość Produktu Krajowego Brutto północnych Koreańczyków to zaledwie 2,5% PKB Korei Południowej.

10. Wybory


Korea Północna co pięć lat organizuje wybory do rządu. Na kartach do głosowania widnieje jednak tylko jedno nazwisko dla danego regionu! Teoretycznie obywatel byłby w stanie wyrazić swoją dezaprobatę, np. przekreślając nazwisko owego kandydata. Coś mi się jednak wydaje, że w północnokoreańskich lokalach wyborczych nie ma kotarek… A wiemy przecież, jak kończą ci, co to nie „bronią politycznej i ideologicznej jedności oraz solidarności narodu”.

11. Niewolnicy XXI wieku


Kim Jong Un znalazł cudowne źródło dopływu zagranicznej waluty! Na coraz większą skalę robotnicy z Północnej Korei wysyłani są do Rosji, gdzie w niewolniczych warunkach pracują przy karczowaniu drzew. Robotnicy dostają minimalne płace, gdyż niemal całość pieniędzy płynie na państwowe konto.

Prości, koreańscy pracownicy żyją z dnia na dzień, mając nadzieje, że niebawem uda im się powrócić do kraju i swoich rodzin. Niektórzy z nich pracują w lasach Syberii od 10 lat albo i dłużej. Nie uciekają, bo doskonale wiedzą, co stałoby się z ich bliskimi, gdyby któregoś dnia nie stawili się w pracy.

Vice udało się nakręcić dokument o pracy tych ludzi. Niestety, do obejrzenia tylko po angielsku tutaj.


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 13 stycznia 2016

Przeżyjmy to jeszcze raz: rok 2015 w k-popie (część I)

Kolejny k-popowy rok za nami! Jak zawsze, nie mogliśmy narzekać na nudę. Jakie wydarzenia na długo pozostaną w naszej pamięci? Kto wyznaczał trendy i jacy debiutanci mają szansę zostać z nami na dłużej? To wszystko i jeszcze trochę w poście poniżej!


W części pierwszej ukażą się główne wydarzenia i tendencje minionego roku, w kolejnej zaś najgorętsze skandale i ploteczki.

Do rzeczy!

Debiuty

Tego nie dało się przeoczyć. Dzień bez kolejnego debiutu, toż to dzień stracony! Powódź nowych zespołów (o solistach się nawet nie wypowiadam!) po woli zaczyna być normą. W 2013 zadebiutowało nieco ponad 50 zespołów, by już w 2014 było ich około setki, a w rok później kolejne coś koło tego! Jak to wszystko ogarnąć?!


Przyznaję szczerze, że to właśnie owa taśma produkcyjna powstrzymuje mnie przed choćby próbami bycia na bieżąco z k-popem. Ilość nie często przekłada się na jakość, więc nim człowiek przebrnie przez te połacie kiepszczyzny, nie pozostaje już wiele sił na docenienie co lepszych. A gdzie jeszcze czas, by monitować co się dzieje ze starymi wyjadaczami?!

Na szczęście są ludzie, którzy nie tylko orientują się, co w koreańskiej trawie piszczy, ale do tego potrafią jeszcze ocenić, kto ma szansę na przetrwanie kolejnego sezonu! Albo i kilku sezonów.

[Monsta X]

Wśród najlepiej ocenianych debiutantów znajdują się dziewczęta z The Ark, CLC, Oh My Girl, GFRIEND i TWICE a wśród chłopców wymienia się Monsta X, iKON, Soul.G, N.Fly i Seventeen. Słusznie? Ktoś został pominięty i zaniedbany? Czas pokaże!

Osobiście najbardziej lubię chłopców z Monsta X i iKON, a z dziewcząt wydaje mi się, że The Ark ma potencjał!

P.S. Może jeszcze kiedyś mi się uda napisać ten artykuł o debiutach 2015?

B.A.Powe porachunki z TS Entertainment

W zeszłorocznym podsumowaniu roku pisałam, że być może to by było na tyle, jeśli chodzi o B.A.P., bo w listopadzie 2014 cały zespół pozwał swoją agencję do sądu (więcej tutaj). A jednak okazuje się, że staropolska mądrość ludów się nie myli: trzymaj się kupy, bo kupy nikt nie ruszy!


Sprawy nie wyglądały jednak początkowo różowo. Chłopaki z B.A.P. były nieugięte w swoich (słusznych zresztą) żądaniach o zerwanie niewolniczego kontraktu i ustalenie czegoś, co respektowałoby ich prawa jako istoty ludzkie i artystów. TS z kolei zabetonował się na swoim stanowisku, że podpisany wcześniej kontrakt jest prawnie obowiązujący i generalnie, o co te fochy.

I kiedy wydawało się, sprawa jest beznadziejna, przyszło lato, zrobiło się cieplej, humory się poprawiły i B.A.P. i TS Entertainment wpadli sobie niespodziewanie w ramiona! Agencja lakonicznie stwierdziła w oficjalnym oświadczeniu, że „wzajemne zaufanie zostało odbudowane” i bum, przygotowania do comebacku ruszyły pełną parą! Owocem owego pieczołowicie odbudowanego zaufania jest album „Matrix” z singlem „Young, Wild, Free”.


Wszyscy się cieszą, bo zapewne chłopaki dostały wreszcie jakieś godziwsze wynagrodzenie, agencja nie straciła wypływów z tytułu posiadania jednego z największych boybandów w Korei (kto przy zdrowych zmysłach chciałby zrobić rosół z kury, która znosi złote jaja?), fani wciąż mają swoje dobre, stare B.A.P., które zapewne nie byłoby takie samo pod skrzydłami innej agencji. Nie ma na co narzekać!

BIGBANG wraca z donośnym kabuuuuuum! ^^

OK, wszyscy malkontenci! Różne już głupoty słyszałam (a właściwie czytałam), jakim to badziewiem zostali uraczeni fani BIGBANG po tylu latach czekania. Rzeczywiście, na trzyletni przestój w biznesie mogą pozwolić sobie tylko giganci, bo jak mogliśmy już zauważyć choćby na przykładzie debiutów, k-pop nie znosi próżni!


Może i chłopaki kazali na siebie czekać, ale czy tym samym nie większa radość ze spotkania? A może w tym czasie gorące serca fanów zdążyły już nieco ostygnąć? Skąd te złośliwości i przesadny krytycyzm? „MADE” to kawałek dobrej muzyki, a każdy kolejny singiel i MV nie rozczarowywał! Znacie już moją opinię na temat „Loser” i „Bae Bae” (jeśli nie, można się z nią zapoznać tutaj), „Bang Bang Bang” przez dłuuuuuuuugie miesiące bujało mnie każdego dnia! Może i jest kilka nieco słabszych utworów (np. „We like 2 party”), ale cały album generalnie przywraca wiarę w k-pop.

W końcu 220 tysięcy ludzi nie przychodzi na koncerty nieco podstarzałego już boy bandu, tylko po to, by powspominać dni dawnej chwały!

Tyle właśnie stawiło się fanów na koncercie BIGBANG w Tokio.

EXIDowa eksplozja popularności

Niezbadane są wyroki pop-kultury. Czasem rozumiem, dlaczego jakiś zespół staje się popularny: wyróżniająca się muzyka, hiper ultra przeerotyzowany koncept, wychodzący poza stereotyp image, walory artystyczne… OK.


Czasem jednak naprawdę nie wiem.

Co ma w sobie takiego EXID, czego ja nie wiedzą, a widzą tysiące? Otwarta jestem na sugestie! ^^Fakt pozostaje jednak niezmienny, że z takiego tam przeciętnego girls bandu dziewczęta wyrosły na gwiazdy pierwszego formatu! Ilość obejrzeń ich teledysków na youtube idzie w grube miliony, nie ma już chyba variety show, w którym by się któraś z nich nie pokazała, nagrody, szczyty list przebojów i rekordowe ilości sprzedanych płyt.

Nagrania wykonywane przez fanów (czasem się zastanawiam, czy aby na pewno przez fanów… więcej tutaj) z ich koncertów zyskują własne życie i podkręcają jeszcze (i tak już dość rozgrzaną) atmosferę. Jest jeden taki klip, który ma ponad 18 milionów obejrzeń (tutaj)! To akurat jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jest tak popularne. I mniemam, że może to być klucz do rozwiązania całej EXIDowej zagadki…

JYJ w służbie artystom


Niż nigdy żadne zespół nie będzie musiał przechodzić przez takie bagno, w jakie wpakowali się chłopcy z JYJ swoim słynnym odejściem z SM Entertainment! Przez długie lata JaeJong, Yoochun i Junsu nie mogli swobodnie działać we własnym kraju, gdyż SM głosiło wszem i wobec, że póki sąd nie orzecze inaczej, to tylko oni mają prawno organizować ich wstępy w programach telewizyjnych oraz fan-meetingi. W tym roku weszło w życie prawo, które zabrania podobnych praktyk. Już nikt nie może tworzyć czarnych list artystów, którzy mają zakaz pokazywania się w telewizji!

Idole z reality show

Pamiętacie moje utyskiwania na temat reality show „Win: Who Is Next”, z którego narodził się WINNER (do przypomnienia tutaj)? Wygląda na to, że to co wydawało nam się smutnym żartem YG Entertainment, staje się powoli obowiązującym trendem!

[iKON]

Wspominana już wcześniej przeze mnie grupa iKON to nikt inny, jak przegrany TEAM B z owego show plus jeszcze kilka twarzy z podobnego programu „Mix & Match”. JYP również testowała owy patent, tworząc girl band TWICE z uczestniczek telewizyjnego programu „Sixteen”.

Już widziałam zapowiedzi podobnych procederów w 2016 roku, więc pozostaje nam tylko czekać, co też nowego wymyślą k-popowe agencje!

Chabry z poligonu…

Za każdym razem, kiedy piszę o wojsku w Korei, na myśl przychodzi mi ta piosenka… Wydaje mi się ona dość akuratna, jako że armia zabiera nam nasze ulubione kwiatki!

W tym roku w kamasze poszło niemal całe stare DBSK: Yunho i Changminek i JYJ Jaejoong i Yoochun! :( Dramy bez tego ostatniego nie będą już takie same! Wracaj do nas szybko!

[JaeJoong nie wygląda na szczęliwego...]

[Yoochan, no mrrrrrrrr!]

[Yunho niezbyt służy nowa fryzura...]

[Changminek z Siwonem (Changmin po lewej)]

Super Junior zostało odchudzone o pięciu członków: Shin Donga, Sung Mina, Eun Hyuka, Dong Hae i Siwona.

[Sung Min Shin Dongiem. Ciekawe kto to jest ta niewiasta pomiędzy nimi...]

[Eun Hyuk]

[Dong Hae wydaje się być niewzruszony]

Z kolei powołanie dla Kim Hyun Joonga przyszło zaskakująco w porę… Ciekawe czy to przypadek… (więcej o owym panie będzie w części II postu!)

[Kim Hyun Joong zapewne w pląsach poleciał się przebrać w panterkę ;)]

A jakie ploteczki i sandale wstrząsnęły p-popowym światkiem w 2015 roku?

Odpowiedź na to pytanie ukaże się już niebawem! ^^

Główne źródła:

piątek, 24 października 2014

Kultura przemocy: armia koreańska i jej wpływ na życie codzienne

Nie jest łatwo być Koreańczykiem. Surowi rodzice, wyścig szczurów w szkole (więcej tutaj), wyścig szczurów w korporacjach, wieczna presja wyników, zarobków, doskonałego wyglądu (więcej tutaj i tutaj) i spełniania oczekiwań. Na dokładkę panowie muszą jeszcze oddać ponad 2 lata ze swojego życiorysu matce Korei, odbywając obowiązkowe szkolenie w armii. Tak jak i poprzednie lata nauki i pracy, ten czas również nie jest usłany różami.


Obowiązkowa służba wojskowa to duma i wyznacznik męskości dla większości Koreańczyków. Wymigiwanie się od patriotycznego obowiązku nie tylko jest źle widziane, ale również może skończyć się społecznym ostracyzmem: problemami ze znalezieniem pracy i utratą przyjaciół. Wiele tysięcy młodych mężczyzn idzie więc w kamasze, odpowiadając na wołanie kraju, który wciąż znajduje się oficjalnie w stanie wojny z Koreą Północą (zawieszenie broni trwa od 60 lat).

Służba nie jest łatwa. Rygor i wysiłek, jakiemu muszą sprostać w większości młodzi chłopcy, jest przeogromny, a pobytu na pewno nie umila fakt, że możliwości kontaktu z rodziną i przyjaciółmi są bardzo ograniczone a telefony komórkowe skonfiskowane. Stłoczeni w wojskowych barakach, zmuszeni do przebywania ze sobą 24h na dobę, poddani wojskowemu drylowi i wyczerpującym ćwiczeniom, koreańscy chłopcy przeżywają trudne chwile. Jest jeszcze jeden aspekt, który wiąże się ze służbą w wojsku, o którym sami żołnierze i oficerowie nie mówią chętnie: znęcanie się i „kocenie” pierwszoroczniaków przez żołnierzy odbywających drugi rok służby.


Statystyki mówią, że w przeciągu ostatniej dekady niemal 800 żołnierzy popełniło samobójstwo w czasie trwania swojej służby. W dużej mierze odpowiedzialni za te śmierci są koledzy z baraku, którzy z tych czy innych przyczyn postanowili zamienić życie przypadkowych chłopców w koszmar.

Głośny był przypadek 22-letniego Yoona, który zmarł w kwietniu tego roku po tym, jak koledzy z kompanii uderzyli go w klatkę piersiową. Oficjalna wersja armii brzmi, że chłopak akurat coś jadł i w wyniku uderzenia kawałek jedzenia dostał się do tchawicy i Yoon się udusił. Wszystko wskazuje jednak na to, że koledzy wpychali mu do gardła jedzenie przemocą, okładając go przy tym po torsie. Po przewiezieniu chłopaka do szpitala i dokonaniu autopsji okazało się, że Yoon musiał przez długi czas znosić podobne ataki i znęcanie się, gdyż jego ciało pokryte było siniakami. W trakcie śledztwa na jaw zaczęły wychodzić coraz obrzydliwsze i potworniejsze szczegóły tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami wojskowych baraków.

[tutaj możecie znaleźć zdjęcie ze szpitala, do którego trafuł Yoon.
Naprawdę drastyczne, dlatego zamieszczam tylko link.]

Koszmar młodego poborowego trwał ponad miesiąc. Przez ten czas koledzy regularnie go bili, nie pozwalali spać do 3 nad razem, raz zmusili go stania w pozycji konnego jeźdźca przez 3 godziny, czy zlizywania z podłogi plwocin. 6-ciu głównych oskarżonych usłyszało również zarzut molestowania seksualnego swojej ofiary. Co zaskakujące, jeden z oprawców, noszący nazwisko Lee, również był ofiarą podobnych ataków w czasie swojego pierwszego roku służby. Koledzy zmusili go np. do połknięcia całej zawartości tubki pasty do zębów albo lali mu wodę na głowę, gdy leżał na podłodze. Te doświadczenia najwyraźniej nie nauczyły Lee współczucia dla ofiar podobnych ataków i by ulżyć swoim frustracjom, postanowił zemścić się na rasie ludzkiej, nękając kolejnego, bogu ducha winnego chłopca.


Szokująca w całej tej sprawie jest reakcja armii koreańskiej, która dopiero w sierpniu przyznała, że zdarzenie miało miejsce, po tym jak informacja wyciekła do prasy z Wojskowego Centrum Ochrony Praw Człowieka.

A podobnych zajść tylko w tym roku było mnóstwo! We wrześniu dwóch żołnierzy zmarło po tym, jak ich koledzy postanowili zabawić się ich kosztem. Przywiązali obu do krzeseł i obwiązali im głowy szmatami, doprowadzając ich tym do uduszenia. W okresie od lipca do września kolejnych 3 mężczyzn popełniło samobójstwa, a jeden, doprowadzony do ostateczności, chwycił broń i otworzył ogień, mordując 5 swoich oprawców, raniąc kilka innych osób i ostatecznie próbując (bez powodzenia) popełnić samobójstwo.

Po tych rewelacjach armia uderzyła się w piersi i zarzeka się, że wprowadzi zmiany, by życie młodych poborowych było lżejsze. Mają poprawić stan baraków, umożliwić częstsze kontakty z rodziną, zatrudniono wielu nowych psychologów, by pomóc ofiarom ewentualnych ataków.

Problem jednak tkwi w tym, że żadna z ofiar znęcania się ani słowem nie wspomniała nikomu o swoim losie. Rodziny niezmiennie pozostawały zszokowane, że ich syn przechodził przez taką gehennę. Koledzy związani byli zmową milczenia, a przełożeni udawali, że niczego nie widzą. Pisałam już o wielu problemach nękających koreańskie społeczeństwo i znamienny wydaje się być we wszystkich przypadkach fakt, że ofiary z pochyloną głową przyjmują swój los. Czy to molestowanie i nadużycia w koreańskich firmach (konkretnie pisałam o agencjach gwiazd), czy presja i znęcanie się w szkole (więcej tutaj), nikt nie prosi o pomoc, mało kto zwierza się ze swoich problemów. Reszta udaje, że niczego nie widzi, bo przez pomoc ofierze, sami mogą stać się kolejnym celem ataków. To przerażające, jak wielki wpływ na ich umysły ma poczucie hierarchii i obowiązek podporządkowania się stojącym wyżej na społecznej/profesjonalnej drabinie.


Coś też jest z akceptacją przemocy w Korei, bo nawet dziecięce gry, zawierają w sobie sporą dawkę brutalności. Moi koreańscy znajomi nauczyli mnie kilku gierek dla zabicia czasu i celem niemal wszystkich było wymierzenie drugiej osobie kilku razy. Jasne, że to było tylko dla zabawy i nie czyniło wielkich zniszczeń, ale sam fakt, że już dzieci z upodobaniem wymierzają sobie wzajemnie uderzenia dwoma palcami w przedramię, czy biją się po rękach, jest zastanawiający. Może ja żyłam w jakiejś bańce mydlanej, gdzie z koleżankami ładnie bawiłyśmy się klockami albo czesałyśmy lalki Barbie, ale nie pamiętam takich brutalnych gier. Oświećcie mnie, jeśli się mylę. Jedyna przemoc, jakiej byłam w równej mierze sprawcą i ofiarą, były kłótnie z moją siostrą :P

Wielu nauczycieli swoją postawą zakorzenia w uczniach przekonanie, że tylko dyscyplina i posłuszeństwo są wyznacznikiem wartości człowieka. Słuchałam kiedyś wywiadu, gdzie 20-kilku-letni Koreańczyk powiedział, że jego nauczyciel z upodobaniem powtarzał, że wykonywanie poleceń jest czymś, co wyróżnia nas jako rasę ludzką. Nie wiem skąd mu się to wzięło, bo z tego co wiem, psy całkiem nieźle reagują na polecenia, nawet chomika można przyuczyć do tego i owego. Będąc wychowanym w takim duchu, nie trudno więc stać się milczącą ofiarą kilku wyrostków, którym wydaje się, że wszystko im wolno.

Na studiach też nie jest wiele lepiej. Pierwszoroczniacy muszą oficjalnie „przedstawić się” swoim starszym kolegom i koleżankom podczas inauguracyjnego wieczoru. Jeśli nie wykrzyczą swojego imienia wystarczająco głośno i szybko, narażą się później na kpiny i karne picie, które bardzo często kończy się zjazdem pod stół niedoświadczonego studenta. Musi być jakaś przyjemność w zmuszaniu niżej postawionych do picia do nieprzytomności, bo z upodobaniem praktykują to nie tylko studenci na swoich imprezach, ale także przełożeni w firmach, podczas obowiązkowych, integracyjnych libacji.

[bo bez picia nie ma życia!]

Rygor, hierarchia i ślepe podporządkowanie, tak wszechobecne w armii, przekłada się również na kulturę pracy w wielkich korporacjach. Wszyscy pracujący tam panowie (a ich jest zazwyczaj znaczna większość) przeszli wojskowe szkolenie i dobrze odnajdują się w wojskowym drylu. Przełożeni mogą więc cieszyć się niemal władzą absolutną a młodzi zrobią wszystko, byle tylko utrzymać swoją posadkę.

Jest w Korei kilku śmiałków, którzy ośmielili się wystąpić przeciwko skostniałym zasadom i zwyczajnej głupocie. Aktywista na rzecz praw gejów, Lim Tae Hoon, podjął w parlamencie dyskusję na temat kondycji armii, ale zaraz został zgromiony przez swoich kolegów. Jakim prawem Lim śmie mówić na temat armii, skoro sam w niej nie był!? Lim, w proteście przeciw dyskryminacji gejów w wojsku, postanowił dobrowolnie odsiedzieć kilkanaście miesięcy w więzieniu, by nie musieć odbyć służby. Niewypełnienie patriotycznego obowiązku z miejsca skreśla Lima w oczach wszystkich poprawnie myślących mężczyzn i odbiera mu prawo do dyskusji w temacie. Idąc tym torem rozumowania, nie wiem czemu wszyscy owi panowie biorą się za stanowienie prawa, skoro wielu z nich nigdy nie miało nawet losowego kodeksu w ręku. Tak czy owak, opinie na ten temat wydają się zabetonowane, a sami oficerowie przyznają, że odrobina przemocy i terroru wzmaga gotowość bojową. Wielu oskarżonych o znęcanie się żołnierzy stwierdziło prostodusznie, że robili to, by poprawić karność w swojej drużynie.

Ile jeszcze podobnych Yoonowi ofiar potrzeba, by coś drgnęło w skostniałym wojskowym systemie? Do lat 80-tych Korea była pod dyktaturą wojska, które miało ogromne znaczenie w kontekście zagrożenia ze strony Korei Północnej. Wielu starych generałów wciąż mentalnie tkwi w tym okresie i bynajmniej nie zamierza reformować swojego spojrzenia na sprawę. Ich mało obchodzi cierpienie jakichś tam kilku szeregowych. Jak długo, oczywiście, prasa za dużo o tym nie jazgocze…

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 11 lutego 2012

Chabry z poligonu

Czując natchnienie płynące z podniosłego faktu, że pierwszy kwiatek zostanie niebawem wypuszczony z wojska tej zimy oraz uświadomieniem sobie, że jest to mój pierwszy kwiatek, którego znałam na długo przed jego wcieleniem do armii (co świadczy o tym, że moja przygoda z koreańskim show-biznesem chwilę już trwa), postanowiłam zrobić przegląd moich ulubionych skośnookich panów w kontekście ich wojskowych zobowiązań.

[lepiej nie podskakiwać koreańskim żołnierzom!]

Trzeba wiedzieć, że Korea Południowa, ze względu na swoje sąsiedztwo z nieprzewidywalną Koreą Północą, żyje w permanentnej gotowości bojowej (oficjalnie państwa znajdują się w stanie wojny, ale od 60 lat panuje pokój dzięki porozumieniu o zawieszeniu broni). Północnokoreańska armia to przerażające monstrum. Liczy aż milion i 112 tysięcy żołnierzy w służbie czynnej i aż ok. 5 milionów w rezerwie., kiedy ogół społeczeństwa to około 22 milionów obywateli. Dlatego też Korea Południowa nie ma litości i każdy mężczyzna, jeśli tylko ma dwoje rąk i nóg, od służby wojskowej się nie wymiga. Są rzecz jasna osoby, które chcą uniknąć wcielenia za wszelką cenę (łapówki, lewe papiery, załatwiane naprędce karty stałego pobytu w innych krajach (najchętniej USA), ale generalnie – nie ma zmiłuj się. Nie ważne, czy jesteś szarym człowieczkiem, synem prezydenta, celebrytą światowej rangi – i tak będziesz musiał wcześniej czy później włożyć kamasze.

Mężczyzna powinien wypełnić swój patriotyczny obowiązek pomiędzy 18-tym a 30-tym rokiem życia, ale najczęściej do armii wcielani są chłopacy w wieku 20-22 lat. Przyjęło się, że lepiej odbębnić służbę wcześniej, by później móc się spokojnie skoncentrować na studiach i karierze. Inną rzeczą jest, że w społeczeństwie koreańskim wiek odgrywa bardzo znaczącą rolę, ale w armii to ranga wojskowa odgrywa kluczową rolę we wzajemnych stosunkach. Jeśli więc nowo-wcielony do armii mężczyzna dobiega 30-tki, ma nad sobą w większości 20-kilkuletnich chłopaczków, którym musi oddawać przynależne randze honory, co w odniesieniu do dzielącej ich różnicy wieku jest dość… niezręczne dla obu stron. A armii oddaje się dość długi kawałek życia. W siłach lądowych i morskich obowiązkowa służba trwa 22 miesiące, a w siłach powietrznych 25, choć planowane jest ujednolicenie czasu służby do 22 miesięcy we wszystkich jednostkach.

[bo trzeba być twardym, nie miękkim!]

Armia koreańska liczy sobie 587 tys. żołnierzy (plus cała masa przeszkolonych obywateli), co przy ok. 49 mln społeczeństwie daje dość imponujący wynik (dla porównania, w Polsce mieszka nieco ponad 38 mln ludzi, a nasza armia to 100 tys. żołnierzy).

Po zapoznaniu się z podstawowymi faktami, możemy teraz przejść do ciekawszych rzeczy, a mianowicie przeglądu skośnookich panów, którzy obecnie przebywają w wojsku.

Lee Jun Ki
Jak pisałam jeszcze wczoraj (wpis tutaj), Jun Ki kończy swoją przygodę z armią już za tydzień, 16.02.2012.

Kang Dong Won
Jest w wojsku od 18.11.2010, więc jak nie trudno obliczyć, powinien powrócić do nas koło sierpnia tego roku. Po woli można pomyśleć o poszukaniu odpowiedniej miary krawieckiej dla pana Kanga :)

Hyun Bin
Jak iść do wojska, to jak mężczyzna! Patriotycznie i z przytupem Hyun Bin sam zgłosił się do służby na morzu (uważanej za najcięższą) i skromnie pożegnał swoich fanów 7.03.2011. Przewidywana data jego powrotu to 4.12.2012.

Rain
Rain długo opierał się wcieleniu do armii i wciąż przesuwano datę jego powołania ze względu na szczególne zasługi na rzecz promowania kultury koreańskiej na całym świecie, ale wreszcie i na niego przyszła kolej! 11.10.2011 roku obciął włosy i rozpoczął swoją 24-miesięczną służbę.

[smutek i rozpacz w szeregach. Takie tłumy przyszły pożegnać Raina w dniu jego przyjęcia do wojska]

Kim Jae Wook
Został wcielony do armii 5-tego lipca 2011, więc na jego powrót przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Kang In (Super Junior)
Jest pierwszym członkiem Super Junior, który założył wojskowy uniform. Koledzy z zespołu żegnali go wylewnie, a fanki płakały rzewnymi łzami. Został wcielony 5-tego lipca 2010 roku i powinien powrócić do branży już za dwa miesiące!

Prawdziwi patrioci.

Podczas gdy niektórzy usiłują zrobić wszystko, byle tylko uciec przed służbą, są chłopacy, którzy dobrowolnie oddają swoją zieloną kartę, by móc spełnić swój obowiązek względem kraju.

Taecyeon (2PM)
Ciężko powiedzieć, co tak bardzo ciągnie Taecyeona do wojska, ale jego parcie, by znaleźć się w służbie czynnej jest imponujące! Nie dość, że zrezygnował ze swojej karty stałego pobytu w Stanach, to jeszcze zawiedziony wynikiem kontroli lekarskiej, na której lekarze orzekli, że z jego słabym wzrokiem i problemami z barkiem (po zwichnięciu go w 2008 roku), powinien pracować jako pracownik cywilny w jakimś ciepłym biurze, a nie biegać po poligonie, postanowił poddać się operacji korekcji wzroku i jeszcze raz spróbować dostać się do normalnej służby. Nieźle, Taecyeon. Jestem pod wrażeniem!

Park Yoochun
Yoochun również postanowił oddać swoją zieloną kartę, by spełnić patriotyczny obowiązek. Na razie armia łaskawie się o niego nie upomina, ale pewnie niebawem nadejdzie ten moment.
UPDATE: U Yoochuna stwierdzono przewlekłą astmę, ale póki co nie przekreślono go z listy potencjalnych poborowych. Ma być poddany jeszcze dwukrotnej kontroli lekarskiej przed ewentualnym wcieleniem. Zobaczymy, jak mu tam będzie zdrówko odpisywać...

A na kogo armia czyha z oddechem ziejącym na plecach?

Kim JaeJoong

Wojsko już wyciąga po niego swoje lepkie macki, ale JaeJoong zdołał odroczyć datę swojego powołania na 31.08.2012, tłumacząc się dłuższym pobytem za granicą. Zdaje się jednak, że tej daty nie będzie można już przesunąć, więc należy powoli oswajać się z myślą, że za pół roku ujrzymy czołowego koreańskiego przystojniaka w zmienionej fryzurze…
Pominęłam kogoś ważnego? Dajcie znać!
P.S. Data powołania Siwon-ssi to rok 2014, więc na razie nie ma stresu :)
Źródła?
Całe mnóstwo: trochę allkpop.com, trochę wikipedia, trochę inne portale. Tym razem musicie zadowolić się brakiem konkretnych linków, bo za dużo by tego było ;)

piątek, 10 lutego 2012

Lee Jun Ki powraca!

Jeeeeeeeeeeeeeeee!

Wreszcie! Co z tego, że za oknami zima, kiedy pierwsze kwiatki wychodzą z ukrycia! Właśnie przeczytałam, że matka armia wypuszcza Lee Jun Kiego 16.02.2012!

[Jun Ki na pewno już od dawna odcina centymentry na swojej krawieckiej miarze.
Jeszcze tylko tydzień!]

Przez 22 miesiące swojej służby chłopak bynajmniej nie zapomniał o swoich fanach i zaraz po wyjściu z wojska rusza ostro z pracą. Na 16.03.2012 zapowiedział nie tylko spotkanie z fanami w Japonii (a właściwie pierwsze z cyklu spotkań z fanami w Japonii), ale także wydanie kolejnego, trzeciego w swojej karierze mini-albumu. Jun Ki nadał albumowi tytuł „Deucer” i czuje się podekscytowany wizją powrotu do show-biznesu. Uważa, że kariera, którą będzie kontynuował po opuszczeniu wojskowych szeregów, jest dla niego jak nowy początek. Promującą album piosenką będzie „Together”.

[nowy look Lee Jun Ki]Dodaj obraz

Fani również nie zapomnieli o swoim ulubieńcu. Bilety na spotkanie z Jun Ki w dniu jego wyjścia z wojska zostały wysprzedane w przeciągu 60 sekund. To się nazywa wierność…

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...