Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2015

Przepis na miłość: 36 pytań

Ile trzeba, żeby się w kimś zakochać? Naukowcy przekonują, że wystarczy 36 bardzo osobistych pytań oraz długa wymiana spojrzeń.


Jeśli to prawda, pomyślcie, jaki to ma potencjał! Wystarczy upatrzyć sobie jakiegoś przystojnego skośnookiego (blog jest o skośnookich, to i na skośnookich będziemy eksperymentować! :D), namówić go na wspólne piwo (lepiej trzy, albo cztery, co by się chłop porządnie rozluźnił) i niby to niezobowiązująco wziąć w krzyżowy ogień pytań. Na koniec trzeba powpatrywać się wzajemnie w oczęta przez cztery minuty i bum! Iskry namiętności powinny buchać z Was jak z tych krzemieni!

Naukowcy stwierdzili, że pierwsze wrażenie, jakie wywrze na sobie para, nie ma znaczenia! Nawet jeśli na pierwszy rzut oka dany przedstawiciel gatunku męskiego rani Twoje poczucie estetyki (i wzajemnie), nie przekreśla to wcale szansy na wskrzeszenie sparkli!

Głównym faktorem, jak twierdzą uczone głowy, który sprawia, że ludzie się w sobie zakochują to długotrwałe, nasilające się i wzajemne odsłanianie własnej osoby. Tłumacząc z mądrego na nasze: chodzi po prostu o zupełnie naturalny proces, kiedy spędzając z kimś dużo czasu, poznajemy ową osobę coraz lepiej, sami też dużo o sobie opowiadamy i z dnia na dzień odkrywamy, że mamy wiele wspólnego i możemy dzielić swoje doświadczenia.

Doktor Arthur Aron, psycholog, z zamiłowania swatka, postanowił przetestować ową teorię w warunkach laboratoryjnych i dodatkowo nieco przyśpieszyć cały proces. Do wzięcia udziału w eksperymencie zaprosił heteroseksualnych mężczyzn i kobiety, posadził ich w pustym pokoju, dał 90 minut i kazał zadawać sobie coraz bardziej osobiste pytania. Na koniec, w ciszy, biorący udział w eksperymencie wpatrywali się sobie w oczy przez cztery minuty. Co ciekawe, jedna para po sześciu miesiącach pobrała się i zaprosiła zespół badawczy oraz inne świnki laboratoryjne na swój ślub!

[koniecznie odwiedźcie Deviantart autora powyższego obazka!]

Jak widać, nadzieja jest, więc łapcie swój potencjalny materiał na męża/żonę i poświęćcie półtorej godziny na sesję niedyskretnych pytań.

Oto i one!

Runda Pierwsza:

  1. Jeśli mógłbyś zaprosić kogokolwiek w świecie, z kim chciałbyś zjeść kolację?
  2. Czy chciałbyś być sławny? Z czego chciałbyś słynąć?
  3. Nim do kogoś zadzwonisz, zapisujesz sobie, co chcesz powiedzieć lub odgrywasz w głowie możliwy tok rozmowy? Dlaczego?
  4. Jak według ciebie wygląda „doskonały” dzień?
  5. Kiedy ostatni raz śpiewałeś dla samego siebie? Dla kogoś innego?
  6. Jeśli mógłbyś dożyć 90-tki i zachować umysł albo ciało 30-latka przez kolejne 60 lat swojego życia, na co byś się zdecydował?
  7. Czy masz przeczucie, w jaki sposób zakończy się twoje życie?
  8. Wymień trzy rzeczy, które ty i twój partner wydajecie się mieć wspólne.
  9. Za co czujesz się najbardziej wdzięczny w swoim życiu?
  10. Jeśli mógłbyś zmienić sposób, w jaki cię wychowano, co by to było?
  11. W ciągu czterech minut postaraj się opowiedzieć swojemu partnerowi historię swojego życia najdokładniej, jak się da.
  12. Jeśli mógłbyś się obudzić rano z jedną nową umiejętnością albo cechą, co by to było?

Runda druga

  1. Jeśli kryształowa kula mogłaby ci powiedzieć prawdę o tobie, twoim życiu, przyszłości albo o czymkolwiek innym, o co byś ją zapytał?
  2. Czy jest coś, o zrobieniu czego marzyłeś od dawna? Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś?
  3. Jakie jest największe osiągnięcie twojego życia?
  4. Co najbardziej cenisz w przyjaźni?
  5. Jakie jest twoje najbardziej drogocenne wspomnienie?
  6. Jakie jest twoje najstraszniejsze wspomnienie?
  7. Jeśli byś wiedział, że umrzesz w przeciągu roku, zmieniłbyś cokolwiek w swoim dotychczasowym życiu? Dlaczego?
  8. Co znaczy dla ciebie przyjaźń?
  9. Jaką rolę pełni w twoim życiu miłość i przywiązanie?
  10. Wymieńcie (po jednej na zmianę) pozytywne cechy, jakie zauważyliście w swoim partnerze. Wymieńcie po pięć cech.
  11. Jak blisko jesteś ze swoją rodziną? Czy uważasz, że twoje dzieciństwo było szczęśliwsze, niż w przypadku większości ludzi?
  12. Jaka jest twoja relacja z matką.

Runda trzecia

  1. Niech każdy z was powie trzy zdania, zaczynające się od „my”, np. „My oboje jesteśmy w tym pokoju, czując się…”
  2. Dokończ zdanie: „Chciałbym mieć kogoś, komu mógłbym powiedzieć…”
  3. Jeśli twój partner miałby stać się twoim przyjacielem, powiedz, co byłoby istotne dla niego, by wiedział.
  4. Powiedz twojemu partnerowi, co w nim lubisz. Bądź bardzo szczery, powiedz rzeczy, których normalnie nie powiedziałbyś osobie, którą dopiero poznałeś.
  5. Opowiedz swojemu partnerowi jakiś wstydliwy moment ze swojego życia.
  6. Kiedy ostatni raz płakałeś w obecności drugiej osoby? W samotności?
  7. Powiedz twojemu partnerowi coś, co w nim już polubiłeś.
  8. Co, jeśli w ogóle, jest zbyt poważne, by o tym żartować?
  9. Jeśli wiedziałbyś, że umrzesz tego wieczoru, ale nie miałbyś możliwości z nikim się skontaktować, czego byś najbardziej żałował, że nie powiedziałeś wcześniej? Dlaczego tego jeszcze nie powiedziałeś?
  10. Twój dom, z wszystkim co posiadasz, płonie. Po uratowaniu twoich bliskich i domowych zwierzaków masz jeszcze czas bezpiecznie wynieść jeden przedmiot. Co by to było? Dlaczego?
  11. Czyja śmierć kogoś z twojej rodziny byłaby dla ciebie najtrudniejsza do zaakceptowania?
  12. Podziel się ze swoim partnerem osobistym problemem i poproś go o radę, jak on by zachował się w takiej sytuacji. Zapytaj również, co sądzi o twoim stosunku do problemu, o jakim zdecydowałeś się opowiedzieć.

I tyle! Teraz tylko popatrzeć sobie w oczy i droga do ołtarza powinna być płaska! ^^


Jeśli ktoś kiedyś zdecyduje się przetestować tę metodę, dajcie znać! :D

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 22 listopada 2015

Burikko – już bardziej kawaii się nie da!

Myśleliście, że koreańskie aegyo jest przesłodzone? Poznajcie zatem japońską burikko!


Burikko znaczy mniej więcej tyle co „udawane dziecko”. Mianem tym określa się dziewczęta, które bardzo usilnie starają się być przeurocze i przesłodkie, posuwając się w swoim kawaii do granic absurdu.

Oto kilka charakterystycznych cech, po których najłatwiej poznać burikko:
  • mówi o sobie w trzeciej osobie,
  • lekko sepleni,
  • używa głosu znacznie wyższego, niż jej naturalny,
  • ma tendencję do trzymania (i o zgrozo, czasem też chodzenia!) ze stopami skierowanymi do środka,
  • udaje naiwną,
  • wstępuje w nią trzylatek, kiedy w okolicy pojawiają się faceci,
  • posiada spojrzenie spłoszonej łani,
  • bawi się łyżką czy pałeczkami podczas jedzenia,
  • kiedy słucha, przechyla głowę,
  • nawet gdy pije, wygląda to uroczo.

Burikko uwielbiają słodkie stroje i dodatki, entuzjastycznie reagują na wszystko, co je otacza i potrzebują, by ktoś poprowadził je za rączkę, gdy tylko na horyzoncie pojawiają się problemy.

I jak absurdalne się wydaje, by ktoś dorosły i o zdrowych zmysłach chciałby się tak zachowywać, tak i wątpliwe jest, by ktokolwiek lubił przebywać z osobą, która udaje trzylatka. Niezbadane są jednak meandry ludzkiej psychiki, gdyż w Japonii jest naprawdę zatrważająco wielu facetów (i kobiet!), którzy uwielbiają burikko!


Czar nieporadnych dziewczynek przemawia przede wszystkich do facetów dość nieśmiałych i mających niezbyt wysoką samoocenę. Współczesne dziewczyny: znające swoją wartość, zdecydowane, wiedzące czego chcą i tym samym wymagające w stosunku do swoich partnerów, przerażają wielu mężczyzn (więcej tutaj). Ci, którzy mają słabość do burikko, podkreślają, że takie dziewczyny łatwo jest zrozumieć (przynajmniej w kwestii ich uczuć) i nie wiele trzeba, by sprawić im radość. Nad wyraz entuzjastycznie reagują na wszystkie pomysły swojego ukochanego i z przesadną ekscytacją przyjmują każdy jego prezent. Burikko pozuje na uległą i prostolinijną. Nigdy nie będzie żądać, a ewentualnie uroczo prosić. Będzie wpatrywać się w swego wybranka owymi ogromnymi oczyma łani i wielbić ziemię, po której stąpa.

Tyle wyobrażeń.

Czy rzeczywiście owe dziewczęta są tak uległe i głupiutkie na jakie pozują? Może jedna na kilkadziesiąt (-set?). Bywają burikko, które prezentują wymieniony wyżej zestaw zachowań niezależnie od tego, z kim mają do czynienia. Czy są w towarzystwie samych kobiet, czy mężczyzn, zachowują się wciąż tak samo. Te dziewczęta być może naprawdę są tak przesłodkie i po prostu nie potrafią inaczej. Te jednak, które przemieniają się w kilkulatki tylko, gdy na horyzoncie pojawia się samiec, raczej nie są tak naiwne, na jakie chcą wyglądać.


Wiele dziewcząt postanawia zostać burikko, by zwiększyć swoją atrakcyjność w oczach mężczyzn. Jest to rodzaj auto-promocji. Wiele burikko ma swoje profile na Instagramie i zalewa media społecznościowe nawałem przeuroczych selfi, gdzie aż roi się od kokardek, koronek i nieporadnych minek.

Co ciekawe, nawet niektóre kobiety lubią towarzystwo burikko. Jak twierdzą, takie dziewczyny emanują pozytywną energią i optymizmem. Nie można też zapominać, że Japonia ma zbiorowego fisia na punkcie kawaii, więc ich tolerancja na słodycz jest zdecydowanie większa niż nasza. To co nam wydaje się absurdalne, dla nich jest zaledwie odrobinę przesadzone.


Jak mniemam, manga i anime ma wiele wspólnego z rozwojem ruchu burikko. Japończycy znani są z zatracania poczucia rzeczywistości i ożenku z postaciami z gier komputerowych, tudzież randek z kobieto-poduszkami (więcej tutaj). Dziewczęta musiały zauważyć, że przesadne kawaii oraz ogromne oczy to coś, co facetów kręci i popłynęły z nurtem.

Czyżby wpłynęły obecnie na zbyt głębokie i mętne wody?

Co o tym sądzicie?


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

piątek, 1 maja 2015

Japończycy rozpracowani: 9 typów japońskich mężczyzn


Wygląda na to, że japońska miłość do kategoryzowania i układania wszystkiego w zgrabny rządek właśnie strzeliła mieszkańcom Kraju Kwitnącej Wiśni w kolano. Wcześniej analizowaliśmy listę przymiotów, jakimi powinien legitymować się perfekcyjny materiał na dziewczynę (do poczytania tutaj), a teraz to kobiety skatalogowały swoich panów w dziewięciu kategoriach. Jeśli więc do kogoś przylgnie niezbyt pochlebna łatka, może zapomnieć o podrywaniu dziewczyn! Ciężko orzec, czy klasyfikacja jest uniwersalna, czy tyczy się tylko japońskich mężczyzn. Większość opisów wydaje się być jednak podejrzanie trafnych...

Bez zbędnych wstępów, przejdźmy zatem do konkretów:

Mięsożerca


U nas znany jako Macho. Męski, szorstki i nieogolony. Lubi zdobywać. Mając takiego w domu, trzeba nastawić się na długie i samotne godziny spędzone na zmywaku i zbieraniu jego brudnych skarpetek, bo to poniżej męskiej godności, by angażować się w prace domowe. Lubi rozstawiać kobiety po kątach, mieć decydujące zdanie i nigdy nie zamyka sobie furtki, za którą mógłby sobie przygruchać kolejną niewiastę.

W japońskiej wersji, mięsożerca skoncentrowany jest mocno na swoim wyglądzie. Spędza masę czasu przed lustrem, układając każdy włosek we właściwą stronę i wydając fortunę na dizajnerskie ciuchy.

Może i seksowny na pierwszy rzut oka, ale lepiej unikać.

Roślinożerca


Roślinożerca nie skrzywdziłby muchy. Jest nieśmiały, trochę zahukany i niepewny siebie. Spodoba się miłośniczkom słodkich chłopców, którzy nie ośmielą się podskakiwać w związku. Będzie dbał o wybrankę swojego serca i raz po raz zaskakiwał ją uroczymi prezencikami. Tyle, że żeby doczekać się związku z roślinożercą trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, bo inaczej zdążycie się zestarzeć, nim on zbierze odwagę, by zaprosić was na randkę!

Szparag w bekonie


Tutaj zaczynają się co najmniej ciekawe analogie gastronomiczne. Szparag w bekonie na pierwszy rzut oka wydaje się być mięsożercą (bekon), ale jeśli się go lepiej pozna, można dotrzeć do jego miękkiego, roślinnego wnętrza. Czyli taki słodziak, co to tylko udaje twardziela. Niby jest pewny siebie, będzie za wszelką cenę starał się ci zaimponować, zrobi nawet kabe-dona, ale jeśli w tej sytuacji zamiast opodwiednio się zawstydzić i uciec wzrokiem, pójdziesz krok dalej i postanowisz wgryźć się w to wiszące nad tobą mięsko, szparag może wyskoczyć ze swojego ukrycia i przerażony, schować się w krzakach.

Tak naprawdę szparag w bekonie tą swoją pozowaną mięsożernością z całych sił usiłuje ukryć przed światem swoje kompleksy i brak wiary w siebie. Znam takiego jednego i bardzo nie polecam!

Japoński gołąbek


Zupełne przeciwieństwo szparaga. Jak natura gołąbka sugeruje, liście miękkiej kapusty skrywają mięsiste nadzienie. Gołąbek jest więc uprzejmy i ujmujący w obyciu, łatwo się z nim rozmawia i miło spędza czas, jednak naprawdę nie jest taki miękki i ugodowy, jaki się wydaje na pierwszy rzut oka! Jest twardy i męski kiedy trzeba, ochroni swoją niewistę przed niebezpieczeństwem i nie ulęknie się trudnych sytuacji.

Jest to ponoć ulubiony typ Japonek!

Kremowy mężczyzna


Delikatne rysy twarzy, skóra gładka jak pupcia noworodka, urocza osobowość. Jeśli trzeba, potrafi jednak złoić skórę zbirom i stanąć mężnie do boju z całym światem, jeśli kotkolwiek ośmieli się skrzywdzić jego ukochaną. Ugotuje dla ciebie obiad (i pozmywa po nim!) ale w sypialni miotnie tobą na łóżko i odda się ekscytująco bezeceńskim czynom. Brzmi jakoś podejrzanie podobnie do opisu głównego bohatera z dziewczyńskiej mangi, którą poczytujesz do poduszki? Ano, zbyt to piękne, by było prawdziwe...

Mleczko sojowe


Większości dziewczyn łatwo dogadać się z mleczkiem sojowym, bo mają bardzo podobne zainteresowania. Ten facet zdrowo się odżywia, pija mleczko sojowe, bo to dobrze robi na cerę, pracowicie wciera odżywkę we włosy i nigdy nie pójdzie spać bez kremu na noc na twarzy. Taki współczesny bishonen, celebrujący swą urodę.

Hiena


Wydaje mu się, że jest mięsożercą, ale brak mu uroku i charyzmy, więc kobiety omijają go szerokim łukiem. Hiena wybiera na swoją ofiarę dziewczyny, które dopiero co zostały porzucone, albo cierpią z jakiegoś innego powodu i dlatego też stają się łatwym łupem dla każdego, kto tylko okaże im odrobinę zainteresowania.

Dosłużenie się takiej łatki oznacza randkową śmierć, bo kto chciałby związać się z jakimś zmirzgłym dziadem, co to usiłuje wyrwać, wszystko co się rusza we wsi? A fe!

Poszczący


On ponad jest takimi ziemskimi przyjemnościami jak kobiety i randkowanie. Jego kręcą imprezy w męskim gronie, gry wideo i rozwijanie swoich hobby. Nie, nie! To nie gej. On po prostu otwarcie stwierdza, że miłość nie warta jest jego czasu. Bo świat jest zły i okrutny a nikt go nie rozumie! Mniemam, że to w większości tylko przejściowa faza po jakimś burzliwym rozstaniu. Chłopie, weź się garść i idź się ogarnąć!

Otaku


Japonki uważają otaku za dziwadła z okropnym wyczuciem stylu, które straciły kontakt z rzeczywistością. Fakt faktem, że zaangażowanie otaku w ich hobby dalece może wykraczać poza zdrowy rozsądek (np. tutaj), ale w większości te chłopaki dają się lubić. Może i nie szukają miłości, ale jak już ich dopadnie, nie zrezygnują z niej, będą czuli i wyrozumiali. Są ciut niedojrzali, więc czasem będą potrzebowac twojego wsparcia tudzież kopniaka w dobrą stronę, ale też na pewno nie pozwolą ci się nudzić. Prawdziwe z nich słodziaki.

Otaku nigdy cię nie zdradzi (no, chyba, że wirtualnie ze swoją ulubienicą z gry wideo :P) i za nic w świecie nie będzie chciał cię stracić.

Jak myślicie, nasze europejskie chłopaki podpadają pod te kategorie? Jaki jest Wasz ulubiony typ? Dajcie znać w komentarzach!

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

czwartek, 4 grudnia 2014

Seks, przemoc i lesbijki… w k-popie?!

Wow… Nie sądziłam, że dożyję dnia, kiedy TAKI skandal wybuchnie w koreańskim show-biznesie! Nie dość, że seks, to jeszcze przemoc, próby samobójcze i lesbijki! A przecież, jakby wielu chciałoby wierzyć, w Korei nie ma czegoś takiego jak homoseksualizm!


Skandal nie przestawia co prawda jedynej, potencjalnie znanej, homoseksualnej gwiazdeczki k-popu w najlepszym świetle, ale jaki skandal kiedykolwiek poprawił czyjeś notowania? Jak przypuszczać należy, jak długo ktoś wiedzie cnotliwe życie, to jego seksualne preferencje nie znajdują się w centrum powszechnego zainteresowania. No, chyba, że wygląda się jak Kang Ji Hwan, to wtedy dociekliwość na tym tle jest uzasadniona!


Do rzeczy!

Nie wiem, czy ktoś z Was słyszał o Lovelyz, grupie od Woollim Entertainment, która zadebiutowała na początku listopada tego roku. Status k-popowych świeżynek nie przeszkodził im w wejściu na k-popową scenę z przytupem i od razu stały się bohaterkami jednego z największych skandali ostatniego czasu (przynajmniej w moim odczuciu). W kilka dni po opublikowaniu zdjęć grupy, zapowiadających ich debiut, pojawiły się dziwne plotki. Wieść głosi, jakoby to jedna z członkiń zespołu, Seo Ji Soo, zmuszała swoje byłe partnerki do pozowania do zdjęć nago i później rozpowszechniała owe akty bez ich zgody. Z dnia na dzień podobnych wyznań i rewelacji przybywało, a managerowie z Woollim rwali sobie zapewne włosy z głów.

Byłyśmy kochankami i [Seo Ji Soo] zawsze chciała seksu i byśmy robiły zdjęcia w jego trakcie. Mimo że mówiłam, że nie chcę, ona wściekała się na mnie i oskarżała, że jej nie kocham i obrzucała obelgami.

Wyznała jedna z poszkodowanych. Inna stwierdziła, że Seo Ji Soo nagrała potajemnie ich miłosne igraszki i wysłała nagranie do firmy, w której pracowała niczego nieświadoma ofiara. Dziewczyna musiała zrezygnować z pracy i próbowała nawet popełnić samobójstwo!

[Seo Ji Soo]

Co by nie mówić, oskarżenia są grubego kalibru. Woollim zaklina się na wszystkie świętości, że ich podopieczna jest niewinna i że cały świat sprzysiągł się przeciwko niej. Agencja wydała oczywiście oficjalne oświadczenie w sprawie, ale jak to często w przypadku oficjalnych oświadczeń i koreańskich agencji gwiazd bywa, nie ustrzeżono się kwiatków:

Jest to wiadomość od Woollim Entertainment. Odnosząc się do plotek wokół Seo Ji Soon z Lovelyz, [pragniemy stwierdzić, że] są one całkowicie nieprawdziwe.

[…]

Świat wytyka palcami jedną dziewczynę, która miała właśnie zadebiutować, a cały ten incydent został rozdmuchany do stopnia, w którym będzie jej trudno wieść życie nie tylko jako celebrytka, ale również jako istota ludzka. Błagamy was. Prosimy, ujawnijcie się. Jeśli powodem, dla którego pragniecie pozostać w cieniu, jest fakt, że przynależycie do mniejszości seksualnych, nie udawajcie wtedy, że jesteście ofiarami. Jeśli naprawdę sądzicie, że wasza sprawa jest poważna, zgłoście się na policję i współpracujcie z nami.

Mówimy tutaj o życiu dziewczyny. Jeśli Seo Ji Soo popełniła choćby jeden zły czyn, poniesiemy odpowiedzialność prawną.

Odważne stwierdzenie. Jeśli należysz do mniejszości seksualnych, to lepiej nie fikaj, bo cokolwiek by cię na tym tle spotkało, to i tak twoja wina. A trudno się dziwić, że owe biedne lesbijki jakoś nie śpieszą się z wrzeszczeniem na całą Koreę: „miałam seks z Seo Ji Soo, a tu na dowód kilka pikantnych zdjęć!”, bo poziom akceptacji dla ludzi kochających inaczej nie zatrważa swoją wysokością. Dla nich nie jest to tylko sprawa o sprawiedliwość za wyrządzone krzywdy, ale również wyznanie swoich preferencji światu.

[zdjęcie promujące debiut Lovelyz]

Abstrahując już od dyskryminacji (temu to by można było serię artykułów poświęcić!), Woollim konsekwentnie drąży sprawę oficjalnymi drogami i chce dociec prawdy. Policja już wystąpiła do sądu o pozwolenie śledzenia adresów IP osób, które pierwsze zaczęły rozpowiadać owe rewelacje i to tylko kwestia czasu, aż wszystko się wyjaśni.

Jakkolwiek nie chcę wysuwać żadnych wniosków, bo co ja tam wiem o sprawie, sporo jest kontrowersji wokół Seo Ji Soo. Trainee agencji wyznali, że Woollim wiedział o tych plotkach już wcześniej, ale kilka razy powstrzymał Seo Ji Soo przed odejściem z firmy. Dziewczyna jako jedyna miała niemą zgodę agencji na randkowanie ze swoim chłopakiem (o ile to był chłopak), podczas, gdy tajemnicą poliszynela jest, że wszyscy podopieczni agencji mają zakaz angażowania się w romantyczne relacje. Jakby tego było mało, Ji Soo kilka razy donosiła managerom, jakoby inne dziewczyny z zespołu się nad nią znęcały, co za każdym razem okazywało się kłamstwem.

Z tego co ja rozumiem, ktoś z poważnymi koneksjami/pieniędzmi musi stać za tą dziewczyną. W środowisku o tak dużym stopniu rywalizacji niespotykane jest, by zarząd agencji bez żadnej widocznej przyczyny tak faworyzował jednego ze swoich podopiecznych. Miejmy nadzieję, że to tylko jakiś wpływowy tatuś czy inny wujek (prawdziwy wujek!).


Ciekawa jestem, czy te zarzuty są prawdziwe, czy może psotny charakterek Seo Ji Soo przysporzył jej już na progu swojej kariery tylu wrogów. Miejmy nadzieję, że tym razem sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan (jak tu) i już niebawem czegoś się dowiemy. Póki co Ji Soo przebywa ze swoją rodziną, odpoczywając i odzyskując duchową równowagę po załamaniu nerwowym i wizycie w szpitalu.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 26 listopada 2014

Kłamstwa i kłamstewka koreańskiego show-biznesu

Czy te oczy mogą kłamać? I to jak! Nie dajcie się zwieść niewinnym buźkom! Twój najukochańszy oppa, czy idealna noona tak naprawdę mogą być niezłymi ziółkami!

[jasne Hyuna, już Ci wierzymy, żeś taka niewinna!]

Spójrzmy prawdzie w oczy. By utrzymać się w tym biznesie, nie można odznaczać się przesadną cnotą szczerości. Show-biznes w żadnym kraju na świecie nie sprzyja prawdomówności i rozmaite koncepty narzucane grupom, czy poszczególnym jego członkom wymagają od artystów odrobiny (albo i całkiem porządnej dozy) aktorstwa.

Zabawne historie, które co chwila przydarzają się celebrytom i są drobiazgowo omawiane w przeróżnej maści variety-shows, nie do końca muszą być prawdziwe. Dla podkolorowania tego czy innego życiorysu, managerowie dodają i odejmują różnorakie fakty, posypują je solidną dawką lukru albo zarzucają kłodami, by ktoś był bardziej godzien podziwu.


Jasne, że nie wszystko co wychodzi z idolich ust jest kłamstwem, ale… pewna doza sceptycyzmu jest wskazana. Poniżej znajduje się lista najpopularniejszych kłamstewek, które sprzedają nam gwiazdy k-popu.

1. W zespole jesteśmy jak jedna wielka, kochająca się rodzina

Tia… Nie bez przyczyny mówi się, że z rodziną to się wychodzi dobrze tylko na zdjęciach. Nie twierdzę, że wszystkie zespoły prowadzą wewnętrzne wojenki i nie szczędzą sobie złośliwości, ale zastanówmy się. Jakim cudem 5-tka, czy nawet 13-tka zupełnie przypadkowych, nie znających się wcześniej ludzi, może bez najmniejszego zgrzytu pracować i żyć razem 24h na dobę 7 dni w tygodniu? Dodajmy do tego wieczne przepracowanie, niedospanie, presję ze strony agencji, fanów, innych członków zespołu, wewnętrzne rozgrywki o miano najpopularniejszego i otrzymany czas antenowy… Jakoś nie widzę tutaj możliwości pokojowej koegzystencji. Spory muszą powstawać i tylko z czasem można się nauczyć, jak je najlepiej rozwiązywać. To tak jak w długotrwałym związku. Trzeba wypracować metody wspólnego pożycia, by wzajemnie się nie pozabijać. Tyle, że w związkach zazwyczaj sami wybieramy sobie osobę, z którą chcemy dzielić życie, a partnerzy w zespołach to w 100% małżeństwa aranżowane.


Każda z osób, która decyduje się zostać trainee i później debiutuje, musi odznaczać się wysokim współczynnikiem parcia na szkło i chęci zabłyśnięcia w świetle jupiterów. Każdy z nich marzy, by stać się gwiazdą, a to nie zawsze idzie w parze z chęcią dzielenia się sławą z innymi. Jasne, że okoliczności zmuszają ich do współpracy, ale nie musi to oznaczać, że ta współpraca zawsze przebiegać będzie bezboleśnie.

Dlatego zawsze śmieszą mnie te górnolotne wyznania, że te czy inne dziewczęta są jak siostry i ich przyjaźń i miłość trwać będzie aż po grób. Tak, piję tutaj do Girls’ Generation, które jeszcze niedawno zarzekały się, że nie będzie dla nich szczęśliwszej nowiny, niż wieść, iż któraś z koleżanek z grupy jest zakochana i wychodzi za mąż. Dziewczęta planowały rozkosznie, jak to będą 18-cie razy wyprawiać imprezy z okazji setnego dnia życia swoich maleńkich pociech (było ich wtedy jeszcze dziewięć i planowały mieć po dwójce dzieci).

[Boyfriend]

Nie chcę twierdzić, że prawdziwa przyjaźń pomiędzy członkami zespołów w ogóle nie istnieje. Na pewno spora ilość grup wypracowała sobie dobre relacje i szczerze się lubi i wspiera. Trudno jednak oczekiwać, by taka sielanka była jedynym obowiązującym trendem. Fanom miło się słucha, jak to wszyscy się kochają i szanują, ale rzeczywistość wygląda różnie

Więcej na temat można poczytać tutaj i tutaj.

2. Niewinny/-a jestem jak poranna zorza

Serio? Nigdy nie miał/-a dziewczyny/chłopaka? Nigdy nawet nikogo nie pocałował/-a, ani nie trzymał/-a za rękę? Nie wiem, może to mi przyszło pracować w jądrze ciemności, gdzie nawet moje przedszkolaki ganiają za dziewczynkami, próbując je pocałować, a dzieci z zerówki wyznają mi, że mają chłopaka w innej grupie.

Ja co prawda czekałam na mój pierwszy pocałunek do 19-tego roku życia, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że wszyscy są tacy niemrawi w sprawach męsko-damskich jak ja. Niełatwo też zrozumieć przyczyny fenomenu, skąd wszystkie te cudownie urodziwe nastolatki tak się wzorowo prowadzą. Czyżby była to zasługa porządnego, koreańskiego wychowania? Hmm… Więcej mogą mieć z tym wspólnego managerowie, którzy bardzo często zmuszają młodych ludzi do zatajania swoich minionych związków, albo co gorsza, zerwania ze swoim chłopakiem/dziewczyną.


Rozumiem, że towar nieużywany się lepiej sprzedaje, niż ten z drugiej ręki, ale poważnie? Czy idole to rzeczywiście tylko produkt, któremu nie przynależą się ludzkie przymioty i pragnienia?

3. To tylko przyjaźń!

Ile to razy słyszeliśmy tę samą śpiewkę? Ten i owa przyłapani zostali na romantycznym randez vous, ale wszyscy (z agencją na czele) zarzekają się, że te przytulaski i pociągłe spojrzenia to tylko oznaki szczerej przyjaźni. Gdyby agencje nieco żwawiej potwierdzały randkowe rewelacje, może skończyłoby się polowanie na czarownice w wykonaniu fanów i doszukiwanie się odbić w łyżce (tutaj) i hejtu na niewinnych fanów, którym się poszczęściło i udało cyknąć fotkę z idolem (więcej tutaj).

[G-Dragon też się ponoć tylko "przyjaźni" od wielu lat z tą uroczą Japoneczką
Więcej tutaj!]

4. Mierzę tyle i tyle centymetrów i ważę tyle a tyle

Och, naprawdę? Te kłamstewka dotyczące wagi i wzrostu są właściwie na porządku dziennym. Chłopacy nieustannie zawyżają swój wzrost, a dziewczęta odejmują sobie kilogramów (jakby było z czego odejmować!). Nie bez powodu w wielu variety-shows pojawiają się elementy typu: „pokaż nam, ile na prawdę masz wzrostu!” i goście muszą zdjąć swoje buty na koturnie i pozwolić się zmierzyć.

[niezłe koturny, Key!]

5. To, jak wyglądam, to dar mych rodziców

Niewątpliwie. Tyle, że takie drobne ingerencje w wygląd, jak machnięcie sobie podwójnej powieki, czy drobny implancik w nosie nie są w Korei uważane za operacje plastyczne. Bardzo często lepszy kształt szczęki to następstwa „nieszczęśliwego wypadku w dzieciństwie”, kiedy to ktoś musiał mieć zoperowane przetrącone ucho. Ach, ci koreańscy chirurdzy! Kto by pomyślał, że wycięcie podejrzanego pieprzyka zaowocować może nowym kształtem kości policzkowych!

[Uee to na pewno się ze zdziwienia oczy tak otworzyły, po tym jak wstąpiła do k-popowej branży]

Więcej o operacjach plastycznych tutaj.

6. „Spontaniczne” selki

Tia, te wszystkie sweet focie są tak spontaniczne, jak moje sesje na klozecie. Zdjęcia te zazwyczaj służą jako element autopromocji, gdzie maknae prezentują swoje słodkie minki i wyrafinowane dania, własnoręcznie wyczarowane dla czcigodnych eonni czy hyeongów, visuale chwalą się swoją „bezmejkapową” buzią, trendsetterzy dokumentują swoja kolejną, rewelacyjną kreację, a cała reszta żyje wesoło, otoczona wianuszkiem przyjaciół. Czasem zdarzają się przebłyski prawdziwie spontanicznych fotek, ale to niestety rzadkość.

[ta fotka IU i Eunhyuka rzeczywiście była spontaniczna! :D]

Trudno winić idoli za te wszystkie kłamstwa, gdyż środowisko w jakim żyją, zmusza ich do nieustannego mijania się z prawdą. Dla wielu kłamstwo to jedyny sposób przetrwania i dopięcia swego. Trafiając pod skrzydła agencji w bardzo młodym wieku, adepci na idoli muszą kombinować i wymyślać wymówki, jeśli chcą choć na chwilę wyrwać się z kieratu nigdy nie kończących się treningów i prób. Co zostaje im innego, jeśli nie zmyślić jakąś historię, jeśli nagle zachce im się spotkać z przyjaciółmi albo, o zgrozo! z dziewczyną, czy chłopakiem. Agencja w życiu nie zgodziłaby się na randkę (jako, że wielu idoli wiąż ma w kontraktach zakazutrzymywania romantycznych relacji), a pokus dla młodych, pięknych i potencjalnie sławnych, nie brak.

Jak z wszystkim, im więcej się trenuje, tym łatwiej to przychodzi. Wielu idoli nie zauważa już nawet, że opowiadane przez nich historyjki nie do końca zgadzają się z prawdą, a początkowo wyreżyserowane zachowania, stają się naturalne. Ile w tych wszystkich konceptach, oczekiwaniach i wyobrażeniach jest prawdziwego człowieka? To wiedzą tylko sami zainteresowani.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

wtorek, 21 października 2014

Biała kobieta i skośnooki = ból serca?


Biały mężczyzna u boku skośnookiej piękności to wcale nie taki rzadki obrazek. Kto był w Azji, ten wie. Pomińmy tutaj wątek obleśnych białych dziadów, przeżywających kryzys wieku średniego i podnoszących sobie mniemanie wakacjami w egzotycznym kraju, gdzie mogą sobie kupić towarzystwo przepięknych i przebiednych lokalnych dziewcząt. Mówię o normalnym, zdrowym związku, gdzie chemia działa w obie strony a serduszka pykają nad gruchającymi czule główkami zakochanych.

[szczęśliwe małżeństwo, pomysłodawcy "zasad kłótni", o czym będzie dalej :)]

Czemu takie związki zazwyczaj dobrze wróżą na przyszłość? Powody są dość oczywiste: narzucane w Azji role społeczne, jakie mają do wypełnienia kobieta i mężczyzna, nie kolidują tak bardzo z tym, do czego jest przyzwyczajony zachodni mężczyzna. Gorzej natomiast, jeśli w romantyczne uniesienia uwikłana jest kobieta z zachodu i Azjata wschodni.

Przeciwieństwa się przyciągają i urok egzotyki bywa czasem nieodparty, toteż nie trudno stracić głowę dla przystojnego skośnookiego. Jak też nie jednemu skośnookiemu szybciej bije serce na widok mieszkanek zachodu. Szybki i namiętny romans na pewno jest w zasięgu ręki każdej otwartej na doznania kobiety, ale czy jest to materiał na trwały związek? Z tym, niestety, bywa różnie.

Wiele zależy od obu stron, jak wiele wysiłku wkładają w bycie razem, jak daleko są w stanie pójść na kompromisy, zmienić swoje oczekiwania i dostosować się do oczekiwań drugiej strony. Każdy związek wymaga pracy i jeśli jest dobra wola, nawet różnice kulturowe nie są straszne. Wiem z doświadczenia, bo sama wplątałam się w związek z Hindusem. Każdy z nas jest dzieckiem kraju i kultury w jakiej się wychował, ale przede wszystkim jesteśmy ludźmi i wierzcie mi, w związku przede wszystkim jest się kobietą i mężczyzną, a dopiero później Polką, Hindusem czy Koreańczykiem.

Interkulturowe mariaże nie są jednak czymś, na co każdy może sobie pozwolić. Trzeba otwartości, zrozumienia i zamiłowania do podejmowania wyzwań. Koreańczycy, w swojej masie, są wciąż dość zamkniętym narodem, który dopiero od kilkudziesięciu lat otworzył się na wpływy z zewnątrz, a zwiększony napływ obcokrajowców to zjawisko, które dopiero niebawem osiągnie pełnoletność. Młode pokolenie podróżuje, bierze udział w programach wymiany studentów, spotyka przedstawicieli innych nacji, ale dla ich mam i babć biały człowiek, to wciąż dość mityczny stwór.


Cały czas żywe są przekonania, że dzieci pochodzące ze związków par mieszanych są dużo głupsze i mniej uzdolnione niż Koreańczycy pełnej krwi. Ogólne wyobrażenia na temat kobiet zachodu również niezbyt nam schlebiają. Prowadzimy się lekko, mamy gdzieś tradycje i poszanowanie dla starszych. Nie rozumiemy koreańskich wartości, nie będziemy umiały zatroszczyć się o naszego mężczyznę i razem z tymi wszystkimi wywrotowymi przekonaniami, które uosabiamy, zwyczajnie nie nadajemy się do przyjęcia na łono porządnej, koreańskiej rodziny.

Nie da się przecenić wagi tego, co myśli o nas przyszły teść i teściowa. W Korei panuje zwyczaj, że młodzi wyprowadzają się z rodzinnego gniazdka dopiero po ślubie, a więc rodzice mają spore możliwości wpływu na swoje dorosłe dzieci. Finansowo-mieszkaniowe zależności to nie jedyna przyczyna niemal ślepego posłuszeństwa, jakie przynależy się rodzicom. Konfucjańska filozofia, głęboko zakorzeniona w krajach wschodniej Azji, zobowiązuje dzieci do okazywania odpowiedniego szacunku swoim rodzicom, co w praktyce oznacza nie sprzeciwianie się życzeniom starszych i robieniu tego, czego od nich się oczekuje. Jeśli więc rodzina naszego skośnookiego wybranka nie życzy sobie mieszania krwi, marne szanse, że związek przetrwa tę próbę.

I najprawdopodobniej dowiesz się tego ze zdawkowego SMSa albo wiadomości na KakaoTalk (odpowiednik naszego gg). Okazywanie silnych emocji jest w Azji uważane za oznakę słabości i braku szacunku wobec rozmówcy. Zamiast otwartej dyskusji, która zapewne skończyłaby się płaczem i podniesionymi głosami, 90% Azjatów wybierze kulturalną i bezosobową formę komunikacji, jaką jest wiadomość tekstowa.

Pewna nauczycielka języka angielskiego opisała na blogu swoje doświadczenia z koreańskimi mężczyznami. Jej pierwszy związek skończył się po kilku miesiącach, gdy rodzina chłopaka dowiedziała się, że ich dziecko umawia się z białą dziewczyną. Kolejny związek był już dużo poważniejszy. Rodzice okazali się otwartymi ludźmi i szybko zaakceptowali wybrankę swojego syna. Para zamieszkała razem, snuła plany na przyszłość, planowała ślub i dzieci, aż któregoś dnia przyszła straszna wiadomość: brat dziewczyny zmarł. Dziewczyna była zdruzgotana, ale jej chłopak nie potrafił zrozumieć jej rozpaczy. Kultura koreańska traktuje śmierć jako naturalną kolej rzeczy i żałoba, jaką ma się w sercu po śmierci ukochanej osoby, tam właśnie powinna zostać. Wielotygodniowe płacze i oczekiwanie wsparcia były zbyt dużym szokiem i ciężarem dla tego chłopaka i któregoś dnia po prostu spakował swoje rzeczy (pod nieobecność dziewczyny) i już więcej się nie pokazał. Wieść o zerwaniu, zgodnie z oczekiwaniami, wysłał na KakaoTalk.

To nie tak, że każdy związek białej kobiety i Azjaty z góry skazany jest na porażkę. Jest wiele par, które na przekór ponurym statystykom wciąż są razem, kochają się i są szczęśliwe pomimo upływu lat. Serce zazwyczaj niewiele sobie robi ze zdrowego rozsądku i jak już raz obierze sobie obiekt westchnień, trudno na to coś poradzić. Jedna amerykańsko-koreańska para stworzyła na przykład „zasady kłótni”, według których w zapalnym momencie dają sobie 5 minut ciszy, by zastanowić się, jak najlepiej wyrazić to, co ich zraniło. Komunikacja w innym języku jest wyzwaniem, ale też błogosławieństwem, bo często trzeba zrezygnować z cynizmu i złośliwości, bo druga strona i tak nie zrozumie aluzji. Zdając sobie sprawę z dzielących nas różnic, nie czeka się na to, aż druga strona wreszcie wpadnie na to, czego się od niego/niej oczekuje, a po prostu mówi o tym otwarcie.


Bycie z kimś o odmiennej kulturze i przekonaniach na pewno nie należy do najłatwiejszych rzeczy na świecie, ale gwarantuje też, że w związku nie będzie nudno. Jeśli mężczyzna, pomimo wszystkiego, co was dzieli, wciąż chce być z Tobą, możesz być przekonana, że kocha cię do szaleństwa. A takiego uczucia nie można przecież tak po prostu odrzucić, prawda?

A teraz przyznawać się, kto był/jest/będzie w mieszanym związku i jakie są Wasze doświadczenia! ^^

P.S. Więcej o randkowaniu w Azji tutaj

piątek, 10 października 2014

Przepis na dziewczynę doskonałą! Made in Japan

Ach ci Japończycy. Oni to lubią mieć wszystko usystematyzowane, rozpisane na syndromy, nazwane i skatalogowane. Czemu więc nie stworzyć prostego przepisu na dziewczynę doskonałą? Jedno z czasopism adresowanych do młodych mężczyzn stworzyło listę 23 punktów, które składają się na obraz niewiasty z męskich marzeń i snów.

[Dziewczyna idealna!]

Przeanalizujmy zatem ten jednostronicowy artykulik i sprawdźmy, jak wygląda perfekcyjny materiał na towarzyszkę życia (albo przynajmniej jego części).

  1. Urocza buzia, dołeczki, gdy się uśmiecha i naturalny, dyskretny makijaż
  2. Długie, czarne, lekko falujące włosy
  3. Wzrost: 160 cm
  4. Waga: 48 kg
    Czy będzie dla Was zaskoczeniem, jeśli napiszę, że idealna dziewczyna ma niedowagę? Japończycy zdają się mieć fisia na punkcie tej czwórki z przodu kilogramów (jak długo nie jest to trzy-cyfrowa liczba :D). Cokolwiek przekraczającego 50 to już fe-fe, 60kg na kręgosłupie to w ogóle obelga i obraza czci niewieściej. Mimo ruchu dziewcząt-pianek (więcej tutaj), niestety, niedożywienie nadal w modzie.
  5. Miseczka C
    Wyczytałam gdzieś, że to niby najpopularniejszy rozmiar w Japonii, ale albo ja miałam niefarta i widziałam tam tylko niezbyt obdarzone kobiety, albo wata jest tam równie popularna ^^
  6. Typ osobowości „S”


    [więc mówisz, że lubisz dziewczyny o silnej osobowości... ]

    Ktoś kiedyś przywiózł do Japonii pojęcia sadyzmu i masochizmu i tak się one lokalsom spodobały, że zyskały nowe życie i znaczenie. W randkowym slangu S (od sado) i M (od maso) nie odnoszą się do seksualnych preferencji, a raczej do typu osobowości. S to lekko złośliwy typ, który raczej będzie się nabijał z partnera i dręczył go małymi psikusami, niż pozwalał sobie na personalne wycieczki we własnym kierunku. Ciężko orzec, czy wybór tego typu osobowości powodowany jest tym, że silne kobiety wydają się być Japończykom pociągające, czy może po prostu dobrze mieć w związku jakieś urozmaicenie, a faceci są zbyt leniwi, by samemu podjąć inicjatywę.
  7. Pachnie mydłem
    Hmmm… Sztachnij się feromonem? :D
  8. Osobowość tsundere
    Tsundere to kolejne pocieszne określenie ludzkiego usposobienia. Termin wywodzi swój rodowód z mang i anime, gdzie aż roi się od bohaterek obdarzonych takim charakterkiem. Jest to mieszanka dwóch pojęć:
    tsun tsun (typ łatwo irytujący się) i dere dere (słodki, uroczy, ujmujący i opiekuńczy). Taka dziewczyna zawsze będzie gotowa spędzić w kuchni trzy godziny, by wyczarować 5-daniowy obiad i tort szwardzwaldzki na deser, byle tylko sprawić radość temu jedynemu. Gorzej jednak, jeśli ukochany zacznie marudzić, że zupa za słona albo za dużo jest wisienek na torcie. W takiej sytuacji wskazane jest pochowanie ostrych narzędzi zawczasu.
    Mój mężczyzna wie już, że nie kwestionuje się smaku moich potraw ^^



    [och, więc nie smakuje?]

  9. Często mówi baka
    Pojęcie
    baka (dosłownie: głupek) znane jest aż za dobrze wszystkim miłośnikom anime. Japończycy znajdują coś ponętnego w wyzywaniu ich od ćwierćinteligentów. No cóż, każda nacja ma jakiś swój fetysz. Koreańczycy lubią, jak się na nich woła oppa! (więcej tutaj), Japończycy lubią uchodzić za głupków.
  10. Nosi słodkie i urocze ubrania
    To jestem akurat w stanie zrozumieć. Sama mam fisia na punkcie uroczych i dziewczęcych strojów!
  11. Hobby: gotowanie


    Hmm… Widać, powiedzenie „przez żołądek do serca” jest uniwersalne na całym świecie.
  12. Ulubiony rodzaj muzyki: rock
    Chyba wiem, o co tu może chodzić. Jeśli dziewczyna lubiłaby pop, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że szalałaby za jakimś boys-bandem składającym się z pięciu czy więcej kwiatków, a takiej konkurencji nikt nie lubi! Czyżby jednak twórcy artykuły zapomnieli, że istnieje taki nurt w Japonii jak visual-rock? :>

  13. Ulubione danie: lody o smaku zielonej herbaty
    Czyli, że opadam z randkowej giełdy, bo kocham czekoladę?
  14. Miała dobre oceny z przedmiotów artystycznych i literatury
    Ach ten nieodparty urok artystycznej duszy. Pociągający jest widok pięknej niewiasty, która siedzi przed sztalugami, z nieobecnym wyrazem twarzy. Albo może po prostu faceci zawczasu chcą być pewni, że dziewczyna będzie mieć problemy z zatrudnieniem i będzie siedzieć w domu, gotując 5-daniowe obiadki i kręcąc lody o smaku zielonej herbaty?
  15. Miała dobre oceny, ale nie była to najwyższa średnia w klasie
    No tak, dziewczyna powinna być wystarczająco elokwentna, by stanowić rozumnego partnera do rozmowy, ale Boże broń, nie powinna przewyższać inteligencją swojego wybranka. I powinna mieć też długie włosy, żeby dało się ją łatwo zaciągnąć do jaskini (patrz punkt 2).
  16. W szkole należała do klubu tanecznego
    Co by była giętka i smukła jak trzcina i wieczorami rozpalała męskie zmysły pląsami.
  17. Nie lubi ćwiczeń
    Hm… To ma być w końcu giętka i smukła, czy nie? I jak do tego wszystkiego ma się ten taniec? To nie ćwiczenia?
  18. Ma młodszego brata
    Więc wie, jak się zaopiekować nieporadnym chłopcem. Gorzej tylko, jak jej S/tsundere charakterek rozstawia braciszka po kątach.
  19. Jej zwierzątko to pluszowy pudel
    Pudel? I do tego pluszowy? Ciekawe, doprawdy…
  20. Ulubiona manga: One Piece

    I znów wypadam z randkowego obiegu, bo uwielbiam
    Inuyashę… Jak to dobrze, że mój wybranek nie jest Japończykiem, to nie wie jak niedoskonały model sobie wybrał :P
  21. Pracuje na pół etatu w kawiarni
    I kręci tam lody o smaku zielonej herbaty!
  22. Często używa popularnego Mogu Mogu Brown jako swojej stopki pod postami
    Oj, coś czuję, że w japońskim internecie aż zaroi się od tego sympatycznego misiaczka…


  23. Jeśli zapytasz, jaki typ facetów lubi, powie: „Ktoś, kto jest miły, jak ty”
    Och, jak słodko ^^

Czy tylko mi się wydaje, że z tego artykułu wynika jasno, że Japończycy to strasznie leniwi przedstawiciele gatunku męskiego, którzy nieszczególnie przejawiają chęć podjęcia inicjatywy? Całe szczęście, że tak samo jak nie wszystkie kobiety, które miały w rękach Cosmopolitan to demony seksu, tak samo nie każdy Japończyk marzy o tym, by jego wybranka spełniała wszystkie te punkty. Chyba. ^^

[ach, gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy...]

P.S. Przypominam, że dziś ostatni dzień na sprawienie sobie wypaśnej „nikt-takiej-nie-będzie-miał” koszulki  ze swoim imieniem w Hangul! Szczegóły na FB!



Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 28 września 2014

Ploteczki z Japonii

Po tych wszystkich przyciężkich tematach, nic tak nie poprawia poczytności i humoru, jak garść pikantnych ploteczek. Generalnie mi to wisi i powiewa, co tam prywatnie wyrabiają gwiazdy show-biznesu, jak długo ich działania nie szkodzą innym (do tego piję). Czasem jednak trudno oprzeć mi się pokusie powyzłośliwiania się nad tym i owym w obliczu powagi problemów, jakie nękają idoli.

[Mecha High]

Kilka dni temu miałam wesołą sesję z Asianjunkie.com i Aramajapan.com, gdzie odkryłam całe morze skandali, w jakim taplają się j-popowe gwiazdy i gwiazdeczki. Albo miałam szczęście i  ostatnie kilka tygodni było pod tym względem łaskawe. Jak by nie było, bawiłam się nieźle.

Mecha High i sercowe kłopoty

Najlepszym newsem dnia była bez wątpienia informacja o żądaniach odszkodowania od fanów, którzy umawiali się na randki z kilkoma dziewczynami z grupy Mecha High. Dziewczęta miały w kontrakcie zakaz randkowania, a mimo to dwie z nich (Yuki Miho i Miura Sena) pozwoliły sobie na romantyczne uniesienia, o zgrozo, w ramionach fanów! Gdy agencja dowiedziała się o bezeceństwach, jakie wyprawiają ich podopieczne, niezwłocznie wykopała je na zbite spódniczki. Ale na tym nie skończyły się straszne konsekwencje! Agencja wysłała listy do wszystkich stron uczestniczących w procederze i zażądała odszkodowania za poniesione straty (moralne chyba :P) i pogwałcenie kontraktu. Ile mają zapłacić dziewczyny, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że od fanów zażądano odszkodowania w wysokości 8 232 400 jenów (to jest prawie 250 tys. zł)! Nie jasne jest również, czym wspomaga się zarząd firmy, wysyłając podobne żądania do ludzi, z którymi nie wiążą ich żadne zobowiązania. Ciekawe na jaką literę prawa się powołali, wysyłając owe listy. Ktoś był bardzo kreatywny.

[Mecha High]

Dobra rada cioci Walerianki: nim zaczniesz się umawiać z podejrzanie przystojnym skośnookim, albo wyjątkowo słodką Azjatką, przed pierwszą wspólną nocną nie tylko zwyczajowo sprawdź dowód osobisty, ale zrób też poważny research, bo nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem nie jest to jakiś idol! Jakby takie YG czy inne SM poszło w ślady tej japońskiej agencji, możecie się nie wypłacić.

Zwierzęcy magnetyzm Yusuke Yamamoto

Można polemizować, czy Yusuke Yamamoto to wcielony bóg seksu, ale na pewno nie można odmówić mu popularności. Ktokolwiek lubi obejrzeć sobie czasem j-dramę, na pewno go zna. Chłopak występuje w co drugiej produkcji. No, może w co trzeciej. Ale na pewno w co półtorej popularnej! Albo ja mam na niego takie szczęście, że co widziałam, to on tam zawsze był ;)

[Yosuke Yamamoto]

Tak czy inaczej, niedawno ten pocieszny chłopaczyna zaszokował swoich ziomków niezwykle nieprzystojnym aktem. Zaliczył numerek z panienką, z którą wcale nie zamierzał się ożenić! Ba, nawet umawiać się więcej nie chciał! Rzecz jasna nie przyklaskuję podobnym wyskokom, bo to bardzo nieładnie wykorzystywać dziewczęta (chociaż czort wie, kto (i jeśli) kogo wykorzystał, może zainteresowanej taki układ też odpowiadał?), ale mogę sobie wyobrazić tę pokusę, kiedy jest się facetem, nie jest w stałym związku (chyba :P) a dziewczęta same się na ciebie rzucają… Święci raczej w show-biznesie nie robią, więc wydawać by się mogło, że odrobina zrozumienia im się należy.

Nie w Japonii! Fani tupnęli nogą i powiedzieli NIE zepsuciu! Yusuke, biedaczyna, przytłoczony gradem krytyki, posypał głowę popiołem i przeprosił wszystkich za zajście. Na blogu aktora czytamy:

Moimi nieprzemyślanymi czynami obraziłem wielu ludzi wokół mnie, którzy zawsze mnie wspierali i bardzo tego żałuję.

Nie spowoduje to ograniczenia mojej aktorskiej pracy. Mogę z całą mocą zapewnić o tym wszystkich, z głębi mojego serca. Jednak, pomimo iż jest to moje prywatne życie, wykorzystałem sytuację i teraz uświadomiłem sobie, jak niemądre to było. Żałuję, [że ludzie] mają mnie teraz za taką osobę. […] Jako aktor, wszystko co mogę teraz zrobić, to patrzeć w przyszłość i wierzyć, że moja praca poruszy ludzi i wywoła na ich twarzach uśmiech. Od tej chwili będę koncentrował się tylko na pracy (oj, nie będzie bara-bara przez jakiś czas! Przypis od tłumacza ^^). Jest mi naprawdę przykro, że przeze mnie się martwiliście.

Jedyne co mnie martwi, to to, iż chłop wyraźnie ma problemy z przelewaniem myśli na papier (albo angielskie tłumaczenie było do niczego). I to, że moc fana w Azji nie zna granic.

[tym razem chłopina nie spytał i ma przechlapane!]

Dobra rada cioci Walerianki: lepiej trzymać rozporek szczelnie zapiętym, bo nigdy nie wiadomo co może z tego wyskoczyć!

Oguri Shun to niezłe ziółko!

Buźka iście anielska, ale co siedzi pod tą koafiurą?! Biedna ta jego małżonka. Pewnie jak wiele innych kobiet uwierzyła, że będzie w stanie zmienić złe nawyki swojego wybranka i niestety, nie wyszło. Jasne, że to wszystko ploty, więc fanki Ogórka, proszę poczekajcie z zaostrzeniem wideł i szarżą na Bogu ducha winną ciocię Waleriankę! Nikt nie udowodnił prawdziwości przedstawionych tu wydarzeń, więc każdy może wierzyć w co chce!

[Ogórek w czasie niepogody]

Skowronki doniosły mi jednak, że jeszcze za kawalerskich czasów, Ogórek lubił sobie poskakać z kwiatka na kwiatek, jak to rasowa pszczoła robotnica. Imprezy, panienki, alkohol, śpiew i te rzeczy. Jakież było więc ogólne zdziwienie, gdy któregoś pięknego dnia notoryczny podrywacz stanął na ślubnym kobiercu! Fanki roniły łzy, panna młoda promieniała szczęściem i wszystko wydawało się mówić „i żyli długo i szczęśliwie”. Ostatnie posty na Instagramie i blogu Yamady Yu, oczekującej pierwszego potomka małżonki Ogórka, zaskoczyły i zaszokowały fanów, poddając w wątpliwość, czy aby w małżeństwie Ogórków dobrze się dzieje.

[zdjęcia ze ślubu Oguriego Shun i Yamady Yu]

[taka ładna z nich para]

Szczególnie, że ostatnimi czasy japońskie tabloidy mają o czym pisać. Na początku września widziano Oguri Shuna i Kouhai Checka (młodszy kolega po fachu z tej samej agencji) meldujących się razem w drogim hotelu. Po pół godziny pod hotel podjechał biały samochód, z którego wysiadły dwie piękne dziewczęta i udały się do tego samego pokoju, w którym dopiero co zameldowali się Ogórek z kolegą. Po godzinie wszyscy opuścili hotel, a chłopaki wymeldowały się z pokoju. Ptaszki ćwierkają, że panowie skorzystali w ten sposób z usług agencji (bynajmniej nie gwiazd), bo co by nie mówić, meldowanie się w hotelu na 90 min jest dość podejrzane…

[jedno ze zdjęć zrobionych feralnego wieczora]

I to nie koniec plotek! Makijażystka pracująca z Ogórkiem wyznała niedawno, że Oguri bynajmniej nie rozstał się po ślubie ze swoim hulaszczym stylem życia i wciąż lubi sobie poflirtować i poodwiedzać różne miejsca, gdzie nie trudno o kobiece wdzięki. Dziewczyna twierdzi, że Oguri często wyjeżdża do Hiroshimy, gdzie baluje ze swoim kolegami po fachu. Wśród panienek, które tam poznał, jedna szczególnie zawróciła mu w głowie i ponoć wynajmuje dla niej nawet drogi apartament.

Te ploteczki to jeszcze nic! Pewna kobieta parę tygodni temu zapukała do drzwi kilku japońskich magazynów, usiłując opylić za sumę 300 tys. jenów (ponad 9 tys. zł) nagranie, na którym można podziwiać ją i Oguriego w pozycjach nieprzystojnych! Kobieta twierdzi, że nagranie jest w 100% autentyczne i nie chce nawet słyszeć o obniżeniu ceny za sprzedanie praw do rozpowszechnienia nagrania. Jeden z redaktorów naczelnych, który widział sex taśmę, twierdzi, że definitywnie ktoś spędził namiętne chwile z potrzebującą kasy dziewczyną, ale nie można z całą pewnością stwierdzić, że był to Ogórek. Kobieta pracuje jako prostytutka i zdobyła nagranie w hotelu, w którym para miała romantyczną schadzkę. Dziewczyna twierdzi, że może podać wszystkie detale dotyczące miejsca i czasu całego zdarzenia, by udowodnić, iż mówi prawdę. Jedyny problem jest taki, że nikt nie chce zainwestować takiej kwoty w niesprawdzone nagranie, a dziewczyna ani myśli oddać je za pół darmo.

Prawdziwość nagrania jest więc wciąż nie wyjaśniona, choć pewnie to tylko kwestia czasu, kiedy wszystko się wyjaśni lub rozejdzie po kościach.

Jak to mawia mój tato, mnie to jest bez różnicy kto z kim śpi, byle wszyscy byli wyspani, ale żal w całej tej historii małżonki Ogórka, która, niezależnie czy wszystko, co tu napisałam, jest prawdą, czy nie, musi cierpieć z powodu tych plotek. Szczególnie, że już niedługo na świat przyjdzie Ogórek Junior.

Dobra rada cioci Walerianki: dziewczynki, trzymajcie się od „niegrzecznych chłopców” z daleka!

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...