Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Junsu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Junsu. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 stycznia 2016

Przeżyjmy to jeszcze raz: rok 2015 w k-popie (część I)

Kolejny k-popowy rok za nami! Jak zawsze, nie mogliśmy narzekać na nudę. Jakie wydarzenia na długo pozostaną w naszej pamięci? Kto wyznaczał trendy i jacy debiutanci mają szansę zostać z nami na dłużej? To wszystko i jeszcze trochę w poście poniżej!


W części pierwszej ukażą się główne wydarzenia i tendencje minionego roku, w kolejnej zaś najgorętsze skandale i ploteczki.

Do rzeczy!

Debiuty

Tego nie dało się przeoczyć. Dzień bez kolejnego debiutu, toż to dzień stracony! Powódź nowych zespołów (o solistach się nawet nie wypowiadam!) po woli zaczyna być normą. W 2013 zadebiutowało nieco ponad 50 zespołów, by już w 2014 było ich około setki, a w rok później kolejne coś koło tego! Jak to wszystko ogarnąć?!


Przyznaję szczerze, że to właśnie owa taśma produkcyjna powstrzymuje mnie przed choćby próbami bycia na bieżąco z k-popem. Ilość nie często przekłada się na jakość, więc nim człowiek przebrnie przez te połacie kiepszczyzny, nie pozostaje już wiele sił na docenienie co lepszych. A gdzie jeszcze czas, by monitować co się dzieje ze starymi wyjadaczami?!

Na szczęście są ludzie, którzy nie tylko orientują się, co w koreańskiej trawie piszczy, ale do tego potrafią jeszcze ocenić, kto ma szansę na przetrwanie kolejnego sezonu! Albo i kilku sezonów.

[Monsta X]

Wśród najlepiej ocenianych debiutantów znajdują się dziewczęta z The Ark, CLC, Oh My Girl, GFRIEND i TWICE a wśród chłopców wymienia się Monsta X, iKON, Soul.G, N.Fly i Seventeen. Słusznie? Ktoś został pominięty i zaniedbany? Czas pokaże!

Osobiście najbardziej lubię chłopców z Monsta X i iKON, a z dziewcząt wydaje mi się, że The Ark ma potencjał!

P.S. Może jeszcze kiedyś mi się uda napisać ten artykuł o debiutach 2015?

B.A.Powe porachunki z TS Entertainment

W zeszłorocznym podsumowaniu roku pisałam, że być może to by było na tyle, jeśli chodzi o B.A.P., bo w listopadzie 2014 cały zespół pozwał swoją agencję do sądu (więcej tutaj). A jednak okazuje się, że staropolska mądrość ludów się nie myli: trzymaj się kupy, bo kupy nikt nie ruszy!


Sprawy nie wyglądały jednak początkowo różowo. Chłopaki z B.A.P. były nieugięte w swoich (słusznych zresztą) żądaniach o zerwanie niewolniczego kontraktu i ustalenie czegoś, co respektowałoby ich prawa jako istoty ludzkie i artystów. TS z kolei zabetonował się na swoim stanowisku, że podpisany wcześniej kontrakt jest prawnie obowiązujący i generalnie, o co te fochy.

I kiedy wydawało się, sprawa jest beznadziejna, przyszło lato, zrobiło się cieplej, humory się poprawiły i B.A.P. i TS Entertainment wpadli sobie niespodziewanie w ramiona! Agencja lakonicznie stwierdziła w oficjalnym oświadczeniu, że „wzajemne zaufanie zostało odbudowane” i bum, przygotowania do comebacku ruszyły pełną parą! Owocem owego pieczołowicie odbudowanego zaufania jest album „Matrix” z singlem „Young, Wild, Free”.


Wszyscy się cieszą, bo zapewne chłopaki dostały wreszcie jakieś godziwsze wynagrodzenie, agencja nie straciła wypływów z tytułu posiadania jednego z największych boybandów w Korei (kto przy zdrowych zmysłach chciałby zrobić rosół z kury, która znosi złote jaja?), fani wciąż mają swoje dobre, stare B.A.P., które zapewne nie byłoby takie samo pod skrzydłami innej agencji. Nie ma na co narzekać!

BIGBANG wraca z donośnym kabuuuuuum! ^^

OK, wszyscy malkontenci! Różne już głupoty słyszałam (a właściwie czytałam), jakim to badziewiem zostali uraczeni fani BIGBANG po tylu latach czekania. Rzeczywiście, na trzyletni przestój w biznesie mogą pozwolić sobie tylko giganci, bo jak mogliśmy już zauważyć choćby na przykładzie debiutów, k-pop nie znosi próżni!


Może i chłopaki kazali na siebie czekać, ale czy tym samym nie większa radość ze spotkania? A może w tym czasie gorące serca fanów zdążyły już nieco ostygnąć? Skąd te złośliwości i przesadny krytycyzm? „MADE” to kawałek dobrej muzyki, a każdy kolejny singiel i MV nie rozczarowywał! Znacie już moją opinię na temat „Loser” i „Bae Bae” (jeśli nie, można się z nią zapoznać tutaj), „Bang Bang Bang” przez dłuuuuuuuugie miesiące bujało mnie każdego dnia! Może i jest kilka nieco słabszych utworów (np. „We like 2 party”), ale cały album generalnie przywraca wiarę w k-pop.

W końcu 220 tysięcy ludzi nie przychodzi na koncerty nieco podstarzałego już boy bandu, tylko po to, by powspominać dni dawnej chwały!

Tyle właśnie stawiło się fanów na koncercie BIGBANG w Tokio.

EXIDowa eksplozja popularności

Niezbadane są wyroki pop-kultury. Czasem rozumiem, dlaczego jakiś zespół staje się popularny: wyróżniająca się muzyka, hiper ultra przeerotyzowany koncept, wychodzący poza stereotyp image, walory artystyczne… OK.


Czasem jednak naprawdę nie wiem.

Co ma w sobie takiego EXID, czego ja nie wiedzą, a widzą tysiące? Otwarta jestem na sugestie! ^^Fakt pozostaje jednak niezmienny, że z takiego tam przeciętnego girls bandu dziewczęta wyrosły na gwiazdy pierwszego formatu! Ilość obejrzeń ich teledysków na youtube idzie w grube miliony, nie ma już chyba variety show, w którym by się któraś z nich nie pokazała, nagrody, szczyty list przebojów i rekordowe ilości sprzedanych płyt.

Nagrania wykonywane przez fanów (czasem się zastanawiam, czy aby na pewno przez fanów… więcej tutaj) z ich koncertów zyskują własne życie i podkręcają jeszcze (i tak już dość rozgrzaną) atmosferę. Jest jeden taki klip, który ma ponad 18 milionów obejrzeń (tutaj)! To akurat jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jest tak popularne. I mniemam, że może to być klucz do rozwiązania całej EXIDowej zagadki…

JYJ w służbie artystom


Niż nigdy żadne zespół nie będzie musiał przechodzić przez takie bagno, w jakie wpakowali się chłopcy z JYJ swoim słynnym odejściem z SM Entertainment! Przez długie lata JaeJong, Yoochun i Junsu nie mogli swobodnie działać we własnym kraju, gdyż SM głosiło wszem i wobec, że póki sąd nie orzecze inaczej, to tylko oni mają prawno organizować ich wstępy w programach telewizyjnych oraz fan-meetingi. W tym roku weszło w życie prawo, które zabrania podobnych praktyk. Już nikt nie może tworzyć czarnych list artystów, którzy mają zakaz pokazywania się w telewizji!

Idole z reality show

Pamiętacie moje utyskiwania na temat reality show „Win: Who Is Next”, z którego narodził się WINNER (do przypomnienia tutaj)? Wygląda na to, że to co wydawało nam się smutnym żartem YG Entertainment, staje się powoli obowiązującym trendem!

[iKON]

Wspominana już wcześniej przeze mnie grupa iKON to nikt inny, jak przegrany TEAM B z owego show plus jeszcze kilka twarzy z podobnego programu „Mix & Match”. JYP również testowała owy patent, tworząc girl band TWICE z uczestniczek telewizyjnego programu „Sixteen”.

Już widziałam zapowiedzi podobnych procederów w 2016 roku, więc pozostaje nam tylko czekać, co też nowego wymyślą k-popowe agencje!

Chabry z poligonu…

Za każdym razem, kiedy piszę o wojsku w Korei, na myśl przychodzi mi ta piosenka… Wydaje mi się ona dość akuratna, jako że armia zabiera nam nasze ulubione kwiatki!

W tym roku w kamasze poszło niemal całe stare DBSK: Yunho i Changminek i JYJ Jaejoong i Yoochun! :( Dramy bez tego ostatniego nie będą już takie same! Wracaj do nas szybko!

[JaeJoong nie wygląda na szczęliwego...]

[Yoochan, no mrrrrrrrr!]

[Yunho niezbyt służy nowa fryzura...]

[Changminek z Siwonem (Changmin po lewej)]

Super Junior zostało odchudzone o pięciu członków: Shin Donga, Sung Mina, Eun Hyuka, Dong Hae i Siwona.

[Sung Min z Shin Dongiem. Ciekawe kto to jest ta niewiasta pomiędzy nimi...]

[Eun Hyuk]

[Dong Hae wydaje się być niewzruszony]

Z kolei powołanie dla Kim Hyun Joonga przyszło zaskakująco w porę… Ciekawe czy to przypadek… (więcej o owym panie będzie w części II postu!)

[Kim Hyun Joong zapewne w pląsach poleciał się przebrać w panterkę ;)]

A jakie ploteczki i sandale wstrząsnęły p-popowym światkiem w 2015 roku?

Odpowiedź na to pytanie ukaże się już niebawem! ^^

Główne źródła:

wtorek, 26 czerwca 2012

Przebieranki

Doskonale pamiętam, jak któregoś pięknego dnia, przeglądając zdjęcia w poszukiwaniu tapetki z G-Dragonem na pulpit, moje oczy po raz pierwszy ujrzały… G-Dragonię… Bardzo nie zszokowało mnie to odkrycie, bo Japończycy już wcześniej przyzwyczaili mnie do tego i owego. Wzruszyłam więc ramionami, stwierdzając, że G-Dragonia urodą nie grzeszy (o moja ignorancji tamtych lat!), po czym powróciłam do swoich poszukiwań.

 [wybacz mi, G-Dragonio! Wtedy jeszcze nie występowałaś w tej niepowtarzalnej 
wersji "Secret Garden"!
No skąd miałam wiedzieć?!]


Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że odkryte przeze mnie zjawisko, bynajmniej nie jest jednostkowym wyskokiem szalonego fashonisty, a obowiązującym trendem w k-popie. Czy jest choć jeden boys band, który nie ma na koncie przeróbki jakiegoś girls bandowego hitu albo sesji w spódniczkach? Super Junior są bezapelacyjnymi mistrzami przebieranek i ich wykonanie hitu SNSD „How Gee” stało się jednym z klasyków w k-popowej historii.


Przebieranie się mężczyzn w damskie stroje nie jest oczywiście niczym nowym ani typowo azjatyckim. W mojej podstawówce dzień wagarowicza uznany byłby za niebyły, jeśli w szkole nie pojawiłby się choć jeden chłopak w pończochach i z wypchanym stanikiem. To samo działo się na karnawałowych balach przebierańców, a z tego co widziałam i w Ameryce nie brak podobnych kostiumów z okazji Halloween. W naszej telewizji nie widzi się jednak zbyt wiele podobnych „wyskoków”, bo słusznie uznawane są za tandetne. Dlaczego więc w Korei przebieranki urosły do rangi k-popowego musu?

Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowana za to, co zaraz powiem, ale spójrzmy prawdzie w oczy: k-pop to nie jest bardzo ambitna dziedzina kultury i ciężko nazywać większość pląsających dziewczyn i chłopców „artystami”. Zdarzają się wyjątki, ale w większości są to po prostu uzdolnieni muzycznie i tanecznie ludzie, których głównym zadaniem jest dostarczanie rozrywki tłumom. I na tym polu nie mają sobie równych, nie ma nawet co dyskutować! Każdy element ich występów jest dokładnie przemyślany i wyćwiczony, a wszystko w trosce o to, byśmy się świetnie bawili (a oni zarobili przy okazji trochę kasy). Boys bandowe covery dziewczyńskich hitów nie mają zapewne innego celu, niż właśnie rozbawienie publiczności. Wystarczy posłuchać reakcji tłumu, gdy chłopcy pojawiają się na scenie z perukami na głowach. Nie będę też przeczyć, że i mnie bawią te przebieranki i przerysowane aegyo. Trudno nie uśmiechnąć się, gdy znani ze swojego buchającego testosteronu chłopcy z 2PM wyskakują nagle z różem na policzkach i kokardami na włosach, większymi niż ich głowy.


Jakkolwiek dla wielu takie przebieranki to niewinna rozrywka, należy zdać sobie sprawę, że istnieje też i ciemniejsza strona medalu. Może dziwić, że w patriarchalnej Korei, gdzie role związane z płcią są ściśle wyznaczone, nikt nie widzi niczego zdrożnego w tym, że idole młodzieży przebierają się w damskie ciuszki. Zwróćmy jednak uwagę na kontekst, w jakim te występy mają miejsce. Gdy panowie zakładają wysokie obcasy i fikuśne peruki, wyginając się figlarnie do kamery, już na pierwszy rzut oka wiemy, że dzieje się tak dla żartu. Wystarczy spojrzeć na rozbaraszkowane miny występujących chłopców, by wiedzieć, że nie podchodzą do tego poważnie i chcą jedynie rozbawić publiczność. Sami często ledwo tłumią śmiech. Tylko dlaczego mężczyzna w damskich strojach, naśladujący choreografię girls bandów jest tak śmieszną postacią? Czyżby jakakolwiek próba wyjścia mężczyzn poza ich kulturowo narzucony wizerunek skazana była na śmieszność? Czy może to stereotypowa kobiecość i przypisywany jej manieryzm jest obiektem kpin?

[Donghoa z U-KISS 
ładniejsza, niż oryginalny Dongho! @__@]

Najłatwiej zauważyć ten fenomen porównując przeróbki „męskich” hitów w wykonaniu girls bandów. Przebieranki nie są bowiem wyłączną domeną panów. Gdy dziewczęta zakładają na siebie garnitury i peruki z krótkimi włosami, ich pojawieniu się na scenie bynajmniej nie towarzyszą salwy śmiechu. Boys bandowe piosenki w ich wykonaniu są dokładnie dopracowane, wykonywane ze skupieniem i poważną miną, a skomplikowane choreografie mają wyćwiczone do perfekcji. Zupełnie, jakby chciały udowodnić, że mimo iż są kobietami, potrafią śpiewać i tańczyć równie dobrze, jak ich koledzy. Takiej powagi i precyzji wykonania próżno szukać w coverach poprzebieranych chłopców.

 [dziewczyny wykonują piosenki boys bandów]

[i chłopcy bawią się grils bandowymi hitami]

Uczciwie trzeba przyznać, że niemal w 99% przypadków choreografie boys bandów są dużo bardziej skomplikowane, niż te tworzone na potrzeby grup dziewczęcych. Tak na szybko przychodzi mi na myśl tylko BoA, której układy taneczne zawsze robią na mnie duże wrażenie. Grupowe tańce reszty pań są miłe dla oka, ale… szału nie robią. Dużo w nich machania nogami (czemu od razu stają mi przed oczyma łydki Sistar?!), przeciągania dłońmi wokół twarzy, kręcenia pupą i wypychania klatki piersiowej. Ktoś mądrzejszy ode mnie (Sonyeo) przeanalizował nawet sposób, w jaki oko kamery pokazuje nam występy na żywo śpiewających chłopców i dziewcząt. Sama wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale gdy na scenie występują chłopcy, mamy dużo więcej zbliżeń na ich twarze i ujęć całej grupy, by lepiej pokazać tanecznych kunszt, niż w przypadku dziewczyn. Gdy na scenie pojawiają się girls bandy, zdecydowanie częściej oko kamery koncentruje się na erogennych częściach ich ciał (biodra, twarz ale od razu z dekoltem w pakiecie). Niezbyt często możemy oglądać je w całej krasie, nie rozczłonkowane przez ciasne kadry. Najwyraźniej dziewczyny jako takie, nie są aż tak interesujące, jak każda z ich idealnych części ciała. Niezbyt skomplikowane układy choreograficzne ułatwiają więc kamerzystom zadanie wychwycenia tych fragmentów, które ich zdaniem, są najciekawsze.

Sądzę, że właśnie z tego powodu girls bandy podejmują się wykonywania „męskich” piosenek, by udowodnić sobie i całemu światu, że też potrafią tańczyć i nieźle śpiewać. Co ciekawe, przy takich występach kamerzyści stosują techniki, jak przy popisach boys bandów.

[Kevinia (z U-KISS)! Twoja uroda mnie onieśmiela! Poważnie! @__@
To nie fair, żeby faceci byli tak ładni!!]

Inna rzecz, że dziewczyny nie mogą sobie pozwolić na wygłupy w męskich strojach, bo przecież naśmiewać się z mężczyzn nie wypada. Działacze stowarzyszenia na rzecz ochrony praw koreańskich mężczyzn jak nic dostaliby ataku apopleksji, gdyby panie ośmieliłby się robić sobie żarty z dostojnych i godnych najwyższego szacunku żywicieli rodzin. Kobieta, okazjonalnie zakładająca na siebie garnitur, nie jest ani trochę zabawna. Taki strój dodaje jej powagi i drapieżności, ma sprawić, by publiczność potraktowała ją bardziej serio.

Członkinie SNSD w 2011 roku wzięły udział w sesji fotograficznej dla Vogue Korea, w której wystąpiły w białych garniturach, przyjmując męskie pozy. Sesja była jednocześnie materiałem promocyjnym Diora, więc możemy być w 100% pewni, że wybór takiej a nie innej stylizacji dla tak uznanej marki nie był przypadkowy. Dziewczyny z SNSD często stawiane są jako ideały damskiej urody w Korei, jednak w tej sesji to nie kobiecość znajduje się w centrum uwagi, a właśnie ich męski pierwiastek. Kobiecość zdaje się być jedynie dodatkiem do męskich póz, które mają wzbudzać szacunek tak dla samych modelek, jak i dla promowanej przez nie marki.


Co ciekawe, z tak pozytywnymi reakcjami na damskie przebieranki spotykamy się tylko w przypadku, gdy są to sporadyczne występy. Fani SNSD pokochali ową sesję w bieli, bo była czymś tak różnym od tradycyjnego wizerunku zespołu. Z podobnym entuzjazmem nie spotyka się już Amber, członkini zespołu f(x), która znana jest ze swojego konsekwentnego, chłopięcego stylu. Nie trudno jest znaleźć w sieci komentarze potępiające jej brak kobiecości. Fanki Amber często nazywają siebie „noonami” (zwrot, jakim posługuje się chłopak w stosunku do starszej siostry/dziewczyny), co tylko podsyca dwuznaczności, krążące wokół tej dziewczyny.

[Amber z f(x)]

Panowie również nie mają w życiu łatwo, bo ci, którzy znani są ze szczególnie częstych występów w damskich strojach, nie raz muszą tłumaczyć się przy okazji różnych wywiadów i variety shows ze swojej orientacji seksualnej. Kim Heechul z Super Junior mógłby zapewne sporo o tym opowiedzieć.

[Heechula w jednym ze swoich występów]

Jak łatwo zatem zauważyć, mężczyźni mogą przebierać się w sukienki pod warunkiem, że nie prokurują przy tym sytuacji, które poddałyby w wątpliwość ich seksualne preferencje. Przy okazji omawiania fenomenu yaoi pisałam, że homoseksualizm wciąż nie jest w Korei akceptowany (tutaj). Może i Koreanki kręci widok obściskujących się dwóch przystojnych panów na ekranie, ale taka sama scena w życiu (a nie daj Bóg, we własnej rodzinie) nie znalazłaby takiego samego poklasku. Heteroseksualni mężczyźni bardzo często uważają gejów za psychicznie chorych (transwestyci bynajmniej nie są traktowani lepiej), dlatego wszelkiego typu żarty pod ich adresem nie są uważane za nietakt. Wielu przedstawicieli starszego pokolenia jest święcie przekonanych, że w Korei w ogóle nie ma takiej „zarazy” jak homoseksualizm, a jeśli już się jakiś przypadek zdarzy, to wirus tego choróbska na pewno został przywieziony przez tych straszliwych obcokrajowców (więcej o postrzeganiu białych ludzi w Korei tutaj)!

Chociaż podobna postawa jest bardzo krzywdząca i powinna oburzać, nie chcę zabrzmieć zbyt ofensywnie w stosunku do Koreańczyków. Byłoby skrajną hipokryzją i ignorancją potępiać koreańskie społeczeństwo i nazywać ich zacofanym ciemnogrodem, bo gdy sami spojrzymy na nasze polskie podwórko, zauważymy, że i u nas wcale nie jest tak różowo. Poza tym należałoby spojrzeć szczerzej na problem i uświadomić sobie, że demokracja oraz wolność słowa jest zupełnie młodym tworem na ziemiach półwyspu. Za jej początek można by mniej więcej uznać czasy prezydentury Roh Tae Woo, który sprawował rządy na początku lat 90-tych. Przez te niespełna 20 lat demokratycznych rządów dokonały się niewyobrażalne zmiany i gwałtowny rozwój kraju. Biedne, wyniszczone wojnami państwo przeobraziło się w gospodarczą potęgę, ale ekonomiczne zmiany nie idą w parze z równie szybkimi przemianami w umyśle i kulturze narodu. Moim zdaniem i tak trzeba doceniać ogrom pracy, jaki włożono na rzecz równouprawnienia kobiet oraz swobód obywatelskich. By zajmować się takimi górnolotnymi tematami jak tolerancja, równouprawnienie i wolność, trzeba mieć najpierw podstawy do godnej egzystencji. Tylko tych, którzy na co dzień nie muszą walczyć o to, by mieć co włożyć do garnka, mogą pozwolić sobie na taki luksus.

[JaeJoonga z JYJ]

A w Korei do dziś nie wypada wyśmiewać się z wielu tematów. Polityka, kultura korporacyjna i możni ich świata to dość śliskie tematy, których rozsądniej jest nie ruszać. Nigdy nie wiadomo z której strony, rzucone słowa krytyki, mogą ugryźć mówiącego w cztery litery… Zawsze znajdzie się jakiś pociotek albo znajomy, który pracuje w rządowym biurze, czy oddziale korporacji X, którym nasze żarty mogą pośrednio zaszkodzić. A honor i zachowanie twarzy to cnoty najwyższe w koreańskim społeczeństwie.

Dlatego łatwiej jest odwołać się do tematów mniej drażliwych, nie czyniących (teoretycznie) nikomu szkody. Bo co złego może być w dziewiątce chłopaków, uśmiechających się słodko i biegających po scenie z umalowanymi żęskami?

Na pocieszenie mogę dodać, że i na tym polu pojawiają się pierwsze jaskółki pozytywnych zmian, których próżno by szukać w niby naszym zachodnim, „postępowym” świecie. Junsu w klipie do „Tarantallegra” pojawia się przez moment wystylizowany na przecudnej urody panienkę (bez żadnej ironii tym razem, serio!), a dziś natknęłam się na te zdjęcia promujące najnowszy singiel Super Junior „Sexy, Free & Single”.

[Siwona z Super Junior (z prawej)]

[Junsa z "Tarantallegry"]

Jak widać, w tych ujęciach nie ma nic z żartu ani kpiny. Powstały one tylko po to, by cieszyć oko, pokazując, że kulturowe role narzucone płciom nie są absolutem, i że mężczyzna w damskich strojach, może być tak samo piękny, jak kobieta w męskim ubraniu.



P.S. Jeśli macie ochotę na większą dawkę poprzebieranych panów, polecam ten post

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

wtorek, 15 maja 2012

Blade twarze

Czyli o tym, jak prezentowani są przedstawiciele kultury zachodu w koreańskich mediach.


Widzieliście nowy teledysk Junsu „Tarantallegra”? Nie powiem, podoba mi się. Lubię takie lekko szalone klimaty i obsesyjną, „gorącą” muzykę, jeśli wiecie, co mam na myśli. Eh, ja i te moje muzyczne opisy… -__-`

Oprócz szaleństwa w oczach Junsu i jego zmieniających się jak w kalejdoskopie wcieleń, jest jeszcze coś, czego nie można przeoczyć. Główny wykonawca to jedyny Azjata, jakiego możemy zobaczyć przez 4 minuty 34 sekundy trwania piosenki. I tak, singiel adresowany jest głównie na rynek koreański.

Junsu to nie jedyny artysta, który lansuje się u boku bladych twarzy. Niemal w połowie teledysków Big Bang można zobaczyć białą kobietę (Cleo pokusiła się nawet o zestawienie takich klipów tutaj), ale żeby wymienić dla przykładu, zobaczcie choćby „Beautiful Hangover” czy „Blue”. W najnowszej piosence CN Blue „Hey you” także nie uraczy się innych Azjatów poza samym zespołem, U-KISS też lubi się powyżywać na białych panienkach (a właściwie białej panience) w sławetnym „Shut up”, 2PM w „Hands up” z kolei przekonują, że co to za impreza bez białych, wijących się dziewcząt (GD&T.O.P. w „High High” są absolutnie tego samego zdania). Kim Hyun Joong w piosence „Break Down” swój bladolicy haremik trzyma w osiatkowanej klatce, w jakiejś podejrzanej spelunie. Te nieszczęśnice, które mogą pląsać na wolności, podrygują smętnie z lewej strony parkietu, albo wiją się wokół oparcia fotela, na którym siedzi kumpel Hyun Joonga, raper Double K. Mam wymieniać dalej?


Zastanawiający jest fakt, że ten nawał białych twarzy pojawia się głównie w klipach boys bandów (jeśli ktoś zna jakiś przykład, gdzie pojawia się biały facet w mv grupy dziewczęcej, niech mnie oświeci!), albo generalnie śpiewających mężczyzn i sposób, w jakim przedstawia się w nich bladolice panie, wprawia mnie w stan daleki od entuzjazmu. Zazwyczaj:
  • ubrane są bardziej niż skromnie (i mam tu na myśli skromność ilości użytego materiału na ich stroje, a nie skromność jako taką!),
  • wiją się wokół głównego wykonawcy,
  • wiją się wokół pobocznych wykonawców,
  • wiją się między sobą.

[wyjątek z "Taratallegra" Junsu]

Z resztą k-popowe klipy to nie jedyne miejsce, gdzie pojawiają się przedstawiciele naszej, kaukaskiej rasy. Koreańskie reklamy i zdjęcia w magazynach dla kobiet są wręcz zasypane białymi modelkami. Ktoś pokusił się o zestawienie w 2005 roku, z którego wynika, że aż w 30% koreańskich reklam pojawiły się białe panie, podczas gdy w USA odsetek Azjatek w ichniejszych reklamach to ledwo 1,9%. Inni naukowcy przejrzeli magazyny dla kobiet z lat 2002-2003 i okazało się, że stosunek białych modelek do Azjatek wyniósł odpowiednio 57% do 43%! Pewnie nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w Stanach niezachwiany monopol posiadają blade twarze, rozmaślając konkurencję wynikiem 84,9%. Istnieją też koreańskie domy mody, które swoje stroje prezentują tylko i wyłącznie na białych modelkach (np. Beanpole i Hazzys).
 
[screen ze strony Beanpole]

Skąd ta miłość do ludzi zachodu? Jakieś postkolonialne ciągoty? Kompleksy własne? Chęć nadania międzynarodowego charakteru danej firmie? Pewnie wszystko po trochu, plus jeszcze parę innych czynników, którym przyjrzymy się już za moment.

Należałoby zacząć od tego, jakie stereotypy odnośnie białych ludzi zakorzenione są w koreańskich (często też ogólnie azjatyckich) umysłach. Blada cera i okrągłe oczy to właściwie synonimy pewności siebie, silnego charakteru, posiadania zdania na każdy temat i siły przebicia. Szczególnie białe kobiety postrzegane są jako wyzwanie i zdobycie takiej egzotycznej piękności to potwierdzenie męstwa skośnookiego pana i chwała dla jego ojczyzny. Co ciekawe, taki mariaż w drugą stronę, a więc kobieta Koreanka i zagraniczny mężczyzna, bynajmniej nie jest witany z entuzjazmem. Utarło się mniemanie, że jeśli Koreanka umawia się z obcokrajowcem, to na pewno robi to dla jego kasy, albo usiłuje prostszym sposobem dorobić się zielonej karty. Współbracia patrzą więc na taką niewiastę jak na zdrajczynię, która nie tylko jest łatwa i powierzchowna, ale jeszcze słaba i godna pogardy.

[Ahn Jung Hwan i jego haremik]

Jak widać, pozycja kobiet w Azji wciąż daleka jest od ideałów. Szanująca się koreańska dziewczyna powinna prowadzić się przyzwoicie, trzymać się z daleka od źródeł obcych plemników i generalnie przyprawiać z mamą kimchi w kuchni, a nie rozglądać się za facetami.

Obraz białej kobiety jest tak diametralnie różny, że aż czasem trąca absurdem. Wszystkie stereotypy krążące wokół naszej rasy są w mediach używane w ekstremalnym natężeniu, tworząc niemal alternatywną rzeczywistość. Wielu Azjatów jest święcie, ale to święcie przekonanych, że wszyscy Amerykanie i na pewno duża część Europejczyków całuje się już na pierwszej randce i zapewne też ląduje w łóżku tego samego wieczoru. W klubach zaś nie tańczymy się inaczej, jak tylko tak, jak pokazują nam chłopcy z F.CUZ w teaserze do „Midnight Sun”.

 
Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, ale po części sami jesteśmy sobie winni (my – jako rasa), bo amerykańskie i europejskie filmy i seriale dobitnie przekonują, że jesteśmy owładniętymi żądzami istotami, które nie potrafią utrzymać rąk przy sobie. Faktem jednak jest, że mamy zazwyczaj mniejsze opory, przed prezentowaniem swoich wdzięków światu i wyginaniem się w odważnych pozach na zdjęciach (przynajmniej białe modelki nie mają). Warto wiedzieć, że do roku 1994 w Korei obowiązywał zapis prawny, który w znacznym stopniu ograniczał możliwość zatrudniania zagranicznych modelek w rodzimych reklamach. Jako, że sprawy okołoseksualne były (i właściwie nadal są) tematem tabu, w owych czasach znalezienie modelki, która zgodziłaby się reklamować bieliznę, było zadaniem iście karkołomnym. No, ale petunia non olet i te sprawy… Znalazła się i rada! Przez długi czas zachwalaniem bielizny zajmowały się gwiazdy porno, tworząc ciemną aurę wokół tej gałęzi modelingu. Jeśli jakaś koreańska gwiazda zdecydowała się wziąć udział w bieliźnianej sesji, nie przyzwała się do tego głośno i pozowała w ten sposób, by nie można jej było na zdjęciach rozpoznać. Gdy zniesiono zakaz o zatrudnianiu obcokrajowców, miejsce gwiazdek porno zajęły bladolice piękności, podsycając dodatkowo utarte przekonania o naszej rozbuchanej seksualności.


Obecnie koreańskie gwiazdy próbują walczyć ze stygmą bieliźnianych zdjęć, jak na przykład Yoon Eun Hye w głośnej sesji dla magazynu Dazed and Confused.

[Yoon Eun Hye]

Jej wysiłki to jednak  wciąż kropla w morzu białości. Sami Koreańczycy zaś, wybór białych modelek, bardzo często tłumaczą w pozbawiony seksistowskich podtekstów sposób. Zdaniem speców od marketingu rasa kaukaska „po prostu wygląda lepiej bez ubrań” (nie wymyślam tego, tłumaczę ino za The Grand Narrative!), w przeciwieństwie do Koreańczyków, którzy mają kompleks krótkich nóg i twierdzą, że wyglądają one jak „rzodkiewy”. Mężczyźni z kolei są bardziej męscy i wyglądają bardziej naturalnie bez podkoszulków. Hmmm…

Z innych ciekawych newsów, moje kochane i zdeprawowane ziomki, w 2009 roku władze planowały zorganizować plażę dla nudystów na wyspie Jeju, by przyciągnąć zagranicznych turystów. Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie taka informacja jest równoznaczna z kupieniem biletu do Korei i zrzuceniem stanika już w kolejce do wejścia do samolotu… Dar przekonywania, to jest to! Wieść głosi, że taki pomysł przyszedł lokalnym włodarzom do głów po tym, jak zepsute białasy, niepomne koreańskiej obyczajności, rozbierały się na potęgę na ichniejszych plażach. Ile w tym prawdy? Pewnie ten i ów faktycznie zrzucił o jedną część garderoby za dużo, ale śmiem jakoś wątpić, by Jeju opanowały hordy nagusów, straszących koreańskie babcie.


James Turnbull przypuszcza, (a czy ja śmiałabym się z nim kiedyś nie zgodzić?), że ta rozbuchana seksualność, o którą oskarża się naszą rasę, to wynik knowań właśnie tych przerażonych koreańskich babć i dziadków. Przypisując nam zepsucie wszelakie, mają na kogo zwalić winę za karygodne prowadzenie się współczesnej młodzieży. Widzicie, jaki my i nasza kultura mamy zgubny wpływ na delikatne koreańskie umysły? Żeby było zabawniej, bardzo często słyszy się komentarze pod adresem par, które na ulicy okazują sobie więcej czułości, niż by wypadało, że na pewno jedno z nich to Japończyk…

Wracając zaś do punktu wyjścia, czyli do k-popowych teledysków, nie powinno już zatem dziwić, że gwiazdy tak kochają znajdować się w centrum wijących się białolicych panienek. O ironio, śmiem też przypuszczać, że zmasowana ilość białych twarzy w ich klipach, to ukłon w naszą, zachodnią, stronę. Big Bang, który musi mieć świadomość swojego międzynarodowego statusu, nie bez przyczyny w co drugi klip (a ostatnio to w każdy) pakuje jakichś białych ludzi. Wydaje mi się, że w ten sposób chłopcy chcą pokazać nam, że potrafią się odnaleźć w towarzystwie ludzi z innych kontynentów, że też podobają im się białe kobiety, no i że generalnie są tacy wyluzowani i cool. A to, że się mimochodem przyłączają do ugruntowywania stereotypów… Myślę, że oni nawet nie zauważają, że w sposobie pokazywania białych ludzi jest coś niepokojącego i niewłaściwego. Dla nich na pewno sam fakt występowania w tym samym klipie z przedstawicielami innych nacji jest swoistą nobilitacją, wyrazem tego, jak są otwarci i wspaniali.

 [T.O.P. i impreza w "High High"]

A niestety są ciemne strony takiego przedstawiania białych kobiet w mediach. Wiele dziewcząt, które na dłużej zatrzymały się w Korei, przyznaje, że stało się ofiarami werbalnych lub fizycznych napaści i molestowania, tylko dlatego, że były białe. Bo skoro białe, to na pewno łatwe i nie będzie im przeszkadzać, jeśli się je dotknie to tu, to tam. Wszechobecny ścisk i zmowa milczenia obserwatorów zdarzenia ułatwiają zadanie różnorodnym zwyrodnialcom i tak naprawdę kobieta niewiele może zrobić w takiej sytuacji. Dodatkowo w obiegowym slangu „Rosjanka” znaczy tyle co prostytutka, bo koreańskie domy publiczne pełne są siły roboczej z okolic Kaukazu. To wytworzyło u niektórych skrót myślowy biała=Rosjanka=prostytutka. Martina z eatyourkimchi.com doświadczyła podobnej „pomyłki” ze strony jakiegoś podstarzałego zboczeńca, który uparcie twierdził, że dziewczyna na pewno jest „Rosjanką”…


Mam nadzieję, że w świetle nowych faktów, moja lakoniczna przestroga rzucona w artykule o randkowaniu z Koreańczykami (tutaj), wydaje się być bardziej uzasadniona. Na szczęście nie wszyscy Koreańczycy są tak ograniczeni, by wierzyć bezkrytycznie we wszystko, co pokazuje się w telewizji, tak samo jak nie każdy Polak myśli, że Azjaci to kurduple, które żywią się wyłącznie psami i ryżem. Pozostaje nam życzyć sobie i naszym skośnookim braciom, by na przyszłość wykazywali się większą interkulturową czułością i nie powielali krzywdzących schematów.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

sobota, 10 marca 2012

Wszystkie odcienie szaleństwa – sasaeng fani i DBSK

Nie na długo udało mi się uciec przed mrocznymi sprawami. Wygląda na to, że temat fanów ekstremalnych uczepił się mnie i nie chce puścić. Co wejdę na stronę któregoś z moich ulubionych portali, wyskakują na mnie niechciane newsy. A że, niestety, nie umiem przejść obojętnie wobec niesprawiedliwości, znów zmuszona jestem podjąć nierówną walkę z wiatrakami (albo wariatami). Mojego ukochanego DBSK obsmarowywać nie dam!


Miałyśmy rację, dziewczęta, ktoś sobie ewidentnie wziął chłopców z JYJ na celownik i postanowił za wszelką cenę zrujnować ich karierę. Jakieś dwa tygodnie temu do internetu wyciekł filmik, na którym to niby Yoochun uderza swoją fankę (szczegóły tutaj), a teraz pojawiły się nagrania audio, na których słychać, jak JaeJoong wyzywa i obraża swoje fanki, które ewidentnie go śledzą. Słychać też jakieś trzaśnięcia/plaśnięcia i dziewczęce piski, sugerujące, że JaeJoong uderzył, szarpnął czy odepchnął którąś z dziewcząt. Potem włącza się głos Junsu, który również niezbyt ciepło wyraża się o wyżej wspomnianych. W innym nagraniu słyszymy Yoochuna, który odbiera telefon od swojej fanki, która niewiadomo skąd wzięła jego numer. Sądząc po jego głosie, nie jest tym telefonem zachwycony.

[jedno z nagrań]

Jako, że są to plik audio, nie można na 100% stwierdzić, jak wyglądała sytuacja, ale słowa, które padły, są dość mocne. Oto kilka wypowiedzi JaeJoonga z nagrania, w którym fanki śledzą go, gdy z chłopakami po dniu pracy chcieli iść do klubu się napić (tłumaczone z angielskiego):
Ciągle mnie śledzicie…. Dobrze się bawicie, co? Dla was to pewnie świetna zabawa. Przez was… Przez was… Jesteście sasaeng*, dziwki! [W tym momencie słychać owe pchnięcia/uderzenia i dziewczęce okrzyki. Sądząc po dźwiękach, fanki rozpierzchają się, a JaeJoong krzyczy za nimi] Wracajcie tutaj! Wracajcie tutaj, zanim sam was złapię… A spadajcie, suki! (gdybym to ja tak wrzeszczała, użyłabym innego słowa, ale po angielsku było „go”, więc nie chcę dodawać niczego od siebie ;)

[Później JaeJoong opisuje jakąś sytuację, która zdarzyła się w przeszłości] Ku**a, uderzyłem cię raz… więc narzekasz, że masz spuchniętą twarz i nie możesz wrócić do domu, chcesz odszkodowana, i (straszysz mnie, że) zadzwonisz po policję… Wy dziwki. To ma być fan? Żartujecie sobie. Ku**a!
[W innym nagraniu JaeJoong, rozmawiając z kimś, wylewa swoje żale na sasaeng fanów] Wolałbym mieć normalne życie, niż żeby moja prywatność była atakowana jak teraz… Gdziekolwiek nie pójdę, ktoś mnie śledzi… Gdzie nie idę, ktoś dzwoni do mnie, pytając „gdzie jesteś?” Ciągle muszę żyć z tym strachem… i wciąż muszę próbować uciekać… Kim ja jestem, przestępcą?

No i zaczęło się. Anty-fani poczuli wiatr w żagle i zasypali chłopaków komentarzami pełnymi nienawiści, że znów dopuszczają się agresji. Inni w mniej dosadnych słowach potępili zachowanie chłopców, twierdząc, że sasaeng fani to wciąż fani. A jak wiadomo, to właśnie dzięki fanom gwiazdy są tym, kim są i robią, to co robią. Dziwnym trafem nagrania trafiły do internetu właśnie wtedy, gdy JYJ byli w samolocie, lecąc do Chile z trasą koncertową. Mimo długiego lotu i zmęczenia, chłopcy zdecydowali się zwołać specjalną konferencję prasową, na której przeprosili za całą sytuację. Mam nadzieję, że to, co powiedzieli, wstrząśnie koreańską opinią publiczną i inaczej zaczną patrzeć na swoje gwiazdy.


Yoochun: Po naszym debiucie w 2004 roku, otrzymaliśmy bardzo dużo wsparcia i miłości od publiczności. Ale cierpieliśmy również z powodu saseng fanów przez niemal osiem lat. To jest jak więzienie, ktoś zawsze mnie śledzi, obserwuje, stara się dowiedzieć o mnie wszystkiego. Jakkolwiek bym się nie starał od tego uwolnić, nie mam wyboru, nie ma ucieczki od tego cierpienia i uczucia nieustającego osaczenia.

Junsu: Wytrzymywałem ten ból, ponieważ uważam, że sasaeng fani, to też fani. Jednakże zdarzało się, że fani wykorzystywali nasze osobiste dane, by dostać billing rozmów naszych telefonów i instalowali lokalizatory GPS w naszych samochodach. Włamali się nawet, żeby zrobić zdjęcia naszym osobistym rzeczom. Niektóre fanki próbowały pocałować mnie, gdy spałem, a inne niemal spowodowały wpadek, śledząc nas w taksówce, byle tylko zobaczyć nas na własne oczy. (...) Nasze życie zaczęło się sypać, ponieważ ciągle jesteśmy nagrywani, dotykani i wykpiwani. Prosimy tylko o to, byśmy mieli prawo do minimum prywatności i życia, jakie należy się ludzkiej istocie.

A po tym wszystkim JaeJoong miał jeszcze siłę powiedzieć: Chcielibyśmy przeprosić za nasze niegodne zachowanie w przeszłości. Jest nam przykro z powodu wszystkich tych fanów, którzy martwią się o nas i dzielą z nami nasz ból. W przyszłości będziemy myśleć o ludziach, którzy kochają nas jako osoby publiczne, niezależnie, czy osobiście będziemy w dobrej, czy złej kondycji psychicznej. Pamiętamy o odpowiedzialności, jaką nosimy na swoich barkach i nigdy już was nie zawiedziemy.

Trzeba naprawdę być Azjatą z krwi i kości, by móc powiedzieć coś takiego w świetle wszystkich potworności, jakich doświadczyli. Wypowiedź Junsu to tylko niewielki wycinek tego, z czym chłopcy musieli radzić sobie przez lata swojej kariery. Portal soomi.com opublikował listę najbardziej szalonych (i przerażających) rzeczy, jakich dopuścili się fani na DBSK. Mamy tutaj:

· dorobienie sobie kluczy do apartamentu chłopców
· śledzenie Changmina i złamanie mu małego palca
· uderzenia Changmina torbą pełną kamieni
· zablokowanie numerów prywatnych telefonów chłopców, sprawdzanie historii połączeń i obdzwonienie wszystkich, z którymi ostatnio wykonywali połączenia, by dowiedzieć się, czy nie były to przypadkiem dziewczyny
· poszukiwanie osobistych pieczątek chłopców (które odpowiadają mocy prawej ręcznego podpisu u nas), by wypełnić dokumenty i zarejestrować małżeństwo
· grzebanie w prywatnych torbach chłopców, by wykraść ich bieliznę
· zamówienie w sekrecie naręcza pizz i kubłów z kurczakiem do prywatnej rezydencji DBSK i zmuszenie ich do zapłacenia za jedzenie
· zakradnięcie się do apartamentów DBSK i próba pocałowania któregoś, podczas gdy spał
· zbieranie krwi miesięcznej, by później wysłać ją jako prezent dla swojego „oppa” (pewnie w kryształowej karafce)
· spowodowanie wypadku samochodowego, byle tylko móc wejść z nimi w bezpośredni kontakt
· zdobycie numerów do członków rodziny chłopców i wydzwanianie do nich
· założenie podsłuchów na ich telefony

Jeśli to nie przemawia do Waszej wyobraźni (w co wątpię), to kilka dni temu opublikowano zdjęcie Junsu, który pozuje na nim ze swoją koleżanką po fachu w pewnej restauracji. Zdjęcie jak zdjęcie, ale zwróćcie uwagę na zaznaczony fragment. Za przeszkloną ścianą widać tłum fanek, które jak bezmózgie zombie oblepiają szybę, byle tylko dostrzec swojego idola. Nie wiem jak na Was, ale na mnie zrobiło to piorunujące wrażenie. Nie ma co się dziwić, że chłopcy żyją w ciągłym strachu, bo kto nie przeraziłby się czegoś takiego, czekającego na ciebie za oknem…

Zupełnie niedawno (jakoś na początku marca) Yoochun został spoliczkowany, gdy przedzierał się przez tłum fanów, którzy zebrali się przed salonem fryzjerskim, w którym aktualnie przebywał. Fanka wyjaśniła później, że zrobiła to, gdyż wiedziała, że dzięki temu Yoochun ją zapamięta… Nie mam pytań.

Co myślę na ten temat? Sądzę, że nie będzie dla nikogo zaskoczenia, jeśli powiem tylko: ja pier***!

Wyznam Wam szczerze, że ostatnimi czasy coraz częściej zastanawiam się nad kondycją ludzkiej psychiki tak w ogóle. Owszem, świry się zdarzają i były od zawsze, ale skala tych wszystkich dewiacji jest zastraszająca. To nie jest pojedynczy wyskok. To są całe hordy ogarniętych swoją obsesją ludzi, którzy ze źle pojmowanej miłości niszczą drugiego człowieka. Skąd się bierze taka toksyczna „miłość”? Co pcha ludzi, by zakradać się do cudzego domu i usiłować pocałować właściciela o poranku? Nie wiem i to jest kolejna rzecz, której chyba nie chcę zrozumieć. Obawiam się, że trzeba być tak samo rąbniętym, jak owi sasaeng fani, by to pojąć.

I znów muszę powtórzyć to, co pisałam na zakończenie serii postów o anty-fanach (dla zainteresowanych, kliknijcie tutaj). Wszystkim tym, którzy wypisują autorytatywnie, że gwiazdy nie powinny narzekać, bo w końcu sami się do branży pchali i powinni byli wiedzieć, na co się piszą, sugeruję puknąć się, ale zdrowo, w durne czółka. Niby dlaczego chęć podzielenia się swoim talentem ze światem i sprawienia radości innym swoją muzyką/grą aktorką ma wiązać się z przechodzeniem przez taką gehennę?! Szczerze współczuję wszystkim gwiazdom i celebrytom, gdyż cena, jaką przychodzi im płacić za sławę, jest przerażająca. Właśnie takie ciche przyzwolenie społeczne pozwala równego rodzaju zboczkom i szaleńcom wyżywać się na artystach i zamieniać ich życie w piekło. Daleka jestem od potępiania JaeJoonga i reszty JYJ za ostre słowa, bo czytając powyższe fakty i tak trzeba podziwiać ich, że jeszcze nie zwariowali i nie udusili nikogo własnoręcznie w tej nagonce. Smutny i zmęczony uśmiech Junsu na słynnym już zdjęciu z zombie-fanami-prześladowcami jest chyba najlepszym komentarzem całej tej sytuacji.


Żal mi Was, chłopaki. DBSK i JYJ hwaiting!

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

* sasaeng fan – przeciwieństwo anty-fana, ale równie ekstremalne i niebezpieczne; jest to fan, który ubóstwia swojego idola i kocha go toksyczną, chorą miłością. Jego obsesyjne uczucie popycha go do śledzenia obiektu swoich westchnień, naruszania prywatności gwiazdy, czasem są wręcz niebezpieczni. Trudno rozgraniczyć pojęcie sasaeng fana a zwykłego prześladowcy.

sobota, 10 września 2011

What the f**k?!

czyli o cenzurze w k-popie


Myślę, że w życiu każdego nie-koreańskiego miłośnika k-popu przychodzi taki moment, kiedy zadaje sobie pytanie: „what the f**k!?”. I bynajmniej nie jest okrzyk zaskoczenia po obejrzeniu kolejnego, przesłodzonego do granic klipu jakiegoś girls bandu. Nie, nie… Nie-koreański fan k-popu jest już zbyt wgryziony w temat, by tego typu rzeczy miały robić na nim wrażenie. Owo wołanie o pomstę do nieba adresowane jest do koreańskiego Ministerstwa do spraw równouprawnienia i rodziny, które to raz na jakiś czas postanawia wciągnąć kilka piosenek na listę utworów zakazanych.




Nasz wytrwały nie-koreański fan k-popu nie jest jakoś bardzo zszokowany faktem istnienia cenzury w korańskim show-biznesie. Owszem, może z początku był nieco zaskoczony, ale skoro namiętnie słucha muzyki z najodleglejszych krańców świata, możemy założyć, że ma szerokie horyzonty i nie utrzymuje, że jego własny sposób patrzenia na świat i standardy, do których się przyzwyczaił, są jedyne i obowiązujące. Koreańczycy postanowili, że będą filtrować treści pokazywane w telewizji i chronić wrażliwe, młodzieńcze umysły? Dlaczegóż by nie? Patrząc na to, co pokazuje się w zachodnich mediach, ma się ochotę przyklasnąć koreańskim pomysłom. Jednak nasz gorliwy fan w pewnym momencie zauważa pewne rozbieżności w logice wciągania piosenek na zakazaną listę. Jedni artyści zostają „zbanowani” za używanie młodzieżowego slangu, podczas gdy innym pozwala się błyskać gaciami i miziać się w niedwuznaczny sposób, tudzież promować zdradę w związku. I tak wracamy do podstawowego i inaugurującego ten post pytania: what the f**k!?


Pierwszy raz zetknęłam się ze „zbanowaniem” piosenki przy okazji wydania przez duet G-Dragon i T.O.P. z Big Bang ich drugiego singla „Ppeogi gayo”. Ministerstwo stwierdziło wtedy, iż tekst piosenki jest „szkodliwy dla narodowej psychiki” i zakazano pokazywania klipu w tv i emitowania go w radiu. GD i TOP (tudzież ich agencja) nie ugięli się wtedy pod presją i mimo sugestii, nie zmienili tekstu. Jak nie trudno się domyślić, cała afera tylko pomogła promocji singla, a ilość wyświetleń klipu w internecie w przeciągu kilku dni osiągnęła astronomiczny wymiar.



Cóż takiego „szkodliwego dla narodowej psychiki” kryje się w tekście piosenki? Nie tylko dla mnie do dziś pozostaje to zagadką uniwersum. Chłopaki śpiewają sobie jacy to są wspaniali i popularni, jak to wszyscy chcą ich naśladować i generalnie, że są the best. Nie jest to może zbyt skromne i zgodne z koreańskimi normami dobrego wychowania, ale jakoś nikomu nie przeszkadzało wypuścić na rynek singiel 2NE1 „I’m the best”, gdzie dziewczęta również pokorą nie grzeszą. Podobno całe zamieszania z piosenką GD i TOP polegało na tym, że panowie używają w niej slangowego wyrażenia „ppeogi gayo”, które w angielskim tłumaczeniu zostało przełożone na „knock out”. Znaczy ono mniej więcej tyle, co określenie czegoś genialnego, niesamowitego, super cool. Wydaje się, że może polskim odpowiednikiem byłby przymiotnik „zajebisty”, z tym, że koreańskie „ppeogi gayo” nie ma w ogóle charakteru „brzydkiego słowa”. Ciężko więc orzec, czego tak strasznego Ministerstwo doszukało się w „Ppeogi gayo”.



Innym kwiatkiem na „zakazanej liście” jest singiel DBSK „Before you go”. Pamiętasz zapewne dobrze owy klip. Fajna piosenka, genialny teledysk, który ogląda się jak film akcji. Changminek ze spluwą w ręką, wyglądający jak skośnooka, lepsza wersja Bonda, Yunho robiący porządek z bandziorami i załatwiając ich z półobrotu… Może i nam, zdeprawowanym ludziom zachodniej cywilizacji, wideo się podobało, ale Ministerstwo orzekło autorytatywnie, iż klip jest „szkodliwy dla młodzieży”. Ponoć nasze boskie chłopaki promują przemoc i hazard. Jeśli chciałabyś sobie kupić album z ową piosenką, to trzeba się będzie wylegitymować, bo ma oznaczenie, że przeznaczony jest dla osób powyżej 19-tego roku życia, a piosenkę obejrzeć/posłuchać w koreańskich mediach można jedynie po 22:00. A to, że we wspomnianym wyżej „I’m the best” dziewczyny na koniec piosenki robią totalną rozpierduchę na planie, używając bejsboli i kałachów? Oj tam, oj tam…

Co będę z resztą odwoływać się tylko do jednej piosenki. Weźmy na przykład taki zespół Teen Top. Jak sama nazwa skazuje, chłopaki śpiewające w tym bendzie nie mają więcej niż 17 lat, a ostatni teledysk, który pokazywany jest w telewizji, „No more pefrume on you” pokazuje historię lidera zespołu, który to z uśmiechem na ustach zdradza swoją dziewczynę z duuuużo starszą kobietą.


Morał piosenki jest taki, że gdy dziewczyna zaczyna coś podejrzewać, bo zwąchała na twojej koszuli zapach nie znanych jej perfum, należy kupić obu takie same, żeby każda myślała, że to jej perfumami pachnie jej chłopak… Na koniec zaś, gdy podły oszust zostaje nakryty przez swoją młodszą dziewczynę, cóż się dzieje? Obie kobiety strzelają mu w twarz i wychodzą? Skruszony, usiłuje błagać którąś o wybaczenie? A gdzie tam! Chłopak uśmiecha się słodko, z miną „och ty, głupiutka gąsko, co robisz w miejscu, w którym nie powinno cię być” i koniec. Kurtyna i oklaski. Taki model traktowania kobiet nie jest szkodliwy dla młodzieży, no gdzież by…

Omówmy jeszcze jeden singiel Teen Top. Uwielbiam ich piosenkę „Supa Luv”, ale przyznaję, że teledysk jest nawet dla mnie nieco przerażający.


Około trzydziestoletni facet siedzi sobie sam w mieszkaniu, popija poranną kawkę w rozchełstanym szlafroczku, włącza swój super-wypaśny komputer przyszłości, wybiera sobie chłopców, wpisuje „Supa Luv (= Super Love)” i do zamkniętego, odizolowanego pomieszczenia bez okien i drzwi wpadają mocno nieletni chłopcy, którzy to zaczynają tańczyć (mniemam, że dla pana w rozchełstanym szlafroczku) śpiewając o wspaniałej miłości. Gdy już nieco popatrzymy sobie na pląsających młodzianów pojawia się szybkie ujęcie pana od szlafroczka, tyle, że już bez szlafroczka i pod prysznicem, wspartego niedbale o szybę, z miną zboczeńca-podglądacza typu "chcę cię tu i teraz". Nie wiem jaki morał płynie z tego teledysku, ale moje skojarzenia mocno mnie niepokoją. Ale widać, tutaj Ministerstwo do spraw równouprawnienia i rodziny nie doszukało się niczego podejrzanego…

Skoro jesteśmy już przy tematach około seksualnych… Jak myślę, trudno zapomnieć klip i piosenkę Junsu z DBSK „Intoxication”.



Wirujące klaty, szorowanie podłogi kolanami, przeciągłe dotknięcia wargi (generalnie duuuużo dotykania samego siebie to tu to tam) i do tego niedwuznaczny tekst, by nikt nie miał wątpliwości co chodzi: „I know that you want me…”, „Kiss and touch me taste and touch me baby” (Wiem, że mnie pragniesz… Pocałuj i dotknij mnie, skosztuj i dotknij mnie, kochanie). Nie powinno zatem dziwić, że twórcy piosenki od samego początku celowali w japoński rynek wydawniczy, gdyż w Korei piosenka nie miała szans na ukazanie się w mediach. OK, ja rozumiem, dbanie o umysły młodzieży, chronienie ich młodych, wrażliwych umysłów przed atakiem rozbuchanego przesadnym erotyzmem, perwersyjnego idola Junsu. Spoko. Ale z jakieś dwa miesiące temu moje oczęta cóż zobaczyły na youTube i przeczytały, że Ministerstwo nawet nie mrugnęło przy wypuszczaniu klipu na rynek? „Bubble Pop” Hyuny pomimo błyskania bielizną spod przykrótkiej spódniczki i obmacywanie się tu i ówdzie jest wg władz totalnie w porządku i piosenka jak gdyby nigdy nic króluje na listach wakacyjnych hitów.


Przykładów tego typu pokrętnej logiki można by mnożyć w nieskończoność. Jak to możliwe, że niektóre piosenki zostają „zbanowane” za dwie linijki w tekście takie jak: „Ponieważ jestem pijany” oraz „Między rozpiętością dymu papierosowego” (Kim Hyun Joong „Please”) a inne otwarcie śpiewają o tym jak fajnie iść na imprezę i się ubzdryngolić i nikt nie widzi w tym niczego niestosowanego? No cóż. Pozostaje tylko mało elegancko zapytać „what the f**k!?”.

EDIT: Małe sprostowanie. Właśnie wyczytałam na allkpop.com, że HyunA doczekała się jednak upominającego machania palcem wskazującym od strażników koreańskiej moralności. 4-tego sierpnia bieżącego roku Korea Broadcasting and Communications Review Committee (Koreańska komisja do spraw telewizji i mediów*) wydała oświadczenie, iż występy Hyuny (zarówno klip jak i taniec na koncertach), promujące piosenkę „Bubble Pop” są „seksualnie zbyt agresywne”. W odpowiedzi wytwórnia Cube Entertainment, która opiekuje się piosenkarką, niemal natychmiast zaprzestała promocji piosenki i odwołała występy Hyuny w zaplanowanych programach telewizyjnych.

No cóż… Jak widać i HyunA nie uciekła przed wnikliwym okiem koreańskiego Wielkiego Brata, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że podwójne standardy nadal obowiązują w ojczyźnie kimchi.
No i gdzie ja miałam głowę, żeby nie wspomnieć o tak sztandarowym przykładzie jak „Mirotic” DBSK. Chłopcy na gwałt musieli coś kombinować, bo linijka „I’ve got you under my skin” („mam cię pod skórą”) w mniemaniu obrońców moralności była bardziej niż nieodpowiednia. Szczerze – nie wiem kto tam pracuje w tych koreańskich biurach, ale pewnie jakieś niezłe zboczuchy, bo jakkolwiek na brak wyobraźni nigdy nie narzekałam, nie wiem co w tym tekście jest takiego nieprzyzwoitego. Trzeba by spytać fachowców… :>

Więcej na temat:
Potwór spod łóżka


* niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę. Nie bardzo wiem jak przetłumaczyć to „Communications Review”


Na podstawie:
www.eatyourkimchi.com
www.allkpop.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...