Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Y. Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Y. Park. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Kulisy k-popu: presja


Zapewne oglądanie reprezentacyjnej strony k-popu jest dużo bardziej przyjemne. Na scenie i zdjęciach wszyscy są uśmiechnięci, zadowoleni z życia i piękni jak polarne zorze. Aż miło popatrzeć. Gdy jednak zajrzy się za kulisy, cały ten czar pryska jak bańka mydlana. Pozostaje jednak podziw i ogromny szacunek, bo skoro są jednostki zdolne przetrwać w tak ekstremalnych warunkach, nie ma niczego, czemu gatunek ludzki nie mógłby podołać.

 [eh, nie łatwe jest życie bożyszcza tlumów... 
Rain]

Jak już zdążyliśmy sobie wcześniej stwierdzić (tutaj), koreański show-biznes to nie jest miejsce dla mięczaków. Poza nadludzką odpornością fizyczną, niezbędna jest równie silna (jeśli jeszcze nie większa) odporność psychiczna. Bo jakkolwiek nie byłoby się uzdolnionym i pracowitym, wg managerów, szefów wytwórni, choreografów, trenerów i nauczycieli śpiewu, zawsze jest to za mało. Próżno wyczekiwać choć jednego dobrego słowa, a co lepsze, to wszystko ponoć dla naszego dobra.

Rain wie najlepiej, co to znaczy wymagający nauczyciel. Gdy w roku 2000 udało mu się wygrać casting zorganizowany przez JYP Entertainment, myślał, że właśnie złapał pana Boga za nogi. Pełen werwy i zapału rzucił się w objęcia swojego mentora: Parka Ji Young. Zamiast ciepła ojcowskich objęć spotkało go jednak spotkanie z glebą, gdyż pan Park ani myślał tulić młodocianego artysty do piersi. Cokolwiek Rain by nie robił, niezależnie jak bardzo by się starał i wypruwał sobie żyły, by zadowolić „trudną miłość” (jak to w branży zowie się JY Parka), jedyne co słyszał, to wieczne utyskiwanie i gromy.

[wirtuoz k-popu, trudna miłość, JYP]

Przez dwa lata Jung Ji Hoon (prawdziwe nazwisko Raina) występował jedynie w charakterze tancerza tła u boku swojego mentora Ji Young Parka. „Pamiętam, jak Ji Young Park zmuszał mnie do powtarzania w kółko fragmentów choreografii.” Wspomina Rain. „Jeśli nie wykonywałbym jego poleceń, jego rozkazów co do joty, nie mógłbym zadebiutować jako piosenkarz.”

Nie tylko Rain wiedział, że szefowie agencji gwiazd są dla młodych artystów jak panowie i władcy feudalni. Wszystkim trenującym pod szyldem wytwórni doskonale wiadomo, że muszą być posłuszni, jeśli chcą dostać szansę zaistnienia na upragnionej k-popowej scenie. Bo wbrew pozorom JY Park nie wytrząsał się nad Rainem wyłącznie dla sadystycznej przyjemności. Jeśli przyszły idol nie wykształci w latach swojego treningu skóry twardszej niż ta u nosorożca, marne ma szanse na przetrwanie w show-biznesowym buszu po debiucie.


O tym, jak ciężko być idolem, przekonał się nie jeden nasz skośny ulubieniec. Od ciągłej krytyki mediów, poprzez nigdy nie kończące się żądania i oczekiwania fanów, utyskiwania „znawców gatunku”, na atakach anty-fanów i sasaeng-fanów skończywszy. A niech tylko ktoś przyłapie cię na czymś nieprzystojnym! Cała, budowana przez wiele lat kariera może w ciągu jednego dnia legnąć w gruzach. I nawet nie ma co się łudzić, że fani wesprą. Jak jasno pokazuje przykład T-ARY (więcej tutaj), droga od fanatycznego fana do anty-fana jest bardzo krótka. Jedno nieopatrznie wypowiedziane słowo jak w przypadku Block B i ludzie wypisują petycje, byś popełnił samobójstwo (więcej tutaj), jedna niesprawdzona plotka i kontrahenci zrywają z tobą umowy o promowaniu jakiegoś produktu (więcej tutaj). No i jeszcze te ciągłe komentarze, porównania i plebiscyty na tego naj… Gdy pojawisz się w miejscu publicznym bez uśmiech na twarzy i z lekko podkrążonymi oczyma, następnego dnia będzie aż huczało, jak to masz depresję i umierasz z przepracowania (to akurat może być prawda :P). Nieustannie porównują cię do tej czy innej gwiazdy i zazwyczaj to nie ty jesteś na szczycie listy. Wścibscy fani i dziennikarze wyśledzą choćby jeden milimetr więcej na twojej talii i nie omieszkają ci tego wypomnieć.

 [SNSD czyli Girls' Generation
zagrajmy w grę pt: "Znajdź grubasa"
zwycięzcy przywiozę z Korei jego ulubionego celebrytę pod pachą.
Powodzenia!]
 
Doskonale wie o tym Tiffany z SNSD, która w czasie promocji singla „Gee” została dosłownie zmiażdżona falą krytyki za to, że ma nadwagę. Bo podczas jednego z koncertów kostium nieco mocniej wpił jej się w ciałko. Wiele razy, po zakończonych występach, zdarzało jej się płakać z tego powodu, bo każda kobieta wie, jaka to przyjemność wysłuchiwać uwag pod adresem własnej wagi. A dla Tiffany życie i próba dostosowania się do koreańskich realiów była wyjątkowo trudna. By realizować swoje marzenie o zostaniu piosenkarką, wyjechała ze Stanów w wieku lat 15-tu, zostawiając za sobą całą rodzinę. Podczas jednego z wywiadów, gdy zapytano ją, jak sobie radziła sama w obcym kraju, powiedziała ostrożnie: „Jest w porządku, przyzwyczaiłam się już do presji, ale myślę, że powinnam była zostać odrobinę dłużej w domu z moją rodziną.”

 [Jay Park]

Jay Park również nie wspomina najlepiej swoich k-popowych początków. Jego kariera zaczęła się w 2004 roku, kiedy JYP Entertainment whaczyło utalentowanego b-boya w amerykańskiej grupie tanecznej Art of Movement. Jak się okazało, Park Jeabeom (znany obecnie jako Jay Park) potrafił nie tylko tańczyć, ale również nieźle śpiewać. Szybko podpisano kontrakt i młody artysta wsiadł do samolotu z biletem w jedną stronę w ręku. Tak jak Tiffany, zostawił za sobą rodzinę i wieku 17-tu lat, postanowił podążać śladem swoich marzeń. Niestety, wychowany w Stanach młodzieniec nie mógł się odnaleźć w koreańskiej rzeczywistości. Bez rodziny i przyjaciół, zmuszany do pracy po 16-cie i więcej godzin na dobę, w okresie burzy i naporu, nie ma co się dziwić, że trudno było mu dławić w sobie narastającą frustrację. Któregoś dnia wylał wszystkie swoje żale na koncie na Myspace, wyznając, że nienawidzi Korei, że kraj jest „gejowski” (mówiąc o czymś „gay” po angielsku, oprócz oczywistego ma to inklinacje bardziej w stylu „durny i beznadziejny”) i „popieprzony”… Wtedy owe komentarze przeszły bez echa. Do czasu.

Do czasu aż 2PM, którego liderem stał się Jay Park pod jakże czułymi skrzydełkami JY Parka, zaczął odnosić sukcesy. W 2009 roku fani (tudzież anty-fani) dokopali się do starych wpisów na Myspace i rozpętało się piekło. Koreańczycy dość czuli są na punkcie swojego niewielkiego, a pięknego kraju i wszelkiego typu krytyka nie jest mile widziana. A już na pewno ze strony młodocianego „wlozka*” z Ameryki, któremu się wydaje! Reakcje łatwo sobie wyobrazić. Wszystko, co żyw, naskoczyło na Jay Parka, gromiąc, kopiąc i opluwając. Media, fani, niektórzy producenci muzyczni i „netizeni” nawoływali do wydalenia go z 2PM, niektórzy posunęli się nawet do pomysłu wygnania chłopaka z granic Korei. Były też petycje, by popełnił samobójstwo (widać taki trend w Azji…). Umęczony Jay Park przeprosił:

„Gdy przyjechałem do Korei byłem (jeszcze) w liceum. Nie wiedziałem wiele o Korei ani o języku, nawet jedzenie było inne. […] Komentarze, które napisałem, były emocjonalnym wyrazem niezadowolenia z mojej ówczesnej sytuacji… Szczerze za nie przepraszam.”
 
… i wrócił do rodzinnego Edmonds w Stanach.

 [Jay Park jeszcze jako lider 2PM]

Przed wyjazdem Jay Park zapowiedział jednak swoim kolegom z 2PM, że „wróci jako lepsza osoba”. I najwyraźniej słowa dotrzymał.

Nie zdążył nawet dobrze ochłonąć po całej aferze, gdy w Korei nastroje jak szybko rozgorzały, tak i szybko opadły. Ci, którzy jeszcze kilka dni temu nawoływali do chwycenia za widły i pogonienia Jay Parka za morze, nagle zatęsknili za utalentowanym liderem 2PM. Sieć zalała fala komentarzy w stylu „Tęsknimy” i „Jay, wróć!”, znów pojawiły się petycje i nawoływania, tym razem jednak w zupełnie innym tonie. Ten i ów walnął się w piersi, przyznając do winy, że chyba go nieco poniosło. A Jay Park siedział sobie w swoim domku i unosił brew w niedowierzaniu coraz wyżej…

Najwyraźniej szczerość przeprosin i nawoływań ruszyła Jayowe serce, bo zdecydował się na powrót do branży. Nie podjął się już jednak występów w zespole. Rozpoczął solową karierę i jak zapewne większość czytelników wie, radzi sobie całkiem nieźle.

 [fani Jay Parka zrobili nawet ściepę, żeby wynając samolocik z taką oto wiadomością
przytroczoną do maszyny. Samolot przeleciał nad Seattle o 1:59 pm]

W świetle przedstawionych faktów, metody wychowawcze „trudnej miłośc” JY Parka przestają być aż tak nieludzkie. Wrażliwe psychicznie jednostki nie mają szans odnaleźć się w brutalnym świecie show-biznesu. Dla ich własnego dobra lepiej, żeby odpadli w przedbiegach, niż później mieli skończyć smutną śmiercią, jak stało się np. w przypadku Park Yong Ha, gwiazdy serialu „Winter Sonata”. Aktor popełnił w 2010 roku samobójstwo, gdyż nie potrafił poradzić sobie z wybuchłą nagle sławą.

Rain również nie narzeka, wspominając swoje debiutanckie lata w JYP Entertainment. Agencja gwiazd, którą założył pod patronatem swojego mentora, J. Tune Entertainment, ma pod skrzydłami boys band MBLAQ. Poczynając od stylu w tańcu, poprzez muzykę i sposób promocji, chłopcy są wiernymi kopiami swojego mistrza. Trenując ich, Rain odwołał się do doskonale mu znanej metody „trudnej miłości”. Tu nie ma miejsca na komplementy i klepanie po pleckach. Jest pot i łzy. Rain potrafił nie odzywać się do swoich podopiecznych przez tydzień, by zmotywować ich do jeszcze większego wysiłku. No i najwyraźniej się opłaciło, bo MBLAQ z roku na rok zyskuje na popularności.

 [Rain w wydaniu "trudna miłość"]

Bo jak już mówiłam, koreański show-biznes to nie jest miejsce dla mięczaków…

Poprzednie części cyklu o kulisach k-popu:

Więcej na temat:
Muzyka/Idole (w dziale „Z życia azjatyckiego celebryty”)

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

* wlozek – imigrant, dla niezaznajomionych z dialektami ;)

piątek, 28 grudnia 2012

Starość nie radość


…młodość nie wieczność. Ta prawda ludowa jak ulał pasuje do sytuacji gwiazd k-popu. Zwłaszcza, że w ich przypadku „starość” przychodzi nadzwyczaj szybko, a 30-letni idol to już niemal dziadek porosły mchem.

[Shinhwa
jak na zmurszałych, reaktywowanych emerytów, prezentują się całkiem nieźle]

Choć zdarzają się weterani, którzy pomimo porostów na włosach dzielnie trzymają się na k-popowej łajbie, ba, zdobywają nowych fanów i bawią się przy tym wyśmienicie. Mowa rzecz jasna o wyjadaczach koreańskiego show-bizu Shinhwa. Takie spektakularne powroty niemal zza grobu zdarzają się jednak nad wyraz rzadko. By nie powiedzieć: wcale. Tak na marginesie, cały ten stricte k-popowy światek jest zjawiskiem dość młodym, trudno mówić o jakichś obowiązujących tendencjach, bo bywają tacy, co to nawet DBSK uważają za pierwszą generację k-popowych bandów, więc sami rozumiecie…

Do brzegu.

K-pop w obecnej formie wysyła na emeryturę swoich idoli w wieku 30-kilku lat. Właściwie to nielicznym udaje się dożyć tak sędziwej starość, gdyż potop młodych zdolnych jest oszałamiający. Tylko w tym roku (i to tylko do listopada!) zadebiutowało 60 grup! 60! (dla zainteresowanych lista zespołów wraz z debiutanckimi pieśniami tutaj). A to tylko zespoły, gdzie jeszcze cała lista solistów? K-popowa młodzież ma się całkiem nieźle i kilkoro z tegorocznych debiutantów już teraz zyskało status gwiazd, żeby wymienić dla przykładu B.A.P, Nu’est czy EXO. Hello Venus i SPICA też sobie nieźle radzą i zapewne spędzają sen z powiek nie jednemu starszemu koledze czy koleżance z branży… Bo choć serca fanów są pojemne, mają ograniczoną wielkość. Gdy ktoś wstępuje na szczyt, ktoś inny z niego spada. Przy takiej ilości zespołów, podzespołów, solistów i występów gościnnych trzeba być k-popowym zboczeńcem, by to wszystko ogarnąć i dać każdemu szansę. I choć ja wyraźnie ciążę w owym zboczonym kierunku, nie mam szans choćby mgliście orientować się, co się dzieje na k-popowej scenie. Nad czym mocno ubolewam -___-` Dlatego tylko ci, którzy obecnie znajdują się na szczycie mają szansę na przetrwanie. Reszta tonie w niepamięci mas, bo nie oszukujmy się, wszystkie k-popowe bandy są do siebie mocno podobne i jeden bez problemu można wymienić na nowszy model.

[moi ulubieni tegoroczni debiutanci, JJ Project]

Co jednak dzieje się z tymi, którzy wypadną za burtę? Gdy tracą popularność albo stają się zwyczajnie zbyt starzy w opinii własnych managerów i kierownictwa agencji gwiazd? Taki C.A.P z Teen Top (boska ksywka, swoją drogą) 4-tego listopada skończył 20 lat, więc właściwie powinien być już na wylocie, bo jak by nie spojrzeć „teen” to on już nie jest…

Przyznaję, że wcześniej nie miałam refleksji na temat, co dzieje się z gwiazdami i gwiazdkami k-popu, gdy znikają z świateł jupiterów, aż do chwili gdy dostałam maila z takim zapytaniem od Marty.

[pozdrowienia Marta!]

Grzebałam, grzebałam w sieci i nie da się niestety dać jednoznacznej odpowiedzi. Jest pewna, niewielka ilość wybitnych person, które utrzymują się w branży pomimo upływu lat, są tacy, którzy dali sobie na luz ze światem show-biznesu i rozkręcili własny, np. gastronomiczny. Są tacy, którzy po prostu przejęli firmy po swoich rodzicach, albo znaleźli jakąś przyjemną posadkę w korporacji, a jeszcze większa część założyła rodziny i zajmuje się gotowaniem i wychowywaniem dzieci. Nie jest łatwo śledzić losy zwłaszcza tych mniej znanych, albo po prostu przeciętnych artystów, bo po tym, jak przestali być popularni, słuch po nich zaginął. Tylko ci, którzy w jakiś sposób wybijają się ponad przeciętną, zostawiają po sobie ślad.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o wyjadaczach, bez których k-pop dziś i wczoraj, nie byłby tym samym. Seo Taiji, występujący w latach 90-tych z zespołem Seo Taiji & Boys, jest jedną z najważniejszych postaci branży. Uważany za ojca k-popu nie tylko wprowadził do koreańskiej muzyki rozrywkowej wiele elementów zachodniego popu i rapu, ale niewidzialnie oddziałuje na kształt dzisiejszej sceny (ostatnio nawet widzialnie, bo w tym roku powrócił z nowymipiosenkami). Sposób prowadzenia gwiazd, marketing, współudział przy tworzeniu piosenek, ot czym na co dzień zajmuje się Seo Taiji.

[Seo Taiji]

Nie jest on jedynym członkiem zespołu, który doczekał się spektakularnego sukcesu. Yang Hyun Suk po rozpadzie Seo Taiji & Boys założył własną wytwórnię muzyczną: YG Entertainment i do dziś zasiada na fotelu dyrektora generalnego firmy. Mniemam, że tej machiny do produkcji mega gwiazd nikomu przedstawiać nie trzeba…

Inny przykład: Kangta z legendarnego boy bandu H.O.T. Nawet gdy zespół się rozpadł, on nadal pozostał w branży a obecnie zasiada w zarządzie SM Entertainment, pisze piosenki, jest producentem nagraniowym i od czasu do czasu występuje w dramach. Rain również nie przejmuje się upływem lat. Mam wrażenie, że wszystko, czego tknie się ten człowiek-orkiestra, natychmiast zamienia się w złoto. Pomijając jego błyskotliwą karierę jako piosenkarz i aktor (jeden z nielicznych, którzy doczekali się głównej roli w hollywoodzim filmie), pisze piosenki, pracuje jako model i designer, to jeszcze założył własną agencję gwiazd J. Tune Entertainment (która odpowiedzialna jest za sukces MBLAQ), współpracując ściśle z JYP Entertainment.

[Kangta]

Skoro już mowa o JYP Entertainment, to założyciel i dyrektor generalny agencji, Park Jin Young (czyli właśnie JYP), też zaczynał jako piosenkarz, początkowo w boy bandzie, który nie odniósł sukcesu, lecz późniejsze lata solowej kariery wywindowały go na szczyt. Obecnie kieruje takimi gwiazdami jak Wonder Girls, 2AM i 2PM, JJ Project czy Miss A, nie zapominając, że sukces Raina to w dużej mierze jego zasługa.

Nie każdy może jednak być Yang Hyun Sukiem czy JYP. Są inne drogi dla dawnych idoli, którymi można podążyć, by utrzymać się w branży. Najbardziej wyświechtanymi szlakami są ścieżki kariery solowej (np. Lee Hyori z dawnego zespołu Fin.K.L) oraz aktorstwo (np. Yoon Eun Hye z Baby V.O.X, Eric z Shinhwa, Eugene z S.E.S, która zagrała w dramie „Baker King Kim Tak Goo” czy Yuri Sung z Fin.K.L, najbardziej znana z roli w dramie „Hong Gil Dong”). Inni odnajdują swoje miejsce jako konferansjerzy programów telewizyjnych (np. Tony z H.O.T), choreografowie, producenci i managerowie w muzycznych wytwórniach.

[Yoon Eun Hye
aż się nie chce wierzyć, że ktoś mógłby ją pomylić z chłopakiem jak w "Coffee Prince"]

Co się dzieje z całą resztą? Jak pisałam, nie sposób tego stwierdzić. Założę się, że całkiem duża grupa idoli minionej sławy prowadzi zupełnie normalne, nudnawe życie, zakłada rodziny i tylko od czasu do czasu zostaje napastowana przez jakiegoś fana, który rozpozna ich na ulicy. Śmiem też twierdzić, że nawet przez ten krótki czas, gdy cały kraj leżał u ich stóp, nawiązali wystarczająco znajomości i kontaktów, by zapewnić sobie spokojną przyszłość.

[mam nadzieję, że cię, słońce, taki los nie czeka!
Jakby co, to dzwoń! Przyjadę po ciebie!
Yunho z DBSK
by zobaczyć całą epicką scenkę kliknij tutaj!]

Swoją drogą, ciekawe jaka przyszłość czeka naszych obecnych ulubieńców. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie chłopaków z SHINee w wieku lat 60-ciu. Czy nadal będą się przewijać gdzieś w tle k-popowej, kolorowej młodzieży? Taemin zostanie pewnie choreografem światowej sławy a Key stworzy własną linię odzieży… Jeśli wytrwam tak długo z k-popem (a na to się zapowiada), to na pewno Wam o tym napiszę!

P.S. Jeszcze raz dziękuję Marcie z podrzucenie ciekawego tematu! Jeśli macie jakieś inne zapytania, walcie śmiało na mój mail!


Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

wtorek, 1 maja 2012

WTF (Wielce To Frapujące) Momenty w k-popie powracają!

Tak jak pisałam w części I mojego frapującego zestawienia, k-popowe teledyski to nigdy niekończący się temat kreatywnych interpretacji, nadinterpretacji i całkiem uzasadnionych wniosków. Twórcy dbają o to, bym miała co pisać w moim sławetnym cyklu WFT Moments, czyli Wielce To Frapujących Momentów. Tym razem skromniej, bo tylko sześć klipów znajdzie się na tapecie, ale z tego połowa to zupełne świeżynki, wydane w przeciągu minionego tygodnia. Wooo! To się nazywa wysyp WTF!

[B.A.P. "Power"]

Na pierwszy ogień rzucimy klip, na który czekałam dość długo, starając się przy tym okiełznać mój fan girl mode. B.A.P. powrócili! Jeeeeeej! Znów jest muzyka z przytupem, ryczące wokale, energiczne tańce ze sprayem! Eeee… Ze sprayem? Odnoszę wrażenie, że osoba odpowiedzialna za scenografię w "Power" przegapiła w tym momencie coś bardzo istotnego. Jak na przykład postawienie ściany przed chłopakami, by mieli na czym sprayować… Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że powietrze nie jest najbardziej trwałym nośnikiem farby, więc jeśli chłopaki chciały machnąć graffiti, znalezienie jakiegokolwiek muru byłoby na miejscu. No, chyba, że to nie jest farba, tylko odświeżacz powietrza. Poniekąd mogę zrozumieć, że w takim małym pomieszczeniu bez okien może panować zaduch. Tylko dlaczego odświeżają też powietrze na zewnątrz? Aż tak przeszkadza im mały, postapokaliptyczny smrodek? Niby taki mają power i takie z nich waaaaaarrior, a tu co? Nawet jeśli byłaby to woda w sprayu, którą chcieli nawilżyć sobie swoje śliczne buźki, a spudłowali, nadal nie stawia ich to w najlepszym świetle. Zapatrzenie się na demoniczną mamę z Secret Garden w bezbłędnym wykonaniu Daesunga też ich nie tłumaczy!

[Mmm, smell! i najlepsze wykonanie Secret Garden dostępne tutaj: część I i część II]

Istnieje jeszcze trzecia opcja, bardziej pasująca do klimatu piosenki i zaczepnych min chłopaków. Tajemniczy spray to zabójczy gaz bojowy (albo chociaż gaz pieprzowy)! Ale i w tym wypadku rozpylanie go w tak beztroski sposób, nie jest najmądrzejszym pomysłem, jaki im wpadł kiedykolwiek do głowy…

[mina Zelo bardzo przypomina mi ekspresję mojej 15-miesięcznej siostrzeniczki, gdy odkrywa zastosowanie nowych dla niej rzeczy. Szczególnie, gdy z zachwytem obserwuje trajektorię lotu baniek mydlanych.]

F.CUZ również dopiero co wypuścił na rynek swój najnowszy singiel "No. 1" i przyznaję, całkiem nieźle wpisuje się w moje klimaty. Żadnych tam smętów i zawodzenia! Jest wesoło, energicznie i demonicznie. Do tego nie opychamy zmurszałych stereotypów, gdzie rycerz w lśniącej zbroi wyrywa bezbronną białogłową z paszczy smoka. Tym razem to dziewczyna ratuje chłopaków z opresji! Wow! Dobra robota! Jest tylko małe „ale”. Jeśli jeszcze dwóch pierwszych delikwentów faktycznie wyglądało na takich, którzy potrzebowali pomocy, to dwóch kolejnych, to bez wątpienia pozoranci! Spójrzcie tylko na te okucia, które ich więżą! Moja głowa by tam niemal przelazła, a co dopiero szczupły, azjatycki nadgarstek?! Ładnie to tak, panowie, narażać kobietę na niebezpieczeństwa dla własnego widzi-mi-się? Nie łaska była wyjąć stamtąd łapy i samemu otrzaskać mordy oprawcom?

[nawet byś nie udawał, chłopie! Nie możesz niby z tego wyjąć ręki? Niezła naiwniaczka z tej dziewczyny, skoro dała się tak łatwo nabrać...]

[następny symulant...]

 [a kobieta się tak dla nich poświęca... Nieładnie, F.CUZ, nieładnie!]

Kolejnym wielce to frapującym elementem tego klipu są bez dwóch zdań stroje. Mam nadzieję, że stali czytelnicy (których serdecznie z tego miejsca pozdrawiam i mentalnie ściskam!) zdążyli się już zorientować, że moja tolerancja modowych ekstrawagancji jest bardzo duża. Jestem zdania, że kto jak kto, ale celebryci i artyści mają święte prawo i obowiązek ubierać się oryginalnie i lansować nowe trendy. Kto, jak nie oni? Stąd uwielbiam wszystkie modowe szaleństwa G-Dragona (nawet po dłuższych wahaniach zaakceptowałam jego miniony już, co prawda, męski zwis elegancki -> dla tych, co nie wiedzą, o czym mówię, klik! tutaj), wbrew temu, co się pisze, uważam, że Jang Geun Suk również posiada swój ciekawy, niepowtarzalny styl, lubię nawet kolorowe szaleństwo w wykonaniu chłopaków z SHINee, nie wspominając już nawet o takiej ikonie jak Kang Dong Won (więcej o koreańskiej modzie tutaj: męskiej i damskiej). Są jednak pewne granice, których przekraczać nie należy. A te błyszczące, obcisłe pory w kolorze surowego filetu z piersi kurczaka, wersja metalic to zdecydowanie kilka kroków za daleko!


[takim portkom mówimy zdecydowane NIE!]

A skoro już mówimy o modzie. J.Y. Park kilka dni temu wydał swój, nie wiem już który w karierze, mini-album „Spring – 5 Songs for a New Love”, bardzo przyjemny tak na marginesie. Promująca go piosenka „You’re the one” jest równie ujmująca i wpadająca w ucho, ale to, co J.Y. Park w niej popełnił, napawa mnie zgrozą większą, niż myśl o tym, że muszę w tym tygodniu dokończyć moją pracę dyplomową! J.Y., mimo całej mojej sympatii, którą Cię darzę, kocham te Twoje wygłupy w „Itaewon Freedom”, do porządku dziennego mogę nawet przejść nad tym namiętnym szeptem, oznajmiającym całemu światu, że dana piosenka powstała w Twojej wytwórni… Wszystko mogę zrozumieć, ale te pantalony?!


Nawet różowy garniaczek by przeszedł, ale te białe podkolanówki?! Ustalmy sobie jedno. Jedynym facetem, który dobrze wygląda w takich pantalonach, to T.O.P. A zestawienie: różowa całość i białe buciczki/kozaczki zarezerwowane są dla polskich, słitaśnych dziuń. Idź, J.Y. Park, i nie grzesz więcej!

Teraz sięgnijmy do nieco starszych produkcji, ale wciąż nie porzucając modowego tematu. Myśleliście, że dziewczęta z SNSD są niewinne i słodkie jak ten otrzymany od babci cukiereczek? Może i uśmiechają się uroczo, a aegyo kipi i przelewa się z ich teledysków, ale wprawne oko znajdzie elementy dywersji! Zauważyliście, co jedna z dziewcząt nosi na szyi w klipie „Into the new world”? Nie? Ministerstwo do spraw rodziny i równouprawnienia chyba też nie, bo nikt piosenki z anteny nie zdjął! No ładnie, SNSD, mission completed! Palcie ziele, moi przyjaciele!



Czas na poważniejsze tematy. Jakkolwiek nie przepadam za balladami, to debiutancki singiel IU zdecydowanie do mnie przemówił i był czas, że słuchałam „Lost Child” maniakalnie. Teledysk zaś… Hmm… Powinien być za pewne przerażający i niepokojący, lecz z każdą sekundą oglądania, moja brew uniosła się coraz wyżej. Rozumiem analogię, „zagubione dziecko we mgle” itp., ale zabójcza spostrzegawczość głównej gieroinii może powalić. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć!

 [ktoś mnie miźnął po nodze? Nieeee... To na pewno ta gałąź, co to tam powiewa...]

 No i najlepsze. Jeśli Wy zabłąkalibyście się w takim przerażającym lesie, gdzie zewsząd wypełzają dziwaczni ludzie w beżowych gaciach, śmiem przypuszczać, że wialibyście szybciej, niż Wasze nogi mogłyby za Wami nadążyć. Ja również nie podejrzewam się, bym była w tej materii wyjątkiem. A co robi IU? Siedzi sobie wśród wijących się ludzi, jak gdyby nigdy nic, podśpiewując rzewnie i rozglądając się ze znudzeniem.

 
[tralalala... Czym ja się mam tu przejmować?]

Niby ma przebłysk, że jednak należałoby wiać, skoro jest przerażona. Gdy chce uciec, goni ją jeden ze strasznistych mężczyzn, łapie ją, powala na ziemię i… co? Podnosi się i zaczyna tańczyć! WFT?!

[muahahaha! Mam cię!]


[a teraz popatrz, jak ładnie tańczę! No, nie będź taka! Załatw mi robotę w balecie, a cię wypuszczę!]

I na koniec coś, co zauważyła Cleo, ale w swojej wspaniałomyślności pozwoliła mi tę informację wykorzystać! Dzięki Ci, słońce!

Dziewczęta, lubicie bad boysów? To zastanówcie się, czy to aby na pewno dobry pomysł się z takim wiązać. Może i jest męski i podniecający, ale jego męska siła może urwać Wam głowę, gdy gościu się zirytuje. Taki los nieomal spotkał biedną CL z 2NE1. W piosence „Go Away” dziewczyna miała nieszczęście zakochać się w kipiącym testosteronem facecie i gdy zrobiła mu awanturę za to, że ją zostawił i zaraz po tym (albo i przed tym, kto wie?) przygruchał sobie inną panienkę, chłopak odrobinę się zeźlił. Uderzył ją trzy razy w prawy policzek, ale siła, z jaką to zrobił, sprawiła, że siniec wykwitł jej na policzku lewym! To się nazywa walnięcie, dziewczęta! CL przestrzega – dwa razy się zastanów, nim wpakujesz się w związek z „niegrzecznym chłopcem”.


[Zaskakująca siła impetu]

To by było na tyle Wielce To Frapujących Momentów na ten miesiąc. Zobaczymy, co nowego twórcy teledysków zafundują nam w kolejnym! Niewiele jest rzeczy pewnych na tym świecie, ale to, że WTF Moments powróci, macie jak w banku!

Pozostałe WTF Moments:
Special Edition (z udziałem nazw zespołów)
Więcej na temat:
„Ju dzium dzium maj halt lajk e laket”, czyli o angielskim w k-popie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...