Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Block B. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Block B. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 maja 2012

Grunt to bunt!

Lubicie słodkie minki i cukierkowe biciki, którymi od lat raczą nas debiutujące k-popowe grupy? To mam dla Was złą wiadomość, bo wygląda na to, że rok 2012 to rok buntu w tym uroczym muzycznym zagłębiu!


Przynajmniej trend dotyczy boys bandów. Grupy dziewczęce w większości niestety wciąż opychają ten sam schemat, wyciskając z siebie aegyo aż do bólu i wydymając słodziusio usteczka do kamery. Przyznam, że w świetle ostatnich boys bandowych debiutów, pokładałam pewne nadzieje w nowym zespole z Pledis Entertiment: Hello Venus, ale niestety. Jak nic czeka mnie próchnica od nadmiaru słodyczy.

[niestety, te iskierki to nie moja twórczość...]

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że i dziewczęta próbują oprzeć się obezwładniającej sile aegyo. Debiutująca w tym roku SPICA przeciwstawia się dyktatowi słodkich minek i w swoim debiucie postawiła na dramatyczny efekt niegrzecznych gierek. „Russian Roulette” może jakoś nie rzuciła mnie muzycznie na kolana, ale była miłą odmianą po wcześniejszych dziewczęcych wyskokach, jak np. sławetne, zeszłoroczne „I Don’t Know” A Pink. Na samo wspomnienie aż mnie wykręca od przedawkowania cukierkowej radości…

 [SPICA "Russian Roulette"]

Panowie również w większości przypadków swoje pierwsze występy okraszali porządną dawką aegyo. Nawet takie legendy jak DBSK zadebiutowali budzącym zgrozę „Hug” (pamięta to ktoś jeszcze?), nie mówiąc już o strasznistym, ale to strasznistym debiucie U-KISS (dla odważnych, do obejrzenia tutaj). Całe szczęście, że ten mroczny okres mają już za sobą i podziwiać tylko, że zdołali się utrzymać, mimo takiego wejścia „z przytupem” ;)

 
[Changminek i koci pocałunek]

2PM, którzy od zarania przyjęli „męski” koncept, w „10 Points Out of 10 Points” nie ustrzegli się przed odpowiednią dawką aegyo. Trzeba jednak przyznać, że dawka jest odpowiednio wyważona a cały klip całkiem zabawny i sporadyczne nieszczęśliwe minki są pocieszne. W 2011 swój debiut mieli chłopcy z Boyfriend z wielce kreatywnym tytułem piosenki „Boyfriend” oraz B1A4 z „OK”. Ci ostatni są chyba jedynym zespołem w historii świata, który mnie nie irytuje swoim buchającym aegyo, co więcej, uważam, że są naprawdę przeuroczy w tych swoich występach! „Beautiful Target” to jest klasyk gatunku i działa na mnie lepiej niż prozac. Nie żebym kiedyś próbowała. Ale tak sobie myślę… Ekhm.

[czy temu uśmiechowi można się oprzeć?
B1A4 "Beautiful Target"]

Obecnie skośnoocy debiutanci obrali całkiem inny kurs! Pierwsze jaskółki pojawiły się już w 2011 roku, kiedy na światło dzienne wyłonił się np. Block B ze swoim „Freez”. Jasne, nie było tam wielkich innowacji, taniec synchroniczny, lans na blachach (swoją drogą może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi z tym szałem sportowych samochodów we wszelkiej maści klipach?!) i mizianie ustek (więcej o mizianiu tutaj), ale niemniej pierwszy sygnał poleciał w świat, że chłopcy nie będą zalotnie mrugać rzęskami i przykładać piąstek do buzi. Do tego cały ich koncept daleki był od grzecznych chłopców z dobrych rodzin, przyjęli raczej taką rozbaraszkowano-wygłupiaszczą konwencję, która całkiem sprawnie im wychodziła i żal, że przez tajlandzką aferę (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to szczegóły tutaj) musieli mocno się wyciszyć i zniknąć na jakiś czas z ekranu.

[Block B]

Przechodząc wreszcie do meritum i teraźniejszości, mam wrażenie, że modę na bunt i agresywny image zapoczątkowali chłopcy z B.A.P. Ich „Warrior” bezlitośnie wciska w fotel i czasem aż ciężko uwierzyć, że to ich pierwszy singiel. Kolejna promowana piosenka: „Power” również nie pozostawia złudzeń, że panowie nie planują złagodnieć. Aż ciężko mi sobie ich wyobrazić, by mieli nagle przeistoczyć się w anioły-stworzenia, wyśpiewujące ballady do uszka swojej białogłowy. Niby na wypuszczonych krążkach znajdują się również rzewne pieśni, jak np. „전부 거짓말 (It’s All Lies)”, a podczas wywiadów chłopcy wcale nie próbują zalotnie odgryźć reporterom ucha, ale jakoś takoś… Z jednej strony chłopcy obrali sobie (tudzież agencja im obrała) trudną drogę, bo zastanawiające jest, jak długo będą chcieli utrzymać ten image i jak długo będzie on robił na słuchaczach tak samo silne wrażenie. Kiedyś będą musieli wyjść poza stworzony mit i bardzo jestem ciekawa, co im z tego wyjdzie. Pozostaje nam tylko czekać i bacznie się im przyglądać.

 
[męskie pogaduszki Himchana i Bang Yong Guka]

Kolejny tegoroczny debiut: Nu’est w „Face” może i mają niewinne buźki, ale leją się po nich jak zawodowcy! BtoB w „Insane” przeżywają i rozdzierają szaty z żalu za utraconą miłością, ale na końcu robią rozpierduchę pierwsza klasa! Myślę, że to jest odpowiednie miejsce, by coś oficjalnie ogłosić: przegrzebaliście sobie, chłopaki! Siedem lat nieszczęść – a proszę Was bardzo, Wasze nieszczęścia, tłuczcie sobie luster ile chcecie. Palicie fortepian? Spoko, skoro taką odczuwacie potrzebę… Wyrywacie sobie kłaki, luzik. Ale od książek wara! Co to ma być, żeby tak młodzież uczyć poszanowania do słowa pisanego! Nieładnie, nu, nu!

[żebym ja więcej takich scen nie oglądała!]

EXO również nie można zakwalifikować do kategorii słodziusich chłopięcych zespolików. Ciężko mi orzec, którą piosenkę powinnam uznać za ich debiut, bo nie do końca przemawia do mnie filozofia 10 tysięcy teaserów, prologów i czort wie czego tam jeszcze, ale zróbmy SM Entertainment tę przyjemność i uznajmy, że ich oficjalnym debiutem jest „History”. Ten zespół z kolei idzie w buntowniczy monumentalizm, a co więcej, przemycają tu i ówdzie co najmniej nieodpowiednie dla młodzieży treści. Ten gif rozłożył mnie na łopatki:

[dla tych, których angielski nie jest najmocniejszą stroną:
"szybka masturbacja"
niestety nie jestem pewna źródła, ale na 90% pochodzi on stąd]

I na koniec zupełna świeżynka: JJ Project z JYP Entertainment. Wow! Jestem naprawdę pod wrażeniem tego debiutu. Z przytupem, z poczuciem humoru, z powerem i tylko chciałoby się im życzyć, by tej energii nie zabrakło im w dalszej pracy! Wypuszczony singiel jest tak samo zachwycający, jak promowana piosenka. Na krążku, oprócz głównego utworu, są dwa kolejne i nie są to jakieś tam smętne „zapychacze”, jak to finezyjnie określa Miica na swoim blogu How Gee, ale dwie świetne piosenki, z czego ostatnia „이 노래가 끝나기 전에 (Before This Song Ends)” jest chyba nawet lepsza niż promocyjna! Dobra robota! Byle tak dalej, a może znów rozpali się we mnie „fan girl mode”. Kto wie?


Tyle moich zachwytów. A jak Wam podoba się buntowniczy trend w k-popie? Zauważyłam, że nawet te zespoły, które już debiutowały jakiś czas temu, powracają obecnie z bardziej zadziornym image, jak np. Dalmatian, który zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia piosenką „That Man Opposed”, ale ich najnowszy przebój „E.R.” (swoją drogą jestem wzruszona chłopaki! żeby nazywać piosenkę od moich inicjałów, nie mam słów! Widać, ktoś docenia wreszcie mój wkład w promocję k-popu w Polsce ;), no, no… To już zupełnie inna bajka! I muzycznie i wizualnie… Ekhm… Chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że ten klip zasługuje na pojawienie się w moim elitarnym cyklu wtf moment (jeśli ktoś nie zna serii, to zapraszam tu i tu). Z tej pani zimny chirurg to raczej jest nekrofil, bo jej sekcja zwłok ogranicza się do rozcięcia koszulek domniemanych trupów i ucałowania zimnego czółka. Ja doskonale rozumiem, że kobiety też lubią sobie popatrzeć, ale ta pani posunęła się chyba zbyt daleko w swoich maniactwach…

 
Na dziś to tyle wygłupów. Pragnę jedynie zakomunikować, że wreszcie zakończyłam wojaże i pisanie rzeczy, których pisać wcale nie miałam ochoty, co oznacza ni mniej ni więcej, a więcej czasu na pisanie tutaj. Spodziewajcie się więc na dniach bardziej ambitnych wpisów, a z moje strony czekam na kolejne wyrazy uznania płynące ze świata k-popu, jak wspomniana wcześniej pieśń Dalmatiana :D

Więcej na temat: 
Muzyka/Idole

niedziela, 18 marca 2012

Wyjść poza stereotyp

Świat muzyki pop, niezależnie o miejsca pochodzenia, zazwyczaj kojarzy się z kolorowymi, pląsającymi młodzianami płci obojga, głupiutkimi tekstami typu „I wanna sex on the beach” i bezwolnym podążaniem za managerem, który decyduje za gwiazdę nawet o tym, w jakim kolorze powinien/-a założyć dziś majtki. Czy w takich warunkach nazywanie kogokolwiek idolem jest uprawnione? Dość to wątpliwe…


[Przełamujący stereotypy Bang Yong Guk z B.A.P.]

W k-popie jest podobnie i piosenkarze często nie tyle co nie chcą, co nie mają nawet możliwości partycypować w powstawaniu swoich albumów, czy decydować o sposobie promocji zespołu. Zgodnie z konfucjańskim systemem wartości, ze starszymi i postawionymi wyżej w hierarchii się nie dyskutuje, tylko grzecznie robi, co karzą. Są jednak talenty tak jasno świecące i osobowości tak silne, że nawet konfucjańska filozofia nie może ich stłamsić, ani powstrzymać przed wzięciem spraw w swoje ręce.

[G-Dragon]

Czy tego typu artykuł miałby w ogóle jakiekolwiek sens, gdyby nie wspomnień o G-Dragonie? To obecnie zdecydowanie jedna z największych postaci w koreańskim show-biznesie. Do agencji talentów YG Enterteinment trafił gdy miał zaledwie 12 lat i tam przez sześć kolejnych wiosen przygotowywał się do swojego debiutu. Najwyraźniej od zawsze zdradzał swoje szczególne uzdolnienia, gdyż wniósł spory wkład w przygotowanie debiutanckiego albumu, pisząc teksty piosenek, pomagając w komponowaniu muzyki a nawet tworząc utwory zupełnie samodzielnie. „Haru Haru”, jeden z największych hitów Big Bang ever, jest właśnie takim jego samodzielnie spłodzonym dzieckiem. Nie ma chyba piosenki Big Bang, do której GD nie przyłożyłby swojej (boskiej, chciałoby się rzec) ręki. Pomógł również przy solowych projektach innych członków zespołu, Taeyangowi i SeungRi. GD nie oparł się pokusie wydania własnego solowego albumu (który tak na marginesie jest jedną z moich ulubionych k-popowych produkcji). „Heartbreaker” odniósł wielki sukces i pokazał nowe spektrum możliwości tego młodego, bądź co bądź (obecnie ma 23 lata), chłopaczka. Zapytany o koncept tej płyty, tak podsumował swoją twórczość:

„Tak jak filmy opowiadają wiele historii i klasyfikuje się je do różnych gatunków: komedii, thrilleru, horroru itp., ja koncentruję się na opowiadaniu historii w tekstach moich piosenek. Chciałem, żeby brzmiały jak prawdziwe historie nawet bez muzyki. Chciałem nadać im jasną fabułę. Myślę, że jest to wpływ zagranicznego rapu, na którym wyrosłem, a który zawsze miał do przekazania jakąś historię.”


Rzeczywiście, GD nie kłamał i każda z zamieszczonych na albumie piosenek to mała perełka. Dla zainteresowanych, można poczytać tłumaczenia tekstów na stronie szczyptaorientu.blogspot.com, polecam szczególnie tekst piosenki „소년이여 (A Boy)”.

Nie wypada również nie wspomnieć o jego szczególnym wyczuciu mody i lansowaniu nowych trendów, ale po więcej szczegółów odsyłam do innych moich postów (tu i tu)

[C.N. Blue, Jung Yong-hwa jest pierwszy z prawej]

GD to nie jedyny muzyk, który robi coś więcej poza śpiewaniem i pląsaniem na scenie. C.N. Blue zapewne nie jest aż tak bardzo indie, na jaki chciałby pozować, ale nie można odmówić chłopcom z zespołu talentu i zaangażowania w muzykę, którą tworzą. Ostatni przebój grupy, „Where Are You”, wydany na japoński rynek, znalazł się na szczycie bardzo popularnej listy przebojów Oricon. Wyczyn to nie byle jaki, bo po raz pierwszy od 41 lat zagraniczny zespół zdołał zająć miejsce pierwsze w tym elitarnym zestawieniu. Już w pierwszym tygodniu od wydania singla, krążek rozszedł się w nakładzie 60 tys. egzemplarzy i obecnie sprzedaż na pewno osiągnęła 100 tys. Dokonanie jest tym większe, że piosenka została w całości skomponowana i wyprodukowana przez Jung Yong-hwa, lidera i, że się tak wyrażę, mózg zespołu, który wcześniej występował w niezależnym, rockowym zespole. Nie można wątpić, że Yong-hwa posiada szczególny talent, ale jego koledzy z zespołu również czynnie angażują się w tworzoną przez nich muzykę. C.N. Blue definitywnie osiągnęło status czołowych gwiazd koreańskiej sceny muzycznej, a członków grupy bez wahania można nazwać ludźmi godnymi tytułu „idoli”.

[Block B]

Jeśli jeszcze po zespołach o „rockowym skrzywieniu” można by się spodziewać twórczego zaangażowania, to zazwyczaj przyjmuje się, że chłopaczki z hip-hopowych i stricte popowych boy bandów są raczej sztucznymi tworami agencji gwiazd. Pozory potrafią jednak mylić i Block B dowodzi, że inteligentnemu człowiekowi myślenie stereotypami nie przystoi. Po debiutanckim mini albumie „New Kids on the Block” (2011) z przebojowym „Freeze!”, można było spodziewać się szybkiego przejścia do fazy nr 2, czyli wydania kolejnego mini albumu, by potwierdzić i przypieczętować dopiero co zdobytą popularność. Chłopcy jednak dość długo zwlekali z powrotem na scenę (jak na koreańskie warunki, rzecz jasna), gdyż, jak donosiła wytwórnia, członkowie zespołu byli zaangażowani w pracę nad komponowaniem piosenek i nie chcieli nadmiernie przyśpieszać prac. Szczególnie lider grupy, Zico, włożył wiele starań w przygotowanie albumu, pisząc tekst do takich piosenek jak: „NalinA”, „LOL”, „Did You Or Did You Not”. Tym bardziej szkoda chłopaków, że jeden głupi wyskok i nienawiść anty-fanów (szczegóły tutaj) przyćmiły ich ciężką pracę i całkiem udany album „Welcome to the Block”.

Miejmy nadzieję, że podobny los nie spotka SHINee, który w poniedziałek wyda w sieci swój 
świeżuteńki mini-album „Sherlock” (premiera namacalnego krążka 21.03). Linia promocji grupy wydaje się być mocno kontrowersyjna (szczegóły tutaj), ale pozostaje mi tylko mieć ufność, że owa nieszczęsna sesja zdjęciowa była wypadkiem przy pracy i teraz czeka nas już jedynie nauszna orgia muzyczna. Tym bardziej, że część chłopców przyłożyła rękę do produkcji ich najnowszego dziecka. Jonghyun jest współautorem tekstu do piosenek „Always There” i „Alarm Clock”, a Minho napisał swoją rapową część do „Alarm Clock”. Może i nie jest to bardzo imponujący wyczyn, ale na pewno zdradza szczytną tendencję gwiazd i gwiazdeczek do partycypowania w powstawaniu muzyki, którą firmują swoimi twarzami i nazwiskami.

[SHINee]

Jednym z zespołów, który zrobił na mnie największe wrażenie ostatnimi czasy, jest B.A.P., debiutujący w styczniu bieżącego roku. Rozwodziłam się już nad tym, jak rewelacyjnym klipem jest ich „Warrior” (tutaj), ale po przeczytaniu, że lider zespołu, Bang Yong Guk, jest aktywnym współtwórcą i producentem muzyki B.A.P., zupełnie się zakochałam! Młodziutki Zelo (16 lat) również stara się pomóc przy produkcji piosenek, co bardzo obiecująco wróży na przyszłość.

[Bang Yong Guk i Zelo]

Nieustannie robią na mnie niesamowite wrażenie tacy młodzi, ambitni i niesłychanie zdolni ludzie. Nie dość, że Yong Guk 31. marca skończy dopiero 22 lata(!), wygląda, jak wygląda...
rapuje jak światowa czołówka, tańczy jak wszyscy finaliści You Can Dance razem wzięci, to jeszcze komponuje i pisze teksty! Nie mogę się doczekać ich kolejnego albumu i pozostaje mi tylko życzyć sobie, by pokładana w nich nadzieja, nie okazała się płonna.

Przyznam, że bardzo obiecująco wygląda ten nowy trend w k-popie i takie postacie jak GD, Jung Yong-hwa, czy Bang Yong Guk bezsprzecznie podnoszą poprzeczkę stawianą „idolom”. Oczywiście, że nie ma nic złego w tym, że ktoś realizuje się jedynie śpiewając cudze kompozycje. Jakby nie patrzeć, po to w zespołach jest tyle osób, by każdy mógł zajmować się tym, co umie robić najlepiej i wspólnie tworzyć poruszającą całość. Czasem żal mi po prostu wszystkich tych genialnych twórców, który skomponowali piosenki, które nuci pod prysznicem cała Azja i nawet niektórzy Polacy, a przez to, że nie byli dostatecznie przystojni, czy tanecznie uzdolnieni, muszą pracować na cudzy sukces. Bo czy ktokolwiek zastanawia się, kto stoi za hitami DBSK, 2PM* czy innych grup tego typu? Może najwyższy czas się tym zainteresować.

*UPDATE:
Jak pisałam, najwyższy czas zastanowić się kto stoi za hitami popularnych grup, bo dotychczas, przyznaję szczerze, również mnie średnio to interesowało. Najwyraźniej wyrastam już z fazy oślego zachwytu i konsumpcjonizmu, a staję się bardziej świadomym i dociekliwym miłośnikiem. No, przynajmniej mam taką nadzieję! :D

Za to m.in. lubię prowadzić blog, bo zawsze od innych można się dowiedzieć czegoś ciekawego.
Miica zwróciła mi uwagę, że przecież i chłopcy z 2PM próbują swoich sił w komponowaniu piosenek. Junsu (tudzież Jun.K) ma na swoim koncie aż cztery kompozycje: „HOT”, „Sunshine”, „Don’t Leave” i solowy „Alive”, Junho pokusił się o napisanie „Give it to me”, nawet Taecyeon złapał się za pióro! Zwracam honor, chłopaki! A Micce bardzo dziękuję za rozszerzenie horyzontów! :)

[2PM]

Tak na marginesie, bardzo podobała mi się wymiana zdań pomiędzy Junho i Junsu na temat swoich piosenek. Podczas programu „2PM Show” (23.07.11) na kanale SBS Plus chłopcy rozmawiali o swoich nowych kompozycjach i Junsu stwierdził, że najnowsza piosenka Junsu „HOT”: „Ma elektroniczne, radosne brzmienie. Myślę, że to piosenka, którą polubią małe dzieci, bo jest trochę jak (zupki) instant.” Biedny Junsu oburzył się nie na żarty takim porównaniem: „Jak możesz tak mówić do swojego hyung’a, kiedy sam ledwo napisałeś jedną piosenkę”. Junho usiłował się szybko wybronić: „Nie chciałem powiedzieć niczego złego… Mówię tylko, jak chwytliwa jest ta piosenka. Zupełnie jak zupa ramen, niezależnie od tego, gdzie i w czym ją robisz, zawsze jest świetna.” Powyższe stwierdzenie najwyraźniej nie usatysfakcjonowało Junsu i ten odbił piłeczkę w stronę Junho, komentując jego dzieło „Give It To Me”: „Słowa (piosenki) są bardzo mięsiste, jak ośmiornica.” Nichkhun poczuł się zobowiązany interweniować i zakończył całą dysputę stwierdzeniem, że Junsu „miał po porostu na myśli, że ludzie szybko polubią tę piosenkę”.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

poniedziałek, 27 lutego 2012

Kiedy świat azjatyckiego show-biznesu zaczyna przerażać

Fani, anty-fani i zdrowy rozsądek, a skandal wokół wywiadu Block B dla tajskiej telewizji.

Block B
to jeden z nowych koreańskich boys bandów, który debiutował w zeszłym roku. Od początku chłopcy kreowali się na zawadiackie, wolne duchy, które lekko sobie traktowały sztywne standardy zachowań, jakie przystoją młodym idolom i debiutantom. Ich wygłupy i żarty były naprawdę pocieszne i wprowadzały sporo koloru do dość, bądź co bądź, monotonnego świata k-popu, ale najwyraźniej chłopcy zbyt zagalopowali się w swojej błazenadzie.
W połowie lutego bieżącego roku Block B pojechali do Tajlandii i tam udzielili wywiadu dla jednej z telewizji. Tajowie to przemili ludzie, jednak ich normy grzecznego zachowania są dość ściśle określone i leżenie na stole podczas wywiadu, tudzież szczeniackie wygłupy nie są najbardziej pożądaną postawą. Można by to było oczywiście chłopcom wybaczyć, w końcu gwiazdy mają swoje prawa i fanaberie, ale gdy reporter usiłował nadać rozmowie poważniejszy ton, pytając członków Block B, czy słyszeli o katastrofalnej powodzi w Tajlandii, sprawy nabrały dość nieoczekiwany obrót.


Reporter: Co sądzicie o tej akcji charytatywnej? (ciężko powiedzieć, o jaką akcję mu konkretnie chodziło)
Kyung: Czujemy, że robimy coś dobrego.
Reporter: Dobrze się z tym czujecie?
Kyung
: Oczywiście.
Zico
: Powiedz im o wpłatach, które robisz.
Kyung: Każdego miesiąca wpłacam 200$ na konto organizacji zajmującej się pomocą dla dzieci z Afryki i lubię to uczucie, gdy wpłacam te pieniądze. Nawet gdy stanę się sławny, oddam na cele charytatywne połowę mojej fortuny.

Reporter
: Połowę?Zico: Powiedziałeś to przed kamerą. Że oddasz połowę swojej fortuny.
Kyung
: Może połowę mojej wypłaty?
Reporter: Słyszeliście o powodzi w Tajlandii?

Zico
: Tak, wiem o tym. Tym wszystkim, którzy muszą stawiać czoła trudnościom z powodu powodzi oraz wszystkim rodzinom, które ucierpiały, chcemy powiedzieć, że mamy nadzieję, iż nasza pomoc finansowa pomoże uśmierzyć wasz ból. Jedne co mamy, to pieniądze.
Kyung
: Jak dużo?
Zico: Jakoś koło 7000 wonów (ok 6$)?
[Po tym stwierdzeniu wszyscy chłopcy wybuchli śmiechem]

No cóż… Nie da się zaprzeczyć, że zachowanie członków Block B było nie na miejscu i dość niesmaczne. Chłopcy mają jednak po 21 i 19 lat, trudno więc oczekiwać, że będą potrafili zachować się odpowiednio w każdej sytuacji. Kto z nas nie robił głupot, gdy miał tyle wiosen na karku? Jak najbardziej trzeba było ich pogonić za nniesmacze żarty i wytłumaczyć, że zeszłoroczna powódź pochłonęła ponad 500 istnień ludzkich a tysiące zostały bez dachu nad głową. Przemyśleliby sprawę, przeprosili i wszystko byłoby OK.


Krytyka, jaka posypała się na głowy chłopców po tym wybryku, przerosła chyba najśmielsze oczekiwania kogokolwiek. Anty-fani (dość popularne zjawisko z Azji – namiętnie zwalczają i piętnują znienawidzone gwiazdy za każde, nawet najdrobniejsze potknięcie) poczuli się jak ryba w wodzie i zalali fora internetowe głosami oburzenia pod adresem Block B. Fani również nie byli zachwyceni i nie szczędzili ostrych słów. Tajom zaś nie ma co się dziwić, że poczuli się dotknięci i nie wyrażali się pochlebnie pod adresem zespołu. Nichkhun z 2PM, który z pochodzenia jest Tajem, też nie mógł powstrzymać się od skomentowania całej sprawy na swoim tweeterze:

„Jako Taj także czuję się urażony przez tych, którzy plotą o powodzi w Tajlandii bez ani minuty zastanowienia. Jeśli przybywasz do Tajlandii, zamiast robić bezmyślnie (na co masz ochotę), uszanuj, proszę, kraj (który odwiedzasz) i zachowuj się, jak przystało.”

[Nichkhun z 2PM]

Z kolei za te kilka słów prawdy (do tego wypowiedziane w kulturalnym tonie) na Nichkhuna poleciały gromy ze strony fanów Block B. Ci mieli do niego pretensje, że w ogóle wypowiada się na temat i niepotrzebnie podsyca negatywne nastroje.

Sami zainteresowani bardzo szybko zreflektowali się w swoim zachowaniu i przeprosili oficjalnie swoich fanów, obywateli Tajlandii i wszystkich tych, którzy poczuli się urażeni ich zachowaniem. Padły słowa samokrytyki, Taeli powiedział: „Kiedy jeszcze raz obejrzałem klip wideo (z wywiadu), było mi wstyd za to, jak bardzo zachowaliśmy się lekceważąco. Teraz już rozumiem, dlaczego ludzie mówią ‘Block B jest hańbą naszego kraju.’”. Park Kyung i Jaehyo dodali jeszcze: „Nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji i okazaliśmy totalny brak szacunku. Obiecujemy być bardziej dojrzali i pokorni w przyszłości.” Chłopcy wykonali zbiorowy, uniżony pokłon pod kątem 900 a lider zespołu i główny winowajca całego zamieszania, Zico, na znak, że żałuje tego, co się stało, ogolił sobie głowę. W Azji jest to dość silny symbol okazania szczerości żalu i przeproszenia za to, co się zrobiło. Ja tam nie wątpię w szczerość ich intencji, bo przepraszali za swój wybryk nie raz i za każdym razem wyglądali na naprawdę przygnębionych zaistniałą sytuacją.

[przeprosiny chłopców]

[nowa fryzura Zico]

W całej tej sprawie najpotworniejsze jest jednak to, jak zachowali się „fani”, czy jak można nazwać tych ludzi, wobec zespołu. Pomimo szczerych przeprosin i ciągłego sypania sobie głów popiołem, słowa krytyki bynajmniej nie cichły. Całkiem niedawno do opinii publicznej wyciekła informacja, że w internecie krąży petycja nawołująca członków Block B do popełnienia samobójstwa (!). Najmłodszy z chłopców, Pyo Ji Hoon (P.O.), który i tak był już w dość marnej kondycji psychicznej w związku z nasilającą się nagonką, po usłyszeniu tej rewelacji, zasłabł i znalazł się w szpitalu. Lekarze stwierdzili załamanie nerwowe. P.O. trafił do szpitala 23.02 i póki co nie widziałam żadnej informacji o jego obecnym samopoczuciu.

[Pyo Ji Hoon (P.O.)]

Nie wiem jak Was, ale mnie od dłuższego czasu przeraża świat azjatyckiego show-biznesu, a zwłaszcza sposób, w jaki podchodzi się tam do drobnych pomyłek i nieco większych potknięć. Mam coraz silniejsze wrażenie (graniczące już niemal z pewnością), że azjatyckie gwiazdy tracą status człowieka w momencie podpisania kontraktu z daną agencją, która podejmuje się wypromowania ich i treningu. Najpierw traktowani są, w najlepszym razie, jak psy na obozie treningowym, gdzie jedyne prawo, jakie posiadają, to oddychać, byle nie za głośno. Przez czas „przygotowań” do bycia celebrytą, dany delikwent musi liczyć się z morderczymi ćwiczeniami, brakiem życia prywatnego, spaniem po kilka godzin na dobę (albo i nie), przymieraniem głodem (nikt im za ten czas nie płaci, a do tego trzeba przecież linię trzymać) i ślepym posłuszeństwem wobec trenującej go osoby. Gdy zaś uda się wreszcie wspiąć na upragniony szczyt, nie ma miejsca na coś takiego, jak pomylenie się lub palnięcie gafy. Pisałam już o tym w poście o narkotykowych aferach z udziałem gwiazd (tutaj). Celebryci w oczach mediów i fanów to ewidentnie ludzie innego gatunku, lepszego sortu i każde przypomnienie, iż ukochany idol jest również człowiekiem, kończy się frustracją i społecznym ostracyzmem.

Smutne to i straszne.

Wybaczcie niewesoły wydźwięk dzisiejszego postu, ale wydaje mi się, że i takie są potrzebne, by uświadomić sobie to i owo.


Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...