Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanony urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanony urody. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2012

Tu przytniemy, tam podpiłujemy i będzie git!

Czyli o cudownych następstwach diet i przebytych chorób (albo o operacjach plastycznych w Korei, jak kto woli).

[Shin Dong z Super Junior 
to zdjęcie to tylko kawał z okazji pierwszego kwietnia
ale oczęta pociachać sobie już dał :(]

Całkiem niedawno Koreańczycy zapłonęli słusznym gniewem, gdy okazało się, że uroda nowo wybranej Miss Korea 2012, Kim Yu Mi, nie jest dziełem Matki Natury. Po tym, jak zgarnęła tytuł i koronę najpiękniejszej, do internetu wyciekły jej szkolne zdjęcia, na których zbyt podobna do obecnej siebie nie jest… Dziewczyna mężnie przyznała: „nigdy nie twierdziłam, że urodziłam się piękna.”, ale tytułu bynajmniej oddawać nie zamierza. Dodała jeszcze, iż „od teraz, mam nadzieję, stać się sławną ze względu na moje wewnętrzne, a nie zewnętrzne piękno.” Ma dziewczyna poczucie humoru, nie ma co.

[Kim Yu Mi, obecna Miss Korea
dziś i kiedyś]

Rozumiem oburzenie, bo w końcu były to wybory Miss Korei a nie Miss sprawności rąk chirurgów. Trudno jednak zrozumieć nagonkę mediów, która poniekąd się rozpętała po wyznaniu Kim Yu Mi. Zjawisko występowania podwójnych standardów jest, niestety, na półwyspie zjawiskiem dość częstym. Cenzura, która przepuszcza albo zakazuje klipów i piosenek wg tylko sobie wiadomych standardów (tutaj), sposób kreowania girls bandów, a dopuszczalne społecznie normy zachowań (tutaj), cały fan-serwis w męskim wykonaniu, a poziom tolerancji osób o odmiennej orientacji seksualnej (tutaj) i na koniec operacje plastyczne. W kraju, gdzie współczynnik wykonywanych zabiegów w przeliczeniu na ilość mieszkańców jest najwyższy na świecie i gdzie pewnie połowa gwiazd i celebrytów na którymś etapie swojego życia poprawiła sobie to i owo, otwarte przyznanie się do chirurgicznej korekcji urody jest ogromnym tabu.

[ilość wykonanych operacji plastycznych liczona na 1000 mieszkańców
dane z 2010 roku
różnoniebieskie paski pokazują ty operacji. Od lewej:
skóra i włosy; piersi; tłuszczyk; twarz i włosy; reszta ciała]

Im dłużej interesuję się kulturą wschodu, tym bardziej jestem pełna podziwu dla mieszkających tam ludzi. Przyznaję, że mi ciężko byłoby się odnaleźć w gąszczu sprzecznych sygnałów i powinności. Z jednej strony nacisk na to, by być pięknym i bogatym jest obezwładniający. Z każdego zakątka ulicy oraz lodówki wyskakują niemożliwie piękne twarze znanych i lubianych celebrytów, po biurze krążą wycyckane i zadbane panie, których nienaganny styl i drogie dodatki onieśmielają, do tego pokutuje popularne przeświadczenie, że ładni mają w życiu łatwiej i szybciej dostają dobrą pracę, niż ci mniej urodziwi… Nie mówiąc już o tym, że z wątpliwą urodą, nie ma nawet co marzyć o znalezieniu wyśnionego partnera. A przecież piękno jest niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy zaoszczędzić nieco i odwiedzić dzielnicę Gangnam w Seulu, która znana jest jako plastyczne zagłębie Korei (teraz już wiecie, dlaczego najnowsza piosenka PsyGangnam Style” jest tak genialna?).

No i tu zaczynają się schody. Być brzydkim zdecydowanie nie wypada. To już ustaliliśmy. Jeśli jednak ktoś podejmie próby wpasowania się w obowiązujące standardy (więcej o koreańskich standardach urody tutaj) za pomocą skalpela i, nie daj Boże, przyzna się do tego otwarcie, i tak zostanie zepchnięty w odmęty tej samej szarej strefy, z które wyszedł. Bo piękno musi być naturalne, albo przynajmniej musi na takie dobrze pozować.

 [są też i tacy, którzy nie wierzą w naturalne pochodzenie boskiej krzywizny nosa Mihonka (Lee Min Ho)]

My, szare żuczki, i tak nie mamy tak źle. Jasne, że presja idealnych ciał i buź, wyskakujących zza każdego zakrętu bywa przytłaczająca, ale pomyślcie o tym, co muszą przeżywać wszyscy ci, którzy znajdują się na medialnym świeczniku. Już słyszę uszami wyobraźni te wszystkie komentarze, że aktorzy i piosenkarze sami się pchali, więc mają co chcieli. Ja jednak pozostanę wierna swoim przekonaniom, że fakt posiadania talentu i podzielenia się nim ze światem, nikogo jeszcze uprawnia, by podnosić takiego delikwenta do boskich kategorii, gdzie ludzkie przywary i słabości nie mają dostępu. To są tacy sami ludzie jak my, może ładniejsi, może zdolniejsi i z parciem na szkło, ale zapewne z takimi samymi (jak nie większymi) kompleksami i problemami.

A trudno nie popaść w kompleksy, gdy non stop przebywa się w towarzystwie zjawiskowo pięknych i uzdolnionych ludzi, a własny manager daje talon na wykonanie operacji plastycznej.

Było już kilka gwiazd w historii koreańskiego przemysłu rozrywkowego, które zakończyły swój żywot, odbierając sobie życie z powodu przepracowania i zbyt dużej presji. To był ogromny szok, gdy w 2010 roku gwiazda jednego z największych międzynarodowych hitów koreańskiej telewizji „Winter Sonaty”, Park Yong Ha, został znaleziony nad ranem w swoim domu, powieszony na kablu. Na ratunek było już niestety za późno.

[Park Yong Ha]

A presja jest ogromna. Nie tylko trzeba śpiewać i tańczyć perfekcyjnie, ale równie perfekcyjnie prezentować się przed kamerami. K-pop jest niestety zupełnie nastawiony na wygląd i często uroda przyszłych członków zespołów jest dużo ważniejszym czynnikiem, niż ich talent wokalny czy aktorski. Ostatnio sporo sensacji wzbudziła wypowiedź rzecznika YG Entertainment odnośnie planowanej, nowej grupy dziewczęcej:

„W skład nowego grils bandu wchodzą tylko te dziewczęta, które nigdy nie poddały się operacjom plastycznym. Ich kontrakt podpisany z Yang Hyun Sukiem  zawiera klauzulę o „braku operacji plastycznych”… Operacje plastyczne mają swoje dobre strony, ale jednocześnie sprawiają, że jest coraz mniej naturalnych piękności w zespołach… Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG.”

[Kim Eun Bi, jedyna znana członkini nowego girls bandu YG,
znana z udziału w programie "Superstar K2"]

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i przeniósł punkt ciężkości z urody, na muzykę. Po głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że nic bardziej mylnego! Skoro dziewczęta mają klauzulę o braku operacji plastycznych w kontrakcie, znaczy to tyle, że będą piękne z natury. Co dalej implikuje, że głównym założeniem przyświecającym przesłuchaniom, było znalezienie urodziwych buź, których nie trzeba by było udoskonalać. Co więcej, stwierdzenie „Widząc tyle grup z pięknymi buziami w zespole, zaczęliśmy się zastanawiać, jak te dziewczęta poradziłyby sobie, gdyby przyszło im wykonywać muzykę YG” nie tylko jest policzkiem dla wszystkich pięknych dziewcząt z koreańskiego show-biznesu, sugerującym, że nie potrafią śpiewać, ale również spycha je do gorszej kategorii „tych poprawionych skalpelem”.

Dlatego większość gwiazd szybciej popełni publiczne harakiri, niż otwarcie przyzna się, że zrobiła sobie operację plastyczną. A bardziej lub mniej uzasadnionych spekulacji jest całe mnóstwo. Chyba nie ma celebryty, którego nie podejrzewano by o poprawienie sobie tego i owego.

Najczęstszymi wymówkami są: utrata wagi, zbawienny wpływ ćwiczeń i zabiegów kosmetycznych. Jessica z SNSD idzie w zaparte, że jej nagła zmiana kształtu szczęki to wyłącznie wynik schudnięcia z przepracowania. Gdy sytuacja jest jednak zbyt oczywista i nie da się dłużej brnąć w zaprzeczania, kolejną taktyką jest przyznanie się do przejścia operacji, która wymuszona była jakaś chorobą albo wypadkiem, a ładniejszy kształt nosa, czy kości policzkowych to tylko miły efekt uboczny. Kim Hyun Joong tłumaczył swoją zamianę nosa na lepszy model tym, że dawno temu dostał w niego kamieniem i chcąc nie chcąc, musiał się biedaczysko pod nóż położyć.

 [Jessica z SNSD i jej podejrzana linia szczęki]

Gdy wszystko inne zawiedzie, ewentualnie można się przyznać do zrobienia sobie operacji, by uzyskać podwójną powiekę. Jest to zdecydowanie najpopularniejszy zabieg w Korei (pewnie też w Azji, ale pewna nie jestem) i czasem mam wrażenie, że traktowany jest jak wypad w kapciach do warzywniaka na zakupy. Zaskakujące jest jednak, jak wiele taka z pozoru niewielka zmiana jest w stanie namieszać na czyjejś twarzy! Patrząc na zdjęcia Shin Donga z Super Junior albo Uee z After School, rzeczywiście, trudno nawet zauważyć różnicę. Ale to co zaszło z buziami Goo Hary z KARY i Kyu Hyuna (też SuJu), to już jest po prostu magia…

 [Goo Hara z KARA]

 [Kyu Hyun z Super Junior]

Są jednak postaci heroiczne i godne podziwu. Zdecydowanie najjaskrawszym przykładem jest Kwang Hee z ZE:A. Chłopak sam z siebie przytaszczył do studio podczas kręcenia variety show „Strong Heart” swój wielki portret sprzed kilku lat i bez żenady wyznał, że przeszedł tyle operacji plastycznych, że do 20-tego roku życia nie mógł pić alkoholu, bo ciągle był albo rekonwalescentem, albo przygotowywał się do kolejnego zabiegu. Nie da się ukryć, że przemiana… robi wrażenie.

  [Kwang Hee z ZE:A]

Trzech panów z legendarnego Shinhwa: Shin Hye Sung, Jun Jin, i Kim Dong Wan przyznało się po latach, że też mają kilka rzeczy poprawionych na swoich buziach. Ich fanklub jest już jednak tak mocno zakorzeniony, że podobne rewelacje nie mogą im już zaszkodzić. Choć bez wątpienia oddziałują na opinię publiczną. No bo skoro wystarczy sobie tu coś rozciąć, tu podpiłować i wyglądać jak gwiazda ekranu, dlaczego by nie podjąć tego wyzwania!?

Korea wyrasta obecnie na mekkę chirurgii plastycznej i znęceni widmem pięknolicych idoli mieszkańcy wschodniej Azji (choć nie tylko! Kliniki chirurgii plastycznej goszczą obywateli np. Mongolii czy krajów Arabskich) masowo przyjeżdżają „na wakacje” na półwysep po to, by poprawić sobie to i owo. Nie można również zapomnieć o sporej ilości pacjentów z USA. Mieszkający tam Azjaci wolą przylecieć do Korei, by oddać się w ręce specjalistów, którzy rozumieją specyfikę azjatyckiej urody, niż skorzystać z usług lokalnych klinik. A nóż będzie nas operować chirurg, który dotykał boskich powiek któregoś z koreańskich idoli?!

 [nietknięte powieki Ga In z Brown Eyed Girls]

Zastanawia mnie tylko, do czego to wszystko prowadzi. Czy jeszcze trochę otoczeni będziemy armią idealnie pięknych i zupełnie wyzutych z jakichkolwiek ludzkich cech idoli? Czy wyobraża sobie ktoś Gonga Yoo (vel. Guniaczka) z podwójną powieką?! Albo Ga In z Brown Eyed Girls? To by była jakaś tragedia! Widać, mnie Europejce, łasej na wszystko co inne i azjatyckie, nie dane nigdy będzie pojąć, jak komuś mogą się nie podobać te przepiękne, migdałowe oczy.

 [Guniaczek]

Z wszystkiego, najsmutniejsze jest to, że my sami, fani w ogóle, nakręcamy tę chorą spiralę. Gdyby nie było popytu, nie byłoby i podaży. Skoro publiczność domaga się pięknych buź, to je dostaje. Nie ma co się czarować, show-biznes, jest tylko biznesem i robienie kasy zawsze było priorytetem…

P.S. Nie zapomnijcie wypowiedzieć się w ankiecie na pasku obok →
i na facebookowym fanpage'u, gdzie pytałam o to, jakiej muzyki słuchaliście przed rozpoczęciem przygody z k-popem

Więcej na temat:
Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 10 czerwca 2012

Nie to ładne, co ładne…

…ale co się Azjatom podoba.
Czyli o standardach urody na dalekim wschodzie.

 [Im Yoon Ah]

Czy i Wam zdarzyło się zastanawiać, co takiego szczególnego jest w Im Yoon Ah z SNSD, że niemal połowa (a może i więcej?) celebrytów odpowiadając na pytanie, jaka gwiazda jest dla nich ideałem piękna, wymienia właśnie ją? Nie, żebym twierdziła, że brak jej urody! Jasne, że jest śliczna, ale… hmm… Czy aż tak? Mi zapewne z wiadomych względów ciężko oceniać, ale refleksja ta skłoniła mnie do pochylenia się nad zagadnieniem, jakim są kanony urody obowiązujące u naszych skośnookich braci.

Sprawa jest tym ciekawsza, iż wygląda na to, że zwłaszcza dla Koreańczyków istnieje uniwersalny zbiór idealnych cech, które razem tworzą idealnego człowieka. W zachodniej kulturze istnieje presja piękna, ale myślę, że nie jest ona aż tak daleko posunięta (więcej tutaj). Poza tym, u nas istnieją jakieś tam ogólne wytyczne (np. gęste włosy, zdrowa cera, pełne usta), jak wygląda piękna kobieta/przystojny mężczyzna, ale mimo wszystko jest to sprawa bardzo indywidualna. Są tacy, którzy lubią kościste panie, ale są też tacy, którzy wyznają starą ludową zasadę, że „bez piersi i brzucha, to nie dziewucha” (serio, nie wymyśliłam tego! :P). Jedni lubią blondynki, inni brunetki, jeszcze inni szaleją za rudymi. Dla każdego coś miłego!

[a ja np. lubię pana Kanga ^^]

W Korei zaś istnieją pewne, ustalone cechy, które pojmowane są przez ogól jako atrakcyjne. Im więcej dany osobnik posiada w sobie tych cech, tym bardziej jest urodziwy w oczach swoich ziomków. W związku z tym nie powinny już tak bardzo dziwić zatrważające statystki wykonanych operacji plastycznych w tym kraju. No bo skoro, by stać się pięknym, wystarczy tylko poprawić kilka elementów, wysiłek wart jest zachodu!

Czym zatem powinien charakteryzować się piękny mieszkaniec Azji? (co ciekawe, w przypadku Korei cechy te odnoszą się nie tylko do kobiet, ale też do mężczyzn! Więcej o męskim dbaniu o siebie: tutaj)

Jasna cera

 [Park Bom z 2NE1
trochę do siebie niepodobna, ale na pewno biała]

Hordy skwierczących na europejskich plażach, niegdyś białych ciałek są dla Azjatów wszelkiej maści (od Hindusów, poprzez Tajów, aż po Japończyków) niczym sceny z horrorów. Tak jak my kochamy słoneczko i z radością wystawiamy swoje buzie na działanie wiosennych promyków, tak dla Azjaty to wróg z sortu tych najgorszych. Nigdy nie zapomnę widoku wietnamskich ulic, gdzie w 40-stopniowym upale, z wilgotnością powietrza przekraczającą 110%, przechadzały się zgrabne panie w skafandrach iście kosmicznych: długie spodnie, kolorowa kurteczka, rękawiczki, maska na twarzy, kapelusz z rondem i okulary przeciwsłoneczne. I bez takich widoków normalny człowiek rozpływa się w tym upale i nawet nie chcę myśleć, jak czułabym się w takim stroju!


Ale dla ochrony przed słońcem nie ma takiej rzeczy, do której nie posunąłby się Azjata! Parasolki i kremy z wybielaczami i filtrami (które moje koreańskie koleżanki aplikowały na twarze nawet w Polsce przy 20-sto stopniowym mrozie i śnieżnej zawiei) to chleb powszedni. Koreańskie ajumy (i ponoć Chinki również) noszą czasem hełmy nieco podobne do tych, które mieli chłopaki z Big Bang w „Fantastic Baby”, wszystko w trosce o to, by pozostać białym jak ta śnieżynka.


[Ajuma vs. G-Dragon. I kto jest bardziej stajlisz? :>]

Duże oczy z podwójną powieką

 [Kang Dong Won godnie prezentuje, czym jest podwójna powieka]

Była już o tym mowa (tutaj), ale dla przypomnienia: podwójna powieka to marzenie nie tylko każdego Koreańczyka, ale niemal każdego mieszkańca skośnookiej Azji. Japończycy mają nawet na nią swoją nazwę (czy na coś nie mają?): futae mabuta. Jest to najczęściej wykonywany zabieg plastyczny w Azji, często robiony od razu z operacją powiększenia oka. Nacina się wtedy zewnętrzny kącik oka, by je bardziej „otworzyć” i sprawić, by wyglądało na większe. Sama myśl o podobnych przyjemnościach sprawia, że gałki oczne niemal same mi z wrażenia wypływają, ale czego się nie robi, by być pięknym…

[jak można mieć coś przeciwko takim cudnym oczętom?! @_@
Yoon Si Yoon i jego boskie pojedyncze powieki]

Jeśli jednak nie ma się na zbyciu 1,2 tysiączka dolarów (cena stąd), żeby sobie machnąć podwójną powiekę, można zawsze uciec się do metod dla ubogich. Azjatycki rynek wyspecjalizował się w specjalnych taśmach i klejach, którymi podkleja się górną powiekę, by uzyskać upragnione futae mabuta. Miałam okazję wypróbować ten specyfik i muszę przyznać, że wrażenie jest dziwaczne. Jakby coś utknęło pomiędzy mózgiem a gałką oczną i nie pozwalało zamknąć do końca oka. Zdecydowanie nie jest to doznanie, które chciałabym kiedykolwiek powtarzać!

Tu mała wizualizacja:

 
Ale to jeszcze nie koniec znęcania się na oczyma! By wydawały się większe, oprócz kleju tudzież operacji, koniecznie trzeba zainwestować w tak zwane circle lenses, czyli szkła kontaktowe powiększające tęczówkę oka. Niektóre naprawdę są ogromne i aż ciężko mi sobie wyobrazić, jak można je zaaplikować na oko. Choć, jeśli mam być szczera, jest to akurat jeden z obiektów, które mieszczą się w sferze moich fantazji o ich posiadaniu… Ekhm… Ostrzegałam już chyba kiedyś, czym grozi nadmierna fascynacja Azją (tutaj)!

Dla zainteresowanych skośnookimi oczyma, więcej na blogu Skośnoocy Flower Boys
I o circle lenses na Azjatyckim Cukrze.

Prosty, wąski i „wystający” nosek, w zagranicznym stylu

[Lee Min Ho i jego słynny nos]

Wiele Azjatów ma kompleks na punkcie swoich nosów, które wg nich są płaskie, jakby się zderzyli w dzieciństwie ze ścianą. Fakt, że w porównaniu do naszych nochali, ich są w większości niewielkie i zgrabne, ale w życiu bym nie powiedziała, żeby nasze były w jakikolwiek sposób lepsze! Głównie chodzi im o to, żeby chrzęść była bardziej wystająca, tworząc wyraźny grzbiet. I znów, jeśli nie ma się kasy, by sprawić sobie takie „cudo” spod noża, znajdzie się terapia zastępcza! Na rynku są specjalne przybory do masażu, które niby to mają wydłużyć i uwydatnić azjatycki nosek, albo klipsy do noszenia po domu (mam nadzieję, że tylko po domu :>), by nos nie był taki szeroki. Pomijając skuteczność podobnych innowacji, czasem zastanawiam się, kto wpada na te wszystkie urodowe pomysły… Doprawdy… -__-`


Mała buzia i V-line

O literkach w ludzkim ciele było już sporo mowy (tutaj), warto jednak podkreślić, że tak zwana V-line jest absolutnym obiektem pożądania płci obojga. Myślę, że ten trend jest akurat najbardziej koreański spośród wszystkich na razie wymienionych. Nie zauważyłam w reklamach innych azjatyckich krajów, by tak eksploatowano tę cechę. A o co ten hałas?

[Ga In z Brown Eyed Girls]

V-line to oznaczenie kształtu twarzy, który u nas określilibyśmy mianem trójkąta. Dolna część buzi powinna być szczupła i tworzyć z brodą linię V. Z moich obserwacji wynika, iż Hyun Bin może się takową pochwalić i np. Ga In z Brown Eyed Girls. Generalnie jeśli chodzi o twarz, powinna być ona drobna i w żadnym wypadku nie posiadać pulchnych pulikasków (tylko co to za przyjemność, jak nie ma za co złapać i wytarmosić?). Żeby było śmieszniej, większość Koreańczyków posiada kompleks na tym tle i sądzi, że ich policzki są zbyt wydatne, albo kości policzkowe zbyt szerokie i zasłaniają je na zdjęciach wszystkim doskonale znanym gestem „V”. Albo przykładając piąstkę do policzka, albo układając dłonie w kształt linii V na wysokości brody, albo ustawiają się zawsze tak, by było widać tylko połowę twarzy (więcej o zdjęciowych trickach: tutaj). Jednym z większych komplementów, jakie możemy zatem usłyszeć z koreańskich ust jest posiadanie „małej buzi”.

[Hyun Bin]

Wracając do otwierającej post Yoony, w ankiecie przeprowadzonej w 2010 roku przepytano niemal 300 nastolatków i aż 67% z nich powiedziało, że chciałoby mieć taką buźkę jak ona. Jak to ładnie ujęto w artykule: „Linia jej twarzy wyraża jej przyjazny i niewinny wizerunek”.

Generalnie wydaje się, że Yoon Ah ma na swojej buźce wszystko, co trzeba:


Do tego jest szczupła, zwiewna i bardzo delikatna. Ubiera się dziewczęco, uśmiecha uroczo i śmieje zakrywając wstydliwie ustka. Czegóż chcieć więcej? Do kopiowania przystąp!

A chirurdzy plastyczni zacierają ręce…

Więcej na temat:
Społeczne fenomeny

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...