Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jonghyun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jonghyun. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2012

Zakazana miłość

z dedykacją dla Anulak

Czyli kolejna garść powodów, dla których nie chcielibyście być gwiazdami koreańskiego show-biznesu.


Nigdy nie podejrzewałam Piotra Szczepanika o tak daleko posuniętą świadomość kulturową i znajomość koreańskiego show-biznesu, ale widać chłopak miał nieźle rozwinięty zmysł prekognicji, gdy śpiewał słowa swojego wielkiego hitu sprzed lat. „Kochać, jak to łatwo powiedzieć.” Czy można lepiej ująć sytuację koreańskich celebrytów i ich sprawy sercowe? Pewnie sam pan Piotr nie wie, jak bardzo ma rację!

Raz na jakiś czas na plotkarskich serwisach typu allkpop.com czy soompi.com pojawiają się szokujące newsy typu: X spojrzał przeciągle na Y podczas nagrywania variety show „Z”, to na pewno romans! A był widziany razem z B, gdy wychodził z restauracji C, to na pewno romans! Dramowy pocałunek D i E był zadziwiająco udany i realistyczny, na pewno mają romans! Pomijając jednak te głupkowate ploty, usłyszeć o jakimś prawdziwym romansie w świecie k-popu, to prawdziwa rzadkość! Czyżby wszyscy byli tacy tajemniczy i ukrywali swoje połówki lepiej, niż Templariusze pochowali swoje skarby? Czy może w natłoku zajęć w grafiku, nie mają czasu na takie zbytki jak związki?

W obu stwierdzeniach kryje się ziarenko prawdy. W zeszłym roku głośna była historia małżeństwa Seo Taiji (legendarnego ojca k-popu) i aktorki Lee Ji Ah (znanej np. z dramy „Me Too, Flower!”), które wyszło na jaw przy okazji… ich rozwodu. Żeby dodać pikanterii całej sprawie, byli sobie poślubieni od 14-tu (!) lat i podobno doczekali się dwójki dzieci (są głosy, że to tylko plotki). Oboje powinni pracować w jakichś tajnych służbach, a nie w show-biznesie! Ich konspiracyjne talenta zdecydowanie się marnują!

[Seo Taiji i Lee Ji Ah]

A to, że gwiazdy są zapracowane, wiadomo nie od dziś i rzeczywiście jest tak, że grafiki celebrytów wypchane są do granic absurdu i managerowie (jeśli są łaskawi) zostawiają swoim podopiecznym zaledwie po kilka godzin wolnego na sen. Dlatego nie ma co się dziwić, że w profilach wielu gwiazd, w tabelce „hobby” nie znajdziemy niczego kreatywnego. Śpiew, taniec, wyciskanie na siłowni, w porywach oglądanie filmów i słuchanie muzyki, ot czemu poświęcaj się gwiazdy w „wolnych chwilach”. Ich życie w większości sprowadza się do występów (czy to na scenie, czy to w TV), długich godzin ćwiczeń, wywiadów i sesji fotograficznych, a każdą wolną chwilę, jaką tylko uda im się wygospodarować pomiędzy jednym nagraniem a drugim, poświęcają na to, czego im najbardziej trzeba, czyli sen.

 
[biedne chłopaki z Infinite, nawet śpią synchronicznie!]

Nie ma się co oszukiwać, pomimo szalonego stylu życia, na takie rzeczy jak miłość zawsze znajdzie się czas. Szefowie agencji gwiazd doskonale o tym wiedzą i bynajmniej ich ta wiedza nie cieszy. Zakochany celebryta, to same problemy, dlatego też wymyślili sobie sprytnie, jak uregulować i tę kwestię! Młodzi ludzie skłonni są zgodzić się na wszystko, byle tylko spełnić swoje marzenia, co show-biznesowe molochy skrzętnie wykorzystują. W cyrografie kontrakcie bardzo często znajduje się zapis, iż przyszły piosenkarz/aktor na określony czas zobowiązuje się nie angażować w żadne miłosne perypetie. I zazwyczaj jest to punkt, który nie podlega negocjacjom. Albo podpisujesz i wstępujesz do zakonu zespołu, albo spadaj, bo jest tysiąc innych na twoje miejsce, którzy marudzić nie będą.

Czemu agencjom tak zależy, by ich gwiazdy pozostawały w stanie wolnym? Po pierwsze, singlom łatwiej jest się skupić na swojej pracy i oddać jej bez pamięci. Nie rozpraszają ich zmartwienia po ostatniej kłótni z partnerem, ani nie irytują się, gdy przedłuża się wywiad, bo i tak nikt na nich nie czeka (okrutne, acz prawdziwe). Całą swoją kreatywność i energię wkładają w wykonywaną pracę i nie marzą o tym, gdzie by tu uszczknąć odrobinkę czasu na potajemną schadzkę.

Po drugie, samotnego celebrytę łatwiej jest sprzedać. Wszystkim zakochanym bez pamięci fanom zdecydowanie łatwiej jest kochać swoje bożyszcze, gdy ten/ta nie ma u swego boku jakiegoś niepożądanego dodatku w postaci chłopaka czy dziewczyny. A jak wiemy (a jak nie wiemy, to możemy się doedukować tutaj i tutaj), fani bywają różniści… Nie mam aż tak dużego doświadczenia z fanami k-popu płci męskiej, więc ciężko mi się wypowiadać, ale dziewczęta bardzo często żyją w wyimaginowanym związku ze swoim idolem, a sieć zasłana jest wyznaniami miłości do własnego „męża”, jak się pieszczotliwie zwykło nazywać swoich ulubieńców. Co prawda w świecie miłośników k-popu bigamia jest jak najbardziej legalna i oczywista, to jednak wieść o tym, że „mąż” śmiał sobie przygruchać jakąś panienkę, jest jak policzek dla fanki! Mam wrażenie, że fani płci obojga ubzdurali sobie, że celebryci zostali poślubieni swoim fanom i każda plotka o ewentualnym związku odbierana jest jak zdrada. A zdradzony i rozgoryczony fan potrafi wiele! Oj, wiele! Od „cichych dni” poczynając, czyli bojkotowania występów swojego ulubieńca, a na fizycznych i słownych atakach na nieszczęsną połowicę kończąc.

Tak było w przypadku głośnego romansu Jonghyuna (SHINee) i aktorki Shin Se-kyung w październiku 2010 roku. Fani poczuli się, delikatnie mówiąc, oszukani i obrazili się śmiertelnie na Jonghyuna, a Se-kyung musiała znosić fale nienawiści i strugi jadu plujące na nią z każdej strony. Związek w końcu się rozpadł, ale miłośniczki Jonghyuna pewnie do dziś wypominają mu skok w bok.

 [Shin Se-kyung i Jonghyun]

Lekkiego życia nie miała też dziewczyna Se7en, Park Han Byul, która dopiero od niedawna może spokojniej przemierzać ulice, nie obawiając się, że zza rogu wyskoczy jakaś rozsierdzona fanka jej wybranka. Oboje długo ukrywali ten związek, ale gdy ich wspólne zdjęcie wyciekło do prasy, postanowili potwierdzić, że są razem. Reakcja fanów nie była zbyt budująca, gdyż z tego powodu z fan-klubu Se7en wypisało się aż 100 tysięcy osób!

[Se7en i Park Han Byul

W całej tej nagonce aż ciężko uwierzyć, że program „We Got Married” cieszy się niesłabnącą popularnością. Jest to variety show, w którym gwiazdy show-biznesu zostają złączone w pary, by sprawdzić, jak poradziłyby sobie w życiu, gdyby zostały sobie poślubione. Widzowie (oraz komentatorzy w studio) śledzą losy pary od pierwszego dnia, gdy się poznają, kibicują im przy wykonywaniu różnych zadań i słuchają spostrzeżeń oraz uczuć „małżonków” po dniu pełnym wrażeń. 


Choć przez program przewinęły się naprawdę znane twarze, jak np. Nichkhun z 2PM i Victoria z f(x), Jung Yong Hwa (CN Blue) i Seohyun (SNSD), to żaden fan tudzież fanka nie ruszyli do stacji MBC z krucyfiksem, wyciągać swojego ukochanego z łap ich ekranowych partnerów. Myślę, że mają na to wpływ dwie rzeczy: wszyscy doskonale wiedzą, że program jest wyreżyserowany i związek dwóch celebrytów nie jest prawdziwy. Ot, taka bardziej zaawansowana gra dla gwiazd. Można więc ją oglądać jak zwyczajną dramę w TV, z tą przewagą, że reakcje oglądanego ulubieńca są dużo bardziej autentyczne. Można więc śledzić, jak dana osoba zachowywałaby się w związku, marząc sobie skrycie, że my jesteśmy w skórze jej partnera.

[Seohyun i Jung Yong Hwa]  

W celach edukacyjnych obejrzałam jeden odcinek i powiem, że mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony z rozrzewnieniem ogląda się pierwsze próby zaprzyjaźnienia się dwóch obcych sobie osób (oglądałam parę Jung Yong Hwa i Seohyun), z drugiej zaś… Czułam się jak jakiś zboczeniec podglądacz,  który włazi ludziom w ich prywatne sprawy. Osoby, siedzący w studio i komentujące każdy krok bohaterów, nadawały całemu programowi jakiejś takiej… perwersyjnej nuty. Ale może ja się nie znam. W końcu mam ten swój spaczony, zachodni rozumek. Nigdy nie kręciły mnie produkcje typu „Big Brother”, więc pewnie nie rozumiem idei zagadnienia.

W tym kontekście randkowy zakaz, jaki nakładają na swoje gwiazdy agencje, oraz dziecinne reakcje fanów wydają się być straszną hipokryzją. Całkiem niedawno dziewczyny z 2NE1 narzekały, że szef YG Entertainment miał uwolnić je w maju tego roku od owego zakazu (tym bardziej, że Park Bom ma już 28 a Dara 27 lat, co dla Korei jest wiekiem bardziej niż odpowiednim do zamążpójścia), ale zmienił zdanie, uznając najwyraźniej, że pozycja dziewczyn na rynku muzycznym nie jest jeszcze wystarczająco silna, by stawić czoła ewentualnym następstwom związków dziewczyn. NH Media dla kontrastu uznało, że chłopcy z U-KISS pracowali wystarczająco ciężko, by zasłużyć na nagrodę w postaci randkowej wolności (dziewczyny, bilety do Korei już kupione?). Może nie mi porównywać popularność obu grup, bo U-KISS ma dużo silniejszy fan-klub poza granicami Korei, niż w kraju, ale dotychczas żyłam w błogim przeświadczeniu, że 2NE1 jest jednym z czołowych girls bandów półwyspu. No cóż, widać dla YG uznało, że to za mało…

[chłopaki z U-KISS mają powody do radości!]

Jest jednak światełko w tunelu, gdyż można zauważyć zmieniające się nastawienie samych fanów do „sparowanych” gwiazd. Zaskakująco dobrze został przyjęty romans Junhyunga (B2ST) i Goo Hara (KARA). Fani od samego początku bardzo wspierali parę i byli zmartwieni, gdy pojawiły się doniesienia o ich rozstaniu (które okazały się być plotką, bo para nadal jest razem. Przyznajmniej na dziś: 30.07.12). Tak samo obyło się bez dantejskich scen, gdy Lee Min Ho ogłosił światu swój związek z koleżanką z planu „City Huntera”, Park Min Young. Z kolei Sunye z Wonder Girls dokumentnie roztopiła męskie serca wyznaniem, iż umawia się ze zwyczajnym chłopakiem (z plebsu, aż chciało by się powiedzieć :P).

[Junhyunga (B2ST) i Goo Hara (KARA)]

Może jest więc nadzieja, że z biegiem czasu koreańskie gwiazdy będą mogły zakochiwać i odkochiwać się zgodnie z tym, co czują, a nie z tym, na co i kiedy pozwala im ich agencja? Może wtedy nieco bardziej wiarygodnie brzmiałyby w ich ustach wszystkie te romantyczne pieśni, które z takim przejęciem wykonują. Często mam wrażenie, że biedacy, nie mają nawet pojęcia, o czym śpiewają…

Więcej na temat:
                                                                                                                    
Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 18 marca 2012

Wyjść poza stereotyp

Świat muzyki pop, niezależnie o miejsca pochodzenia, zazwyczaj kojarzy się z kolorowymi, pląsającymi młodzianami płci obojga, głupiutkimi tekstami typu „I wanna sex on the beach” i bezwolnym podążaniem za managerem, który decyduje za gwiazdę nawet o tym, w jakim kolorze powinien/-a założyć dziś majtki. Czy w takich warunkach nazywanie kogokolwiek idolem jest uprawnione? Dość to wątpliwe…


[Przełamujący stereotypy Bang Yong Guk z B.A.P.]

W k-popie jest podobnie i piosenkarze często nie tyle co nie chcą, co nie mają nawet możliwości partycypować w powstawaniu swoich albumów, czy decydować o sposobie promocji zespołu. Zgodnie z konfucjańskim systemem wartości, ze starszymi i postawionymi wyżej w hierarchii się nie dyskutuje, tylko grzecznie robi, co karzą. Są jednak talenty tak jasno świecące i osobowości tak silne, że nawet konfucjańska filozofia nie może ich stłamsić, ani powstrzymać przed wzięciem spraw w swoje ręce.

[G-Dragon]

Czy tego typu artykuł miałby w ogóle jakiekolwiek sens, gdyby nie wspomnień o G-Dragonie? To obecnie zdecydowanie jedna z największych postaci w koreańskim show-biznesie. Do agencji talentów YG Enterteinment trafił gdy miał zaledwie 12 lat i tam przez sześć kolejnych wiosen przygotowywał się do swojego debiutu. Najwyraźniej od zawsze zdradzał swoje szczególne uzdolnienia, gdyż wniósł spory wkład w przygotowanie debiutanckiego albumu, pisząc teksty piosenek, pomagając w komponowaniu muzyki a nawet tworząc utwory zupełnie samodzielnie. „Haru Haru”, jeden z największych hitów Big Bang ever, jest właśnie takim jego samodzielnie spłodzonym dzieckiem. Nie ma chyba piosenki Big Bang, do której GD nie przyłożyłby swojej (boskiej, chciałoby się rzec) ręki. Pomógł również przy solowych projektach innych członków zespołu, Taeyangowi i SeungRi. GD nie oparł się pokusie wydania własnego solowego albumu (który tak na marginesie jest jedną z moich ulubionych k-popowych produkcji). „Heartbreaker” odniósł wielki sukces i pokazał nowe spektrum możliwości tego młodego, bądź co bądź (obecnie ma 23 lata), chłopaczka. Zapytany o koncept tej płyty, tak podsumował swoją twórczość:

Tak jak filmy opowiadają wiele historii i klasyfikuje się je do różnych gatunków: komedii, thrilleru, horroru itp., ja koncentruję się na opowiadaniu historii w tekstach moich piosenek. Chciałem, żeby brzmiały jak prawdziwe historie nawet bez muzyki. Chciałem nadać im jasną fabułę. Myślę, że jest to wpływ zagranicznego rapu, na którym wyrosłem, a który zawsze miał do przekazania jakąś historię.


Rzeczywiście, GD nie kłamał i każda z zamieszczonych na albumie piosenek to mała perełka. Dla zainteresowanych, można poczytać tłumaczenia tekstów na stronie szczyptaorientu.blogspot.com, polecam szczególnie tekst piosenki „소년이여 (A Boy)”.

Nie wypada również nie wspomnieć o jego szczególnym wyczuciu mody i lansowaniu nowych trendów, ale po więcej szczegółów odsyłam do innych moich postów (tu i tu)

[C.N. Blue, Jung Yong-hwa jest pierwszy z prawej]

GD to nie jedyny muzyk, który robi coś więcej poza śpiewaniem i pląsaniem na scenie. C.N. Blue zapewne nie jest aż tak bardzo indie, na jaki chciałby pozować, ale nie można odmówić chłopcom z zespołu talentu i zaangażowania w muzykę, którą tworzą. Ostatni przebój grupy, „Where Are You”, wydany na japoński rynek, znalazł się na szczycie bardzo popularnej listy przebojów Oricon. Wyczyn to nie byle jaki, bo po raz pierwszy od 41 lat zagraniczny zespół zdołał zająć miejsce pierwsze w tym elitarnym zestawieniu. Już w pierwszym tygodniu od wydania singla, krążek rozszedł się w nakładzie 60 tys. egzemplarzy i obecnie sprzedaż na pewno osiągnęła 100 tys. Dokonanie jest tym większe, że piosenka została w całości skomponowana i wyprodukowana przez Jung Yong-hwa, lidera i, że się tak wyrażę, mózg zespołu, który wcześniej występował w niezależnym, rockowym zespole. Nie można wątpić, że Yong-hwa posiada szczególny talent, ale jego koledzy z zespołu również czynnie angażują się w tworzoną przez nich muzykę. C.N. Blue definitywnie osiągnęło status czołowych gwiazd koreańskiej sceny muzycznej, a członków grupy bez wahania można nazwać ludźmi godnymi tytułu „idoli”.

[Block B]

Jeśli jeszcze po zespołach o „rockowym skrzywieniu” można by się spodziewać twórczego zaangażowania, to zazwyczaj przyjmuje się, że chłopaczki z hip-hopowych i stricte popowych boy bandów są raczej sztucznymi tworami agencji gwiazd. Pozory potrafią jednak mylić i Block B dowodzi, że inteligentnemu człowiekowi myślenie stereotypami nie przystoi. Po debiutanckim mini albumie „New Kids on the Block” (2011) z przebojowym „Freeze!”, można było spodziewać się szybkiego przejścia do fazy nr 2, czyli wydania kolejnego mini albumu, by potwierdzić i przypieczętować dopiero co zdobytą popularność. Chłopcy jednak dość długo zwlekali z powrotem na scenę (jak na koreańskie warunki, rzecz jasna), gdyż, jak donosiła wytwórnia, członkowie zespołu byli zaangażowani w pracę nad komponowaniem piosenek i nie chcieli nadmiernie przyśpieszać prac. Szczególnie lider grupy, Zico, włożył wiele starań w przygotowanie albumu, pisząc tekst do takich piosenek jak: „NalinA”, „LOL”, „Did You Or Did You Not”. Tym bardziej szkoda chłopaków, że jeden głupi wyskok i nienawiść anty-fanów (szczegóły tutaj) przyćmiły ich ciężką pracę i całkiem udany album „Welcome to the Block”.

Miejmy nadzieję, że podobny los nie spotka SHINee, który w poniedziałek wyda w sieci swój 
świeżuteńki mini-album „Sherlock” (premiera namacalnego krążka 21.03). Linia promocji grupy wydaje się być mocno kontrowersyjna (szczegóły tutaj), ale pozostaje mi tylko mieć ufność, że owa nieszczęsna sesja zdjęciowa była wypadkiem przy pracy i teraz czeka nas już jedynie nauszna orgia muzyczna. Tym bardziej, że część chłopców przyłożyła rękę do produkcji ich najnowszego dziecka. Jonghyun jest współautorem tekstu do piosenek „Always There” i „Alarm Clock”, a Minho napisał swoją rapową część do „Alarm Clock”. Może i nie jest to bardzo imponujący wyczyn, ale na pewno zdradza szczytną tendencję gwiazd i gwiazdeczek do partycypowania w powstawaniu muzyki, którą firmują swoimi twarzami i nazwiskami.

[SHINee]

Jednym z zespołów, który zrobił na mnie największe wrażenie ostatnimi czasy, jest B.A.P., debiutujący w styczniu bieżącego roku. Rozwodziłam się już nad tym, jak rewelacyjnym klipem jest ich „Warrior” (tutaj), ale po przeczytaniu, że lider zespołu, Bang Yong Guk, jest aktywnym współtwórcą i producentem muzyki B.A.P., zupełnie się zakochałam! Młodziutki Zelo (16 lat) również stara się pomóc przy produkcji piosenek, co bardzo obiecująco wróży na przyszłość.

[Bang Yong Guk i Zelo]

Nieustannie robią na mnie niesamowite wrażenie tacy młodzi, ambitni i niesłychanie zdolni ludzie. Nie dość, że Yong Guk 31. marca skończy dopiero 22 lata(!), wygląda, jak wygląda...
rapuje jak światowa czołówka, tańczy jak wszyscy finaliści You Can Dance razem wzięci, to jeszcze komponuje i pisze teksty! Nie mogę się doczekać ich kolejnego albumu i pozostaje mi tylko życzyć sobie, by pokładana w nich nadzieja, nie okazała się płonna.

Przyznam, że bardzo obiecująco wygląda ten nowy trend w k-popie i takie postacie jak GD, Jung Yong-hwa, czy Bang Yong Guk bezsprzecznie podnoszą poprzeczkę stawianą „idolom”. Oczywiście, że nie ma nic złego w tym, że ktoś realizuje się jedynie śpiewając cudze kompozycje. Jakby nie patrzeć, po to w zespołach jest tyle osób, by każdy mógł zajmować się tym, co umie robić najlepiej i wspólnie tworzyć poruszającą całość. Czasem żal mi po prostu wszystkich tych genialnych twórców, który skomponowali piosenki, które nuci pod prysznicem cała Azja i nawet niektórzy Polacy, a przez to, że nie byli dostatecznie przystojni, czy tanecznie uzdolnieni, muszą pracować na cudzy sukces. Bo czy ktokolwiek zastanawia się, kto stoi za hitami DBSK, 2PM* czy innych grup tego typu? Może najwyższy czas się tym zainteresować.

*UPDATE:
Jak pisałam, najwyższy czas zastanowić się kto stoi za hitami popularnych grup, bo dotychczas, przyznaję szczerze, również mnie średnio to interesowało. Najwyraźniej wyrastam już z fazy oślego zachwytu i konsumpcjonizmu, a staję się bardziej świadomym i dociekliwym miłośnikiem. No, przynajmniej mam taką nadzieję! :D

Za to m.in. lubię prowadzić blog, bo zawsze od innych można się dowiedzieć czegoś ciekawego.
Miica zwróciła mi uwagę, że przecież i chłopcy z 2PM próbują swoich sił w komponowaniu piosenek. Junsu (tudzież Jun.K) ma na swoim koncie aż cztery kompozycje: HOT”, „Sunshine”, „Don’t Leave” i solowy „Alive”, Junho pokusił się o napisanie „Give it to me”, nawet Taecyeon złapał się za pióro! Zwracam honor, chłopaki! A Micce bardzo dziękuję za rozszerzenie horyzontów! :)

[2PM]

Tak na marginesie, bardzo podobała mi się wymiana zdań pomiędzy Junho i Junsu na temat swoich piosenek. Podczas programu2PM Show” (23.07.11) na kanale SBS Plus chłopcy rozmawiali o swoich nowych kompozycjach i Junsu stwierdził, że najnowsza piosenka Junsu „HOT”: „Ma elektroniczne, radosne brzmienie. Myślę, że to piosenka, którą polubią małe dzieci, bo jest trochę jak (zupki) instant. Biedny Junsu oburzył się nie na żarty takim porównaniem: „Jak możesz tak mówić do swojego hyung’a, kiedy sam ledwo napisałeś jedną piosenkę”. Junho usiłował się szybko wybronić: „Nie chciałem powiedzieć niczego złego… Mówię tylko, jak chwytliwa jest ta piosenka. Zupełnie jak zupa ramen, niezależnie od tego, gdzie i w czym ją robisz, zawsze jest świetna.” Powyższe stwierdzenie najwyraźniej nie usatysfakcjonowało Junsu i ten odbił piłeczkę w stronę Junho, komentując jego dzieło „Give It To Me”: „Słowa (piosenki) są bardzo mięsiste, jak ośmiornica.Nichkhun poczuł się zobowiązany interweniować i zakończył całą dysputę stwierdzeniem, że Junsu „miał po porostu na myśli, że ludzie szybko polubią tę piosenkę”.

Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 14 marca 2012

Lśniąca pornografia czyli powrót SHINee

SHINee powraca niebawem z nowym mini albumem! Wow, to była bardzo dobra wiadomość, bo ogromnie lubię ten zespół, głównie za to, że ich muzyka mocno wyróżnia się na tle kolorowej k-popowej łupanki. Oczyma wyobraźni już widziałam te nadpobudliwe palce ocierające się o usta (więcej o fenomenie tutaj), te samurajsko-niedoścignione układy taneczne, pastelowe porteczki i te sprawy. Ale…


Obecnie czuję się jak stary pedofil i tylko czekać, kiedy wpadnie mi tu policja i wsadzi za posiadanie dziecięcej pornografii na dysku! No bo bez żartów, co to są za zdjęcia?! Mowa rzecz jasna o sesji promującej nowy album chłopców – „Sherlock”, który ma ukazać się 21. marca (wersja cyfrowa albumu ma wyjść już 19.03). Jak usłyszałam ten tytuł, pomyślałam sobie o jakiejś dandysowej stylizacji, długich płaszczach, ciężkich od make-upu oczach itp. Rozumiem, że wytwórnia chłopców, SM Entertainment, nie chciała podchodzić do konceptu w przewidywalnie banalny sposób i zakładać im na głowy kraciaste kaszkieciki i dawać lupę do ręki, ale to, co wymyślili… Ekhm…
Ostatnimi czasy SM Entertainment ma tendencję do podejmowania się ryzykownych działań. Pamiętacie jeszcze zdjęcia chłopców z Super Junior promujące piosenkę „Mr. Simple”?


Mi się akurat one podobały i bardzo żałowałam, że teledysk znów był przewidywalny i taki sam jak pięć poprzednich, ale w internecie wzbudziły one ogromne poruszenie. Rozemocjonowane fanki aż krztusiły się z oburzenia, że ich piękni i seksowni oppa przebrani są jak pracownicy cyrku. Mnie to jakoś niespecjalnie ruszyło, bo nie posiadam wielkiego emocjonalnego stosunku do Super Junior. Nie, że nie lubię, ale szału nie ma. Chyba już pisałam kiedyś, że jak dla mnie w ich przypadku jakość przeszła w ilość. Tylu chłopa, że ja nie wiem jak oni to robią, by każdy miał do zaśpiewania choć jedną linijkę tekstu w nieco ponad trzech minutach piosenki… Wydaje mi się, że nadrzędną zasadą przyświecającą tworzeniu tego zespołu było: dawajcie tu wszystkich najprzystojniejszych jakich mamy, każda dziewczyna będzie mogła w tej bandzie znaleźć sobie choć jednego, w którym mogłaby się zakochać, więc do muzyki aż tak przykładać się nie musimy. Po świetnym albumie „Sorry Sorry” kolejne ich muzyczne dokonania, były dość blade… Mocno powtarzalne i przewidywalne. No, ale to tylko moje zdanie. Mam nadzieję, że fanki Super Junior nie zamordują mnie po tym wyznaniu ;)
Wracając do tematu zdjęć SHINee. Obawiam się, że szefowie wytwórni za bardzo wzięli sobie do serca utyskiwania fanów, że chcieliby zobaczyć chłopców w dojrzalszym wydaniu. Kolorowe porteczki, podobnie jak neonowa stylizacja Super Junior, budziły wiele kontrowersji i większości zachciało się ujrzeć SHINee z poważniejszymi minami i pewnie w garniakach. Dostaliśmy zaś (w zamyśle twórców, jak mniemam) ociekające seksem i drapieżnością ujęcia w stylizacji na „francuskiego chłopca” (to komentarz wytwórni do zdjęć z Minhom które poniżej).


Nie wiem jak w Korei rozumie się pojęcie „francuskiego chłopca”, ale sądząc po zdjęciach, ma to wiele wspólnego z odważnymi filmami typu „Ostatnie tango w Paryżu”, ino odtwórca głównej roli troszkę młodszy… Przysięgam, patrząc na zdjęcia Minho i Taemina czuję się jak stary zboczuch! Może gdyby kazać się tak wyginać Marlonowi Brando za czasów wspomnianego wyżej filmu, to wyszłoby zmysłowo. Jednak gdy każe się to robić 20-sto i 18-nastolatkom, efekt jest dość… nieodpowiedni. Pomijając, że na podstawie zdjęć Taemina można by całą rozprawę doktorską napisać na temat: „sfeminizowanie męskiego wizerunku w mediach”.

[Boże, Taemin, dziecko, ubierz się i zjedz coś porządniejszego, niż winogronka!]


Zdjęcia Key’a z resztą nie są wiele lepsze. Patrząc na kolor jego włosów, jakoś samoistnie przychodzi mi namyśl pewna scena z horroru „Lśnienie”. Scena łóżkowa zaś… Naprawdę nie wiem, czy to odpowiednie oglądać dwudziestolatków w takich okolicznościach przyrody. I co mu się tam przykleiło do brody? Zakładam, że to kolczyk, ale wygląda jakby mu upadł i ktoś go przypadkiem nadepnął, a nie było czasu szukać nowego… No, ale to tylko takie moje utyskiwania.



Zastanawiające, że dwóch najstarszych członków zespołu ma stosunkowo najnormalniejsze zdjęcia z owej sesji. Jonghyun świeci co prawda golizną, ale jakoś w takim niezobowiązującym stylu, a Onew, pomijając jego fryzurę prosto spod garnka, wygląda nawet uroczo, tuląc się do koca.

[Onew]
[Jonghyun]

No i na deser, ostatnie z wypuszczonych zdjęć, zespół razem, w całej swojej krasie. Żywe kolory, luz, blues i orzeszki, jakiś taki hippisowski klimat dawnych lat. Generalnie jest to fajne ujęcie i gdyby nie poprzednie odsłony zdjęć promocyjnych, pewnie bardzo by mi się podobało. No, ale w kontekście zdjęć Minho, Taemina czy Key’a, ta wesoła hippisowska komuna napawa mnie jakimś podskórnym lękiem…


Możliwe, że przesadzam i zapuszczam się zbyt daleko w swoich analizach… A co Wy myślicie na ten temat?

sobota, 7 stycznia 2012

Rok 2011 w ploteczkach (część I)

Czyli jakie wiadomości ze świata k-popu były najpoczytniejsze w minionym roku na portalu allkpop.com.

Oj, jeśli ktoś śledzi na bieżąco, co słychać u naszych skośnookich ulubieńców, doskonale wie, że działo się nie mało! Romanse, rozstania, próby uprowadzenia ze sceny, wypadki samochodowe, afery z narkotykowym tłem i co tam jeszcze!
Portal allkpop.com postanowił opublikować top 10 najpopularniejszych newsów 2011 roku. Przeżyjmy to zatem jeszcze raz (albo po raz pierwszy, jeśli ktoś nie jest tak spaczony jak ja )

(news z 15. sierpnia)
Domniemany romas Jessicy i Taecyeona

Zdjęcie, które widzicie powyżej wygląda niewinnie. Ot, dwoje ludzi spotkało się w jakimś budynku (w tym przypadku to kawiarnia w Tokio) i sobie rozmawiają. No cóż, sprawa może tylko wygląda tak błaho, ale tysiące fanów wie lepiej. Zapewne nawet lepiej niż sami zainteresowani. Bo jak to tak?! Jessica z SNSD i Taecyeon z 2PM?! Razem?! W zwyczajnych ciuchach?! Bez przyzwoitki?! Po godzinach pracy?! Toż to musi być Romans przez duże „R”!


Oliwy do ognia dolał sam Taecyeon, gdy niedawno w programie „Strong Heart” pochwalił się, że zna numer do Jessicy, ale odmówił później odpowiedzi na pytanie, skąd owy numer wziął. No romans jak nic! Jeśli kiedyś mój telefon wpadnie w niepowołane ręce, wyjdzie na świat mroczna tajemnica, że randkuję na raz z setką facetów! Albo i nawet więcej. Nigdy nie sprawdzałam stosunku liczbowego płci męskiej do żeńskiej na liście moich kontaktów… Chociaż… Może i dziewczyny też się liczą… Olaboga! Przechlapane...

No, a tak na poważnie, to obie agencje gwiazd skomentowały owy „news” następująco:
„[Jessica i Taecyeon] są po prostu bliskimi przyjaciółmi. Prosimy, nie wyciągajcie pochopnych wniosków.”


(news z 8. września)
Jessica i jej niezwykły sposób siedzenia

Jessica, jak można wnioskować z wagi podawanych newsów, jest dość popularna. Co tam domniemany romans! Czy od miłosnych uniesień nie jest ważniejsze stylowe sięganie gruntu (mniej poetycko – siedzenie)? Jeśli już siadać, to z klasą! Na swój sposób. By wszyscy wiedzieli, że „lambaluna*” to moje drugie imię!

Żarty na bok. Fani prowadzili całkiem poważną dysputę na temat, jak można wysiedzieć w takiej pozycji dłużej niż 10 min. Najwyraźniej próbowali i polegli. Doszło nawet do tego, że biedna Jessica została ochrzczona nową ksywką „Jessiczka – dziwaczka” (poprzednia: „Jessica o pustym spojrzeniu”).

Szczerze mówiąc, nie wiem czym się tu tak ekscytować. Jedna z moich koleżanek Koreanek też często siada w podobnej pozycji i mocno nie sądzę, by chciała mi w ten sposób zamanifestować jaka jest gibka i wysportowana. Wierzcie mi, gdy się całymi dniami przesiaduje na podłodze, wypracowuje się przeróżne pozy i techniki siedzenia. Gama możliwości jest znacznie większa, niż ta, jaką umożliwiają nam krzesła. A jak przy okazji się trochę człowiek porozciąga, to mu to na pewno na złe nie wyjdzie.

(news z 20. czerwca)
Rozstali się w pokoju

Ta wiadomość nie mogła przejść bez echa. Dla wielu był to na pewno jeden z piękniejszych dni w życiu. Już nazajutrz w ruch poszły maszynki do golenia i światło dzienne ujrzały najlepsze ciuchy. Shin Se Kyung i Jonghyun z SHINee znów wolni! Oh, yeah! Czas wziąć sprawy w swoje ręce! 

W takich momentach agencje gwiazd są jak zwykle cudownie urocze:

Mimo iż oboje żywią do siebie ciepłe uczucia, po tym, jak oficjalnie ogłoszono, że są parą, [Shin Se Kyung i Jonghyun] byli tak zajęci, że stało się dla nich zbyt trudne, by spotykać się i spędzać czas razem.

Oznajmili, iż naturalnie wciąż pozostają przyjaciółmi

Moja ulubiona kwestia „rozstali się, ale ciągle są przyjaciółmi”. Ile znacie par, którym się to udało?

(news z 31. maja)
Wypadek samochodowy Daesunga


Oj, to była duża sprawa! Nawet ja się przejęłam. Pozwolę sobie zacytować oficjalne oświadczenie seulskiej policji z komendy Young Deung Po:

„Rankiem 31. maja na moście Yanghwa Daesung (z Big Bang) uderzył w nieprzytomnego motocyklistę swoim samochodem. Stwierdzono, iż motocyklista stracił przytomność w wyniku wcześniejszego wypadku [z udziałem innego samochodu].

Co się naprawdę stało? Nie wiadomo do końca. Każdy, kto przeżył chociaż stłuczkę wie, że takie rzeczy dzieją się w ułamkach sekundy i ciężko jest później dojść w 100% prawdy. W każdym razie sytuacja wyglądała tak:

Daesung o 1:40 w nocy (ciekawe pojęcie „poranka” mają seulscy policjanci) jechał swoim samochodem przez most, gdy jadąca przed nim taksówka wyminęła coś gwałtownie, po czym zahamowała z piskiem opon. Daesung nie miał szans zatrzymać samochodu na czas i uderzył w tył taksówki. Jak podaje agencja, piosenkarz wyskoczył z auta i pobiegł sprawdzić, czy z taksówkarzem wszystko w porządku. Mężczyźnie nic się nie stało, ale roztrzęsiony oznajmił, że jego stan zdrowia nie jest teraz najważniejszym problemem. Na drodze leżał nieprzytomny motocyklista i taksówkarz swoim gwałtownym manewrem usiłował go wyminąć. Gdy przyjechało pogotowie, okazało się, że mężczyzna zginął na miejscu.

Do dziś nie wiadomo, kto pierwszy spowodował wypadek i porzucił potrąconego motocyklistę na jezdni. Są też wątpliwości, czy Daesung w ogóle w niego uderzył. Fakt jednak pozostaje niezmienny, że chłopak dość mocno to przeżył i nie udzielał się na scenie przez jakiś czas po wypadku.


(news z 8. marca)
Kolejne rozstanie

W ruch znów (a właściwie to najpierw, bo to rozstanie było wcześniej, niż to z udziałem Shin Se Kyung i Jonghyuna) poszło konfetti i wystrzeliły korki od szampana. Aktorzy Hyun Bin (znany z „Secret Garden”) i Song Hye Kyo („Full House”) ogłosili, że nie są już razem!

Para poznała się podczas pracy nad dramą „The World They Live In” i w kilka miesięcy później ogłosiła światu swoją miłość. Było cudnie, uroczo i różowo, ale niestety… Ich drogi się rozeszły. Czemuż tak się stało? Z odpowiedzią śpieszą nam agencje. Uwielbiam ich uroczy i słodki styl opisywania wydarzeń z prywatnego życia gwiazd. Czy tylko ja mam skojarzenie z harlequinem zmieszanym ze spokojnym, matczynym tonem, objaśniającym dziecku zasady funkcjonowania świata?

Ponieważ byli zajęci pracą nad serialami, graniem w filmach i często wyjeżdżali za granicę, naturalną koleją rzeczy nie byli w stanie poświęcać sobie wzajemnie tyle uwagi i ciepła, ile potrzebowali. Od dłuższego czasu zmagali się z nadmierną uwagą, skupioną na nich związku oraz ze stresem, wywołanym plotkami na temat ich rozstania. Oboje nie mieli wystarczająco czasu, i swobody działań, by pokonać te trudności, co nieuchronnej prowadziło do powstania rysy na ich wzajemnych stosunkach.

Ostatecznie zdecydowali, iż ich drogi muszą się rozejść. Hyun Bin i Song Hye Kyo nie wydali oficjalnego oświadczenia w tej sprawie [para rozstała się już w styczniu], gdyż nie chcieli, by sprawa ich rozstania odciągnęła uwagę publiczności od ich pracy. Hyun Bin nie chciał również poruszać tak osobistego tematu na krótko przed swoim wcieleniem do wojska. Takie są powody, dla których odłożyliśmy w czasie udostępnienie informacji aż do 8. marca.

Chcielibyśmy przeprosić was za nie nie opublikowanie tej wiadomości wcześniej. [Zarówno Hyun Bin, jak i Song Hye Kyo] będą ciężko pracować, by pokazać się jak z najlepszej strony i zbudować swoją własną pozycję.”

(news z 30. września)
SNSD i ich „chłopaki”

Wystarczyło, by dziewczęta zniknęły na chwilę, by miliony fanów ze łzami w oczach wyczekiwało ich powrotu. I doczekali się. Informacja, że został wypuszczony „teaser” (czyli ok. 30. sekundowa zapowiedź) ich nowej piosenki, jak burza przemknęła po stronach internetowych i forach. Klip na ich oficjalnej stronie na youtube.com na chwilę obecną obejrzano… 26 731 163 razy! Wynik to zacny, pogratulować… Jeśli chcecie podpompować im trochę statystyki, zapraszam uprzejmie:


Coś strasznie długi robi się ten wpis. Zakończę więc w tym miejscu, bo edytowanie tasiemcowych postów jest strasznie męczące i niebawem (naprawdę niebawem!) pojawi się część finałowa! Zostańcie ze skośnookimi! :)

EDIT: jak obiecałam, tak i jest: część II tutaj

Żródło:
http://www.allkpop.com/2012/01/top-10-stories-on-allkpop-in-2011

* lambaluna – była kiedyś taka piosenka kabaretu OT.TO: „Elastyczny bądź jak guma, lambaluuuunaaaa!”
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...