sobota, 22 marca 2014

Ochhhhhh, achhhhhhh… Gorąca jestem tak…

Przeciągłe, tęskne spojrzenia. Usta rozchylają się, wydając z siebie ciężkie westchnienie. Dłonie suną niespiesznie po nagich ramionach, zapuszczając się niżej i niżej… Biodra leniwie poruszają się w górę i w dół, a leżąca na podłodze kamera rejestruje to, co można zobaczyć pod przykrótką spódniczką. Raz po raz słychać trzask odskakujących guzików i nagi tors wyłania się z cienia. Stróżka białego płynu spływa po dziewczęcym dekolcie, niknąc w jędrnych krągłościach… Zaraz, zaraz. Czy to aby pierwsze sceny filmu dla dorosłych? Ależ gdzie tam! To tylko kolejny k-popowy klip!

[przepraszam, nie mogłam się opanować ^^
Znalezione przypadkiem, kadr z MV Stellar "Marionette"]

Trzeba przyznać, że zeszłoroczne lato było doprawdy gorące. Nie wiem jak w Polsce, ale w Chinach wystarczająco dogrzałam sobie kosteczki i z tego co wiem, żar nie oszczędził też Korei. Może dlatego w przegrzanych umysłach k-popowych twórców urodziło się tyle buchających ogniem projektów?

Wyznam, że z niedowierzaniem patrzyłam na kolejne wypuszczane klipy, zastanawiając się, czy aby na pewno wciąż oglądam MV moich poczciwych, koreańskich ulubieńców. Granica między tym, co seksowne i przyjemne dla oka, a tym co niesmaczne i wulgarne jest dość cienka i mam przemożne wrażenie, że tym razem wyjątkowo dużo zespołów ją przekroczyło.
Przemknęło mi też przez myśl, że jeszcze trochę a nie będzie już różnicy pomiędzy koreańskimi a zachodnimi klipami, jeśli chodzi o przesadny erotyzm rodem z Miley Cyrus i jej sławetnego „Wrecking Ball”.

[i jeszcze raz Stellar, tym razem ich swędzące pupy w „Marionette
Coś nie trafiony był ten balsam do ciała … Najwyraźniej jakaś wysypka je dopadła…]

Tym razem nie będę się rozwodzić nad problemem uprzedmiotowienia kobiet itp, bo grzmiałam już o tym tyle razy, np. tutaj i tutaj. Będzie o czymś innym. O mojej ukochanej Koreańskiej Komisji do spraw Standardów w Komunikacji (Korean Communications Standards Commission), którą równie dobrze można by nazwać organem odpowiedzialnym za cenzurowanie materiałów pojawiających się w Internecie, oraz innych organach służących ochronie wrażliwych koreańskich umysłów, z Ministerstwem do Spraw Rodziny i Równouprawnienia na czele (więcej tutaj). Rzecz jasna taki zalew roznegliżowanych ciał oraz niedwuznacznych pląsów nie mógł umknąć uwadze wspomnianym wyżej instytucjom, ale co mało zaskakujące, w ogniu krytyki znalazły się jedynie girls bandy.

Znając naturę koreańskiego show-biznesu (a jeśli się jej jeszcze nie zna, można zapoznać się z nią np. tutaj), łatwo sobie wyobrazić jak „wielki” wpływ na to co robią, mają same dziewczyny w zespołach. Manager wpada, informuje o tym, że „góra” wymyśliła im „sexy koncept”, w związku z czym mają zacząć trening tańca na rurze (nie żartuję, taki 6-miesięczny, morderczy trening zafundowała After School wytwórnia. Wyniki do zobaczenia w MV do „First Love”). W koreańskich korporacyjnych molochach nie ma miejsca na dysputy podwładnego z szefem. Nikomu nawet przez myśl by nie przemknęło się z czymś nie zgodzić. Szczególnie w koreańskim show-biznesie wybór jest prosty: albo robisz, co ci się każe, albo spadaj. Nieco większą swobodę i prawo głosu można zyskać dopiero, gdy osiągnie się status „gwiazdy”, ale co to dokładnie znaczy i kiedy wytwórnia przydałaby swoim podopiecznym prawa ludzkie? Nie wiadomo…

[After School]

Kto jak kto, ale Koreańczycy najlepiej powinni rozumieć tę sytuację i jeśli jakaś komisja nałoży bana na promowany kawałek, konsekwencje powinni odczuć głównie pomysłodawcy nieodpowiednich konceptów. Jak jednak wygląda to w praktyce? Strażnicy moralności zakazują emisji jakiegoś klipu w godzinach dziennych, przed występami dla telewizji żądają zmian zbyt śmiałych kostiumów, ewentualnie zmian w choreografii lub w tekście piosenki. Jeśli dana grupa się nie dostosuje, może zostać usunięta z programu i otrzymać zakaz pokazywana się publicznie przez jakiś czas. Jasne, że brak możliwości promocji danego zespołu odbije się również na finansach opiekującej się nim wytwórni, ale to same dziewczyny znajdą się w ogniu dzikiej krytyki. To one będą musiały sypać głowy popiołem, znosić obrzucanie błotem i przyklejanie łatki „dziwek” itp. Stojący za nimi aparat kierowniczy, składający się zazwyczaj z eleganckich panów w średnim wieku, w najlepszym (!) razie ograniczy się do rzuconego mimochodem sprostowania, że to wcale nie było tak, jak się wszystkim wydaje i tyle.

Zastanawia również, czemu tylko poczynania girls bandów znajdują się pod stałą kontrolą wszelkich możliwych władz i komisji. Chłopcy ostatnimi czasy w nie mniejszym stopniu stają się seksualnymi obiektami. Bo jak inaczej wytłumaczyć coraz częstsze i nachalniejsze błyskania torsem w niemal każdej możliwej k-popowej produkcji (więcej o gołych klatach tutaj)? Doskonale tu widać, kto i ile ma do powiedzenia na temat swoje kariery i kreowanego wizerunku, bo próżno by szukać roznegliżowanych ciał w klipach bardziej utytułowanych zespołów. No, poza rzecz jasna Taeyangiem z BIGBANG i Joonem z MBLAQ, którzy mają zapewne dożywotni zakaz kupowania koszulek zapisany w kontrakcie. Jeśli zdarzają się jakieś występy topless, są one raczej okazyjne. 

 [skoro o Joonie mowa...]

Jednak świecenie nagim torsem stało się niemal regułą dla k-popowych świeżynek. Czy jest ku temu powód, czy go nie ma, czy ma to sens, czy nie, goła klata musi przed oczyma przelecieć. I nikogo to nie rusza! Odpowiednie władze jakoś nie grzmią w posadach, jak miałoby to miejsce w przypadku girls bandów, gdyby nieco mocniej machnęły bioderkiem. Nie, faceci niedwuznacznie wymachują tym i tamtym, unoszą koszulki i pocierają się, gdzie mają ochotę i wszystko jest OK. Jeśli tak robi stary wyga Rain, proszę uprzejmie. Chłop ma swoje lata, swoją wytwórnię, niech sobie robi co chce. Śpiewa, że jest „30 sexy” i rzeczywiście tak jest, choć przez nieco ponad 3 i pół minuty trwania klipu cały czas pozostaje okryty od stóp po szyję.

To co mnie jednak niepokoi, to los owych debiutujących chłopców, którzy mając po 15-17 lat wykonują na scenie sugestywne tańce i bez żenady świecą rozbudowanym kaloryferem. Pomimo mojej całej sympatii dla BTS, mam ochotę potrząsnąć ich managerami i choreografami za ten błysk klatą w układzie do „Bulletpoof 2”. Czy rzeczywiście przy tak niesamowitej choreografii i umiejętnościach tanecznych chłopców z BTS konieczny był ten smaczek z unoszeniem koszulki? Średnia wieku w tym zespole oscyluje obecnie w granicach 18 lat, ale najmłodszy w momencie promocji piosenki miał lat 15! Pięt-na-ście! Czy 15 lat to rzeczywiście odpowiedni wiek, by narzucać dziecku tak niedwuznaczne ruchy i czynić z niego seksualny obiekt?

 
[o tym ruchu mowa...] 

Trudno się później dziwić, że coraz więcej zwyczajnych, przeciętnych nastolatków i młodych mężczyzn ma poważne problemy z zaakceptowaniem siebie i własnej cielesności. Mężczyźni w nie mniejszym stopniu bombardowani są przez wizerunki idealnie wyrzeźbionych ciał, o których oni mogą jedynie pomarzyć. Problem chłopców jest trudniejszy do wychwycenia, bo tak jak w przypadku dziewcząt wyznacznikiem, że dzieje się coś niedobrego, będzie niedowaga, tak chłopcy raczej dążą do zwiększenia masy swojego ciała. I tak jak nie każda dziewczyna może ważyć 40 kg, tak nie każdy facet może wyglądać jak Rain. Mordercze treningi na siłowni i odpowiednia dieta nie tylko nie przynoszą piorunujących efektów, ale też wymagają mnóstwo wysiłku i czasu. Zamiast sięgać po środki na przeczyszczenie albo inne specyfiki wspomagające odchudzanie, młodzi mężczyźni faszerują się odżywkami białkowymi i sterydami, które są nie mniej destrukcyjne dla ich ciał, jak wielodniowe głodówki.

W świetle badań przeprowadzonych 2001 roku wynika, że aż 25% młodych mężczyzn o prawidłowej masie ciała uważało, że są zbyt chudzi (czyt. nie są dostatecznie umięśnieni).
Z kolei z badań z 2012 roku, przeprowadzanych na dojrzewających chłopcach przez kanadyjski instytut badawczy, dowiadujemy się, że ponad 1/3 z nich przyznała się do przyjmowania różnej maści odżywek proteinowych, niemal 6% stosowało sterydy, a 10,5% inne specyfiki sprzyjające przyrostowi masy mięśniowej. 

[nie tylko lalki Barbie sieją zament w dziecięcych umysłach...]

Czyżby mądre, koreańskie głowy uznały, że ten problem ich nie dotyczy? A może tak są zajęci badaniem długości spódniczek, że przegapili latające wokoło strzępy męskich podkoszulków? Koreańskie władze zdają się pielęgnować wyznaczone przez siebie podwójne standardy i jakoś nie zanosi się, by miało im się to szybko zmienić.

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 19 marca 2014

Za co (mimio wszystko) wciąż kocham k-pop

Refleksji kilka wróbla Ćwirka, czyli poutyskujmy sobie nad k-popem.
 

Przyznaję, że przez ostatnie pół roku miałam urlop od k-popu. Praca, obowiązki i inne przyjemności skutecznie odciągnęły mnie od monitora i nie żałuję, że umknęło mi sporo wydarzeń na koreańskim podwórku. Zdarzało mi się obejrzeć jakiś klip albo przeczytać losowy news, ale jakoś coraz mniej zaczęło mnie to wszystko absorbować. Żadna piosenka nie mnie porwała, głupowate informacje mierziły a produkowane seryjnie nowe bandy bynajmniej nie zachwycały.

Zaczęłam się zastanawiać, czy to ja stałam się bardziej wybredna, czy może z k-popem dzieje się coś niepokojącego. Nadrabiając w ostatnich tygodniach moje miesięczne zaległości naszło mnie kilka refleksji na temat kondycji naszego ulubionego koreańskiego show-biznesu. Nie będzie to niestety lukrowana laurka, więc co wrażliwszym wyznawcom prymatu k-popu nad resztą świata, odradzam dalszą lekturę.

  1. Ilość nieczęsto przechodzi w jakość.


    Jak to z masową produkcją bywa, ilość wypluwanych taśmowo zespołów nie musi przekładać się na ich jakość. Zdaję sobie sprawę, że ich sceniczne wizerunki nie są kreowane ku mojej uciesze (nie jestem pedo-nuną, więc nastoletni chłopcy już dawno przestali mnie kręcić), jednakowoż… Naprawdę? Czy w nastoletnich umysłach potencjalnych fanów nie ma miejsca na nic innego niż kult błyskających nagich torsów i ud, podlanych solidną dawką aegyo? Odnoszę wrażenie, że w tym szale, by wypromować najwięcej nowych zespołów jak się da, zapomniano o tym, co w muzyce jest najważniejsze: muzyce. Specjaliści dwoją się i troją, by wymyślić jakiś chwytliwy koncept, wytrenować młodych na następców Isadory Duncan, a każdy chłopiec piękniejszy musi być od koleżanki z siostrzanego zespołu. Bardzo często za tą feerią barw, świateł, drapieżnych/uroczych minek, dzikich pląsów jakoś nie słychać niczego szczególnego. Ok, kolejny przewidywalny, nudny kawałek…
  1. Muzyka bywa powtarzalna do bólu.
    Model 1: dyskotekowy hit aka muzyka z przytupem
 [jak się bawić, to się bawić! BAP poleca]

- daj ciężki bicik
- zmiksuj 2 do 4 piosenek razem (słuchacze będą musieli którąś część utworu polubić!)
- koniecznie okraś wszystko rapową wstawką
-
daj jakiś chwytliwy refren ze słowami nie wykraczającymi poza radośnie międzynarowe „lalala” albo „nanana” czy inne „bum shakalaka”
- na początku piosenki bardzo wskazane jest zawołanie „ej jooooooł” z następującą po nim nazwą zespołu, nie głupio też dodać aktualny rok, tytuł albumu, imiona członków zespołu, numer buta lidera oraz seksualne preferencje maknae. No, chyba, że jest się z JYP, to jeden szept załatwia sprawę…
Model 2: rzewne zawodzenia aka chwytająca za serce ballada
- daj się wyżyć wokalnie członkom zespołu (jeśli jest się komu wyżywać)
- chwyć się boleśnie za serce i zalej morzem łez
- padnij na kolana i uroń jeszcze kilka łez
- koniecznie okraś wszystko rapową wstawką
- utoń w morzu wylanych łez i tysiącu podobnych jak krople owych łez do siebie innych muzycznych produkcji tego typu.

  1. Galopujące lata na karku i (lub) szczęśliwy związek wydatnie uśmierzają Twój k-popowy fanatyzm.


    Prawda jest taka: nie rajcują mnie już pląsający chłopcy. Owszem, nadal lubię sobie popatrzeć na moich starych ulubieńców z DBSK czy BIGBANG, ale jakoś tak… Bez ekstatycznych odczuć. Nadal uwielbiam oglądać niesamowite taneczno-synchroniczne ewolucje (stąd moja ostatnia sympatia dla BTS), ale jeśli owi panowie zamiast to, co robią najlepiej (czyli taniec), biorą się za aktorskie popisy… To zdecydowanie przedkładam tedy fonię nad wizję.
Jak pisałam wcześniej, boleśnie zorientowałam się, jak bardzo większość k-popowych klipów nie jest adresowania do mnie. W Korei największą i najbardziej fanatyczną grupą odbiorców są nastolatki (przynajmniej w przypadku boys bandów), więc to pod ich gusta i sekretne fantazje reżyseruje się MV i całe wizerunki poszczególnych grup. Która to dziewczyna nie marzy w skrytości serca, by uganiało się za nią stadko pół-bogów-adonisów, które by to walczyło jak lwy o jej serce, nosiło ją na rękach i przynosiło kwiatki, a kiedy trzeba pokazało swoją zwierzęcą, męską naturę i pociągnęło gdzieś do ciemnej klasy za nadgarstek… Pewnie też by mnie to kręciło, gdybym miała o jakieś 15 lat mniej niż mam. Bo na mnie nieszczególne wrażenie robią te wszystkie roznegliżowane klaty, wyskakujące jak diabełki z pudełek niemal tak często, jak zupełnie nie przystające do całokształtu piosenek rapowe wstawki. Groźne miny 16-latków i zmysłowe pocieranie karminowych usteczek też raczej bardziej bawi niż rajcuje, a rozdzierające sceny padania na ziemię w strugach ulewnego deszczu i płacze za ukochaną raczej irytują. Z wszystkiego jeszcze aegyo jest najbardziej pocieszne, ale też z umiarem.

[Kai, to nic osobistego... ]

Nie mówiąc już o girls bandach, których zmysłowe wyginanie się we wszystkie strony, niczym ta giętka trzcina (nagminne ostatnio, ale o tym innym razem), nigdy mnie nie przekonywało. Tak więc jeśli piosenka lub wokalne możliwości piosenkarek są marne, kręcenie pupą niewiele może tu pomóc.

  1. Miłość nie jest racjonalna.
No bo sobie pomarudziłam, poutyskiwałam, nawyzłośliwiałam się, ale nadal nie mogę zakończyć mojego trwającego od lat romansu z k-popem. Miłość jest ślepa? Nie, moja już dawno przejrzała na oczy, ale wciąż jest coś takiego w koreańskim show-biznesie, co nie daje mi o sobie zapomnieć i wciąż mnie fascynuje. Wciąż zdarzają się muzyczne perełki, których mogę słuchać na okrągło przez kilka dni pod rząd, wciąż zdarzają się tak cudowne MV, że oglądam je po kilka razy, a układy choreograficzne tak dopracowane i wykonane tak perfekcyjnie, że nie wierzę własnym oczom. Lubię to, że niektóre zespoły wciąż stać na puszczenie oka do swoich fanów i spuszczenie odrobiny powietrza z tych napompowanych klat, tudzież jego zaczerpnięcie w pozapadane dziewczęce brzuszki. Wciąż jest tu miejsce na zabawę i żart, a nie tylko nieme spojrzenia typu. „bierz mnie! Tu i teraz!”. Mam tu na myśli np. prześmieszny klip Im Chang Junga „Open the door”, czy niezawodne dziewczyny z Orange Caramel (z ich ostatnim hitem „Catallena”), czy pocieszną acz chwytliwą piosenkę LipserviceYum Yum Yum” (co za nazwa zespołu, tak btw :D). Mr Mr też przyjemnie zaskoczył mnie piosenką „Doyou feel me”. Niby takie nic. Klip prosty i przewidywalny, piosenka równa i o dziwo, spójna przez 3 minuty i 20 sekund swojego trwania, ale jakaś taka… Przyjemna dla ucha. Jak stare, dobre hity sprzed dwóch, trzech lat. Ni to balladka, ni to dyskotekowy hit, spokojna ale nie nudna, pięknie zaśpiewana i nawet obowiązkowa rapowa wstawka nie poraziła mi uszu. Zdecydowanie jest to coś, za co wciąż można kochać k-pop.

[Mr Mr "Do you feel me"]

No, ale muzyka i wszystko jej towarzyszące to kwestia gustu, więc ciekawa jestem co Wy myślicie o obecnym obliczu k-popu. Przeżywaliście swoje fazy wzlotów i upadków uczucia, czy trwacie niezłomnie w swoich fascynacjach od lat? A może weszliście stosunkowo od niedawna w koreański światek muzyki popularnej? Chętnie przeczytam, jakie są Wasze wrażenia i przemyślenia!

W cyklu Za co kocham k-pop ukazały się:
14.06.2012 (Cross Gene)
25.06.2012 (Clazziquai
11.07.2012 (Super Junior i 2NE1)

niedziela, 29 września 2013

Debiuty 2013 – część II (boys bandy)

Witam ponownie w moim zupełnie subiektywnym przeglądzie świeżynek na koreańskim rynku muzyki pop w roku 2013. Jeśli ktoś jeszcze nie miał szansy zapoznać się z dziewczętami, które debiutowały w tym roku, zapraszam do przeczytania części pierwszej zestawienia tutaj. I od razu przypominam (zaznaczam?), że przegląd, a już na pewno przegląd subiektywny, ma to do siebie, że prezentuje tylko to, co autor zestawienia uznał za godne uwagi. Chyba nikt nie oczekiwał, że będę tu czynić kwieciste opisy wszystkich 36 debiutantów ;)


OK, odpuśćmy sobie wstępy i weźmy się do pracy! Zobaczmy, cóż takiego przygotowali dla nas panowie.


Po przydługim opisie dokonań dziewcząt, przyszedł czas na trochę testosteronu. Bo mimo, że pląsające chłopaki są niemalże gołowosne, to aż kipią męskim hormonem. Mało kto udał się utartym szlakiem cukierkowej słodyczy i postawiono w większości przypadków na kuszące niebezpieczeństwo. Mamy gangsterów pełną gębą, mamy uciekinierów zza krat, mamy krwiopijne wampiry i trochę klasycznej seksowności z pocieraniem usteczek i całym arsenałem podstępnych tricków, mających na celu łamanie niewieścich serc.

[Jeeeej, chłopaki! Na podbój dziewczęcych serc! Fighting!
LC9]

Koncept gangsterski wydaje się być jednak motywem przewodnim roku 2013 zarówno wśród boys jak i girls bandów. I naprawdę nikt, ale to nikt nie zrobił tego tak dobrze, jak BTS! Albo Bongtan Boys, albo Bangtan Sonyeondan, jak kto woli. Jak zwał, tak zwał, ale chłopaki wymiatają! Ich debiutanckie „No more dream” zauroczyło mnie od pierwszego przesłuchania, chociaż wtedy nie zwróciłam jeszcze uwagi na ich ponad przeciętne umiejętności taneczne. Bo oryginalne MV jakoś mnie nie rzuciło na kolana. Ot, takie tam, groźne miny strzelane do obiektywu przez nastoletnich chłoptasiów, trochę dymu, ognia i malowania graffiti… Ale zupełnym przypadkiem natknęłam się na nagranie z ich tanecznego studio, gdzie ćwiczyli choreografię i… przepadłam! Nie wiem kto wymyśla im układy, ale kocham tego człowieka i chcę JESZCZE! Chłopcy wykonują taniec z nieludzką precyzją i pomimo, że widziałam to video z 30 razy, wciąż nie mam dość. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o BTS może z czystym sercem olać oryginalny klip i od razu klikać w wersję taneczną! Tutaj dance practice do „No more dram” a tutaj do „We are bulletproof pt2”. Do teraz nie mogę się zdecydować, która choreografia podoba mi się bardziej. Chłopaki, ćwiczcie, ćwiczcie, bo ja chcę WIĘCEJ! :D

[BTS]

Innym godnym przedstawicielem nurtu: „nie zadzieraj ze mną, bo ci oklepię paszczę”, jest LC9 (skrót od League of Competition #9. Poważnie, agencje gwiazd i ich pomysłowość…). Kiedyś już wspomniałam co nie co na ich temat na fan pejdżu, więc może ktoś kojarzy klip, w którym chłopcy nie oszczędzają się zupełnie i leją po mordach, aż krew tryska… Nie żebym była fanką agresji i brutalności, ale jakoś tak klip dobrze wpasowuje się w rytm muzyki i przyjemnie się patrzy, jak chłopaczki się regularnie okładają. Takie pranie portków z uśmiechem na ustach każdej ze stron konfliktu… Jakby tego jeszcze było mało, Ga-In (z Brown Eyed Girls) dosładza całą tą kompozycję swoim czarownym głosikiem. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, warto zobaczyć!. LC9 i ich „Mama beat” (przewrotny tytuł, przewrotny…) do obejrzenia tutaj.


Chłopaki wypuścili też dance version do tej piosenki, która na początku wprowadziła mnie w stan mocnego zakłopotania, bo nagle na ekranie zaczęło mi pląsać aż 12-tu chłopa! @___@ Jednak okazuje się, że zespół liczy „jedynie” 6 członków, a reszta to widocznie tancerze tła. W każdym razie dance version mocno gryzie się z MV, bo po takim laniu mord i rozbryzgach krwi, gdy przychodzi nam zobaczyć chłopców odzianych w biel tudzież różowe garniaczki z kwiatkami z migoczących kamyczków… odczuwa się pewien dysonans… Można zobaczyć, ale nie ma konieczności. Jakby co, link tutaj.

Jeśli jeszcze nie dość Wam niegrzecznych chłopców, polecam zapoznać się z „Throw itEgo Bomb (piękne połączenie nazwy zespołu z ich debiutanckim singlem… Podoba mi się. Ciekawe tylko, czy to dzieło przypadku ;p) tutaj. Klip jest bardziej niż pocieszny i mniemam, że tak nieudolnej ucieczki z kicia świat jeszcze nie widział. Piosenka jest przyzwoita, klip wywołuje uśmiech na ustach, czegóż można chcieć jeszcze? No, może tylko tego, żeby ktoś rozplątał tego biedaka, bo te gangsterskie warkoczyki mu bardziej niż nie służą…

[Ego Bomb i nieszczęsne warkoczyki]

M.Pire posunął się jeszcze dalej w swojej kreacji i odpuścił sobie oklepane spluwy tudzież prostackie używanie pięści. Oni przeszli na drugą stronę mocy… Mroczną stronę mocy… Uchhh… Aż ciarki przechodzą po plecach, co? Właściwie to czułam się nieco zdziwiona, że agencje nie za bardzo podchwyciły wampirycznego trendu wcześniej, bo po takich hitach jak „Zmierzch” czy „Vampire’s diary” itp. można by spodziewać się zalewu krwiopijców w k-popie. Widocznie Korea nie oszalała do tego stopnia na punkcie umarlaków. Jak wyszedł chłopakom romans z ciemnymi mocami? Jak dla mnie, to dość cienko popiskują te wampirzątka, ale doceniam szczery gest, odradzający kumplowania się z nimi. Debiutancka piosenka M.Pire „We can’t be friends” do przesłuchania tutaj.


Tak na marginesie tylko dodam, że chłopcy nie są jedynymi, którzy w tym roku związali się z mroczną naturą rzeczy. Panienki z Queen B’z też postanowiły oddać się nieczystym mocom i w klipie do piosenki „Bad” przemieniają się w demony. I tak jak M.Pire nie wydaje się być aż tak niebezpieczne, bo nałożone na nich ograniczenie wiekowe to tylko 12+, tak panie poszły po całości i ich MV nie nadaje się w ocenie władz dla dziecięcych oczu i dostało oznaczenie 19+! A czemu to tak? U Queen B’z sporo jest niedwuznacznego wicia się i wynurzania z odmętów ciemnych wód, co, jak mniemam, nie uszło uwadze strażników moralności. Pomijając już, że wyuzdane tańce na krześle tortur są po prostu dość niesmaczne. Dla ciekawych, klip do obejrzenia tutaj. Bo słuchać za bardzo to nie ma czego…


Zostawmy te grząskie grunta i posłuchajmy czegoś przyjemniejszego dla ucha. Może i M4M nie prezentuje niczego innowacyjnego, ale piosenka naprawdę wpadła mi w ucho, szczególnie to miłe pianinko na początku. Pomimo nazwy piosenka nie jest taka smutna. Warto poświęcić jej 4 minuty, klikając tutaj.

Inną przyjemną dla oka i ucha produkcją jest „Dreamer” od HISTORY (do posłuchania tutaj). Nie wiem czy zespół faktycznie przejdzie do historii, jakby tego chcieli jego twórcy, czy zaginie w odmętach niepamięci, ale początek swojej kariery mają przyzwoity. Zazwyczaj nie przepadam za stylizacjami a’la stary musical, ale tym razem, jakoś tak wyszło zgrabnie.


I na koniec jeszcze mała wzmianka o zespole Airplane. Twórcy przeszli sami siebie nazywając boys band samolotem, a ich fanklub lotniskiem… (Airport). Nie wyzłośliwiajmy się jednak aż tak dużo. Chłopcy zebrali sporo dobrych recenzji, chwalących ich umiejętności wokalne (to ci dopiero, w branży muzycznej ktoś umie śpiewać, wooow). Mnie jakoś nie powalili ani urokiem osobistym, ani doniosłością muzycznych dokonań. Za to zastanowili, czemu prześladują i śledzą biedną dziewczynę, która najwyraźniej nie ma chęci z nimi gadać. No i mniemam, że fakt, iż adresatką ich tęsknych wołań jest dziewczyna z zachodu, ma być ukłonem w stronę zagranicznych fanów. Biedne Koreanki, musiały się poczuć odepchnięte. Nie wiem jak Wy, ale ja póki co nie wsiadam do tego samolotu. Popatrzę, czy ten wehikuł w ogóle gdziekolwiek wzleci, potem się ewentualnie zastanowię. A Ci którzy chcą zobaczyć i posłuchać jak warczą silniki tej maszyny, zapraszam tutaj (a cieniutko warczą, cieniuuuuuutko).


To tyle by było moich osobistych preferencji. Dla tych, którym mało jeszcze koreańskich świeżynek, odsyłam do tej listy i własnych poszukiwań. K-pop szykuje nam jeszcze kolejne nowości w dalszej części roku. Zadebiutuje jeszcze nie znany, ale już słynny WINNER od YG (więcej na temat tutaj), szykuje się też girls band z dziewczyną z Francji, która bynajmniej nie ma koreańskich korzeni, tak więc nie będziemy się nudzić.

A jakie są Wasze ulubione debiuty póki co? Dajcie znać w komentarzach!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...