Przeciągłe, tęskne spojrzenia. Usta rozchylają się,
wydając z siebie ciężkie westchnienie. Dłonie suną niespiesznie po nagich
ramionach, zapuszczając się niżej i niżej… Biodra leniwie poruszają
się w górę i w dół, a leżąca na podłodze kamera rejestruje to, co można
zobaczyć pod przykrótką spódniczką. Raz po raz słychać trzask odskakujących
guzików i nagi tors wyłania się z cienia. Stróżka białego płynu spływa po
dziewczęcym dekolcie, niknąc w jędrnych krągłościach… Zaraz, zaraz. Czy to aby
pierwsze sceny filmu dla dorosłych? Ależ gdzie tam! To tylko kolejny k-popowy
klip!
[przepraszam, nie mogłam się opanować ^^
Znalezione przypadkiem, kadr z MV Stellar "Marionette"]
Znalezione przypadkiem, kadr z MV Stellar "Marionette"]
Trzeba przyznać, że zeszłoroczne lato było doprawdy gorące.
Nie wiem jak w Polsce, ale w Chinach wystarczająco dogrzałam sobie kosteczki i
z tego co wiem, żar nie oszczędził też Korei. Może dlatego w przegrzanych
umysłach k-popowych twórców urodziło się tyle buchających ogniem projektów?
Wyznam, że z niedowierzaniem patrzyłam na kolejne
wypuszczane klipy, zastanawiając się, czy aby na pewno wciąż oglądam MV moich
poczciwych, koreańskich ulubieńców. Granica między tym, co seksowne i przyjemne
dla oka, a tym co niesmaczne i wulgarne jest dość cienka i mam przemożne
wrażenie, że tym razem wyjątkowo dużo zespołów ją przekroczyło.
Przemknęło mi też przez myśl, że jeszcze trochę a nie będzie
już różnicy pomiędzy koreańskimi a zachodnimi klipami, jeśli chodzi o przesadny
erotyzm rodem z Miley Cyrus i jej
sławetnego „Wrecking Ball”.
[i jeszcze raz Stellar, tym razem ich
swędzące pupy w „Marionette”
Coś nie trafiony był ten balsam do ciała … Najwyraźniej jakaś wysypka je dopadła…]
Coś nie trafiony był ten balsam do ciała … Najwyraźniej jakaś wysypka je dopadła…]
Tym razem nie będę się rozwodzić nad problemem
uprzedmiotowienia kobiet itp, bo grzmiałam już o tym tyle razy, np. tutaj i tutaj. Będzie o czymś innym. O mojej ukochanej Koreańskiej Komisji
do spraw Standardów w Komunikacji (Korean Communications Standards
Commission), którą równie dobrze można by nazwać organem odpowiedzialnym za
cenzurowanie materiałów pojawiających się w Internecie, oraz innych organach
służących ochronie wrażliwych koreańskich umysłów, z Ministerstwem do
Spraw Rodziny i Równouprawnienia na czele (więcej tutaj). Rzecz jasna taki zalew
roznegliżowanych ciał oraz niedwuznacznych pląsów nie mógł umknąć uwadze
wspomnianym wyżej instytucjom, ale co mało zaskakujące, w ogniu krytyki znalazły
się jedynie girls bandy.
Znając naturę koreańskiego show-biznesu (a
jeśli się jej jeszcze nie zna, można zapoznać się z nią np. tutaj), łatwo sobie wyobrazić
jak „wielki” wpływ na to co robią, mają same dziewczyny w zespołach. Manager
wpada, informuje o tym, że „góra” wymyśliła im „sexy koncept”, w związku z czym
mają zacząć trening tańca na rurze (nie żartuję, taki 6-miesięczny, morderczy
trening zafundowała After School wytwórnia. Wyniki do zobaczenia w MV do „First Love”). W koreańskich korporacyjnych
molochach nie ma miejsca na dysputy podwładnego z szefem. Nikomu nawet przez
myśl by nie przemknęło się z czymś nie zgodzić. Szczególnie w koreańskim
show-biznesie wybór jest prosty: albo robisz, co ci się każe, albo spadaj.
Nieco większą swobodę i prawo głosu można zyskać dopiero, gdy osiągnie się
status „gwiazdy”, ale co to dokładnie znaczy i kiedy wytwórnia przydałaby swoim
podopiecznym prawa ludzkie? Nie wiadomo…
[After School]
Kto jak kto, ale Koreańczycy najlepiej
powinni rozumieć tę sytuację i jeśli jakaś komisja nałoży bana na promowany
kawałek, konsekwencje powinni odczuć głównie pomysłodawcy nieodpowiednich
konceptów. Jak jednak wygląda to w praktyce? Strażnicy moralności zakazują
emisji jakiegoś klipu w godzinach dziennych, przed występami dla telewizji
żądają zmian zbyt śmiałych kostiumów, ewentualnie zmian w choreografii lub w
tekście piosenki. Jeśli dana grupa się nie dostosuje, może zostać usunięta z
programu i otrzymać zakaz pokazywana się publicznie przez jakiś czas. Jasne, że
brak możliwości promocji danego zespołu odbije się również na finansach
opiekującej się nim wytwórni, ale to same dziewczyny znajdą się w ogniu dzikiej
krytyki. To one będą musiały sypać głowy popiołem, znosić obrzucanie błotem i
przyklejanie łatki „dziwek” itp. Stojący za nimi aparat kierowniczy, składający
się zazwyczaj z eleganckich panów w średnim wieku, w najlepszym (!) razie
ograniczy się do rzuconego mimochodem sprostowania, że to wcale nie było tak,
jak się wszystkim wydaje i tyle.
Zastanawia również, czemu tylko poczynania
girls bandów znajdują się pod stałą kontrolą wszelkich możliwych władz i
komisji. Chłopcy ostatnimi czasy w nie mniejszym stopniu stają się seksualnymi
obiektami. Bo jak inaczej wytłumaczyć coraz częstsze i nachalniejsze błyskania
torsem w niemal każdej możliwej k-popowej produkcji (więcej o gołych klatach tutaj)? Doskonale tu widać, kto
i ile ma do powiedzenia na temat swoje kariery i kreowanego wizerunku, bo
próżno by szukać roznegliżowanych ciał w klipach bardziej utytułowanych
zespołów. No, poza rzecz jasna Taeyangiem z BIGBANG i Joonem z MBLAQ, którzy mają zapewne
dożywotni zakaz kupowania koszulek zapisany w kontrakcie. Jeśli zdarzają się
jakieś występy topless, są one raczej okazyjne.
[skoro o Joonie mowa...]
Jednak świecenie nagim torsem
stało się niemal regułą dla k-popowych świeżynek. Czy jest ku temu powód, czy
go nie ma, czy ma to sens, czy nie, goła klata musi przed oczyma przelecieć. I
nikogo to nie rusza! Odpowiednie władze jakoś nie grzmią w posadach, jak
miałoby to miejsce w przypadku girls bandów, gdyby nieco mocniej machnęły
bioderkiem. Nie, faceci niedwuznacznie wymachują tym i tamtym, unoszą koszulki
i pocierają się, gdzie mają ochotę i wszystko jest OK. Jeśli tak robi stary
wyga Rain, proszę uprzejmie. Chłop ma swoje lata, swoją wytwórnię, niech sobie
robi co chce. Śpiewa, że jest „30 sexy” i rzeczywiście tak jest, choć przez
nieco ponad 3 i pół minuty trwania klipu cały czas pozostaje okryty od stóp po
szyję.
To co mnie jednak niepokoi, to los owych
debiutujących chłopców, którzy mając po 15-17 lat wykonują na scenie sugestywne
tańce i bez żenady świecą rozbudowanym kaloryferem. Pomimo mojej całej sympatii
dla BTS, mam ochotę potrząsnąć ich managerami i choreografami za ten błysk klatą
w układzie do „Bulletpoof 2”. Czy
rzeczywiście przy tak niesamowitej choreografii i umiejętnościach tanecznych
chłopców z BTS konieczny był ten smaczek z unoszeniem koszulki? Średnia wieku w
tym zespole oscyluje obecnie w granicach 18 lat, ale najmłodszy w momencie promocji piosenki
miał lat 15! Pięt-na-ście! Czy 15 lat to rzeczywiście odpowiedni wiek, by
narzucać dziecku tak niedwuznaczne ruchy i czynić z niego seksualny obiekt?
[o tym ruchu mowa...]
Trudno się później dziwić, że coraz więcej
zwyczajnych, przeciętnych nastolatków i młodych mężczyzn ma poważne problemy z
zaakceptowaniem siebie i własnej cielesności. Mężczyźni w nie mniejszym stopniu
bombardowani są przez wizerunki idealnie wyrzeźbionych ciał, o których oni mogą
jedynie pomarzyć. Problem chłopców jest trudniejszy do wychwycenia, bo tak jak
w przypadku dziewcząt wyznacznikiem, że dzieje się coś niedobrego, będzie
niedowaga, tak chłopcy raczej dążą do zwiększenia masy swojego ciała. I tak jak
nie każda dziewczyna może ważyć 40 kg, tak nie każdy facet może wyglądać jak Rain.
Mordercze treningi na siłowni i odpowiednia dieta nie tylko nie przynoszą
piorunujących efektów, ale też wymagają mnóstwo wysiłku i czasu. Zamiast sięgać
po środki na przeczyszczenie albo inne specyfiki wspomagające odchudzanie,
młodzi mężczyźni faszerują się odżywkami białkowymi i sterydami, które są nie
mniej destrukcyjne dla ich ciał, jak wielodniowe głodówki.
W świetle badań przeprowadzonych 2001 roku
wynika, że aż 25% młodych mężczyzn o prawidłowej masie ciała uważało, że są
zbyt chudzi (czyt. nie są dostatecznie umięśnieni).
Z kolei z badań z 2012 roku, przeprowadzanych
na dojrzewających chłopcach przez kanadyjski instytut badawczy, dowiadujemy
się, że ponad 1/3 z nich przyznała się do przyjmowania różnej maści odżywek
proteinowych, niemal 6% stosowało sterydy, a 10,5% inne specyfiki sprzyjające
przyrostowi masy mięśniowej.
[nie tylko lalki Barbie sieją zament w dziecięcych umysłach...]
Czyżby mądre, koreańskie głowy uznały, że ten problem ich
nie dotyczy? A może tak są zajęci badaniem długości spódniczek, że przegapili
latające wokoło strzępy męskich podkoszulków? Koreańskie władze zdają się
pielęgnować wyznaczone przez siebie podwójne standardy i jakoś nie zanosi się,
by miało im się to szybko zmienić.
Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com




















