środa, 26 grudnia 2012

WTF (Wielce To Frapujące) Momenty w k-popie część III


 [B1A4]

Nic tak nie poprawia humoru jak porządna dawka k-popowych klipów. I to nie tylko dlatego, że można sobie popatrzeć na ponętnych, pląsających młodzieńców (tudzież opcjonalnie na urodziwe, pląsające niewiasty), ale dlatego że zawsze znajdzie się coś, co można bezkarnie nadimpretować lub nadać znaczenie zgoła odmienne od tego, jakie umyślili sobie twórcy. Jak już kiedyś się odgrażałam, Wielce Frapujące Momenty w k-popie to nigdy nie umierający temat! Dzięki Wam, o kreatywni producenci i mistrzowie rekwizytów! To wyłącznie Wasza zasługa, że już trzecia odsłona WTF Moments jest możliwa!

Roh Ji HoonPunishment

Oglądając ten klip miałam drobne dejavu z poprzedniego WTF Moments (odcinek tutaj) o F.CUZNo. 1”. Widać twórcy klipów niczego się nie nauczyli i wciąż wydaje im się, że są w stanie wcisnąć mi kit, że biedaczek uwięziony w obskurnej celi (jak w przypadku F.CUZ) albo najbardziej pochapnym pokoju w Korei* (Roh Ji Hoon) nie jest w stanie samodzielnie się wyswobodzić.

 

Bo niby te liny mają utrzymać w niewoli Ji Hoona? Nie trzeba się nawet uciekać do śliskich środków jak masło czy olej, by zsunąć z nadgarstków podobne pęta. No chyba, że Ji Hoon lubi takie perwersyjne zabawy… Jego uśmieszek na końcu klipu jest wiele mówiący.


Ale potencjalne wątki SM (i nie mam tu wcale na myśli wytwórni SM Entertainment…) to nie jedyne, co zafrapowało mnie w tym klipie. Modowe pomysły również zasługują na moment zastanowienia. Ciężko orzec co stanowiło inspirację dla twórców garnituru, który pojawia się w pierwszych sekundach klipu, ale na pewno były to jakieś wodne klimaty. Może świąteczny karpik i szczęśliwa łuska z wigilijnej wieczerzy?


I jest jeż jedna sprawa, w której chciałabym pomóc Ji Hoonowi oraz jego tancerzom. Chłopaki, jeśli spodnie spadają z tyłeczka, to po prostu wystarczy zaciągnąć pasek, a nie ciągle się zań trzymać! Jeśli jednak upieracie się przy podciąganiu tych porteczek, to czyńcie to raz a dobrze, a nie tak… Poocieracie sobie jeszcze coś!


F.CUZDreaming I

No cóż… Chłopaki jakoś nie mogą się ustrzec przed trafieniem do tegoż elitarnego zestawienia. To już drugi raz (a właściwie trzeci, jeśli liczyć special edition), kiedy F.CUZ pojawia się w Wielce To Frapujących Momentach. Tym razem może nie aż tak spektakularnie jak w debiucie na tych łamach, ale niemniej, oglądając klip do „Dreaming I” naszła mnie taka refleksja, że bycie idolem młodzieży do czegoś zobowiązuje. Nie wypada pojawiać się na lotniskach w wymiętej koszuli nawet po 12-godzinnym locie a pozwolenie, by ktoś przyłapał cię w nie pasującej do koloru włosów skarpecie, równa się samobójstwem w branży. Nawet jak zbierzesz oklep po twarzy od lokalnych zbirów i tak należy prezentować się przyzwoicie!

 [oklepane twarze gwiazd popu]

[oklepana twarz kogoś, kto gwiazdą k-popu nigdy nie będzie]

I oto mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego nie każdy może zostać gwiazdą k-popu.

S.M. The BalladI miss you

Oj, Joowonku**… Ty też cierpisz na powszechną koreańską chorobę palli-palli! (szybko-szybko!)? Przyznaję, że refleks przy robieniu zdjęć godny Gaksitala, ale po ich pstryknięciu, co czynisz? Co tam, że jakaś kometa leci z nieba. Lepiej sobie na zdjęcia popatrzeć… Kto by sobie w ogóle zawracał głowę sprawdzeniem, co się dalej stało z tym niezidentyfikowanym obiektem latającym, który ewidentnie przyperniczył gdzieś w okolicach ogródka sąsiadów. Nawet w obliczu niecodziennych zjawisk atmosferycznych, Joowonek zachowuje wystaczająco zimnej krwi (jak na Gaksitala przystało), spogląda przytomnie na zegarek i palli, palli! leci, a właściwie wylatuje z domu, zabierając niezbędne do pracy akcesoria. Ot, profesjonalizm.

 [a co tam, że na niebie jeszcze smużka dymu. Nie ma czasu! Palli, palli!]

A tak przy okazji, nie obraziłabym się, gdyby ktoś taki bagietki mi na kolację przynosił…

[o tak, tak ^^]

C-CLOWNFaraway… young love

Przemilczmy kwestię nazwy zespołu. Wygląda na to, że jeszcze trochę cierpliwości i będzie WTF Moment special edition II. Skoncentrujmy się natomiast na rozdzierającej serce akcji klipu. Biedny chłopiec przeżywa katusze, gdyż zakochał się nieszczęśliwie w dziewczynie swojego przyjaciela… Cóż czynić? Zagryza chłopina zęby i cierpi w milczeniu (raz po raz ino wybuchając rzewnym śpiewem), w głębi duszy wie jednak, że jego przyjaciel nie zasługuje na tak cudowną niewiastę. Nadchodzi jednak wielka chwila! Wyobraźcie sobie epokowość tego dnia: kobieta, w której się podkochujecie od Bóg raczy wiedzieć kiedy, ryczy wam w słuchawkę, że jej boy ją zdradza i że macie w te pędy przyłazić. A wy co? Jedyne na was stać to na głębokie wzdechy i „ya” (w wolnym tłumaczeniu, wysoce inteligentne zapytanie pokroju „hę”)?

 [inteligentna konwersacja z miłością życia]

No i najlepsze… Po grzyb odpalać samochód, w którym aktualnie siedzicie, kiedy można sobie biegusiem skoczyć i mieć pretensje do całego świata, że się nie zdążyło na czas. Pewnie. I nawet nie próbujcie go bronić, że chciał uniknąć korków. Pora była zdecydowanie nie korkowa, a i pole minowe droga, którą biegł, zbyt uczęszczana nie była. Zaskakujące, czemu?

 [samochody są dla mięczaków!]

 
[klopsiki i inne zjawiska pogodowe...]

Zapewne slow motion i wybuchy płomieni wyglądają bardziej epicko przy biegu, niż gdyby facet prowadził samochód. A ta spadająca z nieba fura ma zapewne obrazować niebezpieczeństwo czyhające na młodego kierowcę, który zdecydowałby się jednak prowadzić, znajdując się w stanie wysokiego wzburzenia emocjonalnego. Ach, ci twórcy klipów! Pomyślą o wszystkim! O miłości jest, o bólu jest, o przyjaźni i poświęceniu, nawet morał przemycą! Ministerstwo do spraw Równouprawnienia i Rodziny zapewne ociera ukradkiem łzę wzruszenia, marząc, by takich ubogacających produkcji było więcej.

A ja razem z nimi! Kochani twórcy! Jeszcze takich momentów! ^^


Poprzednie wydania WTF Moments:
Special Edition (z udziałem nazw zespołów)

Więcej na temat:
„Ju dzium dzium maj halt lajk e laket”, czyli o angielskim w k-popie


* bez kitu, ten pokój z cegłami występuje w co drugim k-popowym klipie!
** Joo Won, aktor znany głównie z rewelacyjnego serialu „Gaksital/Bridal Mask

czwartek, 20 grudnia 2012

Potwór spod łóżka


Czyli o Ministerstwie do Spraw (braku) Równouprawnienia i Rodziny.


Szara eminencja k-popu. Teoretycznie go nie widać, ale ciągle gdzieś tam jest, szczerząc swoje kły, jak potwór spod łóżka. Artyści i wytwórnie przed nim drżą, a jego wyroki są niezbadane. Nigdy nie wiadomo za co i kogo capnie za nogę i wciągnie w ciemność. Jedno jest pewne. Kobiety są bardziej zagrożone niż płeć teoretycznie brzydsza.

O owym ministerstwie zdarzało mi się już pisać nie raz (choćby tu) z rozmaitych okazji i zazwyczaj nie byłam podbudowana jego działalnością. Korea wciąż jest dość konserwatywnym krajem i rząd uznał, że należy chronić delikatne umysły obywateli przed treściami dlań nieodpowiednimi. Ogólnie rzecz ujmując, nie mam nic przeciwko, że są organy, które kontrolują, co pokazuje się w telewizji, zastrzeżenia można mieć jednak do formy takiej działalności. Nie może być tak, że jednym wolno śpiewać o zdradach (Teen TopNo more perfume on you” czy B1A4Baby, good night”), a inni dostają „bana” za wspomnienie o alkoholu i dymie papierosowym (PsyRight Now” czy 2PMHands Up”, chociaż obu piosenkom ministerstwo dało łaskawie drugą szansę i chcą rozpatrzyć ich przypadek jeszcze raz). Jednym wolno wić się i taplać w pianie, a inni za bardziej dosłowne ale zdecydowanie zdrowsze podejście do tematu dostają po głowie. I tak, nie mylicie się. Znów piję do „Ice creamHyuny i „BloomGaIn (poprzedni artykuł na ten temat tutaj).

[GaIn]

Trudno o bardziej jaskrawy przykład podwójnych standardów, a do tego ministerstwo zafundowało je niemal w tym samym czasie, więc chyba samo aż prosi o kilka słów prawdy.

Można by rzec, że nie ma się czego czepiać, bo GaIn poszła po całości, pokazując akt seksualny dosłownie, gdy HyunA po prostu sobie tańczy. Z tym że wcześniej ministerstwo dopatrzyło się nieodpowiednich ruchów w „niewinnym” tańcu, bezlitośnie banując „Change” i „Bubble Pop” (chociaż to drugie zostało przyuważone nie przez ministerstwo a przez inną komisję wspomagającą, tak na marginesie). W „Ice cream” jednak niczego zdrożnego się nie dopatrzono i piosenka dostała błogosławieństwo na dalszą drogę. A że cały klip aż ocieka tanim erotyzmem? No cóż… Jak długo kobieta jest seksualnym obiektem a nie podmiotem i wygina się ku uciesze panów, nie ma problemu.

 [Hyuna "Ice Cream"]

Bo GaIn, jak już wspominałam w poprzednim poście, odważyła się nie tylko schlebiać męskim spojrzeniom, ale pokazać seksualność z damskiego punktu widzenia. Zmysłowo, delikatnie i wyzwalająco, a nie wyzywająco. To się już urzędnikom nie spodobało, bo jak to tak, żeby uczyć młodą generację kobiet, że też mogą mieć co nie co przyjemności z seksu. BAN!

 

Podobnymi działaniami ministerstwo już od dłuższego czasu buduje sobie sporą opozycję. Nawet sami Koreańczycy niejednokrotnie narzekają, że rząd traktuje ich jak dzieci i odcina od treści, do których, być może, chcieliby dotrzeć. A mowa tu głównie o pornografii, która w Korei jest nielegalna. Posiadanie i oglądania filmów dla dorosłych nie jest zbrodnią, ale ich rozpowszechnianie, sprzedaż i produkcja i owszem. Nim rozpętano anty-pornograficzną ofensywę w 2004 roku, koreańska strona o tej tematyce Soranet liczyła sobie ponad 600 tysięcy subskrybentów. Wyraźnie pokazuje to, że zapotrzebowanie na tego typu treści w konserwatywnej i pruderyjnej Korei jest dość spore.

Zamknięcie lokalnych stron i zablokowanie dostępu do tych międzynarodowych wcale problemu nie rozwiązuje, bo i tak są sposoby by dotrzeć do tego, co chce się obejrzeć. Systemu p2p kontrolować już się nie da. Nie wspominając o tym, że zakazany owoc kusi najbardziej. Zamiast kontroli znaczniej bardziej przydałaby się edukacja z prawdziwego zdarzenia i danie obywatelowi wyboru, co i kiedy chce oglądać. W końcu takie są założenia demokracji, prawda?

Znacznie łatwiej jest jednak zablokować dostęp do wątpliwych treści, niż spróbować na ich temat porozmawiać i zaproponować system rzetelnej edukacji młodzieży, by jako dorośli ludzie, sami potrafili osądzić, czy warto sięgać po pornografię.

 Takie działania mają też i polityczny wydźwięk. Dają złudzenie, że rząd robi coś, by zapobiegać zbrodniom na tle seksualnym, bo ponoć gwałciciele, nim udają się na łowy swojej ofiary, namiętnie oglądają filmy dla dorosłych. Opinia publiczna ma zmydlone oczy, a oni nie muszą robić nic, by faktycznie przeciwdziałać przestępstwom i wszyscy są zadowoleni. Nie można też pomijać przyczyn religijnych i kulturowych, które każą takie treści cenzurować. Nie jedna koreańska babcia łapie się przecież za głowę, gdy nie daj Boże, na ulicy przemknie jakaś para, trzymając się za ręce. A babcie głos w wyborach też przecież mają.

[nie zaczynaj z nami, synku!]

Naciski na rozluźnienie cenzury będą jednak narastać i to nie tylko ze strony społeczeństwa, które chciałoby mieć wybór i gwarantowaną wolność, ale też różnego typu korporacje, które stoją za koreańskim show-biznesem. Bo nie ma się co oszukiwać, za naszymi ulubionymi k-popowymi artystami stoją biznesowe molochy! A nadrzędnym celem każdej korporacji jest zarabiać pieniądze. Duże pieniądze.

A najłatwiej sprzedać jakąś rzecz (czy to najnowsze dziecko Samsunga czy nową piosenkę), gdy w kampania promocyjna danego produktu wywołuje w nas uczucie radości. A seks doskonale sprawdza się w tej roli. Nic tak nie poprawia humoru jak ponętne dziewczę wyginające się kusząco, czy przystojni panowie zrywający z siebie koszulki. No i jeszcze seks w reklamie czy klipie ma tę cudowną właściwość, że przyciąga uwagę, czy to starych, czy młodych, czyniąc z duetu sprzedaż + seks związek doskonały.

 [Rania wie jak narobić hałasu
"Mr Feel Good"]

By twórców i sprzedawców fantazja zbytnio nie poniosła, Ministerstwo do Spraw Równouprawnienia i Rodziny (MdSRiR) wraz z innymi wspierającymi ją komisjami i urzędami, trzyma rękę na pulsie, sprawdzając, co trafia do środków masowego przekazu. Do tego momentu idea jest szczytna, bo wystarczy popatrzeć na nasze media, albo jeszcze lepiej, media zachodnie, by zatęsknić za podobną cenzurą. Nadrzędnym zadaniem wyżej wymienionych organów jest ochrona dzieci i młodzieży przed treściami dla nich nieodpowiednimi. Zabronione jest przedstawianie seksu wprost, więc twórcy reklam i klipów muszą zręcznie lawirować między niedopowiedzeniem, sugestią i fantazjami.

Czasem jednak sugestie są tak oczywiste, że wyłożenie kawy na ławę nie jest już właściwie konieczne. I choć wydawałoby się, MdSRiR powinno przystawić swoją budzącą zgrozę wśród agencji gwiazd pieczątkę, pozwala przemknąć do ogólnego obiegu „dziełom” co najmniej wątpliwym, a inne tłamsi już w zarodku. Mężczyźni jak długo wystrzegają się w swoich pieśniach wzmianek o byciu pijanym i paleniu papierosów, mogą ogólnie rzecz ujmując, robić co im się podoba. Drzeć koszulki, wymachiwać sugestywnie bioderkami, dyszeć ciężko pod prysznicem i prać się po pyskach do rozbryzgów krwi. Kobiety powinny być dużo bardziej ostrożne w swoich występach, chociaż chwyty stosowane przez tzw. soft-porno, jak filmowanie artystek z poziomu gruntu, tak by zaprezentować ich ciała w pełnej krasie (i jeszcze zaoferować wgląd pod spódniczkę tudzież luźne shorty) jest jak najbardziej w porządku.

 [Secret "Poison"
klasyka ujęcia na zboczeńca]

Przywołując jeszcze raz osławiony przykład Hyuny i GaIn, nazwa ministerstwa w tym aspekcie staje się groteskowo nieadekwatna. Ciężko doszukać się oznak dbania o równouprawnienie, gdy uprzedmiotowienie kobiet wywołuje aprobatę urzędników, a jedna na milion próba przydania kobiecej seksualności prawa równego mężczyznom natychmiast opatrywana jest etykietą 19+, gdzięki czemu jej emisja możliwa jest tylko w późnych godzinach nocnych.

Chyba rząd powinien pomyśleć nad przechrzczeniem swojego ministerstwa, to skończą się przynajmniej wieczne utyskiwania takich jak ja malkontentów.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

środa, 19 grudnia 2012

Walerianka w podróży



Dziś odrobina bezwstydnej autoreklamy, ale co mi tam. Mój blog, to mi wolno!

Jak zapewne duża część Czytelników wie, nosi mnie po świecie. Nie odwiedziłam może jakiejś zastraszającej ilości miejsc, ale jest już ich wystarczająco, bym mogła z dumą pomyśleć, że nie marnuję swojego czasu.

Podczas pobytu w Indiach zarzucałam Was piskami i spostrzeżeniami na temat na facebookowym fanpagu i o dziwo, wielu z Was namawiało mnie, bym piszczała więcej i założyła podróżniczego bloga. Co niniejszym uczyniłam.

Zapraszam zatem na strony nowego bloga:


Na razie czekają na Was dwa artykuły, ale na pewno niebawem będzie więcej.

Niewielu rzeczy można być w życiu pewnym, ale moja grafomiania jest niezmienna :)

Mam nadzieję, że nowy blog Was nie zawiedzie!

 ***

P.S. Mam wrażenie, że pytanie w sondzie obok było mocno tendencyjne ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...