wtorek, 15 maja 2012

Blade twarze

Czyli o tym, jak prezentowani są przedstawiciele kultury zachodu w koreańskich mediach.


Widzieliście nowy teledysk Junsu „Tarantallegra”? Nie powiem, podoba mi się. Lubię takie lekko szalone klimaty i obsesyjną, „gorącą” muzykę, jeśli wiecie, co mam na myśli. Eh, ja i te moje muzyczne opisy… -__-`

Oprócz szaleństwa w oczach Junsu i jego zmieniających się jak w kalejdoskopie wcieleń, jest jeszcze coś, czego nie można przeoczyć. Główny wykonawca to jedyny Azjata, jakiego możemy zobaczyć przez 4 minuty 34 sekundy trwania piosenki. I tak, singiel adresowany jest głównie na rynek koreański.

Junsu to nie jedyny artysta, który lansuje się u boku bladych twarzy. Niemal w połowie teledysków Big Bang można zobaczyć białą kobietę (Cleo pokusiła się nawet o zestawienie takich klipów tutaj), ale żeby wymienić dla przykładu, zobaczcie choćby „Beautiful Hangover” czy „Blue”. W najnowszej piosence CN BlueHey you” także nie uraczy się innych Azjatów poza samym zespołem, U-KISS też lubi się powyżywać na białych panienkach (a właściwie białej panience) w sławetnym „Shut up”, 2PM w „Hands up” z kolei przekonują, że co to za impreza bez białych, wijących się dziewcząt (GD&T.O.P. w „High High” są absolutnie tego samego zdania). Kim Hyun Joong w piosence „Break Down” swój bladolicy haremik trzyma w osiatkowanej klatce, w jakiejś podejrzanej spelunie. Te nieszczęśnice, które mogą pląsać na wolności, podrygują smętnie z lewej strony parkietu, albo wiją się wokół oparcia fotela, na którym siedzi kumpel Hyun Joonga, raper Double K. Mam wymieniać dalej?


Zastanawiający jest fakt, że ten nawał białych twarzy pojawia się głównie w klipach boys bandów (jeśli ktoś zna jakiś przykład, gdzie pojawia się biały facet w mv grupy dziewczęcej, niech mnie oświeci!), albo generalnie śpiewających mężczyzn i sposób, w jakim przedstawia się w nich bladolice panie, wprawia mnie w stan daleki od entuzjazmu. Zazwyczaj:
  • ubrane są bardziej niż skromnie (i mam tu na myśli skromność ilości użytego materiału na ich stroje, a nie skromność jako taką!),
  • wiją się wokół głównego wykonawcy,
  • wiją się wokół pobocznych wykonawców,
  • wiją się między sobą.

[wyjątek z "Taratallegra" Junsu]

Z resztą k-popowe klipy to nie jedyne miejsce, gdzie pojawiają się przedstawiciele naszej, kaukaskiej rasy. Koreańskie reklamy i zdjęcia w magazynach dla kobiet są wręcz zasypane białymi modelkami. Ktoś pokusił się o zestawienie w 2005 roku, z którego wynika, że aż w 30% koreańskich reklam pojawiły się białe panie, podczas gdy w USA odsetek Azjatek w ichniejszych reklamach to ledwo 1,9%. Inni naukowcy przejrzeli magazyny dla kobiet z lat 2002-2003 i okazało się, że stosunek białych modelek do Azjatek wyniósł odpowiednio 57% do 43%! Pewnie nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w Stanach niezachwiany monopol posiadają blade twarze, rozmaślając konkurencję wynikiem 84,9%. Istnieją też koreańskie domy mody, które swoje stroje prezentują tylko i wyłącznie na białych modelkach (np. Beanpole i Hazzys).
 
[screen ze strony Beanpole]

Skąd ta miłość do ludzi zachodu? Jakieś postkolonialne ciągoty? Kompleksy własne? Chęć nadania międzynarodowego charakteru danej firmie? Pewnie wszystko po trochu, plus jeszcze parę innych czynników, którym przyjrzymy się już za moment.

Należałoby zacząć od tego, jakie stereotypy odnośnie białych ludzi zakorzenione są w koreańskich (często też ogólnie azjatyckich) umysłach. Blada cera i okrągłe oczy to właściwie synonimy pewności siebie, silnego charakteru, posiadania zdania na każdy temat i siły przebicia. Szczególnie białe kobiety postrzegane są jako wyzwanie i zdobycie takiej egzotycznej piękności to potwierdzenie męstwa skośnookiego pana i chwała dla jego ojczyzny. Co ciekawe, taki mariaż w drugą stronę, a więc kobieta Koreanka i zagraniczny mężczyzna, bynajmniej nie jest witany z entuzjazmem. Utarło się mniemanie, że jeśli Koreanka umawia się z obcokrajowcem, to na pewno robi to dla jego kasy, albo usiłuje prostszym sposobem dorobić się zielonej karty. Współbracia patrzą więc na taką niewiastę jak na zdrajczynię, która nie tylko jest łatwa i powierzchowna, ale jeszcze słaba i godna pogardy.

[Ahn Jung Hwan i jego haremik]

Jak widać, pozycja kobiet w Azji wciąż daleka jest od ideałów. Szanująca się koreańska dziewczyna powinna prowadzić się przyzwoicie, trzymać się z daleka od źródeł obcych plemników i generalnie przyprawiać z mamą kimchi w kuchni, a nie rozglądać się za facetami.

Obraz białej kobiety jest tak diametralnie różny, że aż czasem trąca absurdem. Wszystkie stereotypy krążące wokół naszej rasy są w mediach używane w ekstremalnym natężeniu, tworząc niemal alternatywną rzeczywistość. Wielu Azjatów jest święcie, ale to święcie przekonanych, że wszyscy Amerykanie i na pewno duża część Europejczyków całuje się już na pierwszej randce i zapewne też ląduje w łóżku tego samego wieczoru. W klubach zaś nie tańczymy się inaczej, jak tylko tak, jak pokazują nam chłopcy z F.CUZ w teaserze do „Midnight Sun”.

 
Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, ale po części sami jesteśmy sobie winni (my – jako rasa), bo amerykańskie i europejskie filmy i seriale dobitnie przekonują, że jesteśmy owładniętymi żądzami istotami, które nie potrafią utrzymać rąk przy sobie. Faktem jednak jest, że mamy zazwyczaj mniejsze opory, przed prezentowaniem swoich wdzięków światu i wyginaniem się w odważnych pozach na zdjęciach (przynajmniej białe modelki nie mają). Warto wiedzieć, że do roku 1994 w Korei obowiązywał zapis prawny, który w znacznym stopniu ograniczał możliwość zatrudniania zagranicznych modelek w rodzimych reklamach. Jako, że sprawy okołoseksualne były (i właściwie nadal są) tematem tabu, w owych czasach znalezienie modelki, która zgodziłaby się reklamować bieliznę, było zadaniem iście karkołomnym. No, ale petunia non olet i te sprawy… Znalazła się i rada! Przez długi czas zachwalaniem bielizny zajmowały się gwiazdy porno, tworząc ciemną aurę wokół tej gałęzi modelingu. Jeśli jakaś koreańska gwiazda zdecydowała się wziąć udział w bieliźnianej sesji, nie przyzwała się do tego głośno i pozowała w ten sposób, by nie można jej było na zdjęciach rozpoznać. Gdy zniesiono zakaz o zatrudnianiu obcokrajowców, miejsce gwiazdek porno zajęły bladolice piękności, podsycając dodatkowo utarte przekonania o naszej rozbuchanej seksualności.


Obecnie koreańskie gwiazdy próbują walczyć ze stygmą bieliźnianych zdjęć, jak na przykład Yoon Eun Hye w głośnej sesji dla magazynu Dazed and Confused.

[Yoon Eun Hye]

Jej wysiłki to jednak  wciąż kropla w morzu białości. Sami Koreańczycy zaś, wybór białych modelek, bardzo często tłumaczą w pozbawiony seksistowskich podtekstów sposób. Zdaniem speców od marketingu rasa kaukaska „po prostu wygląda lepiej bez ubrań” (nie wymyślam tego, tłumaczę ino za The Grand Narrative!), w przeciwieństwie do Koreańczyków, którzy mają kompleks krótkich nóg i twierdzą, że wyglądają one jak „rzodkiewy”. Mężczyźni z kolei są bardziej męscy i wyglądają bardziej naturalnie bez podkoszulków. Hmmm…

Z innych ciekawych newsów, moje kochane i zdeprawowane ziomki, w 2009 roku władze planowały zorganizować plażę dla nudystów na wyspie Jeju, by przyciągnąć zagranicznych turystów. Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie taka informacja jest równoznaczna z kupieniem biletu do Korei i zrzuceniem stanika już w kolejce do wejścia do samolotu… Dar przekonywania, to jest to! Wieść głosi, że taki pomysł przyszedł lokalnym włodarzom do głów po tym, jak zepsute białasy, niepomne koreańskiej obyczajności, rozbierały się na potęgę na ichniejszych plażach. Ile w tym prawdy? Pewnie ten i ów faktycznie zrzucił o jedną część garderoby za dużo, ale śmiem jakoś wątpić, by Jeju opanowały hordy nagusów, straszących koreańskie babcie.


James Turnbull przypuszcza, (a czy ja śmiałabym się z nim kiedyś nie zgodzić?), że ta rozbuchana seksualność, o którą oskarża się naszą rasę, to wynik knowań właśnie tych przerażonych koreańskich babć i dziadków. Przypisując nam zepsucie wszelakie, mają na kogo zwalić winę za karygodne prowadzenie się współczesnej młodzieży. Widzicie, jaki my i nasza kultura mamy zgubny wpływ na delikatne koreańskie umysły? Żeby było zabawniej, bardzo często słyszy się komentarze pod adresem par, które na ulicy okazują sobie więcej czułości, niż by wypadało, że na pewno jedno z nich to Japończyk…

Wracając zaś do punktu wyjścia, czyli do k-popowych teledysków, nie powinno już zatem dziwić, że gwiazdy tak kochają znajdować się w centrum wijących się białolicych panienek. O ironio, śmiem też przypuszczać, że zmasowana ilość białych twarzy w ich klipach, to ukłon w naszą, zachodnią, stronę. Big Bang, który musi mieć świadomość swojego międzynarodowego statusu, nie bez przyczyny w co drugi klip (a ostatnio to w każdy) pakuje jakichś białych ludzi. Wydaje mi się, że w ten sposób chłopcy chcą pokazać nam, że potrafią się odnaleźć w towarzystwie ludzi z innych kontynentów, że też podobają im się białe kobiety, no i że generalnie są tacy wyluzowani i cool. A to, że się mimochodem przyłączają do ugruntowywania stereotypów… Myślę, że oni nawet nie zauważają, że w sposobie pokazywania białych ludzi jest coś niepokojącego i niewłaściwego. Dla nich na pewno sam fakt występowania w tym samym klipie z przedstawicielami innych nacji jest swoistą nobilitacją, wyrazem tego, jak są otwarci i wspaniali.

 [T.O.P. i impreza w "High High"]

A niestety są ciemne strony takiego przedstawiania białych kobiet w mediach. Wiele dziewcząt, które na dłużej zatrzymały się w Korei, przyznaje, że stało się ofiarami werbalnych lub fizycznych napaści i molestowania, tylko dlatego, że były białe. Bo skoro białe, to na pewno łatwe i nie będzie im przeszkadzać, jeśli się je dotknie to tu, to tam. Wszechobecny ścisk i zmowa milczenia obserwatorów zdarzenia ułatwiają zadanie różnorodnym zwyrodnialcom i tak naprawdę kobieta niewiele może zrobić w takiej sytuacji. Dodatkowo w obiegowym slangu „Rosjanka” znaczy tyle co prostytutka, bo koreańskie domy publiczne pełne są siły roboczej z okolic Kaukazu. To wytworzyło u niektórych skrót myślowy biała=Rosjanka=prostytutka. Martina z eatyourkimchi.com doświadczyła podobnej „pomyłki” ze strony jakiegoś podstarzałego zboczeńca, który uparcie twierdził, że dziewczyna na pewno jest „Rosjanką”…


Mam nadzieję, że w świetle nowych faktów, moja lakoniczna przestroga rzucona w artykule o randkowaniu z Koreańczykami (tutaj), wydaje się być bardziej uzasadniona. Na szczęście nie wszyscy Koreańczycy są tak ograniczeni, by wierzyć bezkrytycznie we wszystko, co pokazuje się w telewizji, tak samo jak nie każdy Polak myśli, że Azjaci to kurduple, które żywią się wyłącznie psami i ryżem. Pozostaje nam życzyć sobie i naszym skośnookim braciom, by na przyszłość wykazywali się większą interkulturową czułością i nie powielali krzywdzących schematów.

Więcej na temat:

Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

wtorek, 8 maja 2012

Smętki z v-iecznie zielonych pól ryżowych

Czyli nadszedł czas, by poszerzyć swoje muzyczne horyzonty.

[Hà OkioNơi Ấy
klip ma wysoki walor krajoznawczy, więc warto obejrzeć!]

Wyobraźcie sobie zapierające dech w piersiach zielone pola ryżowe, które niczym kaskady, przelewają się przez wzgórza. Rozkrzyczane dzieci ganiają po krętych, wydeptanych ścieżkach, niepomne lejącego się z nieba żaru i oblepiającej człowieka namacalną macką wilgoci. Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w tej czarującej scenerii, z plecakiem przerzuconym przez ramię i gitarą w ręku. Co zaśpiewacie, siedząc wieczorem przed namiotem? Na pewno nie trash metal*!

To może być jedna z przyczyn, dla której wietnamska muzyka popularna (w skrócie v-pop) jest w większości taka… smętna! Jeśli lubicie rozdzierające serce ballady i smutne pieśni – koniecznie zainteresujcie się muzyką z tego kraju! Toż to będzie dla Was raj!

[Zatoka Ha Long]

 Co mnie skłoniło, by zająć się wietnamskim popem? Po pierwsze, Wietnam to też Azja, a ja kocham niemal wszystko, co azjatyckie. Po drugie, mam osobisty sentyment, a po trzecie, czemu by nie?

Jeśli miałabym pokusić się o sklasyfikowanie v-popu, wyróżniłabym trzy główne nurty:

  1. smętki dla emerytów z folkową nutą
  2. smętki dla młodzieży, inspirowane światowymi balladami i k-popem
  3. smętki hip-hopowe, z wyraźnymi wpływami amerykańskich wzorców
Jest jeszcze maleńka (na szczęście, szybko się rozmnażająca) grupa prawdziwego, kolorowego i roztańczonego v-popu z przytupem, czy coś, co tygryskom jest zdecydowanie bliższe! Nie uprzedzajmy jednak faktów. Przyjrzyjmy się wszystkiemu po kolei.

1. Smętki dla emerytów z folkową nutą


No dobra, przyznaję się. Trochę pojechałam z tymi emerytami, ale nie mogłam się opanować. Tak po prawdzie, ten nurt jest zdecydowanie najbardziej popularny i jednoczy przed radioodbiornikami i telewizorami całe wietnamskie pokolenia. Moja kumpela jest zakochana w tych rzewnych balladach, a zdecydowanie daleko jej jeszcze do wieku emerytalnego (prawdopodobniej nawet więcej, niż sama obecnie żyje). Plus jest tego taki, raz na jakiś czas podsyła mi listę „najgorętszych” hitów i czasem zdarzy się coś naprawdę fajnego.

To, co mi się najbardziej podoba w tego typu piosenkach, to fakt, że nie są o przysłowiowej „dupie Maryni”. Mamy pieśni o miłości do swoich rodziców, są też takie, które wychwalają piękno wietnamskiego krajobrazu (jest co wychwalać!) i rzecz jasna są też te, opiewające miłość czystą i romantyczną. Na pierwszy ogień rzućmy finalistę wietnamskiej edycji Idola, Quốc Thiêna,  który powalił ziomków na kolana, brawurowym (i rockowym!) wykonaniem patriotyczniej pieśni Về ăn cơm.

[Quốc Thiên i jego rockowe wykonanie Về ăn cơm!]

A teraz coś, co bardziej przypomina dźwięki, które sączą się z głośników na wietnamskich ulicach. Obawiam się, że piosenka ma już solidnego wąsa, ale ma też swój niezaprzeczalny klimat. No i opowiada o wdzięczności, jaką syn czuje do swoich rodziców, więc temat jak najbardziej słuszny!

[Ngọc Sơn Tinh Cha]

I jeśli ktoś jest żądny większej ilości muzyki w nurcie, polecam:

2. Smętki dla młodzieży, inspirowane światowymi balladami i k-popem

W dużym skrócie, tutaj mamy to, co wyżej, ino brzmiące bardziej „światowo” i współcześnie. Przyznam Wam szczerze, że niektóre piosenki są naprawdę niezłe i oto gdzie miłośnicy ballad powinni zarzucić swoje wędki i łowić z tego stawu, bo branie będziecie mieć takie, że nie nadążycie siecią ryb odbierać (wybaczcie tę strasznistą wędkarską metaforę. Oto moment, w którym nie mam pojęcia, co piszę ;). By ustrzec się przed dalszym niekontrolowanym słowotokiem, proponuję randkę z Noo Phước Thịnh:

[Noo Phước Thịnh - Phôi Phai
Jedna z naprawdę niewielu ballad, którą szczerze uwielbiam i młócę od miesiąca! Przy czasie rzućcie też uchem na jego inną, nieco żywszą piosenkę Chỉ Mình Anh Đau]

A tutaj coś dla tych, którzy sądzą, że wietnamskie chłopaczki to tylko i wyłącznie wychudzone patyczki.
I co z tego, że koncept jest żywcem zerżnięty z duńskiego piosenkarza Burhan G? Co zrobicie Ưng Hoàng Phúc? Kto mu podskoczy, he?

[Ưng Hoàng Phúc - Chuyện đó đâu ai ngờ
Wszystkich panów, zaglądających na ten blog, w tym momencie szczerze przepraszam, ale musiałam! Ale dla Was też jest coś miłego, więc myślę, że wszyscy będą zadowoleni]


No i żeby nie było, że jestem seksistowska (o co się niestety podejrzewam, tutaj szczegóły) – śpiewająca pani.

[Emily ft LK - Xin anh đừng]

3. smętki hip-hopowe, z wyraźnymi wpływami amerykańskich wzorców

Woooow! Powiem Wam, że wietnamski hip-hop stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie i jest dwóch muzyków, których pseudonimy trzeba znać! Mr T i Yanbi to para, która moim zdaniem nie powinna się rozstawać, bo razem tworzą rewelacyjną muzykę! Thu Cuối jest utworem, który oficjalnie przekabacił mnie na stronę v-popu. ZACHĘCAM! do posłuchania:

[Yanbi ft Mr T ft Hằng Bing Boong - Thu Cuối]

No dobra, nie jest to może typowy hip-hop, ale ja tam nigdy nawet nie siliłam się na udawanie, że znam się na nazwach gatunków muzycznych (mam nadzieję, że po „smętkach”, „muzyce z przytupem” i innych przykładach mojej radosnej twórczości, zdążyliście się już zorientować). Są elementy rapujące, więc uznajmy, że jest to hip-hop.


Warto też sprawdzić ich inne piosenki:

Prawdziwy, kolorowy i roztańczony v-pop z przytupem

Nie macie pojęcia ile mi zajęło, żeby się do tego gatunku dogrzebać. Nie, nie macie. Ale jak się już dokopałam, to udało mi się znaleźć całkiem sporo ciekawych rzeczy. Piosenki z tego nurtu, jak na moje spaczone oko, mocno są inspirowane k-popem, który w Wietnamie jest naprawdę popularny, ale mają jakiś taki swój klimacik. Nie wszystko, rzecz jasna, nadaje się do słuchania, ale można wyłowić to i owo (tym razem daruję sobie wędkarski ciąg dalszy ;)

Moi drodzy, zapomnijcie o tych wszystkich zachodnich hitach, które rozbrzmiewają na każdej imprezie, bo gdy usłyszycie Pana A (co oni mają z tym nazywaniem się per „mr + literka”?), to już nigdy żadna prywatka nie obejdzie się bez tej piosenki! Polecam również wszystkim piszącym fascynujące prace dyplomowo-zaliczeniowe, jako kop energii między pluciem jadem na wykładowcę, który ten sh** zadał, a popadaniem w rozpacz, że całe to pisanie nie ma sensu.

 [Mr ATell Me Why]

Czymże byłby pop, gdyby nie miał swoich pląsających synchronicznie chłopców o anielskich buźkach? Przed Wami najprawdziwszy wietnamski boy band, który, w moim odczuciu, równa do azjatyckich standardów! Poniżej debiutancki singiel Bandu 365 Awakening:

[szczerze mówiąc, mi nieco bardziej podoba się inna piosenka z ich debiutanckiego albumu: Bước trong mưa]

I żeby znów nie było, że promuję samych panów!

 [Thu Thủy - Riêng Mình Tôi
męskie staniki ciągle w modzie… -_-`]

To tyle, moi drodzy! Mam nadzieję, że chociaż jedna piosenka przypadła Wam do gustu i gdy nadarzy się okazja, zagadniecie spotkanego przypadkiem Wietnamczyka, czy podoba mu się najnowszy utwór Mr T i Yanbiego! :)

KĄCIK DLA BARDZIEJ ZAINTERESOWANYCH

Jako że w Wietnamie pojęcie praw autorskich może i istnieje, ale nikt go nie widział, bez najmniejszych problemów ściągniecie wszystkie możliwe wietnamskie hity z sieci. A tutaj jest strona, gdzie to można uczynić.


Nie ma angielskiej wersji, ale strona jest na tyle intuicyjna, że dacie sobie spokojnie radę. A jaka satysfakcja z pierwszej ściągniętej piosenki! :D

Jeśli chodzi o zapis nazw na YouTube, zazwyczaj pierwszy jest tytuł piosenki, a dopiero po nim nazwisko artysty/nazwa zespołu, ale nie ma na to reguły. Też czasami musiałam jechać metodą prób i błędów, żeby się pokapować, co jest co. Po wietnamsku znam niestety tylko z sześć-siedem zwrotów, z czego ¾ związane jest z gastronomią. A gdy już coś powiedziałam, to i tak mnie nikt nie rozumiał, bo moje ucho głuche jest na ich 5(!) tonów, na których wymawia się samogłoski.

I już naprawdę na sam koniec, kanał na YouTube, gdzie publikowane są miesięczne zestawienia wietnamskich hitów:


P.S. Jak uda Wam się coś ciekawego wyłowić, koniecznie podzielcie się zdobyczą!


Żądni większej dawnki azjatyckiej muzyki?
Moje subiektywne przeglądy (jak np. koreańskich zespółów rockowych) znajdziecie w zakładce:
Muzyka/Idole


* rzecz jasna wietnamski rock i metal też istnieją, ale o tym innym razem ^^

wtorek, 1 maja 2012

WTF (Wielce To Frapujące) Momenty w k-popie powracają!

Tak jak pisałam w części I mojego frapującego zestawienia, k-popowe teledyski to nigdy niekończący się temat kreatywnych interpretacji, nadinterpretacji i całkiem uzasadnionych wniosków. Twórcy dbają o to, bym miała co pisać w moim sławetnym cyklu WFT Moments, czyli Wielce To Frapujących Momentów. Tym razem skromniej, bo tylko sześć klipów znajdzie się na tapecie, ale z tego połowa to zupełne świeżynki, wydane w przeciągu minionego tygodnia. Wooo! To się nazywa wysyp WTF!

[B.A.P. "Power"]

Na pierwszy ogień rzucimy klip, na który czekałam dość długo, starając się przy tym okiełznać mój fan girl mode. B.A.P. powrócili! Jeeeeeej! Znów jest muzyka z przytupem, ryczące wokale, energiczne tańce ze sprayem! Eeee… Ze sprayem? Odnoszę wrażenie, że osoba odpowiedzialna za scenografię w "Power" przegapiła w tym momencie coś bardzo istotnego. Jak na przykład postawienie ściany przed chłopakami, by mieli na czym sprayować… Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że powietrze nie jest najbardziej trwałym nośnikiem farby, więc jeśli chłopaki chciały machnąć graffiti, znalezienie jakiegokolwiek muru byłoby na miejscu. No, chyba, że to nie jest farba, tylko odświeżacz powietrza. Poniekąd mogę zrozumieć, że w takim małym pomieszczeniu bez okien może panować zaduch. Tylko dlaczego odświeżają też powietrze na zewnątrz? Aż tak przeszkadza im mały, postapokaliptyczny smrodek? Niby taki mają power i takie z nich waaaaaarrior, a tu co? Nawet jeśli byłaby to woda w sprayu, którą chcieli nawilżyć sobie swoje śliczne buźki, a spudłowali, nadal nie stawia ich to w najlepszym świetle. Zapatrzenie się na demoniczną mamę z Secret Garden w bezbłędnym wykonaniu Daesunga też ich nie tłumaczy!

[Mmm, smell! i najlepsze wykonanie Secret Garden dostępne tutaj: część I i część II]

Istnieje jeszcze trzecia opcja, bardziej pasująca do klimatu piosenki i zaczepnych min chłopaków. Tajemniczy spray to zabójczy gaz bojowy (albo chociaż gaz pieprzowy)! Ale i w tym wypadku rozpylanie go w tak beztroski sposób, nie jest najmądrzejszym pomysłem, jaki im wpadł kiedykolwiek do głowy…

[mina Zelo bardzo przypomina mi ekspresję mojej 15-miesięcznej siostrzeniczki, gdy odkrywa zastosowanie nowych dla niej rzeczy. Szczególnie, gdy z zachwytem obserwuje trajektorię lotu baniek mydlanych.]

F.CUZ również dopiero co wypuścił na rynek swój najnowszy singiel "No. 1" i przyznaję, całkiem nieźle wpisuje się w moje klimaty. Żadnych tam smętów i zawodzenia! Jest wesoło, energicznie i demonicznie. Do tego nie opychamy zmurszałych stereotypów, gdzie rycerz w lśniącej zbroi wyrywa bezbronną białogłową z paszczy smoka. Tym razem to dziewczyna ratuje chłopaków z opresji! Wow! Dobra robota! Jest tylko małe „ale”. Jeśli jeszcze dwóch pierwszych delikwentów faktycznie wyglądało na takich, którzy potrzebowali pomocy, to dwóch kolejnych, to bez wątpienia pozoranci! Spójrzcie tylko na te okucia, które ich więżą! Moja głowa by tam niemal przelazła, a co dopiero szczupły, azjatycki nadgarstek?! Ładnie to tak, panowie, narażać kobietę na niebezpieczeństwa dla własnego widzi-mi-się? Nie łaska była wyjąć stamtąd łapy i samemu otrzaskać mordy oprawcom?

[nawet byś nie udawał, chłopie! Nie możesz niby z tego wyjąć ręki? Niezła naiwniaczka z tej dziewczyny, skoro dała się tak łatwo nabrać...]

[następny symulant...]

 [a kobieta się tak dla nich poświęca... Nieładnie, F.CUZ, nieładnie!]

Kolejnym wielce to frapującym elementem tego klipu są bez dwóch zdań stroje. Mam nadzieję, że stali czytelnicy (których serdecznie z tego miejsca pozdrawiam i mentalnie ściskam!) zdążyli się już zorientować, że moja tolerancja modowych ekstrawagancji jest bardzo duża. Jestem zdania, że kto jak kto, ale celebryci i artyści mają święte prawo i obowiązek ubierać się oryginalnie i lansować nowe trendy. Kto, jak nie oni? Stąd uwielbiam wszystkie modowe szaleństwa G-Dragona (nawet po dłuższych wahaniach zaakceptowałam jego miniony już, co prawda, męski zwis elegancki -> dla tych, co nie wiedzą, o czym mówię, klik! tutaj), wbrew temu, co się pisze, uważam, że Jang Geun Suk również posiada swój ciekawy, niepowtarzalny styl, lubię nawet kolorowe szaleństwo w wykonaniu chłopaków z SHINee, nie wspominając już nawet o takiej ikonie jak Kang Dong Won (więcej o koreańskiej modzie tutaj: męskiej i damskiej). Są jednak pewne granice, których przekraczać nie należy. A te błyszczące, obcisłe pory w kolorze surowego filetu z piersi kurczaka, wersja metalic to zdecydowanie kilka kroków za daleko!


[takim portkom mówimy zdecydowane NIE!]

A skoro już mówimy o modzie. J.Y. Park kilka dni temu wydał swój, nie wiem już który w karierze, mini-album „Spring – 5 Songs for a New Love”, bardzo przyjemny tak na marginesie. Promująca go piosenka „You’re the one” jest równie ujmująca i wpadająca w ucho, ale to, co J.Y. Park w niej popełnił, napawa mnie zgrozą większą, niż myśl o tym, że muszę w tym tygodniu dokończyć moją pracę dyplomową! J.Y., mimo całej mojej sympatii, którą Cię darzę, kocham te Twoje wygłupy w „Itaewon Freedom”, do porządku dziennego mogę nawet przejść nad tym namiętnym szeptem, oznajmiającym całemu światu, że dana piosenka powstała w Twojej wytwórni… Wszystko mogę zrozumieć, ale te pantalony?!


Nawet różowy garniaczek by przeszedł, ale te białe podkolanówki?! Ustalmy sobie jedno. Jedynym facetem, który dobrze wygląda w takich pantalonach, to T.O.P. A zestawienie: różowa całość i białe buciczki/kozaczki zarezerwowane są dla polskich, słitaśnych dziuń. Idź, J.Y. Park, i nie grzesz więcej!

Teraz sięgnijmy do nieco starszych produkcji, ale wciąż nie porzucając modowego tematu. Myśleliście, że dziewczęta z SNSD są niewinne i słodkie jak ten otrzymany od babci cukiereczek? Może i uśmiechają się uroczo, a aegyo kipi i przelewa się z ich teledysków, ale wprawne oko znajdzie elementy dywersji! Zauważyliście, co jedna z dziewcząt nosi na szyi w klipie „Into the new world”? Nie? Ministerstwo do spraw rodziny i równouprawnienia chyba też nie, bo nikt piosenki z anteny nie zdjął! No ładnie, SNSD, mission completed! Palcie ziele, moi przyjaciele!



Czas na poważniejsze tematy. Jakkolwiek nie przepadam za balladami, to debiutancki singiel IU zdecydowanie do mnie przemówił i był czas, że słuchałam „Lost Child” maniakalnie. Teledysk zaś… Hmm… Powinien być za pewne przerażający i niepokojący, lecz z każdą sekundą oglądania, moja brew uniosła się coraz wyżej. Rozumiem analogię, „zagubione dziecko we mgle” itp., ale zabójcza spostrzegawczość głównej gieroinii może powalić. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć!

 [ktoś mnie miźnął po nodze? Nieeee... To na pewno ta gałąź, co to tam powiewa...]

 No i najlepsze. Jeśli Wy zabłąkalibyście się w takim przerażającym lesie, gdzie zewsząd wypełzają dziwaczni ludzie w beżowych gaciach, śmiem przypuszczać, że wialibyście szybciej, niż Wasze nogi mogłyby za Wami nadążyć. Ja również nie podejrzewam się, bym była w tej materii wyjątkiem. A co robi IU? Siedzi sobie wśród wijących się ludzi, jak gdyby nigdy nic, podśpiewując rzewnie i rozglądając się ze znudzeniem.

 
[tralalala... Czym ja się mam tu przejmować?]

Niby ma przebłysk, że jednak należałoby wiać, skoro jest przerażona. Gdy chce uciec, goni ją jeden ze strasznistych mężczyzn, łapie ją, powala na ziemię i… co? Podnosi się i zaczyna tańczyć! WFT?!

[muahahaha! Mam cię!]


[a teraz popatrz, jak ładnie tańczę! No, nie będź taka! Załatw mi robotę w balecie, a cię wypuszczę!]

I na koniec coś, co zauważyła Cleo, ale w swojej wspaniałomyślności pozwoliła mi tę informację wykorzystać! Dzięki Ci, słońce!

Dziewczęta, lubicie bad boysów? To zastanówcie się, czy to aby na pewno dobry pomysł się z takim wiązać. Może i jest męski i podniecający, ale jego męska siła może urwać Wam głowę, gdy gościu się zirytuje. Taki los nieomal spotkał biedną CL z 2NE1. W piosence „Go Away” dziewczyna miała nieszczęście zakochać się w kipiącym testosteronem facecie i gdy zrobiła mu awanturę za to, że ją zostawił i zaraz po tym (albo i przed tym, kto wie?) przygruchał sobie inną panienkę, chłopak odrobinę się zeźlił. Uderzył ją trzy razy w prawy policzek, ale siła, z jaką to zrobił, sprawiła, że siniec wykwitł jej na policzku lewym! To się nazywa walnięcie, dziewczęta! CL przestrzega – dwa razy się zastanów, nim wpakujesz się w związek z „niegrzecznym chłopcem”.


[Zaskakująca siła impetu]

To by było na tyle Wielce To Frapujących Momentów na ten miesiąc. Zobaczymy, co nowego twórcy teledysków zafundują nam w kolejnym! Niewiele jest rzeczy pewnych na tym świecie, ale to, że WTF Moments powróci, macie jak w banku!

Pozostałe WTF Moments:
Special Edition (z udziałem nazw zespołów)
Więcej na temat:
„Ju dzium dzium maj halt lajk e laket”, czyli o angielskim w k-popie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...