wtorek, 16 kwietnia 2013

Kulisy k-popu: najmłodszy w rodzinie

Czyli o tym jak to jest być maknae: najmłodszym członkiem w zespole.

 

Bycie najmłodszym w rodzinie zazwyczaj wiąże się ze sporymi bonusami od życia. Wszyscy o ciebie dbają i cię rozpieszczają. Jeśli zrobi się coś głupiego i tak wszyscy machną tylko ręką, że „ach, ten młody. Jeszcze siano w głowie…” Jasne, że czasem bywa irytujące, że nikt nie traktuje cię poważnie i pomimo solidnego wieku nadal uchodzisz za dziecko, ale przynajmniej w moim przypadku, nie miałam na co narzekać.
Wydawać by się mogło, że i bycie „maknae” w k-popowym zespole to całkiem przyjemna pozycja. Nikt od ciebie nie oczekuje za wiele, poza byciem (zazwyczaj) uroczo niewinnym i aegyo princem/księżniczką. Odpowiedzialne zadania powierzane są twoim hyeongom tudzież eonni, a sympatia widowni odnajduje cię samoistnie, jako żeś ten najmłodszy i jeszcze nie opierzony. Tyle teorii.


[Changmin może i jest najmłodszy, ale lepiej z nim nie zadzierać!]

Za kulisami sprawa wygląda nieco inaczej. W Korei, gdzie system hierarchiczności wciąż ma się doskonale i zapewne jeszcze długo nic mu nie zaszkodzi, bycie maknae to nie sam cud, miód i orzeszki. Wiek, płeć, stan cywilny, pozycja społeczna lub zawodowa porządkują koreańskie życie i jasno ustalają miejsce w szeregu. Bycie najmłodszym wiąże się zatem z masą obowiązków wobec swoich starszych kolegów/koleżanek po fachu. Przede wszystkim od maknae oczekuje się okazywania ogromnego szacunku wobec reszty. Maknae powinien też bez szemrania spełniać wszystkie polecenia i prośby swoich hyeongów i eonni. A czegóż owa starszyzna może sobie zażyczyć? Właściwie wszystkiego. Tylko od nich zależy, czy cienka granica pomiędzy korzystaniem z przynależnych im kulturowo przywilejów a nadużywaniem swojej roli nie zostanie przekroczona. Zazwyczaj są to proste rzeczy, jak zmywanie naczyń po kolacji we wspólnym mieszkaniu, rozdzielanie dostarczonej kawy czy bieganie po drobne sprawunki dla reszty zespołu. Bardzo często maknae dostaje najmniejszy/najgorszy pokój w mieszkaniu, zmuszony jest dzielić łazienkę z innym (najmłodszym w kolejności lub nowym) członkiem zespołu, jako ostatni może wybrać kostium na scenę albo miejsce w samochodzie. Czasem jednak może się okazać, że wysługiwanie się maknae przybiera postać znęcania się albo traktowania jak niewolnika. Jeśli najmłodszy chce uniknąć konfliktów, musi zacisnąć zęby i robić, co mu się każe, bo w starciu z resztą zespołu ma raczej nikłe szanse na zwycięską batalię.

Nie każdy bowiem ma tyle szczęścia co Taemin z SHINee, który przy każdej nadarzającej się okazji podkreśla, że za nic w świecie nie oddałby swojej pozycji najmłodszego. Najwyraźniej chłopaki dobrze dbają o swojego maknae. Ciężko natomiast orzec jak wyglądałby stosunki w T-ARA, szczególnie w świetle skandalu z Hwayoung w roli głównej (więcej na temat tutaj i tutaj). Ona również była najmłodszą i wiele tzw. odwodów na to, jak reszta dziewczyn się nad nią „znęcała” nabiera nowego wymiaru w świetle obowiązujących standardów maknae vs starszyzna. To, że Hwayoung dostawała najgorsze miejsce w samochodzie albo jadła jako ostatnia, bynajmniej nie świadczy o tym, że reszta odnosiła się do niej z wyższością. Być może były jakieś wydarzenia, o których nie wiemy, a które w znaczący sposób wykraczały poza zdrowe relacje „najmłodszy-reszta”. Być może to Hwayoung nie okazywała należnego szacunku swoim starszym koleżankom. Nie nam to oceniać.

[tiaaa... ewidentnie ryby i maknae głosu nie mają. Taemin zapewne nie miał wiele do gadania, gdy posadzili go na fryzjerskim krześle.
Tylko drodzy styliści... WHY?!]

Przyznaję szczerze, że zawsze jestem pełna podziwu dla koreańskich zespołów, że dają radę ze sobą wytrzymywać. To nie byli przecież przyjaciele z dzieciństwa, którzy znają się na wylot i kochają szczerą miłością. Obcy sobie ludzie o ogromnych ambicjach i parciu na sukces zostali losowo wrzuceni do jednego wora i z dnia na dzień oczekuje się od nich, że staną się idealnie współdziałającym organizmem. Spędzając ze sobą 24h na dobę, pracując do utraty tchu, żyjąc pod wieczną presją i w permanentnym stanie przemęczenia/niewyspania, nie trudno o awantury nawet z najlepszym przyjacielem czy miłością swego życia! Mimo mojej wrodzonej niechęci do konfliktów, chyba ciężko byłoby mi się odnaleźć w takim środowisku… No, ale nie raz już się zarzekałam, że życie w świetle jupiterów to nie moja działka.


[Hwayoung]


A Wy bylibyście w stanie przełknąć swoją dumę i robić, co reszta każe?
  
Więcej artykułów z serii „Kulisy k-popu”
  
Źródła:

rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com

niedziela, 7 kwietnia 2013

Ludzie komentarze piszą...

Aż wstyd, że tak dawno nie pisałam! Ale bynajmniej nie dlatego, że mi się nie chce, a po prostu zawalona jestem robotą. Jeśli jeszcze ktoś nie wie, zostałam szefową działu podróże w magazynie Asia on Wave i ostatnimi czasy to właśnie dla tych łamów pożytkuję moją energię twórczą. Poniżej dowody rzeczowe!
 
[spis treści najnowszego wydania (niebawem w sprzedaży). Podkreślone artykuły są mego autorstwa ^^
Zdjęcia w tle również! :D]

Życie w Chinach mi bardzo służy i sobie je chwalę, ale z tym dostępem do internetu… -____-`

Jako, że nie mogę oficjalnie wchodzić na bloggera (zablokowany w Chinach), czynię to drogą pokątną, która nie jest doskonała i np. nie mogę odpisywać na Wasze komentarze. Dlatego raz na jakiś czas pojawi się właśnie taki post, w którym zbiorczo odpowiem na najciekawsze komentarze!

Dla mniej cierpliwych pozostaje opcja napisania do mnie na facebooku (ale nie prywatna wiadomość, bo też nie mogę odebrać! :P) albo po prostu na mail: waleriankaa@gmail.com

A teraz przejdźmy do konkretów! ^^
  
  
Walerianko ostatnio mam taką manię -szukam w k-popowych teledyskach tancerek-czy oni tam tańczą sami ze sobą. Nic nie znalazłam, może coś polecisz.
  
A pewnie, że jest. Zatrzęsienia nie ma, żeby biedne, rozkochane nastoletnie (i nie tylko ;) serca nie cierpiały oglądając ukochanego bożyszcze w objęciach jakiejś dziuni, ale do wyboru masz choćby:
Roh Ji Hoon „Punishment
Junsu „Tantatelegra
U-KISS „Stop girl
GD&TOP „High High
  
  
A ja nie zgodzę się z tym ,że nasze społeczeństwo jest zamknięte na inne kultury. Jest przecież pełno stron polskich na temat dram i k-popu. A internet teraz to największa kopalnia wiedzy. Nie jestem jakąś fanatyczką k-popu, ale coś tam słucham. Zastanawiam się czy nie jestem na to za stara, nastolatką już nie jestem, i nie robi na mnie wrażenia goła klata idola, myślę że to dlatego że zostaliśmy wychowani na zachodnim show-biznesie gdzie wszystko już zostało pokazane. A tam ekscytują się tym, że w jakimś programie gdzie łączą idoli w pary, w ostatnim odcinku złapali się za ręce. Jeśli chodzi o teledyski to dla mnie najbardziej kolorowe mają w Bollywood. W koreańskich brakuje mi tego że bardzo mało kręcą teledysków na dworze -zawsze w studio.

A ja jednak będę obstawać przy swoim. Internet to nie jest lustro społeczeństwa. To tylko jego wyrywek, który ma wystarczająco pieniędzy, by mieć komputer z dostępem do Internetu i wystarczająco wolnego czasu, by móc się poświęcać własnym zainteresowaniom. W przeważającej większości są to więc ludzie młodzi, często dzieci w wieku szkolnym lub studenci. To budujące i miłe, że młodsza generacja jest ogólnie rzecz ujmując bardziej otwarta na nowe kultury, ale nawet i wśród tej grupy, ciężko orzec na ile jest to reprezentatywna grupa.
  
  
No popatrz! Co za wrednoty z tych Koreańczyków! Ani biletu na koncert nie wspominając już nawet o tych nieszczęsnych posadach sprzątaczek... ech widać parę tysięcy panien (tudzież panów, nie zapominajmy ,że girlsbandy też istnieją :D) zaklepały posady...
Chciałybyśmy zadać ci pytania (oczywiście pytań będzie więcej, ale odpowiedzi na te jesteśmy najbardziej ciekawe)- co upolowałaś w tych osławionych koreańskich sklepach muzycznych? Więcej jest tam płyt koreańskich artystów, czy też tych amerykańskich/europejskich ?
Pozdrawiamy!

Dziewczynom już odpowiedziałam mailowo, ale jeśli ktoś również byłby zainteresowany odpowiedzią:
Co udało mi się upolować w sklepie muzycznym? Mam raptem dwie płyty: BIGBANG „Still Alive Special Edition” i Roh Ji Hoona. Na więcej nie miałam za bardzo funduszy (drogawe płyty są niestety -___-`) ani miejsca w walizce, bo przez to, że musiałam spakować się na wszystkie możliwe pory roku i zabrać jakieś pomoce dydaktyczne i przywieźć jeszcze jakieś suweniry rodzinie, to za dużo wolnego miejsca nie było, nie mówiąc już o wadze mojej walizki :/
A co do ilości płyt k-popowych vs inne. Mocno zależy. W zwykłym sklepie muzycznym zazwyczaj jest sporawy dział k-popowy, ale niestety mają tam tylko dzieła najnowsze albo najbardziej popularne. Jest w czym przebierać i wystarczy, by dostać oczopląsu, ale jak się ma bardziej sprecyzowane życzenia muzyczne, to bywa ciężko.
Są też specjalistyczne k-popowe sklepy, które są niczym wyspy skarbów ^^ Ale ich jest tylko kilka.
Generalnie k-pop jest dość popularny w Korei, ale nie jest to jakaś masowa histeria by w sklepach miało być tylko to ;) Tak jak i u nas. Jest solidny dział z polską muzyką, ale jednak większość do zagraniczne rzeczy.
  
  
A czy w Korei ludzie jakoś na Ciebie reagowali? ogladali się za Tobą ? ;)

Na to szerzej odpisałam na moim drugim blogu. Jeśli ktoś jeszcze nie widział: http://walerianka.blogspot.de/2013/03/walerianka-super-star.html
W Korei niestety aż takiej histerii na mój widok nie było, ale sporo ludzi oglądało się jednak za moim blond kłakiem! :D
  
  
A kiedy wracasz do Polski.

Latem. A co? Chcesz mnie porwać na randkę? ^^
Czy organizujesz godne przywitanie mnie na polskiej ziemi na lotniku, skoro Koreańczycy nawalili? :D
  
  
Wiem, że może to dziwne pytanie ale od pewnego czasu chodzi po głowie mi pewne zapytanie.. Czy w Korei też są paparazzi? Czy tam jak gwiazda gdzieś wyjdzie to oprócz tłumów fanów otaczają ich fotoreporterzy? ;>

Jacyś tam są, ale nie mają za dużo do roboty, bo anty fani i sasaeng fani w dużej mierze odwalają za nich robotę, a i same koreańskie gwiazdy nie są zbyt wdzięcznym obiektami pracy dla paparazzich. Na Netizen Buzz znalazłam kiedyś taki oto artykulik pt: „Szokujące efekty trzyletniej pracy pewnego paparazzi” ujawniający nieznane „pikantne” szczegóły z prywatnego życia Lee Seung Gi. Jak widać najciekawszymi wydarzeniami w ciągu tych 3 lat śledzenia obiektu pracy było przyłapanie go na tym, jak oddaje wypożyczone ciuchy do sklepu, przepuszcza kobiety w drzwiach, chadza do fryzjera, czasem to on ofiarnie trzyma parasol, idąc w deszczu ze swoim managerem, wychodzi na lunch i sensacja! przed tym jak stał się popularny, wychodził coś zjeść z grupą znajomych! Czuję się wstrząśnięta takimi wybrykami, nie wiem jak Wy… ;)
  
Anonimowy: Bo w kupie siła
  
wow nie wiedziałam że bycie w fanklubie jest takie trudne ja jednak nie mogłabym do żadnego należeć bo mam naprawdę dużo grup które lubię i nie potrafiłabym się skupić na jednym
 
czy fan cafe różni się od fanklubu?? chyba tak ale nie jestem pewna

Fancafe odnosi się zazwyczaj do specjalnej strony na koreańskim portalu Daum.net. Jest to jedna z trzech najczęściej odwiedzanych witryn w Korei, coś jak u nas Onet, czy WP. Daum oferuje właśnie „fancafe”, do których zapisanie się jest darmowe i zazwyczaj nie ma ograniczeń ilości członków (chociaż w przypadku bardzo popularnych grup np. SNSD, czasem zapisy nie są już możliwe). Fancafe danego zespołu oferuje najnowsze newsy z życia bandu, informacje o trasach koncertowych i inne ogłoszenia tego typu. Jest też oczywiście forum dla fanów.

Sama nie wiem.. chyba zbyt mocno jest we mnie zakorzeniona ta myśl, że faceci wobec siebie powinni być oszczędni w gestach. Szczerze to w jakiś sposób nawet mnie drażni, to że skośnookie przystojniaki się tak do siebie tulą.
Dzisiaj np. oglądałam parodię jakieś dramy, gdzie T.O.P namiętnie obcałowywał się z G-Dragonem- dla mojego wąskiego europejskiego umysłu istny koszmar, nie mogłam patrzeć, tylko jakoś odruchowo odwróciłam głowę i czym prędzej wyłączyłam.
 
Pewnie gdybym była Koreanką kompletnie by mi to nie przeszkadzało i nie widziałabym w tym nic niewłaściwego. 
Echo Hikari
O rzesz ty! Jak nazywała się ta parodia? Muszę to koniecznie obejrzeć ^^ 

Anonimowy
Jak się nazywała ??!! Jak ??!! 

Anonimowy
Podbijam pytanko

Jako, że autorka komentarza nie zdradza o jaką parodię jej chodzi a ilość zainteresowanych wzrasta… Mniemam, że chodzi o parodię „Secret Garden” lub „Coffee Princa” w wykonaniu BIGBANG (do zobaczenia na youtube). Obie są pocieszne, chociaż „Secret Garden” z niezapomnianym Daesungiem i jego „smeeeeeel” jest nie do pobicia! :D

To tyle na dziś. Jeśli nie znaleźliście tutaj odpowiedzi na nurtujące Was pytania, zostawcie komentarz pod tym postem! :) Następnym razem na pewno odpowiem.

W przygotowaniu są już kolejne posty, więc zaglądajcie na bieżąco!

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz wielkie dzięki za wsparcie, miłe słowa i motywowanie mnie do dalszej twórczości!

piątek, 15 marca 2013

Korea a k-pop

Jak według przeciętnego, zagranicznego miłośnika k-popu dzieli się koreańskie społeczeństwo? Na fanów rozhisteryzowanych, fanów zadeklarowanych, fanów szalonych i niewielką grupę fanów normalnych. Ewentualnie czyjaś stuletnia babcia może nie mieć pojęcia kim jest Super Junior, ale już mama z pewnością podkrada potajemnie córce najnowszy album 2PM.

[Dzień jak co dzień. Przypadkowe zdjęcie, przypadkowa ulica ;)]

Takie przynajmniej można odnieść wrażenie przeglądając różnej maści strony i fora internetowe poświęcone koreańskiej muzyce popularnej. No bo czy żyjąc w samym sercu tego kolorowego szaleństwa, sposób mu się oprzeć?! Kiedy wyśniony oppa albo ponętna noona są na wyciągnięcie ręki, a najnowsze hity rozbrzmiewają w każdym radiu i na każdej ulicy? Zagorzałym fanom gatunku z pewnością nie mieści się to w głowie. Sami Koreańczycy jednak ze sporą dozą zdziwienia spoglądają na rozłażące się po świecie k-popowe macki.

Prawda jest taka, że oczywiście fani k-popu w Korei istnieją i jest to niemała grupa, jednak nie każdy, kto żyw, ustawia się w kolejkę o piątej nad ranem, byle tylko dostać świeżuteńki krążek z najnowszymi pieśniami JaeJoonga. Tak jak nie każdy Polak jest automatycznie fanem Piaska i Sylwii Grzeszczak, tak nie każdy Koreańczyk kocha BIGBANG i Girls’ Generation. Chcą nie chcąc, na pewno usłyszy się przypadkiem w centrum handlowym jakiś hit, albo nawet natknie na wywiad w telewizji, ale to jeszcze nie czyni z nikogo fana popu: tak polskiego jak i koreańskiego. Ilu ludzi w kraju tyle i gustów i preferencji muzycznych. Trudno nawet upatrywać jakiejkolwiek odkrywczości w tym stwierdzeniu.

[Takie tłumy ściąga na swoje koncerty Kim Hyun Joong]

Międzynarodowej społeczności fanów k-popu może jednak wydawać się inaczej, ponieważ widzą koreańskie społeczeństwo jedynie przez pryzmat muzyki, której słuchają. A że lokalni fani gatunku są jednymi z najbardziej namiętnych i głośnych na świecie, nie trudno odnieść wrażenie, że wszyscy w Korei oszaleli na punkcie pląsających dziewcząt i chłopców. Bo Koreańczyk, jeśli już coś robi, to porządnie. Jeśli kogoś kocha, to po grób, jeśli nienawidzi, to załączają się w nim mordercze żądze. Jeśli jest czyimś fanem, to lojalnie kupuje wszystkie wydawane płyty i wyda ostatni, uciułany won, byle tylko dostać się na koncert swojego ukochanego wykonawcy. A już na pewno, kiedy jest nastolatkiem i ze wszystkich stron atakują idealne buzie i ciała, którym nie sposób się oprzeć. Bo prawda jest taka, że fani k-popowych zespołów to w przeważającej większości ludzie młodzi: dzieci i nastoletnie podrostki. Dwudziestokilkulatkowie bardzo rzadko przyznają się do k-popowych sympatii i w większości preferują zespoły zagraniczne, lokalne indie i rzewne balladki. Pokolenie rodziców, jeśli w ogóle ma czas słuchać muzyki dla relaksu, sięga po hity swojej młodości albo po piosenki statecznych div, które stojąc przed mikrofonem, wyśpiewują o dojrzałej miłości. Odpowiednikiem k-popu dla starszej generacji jest tak zwany trot. Tym mianem określa się skoczne i proste utwory, do złudzenia przypominające swojskie disco-polo (ino, że śpiewane po koreańsku).

Będąc w Korei odniosłam wrażenie, że mieszkający tam ludzie najbardziej lubią spokojne i lekkie piosenki. W kawiarniach i supermarketach z głośników sączą się nastrojowe balladki i różnej maści słodkie jak pączek z lukrem kawowe songi. Busker Busker czy Nell, wykonawcy wywodzący się ze sceny indie, są bardziej niż popularni a wielkoformatowe plakaciska z ich podobiznami zdobią budynki w najmodniejszych dzielnicach Seulu. Główne radiostacje również zdają się preferować stonowane utwory ze ścieżek dźwiękowych ostatnich dram czy filmów i tylko z rzadka usłyszy się jakiś znajomy przebój.


Miejscem, w którym można być pewnym zmasowanego ataku k-popem, jest Myeongdong. I to tylko dlatego, że dzielnica ta jest Mekką zagranicznych (głównie chińskich i japońskich) turystów. Na każdym rogu można spotkać uśmiechniętego Jang Geun Suka albo chłopców z JYJ, zachęcających do zrobienia kosmetycznych zakupów właśnie w tym, a nie innym sklepie. Ich podobizny wydrukowane są na darmowych próbkach kosmetyków, na plakatach, szyldach, buteleczkach toniku do twarzy i kto wie na czym jeszcze… Tu uśmiechnie się do nas z billboardu Lee Min Ho, tam GD puści oko do przechodniów. W ulicznych straganach można nabyć niemal wszystko opatrzone zdjęciem naszego ulubieńca. Od kalendarzy i notatników począwszy, na obudowach do najnowszego Samsunga Galaxy S ileś-tam i skarpetach kończąc. Takie skomasowanie koreańskich idoli występuje tylko tu. W miejscu, gdzie stężenie obcokrajowców na metrze kwadratowym zdecydowanie przewyższa udział lokalsów. W miejscach, gdzie zakupy robi przeciętny Koreańczyk, owszem, od czasu do czasu pojawi się jakaś znana twarz, ale zdecydowanie dyskretniej i niemalże wstydliwie. Na większości mieszkańców półwyspu wyśniona noona i boski oppa nie robią większego wrażenia. Ot, reklama jak każda inna.

[Jeden ze sklepów z kosmetykami w dzielnicy Myeongdong]

Sklepy muzyczne również nie pękają w szwach i nikt nie wyrywa sobie z rąk kolekcjonerskich wydań ostatniego albumu f(x). Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że w dziale z k-popem jest dość pustawo. A i sam dział zazwyczaj nie jest tak imponujący, jak by się mogło wydawać (albo marzyć). Owszem, są najnowsze wydania, są całe dyskografie takich tytanów jak Girls’ Generation, BIGBANG czy SHINee i… to by było na tyle. Nawet w specjalizującym się w k-popie sklepie na wspomnianym już Myeongdong próżno szukać starszych wydań mniej popularnych artystów.

[Tłumów nie widać...]

Co innego, gdy chodzi o dramy. W tej kwestii łatwiej będzie nam nawiązać nić porozumienia z naszymi koreańskimi braćmi. Niemal każdy zaliczył choć raz w swoim życiu wielogodzinny seans z serialem, który w magiczny sposób wessał go do swojego świata, przeżuł i wypluł dopiero po zakończeniu serii. Zazwyczaj Koreanki (o Koreańczykach się nie wypowiadam, bo nie znam tylu, by się wysnuwać jakiekolwiek wnioski) mają jeden lub dwa ulubione seriale, które co tydzień oglądają w telewizji. W końcu oferta dramowa jest tak bogata, że każdy może naleźć coś dla siebie a i trzeba coś robić w niedzielne popołudnia… W tej dziedzinie babcie i gospodynie domowe mogłyby zagiąć nas swoją wiedzą i nawet ci, którzy twierdzą, że obejrzeli już setki tytułów, mogliby nie wytrzymać konkurencji. No cóż. One bez wątpliwości są w tej uprzywilejowanej pozycji, że przez całe życie od koreańskich dram dzielił je jeden ruch kciuka.

[Tyle się nałaziłam po i w okolicach niemal wszystkich możliwych pałaców w Seulu a Mihonka jak nie było, tak nie było!]

Ten, kto pojedzie do Korei wyłącznie po to, by pławić się w k-popowym światku, może się nieco rozczarować. Żadnych Kang Dong Wonów biegających po ulicach, dostanie biletu na koncert gwiazd pokroju B2ST graniczy z cudem, jeśli nie jest się w oficjalnym fan klubie, w JYP, SM i YG Entertainment nie przyjmują sprzątaczek do odwołania, a ekipy filmowe jak na złość nie rozkładają się ze sprzętem tam, gdzie my akurat się znajdujemy. Jeśli jednak chcielibyście przeżyć na własnej skórze wszystkie te drobnostki, które przydarzają się dramowym bohaterom i samemu obejrzeć, jak wyglądają seulskie autobusy od środka, na pewno nie będziecie zawiedzeni podróżą!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...