Dobra dziewczęta, chwila prawdy. Która z nas, oglądając niewiadomo którą już koreańską dramę i serwując sobie wieczór z variety shows z którymś z ukochanych piosenkarzy, nie zapragnęła (choćby przez chwilę) przygruchać sobie koreańskiego chłopaka? No, ręka w górę. Niby nie miałaś takich pomysłów? Pffff… Akurat…
[czegóż chcieć więcej?
Kang Ji Hwan i Lie to Me]
Nie da się ukryć: można sobie powtarzać, że to wykreowany, nierealny świat. Doskonale wiemy, że to tylko bajki dla większych dziewczynek. Nie ma szans, byśmy wierzył, że to, co oglądamy na ekranie, miało jakikolwiek związek z rzeczywistością, ale… Ale faceci, którzy właśnie pląsają nam na monitorze są tak nieludzko piękni! Do tego, jak już kochają, to po grób, miłością silną i niezłomną. Nie ma takich przeciwności losu, które mogłyby odwieść skośnookiego od zdobycia serca swojej ukochanej. Żadne tam zgryźliwe matki, psychopatyczne byłe narzeczone, upierdliwi adoratorzy białogłowej, padające fortuny, wypadki drogowe ani błotniste lawiny! Nie ma takiej siły, która mogła by go powstrzymać, przed dopięciem swego. A gdy już dopnie, nosi swoją ukochaną na rękach i podsuwa jej jedzonko pod dzióbek. I jak tu nie snuć fantazji o znalezieniu takiego w realnym świecie?

Nie my jedyne mamy takie ciągotki. Japonki poszły po całości i organizują grupowe wyjazdy do Korei z zamiarem przywiezienia sobie jakiejś miłej pamiątki. Najlepiej dwunożnej. I zabójczo przystojnej. Bae Yoon Joon i Winter Sonata mają w tym swój przemożny udział, ale o tym dokładniej przy innej okazji.
Jak wygląda zatem rzeczywistość? Prozaicznie. Koneserki skośnookiego typu urody będą w Korei na pewno dużo bardziej usatysfakcjonowane, niż w naszym nadwiślańskim kraju, ale trudno oczekiwać, by po ichniejszej ulicy przechadzali się sami Lee Min Honi, Kang Ji Hwani czy Kim JaeJoongi. Aczkolwiek ja tam cały czas wierzę w potencjał koreańskiej ulicy, bo skoro takie morze kwiatków działa w show-biznesie, świadczy to jasno, że państwo ma swój potencjał. W końcu nie każdy ładny chłopak pcha się zaraz do telewizji, prawda? Mam nadzieję, dla dobra nauki, już niebawem sprawdzić tę teorię w praktyce. Czego nie robi się w imię dobra ogólnego!
Co zaś tyczy się samych panów i przymiotów ich ducha, myślę, że Koreańczyk (autor strony askakorean.blogspot.com) ma świętą rację, podkreślając na każdym kroku, iż Koreańczyk przede wszystkim jest facetem, a dopiero potem Koreańczykiem. Jasne, istnieją pewne różnice kulturowe, ale mężczyzna jest przecież mężczyzną i trudno oczekiwać od niego cudów, iż nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki opatrzonej napisem „made in Korea”, przeistoczy się w księcia na białym koniu. Niestety, tak dobrze nie ma, a osławione różnice kulturowe mogą być dużo bardziej irytujące, niż czarujące. Nie mam co prawda osobistych doświadczeń w tej materii, ale na podstawie lektury tego i owego oraz serdecznej znajomości z kilkoma młodymi Koreańczykami i Koreankami, pokusiłam się o przedstawienie kilku podstawowych trendów w randkowaniu z panami z półwyspu.
Od razu zaznaczam, że to tylko pewne ogóły i trudno traktować je jako wyrocznię i prawdy objawione. Każdy jest inny i to, co ma zastosowanie dla wielu, nie oznacza prawdy dla wszystkich.
1. Mów mi oppa!
Jak pisałam
tutaj, odpowiednio wypowiedziane słowo „
oppa”, działa cuda w koreańskich umysłach. „Oppa-centryzm” jest nierozłącznie związany z byciem przez dziewczynę
aegyo, czyli promieniowaniem słodkim i niewinnym urokiem osobistym. Nie wszyscy Koreańczycy lubią
aegyo, ale jego drobna doza na pewno nie zaszkodzi. Każdy facet lubi prezentować się w oczach swojej wybranki jak prawdziwy mężczyzna, jeśli więc dziewczyna jest odrobinę nieporadna i bezbronna, niewiele trzeba, by nawet najbardziej efemeryczny i androgeniczny pan poczuł się stuprocentowym macho.
Koreańczycy, pomimo dynamicznie następujących zmian, wciąż są społeczeństwem dość konserwatywnym i uważa się, że mężczyzna powinien zapewnić swojej ukochanej godziwe życie i troszczyć się o nią. Coś w tym jest, bo przynajmniej ci Koreańczycy, których ja poznałam, byli bardzo opiekuńczy i zawsze dbali o to, bym nie zgubiła się w tłumie, albo chodziła głodna. Ponieśli ciężką torbę, gdy zauważyli, że jestem zmęczona, podzielili się wodą, gdy usychałam z pragnienia, pomogli przejść przez śliski strumień, bym się nie przewróciła (nie pytajcie, w jakich okolicznościach ich poznałam)… Taki stan rzeczy ma swoje dobre i złe strony. Z jednej – całkiem miło mieć świadomość, że ktoś o nas zadba i dopilnuje, by nie stało nam się nic złego, z drugiej zaś – można odnieść wrażenie, że panowie mają nas za sieroty, które nie poradzą sobie bez męskiego wparcia. Na krótką metę, przyznaję, ich troska była ujmująca (w przeciwieństwie do naszego kraju, gdzie trzeba się prosić, by jakiś facet łaskawie pomógł nam wrzucić wielką walizę na półkę w pociągu), ale czy w dłuższej perspektywie nie byłoby to męczące? Ciężko orzec.
2. SMSuję, więc kocham
[a spóbuj tylko nie napisać...
Secret Garden]
To fakt. Jeśli w przeciągu pięciu minut po zakończonej randce nie dostaniesz SMSa od chłopaka, któremu dopiero co powiedziałaś „do zobaczenia”, nie ma co liczyć na ciąg dalszy znajomości. Im dokładniej twoja skrzynka odbiorcza zawalona jest wiadomościami do niego, tym jego uczucia silniejsze, a chęci bycia z tobą szczersze. Koreański chłopak potrafi zadzwonić o siódmej rano, wyrywając cię z błogiego snu, tylko po to, „by usłyszeć twój głos”. Z jednej strony, na pewno jest to urocze i jasno stawia sprawę, czy mu zależy, czy nie, z drugiej zaś… po setnym SMSie tego samego dnia, tudzież pięćdziesiątym telefonie, tylko po to, by dowiedzieć się, co tam porabiasz, może człowieka trafić szlag…
3. Podepczę, to wydepczę
[przerażająca ściana i Jay Park]
To, co u nas podpada już pod prześladowanie, w Korei wciąż jest uznawane za wyraz szczerości uczucia i wytrwałości. Przypomnijcie sobie tylko klip
Jay Park’a
Girlfriend. Gościu śledzi swoją wybrankę, robi jej potajemnie zdjęcia, potem wykleja nimi ścianę w swoim domu, jak żywcem wyjęty psychol-prześladowca z jakiegoś thrillera, dziewczyna odkrywa to wszystko i co? Rzuca mu się w ramiona, całuje go namiętnie i potem żyli długo i szczęśliwie. Nie wiem jak Wy, ale gdybym ja odkryła coś podobnego, od razu zadzwoniłabym po policję. Niezależnie, jak przystojny byłby mój prześladowca.
Przeciętny Koreańczyk pewnie nie biega za obiektem swoich westchnień z aparatem w ręku i nie śledzi jej poczynań jak zboczeniec-podglądacz (mam nadzieję!), ale faktem jest, że potrafi być dość… uparty. Coś w myśl zasady, „wezmę ją na zmęczenie przeciwnika”. Jeśli będzie wystarczająco długo się starał i marudził, byś została jego dziewczyną, może w końcu ulegniesz, choćby dla świętego spokoju? Na pewno warto spróbować!
4. Mord w oczach
W ich oczach pojawia się żądza mordu, gdy tylko jakiś facet spojrzy na ciebie w tłumie. Zaborczość i zazdrość koreańskich mężczyzn jest osławiona i jest też jednym z głównych powodów, dla których kobiety zachodniej cywilizacji rozstają się ze swoimi azjatyckimi partnerami. Dla Koreańczyka zazdrosne powarkiwania i wszczynanie kłótni, gdy uśmiechnęłaś się niewinnie do pana sprzedawcy, jest kolejnym sposobem na okazanie, że mu zależy i że jesteś kobietą jego życia (no, przynajmniej na chwilę obecną). Dla nas z kolei to dowód braku zaufania i chęci przywłaszczenia nas sobie, jak przedmiotu.
W dramie Me Too, Flower! jest taka pocieszna scena, gdy główny bohater obrusza się ciężko na swoją lubą za to, że nad jej łóżkiem wisi plakat z jej ulubionym idolem. Jego oburzenie sięga niemal zenitu, gdy dziewczyna oświadcza mu, że wcale nie zamierza plakatu zdejmować. Uśmiałam się zdrowo i bez wątpienia Yoon Si Yoon był w tej scenie niezwykle uroczy (chociaż, kiedy nie był…), jednakże czy chciałabym, by mój ukochany się tak zachowywał? Hmm…
[święte oburzenie]
[mina zbitego psa: "nie zdejmiesz? Nawet dla mnie?"]
[udaremniona próba zerwania plakatu]
5. Powiew egzotyki
Gdy w rozmowie z moimi koreańskimi kumpelami rzuciłam kiedyś, że Koreańczycy chyba nie przepadają za białymi kobietami, nieomal zostałam ogłuszona nagłymi wrzaskami sprzeciwu. Z moich doświadczeń niestety nie wynika, by Azjaci lecieli na Europejki jak muchy na lep (jak na przykład dzieje się w krajach arabskich), moje wątpliwości zostały jednak bardzo szybko rozwiane. Według moich koleżanek (a mniemam, że wiedzą, co mówią) Koreańczycy są po prostu dość nieśmiali, a już na pewno tracą rezon w obliczu dziewczyny z innego kraju. W większości przypadków nie przypuszczają, że mogą podobać się Europejkom (wtf!? @_@), no i sporą barierą jest też komunikacja, bo zazwyczaj ich znajomość języków obcych jest dość… średnia.

Jeśli jednak Koreańczyk odważy się zrobić pierwszy krok, trzeba zachować spokój i trzeźwy osąd (ano, trzeba wziąć się w garść i nie szaleć przedwcześnie z radości, jakkolwiek ciężkie by to nie było!). Lansowany w mediach wizerunek białych kobiet eksponuje w bardzo silny sposób ich seksualność. Gdy Koreanki są zazwyczaj spostrzegane jako te cnotliwe tradycjonalistki, które mają opory, by wskoczyć w jakiś odważny strój dla potrzeb reklamy, czy telewizyjnego show, białe kobiety nie mają z tym zazwyczaj problemów. Ich wdzięki eksponowane są tu i tam, bez żadnej żenady, więc w koreańskim umyśle bardzo prawdopodobnie powstał schemat: biała = łatwa. Trzeba zatem ostrożnie podchodzić do okazywanego nam zainteresowania, bo być może mamy być tylko egzotyczną, jednonocną przygodą (więcej na temat
tutaj). Jeśli komuś taki układ odpowiada – czemu nie. Dobrze mieć jednak świadomość, że wyśniony
korean romance, może nie mieć finału, do jakiego przyzwyczaiły nas k-dramy.

["subtelna" (acz pomysłowa) koreańska reklama zupek instant]
Nie mówiąc już o tym, że tak samo jak najprawdopodobniej nasza babcia (tudzież rodzice) dostałaby zawału, gdybyśmy przyprowadziły do domu na niedzielny obiadek skośnookiego, tak samo mogą zareagować bliscy naszego wyśnionego. Niestety, zwłaszcza starsze pokolenie bardzo często ma dość konserwatywne poglądy i obcokrajowiec w rodzinie może nie być spełnieniem ich marzeń.
Jak podkreślałam na początku, nawet nie śmiem rościć sobie prawa do wyrażania ostatecznych sądów w tej materii. Wyżej wymienione różnice kulturowe mogą, ale nie muszą mieć zastosowania do każdego przypadku. Miały tylko dać ogólne pojęcie, czego można się po koreańskich panach spodziewać. Wychowanie, podejście do życia, osobiste przekonania, odbyte podróże, ilość poznanych osób z innych krajów, a także cała masa dodatkowych czynników może wpłynąć na to, że dany egzemplarz Koreańczyka ani w 1% nie będzie przystawać do powyżej podanych. W końcu, jak pisze sam Koreańczyk (ze wspomnianej strony www), Koreańczyk jest przede wszystkim facetem, więc możemy się po nim spodziewać wszystkiego, czego oczekiwałybyśmy od mężczyzny z naszego kręgu kulturowego. Kulturowa nadbudówka, jest oczywiście ważna, ale nie czyni z chłopka zupełnie nowego gatunku człowieka.
Źródła:
rzecz jasna, nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego, tylko opierałam się na wiarygodnych, anglojęzycznych źródłach. Niestety, w związku z inteligentna inaczej polityką Google, nie mogę zamieścić linków, skąd dokładnie pochodzą przedstawione w artykule informacje. Zainteresowanych zgłębianiem wiedzy proszę o kontakt mailowy! waleriankaa@gmail.com