Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korean fashion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korean fashion. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Life in plastic, it’s fantastic

Pamiętacie jeszcze piosenkę Aqua Barbie Girl z lat 90-tych? Właśnie ona przyszła mi na myśl, gdy przeczytałam news na allkpop.com, że KARA jest pierwszym k-popowym girls bandem, który doczekał się swojego odpowiednika w świecie lalek.

[plastikowa KARA]

Wcześniej tylko kilku koreańskich celebrytów dostąpiło podobnego „zaszczytu” i byli to głównie aktorzy. Plastikową wersję KARY można było zakupić w przedsprzedaży w ostatnich dniach marca i teraz to tylko kwestia dni, kiedy lalki trafią do ogólnego obiegu. Specjaliści z firm Hot Toys, DC Comics, Nokia, Enterbay zajęli się produkcją nowego artykułu i planują wypuścić go nie tylko na koreański, ale także na japoński rynek. Lalki mają ok. 30,50 cm i dołożono wszelkich starań, by wyglądały jak najbardziej realistycznie (ciekawe jak bardzo realistycznie…).
Nie przypadkowo lalkowa wersja zespołu KARA ubrana jest w strój doskonale znany z klipu do piosenki Mister. To waśnie w tym klipie dziewczęta wykonują swój słynny „taniec pupą”, który stał się swojego rodzaju archetypem wszelkich innych dziewczęcych tańcy z podtekstem (najmłodsza członkini zespołu miała wtedy 16 lat!). Jeśli jeszcze go nie widzieliście, koniecznie należy nadrobić zaległości, gdyż jest to jeden ze stale przewijających i powtarzających się motywów w koreańskiej, japońskiej (i nie tylko) pop-kulturze.

Być może się starzeję i robię się przewrażliwiona w pewnych kwestiach, ale zaczyna mnie poważnie martwić problem uprzedmiotawiania ludzi, a już celebrytów wszelkiej maści i narodowości w szczególności. Trudno o bardziej wymowny przykład błyskotliwej kariery od dziewczyny z sąsiedztwa do kręcącej pupą plastikowej lalki. Nie wiem jak Wy, ale ja nie chciałabym, by barbie miała moją twarz, glądać się na sklepowej wystawie i patrzeć na krzykliwy podpis z promocyjną ceną, za jaką można kupić moją mniejszą wersję. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co zadowoleni fani będą wyprawiać z tymi lalkami…

Mogę zrozumieć, że jeśli się kogoś podziwia, to chciałoby się któregoś dnia poznać ową osobę, porozmawiać z nią, powiedzieć, jak wiele jej twórczość dla nas znaczy… Nie pierwszy jednak raz odnoszę wrażenie, że uwielbienie fanów niewiele ma wspólnego z podziwem i ludzkim uczuciem sympatii. Obserwując cały ruch sasaeng fanów (więcej tutaj) i anty-fanów (więcej tutaj i tutaj), dochodzę do wniosku, że idol w ich oczach nie jest człowiekiem. Dla tych pierwszych, to bóg wcielony, któremu oddaje się cześć i stawia ołtarzyk w domu. Nie ma takiej ceny, której fani by nie zapłacili, byle tylko wejść w posiadanie świętych relikwii (takich jak sprzęty codziennego użytku, autograf czy podobizny idola), tudzież dotknąć obiektu swego kultu. Ci drudzy zaś traktują aktorów i piosenkarzy jak worki treningowe, chodzące i gadające środki do rozładowania agresji i stresu. W obu przypadkach, oglądany na szklany ekranie celebryta nie jest człowiekiem. To obiekt, który można zawłaszczyć, skopać lub utulić.

Muzea z figurami woskowymi są doskonałym przykładem tego, do czego gwiazdy potrzebne są przeciętnemu zjadaczowi chleba. Bo czy woskowa podobizna znanej osoby nie jest najlepszą wersją tego kogoś? Już na zawsze pozostanie piękna i młoda, zawsze chętnie zapozuje do zdjęcia, nie będzie ględzić, że nie ma ochoty, czy czasu. Pozwoli się nawet klepnąć w pupę, albo wetknąć palec w oko, wciąż z tym samym, zniewalającym uśmiechem na ustach. Czyż nie jest to wspaniałe w swojej prostocie? A potem taką fotkę wrzucimy sobie na facebooka czy naszą klasę, zaraz obok naszego pięknego zdjęcia pod palmami. A niech wszyscy zazdroszczą! A co!

[nie sądzę, by prawdziwy Pattinson był tak samo zachwycony...]

niedziela, 15 stycznia 2012

Aegyo a czynnik romantyczny

Skoro już mniej więcej wiemy, czym jest aegyo (a jak nie wiemy, to się szybko edukujemy tutaj), możemy zacząć powolny rozkład. To znaczy, rozkład aegyo, jako zjawiska, na czynniki pierwsze. Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie fakt, że aegyo jest kluczem do zrozumienia wielu fenomenów związanych z pop-kulturą Korei, tak jak koncept kawaii tłumaczy niemal wszystko w Japonii. Raz na jakiś czas będę powracać do tegoż, jakże słodziuteńkiego tematu. Niestety, tylko po to, by przekonać się, że właściwie wcale tak słodko i różowo nie jest. Ale nie uprzedzajmy faktów.

[SNSD lub Girls' Generation, jak kto woli]

Co aegyo ma do randkowania? Głupie pytanie. WSZYSTKO! Właśnie o to się rzecz rozbiega, by robiąc urocze minki i skromnie opuszczając wzrok, złapać tego jednego, jedynego. A skoro kobiety robią to w tak masowym natężeniu, wniosek jest prosty – to musi działać! Tyle oczywistości. Teraz warto zastanowić się, dlaczego faceci z uśmiechem na ustach kleją się do słodkich dziewczyn(ek) jak muchy do lepu. Cóż takiego pociągającego jest w dorosłej kobiecie, która z całych sił stara się przekonać świat, iż tak naprawdę wciąż ma 5 lat?


Odpuśćmy sobie na razie trop pedofilski (o tym będzie kiedy indziej). Skupmy się na normalnych, zdrowych facetach, których pociągają fizycznie dojrzałe kobiety, ale jakoś nie mogą oprzeć się urokowi tęsknych, słodkich wołań typu: „oppaaaa~”.

Dziewczyna, która jest aegyo, jest jak dziecko. Lubi kolorowe, urocze rzeczy (dobra, ja też lubię -_-`, ale to jeszcze nie czyni mnie aegyo), wrzeszczy na horrorach, rumieni się po usłyszeniu sprośnego żartu, łapie swojego mężczyznę za rękaw, wlepia w niego oczy zbitego psiaka i cieniutkim, słodkim głosikiem prosi, by gdzieś poszli, coś zrobili, coś jej kupił. Nie przypomina Wam to scenki dziecka z rodzicem? Dziecko ładnie pyta o zgodę, płacze i tupie nogami, gdy nie dostaje tego, co chce, ale tak czy owak, ostateczna decyzja należy do dorosłego – w tym przypadku faceta.

[Jessica z SNSD]

Wiadomo, że nie wszyscy, ale nie oszukujmy się – większość mężczyzn lubi mieć władzę i czuć się panami każdej sytuacji. A z kobietami ostatnio porobiły się jakieś dziwne rzeczy… Już nie siedzą cicho w kuchni, gdzie ich miejsce i nie chcą całego swojego życia poświęcać na dogadzanie mężowi i wychowywanie dzieci. Pracują, kształcą się, wyjeżdżają za granice, mają swoje zdanie i nie raz bezlitośnie wytykają mężczyźnie błąd lub porażkę. Przyzwyczajonym do patriarchalnego modelu rodziny przedstawicielom płci teoretycznie brzydszej grunt nagle zapalił się pod nogami. Ich ojcowie bez problemu dyrygowali matkami, zawsze rano czekało na nich ciepłe śniadanie a świeżo wyprane i wyprasowane ubrania ułożone były w schludną kosteczkę. Dlaczego mieliby nagle z tego wszystkiego rezygnować?

Zamiast użerać się z wyemancypowanymi babami, czyż nie lepiej jest poszukać sobie delikatnej i uroczej partnerki życiowej, której nieskomplikowany, dziecinny umysł pozwoli się w łatwo kształtować? Zamiast zaciekłych pojedynków na argumenty, wpatrzone z nabożną czcią oczęta, spijające słowa z ust, niczym prawdy objawione. Zamiast pustej lodówki i sprzeczek, kto tym razem robi zakupy, pachnący obiadek na stole, z kimbapem podawanym wprost do dzióbka. Zamiast kolejnej bluzki w szafie, kupionej niewiadomo kiedy i z kim za własne pieniądze, przeciągłe jęki i prośby o kupno nowej sukienki… Czyż nie brzmi to kusząco?

[kadr z dramy "Protect the boss"]

Nie da się ukryć, że dramy i przemysł muzyki rozrywkowej dołożyły swoje. Czy możecie wymienić choćby jeden tytuł serialu, w którym główna bohaterka nie byłaby w jakiś sposób aegyo? Niemal zawsze schemat jest ten sam: on – bogaty, zadufany w sobie egoista, pomiatający ludźmi i ciężką pracą, ona – biedna, pracowita, o gołębim sercu. Taka, co to i staruszkę przez ulicę przeprowadzi i przyklei plasterek na kolanko przypadkowo spotkanemu dziecku i choć czasem usiłuje to głęboko ukryć, tak naprawdę w jest przeurocza i przesłodka. W „Secret garden” Gil Ra Im (grana przez Ha Ji Won) niby jest twardą kobietą, która bez mrugnięcia okiem przywali każdemu, kto wpadnie jej pod rękę (w końcu jest kaskaderką), a za każdym razem, gdy dostanie SMS, powtarza za swoim telefonem cieniutkim głosikiem „masz wiadomość”. Nie mówiąc już o tym, co w nią wstępuje, gdy rozmawia ze swoim idolem, Oską…

[Ha Ji Won i Hyun Bin w "Secret Garden"]

Omawiając aegyo i randkowanie nie sposób pominąć temat „matching clothes”. Staram się nie nadużywać angielskich terminów, ale niestety nie jest to łatwe, bo w większości nie mamy odpowiedników danych zjawisk, a tworzone na szybko tłumaczenia brzmią mocno głupkowato. „Matching clothes” znaczy dosłownie „pasujące ubrania” i oznaczają sposób ubierania się par, by ich stroje do siebie pasowały, a najlepiej były swoimi wiernymi kopiami. Przemysł koszulkowy czerpie z tego tytułu niesamowite profity i na wszelkie sposoby stara się podtrzymać tę modę.



Skąd w ogóle wziął się taki pomysł? Rzecz jasna z Japonii. W Azji wschodniej publiczne okazywanie sobie uczuć nie jest kulturowo przyjęte, więc wszelkiej maści obściskiwanie i całowanie się (ba, nawet chodzenie za rękę po ulicach) może wywoływać okrzyki zgorszenia. Młodzi ludzie nie byliby jednak sobą, gdyby nie starali się buntować przeciw skostniałym regułom i coraz częściej można spotkać obejmujące się, czy trzymające za ręce pary. Innym sposobem na oznajmienie światu wzajemnej miłości są właśnie „matching clothes”. Mogą to być po prostu ubrania w tym samym kolorze, ale przeważnie są to owe koszulki z pasującymi do siebie nadrukami. Niektóre są naprawdę kiotta*!

[dowód na to, że w Korei istnieją nie tylko filigranowe piękności!]

[jak mówiłam, pasować do siebie mogą nie tylko koszulki...]


Czy koncept aegyo jest nam aż tak bardzo odległy? Nie sądzę. Chyba każdy na początku związku przechodzi podobną fazę okresowego zdziecinnienia i zachowuje się jak oszalały kilkulatek. Wydaje mi się naturalne, że chcąc okazać swojemu partnerowi miłość i czułość, sami zachowujemy się jak duże dzieci. „Zaopiekuj się mną, bo taka jestem biedna”, „przytul mnie, bo tak się boję”. Czy z ręką na sercu, któraś z nas może powiedzieć, że nie uciekała się kiedyś do podobnych niecnych metod manipulacji? Poza tym miło jest być z kimś, przy kim można czuć się tak bezpiecznie i swobodnie jak za dziecinnych lat. Póki takie zachowanie wypływa z rzeczywistej potrzeby serca i przychodzi naturalnie, nie wydaje mi się, by było to coś złego. Gorzej tylko, jeśli ktoś pozuje w ten sposób, by przypodobać się swojej domniemanej „połówce”. Któregoś dnia będzie musiało się wydać, że słodka wybranka męskiego serca wcale taka urocza i naiwna nie jest. A co się wtedy dzieje? Tego już dramy nie pokazują…



* kiotta – od ang. cute, czyli uroczy, słodki. Przykład sławetnego konglishu.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

k-fashion (część II)

~moda damska~

Część I poświęcona modzie męskiej znajduje się tutaj.

[Yoon Eun Hye i Kim Hyun Joong]

Z samego faktu, iż jestem kobietą, powinnam zapewne z większym entuzjazmem podchodzić do tematu mody damskiej. No cóż… Moje podejście do tego zagadnienia wygląda następująco: wiem, kto to jest Calvin Klein i Versace, wiem, że obecnie w modzie są getry i… to by było chyba na tyle.
Co mnie zatem podkusiło, by zabierać się za temat mody w Korei? A kto to wie? Najpewniej, wszystko przez te filmy i seriale, w których skośnookie piękności wyglądają tak olśniewająco i kobieco w swoich strojach, że podświadomie zachciało mi się coś tam od nich zaimportować do własnej szafy. Tak sobie klikałam i klikałam po internecie, aż w końcu doszłam do wniosku, że skoro już się tyle doedukowałam, to może warto uczynić jeszcze trochę wysiłku, zgłębić temat i podzielić się zdobytą widzą? Tak oto wyzwanie zostało przyjęte! 

Jak zaznaczałam już w pierwszej części, opisując męskie stroje, wszystkie poniższe opisy i rozróżnienia są moją radosną twórczością. Opartą, rzecz jasna na długich i wnikliwych poszukiwaniach, ale wciąż moją własną. Jakiekolwiek komentarze lub sprostowania są mile widziane!

Moda męska, drodzy czytelnicy, to była pestka. Trzy style, kilka odnóg, banał. Jak wiadomo, kobiety są bardziej skomplikowanymi stworzeniami, więc i ich garderoba zbyt jednolita być nie może. Po długich dywagacjach i analizach, moja konkluzja na podział damskich trendów w k-fashion jest następująca:

Jak łatwo zauważyć, główne style pokrywają się z grubsza z tym, co opisywałam w męskim wydaniu. Na pierwszy ogień rzućmy najpopularniejszy i najbardziej zróżnicowany



Tutaj mamy dwa główne nurty. Zacznijmy od city romantic. Czym się charakteryzuje? Przede wszystkim jest to styl bardzo dziewczęcy i świeży. Łagodne, pastelowe kolory, zwiewne tkaniny, wstążki, kokardki, rozkloszowane spódnice i bufiaste bluzeczki. Wszystko wygląda jednak skromnie i nigdy nie jest przesłodzone. Jak tego dokonać?

  • zakładaj na siebie neutralne kolory, pastele lub czerń
  • jeśli masz na sobie obcisły dół, góra powinna być luźna (bardzo popularne bluzki tak zwany „over size”)
  • wskazana jest obecność koronek
  • tkaniny powinny być miękkie, delikatne i naturalne
  • noś dziewczęce, zwiewne sukienki i spódniczki
  • jeśli zakładasz spodnie (muszą być dopasowane, najlepiej rurki), to skontrastuj je ze zwiewną bluzeczką
  • wszelkiego typu „łączki”, drobne kropeczki i inne urocze rzuciki są mile widziane
  • pokochaj „cebulkę” czyli noś kilka warstw ubrań. Nie może to być jednak przypadkowa mieszanina kolorów i tkanin. Zestawiaj ubrania w stonowanych odcieniach, pasujących do siebie
  • krój ubrań powinien być prosty, bez zbędnych udziwnień formy
  • zainwestuj w subtelne, urocze dodatki (kolczyki w kształcie owoców lub kokardek, klasyczny naszyjnik z pereł lub subtelnie połyskujących kamieni, nie bój się wstążek i kokardek)
  • nadrzędną zasadą jest kobiecość
  • z obecnych trendów, bardzo modny jest wzór „panterka”
  • buty: na wysokim obcasie lub kolorowe balerinki
  • [dobrym miejsce na zakupy jest G-Market]
Myślę, że to dobre miejsce na poczynienie pewnej uwagi, bo zapewne nie raz zastanawialiście się, jak to jest, że robi się takie wielkie „halo”, bo ktoś tam, gdzieś tam błysnął bielizną, lub podotykał się intensywniej, niż by wypadało, a kobiety nawet na ulicach chodzą w takich mini spódniczkach, że z lupą ich szukać. Po prostu Koreańczycy mają nieco inne poczucie tego, co wypada, a co nie. U nas głęboki dekolt, czy odsłonięte ramiona nikogo nie szokują, bo i czym by miały. W Korei zaś pokazanie dekoltu to wielka sprawa, a odsłonięte nogi to rzecz banalna i nie wymagająca nawet komentarza. Oczywiście, jeśli ktoś przekracza rozsądną barierę, pojawiają się zgryźliwe komentarze (tak jak pod adresem Tiffany z SNSD – czytaj: tutaj), ale nie oszukujmy się. Jeśli u nas ktoś biegałby z dekoltem do pępka, też wzbudziłby sensację.

Przeglądając zdjęcia na różnych portalach znalazłam mnóstwo stylizacji, które przywiodły mi na myśl „Alicję w krainie czarów”. Tak też roboczo nazwałam tę podgrupę. Czym się wyróżnia?

  • też, oczywiście, kładzie niezwykły nacisk na dziewczęcość
  • nawiązuje do dawnych lat, niemal pensjonarskich tradycji
  • podstawą są sukienki o rozkloszowanym dole, zapinane na guziczki i wykończone koronkowym, białym kołnierzykiem
  • jeśli bluzka, to również z obowiązkowym, okrągłym kołnierzykiem w kontrastowym kolorze, lub ewentualnie duża koronkowa wstawka, zestawiona jedynie ze spódnicą (może być krótka i obcisła)
  • kolory: biel, czerń, granat, brąz, szarości
  • ubrania raczej gładkie, ewentualnie drobny rzucik w groszki
  • oszczędność w dodatkach
  • na miejscu są wstążki i kokardki, oraz długie zakolanówki


Sławną przedstawicielką tego stylu jest IU. Jej ostatni teledysk (do piosenki „You and I”) wygląda jak żywcem wycięty ze stron „Alicji…

[IU w klipie "You and I"]


Innym nurtem stylu ulicznego jest tak zwany casual mix. Nie jest łatwo go usystematyzować, gdyż jak sama nazwa wskazuje, jest bardzo różnorodny i najszybciej się zmienia. Jest on reprezentowany najczęściej przez nastolatki, ale myślę, że dozwolony jest i dla późnych dwudziestek. Nadrzędne zasada? Wygoda, spontaniczność i dziewczęcość. Co ponad to?

  • dobrze nam znane getry
  • do tego obszerne, luźne tuniki, bluzy lub swetry „over size”
  • warstwowość, ale w bardziej odważnym wydaniu. Wciąż nie znajdziemy tu pstrokacizny, ale często grube swetry kontrastowane są ze zwiewnymi, delikatnymi spódnicami, a mini spódniczki ukrywają się pod długimi bluzami
  • kolorowe i urocze nadruki na koszulkach/bluzach
  • jednym z ulubionych patentów Koreanek jest noszenie shortów na grube, wełniane rajstopy w kontrastowym kolorze
  • długie zakolanówki są luźno opuszczone i zmarszczone wokół kostek
  • co do butów: powinny być przede wszystkim wygodne. Zestawienie zwiewnej sukienki z trampkami lub adidasami, to nie grzech, ale równie dobrze mogą to być balerinki lub kozaki. Buty na obcasie są w porządku, jak długo nie są za wysokie i przez to niewygodne
  • dodatki: wełniane szaliki i czapki, długie wisiory, duże torby i generalnie wszystko, co wpadnie nam w oko






ma również swoje damskie wydanie i ciężko powiedzieć, gdzie właściwie powinien się uplasować. Można zauważyć w nim wiele wpływów stylu ulicznego, ale jak i w przypadku męskiego odpowiednika, panujące w nim zasady posunięte są do ekstremum, przez co trącają ekstrawagancją, a to nie jest zbyt popularne na ulicy. Cechy stylu dla obu płci w większości przypadków się pokrywają:

  • duuuuuużo warstw
  • przydługie rękawki
  • dominacja przydymionych, stonowanych kolorów
  • z wzorów: kwiatki, łączki, groszki
  • naturalne, miękkie i miłe tkaniny
  • długie i jakby o dwa rozmiary za duże swetry
  • suknie do ziemi w hippisowskim stylu
  • zwiewne sukienki zestawione z grubymi swetrami
  • płaszcze typu pelerynka
  • rozkloszowane spódnice
  • długie, ciepłe i wełniane szaliki (niekoniecznie jeden), wełniane czapki
  • oszczędność w dodatkach


Nawet BoA zdarzył się krótki romans z bohemian style.

Jednak, jak dla mnie, wzorem jest Mary (Moon Geun Young) z dramy „Mary stayed out all night”. Tworzyli z Jang Geun Sukiem taką miłą parę ^^

[jak ja bym chciała taki płaszczyk! @_@]



To styl dla starszych kobiet, panienek z bogatych rodzin lub każdej z nas, gdy raz w życiu uda nam się wyjść na wielki bal. Jak i w męskim wariancie, podstawą jest elegancja oraz dobra marka. Byle kogo nie stać, by się tak ubierać na co dzień. Tak jak dla mężczyzn nieodłącznym elementem był garnitur, tutaj jest doskonale skrojona, dopasowana princeska. Dodatki powinny błyszczeć w subtelny, acz nie dający się przeoczyć sposób. Gwiazdy bardzo często występują w takich stylizacjach, przez co, jak sądzę, styl ten jest cichym obiektem pożądania. Tutaj lista cech:

  • elegancja rodem z Audrey Hepburn
  • doskonała jakość ubrań
  • dopasowane stroje, podkreślające kobiece kształty
  • eleganckie płaszcze w wyrazistych kolorach
  • dozwolone są mocne kolory i odważniejsze wzory, chociaż tylko, jeśli towarzyszy im stonowana, klasyczna oprawa
  • dominacja czerni i bieli
  • przewaga spódnic i sukienek, jeśli spodnie, to tylko eleganckie i dopasowane
  • tylko prawdziwa, acz subtelna biżuteria
[Yoon Eun Hye]


Podrozdziałem wysokiego połysku jest victorian style, wyraźnie inspirowany europejskim klimatem lat dwudziestych. Wszystko, co obecne jest w wysokim połysku, występuje i tutaj, ale zintensyfikowane, w bogatszej wersji i z większą dozą ekstrawagancji. Styl zdecydowanie nie jest skromny, przez co nie jest zbyt popularny, ale na pewno inspirujący:

  • wyszukane formy
  • duża ilość drapowań i marszczeń
  • obowiązkowy kapelusik rodem z lat 20-tych
  • ołówkowa spódnica za kolano
  • koszule z żabotem
  • żakiety z grubych, chropowatych tkanin
  • perły i torebki kopertówki
  • eleganckie buty na wysokim obcasie



Tym oto sposobem przebrnęliśmy przez główne nurty w k-fashion. Który ze styli najbardziej przypadł Wam do gustu?
Jak zapowiadałam, w następnej części(-ach?) cyklu weźmiemy pod lupę lubiane gwiazdy koreańskiej estrady i kina i poszperamy im trochę w garderobie.
Ale teraz, dziękuję Wam, moi drodzy, za czas poświęcony na lekturę!
감사합니다!
[
kamsahamnida]

Źródła:
niezliczone
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...